Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #104 (10.08.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 10 sierpnia 2009 Numer: 32/2009 (104)


W zeszłym tygodniu ukazał się ostatni numer War of Kings, który nie zawiódł oczekiwań większości czytelników.



All Winners Comics 70th Anniversary Special
Gil: Fabularnie całkiem nieźle. To chyba jedyny komiks, w którym Jeffrey Mace naprawdę wystąpił jako Captain America, ale chyba nie powinien mieć przy sobie Bucky'ego, bo nie przypominam sobie, by ktoś go zastępował przed Jackiem Monroe. Całkiem fajnie wyszedł wątek romantyczny między Miss Americą i Wizzerem, który również uzupełnił lukę w historii. Dodatkowy plus za nawiązanie do komiksów i tribute dla Otto Bindera. Minusem są natomiast rysunki, bo chociaż Uy radzi sobie już trochę lepiej, nadal nie można go nazwać dobrym rysownikiem. No i oczywiście jest archiwalny przedruk. Chyba mogę dać 7/10, przymykając oko na grafikę.

dAmazing Spider-Man #601
Gil: Do czego to doszło? Żeby Spider-Man się uchlał i zaliczył one-night-stand z siostrą kolegi? Świat się kończy... ale przynajmniej zabawa przednia. Nie tak, jak dalsze ględzenie o kryzysie, którego jedynym celem jest chyba zaznaczenie faktu w wielkiej komiksowej historii świata. Ale motyw z szukaniem chałupy już znowu lepszy. Tylko czy tutaj nie miało być jakiejś historii o MJ? A, nieważne. Dodatkowa historia również dobra i jeśli po tej rozmowie Jess wróci do bohaterowania, to ucałuję Bendisa w tę łysą glacę. Rysunki tu i tu przyzwoite, więc będzie to jakieś 7/10.
Pariah:
Wow. Cały komiks pod tytułem Spider szuka nowego lokum :P. Co dziwne, czytało się całkiem nieźle. Powstają tylko dwa pytania. Czemu nie poszedł po pomoc do kumpli z Avengers? Mógłby mieszkać jak reszta u Capa. Kolejne: jak to jest, że wszyscy zapomnieli, kim jest Spiderm-Man, a mimo to MJ wie doskonale... Nie rozumiem tego. Lepszą częścią komiksu jest druga historyjka, w której Bendis rozwija wątki łaczące Petera z Jesicą Jones. Ciekawe, co z niej wyniknie, ciekawe, co na to Luke ;). 6/10.
Krzycer: "Why on Earth do they call it 'getting lucky?'" - urocze. :) Pająk na kacu (choć po pierwszej stronie temat się nie pojawia) i po one-night standzie - zabawne. Tajemniczy pożar, zapowiedź jakiejś przyszłej historii, urozmaicone dowcipem z toaletą. Szukanie mieszkania nieciekawe. No i w końcówce dowiadujemy się, że Mary Jane pamięta tożsamość Pająka. Ciekawe, czemu?
Numer całkiem ok, chociaż kreska miejscami niedomaga.
Kreska jest za to zaskakująco dobra w dodatkowej, bendisowej historyjce. Po OMD w życiu bym nie przypuszczał, że Quesada potrafi tak rysować. Może to kwestia kolorów... (swoją drogą Danielle zazwyczaj ma trochę jaśniejszą karnację). A sama historia sugeruje powrót Jessicki do rajtuzów na łamach New Avengers. Może być ciekawie.


Captain America: Reborn #2
e
Gil: Idziemy naprzód, ale trochę nieśmiało. Większość numeru wypełnia nawet nie samo szukanie odpowiedzi, ale jeszcze zadawanie pytania, co tak właściwie się dzieje. I do sedna przybliżamy się tylko nieznacznie, bo tutaj Steve sobie skacze w czasie, a tutaj Bucky się bije i ten najważniejszy wątek jakby schodzi na plan dalszy. Ale przynajmniej do czegoś to w końcu doprowadziło, więc numer nie jest tylko rozciągnięciem. Wygląda też nieźle i znów góruje tu Guice, więc za całokształt można dać 7/10.

Cyclop83: Tak jak sądziłem, tylko Bru będzie potrafił sprowadzić Steve'a w interesujący sposób. Choć droga do tego daleka, to uczestniczenie tej postaci w kluczowych dla tego herosa momentach w życiu jest bardzo ładnie pokazane w skokach w czasie. Równocześnie wydarzenia w teraźniejszości Bru prowadzi w równie interesujący sposób. Krótka, acz intensywna walka obecnego Kapitana i Black Widow z częścią Dark Avengers fajnie nawet wyszła. Choć dalej dziwi mnie, iż Ares jest pieskiem na posyłki Normana. Fajnie, że Stark odkrył, iż coś było nie tak z szybkością starzenia się ciała Steve'a po śmierci, ale biedaczek nie przekazał juz tego odkrycia mega mózgowi Reedowi, który zaczyna coś odkrywać w połączeniu z czymś w krwi Sharon, bo zaczął go ścigać Normanek. Fajna scena. Oferta, jaką otrzymali Sin i Crossbones od Osborna, ciekawie poprowadzona: albo kulka w łeb bez procesu, albo pomoc w odrodzeniu Kapitana Ameryki [z umyslem Red Skulla] jako przywódcy Avengers odpowiadającym przed Osbornem. Ostatnie strony również trzymają wysoki poziom. Najpierw w trakcie rozmowy Osborna z więźniami, którymi są Bucky i Black Widow, upublicznienie, iż Sharon była drugim zamachowcem, a potem ultimatum: albo Black Widow przekaże Sharon, by się poddała w ciągu 24 godzin, albo, jeśli tego nie uczyni, to będzie miała dwóch Kapitanów na sumieniu. Brubaker naprawdę zna się na swojej robocie. Z czystym sumieniem 9/10

Krzycer: Przygody Kapitana w czasoprzestrzeni na razie do niczego nie prowadzą, przez co były raczej nużące. Przebitka z laboratorium Reeda oprócz jego kolejnej potyczki słownej z Pymem przynosi parę ciekawych sugestii, ale za mało, by wyciągać jakieś wnioski. Osborn dobijający targu z Sin i Crossbonem - dobre, choć Norman myślący, że Red Skull w jego szeregach to dobry pomysł to zaskakująco krótkowzroczny Norman.
Starcie Bucky-Capa i Wdowy z Młotkami nieciekawe, wejście Aresa i Venoma tego nie poprawia. Ale w finale dostajemy świetną scenę z Osbornem. Kadr, na którym prezentuje ekrany z wiadomościami - mistrzowski.

Dark Reign: Zodiac #2
Gil:
Coraz wyraźniej widać, że postać Zodiaka inspirowana jest Jokerem w wersji Heatha Ledgera. Absolutna rozwałka, bez wyraźnego powodu. Doskonale zorganizowany chaos. Wiele asów w rękawie. I oczywiste, najczystsze szaleństwo. Bardzo fajnie się to czyta, numer zawiera kilka bardzo odważnych scen (szkoda, że co nieco wypikselowano), a motyw z Galactusem i Red Roninem sprawia, że aż chce się zobaczyć, co dalej. Rysunki dobrze do tego pasują, chociaż miejscami bywają zbyt kanciaste tam, gdzie powinny być krągłości. Tak czy inaczej, jeszcze jedno 7/10.

Deadpool: Merc With A Mouth #2
Krzycer: To jest dobre! Nie wszystkie pomysły do mnie trafiają, ale cała sytuacja w jaskini wraz z wymachiwaniem własną ręką rozłożyła mnie na łopatki. Potem było trochę nudniej, ale zaraz trafiła się scena numeru, czyli "In the jungle" na dwa głosy.
Jeśli następne numery utrzymają poziom, to będzie to miła odskocznia od wersji Way'a (choć, oczywiście, to nadal nic w porównaniu z tym, co pisał Nicieza. A wcześniej Gail Simone. A wcześniej Kelly. Itd, itd.).
Gil: Co dwie głowy to nie jedna - to powiedzenie jak na razie nie do końca się sprawdza, bo Deadpool i Headpool zapoznają się dość nieśmiało. Akcji jest sporo, ale jeśli ktoś spodziewał się boskich dialogów w wykonaniu tych dwóch, to na razie może się trochę zawieść. Póki co, ich najlepszy wspólny występ to wykonanie "Lion Sleeps Tonight" przy ognisku, na dwa głosy. Mimo wszystko można się dobrze bawić, bo jest jeszcze doktor Betty i właśnie wmieszała się Hydra, chociaż niestety nie w osobie Boba. Wygląda to różnie, ale miejscami bardzo fajnie i w dodatku ładnie wpisuje się w continuity, więc za całokształt może być 7/10.

fExiles vol. 2 #5
Gil: Nie dziwię się, że tak szybko zamykają tę serię, bo z tym numerem udowodniła, że nie ma nic ciekawego do zaoferowania. Główny wątek jest przewidywalny i nijako obudowany. Najbardziej zwróciłem jednak uwagę na ewidentny bullshit w motywie Ultron to Pym. Bo jeśli rzeczywiście miał to być tylko Pym w zbroi, to dlaczego rozdziawiał nienaturalnie japę i jak mogła mu odskoczyć głowa? Powiedziałem też wcześniej, że przegięciem będzie, jeśli Polaris to przetrwa. Przetrwała. Doczytam do końca tylko, żeby doczytać, a wystawiam 5/10.
Pariah:
Poprzedni numer nie przypadł mi do gustu, ten podobał mi sie znacznie bardziej. Nie spodziewałem się, że cliffhanger z poprzedniego numeru okaze się tak prosty do rozwiązania. Spodziewałem się raczej, ze Lorna ukrywała coś przed kolegami, ale może być. Cała historia jest bardzo prosta, ale całkiem ciekawa, nawet pomimo kilku bzdur. Autor utrzymuje wszystko w lekkiej, humorystycznej atmosferze, która mi osobiście przypadła do gustu. Szkoda, że to już przed ostatni numer. Liczę, że finał mnie nie rozczaruje. 6/10
Krzycer:
Poszło szybciej niż myślałem, na standardowym poziomie i w sumie bez większych niespodzianek. "Łatwiej było przenieść energię życiową i świadomość milionów ludzi niż zaprojektować firewalla" - ¿que? :D Pomijając to kuriozum w numerze brakowało większych zaskoczeń, może jeszcze poza sekretem McCoy'a.
Czekam na ostatni numer i odpowiedzi dotyczące Blink.


Ghost Riders: Heaven's On Fire #1

Gil: I znów powrócił mój dylemat związany z historiami Aarona. Jeśli spojrzeć na tę historię poważnie, to jest po prostu głupia. Ale jeśli przymknąć oko, staje się nawet zabawna. Główny wątek: anioły Zadkiela polują na zbiegłego antychrystka o imieniu Anton Satan, żeby na nowo urządzić apokalipsę. Plus: powrót zapomnianej już Jaine Cutter. Minus: łysy Hellstorm. Rysunki bardzo nierówne - twarze kiepskie, reszta całkiem dobra. Ocena... no, na razie dam 6/10, a później się zobaczy.

House Of M: Masters Of Evil
#1

Gil: Gage, z uporem godnym likwidowania głodu w Afryce, powraca do świata HoM, żeby wywlec kolejny jego marginalny aspekt. Węszę tu próbę podpięcia się pod stylistykę Dark Reign, stąd pewnie główna rola Hooda i tych złych. Niestety, jak na elseworld wygląda to kiesko, bo nie zauważyłem żadnej istotnej zmiany w postaciach, a jedynie znane już tło. Jeśli chodzi o treść, to gdyby każde słowo w tym komiksie zamienić na "bla", nic by się nie zmieniło. Tylko rysunki są w miarę przyzwoite. Dam 4/10 i zapomnę.

Hulk vol. 2 #13
Gil: Zabawne jak wystarczy brak tego czerwonego, żeby odbiór się poprawił. Nawet mimo faktu, że nadal jest niebieskie i łuskowate. Poprawa jest wprawdzie nieznaczna, ale o czymś to świadczy. Znowu jest bijatyka, tym razem między tym, co kiedyś było Rickiem Jonesem, a Aresem. I znowu jest pokrętne wyjście z sytuacji, żeby nikt nie wygrał. Zastanawiam się tylko, czy w tym świecie na każdym rogu są sklepy z ubraniami dla olbrzymów? Bo zawsze znajdzie się jakiś płaszcz i kapelusz, żeby ukryć w tłumie takich wielkoludów. Rysunki po staremu, a całość to 4/10.
Black Bolt: Zjadliwe, rzekłbym nawet dobre, po ostatnich trzech numerach tej serii. Było w tym trochę sensu i nawet nawiązanie do dalekiej przeszłości i motywu z tą celą, co zaliczam na plus, a co najlepsze, w końcu wróciło to do continuum i pojawił się i Osborn, i Dark Reign. Oczywiście nie mogło zabraknąć też głupich tekstów i nowych bullshitów. Rick nagle stwierdza, że nie może przemienić się z powrotem w człowieka, choć już to robił, a Ares znajduje ich na środku pustyni ot tak. No i na czym polegają nowe moce A-Bomba? To tylko kamuflaż, czy rzeczywiście potrafi absorbować materię?
A rysunki świetne. Lubię McGuinnessa i na szczęście był ten nowy kolorysta co w #600. Same plusy w tym numerze. Niech będzie nawet 6/10, bo to jak na razie najlepszy numer serii o Rulku. Może dlatego, że go nie było. :P

Krzycer: To było... zaskakująco przeciętne! W pozytywnym sensie! I nawet dialogi Ricka z Brucem były znośne. Zaczęły mi za to przeszkadzać nabrzmiałe wałki, które McGuinness rysuje wokół karków Hulka i Aresa.
Ale poza tym - całkiem przeciętnie.


Invincible Iron Man
#16

Gil: Kiedy już myślałem, że coś może z tego być, Fraction potraktował Madame Masque jak wariatkę z telenoweli, z Antka zrobił pantofla i kazał Iron Pepper uratować wszystkich. Z drugiej strony, Natasha wścieka się o chałupę, a Maryśka bredzi coś, że Controller ją przez całe życia kontrolował. W dodatku Salva znów wyczynia takie cuda anatomiczne, że się fizjologom nie śniły. Innymi słowy, znów pac o dno. Tym razem 3/10.

Iron Man & The Armor Wars
#1

Gil: Nie wiem, co to właściwie jest. Wygląda trochę jak Marvel Advetures, a trochę jak zwykła przeróbka starej historii. Tak, czy inaczej, czyta się jak odgrzewany kotlet, więc dołączy do trzech pozostałych miniserii z Tośkiem w szufladzie z napisem "zbędne". Tylko okładka jest tu cokolwiek warta, a reszta to jakieś 2/10.

Ultimatum Fantastic Four Requiem
#1

Krzycer: Dobre. Łata dziury dotyczące Johnny'ego i Dormammu, odpowiada na parę pytań i wskazuje dalszą drogę. Już wiemy, że Johnny wróci do NYC, bo ma się pojawiać w UC Spider-Manie, ale poza tym diabli wiedzą, co się stanie. I bardzo dobrze - Ultimate Universe po Ultimatum znowu jest nieodkrytym lądem, niezapisaną kartą, etc, gdzie wszystko może się zdarzyć.
I to, powiedzmy sobie szczerze, jedyna zaleta tego eventu. Ale FF Requiem wypada bardzo pozytywnie.
I jeszcze dwie sprawy - zdepowerowany Dormammu okazał się człowiekiem? Ale o co chodzi?
I druga - wizyta Bena w Latverii wypada tutaj świetnie. Porównując ją z tym samym wydarzeniem w Ultimatum #5 można wyciągnąć mnóstwo wniosków na temat tego, jak to czasami lepiej nie pokazywać wszystkiego, jak buduje się napięcie, analizować dramaturgię, lub po prostu stwierdzić, że Loeb ssie. Co kto woli.


Ultimatum X-Men Requiem #1

Gil: Bla, bla, bla... I tak uniwersum Ultimate nigdy mnie nie obchodziło, więc nie mam po czym płakać. A w ogóle, piszę o tym numerze tylko dlatego, że został bardzo fajnie zilustrowany przez Bena Oliviera i pokolorowany przez Edgara Delgado. Gdyby nie warstwa graficzna, nie byłoby o czym mówić. Tylko dzięki nim, całość oceniam na 4/10.

Hotaru: Nie wiedziałem, czego spodziewać się po tym numerze. I to się świetnie składa, bo idealnie zgrałem się ze scenarzystą Aronem Coleite. On też nie wiedział. Jeszcze półtora roku temu spodziewałem się, że pożegnanie z Ultimate X-Men będzie dla mnie bardziej emocjonujące. Na szczęście w międzyczasie Ultimatum zadbało o to, bym teraz nie czuł żadnych emocji. Dziękuję.

Krzycer: Nie licząc przypadkowej bitki z Mystique, Sabretoothem i - zwłaszcza - "WTF?" Assemblem jest to całkiem przyzwoity numer. Bardzo dobrym momentem jest wejście Kapitana oraz początkowe wywody Danvers. Zniszczenie rezydencji - złapałem się na tym, że pomyślałem, że żadne duże wydarzenie w życiu X-Men nie może się bez tego obejść, więc nic dziwnego w tym, że sami się za to wzięli.
Ciekawe, co dalej?


War Machine vol. 2
#8
Gil: Powrócił zasadniczy powód, dla którego jeszcze tu zaglądam, czyli Leonardo Manco. Niestety, dali mu chyba jakiegoś inkera od Chaykina, który paskudnie zepsuł kilka kadrów. Fabuła nadal wałkuje temat Ultimo i jest chronologicznie zagadkowa, biorąc pod uwagę obecność Wonder Mana, który powinien siedzieć w więzieniu, w grupie West Coast Avengers, która nie istnieje. Zupełnie, jakby Pak pisał w swoim własnym pakowersum. W tej sytuacji, maksymalna ocena za całokształt to 5/10.
Demogorgon: Rozczarowanie, potworne rozczarowanie. Tony okazał się nie być Tonym, akcja jest nudna i równie sensowna, co rozmowa o samochodach, których nigdy się nie kupi, a rysunkom ktoś zrobił coś złego. Porażka. 4/10

War Of Kings #6
g
Gil: No i jestem rozczarowany. Po epickich finałach Annihilation i Conquest, ten jest jak strzał z kapiszona. Przewidziałem, że BB i Vulcan wyeliminują się nawzajem i że Gladiator przejmie władzę w Shi'Ar, więc jedynym zaskoczeniem jest fakt, że bomba T w końcu eksplodowała i zrobiła to, czemu GotG tak bardzo starali się zapobiec. Może chociaż z tego wątku wyjdzie coś dobrego...? Podsumowując: wszystko wskazuje na to, że jedynym celem WoK było osłabienie Shi'Ar, by nie dominowali tak bardzo nad Kree i Skrullami. Załatwione, więc idziemy dalej. Rysunki też mnie nie zachwyciły, bo Pelletier trochę przesadził z mimiką w kluczowych scenach i wyszło to dość karykaturalnie. Mogę dać 6/10 i liczyć, że w przyszłości będzie lepiej.

Demogorgon: A mi się podobało. Epicka walka BB i Vulcana, zakończona słodko-goszkim zwycięstwem. Gladiator na tronie Shi'Ar był akurat do przewidzenia, ale scena była na tyle miodna, że rekompensuje przewidywalność. Dam 7/10

Hotaru: Nie próbowałem zgadywać, jak to się zakończy, dlatego cokolwiek by się nie stało, byłoby to dla mnie niespodzianką. A zakończyło się z hukiem. Abstrahując od tego, jak kolosalne konsekwencje War of Kings będzie miało dla marvelowego wszechświata, DnA nie ukoili bólu, który z premedytacją zafundowali mi w poprzednim numerze. Cała przemowa Crystal do Black Bolta może i byłaby wzruszająca, gdyby nie fakt, że powiedzieć to mogło każde czteroletnie dziecko niewychowywane w rodzinie faszystów, a ten wielki "plan B" od początku był maksymalnie głupi. Na ocenie WoK jako całości jest jeszcze trochę za wcześnie, bo we wrześniu czeka nas epilog, już teraz mogę jednak powiedzieć, że zdecydowanym zwycięzcą jest Paul Pelletier. Czapki z głów.

Cyclop83: Fenomenalne zakończenie wyśmienitej opowieści! Walka Vulcana z Black Boltem zaprezentowana w iście filmowym wydaniu. Najbardziej wryła mi się w głowę scena, jak BB krzyczy przez głowę Vulcana słówko NO. Po prostu cudo. Ogrom zniszczeń imperium Shi'Ar porażający. Trochę zbyt szybko Havok i Lorna decydują się opuścić to miejsce, ale to jedyny minus tej opowieści, jaki widzę. Szokujące dla czytelnika i samych Inhumans jest stwierdzenie Medusy, iż "My husband never tells me anything". Bardzo ładnie ta scena pokazana. Najbardziej do czytelnika przemawia zdruzgotany Gladiator wychodzący z pałacu z berłem imperium, gdy napotyka się na błagających o pomoc obywateli tego imperium. Zobaczymy, czy przyjmie ich prośbę, by został ich władcą. Nie sądziłem, iż Vulcan, będąc Omega Level Mutant [o czym sam przypomina], wyjdzie cało z tego krzyku, którym poczęstował go BB. Ale wybuchu T-Bomb, choć osłabionej przez Crystal, nie miał szans przetrwać i pewnie BB też. Martwić może ta dziura w czasie i przestrzeni, ładnie zaprezentowana. Naprawdę czyta sie ten komiks z ogromną przyjemnością. Jak dla mnie zasługuje na 10/10. Teraz trzeba czekać na komiks War of Kings: Who Will Rule? do 9 września, by zobaczyć, co czeka kosmos Marvela.
Krzycer: Ojej. Brak mi słów. Sceny z Gladiatorem w stolicy - genialne. Brawa dla domyślnych, którzy spodziewali się tego obrotu spraw (chyba Gil coś wspominał). Pojedynek Black Bolta z Vulcanem z twistem w środku, Crystal jako głos rozsądku (no, tego akurat należało się spodziewać)... Black Bolt dwukrotnie korzystający ze swego głosu, Vulcan przechwalający się, że jest omegą - wszystko wypada świetnie i prowadzi do samej końcówki, przy której zabrakło mi słów.
Spodziewałem się, że Medusa zacznie obwiniać Crystal, ale autorzy poprowadzili to zupełnie inaczej - dużo, dużo lepiej.
No i historia kończy się jak pierwszy film Futuramy - wielką dziurą w kosmosie.
Co dalej? Kree pod wodzą Ronana i Crystal, jak przypuszczam, znacząco osłabieni walką. Shi'Ar, którym przewodzić będzie Gladiator, całkiem wyłączeni z gry. Skrullowie nie istnieją po SI. Dopiero w następnym numerze Novy okaże się, co z Blastaarem i jego siłami, ale jeśli i on zostanie zmieciony z szachownicy, to kto właściwie na niej zostaje?
Kosmiczne dziury i Badooni - a w Guardians of the Galaxy od jakiegoś czasu wspomina się, jakim to zagrożeniem mają się okazać. Czyżby to był następny event...?

Pariah:
Klimatyczna kulminacja bardzo dobrego eventu. Pierwszego rozwiązania, z Gladiatorem na tronie Shi'ar, się spodziewałem, bo skoro Lilandra nie żyje, a Vulcanowi koniec również był sądzony, to kto pozostaje? No przyjdzie mu jeszcze napewno stoczyć walkę o sukcesję z Deathbird, ale to jednak on jest postacią wykreowaną na bohatera wojny, więc jest pewniakiem do tej roli w nowym porządku. Jeśli chodzi o samo epicentrum tego numeru, czyli walkę tytułowych królów, to oczekiwałem długo odwlekanej śmierci Vulcana i byłem mile zaskoczony losem Black Bolta, który okazał się mniej przewidywalny, niż przypuszczłem. Zaskoczyła również Medusa, nie spodziewałem się po niej czegoś takiego jak uczucia. Widać nie jest taką jędzą, jak sądziłem. Komiks kończy się przepowiadanym w GotG "początkiem końca". Jak widać strażnicy nie zdążyli na czas... co daje podstawy do nowych interesujących historii, na które czekam z otwartymi ramionami, życząc nam wszystkim, aby były równie dobre, jak właśnie zakończona. 9/10


War Of Kings: Warriors
#2

Gil: Druga część zbioru internetowych historyjek przeniesionych na papier. Obie są niestety kiepskie. Ta z Crystal jest przesadnie schematyczna, chociaż miejscami nieźle wygląda. Ta z Lilandrą nic nie wnosi i zastanawiam się, po co w ogóle powstała. Zresztą, całe to wydawnictwo to tylko wysysacz kasy i mam nadzieję, że nie wepchną go na siłę do trejda. Ocena: 3/10.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:


cDeadpool: Merc With A Mouth #2

Autor:
Arthur Suydam

Gil: Mój wybór w tym tygodniu to okładka, która fajnie nawiązuje do klasyki kina, czyli "Jaws" (po naszemu "Szczęki"). Nawiązanie jest o tyle sprytne, że pasuje również do samej historii, która rozgrywa się w tropikalnych klimatach i pojawia się w niej zębate straszydło, czyli Headpool - tutaj w roli rekina. Gdyby tak jeszcze dodać odpowiednio wystylizowany napis, byłoby zupełnie idealnie.

 

 

 


abGhost Riders: Heaven's on Fire #1

Autor:
Jae Lee

Hotaru: Obydwie okładki do pierwszego numeru Ghost Riders: Heaven's on Fire wykonał Jae Lee i nad obydwoma się rozpływam. Charakterystyczna genialna kreska wprost chwyta za gałki oczne i nie pozwala oderwać ich od nawet na ułamek sekundy potrzebny do mrugnięcia. Majstersztyk.

 

 

 




Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.08.05


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.