Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #85 - Fantastic Four: True Story TPB

Fantastic Four: True Story TPB85.jpg


Scenariusz: Paul Cornell
Rysunki: Horacio Dominguez
Okładka: Niko Henrichon
Liczba stron: 96
Cena: $10.99
Zawiera: Fantastic Four: True Story #1-4


Demogorgon: Fantastic Four to grupa, którą miałem za zużytą. Od czasu ich powstania pierwsza rodzina Marvela przeżyła chyba każdy możliwy rodzaj przygody. Zwiedzili obce planety, inne wymiary, alternatywne rzeczywistości, byli nawet w Niebie. Wydawać by się mogło, że nie da się ich wysłać na żadną oryginalną, a przy tym sensowną i fajną przygodę. To, co od czasów Civil War wyprawiali w głównej serii czwórki Dwayne McDuffie, a później Mark Millar mnie jeszcze w tym przekonaniu utwierdziło. Na całe szczęście, Fantastyczna Czwórka została w moich oczach ocalona i zrehabilitowana przez dwie miniserie. Jedną z nich jest Dark Reign: Fantastic Four, a drugą - Fantastic Four: True Story.

Któregoś dnia Susan Storm odkrywa, że ludzie przestali czytać w ogóle. I nie tylko czytać - przestali też oglądać filmy, chodzić do kina czy teatru. I wyraźnie widać, że nie zmienili się w Statystycznych Polaków (mistyczna rasa która, nawiasem mówiąc, nie istnieje i nigdy nie istniała), tylko jakaś siła uniemożliwia im cieszenie się dobrami kultury. Fantastyczna Czwórka nie może przejść obojętnie obok takiego problemu - Reed postanawia więc udać się do świata fikcji i sprawdzić, co się stało.

Wiem, nie brzmi to zbyt oryginalnie, ale jest to jedna z tych historii, które są o niebo lepsze, niż sugerują opisy. Podróż do świata fikcji jest bowiem pełna niesamowitych pomysłów. Zacznijmy od tego, że w świecie fikcji największą mocą jest wyobraźnia - jedno źle wypowiedziane słowo lub zbyt swobodna myśl może mieć nieprzewidywalne skutki. Pokręcony jest sposób, w jaki główny zły tej opowieści (nie zdradzę wam kim jest, ale łatwo się można tego domyślić) trafił do świata fikcji, niektóre zwroty akcji czy sposób, w jaki zło zostało pokonane - gdy jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia, wszystko jest możliwe. Ciekawy jest też zestaw postaci literackich, które bohaterowie spotykają. Paul Cornell wybrał bohaterów klasyki literackiej jak trójka sióstr Dashwood z powieści "Rozważna i romantyczna" oraz Dante Alighieri, autor i główny bohater "Boskiej komedii", potwór Frankensteina, czy postaci z dramatów Szekspira. Niezwykle interesująco wypadają interakcje między nimi, a Dante, ze swoim ciętym językiem, zaskarbił sobie moją dozgonną sympatię.

Niestety, każdy kij ma dwa końce. O ile fabularnie seria może trafić do serca czytelnika, o tyle graficznie komiks ten potrafi co najwyżej wbić nóż w oko. Kreskówkowy, odrealniony styl rysunku pasuje do tej opowieści, ale wiele razy miałem wrażenie, że rysownik albo się śpieszył, albo mu się nie chciało. Kilka razy postacie przybierały dziwne pozy, czy miny, a czasami nawet doznawały zauważalnych zmian w wyglądzie. Kolory i tusz też sprawiają wrażenie zrobionych na odwal. szczególnie te pierwsze - ten sam obiekt lub postać ma kilkakrotnie zupełnie inny kolor. Wielka szkoda, że taka świetna historia ma taką okropną oprawę graficzną.

Słowem podsumowania: jeśli szukacie inteligentnej, ciekawej, pomysłowej i zabawnej historii, a nie odstraszają was brzydkie rysunki, koniecznie sięgnijcie po Fantastic Four: True Story. Jestem pewien, że kolejne strony będziecie przewracać, z ciekawości, czym jeszcze was ten komiks zaskoczy, a nie, czy da się wymyślić coś głupszego, niż zakładanie nelsona Silver Surferowi i anorektyczny Markiz Śmierdzi… przepraszam, Śmierci.

 

Jim J: Przy okazji tej recenzji pokuszę się o krótką refleksję dotyczącą statusu Fantastic Four w Polsce. Obserwując Gentelman’s Game oraz nasze forum zauważyłem, iż drużyna ta nie jest lubiana w naszym kraju. Powodem tego jest zapewne sztampowość całej czwórki, ich oklepanych mocy i przygód, oraz fakt, że jest bardzo amerykańska. Scenarzysta musi więc naprawdę się popisać, by jakkolwiek zaskoczyć i przyciągnąć polskiego czytelnika. Piszącemu obecnie główną serię, Markowi Millarowi przychodzi to z różnym skutkiem, lecz są na szczęście jeszcze inne pomysły na Fantastycznych. I to właśnie w miniseriach, takich jak chociażby 1602: Fantastick Four, Unstable Molecules, czy właśnie FF: True Story, grupa ta nabiera rumieńców i zaczyna się podobać. Nie należy zapomnieć również o oryginalnych one-shotach, jak np. Fantastic Four: Isla de la Muerte. Podsumowując, swobodne eksperymenty z Fantastyczną Czwórką są jak najbardziej wskazane, lecz raczej na krótką metę. Udziwnianie głównej serii, gdzie wszystko musi współgrać z długaśną przeszłością FF i dobrze rokować na przyszłość, rzadko przynosi dobry skutek.

Zebrana w album mini seria FF: True Story to jedna z historii, która mocno odbiega od, czasami męczącego, mainstreamowego uniwersum Marvela, a która uderza w inny, bardzo ciekawy świat – świat literatury. Fantastic Four wkracza tam z ważną misją i od razu napotyka mnóstwo świetnie poprowadzonych, znanych, książkowych postaci. Wielu z nich będzie na pewno niespodzianką (Ropuch!?), brawa więc dla Cornella za dobór. Czwórka tymczasem, idealnie wtapia się w całe to zamieszanie, każdy ma tu swą rolę i z czystym sumieniem mogę rzec, że Ben jak zwykle rządzi. Cała intryga, zapleciona przez Nightmare’a, jest jedną z najciekawszych i najmniej przewidywalnych intryg z jakimi się w komiksach spotkałem. Nie zabraknie tu również, często komicznych, dialogów rodem z klasyków literatury, a także zwrotów akcji i dramatyzmu. Krótko mówiąc, Cornell napisał historię bardzo oryginalną i kompletną do statniej strony, aż chciałoby się więcej.

Niestety, strona graficzna leży i kwiczy. Rysunki Horacio Dominguesa są co najmniej toporne i nie wiem, czy w ogóle mogą się podobać. Również kolory i tusz w jego wykonaniu to jakaś pomyłka, są nierówne i w ogóle nie współgrają ze sobą. Może i parę paneli trzyma poziom, lecz daleko Dominguesowi do perfekcji. Na osłodę dostajemy w albumie okładki Niko Henrichona, które w mojej opinii są świetne, zwłaszcza ta do drugiej części.

Przy lekturze True Story bawiłem się świetnie, nawet pomimo kiepskich ilustracji. Jest to jedna z tych historii, przed którymi muszę się powstrzymywać, by nie "wciągnąć" tego na raz, by móc się cieszyć kolejnymi zwrotami akcji jak najdłużej. Polecam wszystkim – małym i dużym, bo to zgoła inna, naprawdę wartościowa lektura.

 


LTplus.jpg

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.