Avalon » Publicystyka » Artykuł

Disassembled - kamień milowy

Disassembled to jedno z najważniejszych wydarzeń w historii Avengers. Jako takie, powinno mieć odpowiedni rozmach i wymowę - tak przynajmniej podpowiada logika, ale z drugiej strony, co za dużo to nie zdrowo i właśnie to powiedzenie najlepiej opisuje to crossover jako całość.

                                                              Disassembled - kamień milowy 

 

Na początek stwierdzenie, które chyba nie budzi wątpliwości: Disassembled to jedno z najważniejszych wydarzeń w historii Avengers. Jako takie, powinno mieć odpowiedni rozmach i wymowę - tak przynajmniej podpowiada logika, ale z drugiej strony, co za dużo to nie zdrowo i właśnie to powiedzenie najlepiej opisuje to crossover jako całość.

Wygląda na to, że Disassembled zapoczątkowało pewien trend w Marvelu, dotyczący konstrukcji crossoverów, który utrzymuje się nadal. Mamy jedną główną historię (tym razem jeszcze nie w postaci osobnej miniserii, ale to następny krok w ewolucji pomysłu), do której podczepione jest wszystko, co da się upchnąć pod nadrzędne hasło crossa, nie koniecznie z sensem.

Avengers: Disassembled to historia dosyć krótka, bo rozgrywająca się praktycznie w ciągu jednej nocy. Do niej przylepiono inne historie, które dzieją się nawet na przestrzeni miesięcy (Thor), a łączą się z głównym wątkiem zwykle w jednym punkcie (Captain America & Falcon), albo wcale (Fantastic Four). W ten sposób, cross staje się nadęty jak balon i tak jak balon, jedyną treść ma w tej najważniejszej warstwie, która wszystko utrzymuje. Powiedzmy, więc sobie raz i szczerze: większość historii powiązanych z Disassembled jest kiepska.

Nawet, jeśli rozciągniemy główne hasło Disassembed i uznamy, że tematem wspólnym wszystkich składowych są drastyczne zmiany w życiu bohaterów, to i tak nie nada to sensu tie-inom z udziałem Fantastic Four i Spider-Mana. W pierwszym przypadku, nie mogę się dopatrzyć związku z wydarzeniami w Avengers. Owszem, jest zmiana, nawet dość istotna - Sue i Johnny zamieniają się mocami, ale co z tego, jeśli etykietka Disassembled nie obejmuje całej historii, tylko jej pierwszą część, a zmiany i tak okazują się chwilowe. Historia w The Spectacular Spider-Man ma przynajmniej gościnny występ kogoś z Avengers, ale co z tego, jeśli jej związek z crossem jest praktycznie żaden. Oba tie-iny są przykładem denerwującego rozdymania wydarzenia. Okazuje się także, że Captain America występuje w pięciu z siedmiu składowych crossa, z których dwie to dłuższe historie w jego własnych seriach. W Marvelu to oczywiście nic nadzwyczajnego, ale połączenie czasowe tego wszystkiego jest, co najmniej trudne, jeśli nie niemożliwe. Ze wspomnianych występów, oprócz głównego wątku, najbliżej do tematu przewodniego zbliża się historia z Captain America & Falcon, w której przynajmniej występuje Wanda... albo i nie. To również przykład nienajlepszego połączenia wątków, bo etykietka Disassembled zostaje przylepiona w środku większej historii, podczas gdy do jej pełnego zrozumienia, trzeba przeczytać kilka wcześniejszych i późniejszych numerów. Druga historia, z serii Captain America, nie ma już zupełnie żadnego związku z głównym wątkiem. W porównaniu z powyższymi, o niebo lepiej wypada historia zaprezentowana w Iron Manie, bo raz, że jest kompletna, a dwa - jest dobrze zakotwiczona na jednym z wydarzeń głównego wątku. Niestety, treściowo wciąż pozostaje najwyżej średniej jakości czytadłem. W takim towarzystwie, najlepiej jako tie-in wypada Ragnarok, zaprezentowany w serii Thor. O ile sama historia nie łączy się bezpośrednio z głównym wątkiem, jest jego świetnym uzupełnieniem. Fakt, że niemal jednocześnie z Avengers upada Asgard ma trochę znaczenie symboliczne, a przy tym wyjaśnia, dlaczego Thor nie pojawił się w tak istotnym dla grupy momencie.

A jak wypada samo Avengers: Disassembled? Jeśli zignorować całe to dodatkowe obciążenie, okazuje się, że jest to kawał dobrej historii. Prawda - fakt, że Bendis pojawił się w tytule nagle i przy pierwszej okazji zniszczył Avengers mógł być sporym szokiem, ale to radykalne posunięcie jest właśnie jednym z plusów wydarzenia. Stało się coś, czego nikt się nie spodziewał, bo tytuł od jakiegoś czasu był raczej drętwy, a tu nagle BUM! Historia otrzymała bardzo słusznie tytuł "Chaos", bo właśnie tak wygląda i tak się ją odbiera. Zaczyna się nagle i przechodzi w serię niby przypadkowych ataków tak, że czytelnik nie wie, co się właściwie dzieje, a to dobrze odzwierciedla sytuację w samym komiksie, bo bohaterowie są równie skołowani. Kiedy sytuacja zaczyna się klarować, tytuł zyskuje nowe znaczenie, gdy wychodzi na jaw kolejna niespodzianka - sprawcą okazuje się Wanda Maximoff, jedna z Avengers. Dzisiaj wszyscy przeszliśmy już nad tym do porządku dziennego, ale pamiętam, że wtedy był to spory szok, bo Bendis odważył się kopnąć świętą krowę i postawił jedną z bohaterek w pozycji złoczyńcy. Niektórzy do dzisiaj nie mogą mu tego wybaczyć, więc widać, jak duże znaczenie ma ten fakt. Czas pokazał też, że to radykalne posunięcie było kamieniem, który spowodował lawinę i jak słusznie zauważają twórcy, dzisiaj nie sposób przewidzieć, co wydarzy się w komiksach w przyszłym miesiącu. Skoro, jedna z Avengers może zabić członków własnej grupy, a potem zmienić świat, skoro bohaterowie mogą tłuc się między sobą o sprawy polityczne, a zginąć może nawet Captain America, niczego nie możemy być pewni. A wszystko to zaczęło się od Disassembled. Nikt wtedy nie postawiłby na to złamanego grosza, ale okazało się, że naprawdę to crossover wyznaczyło początek nowej ery. Czy lepszej? Mi zdecydowanie bardziej podoba się obecny, chaotyczny nieco i nieprzewidywalny Marvel, niż tamten, który nie bardzo wiedział, co ze sobą zrobić, a kolejne historie powielały tylko schematy.


Gil

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.