Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #102 (27.07.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 27 lipca 2009 Numer: 30/2009 (102)


Ubiegły tydzień przyniósł dwa "okrągłe", sześćsetne numery - Hulka i Spider-Mana. Ani jeden, ani drugi nie mógł jednak liczyć na pozytywne oceny naszych Pulsowców. Oprócz tego m.in. kolejne Dark Reignowe pozycje i nieco kosmosu Marvela. Życzymy miłej lektury.



cAmazing Spider-Man #600
Gil: Ja %$#@&!^*, ale klapa! Spodziewałem się różnych rzeczy po tym numerze, ale nie tego, że chlapnie w muł na dnie z
impetem nurkującego pelikana. Fabuła głównej historii jest tak słaba, że nie chce mi się wierzyć, by wyszła spod pióra Slotta, chyba, że różne Guggenheimy i inne Gale leżały mu na plecach i dyszały na kark. Octopus za często obrywał po głowie i mu się w niej poprzestawiało, więc zrobił się na Vadera i postanowił naprawić Nowy Jork, ale podświadomość spłatała mu figla… Słabe i out of character. W dodatku to wymuszone zamieszanie wokół wesela i wciśnięte na siłę gościnne występy, byle tylko rozciągnąć wątki. No i oczywiście Romita, którego musieli tu wcisnąć jako zasłużonego, a który stoczył się poniżej poziomu Kick-Assa, by w finale zafundować nam MJ o sennym spojrzeniu Paris Hilton. Zgroza! Pozostałe historie? Z całym szacunkiem dla Stana Lee, wszystkie wrzuciłbym do niszczarki. No, ewentualnie tę Wellsa bym oszczędził, bo chociaż zabawna trochę jest. Zawiedziony i zniesmaczony wystawiam całości 2/10.
straznik: Główna historia z Octopusem taka sobie. Gościnne występy w sumie miłym dodatkiem (hmm, brak Ms. Marvel i Mockingbird, ciężko rozgryźć już, co i kiedy się dzieje), ślub jak ślub, lokatorka jak lokatorka, powrót MJ - czyli znów jedziemy to samo. Bez sensu. Następne historie - wszystko i nic.
Undercik: Spodziewałem się czegoś znacznie lepszego. Wielki powrót Octopusa! Sześćsetny numer! Bez żadnych dodruków. Slott autorem! Romita młodszy rysuje Spider-Mana! Gościnne występy! Powrót MJ! Życie jest piękne! Nie, jednak nie tak piękne. Octopus powraca z imagem Vadera, do tego na kształt mumi. Fabuła mimo, że Slotta, to jednak taka poniżej jego poziomu. Romita oprócz jak zwykle genialnego wyglądu Ścianołaza nic nie pokazuje. Gościnne występy są wepchane na siłe. Natomiast sam powrót MJ nie robi wrażenia. Wśród dodatkowych histori też bez fajerwerków. Gdyby to nie był jubileuszowy numer, pewnie by otrzymał 4 lub 5. Niestety jest nim. Dlatego 2/10
Krzycer: Potencjał nowego Octopusa nie wykorzystany w pełni. Niby o to chodziło, bo tu doktor próbował zrobić coś pożytecznego a nie koncentrował się na zniszczeniu Pająka ale przez to jubileuszowy numer był pozbawiony dramatyzmu. Przynajmniej w tej płaszczyźnie, bo przez moment dałem się zwieść i sądziłem, że zabiją Jamesona seniora. Całkiem nieuzasadnione było przerobienie Jamesona, Carlie i Nory na ośmiornico-cyborgi - na co one były Octopusowi? Sympatycznie wyszła scenka z FF i Avengers, czyli wszystkimi bohaterami znającymi tożsamość Pająka oraz sama ceremonia prowadzona przez Jamesona jr. Z dodatkowych materiałów rozbawiła mnie okładka "Spider-Man and B****n".

Incredible Hulk #600d
Gil: Spodziewałem się, że to będzie ten gorszy z sześćsetnych numerów,
ale o dziwo okazał się tym lepszym. Pewnie dlatego, że naprawdę przygotowany byłem na najgorsze. Tymczasem okazało się, że dzięki innemu tuszowaniu i kolorom rysunki McGuinnesa od początku wyglądają bardziej zachęcająco niż dotychczas, a do tego pojawił się Ben Urich i wizja rozwikłania zagadki Krasnego Hulka. I o ile rysunki utrzymały poziom, to historia szybko zaczęła się staczać. Pomysł, że MODOK maczał w tym palce, jest do zaakceptowania i całkiem logiczny, ale wokół niego zaczęły pojawiać się hurtowo kwasy typu zły Samson, wysysanie energii, jakieś A-Bomby i wybuchy, z których wszyscy wychodzą cało. I oczywiście największej tajemnicy nie rozwikłano. Ale za to muszę dać Loebowi plus za komentarz pod adresem filmu Watchmen. Dalej mamy historyjkę Stana Lee, która niestety jest bardziej loebowa niż ta główna, bo absolutnie nie ma ani krztyny sensu. Później mamy historyjkę z Lyrą, która uspokoiła nieco moje obawy o jej przyszłość, bo takie pomysły jak techno-druidzi z innego świata dobrze jej wróżą. Wyszło nieco słabiej niż w jej miniserii, ale nadal dobrze. Reszta to przedruki i śmieci. No i przyszło mi to ocenić... Po namyśle zdecydowałem się na ocenę wypadkową 4/10.
Black Bolt: WTF. Przy tym to nawet Ultimatum całkiem zgrabnie się prezentuje. Niby coś tam próbują pokrętnie tłumaczyć, ale skala bullshitu jest tak wielka, że zaczynam czuć smród przez monitor. Nie licząc kolejnych dziwactw, ot, choćby Bannera w pojemniku. Ghaaa! A jeśli pomyślicie, że historia Loeba jest straszna, to nawet nie zaglądajcie dalej. Tam to dopiero przelewa się głupotą. Mam tylko nadzieję, że Stan to tak specjalnie śmieje się z tego całego crapu. A jeśli wszystkie te dodatkowe historyjki o Lyrze mają tak wyglądać, to szkoda papieru. I jeszcze na koniec, jako gwóźdź do trumny, jak zwykle "śmieszna" historyjka Audrey Loeb. Ghaaa podwójne! A jak jeszcze przeczytałem hulkowe newsy SDCC, to już w ogóle jedno wielkie WTF.
Co tam Dark Reign, u Hulka to dopiero zapowiadają się mroczne rządy... Loeba :/
Krzycer: Jedyną zaletą tego komiksu mogło być ujawnienie tożsamości Rulka, więc... nic go nie ratuje. To znaczy - cała akcja z aferą, spotkaniami na parkingach - to nawet mogło by być dobre, gdyby nie dominujące w każdej scenie "WTF?". Nic tutaj nie ma związku z niczym innym dziejącym się w 616, mało kto zachowuje się choćby w przybliżeniu tak, jak powinien... No i Loeb jak zwykle buduje dramaturgię powtarzając w kółko jedno pytanie. Syf.

All-New Savage She-Hulk #4
Gil: Mam trochę mieszane uczucia wobec nagłej zmiany kierunku w finale. Poprzednie trzy numery całkiem fajnie składały się w całość wokół faktu, że Lyra przybyła, by się rozmnożyć i w ten sposób uratować swój świat. A tu nagle - bęc! Zupełnie, jakby ktoś powiedział Fredowi van Lente, że udało się wcisnąć postać do nowej serii i trzeba jakoś przedłużyć sens jej pobytu na Ziemi #616. Problem polega na tym, że widząc to wszystko, nadal jestem gdzieś w głębi zadowolony z takiego rozwiązania, bo zdążyłem polubić Lyrę i dostrzegam potencjał w uczynieniu jej agentką A.R.M.O.R.. No, ale znów - chociaż go dostrzegam, boję się, żeby wszystkiego nie spaprali. Błędne koło. Ale przynajmniej Jen pozamiatała swoimi tekstami - że o jak zwykle genialnym Aresie nie wspomnę - więc choćby za to należy się całkiem mocne 6/10.
Sc0agar4k: Ostatni numer i jestem bardzo zadowolony po lekturze. Czyta się szybko, świetna kreska, dużo humoru, bardzo pozytywny numer. No i Lyra zostaje na Ziemi 616. Jednak najbardziej rozbawiła mnie mini historyjka Venoma. Solidna dawka śmiechu.

fAvengers: The Initiative #26
Gil: Budowanie nowego establiszmentu trwa, ale szczęśliwie widać już zarysy czegoś konkretnego. Norman szaleje ze swoją nową Inicjatywą, wciskając wszystkim tę samą śpiewkę, że w Avengers zawsze byli nawróceni kryminaliści. Niestety, nie da się nie zauważyć, że musiałby się zdarzyć prawdziwy cud, żeby zaczęli się tak hurtem nawracać. To, albo dzieje się tu coś podejrzanego. Dobrze, że społeczeństwo Ziemi #616 to w większości bezmózgi. Druga co najmniej dziwna rzecz to Hood pożerający Vampiro. WTF? Poza tymi ewidentnymi kwasami jest nieźle i pionki robią swoje. Absolutnie zaskoczyła mnie końcówka w wykonaniu Tigry, którą kupiła sobie trochę mojego szacunku. Zmiana rysownika okazała się ledwie zauważalna i nie wpłynęła zupełnie na odbiór, więc za całokształt dam średnie 6/10.
Hotaru: Cóż, Inicjatywa ma swój okres świetności daleko za sobą, ale i tak jest lepiej, niż podczas historii z Secret Invasion. Twórcom nie udało się wprawdzie przekonać mnie, że mają świetny pomysł na bieżącą historię, lecz kilka fajnych momentów okazało się wystarczających, by kontynuować przygodę z tym tytułem. Wśród nich na pierwszy plan zdecydowanie wysuwa się ostatnia akcja Tigry, która przeskoczyła kilka leveli w moim likeability ranking. Do następnego.
Undercik: Mroczne Rządy zawisły nad Incjatywą. Na szczęście już jest lepiej jeśli chodzi o fabułe, no i lepiej jeśli chodzi o kreske. Co prawda nie jest to jakieś dzieło sztuki, ale przynajmniej mnie nie odpycha już na starcie. No i brawa dla Tigry za akcje z ostatnich stron. Czas na ocene. Hmm, niech będzie 6/10. 
Krzycer: Hood jako strateg opracowujący działania Inicjatywy i to również te poważne, jak odbicie 42? Ciekawe, jak Osborn go na to namówił. Wewnętrzne rozterki New Warriors/Avengers Resistance mi się nie spodobały bo nieprzyjemnie przypomniały mi serię Grievouksa, za to końcówka z Tigrą odstawiającą Hooda na jakimś nieznanym mi zbirze wyszła świetnie.

Captain Britain And MI: 13 #15
Gil: Out with a bang! Ostatni numer serii skutecznie posłał w niebyt nie tylko wszelką marvelową wampirowatość (oby!), ale również wszystkie moje wątpliwości. Okazało się, że Cornell miał kilka asów w rękawie, a to, co uznawałem za przegapione, było zamierzone. Znów jest świetnie. Każda scena, każdy dialog - wszystko jest znakomite. Może z wyjątkiem rysunków, które momentami wyglądają niedbale. Chociaż seria została zamknięta, kilka wątków pozostało, a nawet w finale pojawiły się nowe, więc może jest nadzieja na jakieś mini w bliższej lub dalszej przyszłości. Tego się trzymajmy, a tymczasem podziękujmy twórcom za kawał dobrej roboty, jaki dla nas wykonali. Dzię-ku-je-my! I na koniec ode mnie mocne 7/10.
Hotaru: "Vampire state" okazał się świetną historią. Szkoda, że Captain Britain And MI 13 #15 nie okazał się równie świetnym komiksem. Nie wątpię, że jako całość ta historia będzie fenomenalną lekturą, ale ten pojedynczy numer jest tylko średni. Brak tu dramaturgii i poczucia, że do ostatniego momentu zwycięstwo może przypaść każdej ze stron. Od pierwszych słów Wisdoma jesteśmy świadkami tryumfalnego marszu naszych bohaterów. Dobra historia jest jak oddech. Najpierw budowane jest napięcie, czyli w naszej analogii wdech, potem następuje moment kulminacyjny, po którym zaczynamy wydychać. Ten numer to tylko wydech. Mogło być lepiej.
Krzycer: Podstęp za podstępem w tej historii. Ogłupiałem do reszty. Mimo to wrażenia wyniosłem pozytywne. Szczególnie dobrze wyszedł heroic stand Faizy i Blade rozprawiający się z synkiem Spitfire. W końcowym monologu Kapitana miałem wrażenie, że Cornell wylewa swoje żale jak to jego brytyjski na wskroś komiks nie znalazł zrozumienia wśród usańskich nabywców. Pewnie coś w tym jest. W każdym razie teraz czekam na jego miniserię o Black Widow.

gDark Reign Fantastic Four #5
Gil: Kolejne zakończenie dalekie od oczekiwań. Konfrontacja z Osbornem okazała się prawie niezauważalna i w dodatku mocno naciągana. Nie dość, że Franklin postrzelił go z kapiszona, to Normie tak po prostu sobie odszedł i odpuścił. To zdecydowanie do niego nie podobne. Z drugiej strony, rozwiązanie kwestii The Bridge okazało się bardzo fajne. Trochę w stylu zaangażowanego S-F, nawiązujące do zasugerowanego już wcześniej pomysłu i otwierające run Hickmana w serii. Ogólnie nie jest źle, chociaż mogło być lepiej i dlatego dam 6/10.
straznik: Nie mogłem się doczekać. Oczekiwałem ostrego łomotu od rodziców i wujków i ... się cholernie zawiodłem. Rozumiem, że nawet Punisher, Wolverine, Ghost Rider i Hulk z WWH by ostatecznie wielkiej krzywdy Osbornowi nie zrobili, ale liczyłem na lekkie rzucanie o ścianę, przypalenie i jeszcze kilka klapsów. A tu nic. Bohaterem dnia został mały chłopiec i jego pistolet-zabawka. No i Reed, który rozwiąże wszystko! Szkoda. Wielka szkoda.

Dark Wolverine #76
Gil: No, no... Jestem pod wrażeniem. Po pierwsze, historia nie jest kompletnie głupia, a wręcz przeciwnie - jest całkiem sprytnie skonstruowana, pełna manipulacji, planów i planów w planach, które przeplatają się w bardzo interesujący sposób. Po drugie, Daken naprawdę może być ciekawą postacią, kiedy stoi w pierwszym rządzie, a nie kiwa się gdzieś w tle. I po trzecie, wygląda na to, że tutaj mamy prawdziwą konfrontację F4 z Rządami Ciemniaków, której zabrakło w ich własnej miniserii. Rysunki też niezłe, z wyjątkiem zmieniającego rozmiary Thinga. Tym razem 7/10 dla metro-synalka Logana.
wolvier:
Daken, Daken, nierówna postura Bena, na jednym panelu wygląda niczym olbrzym, na drugim odrobinkę większy od Johnny'ego, czyta się miło, fajnie i przyjemnie. Ciekaw jestem, co tak naprawdę kombinuje młody Wolverine i już trochę nudne się robi, jak w każdym numerze Dark Reign Tie-In każdy twierdzi, że niedługo imperium Normana upadnie...
Sc0agar4k: Daken zaskakuje na całej linii. Knuje, spiskuje. Prawie jak Osborn. Lecz prawie robi wielką różnicę. W tym przypadku tą różnicą jest fakt, że poczynania Dakena są dla mnie ciekawsze. Tytuł księcia zobowiązuje i już niedługo może się okazać, iż uczeń przerósł mistrza. Jak dla mnie numer tygodnia.

Guardians Of The Galaxy vol. 2 #16
Gil: Spotkanie współczesnych GotG z tymi jednocześnie klasycznymi i przyszłościowymi. This. Is. Epic. Napisane jest w sposób absolutnie genialny, nawet z uwzględnieniem obowiązkowej bitki powitalnej. Wizja przyszłości z odniesieniami do wydarzeń z WoK sprawiła, że ciarki przeszły mi po plecach, a widok Celestian Engine zmroził mnie zupełnie (wrażenie porównywalne do pierwszego panelu, na którym pojawił się Ego w wykonaniu Jacka Kirby). Ze stron bije fascynujące napięcie i poczucie walki z czasem, którego brakuje - to coś, czego ostatnio w komiksach coraz mniej. Gdyby jeszcze rysunki były choć w części tak epickie jak fabuła, pewnie leżałbym tu teraz zaśliniony i w stanie nerdgazmu. Niestety, są kiepskie i to bardzo. Na szczęście, można się tak wczytać, że nie zwraca się na nie prawie uwagi, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by wystawić 8/10 i przyznać tytuł numeru tygodnia.
Hotaru: Dawno nie bawiłem się przy Strażnikach tak... kiepsko. Nie wiem, co się stało, ale w ogóle nie mogłem się wciągnąć w tę historię i wręcz musiałem się zmuszać, by czytać dalej. Jestem jednak skłonny wybaczyć DnA tę drobną wpadkę, bo stosunek dobrych historii ich autorstwa do historii słabych budzi niekłamany respekt.

Halo: Helljumper #1
Gil: Nigdy nie grałem w Halo i nie wiem właściwie, o czym to jest - poza tym, co wyczytałem w poprzedniej serii Bendisa i Maleeva. Zazwyczaj niechętnie czytam coś, czego w ogóle nie znam, zaczynając od środka, ale skusiło mnie nazwisko Petera Davida na okładce. I muszę przyznać, że nie miałem problemów z odnalezieniem się. Może dlatego, że fabuła jest tu sprawą drugorzędną, a na pierwszy plan wysunęły się dobre dialogi i solidna narracja. Rysunki jakoś specjalnie nie zachęcają, więc pewnie drugi raz nie zajrzę, ale fajnie było utwierdzić się w przekonaniu, że PAD jest dobry zawsze i wszędzie. Neutralne 5/10 daję.

Immortal Weapons #1
Gil: Pierwsza odsłona Nieśmiertelnych Broni, czyli kronika życia Fat Cobry, budzi we mnie mieszane uczucia. Właściwie bardziej ze względu na sposób konstrukcji opowieści, niż samą jej treść. W stylu Aarona charakterystyczne jest to, że lubi wrzucać do kupy różne elementy, które do siebie nie pasują lub są nielogiczne i nigdy nie wiem, czy on świadomie sobie kpi, czy po prostu robi coś głupiego. Tak właśnie jest tutaj, bo niektóre fragmenty życiorysu Kobry są tak absurdalne, że nie wiem, jak zareagować. Za to przynajmniej nazwy ciosów (i nie tylko) są bezkonkurencyjne. Mimo wahania, całość robi jednak pozytywne wrażenie, więc dam mu 6/10.
Krzycer: Święty Mikołaju, przynieś mi ongoing Iron Fista pisany przez Aarona i rysowany przez... tego rysownika, który odpowiadał za epizod w którym Cobra trenuje sztuki walki i sztuki inne z jakąś panienką w czerwonym.

Incredible Hercules #131
Gil: Herc wciąż rządzi, chociaż prawie dostał łomot od samego siebie. I wygląda na to, że Hades też rządzi, albo raczej porządzi sobie, jak już przestaną go bić ci podli złoczyńcy. Za to Zeus nas wszystkich zaskoczył i wygląda na to, że będzie osią fabuły przez jakiś czas, a może nawet zastąpi obrażonego Cho. Skoro już o nim mowa, to tutaj również spora niespodzianka się pojawiła i bardzo jestem ciekaw, co z tego wyniknie. Dodatkowy plus za takie bonusy jak Syzyf i dobre rysunki. A ogólności, to wciąż silne 7/10.

Ms Marvel vol. 2 #42j
Gil: I jak tu nie kochać tej serii? Dwie Miss Marvel - nie, więcej - dwie świetnie narysowane Miss Marvel, tłukące się przez cały numer i przez cały kraj. W smole, w wykopaliskach, na autostradzie, w samolocie... A gdy już wydaje się, że nic więcej nie można dodać do tego atrakcyjnego mixu, okazuje się, że jest jeszcze trzecia. Ta prawdziwa? Nie jest to może numer silny fabułą, ale za same widoki zasługuje na potężne 7/10.
Powiem krótko: Super komiks!
Kisiel: Ostra walka dwóch pań z wielką rozwałką, czyli to, co tygrysy lubią najbardziej. Odcinek pełny akcji i emocji. Aż się chce krzyknąć: Aaah! Dziewczyny zainteresowane tylko sobą zacięcie walczą, a przy tym niszczą kawałek miasta. Oczywiście końcówka trzyma w napięciu i daje wiele do myślenia. Z niecierpliwością czekam na kolejny odcinek.
Rysunki są w miarę. Da się czytać. Jedyne, co mi przeszkadzało, to niedopracowane gdzieniegdzie coloring. I mogło być trochę więcej do czytania/fabuły. Ale jest ok. 7/10

Sc0agar4k: Wojna rozpoczęta i zaczynamy od razu z wysokiego C (jak Carol). Jedna wielka bijatyka na wysokim poziomie, w bardzo dobrej oprawie artystycznej. No i końcówka, która powoduje, że chce się poznać ciąg dalszy. Czekam z niecierpliwością.

Nova vol. 4 #27
Gil: Co tu dużo mówić, numer został całkowicie skradziony przez Blastaara. Króla Blastaara, który wkracza na scenę niespodziewanie, by rozegrać własną gierkę, manipulując wszystkimi uwikłanymi. Tuż za nim plasuje się Robbie, który daje radę aż do końca... no, prawie. A Richie? On i ferajna zeszli trochę na plan dalszy, odgrywając bohaterów z misją ratunkową, ale wszystko wskazuje na to, że już w następnym numerze Nova Prime i jego sprawiedliwy gniew zajmą pozycję dominującą. Znów kawał dobrego, kosmicznego komiksu, który zasługuje na mocne 7/10.

Runaways vol. 3 #12
Gil: Po mocnym wejściu, pani Kasia daje nam czas na odrobinę refleksji, przemyślenia spraw i spojrzenia na drużynę pod nieco innym kątem, a w międzyczasie wprowadza nowych graczy i rozstawia pionki. Mimo wyciszenia lektura pozostaje ciekawa aż do końcówki, która jest całkiem zaskakująca. Plus porównanie Victora do Cylona - sweet. Tylko tyle i aż tyle. Wychodzi z tego całkiem przyzwoite 7/10.
Hotaru: Widać, że Kathryn Immonen ma większy plan co do Uciekinierów i że bez zwłoki wciela go w życie. Motyw z wujem Chase'a przypomina mi stare dobre czasy, kiedy Runaways pisał ich twórca. Sam numer mógłby zyskać, gdyby nieco podkręcono dynamikę, ale to trochę jak szukanie dziury w całym. Moim zdaniem Immonen i Pichelli nie rozczarowują. Tylko te paskudne okładki...

Wolverine Origins #38
Gil: Dalszy ciąg "Romulusa" bez Romulusa. Cały numer wypełniony walką z Omegą Red i nawet mimo kilku innowacyjnych pomysłów Logana nie da się skwitować tego inaczej niż słowem "było!" W obliczu ostatnich dokonań Waya, ta seria pozostaje jego najsłabszą, więc jeśli chce coś zmienić, lepiej niech szybko pokaże tego wielkiego kozaka. Tym razem 4/10.


Wonderful Wizard Of Oz #8
Hotaru: Koniec tej cudownej miniserii okazał się równie cudowny, co wcześniejsze zeszyty. Lektura tego tytułu to czysta przyjemność, za to jego ocenianie to mordęga, bo słowo "cudowny" nie ma tak wielu synonimów. Zresztą, zamiast oceniać, wolę jeszcze raz go sobie przeczytać uspokojony świadomością, że sequel jest w drodze.
Undercik: Tę krótką recenzję do Pulse'a mógłbym równie dobrze napisać jeszcze przed ukazaniem się ostatniego numeru. Przecież nietrudno było się domyślić, że Young znów mnie olśni. Dobra, znów sobie powzdycham, jakie to świetne rysunki mamy w tej miniserii, znów poplanuję zakup wydania zbiorczego, znów będę wspominał dzieciństwo. Podsumowując, polecam absolutnie każdemu, aby to dzieło zakupił, a sam zaczynam oczekiwać kontynuacji. 10/10

kX-Force vol. 3 #17
Gil: Hej, patrzcie! Tabby żyje! Ocalona przez fizykę kwantową. W ten sposób podejmujemy przerwane wątki sprzed Messiah War i wracamy do sprawy wybuchających mutantów. A ponieważ jedna ocalona to za mało, trzeba również ruszyć z odsieczą Surge i Hellionowi (który chyba w międzyczasie uderzył się w głowę, co by tłumaczyło jego ostatnie zachowanie w Utopii). Dzieje się sporo i intensywnie, a wygląda na to, że to dopiero wstęp do prawdziwej rozróby. A jeśli komuś nie wystarcza radosna sieczka, w tle wciąż przewija się romantyczny wątek z Rahne, bezczelnie zakłócony przez gigantów z Asgardu. Wszystko to okraczone dobrymi rysunkami Mike'a Choi, więc nikogo pewnie nie zdziwi ocena 7/10.
Hotaru: Choi i Oback są jak łyk świeżego powietrza po ostatnich wyczynach Craina. Już tylko z powodu ich obecności ten numer jest o wiele lepszy od poprzedniego. Dodatkowymi plusami są występy Surge i Helliona, który - niespodzianka - dla odmiany jest pisany zgodnie ze swoim charakterem, a nie jak Quentin-wannabe (khem*Fraction*khem). Pojawienie się Gabrielle Haller też zaliczam na zdecydowany plus. Generalnie jest całkiem dobrze.
Pariah: Mi osobiście nie podobałao się cudowne ocalenie Boom Boom. Widzę tu robotę edytorów. Najpierw podróż w czasie miała ich kosztować utratę tyleż samo czasu w naszej rzeczywistości, a tu nagle powrót po kilku sekundach... Tak jakby fani zaczęli prostestować przeciwko tej śmierci i wielki wujek Marvel postanowił oddać im ją z powrotem. Akcji rzeczywiscie było w tym numerze dużo, nie wiem, czy nie zbyt dużo. Tyle rzeczy dzieje się na raz w różnych miejscach, że ciężko to ogarnąć, a niektóre tematy są potraktowane tylko wzmiankowo. Mimo to jest nieźle, a strona graficzna jak zawsze dobra. 6/10
Sc0agar4k: Powrót do teraźniejszości i w jednym numerze mamy więcej akcji niż w czasie całego Messiah War. Krew się leje, kończyny fruwają w powietrzu. Jest mroczno i brutalnie. Laura zatrzymana przez H.A.M.M.E.R., a w Colorado pojawiają się Śnieżni Giganci. No i Boom-Boom jednak żyje. Dobry numer.



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:


avalonpulse0102a.jpgIncredible Hercules #131 40s decade variant

Autor:
Gabriel Hardman

Hotaru: Zacznę od tego, że ta okładka naprawdę mi się podoba. Musiałem to zaznaczyć, bo moje dalsze słowa mogą temu przeczyć. Wytypowałem ją nie ze względu na jej walory artystyczne. Bardziej chciałem zwrócić uwagę na greckiego herosa i towarzyszącego mu chłopca koreańskiego pochodzenia, którzy wystrojeni w patriotyczne mundurki wspólnie wymachują flagą. Amerykańską. Mówcie co chcecie, ale dla mnie to jest comedy gold.

 

 


avalonpulse0102b.jpgThe Wonderful Wizard Of Oz #8

Autor:
Skotie Young

Gil: Trudno o lepsze ukoronowanie ostatniego numeru tej serii niż wspaniała okładka. Łączy ona w sobie elementy nostalgiczne, podkreślające, że to już koniec, z ciepłem rodzinnego domu, które podkreśla, że to szczęśliwe zakończenie. Bardzo urzekły mnie te ciepłe kolory i długie cienie, charakterystyczne dla zachodu słońca. A przy tym okładka zrobiona jest tak, że sprawia wrażenie starej i dość mocno zużytej - jak na starą i klasyczną historię przystało.








Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.07.22


Redaktor prowadzący: viqKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.