Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #101 (20.07.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 20 lipca 2009 Numer: 29/2009 (101)


Po dwóch tygodniach posuchy tym razem ilościowo już lepiej (2x więcej pozycji), jakościowo jednak nadal bez rewelacji (oceny wyższe niż 7/10 policzyć można na palcach jednej dłoni). Przedstawiamy kolejny wakacyjny numer Pulse'a.



Dark Avengers #7avalonpulse0101d.jpg
Gil: Cóż, jeśli chodzi o samą Utopię, to jest ciut lepiej niż dotychczas, bo akcja powoli przenosi się z bezsensownej rozwałki na ulicach w kierunku sedna sprawy. Są nawet ciekawe elementy, które skupiają się wokół planów Osborna i Dark Beasta, tego, co może z nich wyniknąć dla prawdziwego McCoya i jak się w tym wszystkim odnajdzie Emma. Otoczka pozostaje jednak typowo
fractionową farsą, której kulminacją jest zupełnie absurdalna bijatyka między grupami Ciemniaków. Doszło też do zderzenia żelaznych portek z żelaznymi cojones, które było na swój sposób zabawne, chociaż powiało fanfikiem. I na koniec pozostały rysunki. Generalnie niezłe, ale pojawiło się kilka kwasów w rodzaju sześciorękiego Adama X albo robiącej miny zbroi. Coś w głębi zabrania ocenić mi to na więcej niż 5/10, ale z lekkim wskazaniem w górę.
Hotaru: Trochę to dziwne, że Bendis odstąpił swoje dziecko Fractionowi na te kilka numerów. Może wtedy Utopia byłaby lepsza. Odnoszę wrażenie, że Fraction stoi w rozkroku i nie wie, na co się zdecydować - poważną fabułę, czy komiks dla wczesnych nastolatków. Fundament fabuły sugeruje to pierwsze, wstawki komediowe to drugie, a wykonanie... jest żenujące bez względu na target. Rażą wymuszone motywy, brak logiki, zawalona charakteryzacja postaci. Jedyne, czym ten numer się broni, to warstwa graficzna. Ale to trochę za mało.
Pariah: Na okładce pisze DA, a w środku mamy UXM Fractiona. Generalnie za mało Avengers w Avengers. Pierwsze strony wypadają nieciekawie, ale później jest lepiej. Świetnie wypadł Cyclops z "Take me to your leader" i jego "rozmową" z Normanem. Podobnie jak kolegów dziwi mnie, że Emma weszła na rozmowę z Osbornem i Dark Beastem w diamentowej formie. Ataku na siebie nie powinna się obawiać, a telepatia by się przydała. Swoją drogą co jest grane? Diamentowa forma powinna uodparniać ją całkowicie na telepatię, jakim więc cudem Xavier się z nią kontaktuje? Pomimo całej naiwności tego wątku, wnosi on kolejny zwrot akcji do fabuły Utopii, może być całkiem ciekawie. Fraction w nienajgorszej formie, ale wolałbym Bendisa. 6/10
Krzycer: "Take me to your leader" absolutnie genialne. Potem już tak sobie, Scott powinien jednak czymś poprzeć swoje słowa, a nie tylko stawiać absurdalne żądanie i uznać sprawę za załatwioną.
Beast bez futra i pazurów - też pomyślałem, że może zbliża się cofnięcie go do poprzedniej postaci, o którym raz na jakiś czas Marvel wspominał (głównie w formie "a chcielibyście?").
Zaufanie Emmy do Osborna dziwi, ale już jej odpowiedzi, kierowane do Osborna i Xaviera naraz, dały całkiem fajny efekt. Kompletną porażką jest starcie DA/DXM - nikt z tam obecnych nie ma najmniejszego powodu, by mieszać się do starcia Dakena z Bullsem.
Do tego dochodzi wciąż nienaturalne zachowanie postaci (patrzę na ciebie, Hellion!), wciąż brak odpowiedzi na pytanie "co tam robi Sunspot" i "skąd wygrzebano Adama X oraz po co?". No i wciąż wkurzają ramki opisujące bohaterów. Pozytywnie wypadła tylko jedna, aresowa.


Captain America #601
Gil: Wyjątkowość tego "wery speszyl iszju" polega na tym, że udało się na chwilę ściągnąć z emerytury Gene'a Colana i namówić go do wzięcia udziału w retrospektywnym trybucie dla samego siebie, subtelnie podpiętym pod rocznicę istnienia wydawnictwa. No i w sumie fajnie, bo jego klasyczny styl w zderzeniu ze współczesną technologią dał bardzo ciekawy efekt. Zupełnie inną sprawą jest fabuła, która właściwie niczego nie wnosi i wydaje się wyciągnięta z kapelusza. Jako tribute wypada świetnie, ale jako kolejny zeszyt serii, to tylko 6/10.
Lokus: Ujmę to krótko: WOW!! Kiedy zauważyłem nazwisko Colana na okładce nie sadziłem, że to TEN Colan. Ten legendarny rysownik pokazał tym numerem, że nawet mając 83 lata można świetnie operować ołówkiem. Odniosłem też wrażenie, że Brubaker cały ten zeszyt skonstruował jakby pod rysownika. Mamy tu kolejny flashback z czasów II wojny światowej i potyczkę Steve'a i Bucky'ego z grupką wampirów. Nic nadzwyczajnego, nic wpływającego na obecną historię z Reborn, ale jednak przyjemny kawałek lektury. Tylko ten strój Bucky'ego już chyba zawsze mnie będzie rozśmieszał... Niemniej jednak wystawiam 7/10.

Agents Of Atlas vol. 2 #8
Gil: Skusiłem się, bo ciekaw byłem, jakiego Hulka tu zobaczę. I zobaczyłem - bardzo instrumentalnie potraktowaną postać w tle i pretekst do rozwałki. Został tu wrzucony na takiej samej zasadzie, jak Loeb wrzuca przypadkowych bohaterów do swoich komiksów. Za fabułą nawet nie starałem się nadążać, bo mam wrażenie, że i ja, i ona jesteśmy w zupełnie różnych lasach. Za to na końcu pojawiła się pewna zachęta w osobie przyjemnie wyglądającej Jade Claw. Nie moja bajka, ale nie powiem, że złe, czyli typowe 4/10.
Lokus: Chyba nigdy nie zrozumiem Amerykanów. Debilnie głupi Hulk vol. 2 wciąż jest hitem wydawniczym, a z kolei ta seria co miesiąc zbiera bardzo przychylne opinie u większości recenzentów przynajmniej tych serwisów, które ja staram się odwiedzać. Zresztą Marvel skrzętnie odnotowuje to na okładce zeszytu. Ja natomiast nie bardzo wiem ani po co ta seria powstała, ani po co nadal istnieje. Każdy kolejny numer to dla mnie łubudu bez większego znaczenia, a nierzadko i bez sensu. Jedyne, co mnie przy Agentach nadal trzymało, to rysunki Carlo Pagulayana, który odwala naprawdę kawał dobrej roboty. Niemniej jednak raz na zawsze pozycja ta znika z katalogu tych, które śledzę na bieżąco. 3/10

Amazing Spider-Man #599
Gil: Noo... jestem pod wrażeniem. Zakończenie naprawdę dobre. Harry mi zaimponował i pierwszy raz odkąd go poznałem, zasłużył sobie na odrobinę respektu. Pokonanie Normana i dialog nad nim naprawdę dobre. Plusem jest też dobry występ Menaski i Norah w końcówce. Są też niestety minusy, jak motyw "mógłbym zobaczyć twoją twarz, ale nie chcę" albo "ciociu, potrącił mnie samochód (który podziurawił mnie strzałami i poraził prądem, ale na szczęście lekarze to idioci)". Za ogólne wrażenie dam solidne 7/10, a na minusy wspaniałomyślnie przymknę oko.
wolvier: No i Norman dostał lanie, ciekawe podejście Petera i jego wskazówki jak najlepiej zabić starego Osborna, fajnie się czyta i Spider przypominający... eee... Jacka Flaga? (chyba jego?) I końcowy panel bezcenny (Norman przytulający zaciążoną).
Krzycer: Liczyłem na coś większego w końcówce, ale jeśli okaże się, że to naprawdę koniec kłopotów Harry'ego z ojcem, to w sumie wystarczy. Natomiast wszelki niedosyt jaki mogłem czuć po finale wynagrodziła sama szara końcóweczka, czyli scenka rodzinna Normana, Lily i bobasa. Genialna.

Incognito #5
Lokus: Seria ta miała być lekko superbohaterskim Criminalem. Początkowo tak też było i mogło się podobać, ale z czasem było już coraz słabiej. A szkoda, bo Bru i Phillips pokazywali nieraz, że w tych klimatach czują się jak ryby w wodzie. Mnie osobiście nudzi już postać Zacka, że już o jego towarzyszce nie wspomnę. Następny i zarazem ostatni numer zapewne przejrzę, lecz nie sądzę, bym miło wspominał ten tytuł. 4/10


Dark Reign Mister Negative #2
Gil: Wciąż nieźle. Akcja nie posuwa się wprawdzie zbytnio, ale numer ma swoje momenty. Nieźle wypada negatywny Pająk, a zwłaszcza jego wypaczone wewnętrzne monologi. Rewelacyjny jest Norman czytający dzieciom. Betty też niczego sobie, a do tego mamy kilka fajnych pojedynków. I wciąż pozostaje miejsce na dociekania odnośnie natury mocy Pana Negatywa, bo wygląda na to, że nic tu nie jest czarno-białe. Rysunki trochę się wahają, ale ogólnie jest nieźle. Takie średnio-słabe 7/10.
Krzycer: Dobre! Co prawda Pająk trochę za łatwo radzi sobie z oddziałem Hooda, ale mniejsza z tym, to akurat standard, kiedy bohater jest kontrolowany przez kogoś innego. Dobrze wypadła rozmowa Hammerheada z Osbornem, choć akurat Osborn grożący przedszkolakowi to już przegięcie.
Ale i tak najciekawsze były w tym numerze wywody Betty i narracja Pana Negatywa. Jedno i drugie naprowadzają na nieoczekiwany trop i dodatkową tajemnicę, jaką skrywa czarno-białe oblicze. Może być ciekawie.
Lokus: Nadal zaskakująco dobre. Co prawda niemal cały numer to nawalanka Negatywny Spider-Man kontra reszta Hoodowców, lecz wszystko nadrobiły wstawki z Betty Brand. Jestem ciekaw pojedynku Mistera z samym Hoodem, choć nie wierzę, by skończyło to się inaczej niż jakąś formą ugody. Chyba, że Fred Van Lente jednak mnie zaskoczy, a już kilka razy mu się do udawało. Rysunki Gianluca Gugliotty, chociaż mocno wspomagane komputerem, jednak niezłe. Przynajmniej na tyle, by podnieść ocenę tego zeszytu do 6/10.


avalonpulse0101e.jpgMighty Avengers #27
Gil: Okay, wygląda na to, że pod kierownictwem Slotta, Majty zbliżają się do bardzo klasycznych przygód Avengers, ze wszystkimi tego lepszymi i gorszymi stronami. Większość numeru wypełnia nam wprowadzanie nowego przeciwnika, któremu najwyraźniej na imię Wielka Gruba Krecha, a w skrócie zwany jest Niewymownym. Najpierw dowiadujemy się, jak to w dawnych czasach, kiedy
Gorgon nie miał jeszcze brody, a Medusa była płaska, doszło do przewrotu na szczytach władzy u Inhumans. Później odkrywamy, że na sam jego widok Quicksilver wieje na przeciwną półkulę, a w końcu Wielka Gruba Krecha demonstruje swoją potęgę na chińskiej reprezentacji. Efekt jest taki, że czytelnikom opadają kopary, więc trzeba będzie wezwać na pomoc absolutnie wszystkich Avengers, żeby je pozbierać. Gdyby jeszcze rysunki dorównały fabule, byłoby super, ale tak będzie tylko porządne 7/10.
Hotaru: Daję Slottowi kredyt zaufania. Nie jestem szczególnie zachwycony pomysłem na stworzenie złoczyńcy w retrospekcji, bo wiąże się z tym mnóstwo pułapek, w tym numerze jednak żadnej kolosalnej wpadki nie odnotowałem... w tym zakresie. Jak zwykle, Pym działa mi na nerwy, Vision powoli zaczyna wypadać z roli, rysunki Phama dobija kiepsko nałożony kolor. Slott obiecuje epicką historię i chociaż wątpię, czy pojmuję to określenie podobnie, jak sam scenarzysta, to chciałbym być za te kolejne kilka numerów pozytywnie zaskoczony.
Pariah:
Historia o Inhumans nieszczególna, ale w końcu takie wprowadzenie musiało się pojawić. Zadziwia mnie, że ten wielki uberkozak, którego tak boją sie nasi boahterowie, został tak łątwo pokonany przez małoletniego Black Bolta (który nawet nie wykorzystał swojego potencjału). Nie rozumiem tego całego oburzenia Inhumans wobec jego osoby. Ja tu widzę dobrego króla, który sprzeciwiał się zniewalaniu innych ras za pomocą jakiegoś diabolicznego urządzenia do prania mózgu. To raczej Inhumans wypadają na tych "złych".
Dalej robi się ciekawiej. Nowa siedziba Avengers robi wrażenie, szkoda tylko, że autor zdradził, że jeszcze musimy poczekać na odkrycie sekretu, który Pym pokazał w poprzednim numerze Richardsowi. Podobała mi się bardzo rozmowa USAgenta, Quicksilvera i agentki G.R.A.M.P.A., ale najlepszy tekst był na końcu: "He Alpha Flighted them". Zapowiada sie bardzo ciekawie. 7/10

Krzycer:
Czekam na wyjaśnienia co takiego robi ten cały Slave Engine, bo czuję tu jakąś zmyłkę. Spodobały mi się młode inkarnacje Black Bolta i świty. Wyjaśnienia Pyma - w porządku, nic nadzwyczajnego. Absolutnie rozłożył mnie za to odruch "fight-or-flight" Pietro - genialna scena.
I tylko jedna kwestia nie daje mi spokoju. Jeśli Unspoken był, no... Unspoken... To jak Pietro się o nim dowiedział?
Przy okazji - właśnie sobie uświadomiłem, że w prologu zabrakło mi szczeniaka-Lockjawa ;)


Beta Ray Bill: Godhunter #2
Gil: Największym atutem pierwszego numeru było zaskoczenie. Ten już go nie ma i broni się z trudem. Poza starciem z Surferem reszta numeru jest właściwie powtórką z zeszłego miesiąca, tylko trochę inaczej. Ratuje go tylko końcówka, w której okazuje się, że Bill przegiął i młotek już go nie lubi. No nic - zobaczymy, co z tego wyjdzie, ale na śmierć Galactusa bym się nie nastawiał. Rysunki w porządku, poza kadrami, na których Bill wygląda jak Łoś Superktoś. Będzie z tego 5/10.


New Mutants vol. 3 #3
Gil: Nadal nie jestem przekonany co do powrotu tej serii i grupy w tym składzie. Wygląda to jak próba zaprzęgnięcia do wozu konia, który z przyczyn naturalnych zdechł wiele lat temu - można popatrzeć, zastanowić się czy wyjdzie, przyklasnąć jakiemuś fajnemu pomysłowi, ale gdzieś z tylnych rzędów świadomości wciąż dochodzi teatralny szept mówiący: "to się nie może udać". W tym numerze swoje momenty mają Legion, Illyana i Dani, a pozostali albo plączą się w tle, albo wcale ich nie widać. Owszem, są to fajne momenty, ale na chwiejnych posadach. Mogę nawet dać solidne 6/10, ale to i tak nie wzmocni serii.
Hotaru: Wells daje radę. Tylko i aż tyle. Czytało się całkiem przyjemnie, ale bez żadnych szczególnych wzniesień. Zastanawiam się, kiedy Neves powróci do formy z miniserii X-Men: Worlds Apart, bo na razie prezentuje tylko jej przebłyski. Bardzo pomogłyby mu kolory Raula Trevino, bo odnoszę wrażenie, że John Rauch nie daje z siebie wszystkiego. Zobaczymy, jak to będzie w kolejnej odsłonie.
Lokus: Trzeci numer tej serii jest jednocześnie tym jak dotąd najlepszym. Legion robi niezłą zadymę, Magik pokazuje, na co ją stać, a Sam popełnia pierwszy błąd podczas dowodzenia ekipą. Szczerze pisząc jeszcze niedawno sądziłem, że przechwałki Wellsa o tym, co planuje dla każdej postaci są lekko przesadzone. Tymczasem okazuje się zupełnie inaczej i seria, której mimo wszystko nadal nie wróżę wielkiej i długiej przyszłości (chociaż ponoć sprzedaje się nieźle), zaczęła mi się w końcu podobać. Być może też dlatego, że Diogenes Neves również jakby lepiej dał sobie radę niż ostatnio. Ogólnie nie było źle, a wręcz przeciwnie i dlatego też kolejne 7/10 ode mnie.

Punisher vol. 2 #7
Lokus: Wiem, że zabrzmi to dziwnie, zwłaszcza że w tym tygodniu dostaliśmy kolejne X-Factor, ale to właśnie ten komiks jest dla mnie numerem tygodnia i nie zepsuły tego nawet daremne jak zawsze rysunki Huata, którego nie cierpię już od czasów Ghost Ridera. Cała zasługa w świetnym scenariuszu Ricka Remendera, który jest dla mnie swoistym największym odkryciem tego roku. Numer obfituje w kilka naprawdę świetnych scen, jak na przykład spotkanie Franka z rodziną sprowadzoną przez Hooda czy też jego sprzeczka z Henrym. I pomyśleć, że jeszcze niedawno wątpiłem w to, że jeszcze uda się Franka dobrze umiejscowić w świecie 616. Jak już wspomniałem, jest to mój komiks tygodnia i wystawiam mocne 8/10.


Timestorm 2009-2099 #3
Gil: Zacząłem czytać, a po zaledwie paru stronach dotarło do mnie, że nie mam ochoty na więcej, bo zupełnie przestało mnie interesować, co się stanie teraz. Przekartkowałem do końca i nie zauważyłem nic, co mogłoby zmienić moje nastawienie. Znudziło mnie to. To koniec. Nawet nie oceniam.
Lokus: Dokładnie tego się spodziewałem od pierwszego numeru i Brian Reed w ogóle mnie nie zaskoczył. Czyż sam tytuł komiksu nie sugerował, że oba światy mogą się wzajemnie przeniknąć? Razi mnie niestety niekonsekwencja rysownika. Eric Battle momentami zapominał, że ma do czynienia z Ghost Riderem 2099, a nie z Johnnym Blazem, jak i również że Miguel O'Hara to de facto nastolatek, który powinien różnić się nieco posturą od innych herosów. Kolejnym minusem jest fakt, że Cerebra denerwuje bardziej niż zawsze, a czuję, że to właśnie ona odegra kluczową rolę w ostatnim numerze. Całość średniawa bardzo i dlatego też wystawiam 5/10.
P.S. Czy okładkę do tego numeru nie miał przypadkiem narysować Polak?

avalonpulse0101f.jpgX-Factor vol. 3 #46
Gil: Zakończenie poprzedniego numeru, które tak zszokowało Roba Liefelda, pozostało z boku, byśmy mogli bliżej przyjrzeć się
Cortexowi i poobserwować niesprawiedliwie przerwaną bijatykę między Terry i Monet. Ale znów to przyszłość przyniosła więcej niespodzianek, wśród których młody Trevor Fitzroy jest najbardziej rzucającą się w oczy, ale może wcale nie najważniejszą. Swoją drogą, PAD zabiera się za kolejną postać, której nie cierpię, więc życzę mu sukcesu w jej przerabianiu. Rysunki trzymają swój poziom, więc i punktacja go utrzyma: mocne 7/10.
Hotaru: Najwyższy czas, by kurtyna tajemnicy zaczęła się powoli unosić i rzeczywiście, właśnie to obserwujemy. Nie wątpię jednak, że fragmenty układanki, które PAD pozwala czytelnikom zobaczyć już teraz, tworzą zupełnie inną całość, niż mogłoby się w tym momencie wydawać. Nie mogę się doczekać kolejnych numerów.
Cyclop83: dobre, naprawdę dobre. Tylko ten scenarzysta może wprowadzać nowych/starych przeciwnków w tak interesujący sposób. Te nowe Sentinels ładnie się prezentują, może Simon Trask był pierwszym modelem? Ale najlepszy motyw to zdecydowanie pojawienie się Trevora Fitzroya i połączenie wątków z przyszłości z wydarzeniami w przeszłości. Jeśli ten typek wysłał "przypadkiem" te sentinele dokładnie w ten moment czasu, to bardzo się zdziwię. Świetny komiks.
Pariah: PAD jak zwykle nie zawodzi. Bardzo dobrze wypada Doom przyszłosci, z jego wyniosłością i urojeniami, tak właśnie wyobrażam sobie wilekiego villaina na "emeryturze". Świetnie wypadła też Siryn i jej flashback podczas rozmowy z Monet/Cortexem. Na końiec kolejna niespodzianka. Tym razem jest to Fitzroy - chłopak Ruby, stojący po stronie Rebeli Summersów!? Tego się nie spodziewałem. Czekam na więcej. 8/10
Lokus: Z tą serią mam pewien problem: numery 39 i 40 to moim zdaniem najbardziej miażdżące komiksy ostatnich miesięcy, 41 i 42 są jeszcze dość ciekawe, ale od 43 po prostu zacząłem się nudzić przy lekturze X-Factor. Nie oznacza to, że seria jest słaba, co to, to nie. Po prostu przywykłem do świetnych scenariuszy PAD-a, a odnoszę wrażenie, że ta cała Rebelia Summersów jest na siłę rozwleczona tak, by jej konkluzja przypadła na jubileuszowy, pięćdziesiąty numer, przez co już dawno przestała mnie obchodzić. Wątek Cortexa to jest coś, co chciałbym, by otrzymywało więcej niż nieraz mniej niż pół numeru, bo w zasadzie to nadal mnie trzyma przy czytaniu tej pozycji bez ziewania. I czy tylko ja odnoszę wrażenie, że Ruby Summers prędzej czy później trafi do świata 616? Może to zabrzmi brutalnie, ale czekam z niecierpliwością na zakończenie wątku kolejnej alternatywnej przyszłości przez Petera Davida, bo zwyczajnie już mnie zupełnie nic nie obchodzi. 6/10 i tym samym komiks ten nawet nie dostaje się na moje tegotygodniowe podium.

Deadpool vol. 2 #12
Gil: Ach te mieszane uczucia... Nie jest to zakończenie, którego bym się spodziewał, ale trzeba przyznać, że jest całkiem sprytne i w zaistniałej sytuacji całkiem logiczne ze strony Bullseye'a. Co więcej, spodobał mi się sposób, w jaki zostały przedstawione wzajemne relacje obu panów, nawet jeśli towarzyszyły temu głupie halucynacje czy tam fantazje. I nie da się zaprzeczyć, że kilka momentów balansujących na cienkiej granicy między "awesome" a "plain stupid" zdołało jednak wylądować po tej pierwszej stronie. No dobra, niech będzie, że jednak dam te 7/10.
Lokus: Hmm... to było naprawdę fajne. Czy to na pewno pisał Way? No niestety tak, więc jestem pod jeszcze większym wrażeniem. Ogólnie rzecz ujmując to cała historia z Hawkeyem/Bullseyem przypadła mi do gustu. Czyżby mój zakres tolerancji dla tegoż scenarzysty wzrósł? A może jednak naprawdę napisał niezłą historię? Będę jednak trzymać się tej drugiej wersji. Rysunkowo również nieźle, Medina powinien jak najdłużej pracować przy tej serii, bo moim zdaniem pasuje tu jak ulał. To zaskakujące, ale wystawiam 7/10 i nie jestem pod wpływem żadnych używek!

War of Kings: Warriors - Crystal #2
Hotaru: Ale wtopa. O ile pierwszy numer był średni, to pozostawiał dość pozytywnych emocji, że miało się nadzieję, że ten będzie lepszy. Cóż, był gorszy. Pod każdym względem. Fabuła przypomina poziomem opowiadanie ucznia podstawówki i jej lektura dostarcza fizycznego bólu. Zbuk.

Lockjaw And The Pet Avengers #3
Gil: Jakoś daje radę ta historyjka utrzymać mnie przy sobie, chociaż nawet nie wiem, do czego ją przykleić i jak traktować. Tym razem przynajmniej uśmiałem się szczerze za sprawą Hairballa i jego wstrętu do wody. A następny numer to już finał, więc można doczytać do końca. Nawet 6/10 mogę dać.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:

avalonpulse0101a.jpgNew Mutants vol. 3 #3

Autor:
Adam Kubert

Hotaru: Przykład okładki odwołującej się do najprymitywniejszych fanboyowych instynktów, ale pomimo tego (a może dzięki temu) tak fajnej, że nie sposób jej nie wyróżnić. Bo jak może nie podobać się bad-assowa Moonstar, obładowana arsenałem o wadze wielokrotnie przekraczającej jej własną, zapędzona do ślepego zaułka i celująca do obserwatora, podczas gdy gołębie umykają spod jej nóg? No właśnie, to musi się podobać. Tym bardziej, że wykonaniu trudno jest cokolwiek zarzucić.





avalonpulse0101b.jpgNew Mutants vol. 3 #3 (50s decade variant)

Autor:
Yanick Paquette

Gil: Ja również wybieram w tym tygodniu okładkę New Mutants, ale inną. Tym razem wariant celebracyjny zabiera nas w lata pięćdziesiąte, kiedy to buntownicy bez powodu rozbijali się na swoich motorach z demobilu w skórzanych kurtkach. Ten element jako pierwszy rzuca się w oczy, ale warto zwrócić też uwagę na drugi plan, czyli bardzo fajnie narysowane panie oraz plan trzeci - bardzo oldkskólową budkę z lodami. Wszystko to razem świetnie wygląda i oddaje coś z tamtej epoki.





avalonpulse0101c.jpgTimestorm 2009/2099 #3 Preview Cover

Autor: Piotr Cieśliński

Demogorgon: Słyszałem, że podobno autorem tej okładki jest Polak, ale nie przywiązuję do tego większej wagi. Okładka ma świetny styl i klimat, przypomina starą fotografię lub kadr z mrocznego filmu. Nie wiem czemu jej miejsce w ostatniej chwili zajął jakiś przeciętny gniot.









Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.07.15


Redaktor prowadzący: viqKorektor: S_O
Redaktor techniczny:Foxdie
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.