Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #99 (06.07.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 6 lipca 2009 Numer: 27/2009 (99)


Po eksplozji nowych komiksów w poprzednim tygodniu tym razem straszna posucha, zarówno pod względem ilości, jak i jakości.



Captain America: Reborn #1avalonpulse0099c.jpg
Gil: Steve został kotem Schroedingera i to w dodatku w stylu Lost. Hej, zawsze lepsze to niż "it's magic, 'kay?" Tym bardziej, że już pojawiło się kilka elementów świadczących, że historia była dawno zaplanowana, więc chyba możemy dać Brubakerowi kredyt zaufania z nadzieją, że poprowadzi postać tak samo dobrze, jak w serii. Póki co, w tej dziedzinie nie mam nic do zarzucenia, a ponieważ to dopiero początek, nie będę też narzekał, że zaczyna się nieco niemrawo. Jeśli chodzi o kreskę, obaj rysownicy robią dokładnie to, czego się spodziewałem, przy czym Guice jest tym lepszym, bo Hitch popełnia charakterystyczne dla siebie błędy. Na zachętę dam 7/10, a dalej się zobaczy.
Sc0agar4k:
Cap uwięziony w czasie i przestrzeni. Tego się nie spodziewałem. Najważniejsze pytanie: co z tego wyniknie? Na razie wszystko się powoli rozkręca. Pożyjemy, zobaczymy. Pojawienie się Aresa i Venoma na zakończenie wskazuje na ciekawy pojedynek w następnym numerze. Nawet Osborn tu występuje. Hmmm, to dlaczego nie dali logo Dark Reign?? ;)

Amazing Spider-Man Family #8
Demogorgon: Dark Reign w pajęczej rodzince. I to w każdej historii. Najpierw dostajemy kolejną opowieść o tym, jak Spider-Man zmienił czyjeś życie. I czemu nie warto mylić Venoma ze Spider-Manem. W drugiej nowa siostrzyczka Spider-Girl wywraca jej życie do góry nogami i robi wszystko co się da, by być najbardziej znienawidzoną postacią MC2. Tylko twardziela szkoda. I czy ja dobrze rozumiem, że to ostatni występ Spider-Girl w tym tytule? Dalej mamy historię z JJJ'em, średnią dosyć, oraz beznadziejną parodię What if, której nawet nie warto skomentować. Oceny: 7/10, 7/10, 5/10 i 1/10, średnia: 5/10.

Cable vol. 2 #16
Gil: Początek sprawił wrażenie, jakby mogło być lepiej. Niestety, mylne. O ile zagubiona Hope i jej poczynania wyglądają jeszcze całkiem fajnie, to już wszystko, co dzieje się z Nathanem, jest najczystszym bullshitem. Gdyby pan Swierczynski raczył zapoznać się z numerami 11 i 12 serii Cable & Deadpool wiedziałby, że problem technowirusa zjadającego Cable'a został rozwiązany, a gdyby przeczytał poprzednią historię wiedziałby, że Nate nie posiada już telekinezy. A tak - crap. No i jeszcze ten nieśmiertelny Bishop, który jest wszędzie i zawsze, i niedługo zmieni się w robota albo zombie, jeśli dalej będą go tak maltretować. A jakby fabularnej chały było mało, jest jeszcze Paul Gulacy, którego rysunków nie lubię, bo mimo imponującego stażu nie oddalił się od stylu dzieciaka z kredkami.
3/10 i to z dużą łaską.
Sc0agar4k:
No i nareszcie coś się dzieje. Hope i Cable rozdzieleni. Cable walczący z wirusem, a Hope cofa się o parę lat i trafia na Bishopa. Zmiana rysownika jak dla mnie na plus. Czekam na ciąg dalszy.

avalonpulse0099d.jpgFantastic Four #568
Hotaru: Kpina. Człowiek oczekuje F4 Millara i Hitcha, a dostaje coś takiego - pomysł Millara, skrypt Joego Ahearnego, a rysunki Hitcha i Edwardsa. I już sam nie wiem, co gorsze. Panele rysowane przez Hitcha są wyraźnie niedorobione i wykonane naprędce (jakby już był w trakcie pracy nad Reborn, co pewno jest prawdą), a Neil Edwards może i jest porządnym imitatorem, ale to nadal tylko imitacja. Dialogi Ahearnego zgrzytają jak piach pomiędzy zębami i w ogóle całość historii siadła z impetem, którego niejeden zawodnik sumo mógłby pozazdrościć. Millar przyzwyczaił do opóźnień, więc czemu nie opóźnili bardziej tego numeru i nie zrobili go dobrze? Myślałem, że Millar i Hitch odejdą od Fantastycznych z hukiem, ale nie w pejoratywnym sensie...

Gil: Początek znów każe się zastanawiać, czy to nadal ta sama historia i służy tylko podtrzymaniu na siłę wciśniętych wątków pobocznych. Później zaczyna się młynek, w którym dość dobre pomysły mieszają się z głupimi i kiepskim wykonaniem. Millar chce natychmiast uczynić ze swojego Markiza klasycznego złoczyńcę, więc każe mu popełniać klasyczne błędy. O ile jeszcze pomysł z dręczeniem Richardsa nie jest zły, to sposób jego uskutecznienia jest zwyczajnie głupi, a konsekwencje mnie przerażają. Nawiązanie do 1985 wydaje mi się naciągane, a z zabaw w paradoksy czasowe nic dobrego tu wyjść nie może. No i Hitch jest sobą. (Albo i nie, bo dopiero Hotaru zwrócił mi uwagę, że były tu jakieś machlojki z autorstwem. Whatever - nawet nie zauważyłem.) Wciąż jest to maksymalnie 3/10.
Bertoluccio:
Ten numer zaskoczył mnie dwoma wydarzeniami. Po pierwsze, wbrew temu, co wszyscy zakładali, Clyde Wyncham okazał się nie uczniem, ale samym Marquisem of Death (ciekawe, kto w takim razie jest jego uczniem? jakieś sugestie?). Po drugie: Oh my God, they killed aunt Petunia! You bastards! Tak nawiasem mówiąc był to pierwszy raz, kiedy zobaczyłem w komiksie ciotkę Bena i zaskoczyło mnie, jak bardzo jest młoda. Po tych jego tekstach zawsze zdawało mi się, że to jakaś staruszka. Co do reszty numeru zastanawia mnie, gdzie Millar z tym wszystkim zmierza. Postawił FF przeciwko hiper-super-mega-...-potężnemu przeciwnikowi, z którym nie mają szans wygrać w normalnej walce i pewnie żaden wynalazek Reeda również nie będzie w stanie im pomóc. Co oznacza, że w ostatnim numerze czeka nas najpewniej dość duże Deus Ex Machina. Jeżeli zaś chodzi o szatę graficzną, to rysunki coraz gorsze. W sumie dobrze, że finał przypadł do narysowania Immonenowi, przynajmniej będzie na co popatrzeć, jeżeli nie poczytać. Moja ocena 5/10.

Daredevil Noir
#4

Gil: Całkiem niezły finał. Zakończenie pozostało właściwie otwarte, co jest dużym plusem w stylu noir, a nasz bohater pozostał niczym ta rozdarta sosna, między chęcią czynienia dobra, a swoimi anger issues. Udało się do końca utrzymać klimat treści i rysunków, więc jestem zadowolony. Podsumowując: 7/10 się należy.

Deadpool: Merc With A Mouth
#1
Gil: Cóż, poziom zbliżony do wszystkiego, co ostatnio dzieje się z Deadpoolem. Może nieco bardziej wyluzowany. Niestety kontynuuje stylizację, którą wprowadził Way i do której za Chiny nie mogę się przyzwyczaić. Sama fabuła w kilku miejscach zaskakuje, czasami nawet pozytywnie, ale zakończenie numeru było od początku oczywiste i tylko pytanie "jak?" pozostawiało margines na oczekiwania. Mam nadzieję, że dalej będzie już tylko lepiej, chociaż nie postawiłbym na to nic cennego. No i jeszcze rysunki - Bong Dazo nigdy nie będzie moim ulubieńcem i nie znajdzie się nawet w którejś z dalszych lig, bo jego styl jest zwyczajnie kiepski od każdym względem. W tej chwili jest to 5/10, zobaczymy, jak będzie dalej.

Sc0agar4k: Wade w najlepszym wykonaniu. Czyta się go szybko, co rusz śmiejąc się z jego tekstów. Oczywiście nie mogło zabraknąć pięknej pani doktor. A na koniec dochodzi również gadająca czaszka. Rozrywka w najlepszym wykonaniu.


Marvel Divas
#1
avalonpulse0099e.jpg
Hotaru: Nie potrafię powiedzieć, dlaczego sięgnąłem po ten numer. Grunt, że to zrobiłem. Potem czytałem, czytałem, czytałem... i po wszystkim niezmiernie dziwiłem się, że ten komiks ma standardową objętość, bo dłużył mi się jak jakiś hardcover. Przed lekturą nie wiedziałem, czego się po tym spodziewać, a po lekturze nie wiem, co o tym sądzić. A to raczej nie fajnie. Od strony graficznej jest średnio, ale rozrzut pomiędzy najlepszymi, a najgorszymi kadrami jest gigantyczny. Podobnie ze scenariuszem. Aguirre-Sacasa zapomniał, że pisze komiks, a nie sztukę teatralną i przeszarżował z dialogami - jest ich zwyczajnie zbyt dużo. Wybitnie nie podszedł mi też ostatni motyw z Firestar, mam dość tego typu problemów w realu i nie mam najmniejszej ochoty czytać o nich w komiksie, który przez większość czasu sili się na bycie komedią. Nie wierzę, by scenarzysta płynnie wyszedł z tego zakrętu, bo już wszedł w niego jadąc tyłem na dwóch kołach. Reasumując, byłoby nawet ok, gdyby nie ostatnie 2,5 strony.
Gil: Mój numer tygodnia. Dlaczego? A dlatego, że jest tak bardzo inny od wszystkiego, co nam Marvel serwuje. Roberto Aguirre-Sacasa zdołał uchwycić to, co moglibyśmy nazwać "babskim punktem widzenia" i wykorzystał go do zbudowania świetnych dialogów, zaskakujących, ale nie pozbawionych sensu powiązań oraz całkiem wciągającej fabuły. Pewnie dałoby się tu wyszukać nawiązania lub przynajmniej inspiracje hiciorami telewizyjnymi typu Sex And The City albo Desperate Housewives, a uderzenie na końcu to ewidentne Stalowe Magnolie. Jedyne, na co mógłbym ponarzekać, to rysunki, bo mając taką obsadę chciałoby się zobaczyć ją odpowiednio przedstawioną. Ale z drugiej strony, jeśli celem jest zwrócenie uwagi żeńskiej części czytelników, powściągliwość i nie skupianie uwagi wyłącznie na piersiach jest wskazane. Chętnie poczytam dalej tę hero-operę, a tymczasem za wyjątkowość wystawiam 8/10.
Demogorgon: No proszę, to było niezłe. Przywodzi mi na myśl taką komedię z zeszłego roku, "Ladies", tylko z supermocami i ciekawymi postaciami. Główne bohaterki są bardzo fajne. Komiks to miła odmiana po całej masie historii przeładowanych testosteronem do maksimum. Mój numer tygodnia. 8/10


Destroyer #4

Gil: Rozwałka trwa, tak jak w poprzednim numerze... i w poprzednim... i jeszcze w poprzednim. Różnica polega na tym, że tamte numery miały siłę zaskoczenia, shock value i życie członka rodziny na szali, natomiast ten jest już tylko wtórny. Gdyby seria miała tylko cztery numery i zabrakło by tego, nawet bym nie zauważył, tak samo jak ledwie zauważyłem, że w ogóle go przeczytałem. Proszę już przejść do finału, panie Kirkman. Ocena: 5/10.

Exiles vol. 2 #4
Gil: Jest lepiej niż poprzednio, ale nadal trudno mi jednoznacznie powiedzieć, czy seria jest dobra, czy kiepska. Są dobre rozwiązania i inne elementy, ale są też dziwne zbiegi okoliczności i sytuacje, które skomentować można tylko literkami W, T i F. Oś fabuły jest skonstruowana na tyle dobrze, by uchwycić uwagę czytelnika i nawet zaciekawić, ale obudowana jest dziwnościami. Jedno tylko wiem na pewno - jeśli poskładają do kupy Polaris, to ja wysiadam. Rysunki w porządku, a ocena to 5/10.

Pariah: Uhmm. Jak narazie najgorszy numer tej serii, a szkoda, bo bardzo ją lubię. Trochę dobrego humoru na początku, potem długo, długo nic i na końcu zaskakujący cliffhanger. Sam nie wiem, co o nim myśleć, ale jako jedyny mnie zaciekawił, a to zawsze jakiś plus. Chętnie zobaczę, o co chodzi, choć wątpię, by zrobili Lornie coś takiego. Postawa "robotów" podczas potyczki na pustyni zastanawiająca. Sądziłem, że to oni są the bad and ugly, ale wychodzi na to, że to (chyba) "ruch oporu" przeciwko "The Evil Reign of Cerebro" :D. 5/10


avalonpulse0099f.jpgUncanny X-Men #513
Gil: Nadal mam mocno mieszane odczucia. Z jednej strony coś tu się dzieje i jakoś to się układa, ale z drugiej nie da się ukryć, że jest tu zbyt wiele ad hoców, zbiegów okoliczności i zwykłej głupoty. Pozytywnie zwraca uwagę pytanie, w co grają Scott i Emma. I to by było na tyle, jeśli chodzi o plusy. Reszta to jedna wielka krecha. Zbitek przypadkowych postaci jako Dark X-Men i drugi jako banda Helliona (sama obecność X-Treme to jak strzał w stopę), zupełnie kretyńskie działania tych drugich i pozbawione sensu reakcje X-Men. W dodatku rysunki Dodsona nie dają rady. Jeśli nie sprawdzą się moje przewidywania, że części dotyczące UXM i Dark Avengers pójdą zupełnie innymi torami, to przeplatanka Dodsona z Deodato może okazać się bardzo niefortunna.
Wystawiam 4/10.

Demogorgon: Nie łapię czegoś. Jeśli Hellion i jego kumple chcieli urządzić pokojową demonstrację, to po kiego banana podpalali to wszystko? Mam coraz większe wrażenie, że duch Quentina Quire opętał Kellera. Dark X-Men wzbudzają pewne pytania, zwłaszcza jedno - czy naturalną zdolnością wszystkich Wolverine'ów jest bycie w kilku miejscach na raz? Czy jak nadam sobię ksywę Wolverine, będę mógł się umówić z dwoma dziewczynami na dwóch różnych końcach miasta o tej samej porze? Myślałem, że to dziedzina Mardoxa, czy coś. No i co to za moda, żeby dawać crossom jednego dobrego i jednego beznadziejnego rysownika? Ten numer mi się nie podobał, mam nadzieję, ze dalej będzie lepiej.

Pariah: Utopia trwa. Szybko dostajemy wyjaśnienie, kim jest prywatny Xavier Osborna. Dość powiedzieć, że dostałem tu dokładnie, to czego oczekiwałem, co w sumie nie jest złe. Dziwi mnie stoicki spokój Scotta na wieść o "zdradzie" Emmy. Co prawda Summers jako zimno kalkulujący strateg wypada nieźle, to trochę brak mi jego dawnych wybuchów agresji w podobnych sytuacjach. Zawsze wiedziałem, że Julian Keller jest twardogłowy, ale to już jakieś przegięcie. Czy oni naprawdę są tacy głupi? I co robi pośród nich Sunspot? Wydawał się być rozsądny. Komiks jest ok, czegoś w nim brakuje (oprócz dobrych rysunków), ale to chyba dlatego, ze Marvel w spoilerach na temat Utopii już dawno wyjaśnił nam genezę Dark X-Men. Za niezłą całość dam 6/10.

Invincible Iron Man #15
Gil: A tutaj, o dziwo, jest lepiej. Skończyło się skakanie od jednego bezsensownego pojedynku do następnego, a pojawiło się więcej fabuły, która nawet ma sens. Maryśka zachowuje się nadal dziwnie, ale jest w tym szaleństwie jakaś metoda. Antek i Pepper mają chwilę wyciszenia, a towarzyszące jej dialogi w końcu wnoszą coś do fabuły. Obecność Madame Masque początkowo budziła moje wątpliwości, ale została uzasadniona, a jej wybryk w końcówce pozytywnie mnie zaskoczył. Widzę światełko na końcu tunelu, ale znając możliwości twórcy, nie będę skakał z radości, tylko ostrożnie wystawię słabe 6/10.
Sc0agar4k: Dwie kobiety goniące się po dachach są największą atrakcją tego numeru :). Natasha z Marią próbują się dogadać, co im się udaje, przy niewielkiej pomocy agentów H.A.M.M.E.R.. Tony (narzekający na stopniową utratę pamięci) i Pepper oddają się chwili przyjemności. Trochę to jakieś ckliwe. Rumieńców dostaje dopiero, gdy pojawia się Madame Masque. Czekam na ciąg dalszy, by przekonać się co wyjdzie z tego "trójkąta miłosnego".

USA Comics 70th Anniversary Special

Gil: Chyba wciąż możemy mówić o tendencji zwyżkowej, bo historia z Destroyerem okazała się całkiem dobra. Zarówno fabuła, jak i rysunki dobrze oddają klimat, którego można by oczekiwać po tej opowieści i zbliżają się nieco do charakteru Destroyera, z którym mamy obecnie do czynienia w miniserii spod znaku MAX. Miejscami zastanawiałem się, o co właściwie chodzi, ale końcówka rozwiała wątpliwości. Przy okazji warto wspomnieć, że akcja rozgrywa się na ziemiach polskich i nawet udało się uniknąć związanych z tym faktem wpadek. Szkoda tylko, że nie wykorzystano któregoś z bardziej odważnych redesignów kostiumu, które możemy zobaczyć w dodatkach. No i tradycyjnie mamy porcję przedruków z dawnych lat. Podobało mi się na tyle, by wystawić 7/10.

War Of Kings
#5
avalonpulse0099g.jpg
Hotaru: Z przykrością muszę stwierdzić pierwszy poważny zgrzyt w WoK. Do tej pory sprawnie łykałem wszystko, co podsuwali mi scenarzyści, niczym młoda foczka rybę. Niestety, ten numer stanął mi gardle. Nie potrafię łyknąć tego "planu B" Inhumans. Jest tak głupi, że się w pale nie mieści. Że niby wojna się skończy, kiedy wszyscy zostaną Nieludźmi? Przecież wojna wybuchła nie przeciwko Inhumans, ale z powodu terytorialnych zapędek Vulcana, więc co ma piernik o wiatraka? I proszę, darujcie mi wywód o młynach. Żółta kartka.
Gil: Po lekturze tego numeru ogarnęły mnie wątpliwości. Ale zaraz stanął mi przed oczami przedostatni numer Conquestu, w którym sytuacja była podobna i w perspektywie mieliśmy mało zachęcające starcie armii Sentrych z armią Ultrono-Warlocków. Wtedy okazało się to tylko zmyłką, a zakończenie wyszło świetne, więc i tym razem mam nadzieję, że perspektywy będą dalekie od rzeczywistości. Bo fakt radykalnego ruchu Black Bolta i praktycznie bezsensownego poświęcenia zdecydowanie mi się nie podoba. A ponieważ jest osią numeru, on również podoba mi się najmniej z całej serii. Jedyne, co ratuje go w moich oczach, to akcja Rachel i podejrzenia, że celem Raportów jest osadzenie na tronie Shi'Ar Gladiatora. Niestety, na domiar złego, Pelletier chyba się zmęczył, bo poziom jego rysunków spadł. Tym razem tylko 6/10 dla królewskiego konfliktu.
Pariah: Całą historię dobrze się czyta, ale jak dla mnie to ta "strategia" Inhumans była absurdalna. Nawet gdyby się "powiodła", to i tak doprowadziłoby tylko do większej masakry. Vulcan poprostu dostałby całą armię nadludzi na swoje rozkazy. Argument o tym, ze wszyscy byliby jedną rasą, co gwarantuje pokój we wszechświecie, jest tyleż głupi, co naiwny. Na ziemi mamy w końcu całą jedną rasę i historię pełną krwawych wojen... Teraz czeka nas finał i wielka konfrontacja. Kto wygra, nie jest moim zdaniem wielką tajemnicą. W końcu jak Medusa mogłaby dalej rządzić Inhumans bez swojej ulubionej marionetki ;)? Mimo to liczę na ciekawie opisaną, epicko-epicką konfrontację :) 6/10



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:

avalonpulse0099a.jpgAgents Of Atlas vol. 2 #7 (70s decade variant)

Autor:
Carlo Pagulayan

Gil: Sam komiks niewart jest czasu i wspomnienia, ale ta okładka to co innego. Raz, że warianty dekadowe to świetny pomysł, ale co ważniejsze dlatego, że jest tak fajnie kiczowata. Lustrzana kula, podświetlany parkiet, biały dresik i wyłożony kołnierz koszuli oraz ta gitesowa poza. Prawie słyszę Donnę Summer w tle. John Travolta i Dazzler zwijają się z zazdrości w kącie, a goryl zgarnia wszystko.




avalonpulse0099b.jpgUSA Comics 70th Anniversary Special

Autor:
Clint Langley

Lex: Chyba najlepsza okładka spośród dotychczasowych one-shotów "urodzinowych". Odświeżony Destroyer wygląda wyśmienicie w pozie przypominającej częste ujęcia Spider-Mana
czy Spawna. Warto też docenić świetnie dobrane kolory.







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.07.01


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.