Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #84 - Dark Tower: The Long Road Home HC

Dark Tower: The Long Road Home HC84.jpg

Scenariusz: Robin Furth
Skrypt: Jeter David
Rysunki: Jae Lee, Richard Isanove
Liczba stron: 160
Cena: $24.49
Zawiera: Dark Tower: The Long Road Home #1-5


Hotaru: Miniseriami z serii Dark Tower Marvel pragnął wtargnąć na rynek, na którym do tej pory wydawnictwa komiksowe nie radziły sobie za dobrze – książkowy. Pierwszy projekt adaptujący na komiksowe medium Mroczną Wieżę, The Gunslinger Born, odniósł spektakularny sukces. Premierze towarzyszyły reklamy w telewizji, organizowano północne spotkania z twórcami, przygotowano limitowane wydanie dla kolekcjonerów. Dzięki temu Dom Pomysłów osiągnął swój cel – po The Gunslinger Born sięgnęli ludzie, którzy do tej pory stronili od komiksów. I nie nam oceniać czy to magia nazwiska Stephena Kinga, czy może fenomenalna wręcz jakość produktu, sprawiła, że Narodziny Rewolwerowca zebrał tak dobre recenzje.

Kilka miesięcy potem zadebiutowała druga miniseria, The Long Road Home, która – chociaż nadal sprzedawała się dobrze – nie mogła dorównać swej poprzedniczce na listach sprzedaży. Dlaczego?

Przyczyn może być wiele, poczynając od zdecydowanie skromniejszej akcji promocyjnej. Niektórym mogło wadzić, że drugi projekt nie stanowił bezpośredniej adaptacji (jak to było z Narodzinami Rewolwerowca na podstawie książki "Czarnoksiężnik i Kryształ"), a nową historię opowiedzianą na motywach jedynie zasygnalizowanych w powieściach. Można zgadywać, że różnica objętościowa dwóch zeszytów na niekorzyść The Long Road Home również mogła jakoś wpłynąć na zainteresowanie zakupem. Jednego jednak można być pewnym – nie miała na to wpływu jakość, która była równie wysoka, jak w pierwszym projekcie.

A wcale nie musiało tak być. Robin Furth musiała wykroczyć poza historie znane z powieści i mogła okazać się kiepskim gawędziarzem. Jae Lee i Richard Isanove upojeni sukcesem mogli spocząć na laurach. Mogli, ale tego nie zrobili. The Long Road Home to kawał świetnego komiksu. Równie świetnego, co The Gunslinger Born, chociaż bardzo innego.

Różnica już na pierwszy rzut oka widoczna jest w kolorystyce. Większość akcji rozgrywa się albo w nocy, albo w czeluściach Różowego Kryształu. Mniejszą rolę w fabule odgrywa intryga, ale całość przeszywa uczucie szybko topniejącego czasu – z powodu pościgu ludzi Farsona, próby dogonienia chłopców przez Sheemiego, czy też z powodu Rolanda zatracającego się w Krysztale. Walka z czasem buduje równie mocną dramaturgię, jak romans Rolanda i Susan czy gra w zamki z Łowcami Trumny w Narodzinach Rewolwerowca.

Na fanów książki czekają tu zaś smaczki nie do przecenienia. Obserwujemy pierwsze pełnoprawne pojawienie się Karmazynowego Króla, wnętrze Grapefruitu Maerlyna, budowanie napięcia pomiędzy Rolandem a Martenem, Alaina używającego dotyku w bardziej ofensywny sposób, i wreszcie Sheemiego, po raz pierwszy używającego swej mocy teleportacji. To całkiem dużo, jak na pięć zeszytów. I to wszystko zawiera się w samej fabula, a są jeszcze dodatki!

Wydania zeszytowe The Long Road Home były trochę ubogie w materiały dodatkowe. Co gorsza, część z nich można było wcześniej odnaleźć w Internecie. Wydanie zbiorcze podejmuje próbę zadość uczynienia tego niedopatrzenia, dlatego pojawiają się w nim materiały premierowe. Oczywiście, trudno dogodzić jest wszystkim – niektórzy woleliby więcej opowiadań Robin Furth wprowadzających w kulisy Świata Pośredniego, inni wolą podglądać proces twórczy rysownika, a jeszcze pozostali wolą sobie popatrzeć na galerię kilkunastu okładek. W tym wypadku dostajemy wszystkiego po trochu i jest to na tyle przyjemne, że chciało by się więcej.

Od strony technicznej nie można wydaniu niczego zarzucić. Na dobrej jakości papierze jeszcze przyjemniej ogląda się wyjątkową oprawę graficzną autorstwa Lee i Isanove'a. Okładka również reprezentuje wysoką jakość.

Wydawałoby się, że takiej perełki nie trzeba nikomu polecać, ale i tak to zrobię. Z komiksem powinni zapoznać się zarówno ci, którzy nie znają cyklu o Mrocznej Wieży Stephena Kinga, jak i jego fani. W pierwszy przypadku na pewno sympatyczni bohaterowie są w stanie zdobyć czytelnicze serca (chociaż znajomość pierwszej miniserii jest wtedy obowiązkowa), a w drugim, wreszcie można dowiedzieć się, przez co dokładnie przechodził Roland i jego ka-tet podczas ucieczki z Hambry. Sięgając po tę pozycję, nie można przegrać.


Lex: Zaletą naszych podwójnych recenzji w Living Tribunal jest często różny punkt patrzenia piszących je redaktorów. Pozytywna opinia Hotaru z pewnością nikogo nie zaskoczyła - w końcu ochoczo streszcza wszystkie komiksy związane ze Stephenem Kingiem i był zdecydowanie zadowolony z pierwszego wydania zbiorczego Dark Tower. Ja z kolei nie miałem większej styczności z twórczością Kinga. Owszem, przeczytałem swego czasu kilka jego książek, ale nie zrobiły na mnie większego wrażenia, może z wyjątkiem "Wielkiego marszu", który jest jednak dość niereprezentatywną opowieścią biorąc pod uwagę ogół twórczości Mistrza Horroru. Z cyklu o Mrocznej Wieży przeczytałem zaledwie jakąś ćwiartkę pierwszego tomu, która wpadła mi w ręce podczas deszczowego wyjazdu wakacyjnego. Zrobiła na mnie raczej pozytywne wrażenie, ale nie na tyle, żeby wejść na listę "musisztomieć". Po komiksową DT sięgnąłem więc nie ze względu na bezgraniczną miłość do Stephena Kinga - zachęciły mnie pozytywne recenzje i zachwycające rysunki Jae'a Lee.  

Jak wypada DT z punktu widzenia człowieka niezbyt zorientowanego w książkowym oryginale? Najlepszym określeniem jest niestety "nieźle". Piszę "niestety", bo oczekiwałem znacznie więcej. Ale może zacznijmy od tego, co zdecydowanie zaliczam na plus
The Long Road Home, czyli rysunków. Nie należę do die-hard fanów Jae'a Lee, ale był idealnym wyborem do zrealizowania tego projektu. Jego wizja uniwersum Dark Tower jest dla mnie bliska ideałowi: bohaterowie, otaczające ich krajobrazy, kolorystyka - wszystko to zostało starannie przemyślane i zrealizowane. Świetnie wypadają sceny dynamiczne, wszelkiego rodzaju pościgi i strzelaniny, ale i statyczne sytuacje są najwyższej klasy. Często można nawet nie czytać słów bohaterów i dopisków narratora - wystarczy przyjrzeć się pozom i twarzom postaci, żeby dojrzeć potężne uczucia nimi targające.

Niestety trochę gorzej jest z fabułą. Mam wrażenie, że w
The Long Road Home mamy znacznie więcej wydarzeń niż w dłuższym Gunslinger Born, co niekoniecznie jest zaletą. Może takie nagromadzenie akcji było celem scenarzystów, ale sądzę, że lepiej byłoby, gdyby dostali dwa zeszyty więcej na przedstawienie historii i mogli wprowadzić trochę spokoju do opowieści.

Jeśli czytaliście Gunslingera, to wiecie, że mocną rolę w przedstawianiu opowieści gra narrator. Czasem zdradza nam wcześniejsze wydarzenia, innym razem przedstawia bohaterów, a bywa, że tłumaczy zawiłości świata DT. Nie inaczej jest w
The Long Road Home, gdzie narrator również regularnie komentuje bieżące wydarzenia. Kilka razy wychodzi to całkiem zabawnie (chociażby scena na moście linowym) i z pewnością nadaje oryginalny kształt komiksowi. Tyle tylko, że mnie w pewnym momencie zaczęło to mocno nużyć, a dodatkowym problemem stał się język, którym posługuje się narrator i bohaterowie.

Wśród autorów powieści fantastycznych i historycznych są dwie szkoły - niektórzy piszą językiem im współczesnym, czasem tworząc nowe wyrazy określające przedmioty i czynności specyficzne dla tworzonego przez siebie świata. Inni próbują wiernie oddać język epoki historycznej (lub go stworzyć w przypadku alternatywnych światów), żeby uwiarygodnić stworzony przez siebie świat. W Dark Tower mamy do czynienia zdecydowanie z drugim podejściem, które jest teoretycznie logicznym krokiem. Świat tak odmienny od naszego powinien funkcjonować na innych zasadach, również językowym. I nawet byłem zadowolony z tego zabiegu przez kilka pierwszych rozdziałów. Jednak im dłużej czytałem, tym bardziej miałem dość szyku przestawnego, neologizmów i innych udziwnień, które rozpraszały moją uwagę. Pewnie to kwestia indywidualna, ale dla mnie ten zabieg twórców był zwyczajnie męczący.

Drugie wydanie zbiorcze opowieści ze świata Mrocznej Wieży jest bezpośrednią kontynuacją The Gunslinger Born, która wypada blado na tle poprzednika. Jeśli czytaliście część pierwszą i byliście z niej zadowoleni, to możecie zaryzykować z
The Long Road Home, ale ja nie mogę z czystym sumieniem polecić tej miniserii. Brakuje dramatyzmu, napięcia w relacjach między bohaterami i świeżości, którą wnosiły pierwsze odcinki Gunslingera.

LTneutral.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.