Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #3 (06.08.2007)


Poniedziałek, 6 sierpnia 2007                                                                                                        Numer: 3/2007 (3)

 

Kolejny numer Pulse'a jak zwykle zaczniemy od komentarzy do wiadomości z minionego tygodnia, chociaż wiele nowych rzeczy się nie dowiedzieliśmy zaraz po konwencie w San Diego.

 


 

Srebrny Surfer na srebrnym ekranie
Kakteen: Ostatni tydzień na Avalonie nie obfitował w filmowe niusy, które mogłyby powalić publikę na kolana. Największą uwagę powinien zwrócić ten o przymiarkach do realizacji filmu o solowych przygodach Silver Surfera. Szczególne nadzieje wiążę z osobą Straczynskiego , który dowiódł już, że "dobrym scenarzystą jest"... Podpisuję się pod takim wyborem studia rękami i nogami i gorąco trzymam kciuki za udany projekt filmowy.

W pełni popieram zatrudnianie do Marvelowskich produkcji scenarzystów komiksowych mających szerokie pojęcie o danej postaci/postaciach. Wielka szkoda, że nie uczyniono tak w przypadku Whedona, który miał początkowo realizować X-Men 3.

 

Gil: Jesteśmy zdaje się w przerwie między dwoma konwentami, więc newsów w tym tygodniu było niewiele. Moją uwagę zwróciła zapoczątkowana na Newsaramie seria, przedstawiająca bohaterów zapowiedzianej niedawno The Twelve J.M. Straczynskiego. Wśród wielu rewelacji, ta wiadomość przeszła niemal niezauważenie, ale teraz okazuje się, że odświeżanie antycznych bohaterów może być całkiem ciekawe. Z kolei wiadomość o prawdopodobnym zakończeniu Ultimate X-Men jest trochę zaskakująca przy zapowiadanym Ultimatum. Zwracam tylko uwagę na brak konsekwencji, bo sama seria ani mnie ziębi, ani grzeje.

 

Koniec Ultimate X-Men?  
Ozz: Plotki Richa Johnstona mają to do siebie, że potrafią się sprawdzać, więc trochę jestem zaniepokojony ewentualnym końcem Ultimate X-Men. W tej chwili jest to najsłabsza z trzech regularnych serii tego imrpintu, co mnie trochę dziwi, biorąc pod uwagę pracę Roberta Kirkmana chociażby w Invincible, ale wierzę, że będzie lepiej jeszcze za tego autora, czy ewentualnie następnego. W tej chwili nie mogę sobie wyobrazić świata Ultimate bez regularnej serii z przygodami X-Men. Gdyby jednak rzeczywiście do tego doszło - lepiej ten tytuł niż bardziej przez mnie lubiany Ultimate Fantastic Four.

Możliwość rezygnacji z Eda McGuinessa przy Ultimates 4 ma nawet sens, gdyż ta seria zaplanowana była już dawno temu, a obecna wizja przyszłości imprintu, zdaje się, została opracowana później, więc teraz tamten pomysł może nie pasować do obecnych planów. Według Johnstona, McGuiness zdążył narysować dopiero jeden numer, więc w razie czego to nie będzie wiele pracy, która poszła na marne.

 



Cofnijmy się jeszcze raz do konwentu w San Diego, z którego chcielibyśmy pokazać kilka zdjęć, dzięki uprzejmości Comic Book Resources. Jeżeli któryś z czytelników będzie chciał się wybrać na tego typu imprezę, powinien wiedzieć, jak trzeba się ubrać.

 

         

 

         

 


 

Dark Tower #7
Gil: Tego się nie komentuje. To zupełnie inna liga. Powiem więc tylko tyle, że Jae Lee jest genialny.
 

 

Fantastic Four #548
Gil: Nie jest to może nowy szczyt absurdu, ale na górze bzdur może spokojnie rozbić namiot tam, gdzie wypasają owce. Oczywiście, T'Challa musiał okazać się sprytniejszy od samego Richardsa, bo bez tego nie byłoby historii. Wizard natomiast okazał się skończonym kretynem, który bije kobiety, żeby powiedziały "uncle", a ich mężów po to, żeby później puścić to na YouTube. Do tego dochodzi jeszcze fenomenalny występ Storm, która całkowicie znika ze scenariusza podczas bitwy, by powrócić nagle w najbardziej odpowiednim momencie. Ach, byłbym zapomniał - jest jeszcze Titania, która taranuje głową hologramy i Klaw, znany od dzisiaj jako Walizkowy Super-Złoczyńca. Jedyne, co sprawia, że Dwayne McDuffie jest łatwiej przyswajalny od Reggie Hudlina to poczucie humoru, które czasami działa ("Armless Wizard" - good one!).
Gamart: Czwórka to Skrulle są, na pewno. Numer beznadziejny jak poprzednie. Dostosował się do poziomu Panthera Hudlina. Nic ciekawego z przeciętnymi rysunkami. Chociaz fajna scena, jak Titania wylądowała na ścianie. I pomyśleć, że kiedyś Wizard był w głównej grupie, która zapoczątkowała Acts of Vengeance. O, i już mi sie niedobrze robi, jak widzę mizianie się co stronę Panthera ze Storm. Jeśli mnie pan słyszy, panie Quesada, to proszę nigdy już nie dawać czarnoskóremu rasiście serii o czarnym bohaterze. Chciałbym powiedzieć, żeby w ogóle pan nie dawał mu żadnej serii, bo z białego pewnie zrobi jakiegoś podnóżka czarnoskórych bohaterów, ale wtedy ja wyjdę na rasistę. Więc niech sobie piszą razem z Hudlinem, a ja poczekam, aż ktoś normalny przyjdzie.

Hotaru: McDuffie wspominał, że od kiedy do F4 dołączyli Storm i Black Panther, jest w stałym kontakcie z Hudlinem. Cóż, to widać. Chociaż w jego scenariuszach nie ma rasizmu, to odczuwa się szczyptę hudlinowskiej beznadziei i bezsensu. Komiks ten broni się jednak, jeśli umieścimy go w pewnym kontekście, a mianowicie że kierowany jest do góra 12-sto latków. Jedyne, co mi może się podobać, to rysunki a'la Alan Davis.

S_O: Tyle w tym numerze bullshitu, że nie mam pojęcia, od czego zacząć. Ale jest jeden kadr, który to wszystko rekompensuje - pokonany przez Hydro Mana Black Panther (oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że to jest kolejny genialny plan T'Challi, ale samo spojrzenie na kadr... worth it. Totally worth it). Brawa dla McDuffiego za pokazanie tego mimo ryzyka, że Reggie H. narobi mu na wycieraczkę i nazwie zdrajcą rasy.

 

Irredeemable Ant-Man #11
Gil: Dość zaskakujący obrót wydarzeń. Nigdy nie podejrzewałbym, że Mitch może się okazać psycholem, rozmiłowanym w zabijaniu i torturach. Kto wie, co by było, gdyby się Tosiek nie wtrącił...? Sposób, w jaki Eric się z tego wszystkiego wyłgał, też jest świetny. To naprawdę wyjątkowa postać w Marvelu, gdzie wszyscy są albo dobrzy, albo knują w sekrecie - znalazł się jeden, co kłamie prosto w oczy i jeszcze uchodzi mu to na sucho. Taka życiowa postać ;)  Trochę szkoda, że seria kończy się na dwunastce, ale z drugiej strony, przynajmniej nie będzie okazji, żeby go zepsuć.
Ozz: Niespecjalnie zaskoczyło mnie to, że Mitch Carson postanowił wyrównać rachunki z Ericiem we własnym zakresie, ponieważ już wcześniej sprawiał wrażenie człowieka lubującego się w przemocy. Natomiast główny bohater jest dokładnie taki, jak zawsze: nawet bliskie spotkanie (a nawet dwa) ze śmiercią nie zmieniły go. Wciąż jest bezczelny i na tyle sprytny, że potrafił wykpić się z pozoru przegranej sprawy dzięki szybkiemu myśleniu. Jestem pewien, że Kirkman mógłby ciągnąć tę serię przez dłuższy czas, gdyby mu to było dane.

S_O: Genialne! Eric O'Grady ponownie pokazał, że potrafi wyjść obronną ręką z beznadziejnej sytuacji. Minus za spoiler dotyczący Iron Mana, ale plus za anty-spoiler dotyczący końca WWH.

 

Ms. Marvel #18
Gil: Aaron Stack saves the day! O ile sama seria spodobała mi się od początku, tak ten numer podniósł jej notowania o kilka miejsc. Oprócz Aarona, swoje trzy grosze dorzucili też Puppet Master (świetny pomysł na odświeżenie tego antyka), Arańa (temper, temper...) i Rick "I'm a hero when I sleep" Sheridan. Sama Karolka chodzi trochę skołowana, ale jak wiemy - to przez głosy. Do tego słodka scena pod tytułem "przytul wielkiego niebieskiego kotka", która zupełnie mnie rozczuliła.
Gamart: Seria idzie w naprawdę dobrym kierunku. Cieszy, że Reed dostał postacie Machin... znaczy Aarona Stacka i Sleepwalkera, szczególnie, że ten pierwszy jest jak wyjęty prosto z Nextwave. Powrót Puppet Mastera interesujący i liczę w następnym numerze na walkę mind controlled Cats vs fleshy-ones and Machi... znaczy Aaron Stack.

MrG: He's back! He's back! Non-fleshy one is back. Właściwie wychodzi na to, że każdy komiks zyska na pojawieniu się w nim kogoś z Nextwave. Dialogi Machine Mana świetne, przeciwnik chory (znaczy pomysł na niego), Jameson bezwzględny, Sleepwalker nie do końca obecny. Ah - i nagroda za najwięcej występów gościnnych w tym roku pójdzie chyba do Tigry.

S_O: Kolejny świetny numer! Komentarze Carol podczas walki z Battleaxe i chilijskimi żołnierzami, rozmowa Sary Day z JJJ, a przede wszystkim genialny Aaron, chyba nawet bardziej nextwave'owaty niż w Nextwave. A co do Puppet Mastera... Stature? Arana? Czy on wie, że to jest jeszcze bardziej zabronione niż reszta tego, co robi?
Poza tym, wnoszę o zmianę tytułu serii na "Machine Ma... Aaron Stack and his Marvelous Fleshy Friends"

 

New Avengers: Illuminati #4
Gamart: Świetny numer, chyba najlepszy z dotychczasowych. Wejście Namora i jego "Fists of Fury" po prostu świetne, ten tydzień zdecydowanie ma momenty komiksowe. Historia ciekawie poprowadzona, pokazuje różne charaktery i sytuacje, w jakich wtedy się znajdowali. Rozmowa o kobietach bardzo bendisowska, nie obraziłbym się za miniserię o kumpelskim życiu bohaterów. Rysunki Cheunga w tym tygodniu ustępują tylko Coipelowi.
Gil: Trzeba przyznać, że numer jest raczej przegadany (nie licząc perswazji Namora), ale za to przegadany dobrze. Podkreślam: dobrze! Rozmowy między Illuminati mówią dużo o ich relacjach między sobą, a ich samych pokazują z trochę innej niż zwykle strony. Z kolei sposób, w jaki próbują przemówić do Noh-Varra wnosi co nieco w ukazanie ich podejścia do sfery, że tak powiem, zawodowej i to też jest dobre. Może nie ma ten numer jakiś wymiernych skutków w świecie Marvela, ale daje okazję do przyjrzenia się tym bohaterom w nieco innych sytuacjach. No i zawsze możemy badać każdy szczegół pod kątem zagadki, kto tu jest Skrullem, a tym razem można znaleźć coś na każdego.

Hotaru: Zgadzam się z opinią większości, że ten numer warto przeczytać tylko dla rozmowy z początkowych kilku stron. Rozmowy trochę na siłę odbrązowiującej Iluminatów, a mimo wszystko całkiem miodnej. Nic dziwnego, że jej myśl przewodnia wykiełkowała na okładce. Z pozostałej części warto jedynie zapamiętać standardowo przepiękne rysunki Cheunga.
Jaro:
Świetna, naprawdę świetna rozmowa pomiędzy Illuminati. Nieźle przedstawiono też wychowywanie Marvel Boya, a i tu i tu najbardziej skrullowato zachowywał się Richards. Do tego tradycyjnie już świetne rysunki. Mocny plus.

 

New Warriors #3
Gil: W ostatniej scenie, oczy Night Trashera przypominają oczy Bandita, co stawia moją teorię o udziale Forge'a pod znakiem zapytania i... to właściwie wszystko, co się tu wydarzyło. W prawdzie zobaczyliśmy wreszcie grupę w komplecie, ale pokazali niewiele (oprócz Decibela, który dziwnie przypomina Chambera i Jubes, która się szarogęsi). I oczywiście, musiał być gościnny występ Wolverine'a (w miejsce opcjonalnego Spider-Mana) w jednym z czterech pierwszych numerów serii. Dodatkowy plus za motyw z graffiti i szok na twarzy Antosia.

MrG: Oj, crap, crap. Nic się nie dzieje, NW przeszli do standardowej działalności ruchu oporu (graffiti - serio, FA tylko tym się w Polsce zajmuje). Dodatkowo ktoś wtyka nam bullshit, że Trashy nie umarł. Umarł, umarł a Night Trasherem okaże się Bandit. Tak jakby brak kończyn komukolwiek w Marvelu przeszkadzał. I Decibel zbyt podobny do Chambera, ZBYT. Jeżeli on okaże się Jonothonem Starsmorem osobiście skręcę Quesadzie kark.
Demogorgon: Muszę się całkowicie nie zgodzić z MrG. Komiks jest równie dobry co poprzednie, chociaż zrezygnowano tutaj z klimatu Matrixa na rzecz klimatów detektywistycznych. Istnieją szanse na to, że Night Thrasher to ten sam, który był w Stamford, co jest ciekawym wątkiem. Sofia urządza mały wykład, co jest ciekawe, a Jubilee okazuje się równie ostrym trenerem, jak Wolverine. Co do samego Logana, to zalicza on tutaj bardzo dobry występ gościnny, a jego rozmowa z Jubilee jest niczym rozmowa ojca z córką. To najlepsza rzecz w tym komiksie, przebijająca nawet nowe rozwiniecie skrótu S.H.I.E.L.D.

Jaro: Wątek Night Thrashera został zamotany na tyle, że dalej nie wiadomo, kto nim jest. Stawiam jednak na beznogiego, w końcu technologia czyni cuda. Spotkanie Logana z Jubilee wyszło nawet dobrze, czego nie można powiedzieć o treningu przez nią przeprowadzanym. I jeszcze Chamber aka Decibel (chyba jakiś czas temu krążył po sieci rysunek przedstawiający go w obecnym stoju) i nie przeszkadzające w odbiorze komiksu rysunki. Mały plus.

S_O: Muszę przyznać, że nie rozumiem ludzi, którzy twierdzą, że Decibel jest podobny do Chambera. Nie jest podobny. To JEST Jonothon. Plain and simple.
Z innych rzeczy - poznajemy resztę drużyny. A teoria "Nowy Night Trasher to Stary Night Trasher" zdobywa kolejne argumenty "za". Coraz lepszy powód, żeby sądzić, że okaże się nim ktoś inny.

 

The Punisher #50
redevil: Garth Ennis powoli zbliża się do setnego scenariusza Punishera. A ten jubileuszowy nr przekonuje, że pomysłów mu nie brakuje. Jeśli to prawda i Frank naprawdę po raz kolejny został ojcem, to po prostu coś. I na dodatek dziecko jest w rękach tego "homie" Barracudy. Cholercia, on powoli staje się najlepszym bad guy'em, z jakim walczył Castle.

Po Ennisie teraz spodziewam się wszystkiego, włącznie z zabiciem tego dziecka. Świetny numer, choć wrażenie psują rysunki. Ale, co tam, szykuje się niezła akcja. Barracuda vs Punisher - runda 2 rozpoczęta.
Spence: Świetna! (w sumie to tradycja) okładka Bradstreeta + znakomity! scenariusz Ennisa (zwłaszcza "najgorszy koszmar Franka", monolog nt. broni i scena z pułapką, wprawdzie tempo pod koniec trochę siada, ale nic to) + kompletnie niepasujące do MAX kanciaste rysunki Chaykina + kompletne nieporozumienie, jakim są radosne kolorki = całkiem dobry numer.

 

Shanna: Survival Of The Fittest #1
Gil: Na pierwszy rzut oka przypomina Claws, z tą różnicą, że na wyspie są potwory zamiast pułapek, a hot chick zamiast latexu nosi bikini z leoparda (swoją drogą, w fizyce Marvela musi być jakiś wyjątek dotyczący grawitacji i wielkich piersi, bo dzieją się tu rzeczy niewyobrażalne). Ogólnie - lektura z gatunku niezobowiązujących, zabawnych czytadeł.
Gamart: Fabuły to to ma mało i nieciekawej, ale to jest komiks, w którym się patrzy na piersiastą dziewoję, która jeździ na dinozaurach. Ostatnia miniseria miała dużo lepsze rysunki, ale tam byl Frank "wielkie, kobiece części ciała, które jednak są ładne, a nie zabawne, jak u Liefielda" Cho.


She-Hulk #20
Gil: Hurtowe zamykanie wątków w wykonaniu Dana Slotta wychodzi całkiem nieźle i ma sens. Jak zwykle jest dużo świetnych momentów i gościnnych występów (na zdrowie Ducktorze Strange!). Co tu dużo pisać - po prostu dobra robota!
Gamart: Komiks maksymalnie pokręcony i luzacki. Mam nadzieję, że będzie jeszcze trochę wychodził. No i ma Ducktora Strange, to nie jest błąd w pisowni.
S_O: Heheheh... Ducktor Strange... Kolejny dobry numer tego tygodnia. Wyjaśnienie paru niejasności, ciekawy cliffhanger, a do tego świetne nawiązanie do Ultimate Universe. Z całego serca polecam.


Spider-Man & Red Sonja #1
Gil: Wygląda to nawet ciekawie na swój sposób... To znaczy, fabuła jest zakotwiczona całkiem nieźle na postaci Kulan Gatha, ale cała reszta już raczej "nie teges". Może to dlatego, że seria należy do tych wyrwanych z continuity dziwactw, których z definicji nie trawię, a może po prostu pomysł z zamianą Mary Jane w Red Sonyę jest zwyczajnie głupi?
Gamart: Wyciskacz dodatkowej kasy z fanów. Oeming przyzwyczaił mnie do dużo lepszych prac, choćby ostatnio w Omega Flight. Ciekawie wygląda średniowieczny Nowy Jork, szczególnie Jameson. No i cliffhanger z Mary Jane. Do tego poprawne rysunki, ale na resztę nie czekam.

Jaro: Mogło być gorzej. Historyjka póki co jest lekka i całkiem przyjemna, rysunki ładne, pomysł na MJ/Red Sonję nawet strawny. Trochę dziwi wciskanie tej miniserii do continuity, ale ogólnie - malutki plus.

Thor #2
Foxdie: Straczynski i Coipiel udowadniają, że tworzą idealny duet, całkiem jak Bendis i Maleev. Co niektórzy uznają, że za wiele się tu nie dzieje, ot, Thor się zadomowił i postanowił naznosić trochę swoich gratów [czyt. cały Asgard]. Atletycznej budowy stworzonej przez Coipiela i skromny w słowach dzięki Straczynskiemu, to wręcz Thor idealny. Z niecierpliwością czekam na następny numer, gdy asgardzki bóg ruszy na poszukiwania kumpli ze starej piaskownicy.

Gamart: Uwielbiam ten komiks, tak jak uwielbiam Mighty Avengers. Lajtowa historia na razie, ze scenami, które autentycznie bawią. Niektórzy mogą powiedzieć, że mało się dzieje, ale jak tak można mówić, gdy on cały Asgard stawia? Sceny z rozmową o tym, że musi mieć wykupioną ziemię, czy genialne wynoszenie złota ze skarbca po prostu są świetne. Reakcje ludzi na przybycie Thora są niespodziewane i naprawdę dobre. Traktowanie go jak normalnego sąsiada z wielkim ogródkiem? Mi to pasuje. Komiks ma klimat i, jak powiedział Foxdie, taki Thor jest fajny, dostał już czcionkę dobrą, teraz niech zacznie po swojemu mówić i jest mój numer jeden. Rysunki Coipela przebijają nawet Straczynskiego i zdecydowanie jest to dla mnie najlepszy rysownik obecnie w Marvelu. Komiks naprawdę dobry, a następny numer zapowiada się jeszcze lepiej i pewnie będę bardziej wychwalał. Polecam.
Gil: Polecę reklamówką fastfoodów, ale ten slogan najlepiej oddaje moje wrażenia: "I'm lovin' it!" Ulokowanie Asgardu w Oklahomie okazuje się być genialnym pomysłem. JMS świetnie pokazuje amerykańską małomiasteczkowość w konfrontacji z niezwykłymi wydarzeniami, co sprawia, że w tej chwili jest to drugi najzabawniejszy komiks na rynku (X-Factor rocks the boat!). Serio mówię - przy scenie ze skarbcem spadłem z łóżka. Obok tej sielanki, jest solidna warstwa refleksyjna. Samotność Thora w ogromnej twierdzy jest wyraźna i nie tylko widoczna, ale też wyczuwalna. Rysunki Coipela dobrze pasują do obu tych warstw i widać, że zrobił duże postępy od swoich pierwszych prac, a jeśli tak dalej pójdzie, zajmie poczesne miejsce wśród moich ulubionych rysowników. Bezapelacyjny numer tygodnia!

Jaro: Obydwu autorom już w pierwszym numerze udało się wytworzyć specyficzny klimat, który utrzymuje się i w drugim numerze. Dobrze oddano senną atmosferę małej miejscowości, a jej mieszkańcy dobrze kontrastują z Thorem i zachowaniem, i wyglądem. Do tego niezły pomysł na poszukiwania mieszkańców Asgardu i świetnie przedstawiona samotność Thora, w czym duża zasługa Coipela. Mocny plus.
redevil: Wraz z synem Odyna zaczynamy ciekawą podróż. Przystanek pierwszy: Oklahoma. Jest świetnie. Małe miasteczko, bezkresne równiny i Asgrad w samym centrum. Samotny Thor, który nie wie, dokąd zdąża i ja czytając odbywam tę podróż z nim - w nieznane. Ciekawą podróż, póki co bez sztampy i patosu. Jest świetnie, cudowne rysunki i doskonałe dialogi, a także szczypta magii w postaci doskonałego humoru.
Demogorgon: Piękne rysunki i nie tylko. Scenariusz nie przynudza, a motyw budowania Asgardu w Oklahomie jest cudowny. Daje serii dużego plusa, głównie za genialne działania Thora. Straczynski przekonał mnie do siebie już w Amazingu, a takie serie, jak Thor czy Silver Surfer: Requiem (że o Supreme Power i Ultimate Power nie wspomnę), czynią go jednym z moich ulubionych scenarzystów.

S_O: Mieszkańcy tego bezimiennego miasteczka to osoby, które trzeba pokochać. Są zabawni w taki miły, swojski sposób. Kontrastuje z nimi samotny, dręczony wspomnieniami Thor. Straczynski i Coipel naprawdę wykonali kawał dobrej roboty. No i brawa dla Thora za wymyślne wykorzystywanie kruczków prawnych.

 

Uncanny X-Men #489

Gil: Nadal dobrze. Historia rozwija się, choć bez fajerwerków. Bru dobrze pokazuje różne reakcje na atak Morlocków i świetnie nawiązuje do współczesnego oblicza terroryzmu, wplatając takie smaczki, jak manifesty internetowe. Ujawnienie Skids jako agentki S.H.I.E.L.D. było sporym zaskoczeniem, bo nigdy bym jej o to nie podejrzewał. Ponadto udowodnił, że można pokazać nową Fantastic Four bez absurdów i nieźle pogrywa sobie na moim prywatnym, niecierpliwym oczekiwaniu na powrót Magneto. Kolejny rozdział Endangeres Species to dla odmiany niezła konfrontacja dwóch McCoyów, która podkreśla powagę okoliczności, ale nadal brakuje mi tu jakiegoś wyraźnego postępu.

Jaro: Nieźle oddana atmosfera zamieszania po ataku terrorystycznym. Podoba mi się też sposób, w jaki Bru prowadzi postać Xaviera. Do tego prawdziwe zaskoczenie - Skids, Agent of S.H.I.E.L.D. Tego się zupełnie nie spodziewałem. Larroca za to z numeru na numer rysuje coraz gorzej, ale specjalnie mi to nie przeszkadza. Chociaż koszula Thinga to już totalna amatorszczyzna, ale nie wiem, czy to przypadkiem nie jest wina kolorysty. Całość - na plus.
CrissCross: Jest dobrze, choć nie rewelacyjnie. Akcja jakoś się zawiązuje i mam nadzieję, że w następnym numerze pojawią się wreszcie jakieś wyjaśnienia, o co naprawdę chodzi. Skids jako agentka S.H.I.E.L.D. to pewne zaskoczenie. Natomiast całość psują zdecydowanie rysunki. Szczególnie twarze wyglądają jak po wizycie w salonie kosmetycznym "Masque Sp. z o.o.". Storm ma usta jak Angelina Jolie, natomiast Warpath raz wygląda jakby się żelek nażarł (na rysunku, gdzie Ororo wchodzi do pokoju z Benem), innym razem jak stuprocentowy małpiszon (na ostatniej stronie, wisząc uczepiony Sentinela).
Hotaru: Jedyne, co w tym numerze mi się podobało to fakt, że Skids nie jest taka płytka, na jaką wyglądała. Wiele fabularnie nie wnosi, mam odczucie, że Brubaker niepotrzebnie marnuje cały numer. No i Larocca.... lubiłem go w X-Treme. W X-Men jego rysunki były szkaradne, ale tłumaczyłem sobie, że to wszystko z powodu Liquid przy kolorach. A ten numer... cóż, Larocca dał ciała. Jego Storm nie podobała mi się od samego początku, ale teraz już nikt w jego wydaniu mi się nie podoba. Nie wiem, co chciał osiągnąć, stosując taką kreskę. Może chciał wypracować indywidualny styl, ale mu nie wyszło.

S_O: Akcja toczy się po malutku, ale jest parę zaskoczeń (Skids - Agent of S.H.I.E.L.D., kręcący się po Stanach Magnus) i parę nowych pytań. Wśród nich: ile razy DOKŁADNIE Caliban walczył z Nazistami?

W Endangered species #6 mamy do czynienia z dwoma Beastami. Czy potrzeba lepszej rekomendacji? Żadnych nowych pytań, żadnych nowych odpowiedzi, żadnych nowych rewelacji, tylko czysta gadanina. Ale za to jaka!


World War Hulk #3
Foxdie: Kolejny etap zielonej wojny, na dodatek ze zwiększoną ilością stron. Pierwsze dwadzieścia nie odbiega poziomem od pozostałych, w końcu pojawił się Bruce przynajmniej w astralnej postaci. Zgrzytać zaczyna od pojawienia się Iron Fista, Ronina i Echo. Do tej pory byłem na pierwszej linii obronny rysunków Romity, a tu *BAM* i postrzał gotowy. Widząc te pokraki Iron Fista i pozostałych zacząłem nawet podejrzewać, że to może jednak nie Romita, niestety to on. Oczywiście zawsze te kilka nieudanych kadrów można zrzucić na nadmiar obowiązków, bo w końcu tym razem miał czterdzieści stron do narysowania. Trochę też pogubiłem sie w kwestii tego boxa, z którego czaruje Strange i co on tam wzywa, ale za to ostatnia strona....bezcenna! Strange Smash!
Gil: Tym razem postanowiłem się skupić na czytaniu dymków i nie zwracać uwagi na rysunki. Pomogło. Fabularnie, historia jest dobra, chociaż może nie wybitna. Pokazuje kilka różnych spojrzeń i posuwa naprzód akcję. Pomysł ze stworzeniem areny, na której Hulk mógłby wciąż na nowo pomiatać herosami ku uciesze gawiedzi jest całkiem sprytny, ale i tak numer należy do Stefana, który najpierw podjął interesującą próbę przemówienia do przeciwnika, a w końcu posunął się do ostateczności. Pewnie dużo mu to nie da, ale pomysł dobry (tylko to stwierdzenie, że niewiele może zrobić bez machania rękami trochę jest bez sensu - jest przecież magiem, a nie hiphopowcem). Jest też kilka szczegółów różnych od pokazanych w tie-inach, ale taki już urok crossoverów. O szacie graficznej nie będę się już wypowiadał, bo mój gust siedzi teraz z Thorem w Oklahomie.
Gamart: Dalej mnie zadziwia jak Marvel, po świetnym Civil War, mógł wydać kolejny duży crossover, do którego rozumienia wystarczy główna seria i który opiera się na prostym, ale jak dobrym pomyśle (tak, nawiązuje do wydawnictwa, które wydaje 1845 serie, które zrozumieć potrafi tylko ktoś, kto od 20 lat czyta ich komiksy. Taa, czekamy na "Infinity Countdown to Final Crisis on Infinite Earths"). Nie trzeba też zabijać kupy postaci, wystarczy parę poturbować i komuś tam połamać ręce. Historia rozwija się świetnie. Numer ten trochę zwalnia wydarzenia, ale tylko do zakończenia rozmowy Strange'a z Bannerem. Potem akcja leci do przodu jak Gamart na kobiety. I pamietajcie, nie róbcie krzywdy komuś, kto trzyma w piwnicy demoniczne zabawki. O, jeszcze sceny z Rossem fajne i rysunki Romity dalej dobre. Czekam na dalsze części, bo zostawiło już wszystkie wydarzenia w komiksach innego wydawnictwa daleko w tyle.

Jaro: Niezły numer. Świetny, dynamicznie przedstawiony atak wojskowych na Zielonego, niezła rozmowa ze Strange'em i jego wejście na koniec, naprawdę dobry pomysł na zamontowanie bohaterom maszynek posłuszeństwa. Hulk na swój sposób próbuje wymierzyć wszystkim sprawiedliwość, odtwarzając to, czego sam doznał, zastanawiam się jednak, w którym momencie to wszystko się zatrzyma. Ziemi raczej nie wysadzi, ale Illuminati na pewno oberwą jeszcze mocniej, kto wie, czy nie oberwie się ich bliskim. Na spotkanie z Zielonym ruszył już Sentry, jednak jest to postać tak nieprzewidywalna, że może Hulka zarówno pokonać, uspokoić, albo i przyłączyć się do niego. Przemknęła mi też przy okazji taka luźna myśl, że WWH może skończyć się samobójstwem Zielonego. A ten numer WWH? Tak jak pozostałe - na mocnego plusiora.
Demogorgon: Dużo się dzieje, nawet bardzo dużo. Hulk rozwala U.S.Army, Ross udowadnia swe męstwo (scena z strzelaniem Hulkowi w oko była piękna), Strange próbuje jak może, co owocuje ciekawą rozmową w umyśle Hulka, Miek wyrasta na coraz straszniejszą kreaturę, a Hiroim popisuje się swoją mocą. Ogólnie komiks jest bardzo dobry, ale nie lepszy od dwóch poprzednich części.

S_O: Mnie osobiście kreska Romity Młodszego ni ziębi, ni grzeje. Akcja za to... Sweet Lord! Ross dokonujący swego "Final Stand", przemowa prezydenta do Sentry'ego, a przede wszystkim Strange dokonujący tego, czego zapewne off-panelowo przysiągł nigdy nie czynić... A do tego Hulk, łamiący ręce astralnym projekcjom i kopiący tyłki wszystkim innym! To jest to!
CrissCross: Jak na razie chyba najlepsza część całej historii, łącznie z tie-inami. Wreszcie widać zadymę godną wściekłego Hulka, zamiast gadaniny i wielkich przemówień w stylu "Bo jak nie, to...". Zarówno walka z armią, jak i pojedynek ze Strangem dobrze przedstawione. Świetny pomysł z koloseum. Na plus również oceniam kreskę. Hulk naprawdę wygląda na wkurzonego i pewnego tego, co robi. Rysunki w dobrym stylu ukazują akcję. Słowem: Smashing!
Hotaru: Przewracałem ze świstem kartki, jedna za drugą. Bynajmniej nie dlatego, że tak mnie wciągnął, lecz wręcz przeciwnie. Szczątkowe dialogi, bezsensowna fabuła, kilka kartek z samą rozwałką, rysunki Romity nadal szkaradne - i to ma być "wydarzenia Marvela roku 2007"? Darujcie mi...

 


 
Wieści redakcyjne: 
Na październik zapowiadana jest premiera "Historii Niedopowiedzianych", czyli nowego komiksu znanego polskiego scenarzysty Jerzego Szyłaka. Z przyjemnością informujemy, że autorką okładki oraz części ilustracji wewnątrz komiksu jest znana z Avalonu WeeGee. Naszej redakcyjnej koleżance gratulujemy debiutu, a was gorąco zachęcamy do zapoznania się z "Historiami Niedopowiedzianymi".
 

 
Redaktor prowadzący: Lex & Ozz                                                                                Redaktor techniczny: Black Bolt

 

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.