Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #97 (22.06.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 22 czerwca 2009 Numer: 25/2009 (97)


Wydarzeniem tygodnia było ogłoszenie powrotu Kapitana Ameryki, ale jubileuszowy Captain America #600 nie okazał się wielkim hitem.



Captain America: Reborn - Marvel odkrył karty
Lex: Rogers wraca za wcześnie. Jeszcze rok można było z tym poczekać, bo w tej chwili nie jest potrzebny w świecie Marvela.
Gamart: No i Bucky świetnie się prezentuje jako Captain. Zmiana im się udała, a teraz zepsują. Chociaż, w sumie, któryś Captain może do Mighty Avengers dołączyć. Ale z drugiej stony znów tutaj mamy Hanka najlepszego od lat. Nic, zobaczymy. Niby fajnie w dobie Dark Reign, ale cała śmierć całkowicie straci wymowę.

Cup o' Joe #2
Undercik: Jest! Nareszcie zbliża się ten moment, w którym Millar nie będzie opóźniał ważnych serii. Co jeszcze? Ciekawe, co to za projekt z Marvel Knights. Ciekawe są także doniesienia z X-Men Legacy. Do tego jeszcze z chęcią przeczytam zapiski dołączone do mini o Sadze Klonów
.

Spider-Man na konwentach
Undercik: Mamy tu głównie informacje o powrocie MJ. Jest tego naprawdę sporo. Mnie bardziej interesuje powrót Black Cat. O historii "Who is Ben Reilly?" już się wypowiadałem.


Nadchodzi Dark Reign: The List
Undercik: Kilka naprawdę dobrych pomysłów. Najbardziej ciekawi mnie ten z Secret Warriors. Mimo, że nie pałam do tej serii wielką miłością, zapewne tam zajrzę. No i zapowiadany wstęp do ostatniego One-Shota jako numeru łączącego Dark Reign z następnym Eventem.
Trapi mnie tylko Namor, który nijak pasuje do treści tego, co przekazał Marvel.



Cable vol. 2 #15avalonpulse0097d.jpg
Gil: Mam wrażenie, że bańka mydlana prysła. Jak dotąd, te kablowe fragmenty crossa świetnie wpisywały się w momenty zwolnienia akcji i dobrze to wychodziło, ale teraz, gdy wydarzenia kumulują się przed finałem i wszystko nabiera tempa, Swierczynski i Olivetti zawodzą na całej linii. Dynamiki w sytuacjach, dialogach i rysunkach jest tyle, co kot napłakał. Przeczytałem to z takimi samymi odczuciami, jak ulotkę z hipermarketu. Wciśnięcie w to wszystko Kidden zdecydowanie nie pomaga i służy jedynie wyjaśnieniu tego czasowego problemu. Jedyne, co choć trochę ratuje sytuację, to Deadpool.
Będzie 4/10.

Hotaru: Podczas lektury ostatniego numeru serii Cable strasznie się męczyłem. Tym razem bawiłem się świetnie. Nieudolnie napisane dialogi powodowały, że szczerzyłem się do siebie w najlepsze, jeszcze bardziej nieudolna fabuła wywoływała napady szaleńczego chichotu i nawet wyjątkowo wilgotne parsknięcie niczemu nie szkodziło, bo te rysunki już brzydsze być nie mogły. Wypas. A to, że czytałem ten komiks w takiej chwili, że rozbawiłaby mnie nawet wojna atomowa, to nieistotny detal. Jak miodność w tym komiksie.

Krzycer:
Najlepszy numer Swierczynskiego jak dotąd. Deadpool zarządził, że hej. Swoją drogą pozostała już tylko 1 sekunda, a Apocalypse jeszcze nie wszedł do akcji. To będzie długa sekunda... Niestety, trzeba zbesztać rysownika. Już mniejsza z tym, że Domino wygląda jak ta kelnerka z pierwszej historii, tylko jest inaczej pokolorowana. Tak samo przeżyję Elixira wyglądającego jak Cable. Ale X-23 w paru kadrach wyglądająca jak Warpath to już gruba przesada...

All-New Savage She-Hulk #3
Gil: Gdy już myślisz, że wiesz wszystko i spodziewasz się, że cała reszta historii sprowadzi się do bijatyki o garść oporników na płytce... Bęc! Niespodzianka! Okazuje się, że Lyra ma zupełnie inny cel i znów robi się ciekawie. Znów jednak dała się zdominować gościnnym gwiazdom, z Noh-Varrem na czele i skromnym, ale bombowym udziałem Jen na dokładkę. Nie mam wątpliwości, kto jest ciekawszym z niepotrzebnie wykreowanych dzieciaków Hulka, bo jest na tyle dobrze, by wystawić kolejne 7/10.
Krzycer:
I mamy zwrot akcji. Pomalutku, powolutku przekonuję się do Lyry, ale ten numer i tak kradną Osborn z "Kapitanem Marvelem" oraz jedyna i niepowtarzalna, oryginalna She-Hulk. Zwłaszcza ona. :)

The Amazing Spider-Man Family
#7

Demogorgon: Tym razem tylko trzy historie, za to nieco dłuższe. Bohaterkami dwóch jest May - ciocia May w pierwszej, a May "Spider-Girl" Parker w drugiej. Obie bardzo mi się podobają. Historia o tym, jak cioteczka poznała wujka Bena ujawnia wiele nieznanych faktów, całkiem intrygujących. Zaś w swoim świecie Spider-Girl dostaje potężny łomot od emeryta. I to wcale nie jest śmieszne, zważywszy, że emerytem tym jest Tombstone. Co prawda nie wierzę, że zabił on naszą bohaterkę, ale coś czuję, że na chwilę May zniknie, by April mogła zobaczyć, jak bardzo tożsamość, której pożądała, ma w życiu prze***ne. Trzecia historia, o Peterze dzieciaku, spotykającym braci Voodoo, nadaje się tylko do zignorowania. Całość dostanie 6/10.


avalonpulse0097e.jpgCaptain Britain And MI 13 #14
Gil: Nie wiem, czy pamiętacie moje odwołanie do Doctora Who przy poprzedniej okazji, ale właśnie to miałem na myśli. Odwrócenie sytuacji o 180 stopni jakimś zabiegiem w stylu deus ex machina, który udowadnia, że wszystko było z góry zaplanowane albo w ogóle się nie wydarzyło. W tym przypadku, jedno i drugie. Ciężko mi to powiedzieć, bo długo wmawiałem sobie, że jest inaczej, ale historia "Vampire State" jest słaba. Prowadzenie postaci, relacje między nimi i sama esencja serii są genialne, ale fabuła, którą je otoczono, jest kiepska. Co więcej, spodziewałem się czegoś podobnego, jak tylko przeczytałem, że Cornell chce użyć Blade'a i wampirów, bo te w Marvelu są nie na miejscu i każde ich pojawienie się zwiastuje klapę. Nie chciałem tego mówić, żeby nie wykrakać, ale sami widzicie. Tym, co nadal przykuwa moją uwagę, jest natomiast wątek Meggan, bo wszystko wskazuje na to, że Doom, który ją uratował i współpracował z Draculą, wcale nie jest Doomem. Nadal mogę dać 6/10, ale jest to ocena za stronę techniczną i te kilka rzeczy, o których wspominałem.

Demogorgon: No proszę, nie spodziewałem się takiego rozwiązania sprawy z poprzedniego numeru, jestem zaskoczony. Co prawda nikt nie wierzył w śmierć tych wszystkich postaci z poprzedniego numeru, ale mi się bardzo podoba takie wyjście. Cała reszta też jest świetnie zrobiona - dużo akcji, kilka ciekawym momentów, pomysłowe zagrania. No i Dr. Doom, który skradł numer - to mi się podoba.

Hotaru: Cornell nie zawodzi. W przeciwieństwie do Demo, dałem się nabrać na kilka fatalities, więc ten numer był dla mnie tym bardziej odkrywczy. Przez moment miałem za złe scenarzyście, że wybrnął w sposób logiczny i wystawiony na widok czytelnika na kilka numerów wstecz, a potem uzmysłowiłem sobie, że co z tego - i tak mnie zaskoczył. Cieszy mnie cała akcja ze Spitfire, jestem ciekaw, gdzie się podziewają Blade i Wisdom. Czeresienką (nie lubię wiśni) na tym torcie są przecudne rysunki Leonarda Kirka. Numer tygodnia.
Krzycer: That. Was. Epic! A to dopiero przedostatni numer... Mam nadzieję, że Cornell zachował coś jeszcze większego i jeszcze lepszego na ostatni odcinek. Do tego cliffhanger z poprzedniego numeru, na który kręciłem nosem, został przepięknie rozwiązany, całość została - jak zwykle - świetnie zilustrowana... A żółwik Wisdoma z Capem jak dla mnie przebił żółwika wolverino-spider-manowego i spider-mano-obamowego :) Panie i panowie, to jest mój numer tygodnia.
LeGoL: Pozwolę sobie zacytować mojego ulubionego artystę, L.U.C: "Szczerze lężę na bruku, w myślach tłukę talerze i ocucam się w ich huku." Poprzedni numer i ukazana w nim masakra bohaterów powiedziała mi, że koniec tej serii będzie miał cholerne kopnięcie. Ale w życiu nie spodziewałem się takiej zagrywki! Dracula mimo wszystko nadal ma jeszcze dwie karty przetargowe i mam nadzieję, że to nie było ostatnie takie zaskoczenie. Cholera! Nawet nie zwróciłem uwagi na rysunki! Bezdyskusyjnie numer tygodnia, a pokuszę się nawet o stwierdzenie, że to numer miesiąca.

Captain America #600
Gil: Widać, że punktem skupienia całego tego jubileuszu jest historia Brubakera, rozłożona na kilka składowych, czym odwołuje się do postaci i formy używanej po numerze 25. Wypada ona dobrze, miejscami nawet bardzo i jest jednocześnie podsumowaniem dotychczasowych wydarzeń, jak i wstępem do dalszego ciągu. Wszyscy słyszeliśmy o Reborn, więc nie ma co się rozpisywać. Jedyne, co mi się tu nie podoba, to wciskanie Bucky ze świata Heroes Reborn, o którym wolałbym zapomnieć. Cała reszta numeru? Prawdę mówiąc, jest zbędna. Historia z Bernie Rosenthal jest raczej nudna i pewnie obca dla większości czytelników, którzy nie przeczytali wszystkich sześciuset numerów. Ta o komiksach to w ogóle abstrakcja, wstępniak jest zbędny, bo został później powtórzony, a przedruków mieliśmy dość ostatnimi czasy. Za najważniejszą część dam 7/10, ale gdybym oceniał całość jubileuszowego numeru, musiałbym obniżyć ocenę.
Krzycer:
No i... meh. Fajnie, że Osborn obrócił całą sprawę na swoją korzyść, ale mimo wszystko od jubileuszowego numeru oczekiwałem więcej, niż po prostu paru luźnych historyjek i zapowiedzi, że może jednak z Rogersem coś da się zrobić. Jestem zawiedziony.
Z dodatkowych historyjek natomiast pozytywnie wypada i ta o Rikki Barnes i ta o fałszywym Capie.


Dark Reign: Fantastic Four #4avalonpulse0097f.jpg
Gil: Skończył się wielki head-trip. Szkoda, że niewiele z niego wynikło, poza chwilą dobrej zabawy, udowodnieniem, że alternatywne wersje Sue i Bena wymiatają, oraz podbudowaniem ego Richardsa. Ale za to mamy dzieciaki w konfrontacji z Normanem i jest to prawdziwa perełka. Przegiął trochę z tym strzelaniem, ale podejrzewam, że o to właśnie chodzi. Teraz zastanawiam się, czy i które z rozpoczętych tutaj wątków przenikną do runu Hickmana w głównej serii, który w tej chwili zapowiada się... cóż - fantastycznie. Kolejne mocne 7/10.

Hotaru: Zdecydowałem się wrócić do tej miniserii ze względu na całkiem rozrywkową zapowiedź. Niestety, rozrywka skończyła się już na pierwszej kolejnej stronie nie pokazanej w teaserze. A Norman strzelający do dzieci z ostrej amunicji to już w ogóle przegięcie. Nadal nie widzę żadnego powodu do wydawania tego tytułu, poza zbiciem kasy na fali Dark Reign. Pewno dla Marvela to jedyny słuszny powód...

Undercik: Jak dla mnie najlepsza mini z Dark Reign w tytule. Mamy tak naprawdę trzy wątki, które teraz skleiły się w całość, aby przed ostatnim numerem nakopać Osbornowi. Najgorszy jak dla mnie to ten z Reedem, który usilnie poszukuje odpowiedzi na pytanie, czym naprawić świat. Wynika z niego tylko skrucha Mr. Fantastica i jaki to on jednak był bezmyślny. Drugi wątek - dobry - z Sue, Johnnym i Benem, wypadł dobrze, szkoda, że prawdopodobnie ich alternatywnych odpowiedników już raczej nie uświadczymy, ale naprawdę było ciekawie. Ale i tak najlepiej wypada to, co wyprawiają dzieciaki z pierwszej rodziny Marvela. W końcu nie da się ich nie lubić. Samo starcie z Normanem dobrze rozegrali. Szkoda tylko, że ta historia nie dzieje się w regularnej seri. Zapewne gdyby nie Millarowe opóźnienia, zapewne czytalibyśmy ją w tym ogoingu. Jeśli chodzi o część graficzną, nadal jest dobrze. Z niecierpliwością czekam na finał. 9-/10

straznik: Dzielę ten komiks na dwie części. Zupełnie nieinteresujący mnie wątek podróży w czasie, przestrzeni bla bla bla i wątek 'rządzacych' się dzieci oraz ich pojedynek z Osbornem. Ten drugi wątek, muszę przyznać, jest cholernie fajny :) Dziwne jest tylko to, że Spider atakuje limuzynę Osborna przy Hand, porywa Goblina, tłucze go na kwaśne jabłko, a po agentach, 'Avengersach' ani śladu, a i zbroja nie jest aktywowana. A tutaj proszę. Venom, zbroja, pewno i Sentry przyleci. No cóż. Tak czy siak mógłby dostać solidny wpierdol od najbardziej popularnych rodziców i wujków w uniwersum Marvela. Jeśli nie, będę bardzo, bardzo rozczarowany.

Daily Bugle 1939
Undercik:
Ot, taka miła niespodzianka od Marvela związana z 70. urodzinami. Kiedyś coś podobnego wyszło bodajże podczas Civil War. Naprawdę ciekawy pomysł zapowiadający Marvels Project.


Dark Reign: Hawkeye
#3

Gil: Po pierwsze, Raney nie pasuje tutaj zupełnie. Jego styl zupełnie zabił kilka scen, które mogły mieć świetny klimat z innym rysownikiem. Po drugie, brak jakichkolwiek odpowiedzi. Zostaliśmy co prawda szturchnięci w stronę wątku PTSF, ale nie ma najmniejszych konkretów. Niemniej, świrujący Lester to coś, na co zawsze miło popatrzeć. Rozmowa z Karlą i konfrontacja z drugim sobą wyszły świetnie. No i nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo gdy wszystko wisi pod znakiem zapytania, jest to również skuteczny haczyk na czytelnika. Tym razem niższe rejony 7/10.

Demogorgon: Z każdą chwilą robi się coraz bardziej tripowo. Lester już sam nie jest pewien, jak bardzo jest szalony, a i my nie mamy pewności, czy to, co widzi, dzieje się naprawdę, czy tylko w jego głowie. Finał co prawda punktuje w stronę pierwszej opcji, ale jakby się okazało, że mu się to wszystko wydaje, to bym się nie zdziwił. Tylko jeden problem - przydałyby się tu lepsze kolory, albo inny rysownik, na przykład ten od Mighty Avengers.

Krzycer: Meh. O ile jeszcze intryga ,którą rozgryza Urich, jest w miarę ciekawa, to to, co dzieje się z Bullseyem, w ogóle mnie nie rusza. A i kreska mi jakoś nie podeszła.


avalonpulse0097g.jpgDark Reign: Mister Negative #1
Gil: Jest nieźle. Spodziewałem się kompletnej klapy, więc to już olbrzymi sukces. Dowiadujemy się czegoś o Martinie Li, gościnnie występuje Pajęczak, ale przede wszystkim jesteśmy świadkami bezkompromisowej walki o władzę na szeroką skalę. Niektóre zagrania są naprawdę imponujące i aż chce się czytać dalej. Najbardziej urzekło mnie jednak subtelne nawiązanie do 1984 w komentarzu do działań Osborna i jego Młotka. No i White Rabbit wymiata. Wygląda również przyzwoicie, więc znów będzie 7/10.

Demogorgon: Wojna Czerwonego Kapturka z żywą odbitką rozpoczęta. Co prawda postacie, które Hood wysłał do ataku na Chinatown, to sami frajerzy, ale Van Lente robi z nimi takie rzeczy, że wspinają sie na kolejne poziomy badassowatosci bardzo szybko. Tak, nawet White Rabbit. Ale gwiazdą musi tu być Negative, który zwyczajnie jest sobą - mroczny, tajemniczy, elegancki, przebiegły, wydaje się być o krok przed wszystkimi. Nawet nowe fakty o jego historii niewiele ujmują z tajemnicy, bo na miejsce jednego pytania zaraz wskakuje drugie. No i to, jak wykorzystał Spider-Mana, jest ciekawe. Z pewnością sięgnę po następny numer.

Krzycer: Dobre! Więcej, bardzo dobre! Od początkowych negocjacji po otwartą wojnę uliczną - wszystko świetne. Do tego łotry Hooda mają wyraźne charaktery, a nie są byle zapychaczami, jak to nieraz ostatnio bywało. W sumie boję się tylko, że wrzucenie do tej historii Spider-Mana okaże się niepotrzebne, a może nawet szkodliwe. Ale zobaczymy.
Poza tym White Rabbit ma potencjał na bycie marvelowym odpowiednikiem Harley Quinn. Fajnie, gdyby było jej więcej.
(W zapowiedzi właśnie wyczytałem, że pojawi się w ASM. Miło.)


Dark Tower: The Fall Of Gilead #2
Hotaru: Jest tu zadziwiająco dużo napięcia, jak na numer w większości przegadany. Fabularnie jest naprawdę świetnie, atmosfera jest gęsta jak ołów i naprawdę czuć, że moment, w którym świat pójdzie naprzód, jest już zabójczo blisko. Cieszę się też, że Isanove poczuł się trochę pewniej i nie zepsuł tego, a nawet w kilku momentach pozytywnie mnie zaskoczył. Nadal się cieszę na myśl, że Jae Lee powróci do ostatniej miniserii, ale jego kolaborator stara się go godnie zastępować. Czy wspominałem, że Sheemie rządzi?


Destroyer (Marvel MAX)
#3

Gil: Radosna rozwałka trwa. Chociaż dla głównego bohatera staje się nieco mniej radosna. Scar okazuje się być niezłym badassem, co nie zmienia faktu, że i tak zostaje w końcu widowiskowo nakarmiony własną ręką. Jego pomocnicy również wypadli nieźle, zmieniając się w szkarłatną papkę. No, a skoro wszyscy zostali już usunięci, chyba pora, żeby Destroyer dokonał żywota. Ciekawe... Jeszcze jedno 7/10 w tym tygodniu.

Fantastic Force
vol. 2 #3
Gil: Festiwalu nijakości ciąg dalszy. Chociaż trzeba przyznać, że jest coś ciekawego w fakcie, że Gaja mści się za zniszczenie i porzucenie planety, to jednak sposób przedstawienia i wykonania tego kładzie wszystko. Zupełnym przegięciem jest to, co zrobili z Wolverinem, a niewiele mniejszym - pojawienie się Ego, które zupełnie nie współgra z wydarzeniami z Novy. Nawet rysunki podupadły. Będzie to jakieś 4/10.


Dark Reign: Young Avengers
#2
avalonpulse0097h.jpg
Gil: Gdy mija pierwsze wrażenie i obowiązkową nieporozumieniową bitwę mamy już za sobą, okazuje się, że nadal można znaleźć tu coś ciekawego. Przynajmniej w osobach Young Avengers 2.0. Dowiadujemy się, że Coat Of Arms jest nawiedzoną, awangardową artystką z obsesją na punkcie Osborna - pomysł oryginalny, stwarzający duże możliwości i dobrze poprowadzony. Kolejna niespodzianka to fakt, że Executioner jest dzieciakiem Princess Python, a to już bardziej zbliża nas do wizji Young Masters Of Evil. No i jest jeszcze Enchantress, na którą gotów jestem postawić pieniądze, że okaże się oryginałem, realizującym jakąś własną gierkę. Szkoda, że YA 1.0 pokazują się na krótko i z jakiejś nienajlepszej strony. Jestem zainteresowany, więc 7/10 dam.

Hotaru: Pierwszy numer tej miniserii skrytykowałem, więc z ulgą mogę dziś zakomunikować, że druga odsłona jest pod każdym względem lepsza. Zaczyna pojawiać się zarys intrygi, a raczej kilku, i atmosfera zdecydowanie się zagęszcza. Numerowi bardzo pomaga też dłuższe pojawienie się poprawnie pisanych Young Avengers, których po prostu uwielbiam. Jeśli trzeci numer będzie o tyle lepszy, co drugi od pierwszego, to może powalczy o tytuł numeru tygodnia.
Na razie jest poprawnie, ale to jeszcze za mało.

Demogorgon: Mam problem z tym komiksem. No bo niby jest fajnie i zabawnie, ale czegoś mi tu brakuje, sam nie umiem powiedzieć, czego. Może historia o motywach Coat of Arms była dziwna, ale ona jest lekko świrnięta. No i ciekaw jestem, co ją łączy ze Speedem, wiec mogę to wybaczyć. Ciekaw jestem też, jak się to wszystko, zwłaszcza sprawa z Hawkeye i Executionerem, dalej potoczy, więc i tutaj sięgnę po następny numer.

Krzycer: Hoookay... To było dziwne. Cała historia Coat-of-Arms znaczy. Ten numer podobał mi się dużo mniej niż poprzedni, może dlatego, że w sumie niewiele się wydarzyło. Mam nadzieję, że to tylko chwilowy spadek formy.

Invincible Iron Man #14
Gil: Matt Fraction kontynuuje swój pochód zniszczenia przez tytuł i osobę Antosia Starka. Przy okazji zatacza szerokie kręgi i wymazuje z istnienia lub najzwyczajniej olewa istnienie kilku nowszych wcieleń Crimson Dynamo, bo koniecznie chce wcisnąć Dimitrija (tak samo jak olewa fakt, że gdy ostatnio go widziano, używał innego pancerza i pseudonimu Airstrike). I zupełnie dziwnym zbiegiem okoliczności, akurat w te same okolice przybywa Iron Pepper oraz Madame Masque, która z łóżka Hooda wyskoczyła sobie w syberyjską tajgę. Zupełnie innym rodzajem tragedii są rysunki, zwłaszcza te, na których wąsy Dimitrija żyją własnym życiem lub zostały dorysowane w ostatniej chwili na pokolorowanej już stronie. Za generalną olewkę, 3/10 dla tfurców.
Krzycer:
Pozytywny obraz Rosjan w komiksie Marvela? To nie zdarza się często. Sympatycznie wypadła wizyta Hill u Black Widow, choć jak się nad tym głębiej zastanowić, to cała sprawa z malowaniem drzwi jest mocno idiotyczna... Ale spodobało mi się, więc się nie czepiam. W tym wszystkim Pepper wypadła najbladziej.
A, no i mamy kolejny koszmarny cliffhanger.


Marvel Zombies 4
#3

Gil: Nadal jest intensywnie i dobrze. Wymuszone przymierza, zwroty akcji, niespodzianki, goście... Napisanie czegokolwiek więcej byłoby już spoilerem, a tutaj każdy spoiler woła o pomstę. Napiszę więc tylko, że Deadpoolowa głowa (Dead's Head?) nadal się nie zamyka, a jeśli wydarzenia tutaj będą miały jakiekolwiek konsekwencja dla reszty Dark Reign, to mogą one być naprawdę interesujące. I jeszcze raz 7/10.

Demogorgon: Z każdym numerem ta seria Marvel Zombies staje się coraz lepsza i lepsza. Headpool dalej jest potwornie zabawny, tak bardzo, że nie mogę się doczekać jego spotkania z Deadpoolem. Fabuła z każdą chwilą robi się coraz bardziej zakręcona, tak, że naprawdę zaczynam się martwic o losy naszych bohaterów - jeden już kupił sobie farmę.

Krzycer: Awesome. Headpool wciąż rządzi. Hood też. Zakończenie - mocne. Czekam na ciąg dalszy... i zastanawiam się, czy Van Lente starczy pomysłów na piątą serię zombiaków, czy to już będzie koniec jazdy.

avalonpulse0097i.jpgMighty Avengers #26
Gil: Jakkolwiek podstawy całej tej sytuacji są mocno kontrowersyjne, trzeba przyznać, że jako całość starcie Majtów z Fantastycznymi wypadło całkiem fajnie. Pojedynek dwóch nadętych bufonów z przerostem ego wyglądał tak jak powinien, a sama jego sceneria, czyli Pokój Zenona, to murowana kandydatura na abstrakcję roku. Amadeus Cho zaliczył epic fail za sprawą Valerii, co było najlepszą sceną numeru. Jocasta i Herc również świetnie wypadli, a i reszta niezgorzej. A co najważniejsze, wreszcie zaczął się pojawiać jakiś charakterystyczny klimat, który skupia się wokół braku zaufania do siebie nawzajem, a do Pyma w szczególności. Plus interesujące rysunki.
Numer wyróżnił się nieco na tle wyrównanego poziomu tygodnia, dlatego zostanie komiksem tygodnia, chociaż oceną będzie tylko i aż 7/10.

Hotaru: Rozważałem nie wypowiadanie się na temat tego komiksu, bo działał mi na nerwy. Nie lubię Pyma, nie lubię Jocasty, nie lubię Valerii, za to lubię Cho - nic więc dziwnego, że się zirytowałem. Przyznać jednak muszę, że rysunki stały na całkiem dobrym poziomie...

Krzycer: No proszę. Bohaterowie wykazali się większą ilością zdrowego rozsądku, niż przypuszczałem, że to możliwe. Przy okazji to dość zabawne, jak nerwowo wszyscy reagują na każdy, ale to każdy ruch Pyma...
Szkoda tylko, że zabrakło Quicksilvera w tym odcinku.

Demogorgon: Historia ma swoje momenty, starcie Pyma w Richardsem jest pomysłowe, a Amadeus Cho dostający po tyłku od Valerii to przekomiczny motyw. Walki pozostałych jakoś mnie nie ruszyły, a cały wątek z Jocastą to jakieś kadzenie Pymowi, który zasługuje coraz bardziej na łomot od Machine Mana. Mogło być lepiej, ale mam nadzieję, że jeszcze będzie.

The Trial Of Thor

Gil: Kolejny zapychacz między aktualnymi przygodami Gromowładnego. Historyjka osadzona gdzieś w odmętach continuity bez większej precyzji i prawdę mówiąc, również bez większego sensu. Rzekomy sąd nad Thorem sprowadził się do podejrzenia, że zaczął ni stąd, ni zowąd mordować przypadkowych ludzi, kilku zgrzytów zębów Odyna i odkrycia, że to wszystko spisek z użyciem nadzwyczaj wyrośniętego Krasnoluda. Tylko tyle i absolutnie nic więcej. Średniawka w pełnym tego słowa znaczeniu, czyli 5/10.

Krzycer:
No proszę, Clor wcale nie był oryginalnym pomysłem. Po pierwszych paru stronach liczyłem, że będziemy tu mieć do czynienia z detektywistyczną historią z Warriors Three w rolach głównych, więc rozczarowałem się mocno przeciętną resztą tego numeru, ale przynajmniej Volstagg miał parę fajnych tekstów.

Ultimatum Spider-Man Requiem
#1

Hotaru: Nie wiem czemu, ale myślałem, że Requiem to one-shot, dlatego kiedy zobaczyłem tę ostatnią stronę, bardzo się zawiodłem. Potem jednak się pozbierałem i podjąłem próbę obiektywnej oceny. Która jest pozytywna, jak to na ogół bywa w przypadku Bendisa i Ultimate Spideya. Jednak bywało zdecydowanie lepiej. Retrospekcja ze Starkiem intryguje mnie tylko dlatego, że chcę wiedzieć, po co w ogóle się tu znalazła. Mam nadzieję, że w kolejnym numerze się dowiem.

Undercik: Two-Shot łączący Ultimate z Ultimate Comics wypadł dobrze. Co prawda nie może równać się znajlepszymi numerami Bendisa, to jednak czyta się przyjemnie. Kształt historii jednak znaliśmy już od około pół roku. JJJ widzi, jak Spider-Man ratuje ludzi, po czym postanawia napisać artykuł rehabilitujący ścianołaza. Co dostaliśmy oprócz tego? Historię ze Starkiem, która jak na razie nie pasuje do tego numeru, wypadła dosyć ciekawie. Mimo wszystko, jednak trochę się zawiodłem. 7+/10


War Of Kings Ascension
#3
avalonpulse0097j.jpg
Gil: Myślałby kto, że już bardziej ta seria nie może zaskoczyć i myliłby się, bo pojawia się kolejny zwrot w zwrocie, który całkowicie zawrócił ją wcześniej. Fabuła wikła się na każdym kroku, bardzo ładnie krzyżuje się z wydarzeniami głównej serii War Of Kings i znów stawia Darkhawka w trudnej sytuacji. Przy okazji, cała otoczka Raptorów okazuje się nie tylko przytulnie abstrakcyjna, ale też świetnie łączy mistycyzm z kosmiczną fantastyką. Cóż więcej powiedzieć? Chyba tylko tyle, że rysunki trzymają poziom, a ten poziom to mocarne 7/10.

Hotaru: Po pierwsze szacun dla Wellintona Alvesa za to, w jaki sposób przedstawił kilka bitych stron z nagim facetem gimanstykującym się na drzewie - zwykle budziłoby to albo śmiech, albo (gdyby chodziło o komiksy dla dorosłych), inne emocje, ale artysta zdołał to zwizualizować w smaczny i klimatyczny sposób. Kiedy czytałem War of Kings, przez myśl przeleciało mi "ale byłyby jaja, gdyby w tym momencie [po zamachu] Chris odzyskał kontrolę" - i proszę. Jaja jak berety i chętnie zobaczę, jaki z nich powstanie omlet.

Krzycer:
Ciekawe, kiedy Powell wpadnie na to, by wykończyć Skrulla i w ten sposób wyeliminować Talona. A poza tym w numerze najbardziej ucieszyło mnie to, że już chyba pora, by Darkhawk pojawił się w głównej serii WoK. W końcu ten event miał z niego zrobić to, co Annihilation zrobiło z Novy. Wciąż czekam.

Wonderful Wizard Of Oz
#7

Hotaru: Klasa sama w sobie. Nic dziwnego, że na grudzień Marvel planuje kolejną odsłonę z serii o Krainie Oz, którą zaadoptują ci sami twórcy.

Undercik: R-E-W-E-L-A-C-J-A, znowu. Nie wiem, czy można jeszcze coś dodać do moich poprzednich opinii o tej miniseri. Skottie Young odwala naprawdę genialną robotę. Czekam już na TP z tą miniserią, która obowiązkowo znajdzie się w mojej kolekcji. Mam nadzieję, że Marvel postanowi wydać kolejną bąśniową mini, z Youngiem jako artystą. Gdyby oceniać tylko szatę graficzną, byłaby dycha. Jest jednak jeszcze fabuła, która mimo, że bardzo dobra, to nie tak rewelacyjna, jak strona graficzna. 9/10


X-Men Origins: Gambit #1
Gil: Spodziewałem się choćby jednej nowej informacji, ale jednak nic takiego się tu nie znalazło. Wszystko to opowiedziane na nowo i zebrane w jednym miejscu wydarzenia z przeszłości Gambita, które widzieliśmy już wcześniej, porozrzucane po różnych seriach na przestrzeni lat. Może jest kilka nowych ujęć, ale to już naprawdę wszystkie nowości. Coś trochę jakby skrócona biografia, dla kogoś komu nie chce się czytać biosa, tylko woli popatrzeć na obrazki. Średnio, 5/10.
Krzycer:
Carey ma man-crusha na Gambicie. Fine by me, bo wreszcie ktoś Gambita dobrze pisze. Ten one-shot wypada dobrze i przybliża postać tym, którzy go albo w ogóle nie znają, albo nie chciało im się czytać biosu bohatera na Avalonie czy Wikipedii. Szkoda tylko, że nie dostajemy tu chyba niczego, czego dotąd nie było. Chociaż... nie kojarzyłem dotąd, że Gambit zrekrutował Maruderów dla Sinistera - tak było czy to akurat jest coś nowego?
W każdym razie całość pozostawiła pozytywne wrażenie.


avalonpulse0097k.jpgX-Men: Legacy #225
Gil: Czapki z głów przed Karolkiem, panie i panowie, bo sam zrobił to, z czym wielu nie mogło sobie dać rady - rozmontował Acolytes. I to nie w jakiejś bezmyślnej bijatyce, ale w bardzo sprytny i przemyślany sposób, który dowodzi, że ma naprawdę ogromny potencjał. Jestem naprawdę pod wrażeniem i chętnie zobaczę, co wyniknie ze spotkania Xaviera z Osbornem, które już się zaczęło. A tymczasem jeszcze jedno 7/10.

Hotaru: Przyznaję, że sposób, w jaki Charlie dostał się do Acolates, był całkiem widowiskowy - podejrzewałem nawet, że to Danger się w niego zmieniła. Jednak to, co Xavier zrobił już po dotarciu do środka, zupełnie mi nie zaimponowało. Wygłosił parę frazesów i nagle Exodus dostrzegł błędy w swoim rozumowaniu? Proszę, to trochę naciągane. jak dobrze rozumiem, teraz tytuł przejmie Rogue i dobrze, bo Czarusia mam dość. A fakt, że na łamach mają się pojawić New X-Men, jest wybitnym plusem.

Krzycer: Drugi komiks w tym tygodniu zasługujący na podsumowanie tymi trzema słowami: That. Was. Epic.
Nie pamiętam, kiedy ostatnio Xavier tak rządził - choć on ogólnie w Legacy kozaczy. Mam tylko nadzieję, że Carey u siebie jakoś wytłumaczy to, czemu Xavier idzie na współpracę z Osbornem, bo na to, że zrobi to Fraction w Utopii, nie liczę. I mam nadzieję, że wyjaśnienie Carey'a to będzie coś więcej niż "Osborn miał psychiczną osłonę i Xavier dał się wrobić".
Wracając do tego numeru - Cap Britain (and the MI-13) wygrał rywalizację z X-M Legacy o tytuł numeru tygodnia m.in. dzięki rysunkom. Zastępujący Eatona pan Briones Eatonem nie jest i choć ogólnie było dobrze i ładnie, to w paru kadrach zrobił przy zbliżeniach krzywdę i Xavierowi i Exodusowi.

Black Bolt: Miłe przypomnienie, dlaczego to właśnie Xavier przez wiele lat był szefem wszystkich szefów. I dobrze, że na końcu pojawił się Osborn, bo już się bałem, że szykuje się kolejna długa, nudna blablanina z Exodusem, tak jak to było wcześniej z Rogue.

Young Allies Comics 70th Anniversary Special
Gil: Pierwszy z linii celebracyjnych komiksów, który nawiązuje do teraźniejszości i przeplata wydarzenia obecne z przeszłymi. Ot, Bucky tchnięty nostalgią, odnajduje dawnych kolegów, z którymi tworzył Young Allies i tak sobie rozmawiają. Nawet udało się oddać trochę klimatu, jaki mogłaby mieć taka rozmowa, a przy tym zachowano coś ze stylu dawnych opowieści, więc jest to ciekawe urozmaicenie. Plus oczywiście przedruki na deser. Myślę, że może być to 6/10.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse0097a.jpgCaptain America #600 Ross 50/50

Autor:
Alex Ross

Hotaru: Idealna okładka okolicznościowa. Rossowi udało się nie tylko w epicki sposób pokazać postaci mające na tytuł największy wpływ, ale zachował przy tym sporą dawkę dynamiki, co mogło być dość ryzykowne. Mu się nie tylko udało - on zrobił to perfekcyjnie, nie zapominając o wygospodarowaniu powierzchni na logotyp. Cudeńko.




avalonpulse0097b.jpgDark Reign: Fantastic Four #4

Autor:
Pasqual Ferry

Undercik:
W tym tygodniu otrzymaliścmy kilka naprawdę dobrych prac, więc poleciałem drogą eliminacji. Serie variantów stylizowanych na różne lata wychwalałem już w jednym Pulsie., dlatego teraz je pominę. Okładki Wonderful Wizard of Oz #7 także nie wybiorę, ponieważ i tak już dosyć długo zachwycam się robotą Younga w tym tytule. Było jeszcze kilka okładek, ale zdecydowałem się na tę z mini Fantastycznej Czwórki. Co tu mi się podoba? Hhm... Wszystko. Sposób prezentacji dotarcia Normana do dzieci Sue i Reeda. Taki bajkowy. Zarazem grzecznie, ale i strasznie. Do tego jeszcze bojowe nastawienie dzieciaków, czy też stylizacja okładki. Naprawdę dobra robota!

avalonpulse0097c.jpgWar Machine vol. 2 #7 90s Decade Variant

Autor:
Mike Choi

Demogorgon:: W tym tygodniu wyszło tyle fajnych okładek (a i wnętrza były niczego sobie), że miałem dylemat, co wybrać. Długo wahałem się między dwoma wspaniałymi coverami - tym i do Dark Reign: Mr. Negative #1. Ale w końcu zwyciężył Mike Choi, bo niech mnie drzwi - pomysł świetny, wykonanie klimatyczne, a idea Jima grającego z Nirvaną jest powalająca. War Machine Smeels Like Teen Spirit!






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.06.17


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.