Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #96 (15.06.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 15 czerwca 2009 Numer: 24/2009 (96)


Pod nieobecność najgłośniejszych tytułów, tematami tygodnia zostały: Amazing Spider-Man #597, Fantastic Four #567 i X-Men Forever vol. 2 #1.



Alternatywne okładki Daredevil #500
Undercik: Bez żadnych rewelacji. Alternatywne okładki do TASM #600 wyglądają lepiej.

Foxdie: Nie zgodzę się z Undercikiem, który nie widzi nic specjalnego w przedstawionych trzech wariantach. Zwłaszcza, że z tych zaprezentowanych dla jubileuszowego Spider-Mana jest tylko jedna godna uwagi (Alex Ross variant), a tutaj oprócz genialnego rysunku Del'Otto dostajemy graficzny eksperyment Rossa, który jak dla mnie ma bycć czymś na wzór "widoku" z perspektywy Murdocka. A trzeba pamiętać, że to nie koniec możliwych wariantów.


Marc Guggenheim o TASM Annual #36
Undercik: Pomysł na tę historię jest bardzo dobry. Szkoda, że istnieje duże "ALE". Czym jest to "ALE"? To znany z takich hitów, jak Young X-Men czy niektórych historii w TASM - Marc Guggenheim.

Kolejne alternatywne old-schoolowe okładki
Undercik: Kolejne varianty okładek i znów wszystkie rewelacyjne. Zaprawdę, powiadam: Marvel w końcu myśli o tym, aby serie Variantów były zrobione bardzo dobrze i z pomysłem.


Nadchodzą Strange Tales MAX
Undercik: Wiele razy już to powtarzałem. Powtórzę i teraz. Magii w Marvelu nie trawię. Mimo to zobaczę pierwszy numer tej miniserii. Powiem szczerze - to naprawdę może być dobre i ciekawe. Nie tylko fabularnie, ale także graficznie
.
Lex: Superbohaterowie Marvela w rękach świetnych artystów spod znaku "indie" - bardzo intrygujące połączenie. Aż dziwne, że dopiero teraz pojawia się tego typu projekt. Zapowiada się jedna z najbardziej oryginalnych miniserii ostatnich lat.



Amazing Spider-Man #597avalonpulse0096d.jpg
Gil: Oh my god! They killed Kenny! Dobra, poważnie: czy ktokolwiek myśli, że Norman naprawdę zastrzelił Piotrusia? Naprawdę? To chyba najsłabszy z możliwych cliffhangerów. Ale poza tym jest nieźle. Piotrek udający Venoma wypada fajnie, jego pojedynek z Dakanem jest niezły, motywy Harry'ego logiczne. Trochę mija się z celem założenie, że Norman od początku wiedział, że to nie Gargan, a jednak pokazał mu swoje tajne laboratorium i zdradził plany. Z drugiej strony, to typowe zagranie w stylu bondowskiego łotra, więc można przymknąć oko. Wniosek z tego taki, że historia się broni i z pewnością nie jest gorsza od "New Ways To Die", więc można dać jej przyzwoite 7/10. Aha, i Doc Ock jest zazdrosny o swoją byłą dziewczynę.

Foxdie: Rozstałem się z serią przy pierwszej historii rysowanej przez Bachalo i dopiero nieźle brzmiący tytuł "American Son" zachęcił mnie do powrotu. Część trzecia wypada nienajgorzej, a Peter udający Gargana faktycznie mógłby otrzymać Oscara. Do tego widać już na horyzoncie nadchodzącego zza grobu Octaviusa. Szkoda tylko, że cały czas jest to świat w realiach Brand New Day. Rysunki Chechetto widzę po raz pierwszy i muszę przyznać, że są naprawdę niezłe, może nie najwyższych lotów, ale niezłe, a do ASM pasują z pewnością bardziej niż wypociny Bachalo. Ocena: 7/10

Undercik: Gorzej niż w dwóch poprzednich, ale i tak jest dobrze. Duży plus za pokonanie kozaka Dakena. Co jeszcze? Strona graficzna utrzymuje się na tym samym, dobrym poziomie. Najlepsza scena to jednak zapowiedć występu Octaviusa. Oby jego występ wypadł równie rewelacyjnie. 7-/10

Cyclop83: Bardzo przyjemna lektura. Skubany Norman od początku wiedział, kto tak naprawdę wszedł do bazy jako Venom. Biedny Peter, nogi przestrzelone strzałami i jeszcze kulka, ale nie wiadomo gdzie. Do tego zajawka powrotu Dr. Octopusa ładnie wkomponowała się choćby w romantyczną scenę cioci May. Następny numer zapowiada się naprawdę wyśmienicie. Osobiście najbardziej czekam na historię, która odpowie na pytanie Who Is Ben Reilly? Bo strony zaprezentowane w tym newsie są bardzo intrygujące.
Krzycer: W dalszym ciągu dobre. Pająk ma przerąbane, choć nie wiem, kogo oni czarują takim cliffhangerem. Już mocniejszym zakończeniem byłoby pokazanie, jak Osborn strzela mu w rzepkę czy coś takiego, a nie udawanie, że ktoś kogoś zabił.
Anyway, dobry numer. No i pamiętajmy, że to ten numer, w którym Pająk rozkłada uberkozaka Dakena, z którym nie poradził sobie Wolverine i oddział X-Men...


Beta Ray Bill: Godhunter #1

Gil: No i mamy nie lada niespodziankę, bo okazuje się, że przygody końskiej mordy z kosmosu są zaskakująco dobre. Wiedzieliśmy z zapowiedzi, że zamierzy się na samego Galactusa, ale nikt nie powiedział, że zrobi to w taki sposób. I dobrze! Jeszcze może się okazać, że będzie to prawdziwy przełom dla tej postaci. Poza tym, świetny występ agentki Brand i kilka drobiazgów, które usatysfakcjonują fanatyków continuity. Rysunki mogły by być lepsze, ale Kano kupił mnie swoją interpretacją Brand, więc dam mu kredyt, a za całokształt wystawię solidne 7/10.
Krzycer:
Niespecjalnie mnie to ciekawiło, dopóki nie wyłożono kart na stół i nie okazało się, że z tego Billa niezły badass jest - do tego stopnia, że doczytam mini do końca.
No i zawsze miło pooglądać Abigail Brand, nawet, kiedy ani nie wygląda, ani nie zachowuje się tak, jak zwykle.


Deadpool
vol.
3 #11
Gil: Postawiłem sobie za cel skupienie się na pozytywach tej serii i chociaż czasami wymaga to trochę wysiłku, okazało się, że jednak można się dobrze bawić z Deadpoolem i Wayem. Na przykład: co z tego, że odbieranie radia przez strzałę w głowie to bzdura, skoro fajnie współgra z motywem doktora Feelgooda? Co z tego, że mięsny pancerz to pomysł sam w sobie obrzydliwy, skoro znalazł ciekawe zastosowanie? A przy okazji, nawet wspomnienie o doktorze Killbrew się pojawiło i dowiadujemy się, że Lester jest na oko o rok młodszy od Wade'a. Rysunki nadal nie są z mojej bajki, ale muszę przyznać, że szał w oczach Lestera był na miejscu. Hm... Nawet może być średnia strefa 7/10.

avalonpulse0096e.jpgFantastic Four #567
Gil: Najpierw myślałem, że rozwiązanie jest zbyt szybkie. Później przeklinałem kolejny elseworld z głupimi pomysłami. A gdy się okazało, co i jak, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że Markiz Anorektyk jest zdecydowanie zbyt potężny. Wyrzucenie Victora do prehistorii aż prosi się o spotkanie z Morganą, którą sam tam umieścił, ale wtedy cała chronologia wydarzeń zawiśnie na włosku. Generalnie jest nawet lepiej niż się spodziewałem, bo Doom zawalczył trochę o swoje, ale te fabularne zagrywki Millara są irytujące. Hitchowi trzeba przyznać, że narysował kilka świetnych panoram. Będzie zatem 5/10 z lekkim wskazaniem w górę i nikłą nadzieją, że dalej będzie lepiej.

Demogorgon: ALE TO JUŻ BYŁO OOOOOOOOOOOOO, I NIE WRÓCI WIĘCEJ!....Niestety, wróciło. Wywalenie Victora w miejsce, gdzie będzie musiał walczyć z dzikimi bestiami bez swojej zbroi? Było. Wizje stworzonej przez Dooma utopii? Były. Doom, który nawet będąc tłuczonym na śmierć pokazuje, jaki jest twardy? Było, ale miło popatrzeć. I cały ten numer nie był taki zły, tylko ostatnia strona wszystko psuje - serio, WTF? A Markiz ma nie tylko krzywe zęby, ale i wytrzeszcz oczu.
PS: Jak to w końcu jest? W poprzednim numerze Clyde był "new apprentice" Marquisa, tutaj mówią, że szlajał się z nim, zanim spotkał on Dooma - Millar sam nie wie, co pisze, czy jak?

Undercik: Jak dla mnie dobry numer. Znacznie lepszy niż poprzedni. Po raz pierwszy, aby go docenić, nie musiałem go czytać drugi raz. Z całym runem tak mam, że jak czytam jeszcze raz, aby dany numer streścić, to historia wydaje się tak jakoś lepsza. Szkoda, że do wzrostu poziomu u Millara nie dostosował się Hitch. Jak to wygląda? Jakby rysował to gorszy klon Bryana. Wrócę jednak do fabuły. Od początku Markowi najlepiej szło pisanie Dooma. Dzięki temu dostaliśmy najlepszą scenę tego runu (zabicie Sue z pszyszłości). Teraz dosyć dobrze wykorzystał tę postać i przekazał naprawdę ciekawą wizję Victora.
Muszę też dodać, że numer ten dosyć dobrze nawiązuje do poprzednich, które tworzył duet Millar&Hitch. 8/10

Hotaru: Mówcie, co chcecie, ale mi się podobał sposób, w jaki Doom dostał bęcki. Uważam, że to przezabawne, że Vic okazał się miękką ciągutką pod tym twardym pancerzykiem, i że jego marzenia są, hehe, jeszcze bardziej żenujące od moich ;). Nie wątpię, czyje będzie na wierzchu wraz z zakończeniem tej historii, ale chciałbym, żeby nie był to definitywny koniec Markiza. Uważam, że postać ma potencjał... i ten zabójczy uśmiech. Miodzio.

Bertoluccio: Czyli tak jak się spodziewano, mistrzowie Dooma namieszali mu w głowie. Chociaż fajnie by było, gdyby pokonał ich z łatwością, nie pasowałoby to do ich potęgi, jaką zasugerował wcześniej Millar. Ale i tak wierzę, że na samym końcu Doom, jak zawsze, wyjdzie na swoje. I będzie tak, jak gdy zabił starą Sue - odzyska swój honor. Rysunki dobre, ale tęsknię za dawnym Hitchem, który był genialny pod każdym względem. Przynajmniej panoramy ciągle mu wychodzą. Ocena 8/10.
I tak przy okazji - Doom dołączył do doborowego towarzystwa spędzającego wakacje w odległej przeszłości. Nie mam pojęcia, skąd wzięła się ta moda ;).

Krzycer: Tsk, tsk, tsk... Partacz z tego Dooma. No i fantazjuje o Sue. Czy ktoś jeszcze po doczytaniu tego numeru pomyślał o prehistorycznym team-upie Dooma i Morgany? Chociaż oni chyba w różnych erach wylądowali.
Poza tym - Markiz Śmierci jest przekozakiem i będzie się bawił w przebieranki zamiast pstryknięciem rozwalić całe uniwersum, co - najwyraźniej - jest jego zwyczajowym modus operandi? Po co? Czy po to, żeby coś udowodnić Doomowi? Ale znowu - po co? Tym bardziej, że wraz z tym jakmutam z 1985 byli przekonani, że Dooma zaraz coś prehistorycznego zje. Jak dla mnie bzdura. Abstrahując od tego - czy mi się wydaje, czy wdzianko z kapturem, które nosi jakmutam z 1985 to to samo, które nosił Logan - the Hooded Man? (właśnie pomyślałem o coverze "Robin - the Hooded Man" Clannad...)


Genext United
#2

Gil: Poziom fabuły nie zmienił się od poprzedniego razu i nadal przypomina to zupę szczawiową: generalnie breja, ale gdzieś tam są ciekawe kawałki. Ja znalazłem trzy takie kawałki w tym numerze. Po pierwsze, Sophie Von Doom. Pomysł może nie najszczęśliwszy, ale postać całkiem atrakcyjna i to nie tylko wizualnie. Po drugie, Megan Frost dołączyła do grupy. Niewiele wniosła, ale jest na czym oko zawiesić. Po trzecie, Ghandi żyje! No cóż, jak już pewnie zauważyliście, główną siłą serii jest grafika, na która chętnie jeszcze trochę popatrzę. A póki nie jest źle, dam 5/10.
Krzycer:
Hm. To może plusy - podoba mi się Beast w xavierowej roli. W miarę bezboleśnie czyta mi się o Olivierze, Megan, a nawet jojczącej Becky, ale już Rico jestem-wnukiem-państwa-Fantastycznych-ale-ciiii jest nie do zniesienia. Do tego tradycyjne claremontowe słowotoki i ogólne wrażenie "nie wiem, co się dzieje i w jakim celu" towarzyszące czytaniu. Ogólnie... słabe, ale w miarę bezbolesne.

Uncanny X-Men
#511
avalonpulse0096f.jpg
Gil: Nie odkopali Jean. To jedyny plus tego numeru - a raczej widoczny brak minusa. Jest za to kilka innych, w rodzaju: "wiedzieliśmy, co chcecie zrobić, więc pierwsi wykopaliśmy trupa". Cóż, ostatnio rozkopywanie grobu żony widziałem w Modzie na Sukces (z tą różnicą, że tam padłem ze śmiechu), więc skojarzenie jest mocno negatywne. Samo "wielkie" starcie jest zwyczajnie kiepskie, a seria pojedynczych słów komiczna w sposób daleki od zamierzonego. Konsekwencji nie ma właściwie żadnych, wyjaśnień jeszcze mniej. Tyle, że Psylocke wróciła, ale to można było załatwić na sto innych sposobów. Dam 4/10.

Demogorgon: Najpierw krótko o rysunkach: LAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAND!
A teraz trochę dłużej o fabule - strony, na których postacie mówią po jednym słowie, parę postaci definitywnie out of character, co więcej, zachowujących się jak dzieci, oraz masa nonsensów z Beastem nachodzącym ludzi po nocach, by nie powiedzieć nic, co nie mogłoby poczekać do rana. Ale przynajmniej moje strachy się nie ziściły, Jean jest martwa. Teraz tylko się modlić, by Fraction nie zepsuł Utopii.

Black Bolt: A ja kreskę Landa uwielbiam. Jak zwykle kilka pięknych scen i kilka śmiesznych, jak choćby już na pierwszej stronie Northstar z poobcinanymi palcami.
A na końcówce tarzałem się ze śmiechu po podłodze, kiedy zobaczyłem tekst Beasta: "In this times.. These awful, fractious times...", ale to tylko dlatego, że przeczytałem "Fraction" zamiast "fractious" i szybko mi przeszło. ;)

Krzycer: Nie było złe. Było mocno przeciętne. Solidna czwórka, z minusem za wyżyny narracji, na które Fraction wzniósł się w pociętej na kawałki scenie walki, gdzie każdy rzucał po słowie.

Lockjaw And The Pet Avengers
#2

Gil: Nie udało się za pierwszym razem, więc wypada napisać kilka słów teraz. I w sumie tak jest lepiej dla serii, bo przy pierwszej odsłonie nie kupiła mnie, ale już za drugim razem odbiór jest dużo lepszy. Może to zasługa Zabu, który dużo wniósł, a może po prostu ogólnie jest lepiej i zabawniej, bo wstęp mamy za sobą i zaczyna się prawdziwa akcja. Nadal nie podoba mi się przesadna personifikacja zwierzaków, bo uważam, że komiks byłby ciekawszy, gdyby nie było w nim dialogów i byłby większym wyzwaniem dla twórców. Ale nie jest źle jak na imprint Marvel Adventures. Takie słabowite trochę 6/10.

Miss America Comics 70th Anniversary Special

Gil: Wygląda na to, że wydania celebracyjne przejawiają tendencję zwyżkową, bo znów kolejne jest lepsze od poprzednich. Fabuła również utrzymana jest w duchu epoki i nie stara się wywrócić postaci na lewą stronę, co jest plusem. Sama historia jest całkiem zabawna, a czereda aryjskich sabotażystek o niewybrednych pseudonimach zupełnie mnie rozbroiła. Rysunki McDonalda nawiązują trochę do klasyki, ale mają dużo świeżości i jest w nich coś fajnego. Tylko w przedrukach trochę nas oszukali, bo w tytule mamy Miss America, a dostajemy Whizzera. Ocena końcowa: 7/10.

Thor Tales Of Asgard By Stan Lee & Jack Kirby
#2

Gil: Tutaj też pierwszy numer nie dotarł na czas, więc swoje ogólne przemyślenia na temat serii przedstawię przy drugim. Dostajemy podrasowane przedruki marginalnych historyjek z Thora i Journey Into Mystery, więc o fabule trudno powiedzieć coś więcej. Tuning pomógł za to znacznie rysunkom, bo z całym szacunkiem dla zasług Jacka Kirby, jego styl zawsze był raczej toporny. Prawdę mówiąc, jest to taka zapchajdziura między opóźnionymi numerami Thora, ale nie przeszkadza, więc może dostać 5/10.

avalonpulse0096g.jpgX-Factor vol. 3 #44
Gil: Konkurencji praktycznie nie ma, więc wiadomo, komu należy się tytuł komiksu tygodnia. Co nie znaczy, że w innych warunkach nie dostaliby go nasi dzielni detektywi, rozrzuceni w czasie i przestrzeni. Poprzedni numer był trochę wyciszony, więc ten wnosi więcej akcji w różnych tego słowa znaczeniach. Najbardziej do przodu skacze wątek Cortexu, a to dzięki dirty, sexy Monet. I tutaj warto podkreślić, że DeLandro dał radę, ale gdyby rysował ją na przykład Deodato... Wątek przyszłościowy też się posuwa i nie ma już chyba wątpliwości, że tajemniczy "on" będzie znaczącą postacią dla obu płaszczyzn. Tylko ten trzeci wątek ucichł, żeby zaatakować w przyszłości. Niezmienne 8/10.

Hotaru: Od szokującego momentu po porodzie Siryn tytułowi nie udało się powtórzyć podobnego wow-factor. Ale nie liczę na to, bo takiego kolosa niezwykle trudno będzie przebić. A tak cieszę się porządną historią, jeszcze porządniejszymi momentami i fajnymi rysunkami, które niestety w tym numerze trochę się pogorszyły. Chciałbym, żeby oba wątki - teraźniejszy i przyszły - trochę przyspieszyły, bo impet zaczyna wyhamowywać i boję się, że trudno będzie go potem odzyskać. Poza tym, świetna lektura.

Krzycer: Zaraz, chwileczkę, przed zwykłymi peanami powstrzymuje mnie pytanie: co z Maddoksem, Rictorem, Guido i Shatterstarem? Dotąd czas upływał mniej więcej równomiernie we wszystkich wątkach, dlatego teraz obawiam się, że ich sytuacja zostanie rozwiązana poza kadrem i jeszcze posłużą za kawalerię.
Wolałbym się mylić.
Poza tym jednak jest klasa. Trochę za mało Madroksa i Layli, ale z drugiej strony ostatnio dominowali, więc może to i lepiej. Można by się przyczepić, że Darwin zachowuje się u PADa out-of-character, ale z drugiej strony dotąd było go tyle, co kot napłakał, więc ja tam nie mam PADowi za złe, że buduje jego postać od nowa.
No i nie zapominajmy, że spełniła się część zapowiedzi - Madrox się ogolił, a Darwin i Monet mieli dla siebie parę intymnych chwil... nawet, jeśli - oczywiście - nie potoczyły się tak, jak moglibyśmy przypuszczać.

Pariah: W tym numerze akcja nie rozwija się tak szybko, jak w innych numerach tej serii, ale buduje spore napięcie przed kolejnymi. Ja już jestem ciekaw spotkania Madroxa z doktorkiem i tego, czym jest Cortex. Na razie zapowiada się na bardzo ciekawą "istotę". Phalanx vol. 2 ? Nieee, jest znacznie bardziej bad ass ;) 7/10

Uncanny X-Men First Class Giant-Size Special
#1

Krzycer: Sięgnąłem po to po okładce Younga, więc rozczarowałem się zawartością. Doczytałem do końca historyjki Storm, resztę przekartkowałem. Chyba nie mogę się przekonać do First Classów.


War Of Kings Savage World Of Skaar
Gil: Fabuła nosi wyraźne ślady twórczego wymuszenia i zapewne obliczona była na podbicie wyników Skaara przez powiązanie z WoK. Założę się, że nic z tego nie będzie. Gage w sumie dał radę, ale wszystkie elementy historii są przewidywalne albo wręcz oczywiste. Najbardziej na tym wszystkim skorzystał Starbolt, który dostał swoje pięć minut i jakąś osobowość, chociaż na chwilę. Nie spodziewałbym się jakiegokolwiek nawiązania do tego 1-shota w dalszej części którejkolwiek z historii. Ale mogę dać 5/10.
Krzycer:
Całkiem sympatyczna historyjka, wątpię jednak, by coś miało z niej wyniknąć. W WoK i tak już za dużo się dzieje, by DnA mieli jeszcze pisać o szukaniu Old Power.

Wolverine
vol.
3 #74
Gil: Tak jak w poprzednim (numerycznie, nie chronologicznie) numerze, dostajemy dwie historie. Dokładnie, jest to ciąg dalszy tego, co już widzieliśmy. Nad pierwszą, autorstwa Waya, można od razu przejść do porządku dziennego, bo jest schematyczna aż do bólu. Druga, którą napisał Aaron, przynosi nam kolejne kartki z kalendarza i naprawdę fajny gościnny występ Pajęczaka. Co nie zmienia faktu, że dwa wspomniane numery i tak były zapchajdziurą przed numerem 75. Wypadkową obu historii może być 5/10.
Krzycer:
Połówka Way'a - w sumie fajnie rozwiązana.
Połówka Aarona - urocza. Jak dla mnie któryś z bardziej dowcipnych autorów mógłby pisać całą serię "Wolverine&Spider-Man". Chociaż pewnie działa tu zasada "uważaj, o co prosisz"...


X-Men Forever vol. 2 #1
avalonpulse0096h.jpg
Gil: Rumakowanie skończyło się jeszcze przed startem, a ten numer potwierdza to w mniejszym lub większym stopniu. Czytając miałem wrażenie, że jest tu duże wahanie formy - zupełnie jakby Claremont wygrzebał z szuflady stare scenariusze i dodał kilka wstawek, żeby zaadaptować je do tej serii. Teraz Jean zmieni się w Phoenix, a Logana coś dorwało i od razu przypomniała mi się ta nieopowiedziana "Dark Wolverine Saga". Patrząc na to dzisiaj muszę powiedzieć, że jeśli tak miałby wyglądać dalszy ciąg historii, gdyby Claremont nie odszedł z X-Men, to lepiej, że odszedł. Z drugiej strony, pewnie wtedy patrzylibyśmy na to inaczej... Na razie problemem jest głównie ogólne odczucie, że jest to nie na miejscu, więc z tego powodu dam 4/10.

Hotaru: Jest lepiej, niż się spodziewałem. Spodziewałem się totalnego gniota, a otrzymałem... coś, co da się jeszcze odratować. Claremont zarzuca intrygujące wskazówki, ale pływają one w dość nieświeżej polewce. Za to rysownik, Grummett, poradził sobie całkiem fajnie emulując styl Jima Lee, przez co całość ma odpowiedni, old-schoolowy feel. Do kolejnego numeru podejdę z równie niskimi oczekiwaniami i jeśli będę pozytywnie zaskoczony, to gites, a jak nie... to wszystko pójdzie zgodnie z planem.

Pariah: Lepiej, niż się spodziewałem. Fabularnie na pewno lepsze niż inne ostatnie twory Claremonta. Drażni mnie trochę przeinaczanie faktów i w skrajnych przypadkach zmiana nazwisk... Wiem, że to jest elseworld (what if Claremont never left X-Men), ale biorąc pod uwagę np relacje Scotta i Jean z np X-Factor vol. 1, dziwi mnie, że teraz czynią z tego jedynie platoniczne uczucie i swatają Jean z jak zawsze promowanym Loganem. I dlaczego nagle Cortez stał się takim kozakiem ? Każdy ma prawo do swojej wizji, ale chyba jednak wolę X-Uniwersum bez Claremonta :P. 5/10
Foxdie: Sięgnąłem po ten tytuł z ciekawości, jak wyglądałby oryginalny X-Men #4, gdyby Claremont go napisał. Szczerze powiedziawszy nie wierzę, że wyglądałby tak słabo, bo pierwsze trzy numery X-Men kompletnie na to nie wskazują. Niestety, nawet powracanie do pomysłów sprzed lat nie służy scenarzyście i to kolejny dowód, iż powinien odejść na zasłużoną emeryturę. Historia jest bardzo słaba, a wypada jeszcze gorzej, jeśli przed jej przeczytaniem skończyliście akurat X-Men #3, żeby wczuć się w klimat. Płytkie dialogi, wyciągnięty nagle z kapelusza romans Jean/Logan, a na dodatek dosyć chaotyczna akcja pościgu i walki z Cortezem. W całym Forever nienajgorzej wypadają rysunki, które faktycznie całkiem nieźle imitują kreskę Jim Lee, ale i tak X-kobiety Grummetta dzieli przepaść do tych znanych z rysunków Lee. Mimo to sięgnę również po następny numer, aby przekonać się, jaką papkę z tego niepowtarzalnego składu stworzył Claremont. Ocena: 3/10
Suhayl: Więcej, więcej! I pisz Claremoncie dobrego Gambita, bo dorwę Cię! Rysunki też bardzo przyjemne. Choć uważam, iż gdyby Claremont nie opuścił X-Men, to byliby dużo ciekawsi, niż ci teraz, z czytania których zrezygnowałem. Tylko proszę... Niech on tego nie spartoli.
Krzycer: Ja &#$%. Remi Picard? Przecież Claremont jest twórcą Gambita i co - na stare lata stwierdził, że "Picard" jest bardziej cool od "LeBeau" (znaczy, pewnie że jest - o czym świadczy certyfikat im. P. Stewarta - ale nie o to tu chodzi)? Ale mniejsza o to - jak i o to, że Rogue figuruje w spisie bohaterów wraz z imieniem i nazwiskiem, które poznaliśmy przecież niedawno - szczegóły, szczegóły.
Im dalej w las, tym gorzej. Robienie kozaka z Corteza - mocno naciągane. Łopatologiczne wpychanie Jean w ręce Logana - na Thora, to już w "X-Men TAS" było to subtelniej poprowadzone (przynajmniej jeśli o Jean chodzi). Do tego claremontowe słowotoki, jeszcze obfitsze niż w GeNekście i to, co chyba wkurza mnie najbardziej - on od lat pisze dokładnie te same dialogi. Tak, jakby miał notesik z kilkudziesięcioma urywkami zdań i wstawiał losowo wybrane fragmenty, dodając tylko nazwy własne tak, żeby całość miała jako-taki sens.
Z drugiej strony o jego recyklingu dialogowym wiedziałem, odkąd w Uncanny, kiedy ostatnio je pisał przeczytałem wymianę zdań między Kurtem i X-23 identyczną do wymiany zdań między Storm i Gambitem krótko po jego debiucie. Coś w rodzaju "Stop calling me Trickster/Storm" - "The/De name fits". Niby niewiele, ale jakoś wbiło mi się w pamięć.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse0096a.jpgDeadpool vol. 3 #11

Autor:
Jason Pearson

Gil: Okładka jest zabawna, a pewnie! Dobrze nawiązuje do tego, co dzieje się wewnątrz, a jednocześnie do klasyki, wywracając do góry nogami wyczyn Wilhelma Tella. Oczywiście wszyscy wiemy, że Lester by tak paskudnie nie chybił, ale przecież w tym tkwi cały dowcip, bo jak głosi napis, to komiks Deadpoola i to on ma być górą. A wykonanie? Nie jest to arcydzieło, ale dobrze jest.





avalonpulse0096b.jpgLockjaw And The Pet Avengers #2 Henrichon Wariant

Autor:
Nico Henrichon

Demogorgon: Kitty jest najnormalniej w świecie piękna na tej okładce, a w jej tajemniczym, rozmarzonym spojrzeniu można się zakochać. Cała atmosfera okładki jest miła i sielankowa, aż bije od niej spokój i odprężenie. Nawet Wolverine wydaje się taki dziwnie spokojny. Jedynie Lockheed jest brzydki, ale to nie wina Henrichona - smoczek zawsze był brzydki. Wiele rzeczy podoba mi się w tej okładce - kolory, dopracowanie, lekkie wpływy mangi (Kitty) połączone z typowo amerykańskim stylem (Logan) - oto, jak powinno się okładki robić.



Gniot tygodnia:

avalonpulse0096c.jpgCable vol. 2 #14 2nd printing variant

Autor:
Ariel Olivetti

Undercik: To jest gorsze od wyjęcia sceny na całą stronę z komiksu i zrobienie z niej varainta. Teraz dostaliśmy grafiki trzech postaci wyjęte z numeru. Jeszcze by uszło, jakby to było jakieś dzieło sztuki. Niestety, prace Olivettiego są średnie. Nie ratuje tego nawet dobrze wykonane logo.








Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.06.10


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.