Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #95 (08.06.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 8 czerwca 2009 Numer: 23/2009 (95)


Hulk zachęcający do udziału w wyborach zapewnił skok frekwencji o kilka punktów - pora zareklamować równie ważne głosowanie, czyli finał Vicious Villains. Jak przystało na złoczyńców, obaj finaliści nie przejmują się ciszą wyborczą i aktwnie prezentują się w najnowszych komiksach Marvela. Niestety jest to raczej antyreklama: Dr. Doom dostał właśnie po tyłku od swojego mistrza, a fatalne recenzje Ultimatum #4 z udziałem Ultimate Magneto znajdziecie w Pulsie, który właśnie czytacie.
Mimo tego zachęcamy do głosowania - przecieki z komisji wyborczej wskazują, że różnica między kandydatami jest w granicach błędu statystycznego.



Alternatywne old-schoolowe okładki
Undercik: Ostatnio Marvel zaczyna coraz lepiej radzić sobie z seriami variantów okładek. Ape, Zombie czy też Skrull-varianty, po kilku pierwszych, zaczynały nużyć i denerwować. Teraz w końcu wydawnistwo pomyślało i po bardzo dobrej grupie variantów na urodziny Wolverine'a, przygotował jeszcze lepsze w związku ze swoimi urodzinami.
Widać, że cztery zaprezentowane dotychczas okładki są robione z pomysłem. Wszystkie mi się podobają. Czekam na kolejne.
Demogorgon: War Machine Smells Like Teen Spirit! Pomysł jest świetny i jeśli wykonanie utrzyma poziom, będę bardzo zadowolony. Oby pomysły na alternatywne okładki dalej były coraz lepsze.


Brian Reed o "War of the Marvels"
Undercik: Widać, że Reed ma pomysł na tę serię. Udowadnia to nie tylko wydanymi dotychczas numerami, ale także tymi doniesieniami. Szykuje się coś naprawdę sporego, a wymienione gościnne występy o tym świadczą.

Tydzień z Dark X-Men
Undercik: Fraction mówi nam, w jakim kierunku będzie się mniej więcej toczyć fabuła z Dark X-Men. Czy można wywnioskować na podstawie tego, czy jego historie będą miały wysoki poziom? Trudno stwierdzić, z tego co mówi widać, że ma jakiś pomysł na tę drużynę. Wykonanie jego jednak jest wielką niewaidomą. Matt jest scenarzystą średnim. Dużo jednak wskazuje na to, że otrzymamy średnią fabułę. Wystarczy popatrzeć na "World's Most Wanted" w Invincible Iron Man. Tam też miał sobry pomysł, a wyszło przeciętnie.

Demogorgon: Czy ja dobrze zrozumiał, że według Fractiona Xavier myśli, że Osborn to dobry człowiek? Największy telepata na Ziemi dał się nabrać na PR? Ta, ciekawe co jeszcze. No, ale Fraction twierdzi też, że Daken ma parcie na szkło, co mi do niego pasuje jak pięść do nosa. Chociaż kto wie, może takie przedstawianie Dakena z przymrużeniem oka wyjdzie postaci na dobre. Zobaczymy, jak ta cała Utopia wyjdzie - Fraction to taki scenarzysta, że może się przechylić w jedną i drugą stronę.


Teaser The Amazing Spider-Man #600
Undercik: Marvel usilnie chce wprowadzić niepewność w oczywistej rzeczy. Czy ktoś rzeczywiście uważa, że nie będzie to ślub JJJ seniora i May Parker?




Amazing Spider-Man #596avalonpulse0095d.jpg
Gil: I zrobiło się lepiej, bo fabuła się zagęściła, zyskując konkretny kierunek. Nadal jest trochę dziwnie, ale jest kilka bardzo dobrych scen. Wyróżnia się zwłaszcza ta, w której Hallseye poluje na szczury i dłubie w nosie. Jeśli ktokolwiek próbował kiedyś dłubać w nosie grubą rękawicą, z pewnością doceni jego mistrzostwo. Poza tym, najbarwniejsze postacie numeru to Gargan i Norah. Sękiem jest Spidey udający Venoma - zwłaszcza, że niezbyt jest do niego podobny. Fajnie się czytało, a zastępca Jimeneza też daje radę, więc może to być średnio-słabe 7/10.

Undercik: Najlepsza historia w tej seri od czasu "New Ways to Die". Co nie oznacza, że jest to genialne dzieło. Historia jest po prostu dobra. Rusunki są przyzwoite. Wszystko wskazuje na to, że Jameson stanie się drugim wujkiem Benem. Zresztą jest lepiej niż w poprzednim numerze. W końcu wątki trzymają się kupy. 7+/10

Krzycer: "American Son" trwa! W tym numerze mamy okazję przekonać się, że Harry Osborn, jak Cyloni, ma Plan. Dziennikarka Norah też. Ma go również Spider-Man i powiem szczerze, że ten zaskoczył mnie najbardziej - i to pozytywnie. Korzysta z pomocy sojuszników i w ogóle. Do szczęścia brakuje mi tylko tego, że skoro już poprosił F4 o pomoc, mógł również poprosić kogoś z Avengers, by pilnował mu pleców... Ale kto wie, może zrobił to poza kadrem i w kolejnych numerach będziemy mieć do czynienia z odsieczą kawalerii.
Poza tym mamy również okazję polubić Jamesona Seniora, błyskającego poczuciem humoru i będącego na dobrej drodze do zostania Zapasowym Wujkiem Benem - już teraz inspiruje Parkera pep-talkiem.
Aha, a Bullseye dłubie w nosie i glutem zabija szczura. To nie jest jego najlepszy moment w karierze...


Agents Of Atlas vol. 2 #6
Gil: Zdawało mi się, że to miniseria i jej ostatni numer. Nie wiem dlaczego, chociaż może to świadczyć o całkowitym braku zainteresowania tytułem z mojej strony. W każdym razie, tak sobie jeszcze zerknąłem i znów fabularnie nic ciekawego. Poza tym, że Venus śpiewa pod wodą, a Namor całuje się z kuzynką. Bardziej interesujące okazały się rysunki Hardmana, noszące ślady ręcznego malowania i odrobinę brudu. Całkiem miłe dla oka, ale nadal nieciekawe, więc wracamy do oceny 4/10.


Black Panther
vol.
5 #5
Gil: Wreszcie pojawia się nowa Pantera i wszelkie wątpliwości co do jej tożsamości zostają rozwiane. Boo-hoo! No surprises. Poza tym, Hudlin próbuje zabić Storm, a z dżungli wychodzi facet w futrzanej pielusze, któremu bomby niestraszne i wybija pół miasta. Nic ciekawego, a dialogi mierne. Jak cała seria do tego miejsca. Czekam na zmianę warty i zostawiam ten numer z oceną 3/10.

Hotaru: Chyba sam przed sobą się nie przyznawałem, ale miałem nadzieję, że jednak Hudlin mnie zaskoczy. No bo teraz czuję zawód. Jaki jest sens blefowania, że ma się karetę asów, kiedy jeden z nich już leży odsłonięty na stole? Niestety, Hudlin musi być bardzo kiepskim pokerzystą, bo po jednym nieudanym blefie brnie w kolejny, jeszcze bardziej nierealny. Bo przecież nikt nie wierzy, że Storm umrze. Sama fabułka z Morlunem jest tak niedorzeczna, że nawet jej nie zaszczycę dłuższą elaboracją. Czekam na nowy creative team.

Krzycer: Hudlin zabił Storm! Ciekawe, czy utrzyma się to do końca jego historii. Wątpię.
Z innych ciekawostek - Morlun, któremu raz udało się zabić Pająka, a dwa razy udało mu się zostać przez niego sponiewieranym, teraz kładzie na łopatki całą Wakandę. Ale to chyba źle świadczy o Wakandzie a nie dobrze o nim...


avalonpulse0095e.jpgCaptain Britain And MI:13 Annual #1
Gil: Nigdy nie lubiłem Meggan. Z jakiegoś powodu zawsze mnie irytowała. W rękach Cornella również irytuje swoją niestabilnością, ale tutaj nadano temu jakiś sens i stało się to w pewnym sensie plusem. Co nie zmienia faktu, że nadal jej nie lubię. W pierwszej historii dodatkowo przeszkadzały mi słabowite rysunki, ale za to ciekawy okazał się przegląd Piekieł i połączenie ich w sensowny sposób. W drugiej rysunki zaliczam na plus, podobnie jak ogólną treść, chociaż przy próbie zrozumienia zasad krykieta na jej podstawie rozbolała mnie głowa. Powiedzmy, że dam 6/10, bo mam mocno mieszane, ale jednak pozytywne odczucia.

Hotaru: Liczyłem na coś więcej. Teraz, kiedy zamknięcie tytułu jest coraz bliżej, ufałem, że każda stronica naładowana będzie jakąś znaczącą informacją. Nie przeczę, że pierwsza historia jest ważna, ale rozlazła i kiepsko zilustrowana - można ją było skrócić o połowę. Zaś druga z nich, chociaż jest genialna od strony graficznej, to praktycznie niczego nowego nie wnosi od strony fabularnej, a zachowanie niektórych z postaci odebrałem za głęboko nienaturalne. Mam nadzieję, że Cornell poradzi sobie lepiej na łamach ostatnich kilku numerów.

Demogorgon: Najpierw zajmijmy się krykietem - rysunki są beznadziejne, ale sama historia nawet nieźle wypadła. Opowieść o Megagn jest epicka, z całym tym wszczynaniem wojny w Piekle i dobrym przedstawieniem głównej bohaterki na czele. Ale numer zgarniają gościnne występy Pluto, rady demonów (czy dobrze załapałem, że stracili kolejnego członka?) i bardzo poważanej na forum postaci z finału. Fajne, dam 7/10

Krzycer:
Meggan nie znam w ogóle. Nic a nic. Ale urzekła mnie w krótkiej historyjce o tym, jak udała się przed piekielną radę z apelacją, by ktoś się nią w tym całym Piekle zainteresował. Potem mieliśmy błyskawiczną kampanię wojenną i nieoczekiwaną pomoc od bodaj najsłynniejszego Cygana w świecie Marvela - piękne. Szczerze, to żałuję, że to wszystko upchnięto w połówce annuala, bo starczyłoby tego na (krótką) miniserię...
Druga historyjka była sympatyczna, ot i tyle. U Claremonta X-Men co i rusz grali w baseball, u Cornella "Excalibur" gra w krykieta, co zrozumiałe, ale ja mam równie nikłe pojęcie o zasadach jednego i drugiego, więc tylko sobie obrazki pooglądałem.


Daredevil Noir
#3

Gil: Klimat został utrzymany. Pojawiło się trochę niespodzianek, w tym jedna duża. Zachowanie DD nie odbiega zbytnio od oryginału. Jedno zdanie powtórzono o kilka razy za dużo. Mówiłem już o rysunkach, że dobre? No, to w sumie wszystko, co można powiedzieć, nie zdradzając istotnych szczegółów. Średnie okolice 7/10 wyszły.
Krzycer:
I niespodzianki. No, jedna niespodzianka. Nie powiem, jaka. Ale numer dobry... choć naprawdę nie wiem, w czym Daredevil tłukący zbirów do nieprzytomności w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie jest bardziej noirowy od Daredevila 616, regularnie robiącego dokładnie to samo...
Ale grafika dobra jest.


Deadpool: Suicide Kings #3
Gil: Dalej to samo. Do kolekcji postaci dorzucony został ni z gruchy, ni z pietruchy Spider-Man. Wszyscy pozostali zachowują się dokładnie tak samo, jakby amputowano im charaktery. Z Tombstonem na czele. Fabuła ogranicza się do gonitwy jak z Benny Hilla, a odbiór ratuje tylko kilka dość zabawnych momentów. No i rysunki momentami zupełnie pokraczne. Za te kilka śmichów dam 5/10, ale nie więcej.

Exiles
vol. 4 #3
Gil: No i lipa, panie. Wątek, który bujał się bez sensu przez dwa numery, został nagle porzucony w trzecim. Tak, wiem, że ma to być zarzewie jakiejś wielkiej tajemnicy, ale źle świadczy o scenarzyście, bo po pierwsze, tak się nie robi, a po drugie - dowodzi jasno, że cała ta akcja z obalaniem Magneto była od początku niedopracowana i wisiała na włosie. Jej realizacja zresztą też pozostawia wiele do życzenia. Dam jeszcze szanse serii, bo zainteresował mnie ten świat, rządzony przez triumwirat VUMM, ale na tym numerze mocno się zawiodłem i dam mu 4/10.

Undercik: Spadła poziom poprzednich numerów, dlaczego? Rozwiązanie sprawy z Magneto wygląda tragicznie. Nagle sprawa się rozwiązała i drużyna przenosi się do innego wymiaru. Nie tego się spodziewałem. Szkoda tylko, że Machine Man to nie ten z Nextwave. Cóż, scenarzysta ma teraz pole do popisu. Jeśli jednak znów sknoci sprawę, tak jak tę teraz, to żegnam się z tym tytułem. 5-/10

Krycer: Pytania, pytania, same pytania. Najważniejsze - czemu misja się skończyła, skoro nie powinna była? Oraz tradycyjne - czemu Blink nie wyjawia wszystkiego, co wie? Do tego można dodać "co się dzieje z Morphem, który miał to wszystko kontrolować", "co to za zdanie, które według Blink miało rozwiązać sprawę" oraz "czy w następnej historii będziemy mieć do czynienia z żałosnym alternatywnym Machine Manem czy przefajnym alternatywnym Aaronem Stackiem?". Pomimo tego, że nie dostajemy odpowiedzi, nadal czyta się to fajnie. Tylko fajnie.

Dark Avengers
#5
avalonpulse0095f.jpg
Gil: A oto i kolejny oszołom z prywatną armią, który w telewizji rozwodzi się nad tym, jak to chce ratować kraj, wycierając sobie gębę wolnością i Bogiem. Bendis idealnie oddał taką postawę w osobie Normana i choćby za to Dark Avengers należy się kolejny tytuł komiksu tygodnia. Ale to nie wszystko, bo coś w końcu dzieje się z Sentrym, Ares zacnie pomiata wszystkimi, a Noh-Varr zalicza (albo może to Karla zalicza?). Aha, no i jeszcze Atlantyda atakuje - jak na zawołanie. Kawał dobrej lektury, który wciąż świetnie wygląda i za całokształt zasługuje na 8/10.

Undercik: Numer tygodnia! Wszystko jest rewelacyjne. Wywiad z Normanem wypadł chyba najlepiej. Bendis idealnie napisał pod tę scenę dialogi. Teksty Osborna są niezwykle przemyślane. Ta właśnie scena powinna być dowodem dla tych, którzy twierdzą: "Amerykanie w 616 są głupi. Jak można dać taką posadę psychopacie?". Odpowiedź jest prosta. Goblin jest wielkim manipulatorem i tyle. Oprócz tego zaliczył także genialną rozmowę z Sentrym. Wyczuł go i tak dopasowywał treść swoich wypowiedzi, aby przypadkiem nie doprowadzić do wyprowadzenia z równowagi Boba, a to, jak wiemy, miałoby ogromne konsekwencje. W końcu zaczyna się wątek Aresa i jego syna, który może się ciekawie rozwinąć. Do tego relacje w drużynie nabierają coraz więcej kształtów. Wśród nich najbardziej mnie interesuje relacja Noh-Varra i Karli. 10-/10

Hotaru: Chyba już nic nie zmieni mojego negatywnego nastawienia do tego tytułu. Doskonale wiem, że nie jest najgorszy na rynku, ale nie potrafię być obiektywny - w głowie zostają mi tylko co paskudniejsze kadry i co bardziej łopatologiczne dialogi. Chemia pomiędzy postaciami w ogóle do mnie nie przemawia i drażni mnie, że czasem zachowują się jak przedszkolaki walczące o cukierka. Czyżby Bendis nie potrafił pisać o dojrzałych ludziach? To dlatego jego Ultimate Spider-Man, którego bohaterami są nastolatki, tak mi odpowiada?

Misiael:
Cały komiks zasługuje na najwyższe noty w każdej kategorii! Najpierw rozmowa Normana z Bobem. Pełna napięcia i emocji. Widzimy, jak Sentry w każdej chwili może się załamać (czego skutki byłyby opłakane i wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę), a Norman z całych sił usiłuje powstrzymać ten wulkan przed erupcją. Ta rozmowa trwa na tyle długo, byśmy zdążyli się porządnie spocić, ale na tyle krótko, by nie zaczęła nużyć. Szukacie następcy Hitchcocka? Ma na nazwisko Bendis.
Później widzimy występ Osborna w TV. Ten wątek jest osią niniejszego zeszytu i widzimy tu mroczny geniusz Normana Osborna, jego zdolność do matactw i... napisałbym "kłamstw", ale jeszcze raz przeczytałem ten komiks i doszedłem do wniosku, że podczas tej rozmowy Osborn nie skłamał ani razu. Owszem, część rzeczy przemilczał, kilka innych zasugerował tak, by jego odbiorcy sami dopowiedzieli sobie resztę, sami się okłamali. Aż podziw bierze. Prowadząca miała na Normana aż dwie "armaty" - fakt, że był Green Goblinem i oświadczenie Hawkeye'a. Osborn nie dość, że wybrnął z obu tych kompromitujących faktów, to jeszcze obrócił całą sytuację na swoją korzyść. Tak, owszem, byłem Goblinem, ale teraz jestem innym, zdrowym człowiekiem. Tak, pan Barton się nie myli, mam do niego duży szacunek, ale czy przypadkiem on też nie ma brudnych rączek? Przecież pracował z dwójką dzieci największego terrorysty wśród mutantów. A teraz jego życie legło w gruzach, przeżył wiele, że jest zapewne w takim stanie, że rzuca mało wiarygodne oskarżenia.
Widzimy też pierwsze wyraźniejsze zatargi w grupie Dark Avengers. Dochodzi do spięć i starć, ale też i romansu dwójki Avengerów - Noh-Varra i Karli. Jak to się zakończy, nie wiem, ale już nie mogę się doczekać kolejnego numeru. Tak, czy inaczej - w grupie doszło do wyraźnego rozłamu. Jak Osborn poradzi sobie z grupą, która zespołem jest tylko z nazwy? I ostatnich kilka stron, które sugerują przyspieszenie tempa w kolejnych zeszytach. Kolejna inwazja?
Rysunki wciąż są dobre, choć wygląd kilku kadrów budzi mieszane uczucia. Na przykład twarze Dakena i Lestera na jednym z pierwszych kadrów wyglądają, jakby Deodato rysował je ze zdjęcia VI Światowego Zjazdu Emerytów i Rencistów. Z tym kadrem w ogóle jest ciekawa sprawa. Obok geriatrycznych wersji Hawkeye'a i Wolverine'a stoi Ms. Marvel. Jak wszyscy, strój ma dość poszarpany - nic dziwnego, w końcu przebyła niezłą jatkę - ale nie tam, gdzie materiał ulega największemu naprężeniu (wiecie, gdzie), a według praw fizyki tam przede wszystkim powinien stracić trwałość. Może to tylko moje zboczenie, ale po raz kolejny elementarne prawa fizyki przegrywają z polityczną poprawnością. Podsumowując - Bendis na najwyższym poziomie. 10/10

Suhayl: Bardzo, Bardzo fajne. Oprócz tego, co powiedizeli o komiksie moi przedmówcy, dodam, że piersi Ms. Marvel na stronie 15 (kadr 5) wyglądają świetnie.

avalonpulse0095g.jpgMighty Avengers #25
Gil: Hm... jest lepiej. Głównie ze względu na magiczne zdanie: It's on, bitch! oraz rysunki. To pierwsze jest oznaką, że coś się zaczyna dziać w fabule, co mocno dotyczy postaci i historii grupy, a więc dokładnie tych obszarów, z którymi Slott radzi sobie najlepiej. Póki co, jest to trochę niemrawe i prowadzi do dziwnych konsekwencji, ale ma swój sens i prawdopodobnie drugie dno. Poczekam, zobaczę. Tylko jak zobaczyłem Rulka, prawie mnie zemdliło. Od strony graficznej króluje brudna kreska z dużą ilością dynamiki zarówno w akcji, jak i w stylu. Segovia musi jeszcze odnaleźć swój własny styl, ale i tak nieźle radzi sobie, adaptując do niego inspiracje innymi rysownikami. W tej chwili jest to średnie 7/10.

Undercik: Najlepszy numer Slotta w Mighty. Szkoda, że nie rewelacyjny. Ale widać, że Dan zaczyna się rozkręcać. Rysunki pasują do tego numeru. Jak dla mnie najlepiej w tym numerze wypadła rozmowa Hanka "1000 ksywek" Pyma z Reedem. Co mnie w tym numerze zdenerwowało? Rulk. Co z tego, że to Herc? Nawiązywnie do tego tworu Loeba nie wpływa dobrze na historię. No i już straciłem nadzieję, że obecny Hulk Loeba to Loebversum. 6+/10

Hotaru: Zmiana rysownika wyszła temu tytułowi na dobre. Segovia nie jest może do końca wyrobiony i jego styl waha się od inspiracji Lenilem Yu po inspiracje Patem Lee, ale nie da się ukryć, że ogólne wrażenia przebijają Phama. Od strony fabularnej nadal mam mieszane uczucia. Nie znoszę Pyma, więc nie podoba mi się, że jest centralną postacią. I obawiam się, że dopóki nie trafi w odstawkę, Majty co najwyżej oceniał będę średnio, tak jak teraz.

Krzycer: "It's on, bitch" - bezcenne :D
Cały numer zresztą bardzo udany. Zaciekawiły mnie sugestie Slotta co do Amadeusa i Cassie. Wątpię jednak, by coś miało z tego wyjść. Świetnie wypada Quicksilver i to, co myśli o Pymie oraz to, co otwarcie mówi USAgentowi. Luźna uwaga - czemu każdy kolejny agent GRAMPA wygląda jeszcze bardziej... jak lata dziewięćdziesiąte?


New Avengers: Reunion
#4

Gil: Finał nie przyniósł rewelacji, ale okazał się całkiem dobry. Przywodzi na myśl odcinek któregoś z seriali sensacyjnych, gdzie po prostu problem zostaje rozwiązany, a akcja toczy się dalej. Relacja między Bobbi a Clintem została częściowo uregulowana, ale też bez przegięcia w żadną stronę. Najlepszym fragmentem okazał się pojedynek między Ptaszyną a Monicą, w którym nawet były jakieś małe niespodzianki. Rysunki na stałym poziomie, więc i ocena pozostanie w okolicach średniego 7/10.

Hotaru: Ok, teraz rozumiem, czemu w wywiadach określano parę Hawkeye-Mockingbird mianem marvelowych państwa Smith. Bo scena finałowa jest zerżnięta z filmu z Pittem i Jolie. Cieszę się, że chociaż to się wyjaśniło. Powiedziawszy to, wskrzeszenie Morse nadal uważam za bezsensowną decyzję i nie mam najmniejszego zamiaru śledzić jej dalszych losów.

Krzycer: Trochę zbyt ckliwie jak na mój gust. No i Bobbi jako jeżozwierz. To było dziwne. Ale wspólne składanie się do strzału w Rappacini rodem z kina akcji. Klasy B. Z lat dziewięćdziesiątych. Czyli awesome. ;)

New Mutants
vol.
3 #2
Gil: Jest zdecydowanie lepiej niż w pierwszej części. Fabuła się zagęszcza i wchodzi na obszary tripowe. Psychika Legiona jest tak zakręcona, że aż miło popatrzeć, jak ciągle się zmienia, a pomysł, żeby każda osobowość miała inne moce, okazuje się genialny. Motyw z lalką też jest świetny i bardzo symboliczny. Wciąż jednak bohaterowie pozostają jakby na drugim planie - z wyjątkiem Karmy może - i trudno powiedzieć o nich coś konkretnego.
Rysunki też jakby lepsze, bo obyło się bez zonków. Teraz mam ochotę zobaczyć ciąg dalszy i z czystym sumieniem wystawiam solidne 7/10.

Hotaru: Po pierwszym numerze nadal nie byłem pewny, w którą stronę pójdzie ten tytuł. Drugi numer zaczął przechylać szalę na korzyść. Z jednej strony Neves jakoś bardziej się postarał i jakość jego rysunków w końcu zaczęła przypominać tę z Worlds Apart, a z drugiej Wells zdołał mnie zaintrygować fabułą, która w końcu wyraźniej się zarysowała. Nadal jest zdecydowanie za wcześnie na oceny, ale na razie mam dobre przeczucia.


Ultimatum #4
avalonpulse0095h.jpg
Gil: Uczcijmy minutą ciszy uniwersum Ultimate. Nigdy go nie lubiłem, ale nie zasłużyło na taki los. Więcej bezsensownej masakry, kanibalizmu i latających członków od Jepha Lectera. A Finch tak się zniżył do jego poziomu, że nawet Doom w jego wykonaniu wygląda jak munchkin. Pierwsza w historii ocena ujemna: -1/10.

Undercik: To jest kpina, ogromna kpina. Kiedyś Loeb pisał bardzo dobrze, teraz pisze, że pożal się Boże. To jest rzeźnia bardzo dobrego imprintu. Czy po tym będzie się dało jemu przywrócić dawny blask? Na tę odpowiedź będzie trzeba poczekać. Ale jest większe pytanie. Skąd do jasnej cholery biorą się te opóźnienia? Wytłumaczy mi to ktoś racjonalnie? -1/10

Hotaru: Popłakałbym się ze złości, ale wcale już wściekły nie jestem. W poprzednich numerach Loeb zdołał mnie przyzwyczaić do kierunku, w którym podąży, więc emocjonalnie rozstałem się już z linią Ultimate. Wisi mi, jak bardzo ją jeszcze zbeszczeszczy.

Misael: Źle, gorzej, Loeb. Patrzę i oczom nie wierzę. Oto scenarzysta, który dał nam fenomenalne "kolorowe" serie Marvela i bardzo dużo dobrych komiksów nie tylko ze stajni Domu Pomysłów, osoba uznawana i poważana w półświatku komiksowym, osoba doświadczona i zaprawiona w scenariuszowych bojach, stoczyła się na samo dno kiczowatego dołu kloacznego. Kiedyś nazwisko "Loeb" brzmiało niczym dzwon, znamionując rozrywkę komiksową na wysokim poziomie, dziś budzi grozę w sercach nawet mało hardkorowych fanów komiksu. Za każdym razem, gdy zabieram się za czytanie kolejnego zeszytu Hulka czy Ultimatum, mam cichą i słabą nadzieję, że może ten stary, dobry Loeb powróci i zaprowadzi porządek. Za każdym razem jednak dostaję w twarz (metaforycznie).
Co Loeb zafundował nam tym razem? Kolejne bezsensowne śmierci kolejnych kluczowych dotychczas bohaterów świata Ultimate. Tym razem odpadł Spider-Man (?), Dr. Strange (??), Angel, Sabertooth, Valkyrie (???)... ale co z tego, skoro czytelnik ma głęboko w anusie? Ten komiks to tylko ciąg miażdżenia i rozwałki z obowiązku przeplatany scenami mającymi pokazać, jak na herosów broni reagują towarzysze broni.
Po raz pierwszy i chyba jedyny mamy okazję obserwować śmierć tylu bohaterów, do których zdążyliśmy się już przyzwyczaić i polubić. W 616 o czymś takim nie będzie nawet mowy, a powoływane doraźnie uniwersa, stworzone tylko po to, żeby pokazać nam masowy mord na super-ludziach, nigdy nie będą wzbudzały tylu emocji, bo przecież choćby scenarzysta nie wiadomo jak się starał, to my ciągle pamiętamy, że to tylko elseworld, że to praktycznie nic nie znaczy.
Tę szansę beztrosko zmarnowano. Gdyby pisał to Bendis albo Millar, wtedy mielibyśmy do czynienia z prawdopodobnie najlepszym eventem w historii Marvela. Przecież mając takie możliwości i scenariuszowe pole manewru praktycznie nie da się tego spieprzyć! Chciałoby się rzec - Loeb potrafi. A Finch już nawet nie udaje, że się stara.
-1/10, a ocena i tak jest zbyt wysoka. W życiu nie myślałem, że wystawię jakiemuś komiksowi ujemną ocenę.


Punisher Frank Castle: Naked Kill
#1

Gil: To było chore. Tak chore, że aż piękne na swój sposób. Rzadko zwracam uwagę na łanszoty, zwłaszcza te z Karzącym Frankiem, więc i ten wpadł mi w łapy z rozpędu, ale jak już przykuł moją uwagę, nie puścił do końca. I nie chodzi tu bynajmniej o fakt, że Franek mordował ludzi gazetą, jabłkiem czy szczotką od kibla. Najbardziej przykuwającą uwagę kwestią było pytanie, jak daleko Maberry posunie się z postacią Wielkiego Ptaka. A posuwania to tam było... Cóż, może to głównie hiperbola, ale Marvel osiągnął nowy szczyt hardkoru. Zdecydowanie nie dla dzieci, a osobom o wrażliwej psychice również odradzam. Pozostali... muszą to zobaczyć, żeby uwierzyć. Cholera, wrażenie zrobił ogromne, więc nawet 8/10 mu dam.
S_O:
To będzie gość, który przejmie BP od Reggiego, right? Mam mieszane uczucia. Niby nienajgorsze (chociaż nie czuję się uprawniony do oceniania MAXowych Punisherów względem innych MAXowych Punisherów), ale z drugiej strony nawet Swierczynskiemu udał się Punisherowy one-shot.
A w dodatku gigantyczna lina z martwych ludzi? Puh-leeze.


Skaar: Son Of Hulk #11
Krzycer: W sumie to logiczne, że dopiero na Ziemi mamy do czynienia ze Skaarem w mniej zielonej postaci. Bądź co bądź podczas swojego pobytu na Sakaarze Hulk ledwie trzy razy zmienił się w Bannera, za każdym razem na moment. Logiczne, że przerażone dziecko nieustannie trzymałoby się "bezpiecznej" formy.
Swoją drogą w czytaniu przygód Skaara pomaga, kiedy pamiętamy, że czytamy o przerażonym/zdenerwowanym dziecku. Wtedy te wszystkie okrzyki "zabiję" czy "nie obchodzi mnie to" nabierają sensu. Komiks tylko na tym zyskuje.
Co z kolei sugerowałoby, że sekretną tożsamością Rulka jest jakiś jedenasto-, góra trzynastolatek...
Black Bolt:
Wciąż bardzo przyjemnie się czyta i wciąż nie widać tu zadatków na cokolwiek większego. To ma być te wielkie zakończenie trylogii Paka? Bo jak na razie wygląda na to, że w następnej części Skaar oraz Hulk się trochę poboksują, a potem oczywiście pogodzą i na tym się to całe Planet Skaar zakończy. Oby scenarzysta coś jeszcze trzymał w zanadrzu.
A rysunki mocno średnie, ale mimo tego miło się je ogląda. Sam nie wiem, czemu.


avalonpulse0095i.jpgUltimate Spider-Man #133
Undercik:
Bendis scenarzystą i ani jednego dialogu. To nie mogło być rewelacyjne, a jest. BMB udowodnił w tym numerze, że bez dialogów też może napisać bardzo dobrą historię. Pomógł mu w tym rewelacyjny Immonen. Jego rysunki wypełniły lukę, którą zrobił brak dialogów. Szkoda tylko, że przez Ultimatum zamykają tę serię. Jedną z najlepszych wśród serii Marvela. W tym miejscu dziękuję Bendisowi, Bagley'owi oraz Immonenowi za te 133 czasem gorszych, ale w większości bardzo dobrych numerów.

Hotaru: Wolałbym, żeby ten numer posiadał zwyczajne dymki dialogowe, ale rozumiem, czemu Bendis z nich zrezygnował. Przeczytał Ultimatum Loeba i go zatkało. To całkowicie zrozumiałe. Immonen za to przezwyciężył twórczą niemoc (albo po prostu nie czytał Ultimatum) i poradził sobie tak dobrze, jak zawsze. Chyba nikt z nas nie wierzy, że Parker nie wróci za rok czy dwa lata, ale jego zniknięcie jest wystarczająco emocjonujące. Śmiem twierdzić, że lepszego numeru zultimatyzowanego Pajęczaka nie zobaczymy przez kilka następnych lat.

tig3000: Niemy numer. Nie pada w nim ani słowo (poza recap page), a krzyczy głośniej, niż którykolwiek ze 132 poprzednich. Od jakiegoś czasu już mówiło się o tym, że na końcu Ultimate Spider-Mana Peter Parker zginie. Nic nie zostało powiedziane wprost, ale na razie wygląda na to, że Peter faktycznie zginął. I ten numer daje nam dobitnie o tym znać. Smutne są ostatnie strony, kiedy Kitty idzie do domu Parkerów z potarganą maską Spidera. Numer wprowadza w taki nostalgiczny nastrój, w jaki potrafi wprowadzić bardzo dobra książka. A ja tym bardziej źle się czuję, że Ultimate Spider-Man był jednym z lepszych komiksów, jakie czytałem (choć miał swoje wzloty i upadki).
Pozostało czekać na Requiem.... No i zobaczymy co to będzie to Ultimate Comics Spider-Man...

Krzycer: Jak zobaczyłem, że to niemy numer pomyślałem, że będzie wpadka, bo przecież siłą Bendisa są dialogi. Okazało się, że jak chce, to potrafi napisać naprawdę świetny numer, którego dramaturgię budują rysunki i akcja, a nie komiksowy odpowiednik gadających głów. Nie, żebym narzekał, bo lubię dialogi Bendisa - ale tutaj udowadnia, że nie tylko w tym jest dobry.
Wybitnie wspiera go w tym Immonen. Czy ktoś inny potrafiłby tak to narysować? Pewnie tak. Czy Bagley byłby lepszy? W to akurat wątpię, ale nie ma co gdybać - wystarczy, że Immonen znakomicie wywiązał się z postawionego przed nim zadania.
A mimo to są tu dwie sceny, które chciałbym "usłyszeć" - spotkania Jessicki: z Hulkiem i z Kitty. Zwłaszcza to drugie.

Bertoluccio: Tak właśnie powinny wyglądać numery ze "śmiercią" superbohaterów. Wiemy, że Peter prędzej czy później wróci (zwłaszcza, że nie było ciała), ale i tak czuć emocje, jakie targają postaciami. Immonen udowadnia również, jak genialnym jest artystą. Zero dialogów, a rysunki i tak przekazują nam wszystko, co musimy wiedzieć. Jak dla mnie zasłużone 10/10.
Tak na marginesie zastanawiam się nad trzema rzeczami. Kto będzie głównym bohaterem UCSM (Jessica jest jedną z opcji, mimo 'man' w tytule)? Gdzie podziewa się Peter? Może w innym wymiarze (albo siedzi w prehistorycznej jaskini razem z Batmanem i Morganą ;))? Ile czasu minie, nim powróci? Obstawiam ponad rok, ale nie dłużej niż dwa lata. No chyba, że Bendis ma zamiar robić za twardziela i nie wskrzesi Petera. Mało prawdopodobne, bo jak wspominałem nie ma ciała, ale kto go tam wie.

Universal War One: Revelations #3

Hotaru: Rewelacja. Dosłownie. Zakończenie przebiło moja najśmielsze oczekiwania. Uniwersal War One te fenomenalne science-fiction i dziwię się, że nie słyszałem o nim wcześniej. Nie wiem, co natchnęło Bajrama do napisania (i zilustrowania) tej historii, ale ważne jest, że natchnienie nie opuściło go ani na moment. I niech ktoś teraz zacznie mówić, że komiks to podrzędna forma sztuki - jedno nazwisko (Denis Bajram) powinno raz na zawsze uciszyć takiego delikwenta. Arcydzieło.


Timestorm 2009/2099: Spider-Man
Gil: Coś w końcu wynika z tej głównej serii. Tylko szkoda, że na boku, bo łatwo się pogubić. Wyszła z tego taka zabawna historyjka o spotkaniu doświadczonego Pająka z początkującym i tym, co pierwszy mógłby w takiej sytuacji powiedzieć drugiemu. Trochę bawi, trochę kontynuuje wątki, a trochę nawiązuje do znanych sytuacji. W sumie, takie czytadło na 6/10.
Suhayl:
Świetny one-shot, a zakończenie pozostawia niedosyt, zachęcający do czytania kolejnych numerów. Trochę denerwuje, że O'Hara wygląda tak chudo, ale to w koncu dzieciak. Szkoda, że nijak się ma do 616.
Krzycer: "Szkolenie" O'Hary pod okiem Parkera wypadło sympatycznie. Również Shakti miała parę fajnych tekstów. Ogólnie sympatyczne. Wciąż nie mam pojęcia, dokąd Reed zmierza, ale jest sympatycznie.

War of Kings - Warriors: Crystal
#1

Hotaru: Po dobrej historyjce z Gladiatorem w roli głównej przyszła kolej na Crystal. Sposób, w jaki jest ukazywana zarówno tutaj, jak i w głównej miniserii, sugeruje, że będzie ona pierwszoplanową postacią wśród Kree po zakończeniu wojny. A może to celowy zabieg DnA, dzięki któremu później znów mnie zaskoczą? W każdym razie, pierwszy numer jest średnio intrygujący i trochę naciągany, ale czyta się szybko. Zobaczymy, do czego to wszystko prowadzi.


War Of Kings #4
avalonpulse0095j.jpg
Gil: Ten numer okazał się bardzo zwodniczym, bo w pierwszej połowie wszystko zapowiada zwrot akcji, odsunięcie od władzy złego Vulcana i przeniesienie konfliktu na inną płaszczyznę. A gdy już wydaje nam się, że wszystko przewidzieliśmy i wiemy, na czym stoimy, Abnett i Lanning krzyczą: "WRONG!" Mam tylko nadzieję, że ten odważny krok z ich strony będzie ostatecznością, a nie tylko zagraniem na krótką metę, by następny numer rozpocząć od "a jednak żyje". Poza tym, trzeba zwrócić uwagę na świetne wejście Raportów i bardziej naturalne zachowanie Crystal, oraz jedyny minus, czyli brak Guardians. Cieszę się, że w końcu mogę być zadowolony z kolejnego numeru i wystawić 8/10.

Hotaru: Mocne. Bardzo mocne. Takiego zakończenia się nie spodziewałem. Czapki z głów. Nie za samą śmierć, ale za to, co ona oznacza dla eventu. Bo od teraz wszystkie chwyty są dozwolone. Nie chcę nawet zaczynać zgadywanek na temat, jak sytuacja się rozwinie, bo na 100% Abnett i Lanning mnie zaskoczą. I jak ktoś twierdzi, że Leinil Yu to był dobry wybór na ilustratora wielkiego eventu, niech spojrzy na to, co wyczynia Pelletier. Szacun.

Demogorgon: DnA przepowiadali, że Raptorzy zrobią coś, przez co Darkhawk będzie miał przerąbane, ale tego się nie spodziewałem. Wojna Królów drastycznie zmienia kierunek i teraz jeszcze bardziej staje się wojną na wyniszczenie. Oby tak dalej. 8/10

Krzycer: Czad. Czad, panowie, czad! DnA obiecywali, że wejście Raptorów będzie mocne... I nie zawodzą. Dodajmy do tego, że po tym numerze Vulcan bez nich pewnie nawet nie kiwnie już palcem i mamy niezłe przemeblowanie na szachownicy. Dodajmy do tego również zapowiedź konfrontacji Crystal i Ronana z Black Boltem i całym dworem o program przyspieszenia genetycznego dla Kree, która szybko może przerodzić się w coś większego, i zaczynam spodziewać się całkowicie nowej sytuacji na ww szachownicy.
Jeśli coś mi nie pasuje w tym numerze, to tylko nieobecność Szopa z Draksem. Bo z jednej strony między numerami wrócili do siebie, a z drugiej strony w zeszłym tygodniu ich w GoG nie było. Czuję się oszukany ;)


Wolverine: Revolver
#1

Gil: Wyszło to całkiem zabawnie, ale podejrzewam, że nie takie było zamierzenie autorów. Cóż, stwór z wielkimi, różowymi uszami to najwyżej poziom straszności Gremlinsów - zwłaszcza przy takich rysunkach. Fabuła nic oryginalnego nie wnosi. Taki typowy wyrwikieszeń - nic ciekawego i 4/10.

Suhayl: Kolejny One-Shot... Cóż, wyjatkowo nie podobają mi się rysunki Pastorasa, jego styl jest wg mnie... nieklimatyczny. Mimo to, gra w ruletkę wydaje mi się dokonałym pomysłem dla Wolverine'a.



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:


avalonpulse0095a.jpgNew Mutants vol. 3 #2

Autor:
Adam Kubert

Hotaru: Nie spodziewałem się tej okładki - jakoś zupełnie umknęła mi w gąszczu zapowiedzi. Kiedy więc w końcu ją zobaczyłem, z miejsca chwyciła mnie za gardło i rzuciła mną o ścianę. Bo jest perfekcyjna. Lubię, kiedy cover nie jest tylko ładnym rysunkiem, ale reprezentuje sobą coś więcej, a ta praca Kuberta genialne wręcz uchwyciła nie tylko wygląd, ale i złamany umysł Legiona - to szaleństwo w oczach i przerażający grin, powtarzane na kilku poszarpanych niczym jego umysł skrawkach. Po zobaczeniu tego covera absolutnie nikt nie może mieć wątpliwości, że Haller to niezłe ziółko.


avalonpulse0095b.jpgUltimate Spider-Man #133

Autor:
Stuart Immonen

Undercik: Długo się zastanawiałem, co wybrać. Oprócz rewelacyjnej okładki New Mutants #2, którą opisał Hotaru, znalazło się kilka dobrych. W dordze eliminacji zostały mi 3 okładki: USM #133 oraz obie do WoK #4. W końcu zdecydowałem się na tę z maską ścianołaza. Nie jest może wykonana w jakiś rewelacyjny sposób, ale ma w sobie to coś. To właśnie wokół zaprezenotwanej maski rogrywa się fabuła tego numeru, to ona jest tutaj najważniejsza. Immonen przedstawił to w bardzo dobry sposób.



Gniot tygodnia

avalonpulse0095c.jpgWolverine: Revolver

Autor:
Das Pastoras

Gil: Ooo! Scarry.. NOT! Ugly - yesss. Jedyne, co może przerazić w tej okładce, to jej szpetota. Z przodu mamy Wolverine'a, który wygląda jak... sam nie wiem, co. Końska szczęka, nos jak pyra, brak szyi, nieproporcjonalnie długie ręce i jeszcze dłuższe pazury, jakieś nieludzkie stawy barkowe, ślad po spawaniu przez cały korpus, a do tego jeszcze szpetnie wykonana maska. W tle natomiast straszny inaczej potwór, który mógłby być role-modelem świńskiej grypy. O różu - kolorze twardzieli - nie wspomnę.





Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.06.03


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.