Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #94 (01.06.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 1 czerwca 2009 Numer: 22/2009 (94)


Plebiscyt Vicious Villains wchodzi w decydującą fazę - w tym tygodniu wybieracie finalistów naszej zabawy. Cała czwórka ma jeszcze szanse na awans, więc koniecznie oddajcie głos na swoich ulubionych złoczyńców.



Avengers: The Initiative #24avalonpulse0094e.jpg
Hotaru: Dalszy ciąg przejmowania władzy przez Osborna, ale tym razem skupiamy się na Shadow Initiative i tym, co zmiana reżimu znaczy dla ich misji. Sam się sobie dziwię, ale podobało mi się bardziej, niż kilka poprzednich numerów. Po pierwsze Ramos poszedł tą samą drogą, co Skottie Young w New X-Men - po kilku pierwszych, bardzo kreskówkowych numerach, uczynił kreskę bardziej organiczną i brudną. Nie muszę chyba zaznaczać, że ta zmiana bardzo pasuje do fabuły, gdzie kreskówkowych rzeczy jest jak na lekarstwo. Po drugie, cieszy mnie bardzo, że wątek Hardballa i Komodo poszedł właśnie w tym kierunku i że mamy hinta co do przyszłej historii z więzieniem 42 w Negative Zone, które przejął Blastaar. Na razie jestem średnio zainteresowany losami Mutant Zero, ale cieszy, że Gage nie zapomniał i o niej. Kto wie, może w końcu ten tytuł odnajdzie indywidualny głos, który zanikł wraz z wtargnięciem do tytułu Secret Invasion.
Byłoby miło.

Gil:
Absolutnym zaskoczeniem (nie) okazały się prawdziwe plany Hardballa, ale jeszcze bardziej (nie) zaskoczyła propozycja Normana skierowana do Taskmastera. Co naprawdę było zaskakujące, to wizyta Ant-Mana i odejście Mary. Inicjatywa stanęła teraz w punkcie, gdzie ważą się jej dalsze losy: seria może zyskać nowe, rewelacyjne oblicze, albo udławić się własnym ogonem i zniknąć za jakieś pół roku. Niestety, spodziewałbym się raczej tej drugiej opcji, bo po odejściu Slotta tytuł stał się zwyczajnie nieciekawy, a różne Ramosy i Uye są tylko gwoździami do trumny. Tym razem będzie 6/10, ale głównie za Erica i kilka bardziej dynamicznych momentów w pojedynku.
Lokus: A mnie się nawet podobało i moim zdaniem jest to najlepszy jak dotąd numer autorstwa Christosa Gage. Zwłaszcza postać Mary coraz bardziej mi się podoba i dzięki jej popisowi w tym numerze mam chęć sięgnąć po jej poprzednie występy w serii Daredevil. Ramos, jak to Ramos – zdarzają mu się niezłe kadry, ale jako całokształt jest po prostu daremnie, co tylko obniża ogólną ocenę zeszytu. Ciekaw jestem kolejnych odsłon tej serii i tego, w jakim kierunku podąży. Tymczasem za ten numer dam 6/10, byłoby więcej, ale te rysunki...
Undercik: Poziom Inicjatywy spada. A szkoda, bo jeszcze przed SI był to jeden z lepszych tytułów w Marvelu. Co pogrąża ten tytuł? Ramos. Jego rysunki (zresztą poniżej swojego zwykłego poziomu) nie pasują tutaj. Drugim powodem jest odejście Slotta i to widać. Może fabuła nie jest absurdalna, ale średnia. Ani dobra, ani zła. 5-/10

Amazing Spider-Man #595
Gil: Strasznie dziwny ten numer. Ogólnie nic tu się kupy nie trzyma. Przeskoki od dialogu do dialogu, praktycznie bez ciągłości fabularnej. Taki zlepek sytuacji, żeby pokazać, jakimi to dobrymi przyjaciółmi są Piotrek i Harry, który przeistacza się w zlepek sytuacji mający pokazać, jak bardzo Piotrek nie lubi Normana, który z kolei przeplatany jest innym zlepkiem sytuacji. Muszę przyznać, że niektóre z nich nawet fajnie wyszły - na przykład żółwik z Loganem czy braterska rozmowa z Jonaszem. Ogólnie jednak jest dziwnie. Przynajmniej Menaska wygląda trochę lepiej (czytaj: nie jak sterydziarz), ale znów jej brzuchaty stan nie był wcale niespodzianką, bo został ogłoszony wcześniej. Mogę dać 6/10 ale z mieszanymi uczuciami.

Undercik: Nie spodziewałem się, że wypadnie aż tak dobrze. Szybko zerknąłem na okładkę i nie ujrzałem nazwiska Slotta. Kolejne pozytywne zaskoczenie. Może i jest dość duży natłok akcji i nie wszystko trzyma się kupy, ale jest znacznie powyżej średniej. Rozmowa z JJJ-em czy żółwik z Loganem to najlepsze sceny ostatnimi czasy w TASM. 7/10


Avengers/Invaders #11
Gil: Równi pochyłej odcinek jedenasty i zjeżdżamy dalej. Numer wypełniają podchody w kierunku Czerwonego Czerepa i jego pozy, zapewne obmyślone jako bardzo efektowne, ale spartolone przez wykonanie. Bohaterowie dalej biegają w przebraniach i próbują odnaleźć się w sytuacji, a do układanki znów wrzucony zostaje stary Vision oraz - w zupełnie loebowym stylu - banda nazistowskich überludków. I pewnie ¾ czytelników wybałuszyło oczęta, widząc wśród nich Thora. Tej grupie spieszę wyjaśnić, że gromowładny dał się kiedyś zrobić w konia zwolennikom nordyckiej urody i walczył dla nich z Invaders. Czyli teraz będzie wielka bijatyka, w trakcie której wszystko się naprawi. Ta-da! A na razie 4/10.


avalonpulse0094f.jpgDark Reign: Elektra #3
Hotaru: Jestem bardzo zadowolony. Jest to chyba najlepszy tytuł wydawany pod sztandarem Dark Reign. Wells trafił w dziesiątkę z fabułą i z klimatem, jaki jej nadał, a Mann idealnie wręcz oddał to w swoich rysunkach. Co więcej, następny numer niesie obietnicę jeszcze większej dawki świetnej akcji, kiedy na arenę wkroczy pewien znany psychopata. Świetny komiks, z jeszcze lepszymi perspektywami.

Gil: Nadal jest dobrze. Z jakiegoś nieznanego sobie powodu lubię Night Nurse, więc jej występ zaliczam na plus. Poszlaki odnośnie tego, co zieloni wyprawiali z Elektrą również. Bijatykę z Rudym Teamem już mniej, bo nadal brakuje wyjaśnienia, skąd się wzięli. Ale sam pojedynek nieźle wypadł i zakończony został jakże oczekiwanym wejściem Lestera. Rysunki podobały mi się nawet bardziej niż poprzednio, a w dodatku urzekła mnie historyjka o pewnym facecie i jego niefortunnym rozwodzie. Zasłużone i solidne 7/10 dla pani w czerwieni.

Lokus: Najsłabsza jak dotąd historia ze znaczkiem DR w tytule. Generalnie mamy tu trzeci numer wypełniony akcją i minimalną fabułą. A zupełnie nie tego spodziewałem się po autorze scenariusza – Zebie Wellsie. Clay Mann przynajmniej radzi sobie lepiej niż przyzwoicie, co jakby nieco ratuje ten tytuł. Dodatkowo fakt, że w następnym numerze zobaczymy pojedynek Elektry z Hawkeyem/Bullseyem sprawia, że nie skreślam jeszcze do końca tej historii. Za ten numer dam tylko takie słabe 5/10.

Demogorgon: Historia idzie niezłym torem. Coraz bardziej lubię Elektrę, a zapowiedź jej kolejnej walki z Bullseyem bardzo mnie kręci. Sceny ze strzelaniem i unikami też były niezłe, zalatywało od nich trochę stylem Tarantino, który bardzo lubię. Rysunki - niezbyt mi się podobają, widziałbym tutaj coś mroczniejszego stylem.


Ender's Shadow: Battle School #5
Hotaru: Jestem totalnie zbity z tropu. Nie mam pojęcia, jak ocenić ten numer i całą miniserię. Czytało się świetnie, Carey uderzał w same właściwe nuty, a Fiumara genialnie to zobrazował, szczególnie przepięknymi ujęciami twarzy bohaterów. Przed pianiem z zachwytu powstrzymuje mnie tylko jeden fakcik - to, że pomiędzy ostatnimi numerami Ender's Shadow: Battle School a Ender's Game: Battle School nastąpił dość znaczący rozjazd. Nie jest to wprawdzie nic, czego nie dałoby się naprostować w kolejnych miniseriach (zapowiadanych na jesień), ale na razie obawa przed tym, że rozjazdu nic nie sprostuje, powstrzymuje mnie przed wystawieniem maksymalnej oceny. Mam nadzieję, że pierwsze odsłony kontynuacji obu tytułów dadzą mi na to zielone światło.
Misiael: D
użo już napisałem o komiksach ze świata Endera. Bardzo dużo. Choć, obiektywnie rzecz biorąc, jest to kawał świetnej, inteligentnej rozrywki, to jednak wyżej cenię książkowe pierwowzory, tak popularne zarówno w Ameryce, jak i w naszym kraju. Nie jest to zarzut, powieści Carda w dużej mierze opierają się na introspekcjach postaci, których siłą rzeczy komiksy oddać nie mogły.
Początkowo wydawało mi się, że w tej konkretnej serii drażnić mnie będzie dość znaczne odejście od materiału źródłowego - jako fanatyczny wyznawca enderyzmu traktuję takie zagrywki na równi z bluźnierstwem - jednak Carey na tyle dobrze "czuł" świat Endera i Groszka, że nawet pozmieniana chronologia i podopisywane dialogi nie przeszkadzają w odbiorze komiksu, a nawet sprawiają wrażenie pisanych przez samego Carda.
Podobnie rysunek, czasem wręcz wulgarny w swej szpetocie, wypada tu świetnie. W końcu historia Groszka jest mroczniejsza i bardziej brutalna niż ta Endera. Dla mnie Fiurama w tym ostatnim numerze miniserii w pełni rozwinął skrzydła. I za to należą mu się brawa.
10/10 i to nie tylko dlatego, że jestem fanem Endera. Ta dziesiątka jest w pełni zasłużona.


Dark Reign: The Hood
#1
avalonpulse0094g.jpg
Hotaru: Nie czytałem pierwszej serii o Hoodzie. Czerwony Kapturek byłby może dla mnie intrygujący, gdyby nie to, jak skutecznie Bendis mi go zohydza na łamach New Avengers. A tak w tej miniserii podobają mi się na razie tylko okładki. Nie wiem, czy jest to zgodne z poprzednimi występami Robbinsa, ale na łamach tego komiksu jawi mi się jako oportunista, cienias, któremu się poszczęściło tylko dlatego, że taki był kaprys losu. Hood nie wzbudza ani krztyny mojej sympatii i fakt, że stał się władcą nowojorskiego przestępczego podziemia wydaje mi się kiepskim żartem, bo ewidentnie na to nie zasługuje. I Osborn wygrał kogoś takiego do swojej loży...

Gil: Przede wszystkim podoba mi się wrażenie ciągłości, wywołane obecnością Hotza i wejściem White Fang. Nie da się jednak nie zauważyć, że Jeff Parker to nie BKV ani nawet BMB i jego podejście do Czerwonego Kapturka jest nieco inne. Nie powiem, że gorsze, ale jednak inne. Chociaż jednak bardziej przypadło mi do gustu zasugerowane przez Bendisa wrażenie, że Robins kopnął żonę z dzieciakiem i zajął się badassowaniem na pełen etat. Tutaj jest dla odmiany kilka fajnie pokazanych relacji wewnątrz gangu i innych cukierków, więc i tak będzie to 7/10.

Demogorgon: Hotaru ma rację, że Hood w tej historii jawi się jako cienias, któremu się poszczęściło - i bardzo dobrze, bo dokładnie tak wymyślił go BKV. Parker daje radę, wykorzystując pozostawione luźne wątki po pierwszej mini kaptura i dzięki temu jego Hood jest jakiś bliższy oryginałowi, niż badass Bendisa i megalomaniak Remendera. Rysunki są całkiem klimatyczne, pasują jak ulał. Jak na razie jest nieźle. Tylko Marvel się uwziął, by rozwalić moją listę chronologiczną.
Lokus: Przyznam, że mini-serii autorstwa Vaughana nie znam, toteż trochę pierwszy numer tej historii musiałem poprzedzić streszczeniami z Avalonu i... jednak jestem trochę zawiedziony. Postać Hooda, od czasów gdy pojawiła się na łamach New Avengers, średnio przypadła mi do gustu, a teraz, gdy pojawia się niemal wszędzie, mam go już serdecznie dość. Liczyłem na to, że Jeff Parker zaskoczy mnie czymś, jednak nie udało mu się to. Rysunki Kyle'a Hotza przypadły mi do gustu, jednak mimo wszystko postanowiłem podarować sobie dalszą przygodę z tym tytułem. Przynajmniej do czasu, w którym pseudonim Hooda nie będzie wywoływać u mnie obrzydzenia. 5/10
Krzycer: Drogi czytelniku, jeśli jeszcze nie wiesz, czemu należy głosować na Hooda w VV, sięgnij po ten komiks... :D Jest tu wszystko, co w Hoodzie lubię - fajne wejścia z pistoletami, wątpliwości co do tego, kim jest i jaki wpływ ma na niego Dormammu, balansowanie między życiem rodzinnym a kryminalnym, a na dokładkę Madame Masque.
Do tego Jeff Parker odrobił lekcje, znaczy: przeczytał miniserię BKV... co oczywiste, bo bezpośrednio kontynuuje rozpoczętą tam historię White Fang. Do tego to wszystko rysuje Kyle Hotz, rysownik od miniserii BKV właśnie, co jeszcze potęguje wrażenie, że mamy do czynienia z bezpośrednią kontynuacją.
Do tego w bazie Hooda widzimy tego karła w kostiumie diabła, który pojawił się u niego na służbie w Punisherze. Mała rzecz, a cieszy (har, har). Przy okazji - miałem wrażenie, że w kryjówce Hooda był też Nitro...


Ghost Rider vol. 5 #35
Lokus: Ostatni numer przed zapowiadaną przerwą sprawił, że cieszę się z jej powodu. Nawet taki fanatyczny zwolennik komiksów z Ghost Riderem musi to przyznać: ten numer był po prostu idiotyczny! Być może taki był plan Jasona Aarona, by pójść w stronę dość mrocznej humoreski, ale to zdecydowanie mu się nie udało. A już największy żal mam o to, że Tony Moore – dotąd jeden z moich ulubionych rysowników - dał ciała na całej długości. Być może to dlatego, że jego rysunki najlepiej wyglądają bez kolorów (vide Walking Dead), ale jednak obstawiam, że zwyczajnie nie chciało mu się popracować nad tym zeszytem. Oby tylko Heaven's on Fire mnie nie zawiodło... 3/10

Demogorgon: Ghost Rider vs Crazy Magical Girl. Zostawię to coś bez komentarza, bo musiałbym bardzo ostro poprzeklinać, zarówno na scenariusz, jak i na rysunki.


Immortal Iron Fist #26
Gil: Zawiodłem się na tej konkluzji. Miałem nadzieję na porządny kawałek akcji z zaskakującym zakończeniem, które coś zmieni, a tutaj... Ani trochę nie zaskakująca rewelacja, że wszystko było zaplanowane, zły gościu wcale zły nie jest, a zamiast się tłuc, lepiej pogadać. Booooring! Sama sytuacja, jaką stworzyło zakończenie, jest nawet interesująca, ale sposób, w jaki do niej doprowadzono, nie rokuje najlepiej ewentualnym konsekwencjom. No i Foreman nadal brzydko rysuje. W porywach może dostać 5/10.

Lokus: Hmm... No niestety, konkluzja niezłej historii wypadła co najmniej źle. Dwayne Swierczynski poszedł raczej w kierunku potworków, jakimi nieraz raczył nas w serii Cable vol. 2 aniżeli wcale niezłej historii w Punisher MAX i dlatego jestem strasznie zawiedziony. Travel Foreman również jakby dostosował się do skryby i ogólnie wyszedł komiks na duże NIE! Szkoda, ale muszę wystawić tylko 4/10.


avalonpulse0094h.jpgGuardians Of The Galaxy vol. 2 #14
Hotaru: To aż niewiarygodne, jakiego Peter Quill ma pecha. Zaiste, jego plany zwykle działają w taki sposób: zaplanujmy coś, żeby wiedzieć, jak nam NIE pójdzie. Wszystko, co może mu pójść źle, idzie źle. Ku uciesze czytelników. Tak bardzo życzę Abnettowi i Lanningowi powodzenia z War of Kings, że zaczynam drżeć o każdy motyw - czy Inhumans nie zrobili się przypadkiem zbyt bezwzględni, czy Phyla nie zachowuje się za bardzo out-of-character, czy waga wydarzeń przedstawionych w tym numerze nie jest przypadkiem zbyt wielka jak na tie-in itp. Wiem, że scenarzyści doskonale wiedzą, co robią i że powinienem im zaufać, ale sparzyłem się już tyle razy, że nie potrafię inaczej. Nawet jeśli wiem, że potem odetchnę z ulgą.

Gil: Jedno słowo, którym można opisać ten numer, brzmiałoby: intensywnie. Wydarzenia błyskawicznie przeskakują od jednego do drugiego i pięknie kumulują się w końcówce, zapowiadając coś wielkiego, a jednocześnie bardzo dla grupy niefajnego. Ale jest tu coś jeszcze, pojedynek Warlocka z Vulcanem pokazał nam bowiem coś bardzo ciekawego: brzydko potraktowany Adaś upodabnia się do Magusa. Z całym tym bałaganem w jego życiorysie skłonny jestem zaryzykować przepowiednię, że może nie być do końca tym, za kogo się podaje, a wręcz być owym zagrożeniem dla rzeczywistości, o którym tyle się mówi. Teraz już nie ma siły, żebym spuścił tę serię z oka choć na chwilę. A co tam - tak się podekscytowałem samą możliwością, że choćby za samo to odczucie dam temu numerowi tytuł komiksu tygodnia i zasłużone 8/10. Aha, czy ktoś jeszcze zauważył te nieocenzurowane brzydkie słowa? Zważywszy, że seria jest T+, może wyjść z tego coś ciekawego.

Demogorgon: Phyla po przemianie zrobiła się trochę nieprzewidywalna i nie jestem pewien, czy to zmiana na lepsze, bo lubiłem ją we wcześniejszej wersji, ale jej działania doprowadziły do niezłego zamieszania - zobaczymy, jak to się rozwinie, ale coś czuję, że równie dobrze dla czytelników, co źle dla Guardians. A Warlock coś Magusuje, co też dobrze wróży.


Incredible Hercules #129
Hotaru: Nie jestem w stanie wyrazić radości, jaką czuję z powodu powrotu na łamy tytułu rysownika, który potrafi rysować. Ryan Stegman ma styl bardzo podobny do Rafy Sandovala i bardzo mi to odpowiada. Fabularnie też jest świetnie. Kasyno pełne bohaterów czekających na wskrzeszenie jest przezabawne, aż boki zrywać. Poważniejszy wątek też powoli posuwa się do przodu, ale nie narzekam na tempo, bo Pak i Van Lente świetnie operują humorystycznymi scenkami. Reasumując - Incredible Hercules powraca do formy. Ku mojej uciesze.

Gil: Już pierwsza strona tryumfalnie ogłasza powrót do dawnego, wysokiego poziomu, a z każdą kolejną jest tylko lepiej. Sposób przedstawienia życia po życiu i wyjaśnienie, jakim cudem grecka wizja zaświatów dotyczy współczesnych ludzi, graniczą z perfekcją. Widać, że najważniejsze to mieć pomysł, ale tutaj dobra jest również realizacja. Niespodzianka goni niespodziankę, dzieje się dużo, a wszystko jest w końcu dobrze narysowane. To samo tyczy się przerywników z Olympus Group. Znów nie mogę się doczekać dalszego ciągu i znów morda mi się cieszy po lekturze, więc dla podkreślenia tego skoku jakości dam 8/10.

Moon Knight
vol.
5 #30
Lokus: Ostatni numer tej serii pokazał wszystkie jej słabości. Pomimo mojej sympatii dla głównego bohatera, sam teraz dziwię się, że seria dotarła aż do trzydziestego numeru. O ile Jefte Paolo jeszcze jakoś sobie radził, o tyle Mike Benson już zdecydowanie nie. W tym numerze dostajemy (po raz kolejny) nagromadzenie głupot, z Normanem Osbornem stojącym obok Iron Patriota na czele. Oprócz tego mamy otępionego Punishera (który nie wiem po co został wepchnięty w tę historię), dwóch denerwujących braci o ograniczonym słownictwie (-Bro? -Bro!) i zakończenie, które nie jest ani mądre, ani satysfakcjonujące. Dupa, panie Benson. 3/10


New Avengers #53avalonpulse0094i.jpg
Hotaru: Nie chcę marnować czasu, dlatego powiem zwięźle - taka sama bieda, jak poprzednio. Widać, że Bendis świetnie się bawi, ale jakoś ja nie potrafię. A rewelacja na koniec numeru w ogóle mnie nie rusza. Zastanawiam się, czemu w ogóle to jeszcze czytam...

Gil: Tym razem trochę mniej było zabawnych dialogów, a trochę więcej akcji. I również dobrze wyszło. Pojedynek Hellstorma z Hoodem był dokładnie tym, czego oczekiwałem, chociaż i tak pewne jego elementy zdołały mnie zaskoczyć. Zupełnie innym rodzajem smaczku była akcja z Madame Masque i wejściem Capa na trzy. Wskaźnik zaskoczenia spadł jednak prawie do zera, gdy pojawił się Brother Voodoo, którego chyba możemy nazywać od teraz Doctor Drumm. Cóż, Nowy Orlean, magia... wystarczyło połączyć kropki. Tan generalnie daje radę, tylko karabinu narysować nie potrafi. A całość składa się na mocne 7/10.

Undercik: Mówiłem już kiedyś, że nie trawię magii w Marvelu? Dlatego ta historia średnio mi leży. Co prawda Bendis daje radę i naprawdę dobrze się to czyta, jednak mnie połowa wątków nie interesuje. Brother Voodoo? Really? Wcale mnie to nie obchodzi. Gdyby to jeszcze była bardziej znana mi postać, to by mnie ruszyło. Dobra, ale są też momenty, które mi się naprawdę spodobały. Walka w dymie i raz, dwa, trzy. 6+/10

Pariah: Dobry numer. Klasycznie u Bendisa interakcje między postaciami były znacznie lepsze niż sama akcja, mimo to czyta się dobrze. Wyjaśnienie, kim jest nowy Sorcerer Supreme specjalnie mnie nie zaskoczyło, nie wierzyłem, że to będzie ktoś z "ekstraklasy". 7/10
Bertoluccio: Tym razem bez perełek rysowanych przez Chrisa, ale zadymiona scena walki Madame Masque z Spider-Woman prezentowała się fajnie. Fabularnie bez zaskoczeń, a teksty Spidera przywoływały uśmiech na twarzy. A na koniec - Brother Voodoo? Serio? Z wszystkich potencjalnych postaci na następnego Sorcerera Supreme wybrali jego? To już Daimon byłby ciekawszym wyborem. Ocena 7/10.

Ms. Marvel vol. 2 #39
Gil: A to ci niespodzianka! Po pierwsze rysunki: takie połączenie mangowej kreski i amerykańskiego stylu wyjątkowo mi odpowiada i przebija wszystko, co dotąd zdziałali japońscy rysownicy w komiksach Marvela. Piękny dowód, że można połączyć te dwa style, nie wpadając w pokraczną kreskówkowość. Zaskakuje też fabuła, łącząc znane już z serii wątki z nowymi. I zaskakuje Karla, z sobie tylko znanych powodów upychając w szafie całą matrycę baby-MODOCów. A poza tym, pewnie wszyscy zadają sobie pytanie, czy to Karolka tam lata i świeci, czy to zupełnie ktoś inny. Nie ma co, z tym numerem seria przykuła moją uwagę bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Dlatego również tutaj dam 8/10.

Lokus: Pewnie to może zadziwić, ale dla mnie jest to komiks tygodnia, który przebił nawet X-Force. Karla jak nigdy dotąd stała się niesamowicie interesującą postacią, jakże inną niż Carol Danvers, która nieraz irytowała swoim zachowaniem. Brian Reed pokazuje tu, że jest idealny do pisania tej postaci i intryguje tym numerem jak nigdy wcześniej. Zwłaszcza interesująca jest kwestia tego, czy tą świecącą postacią, która lata i wyżyna wszystko co napotyka, nie jest przypadkiem właśnie Karolcia. Dodatkowe punkty należą się rysowniczce tego numeru – Sanie Takedzie - która świetnie poradziła sobie wymieszaniem styli amerykańskiego i japońskiego. Podsumowując, należy się 8/10 i tytuł numeru tygodnia ode mnie.


Nova vol.
4 #25
Gil: Omigosh! Nigdy bym się nie spodziewał, że zobaczę jeszcze Ko-Rel, a już zwłaszcza w tej roli. Po pierwszym upadku szczęki na podłogę doszedłem do wniosku, że to świetny pomysł i ogromne możliwości, więc jestem jak najbardziej na tak. Pojedynek z Ego Brain ogólnie wypadł bardzo dobrze, chociaż nie podoba mi się jego zakończenie, a zwłaszcza fakt, że załatwił to jeden strzał. Ale przynajmniej Rysiek znów jest sobą. Teraz pozostaje pytanie, co dalej będzie z Wendellem, czy może raczej: kiedy dołączy do GoG, bo tam najchętniej bym go zobaczył. Aha, to nie koniec zaskakujących powrotów, bo z nicości wyłonił się też Garthan Saal. Google it! Trzeba jeszcze wspomnieć o rysunkach, które do idealnych z pewnością nie należą i średnio pasują, ale w najważniejszych momentach dały radę. Będę szczodry i jeszcze raz wystawię 8/10.


avalonpulse0094j.jpgRunaways 3 #10
Hotaru: Wow! Taki skok jakościowy w porównaniu z poprzednimi numerami. A ten jest tylko łącznikiem pomiędzy runami Moore'a i Immonen, ale wypadł świetnie. W końcu poczułem, że czytam Runaways, a nie jakiś generyczny komiks o nastolatkach.
Dodatkowym bonusem było pojawienie się mutantów z New X-Men, za którymi nieprzerwanie tęsknię od czasu Messiah CompleX. Jeśli Kathryn Immonen uda się utrzymać poziom tego numeru, będę usatysfakcjonowany.
Gil: Numer przejściowy, który daje nam pewne pojęcie o tym, jak będzie wyglądać najbliższa przyszłość od strony graficznej oraz mały update na temat statusu Molly w obecnej sytuacji mutantów. Jest nieźle, ale tylko tyle. To znaczy, że jest lepiej niż ostatnio, ale gorzej, niż w poprzedniej serii. Yost chyba nie do końca miał pomysł na swoją historię, dlatego fabuła trochę skacze. A tej drugiej części udam, że nie widziałem. Ogólnie takie 5/10.

Undercik:
Jest lepiej niż w poprzednich numerach, ale niewiele. Czy naprawdę już nikt nie ma jakiegoś dobrego pomysłu na Uciekinierów? Mam nadzieje co do Immonen. Oby jej się udało. Bo jak nie, to już nie wiem, czy będzie ktoś w stanie przywrócić świetność temu tytułowi. 5/10

Misiael: Zeszyt zawiera dwie historie z udziałem Uciekinierów. Ze względu na paskudne rysunki i nędzę scenariuszową odradzam. I to właściwie tyle. Nie mają one żadnego związku z poprzednimi numerami, to równie dobrze mógłby być one-shot. Pierwsza, pisana przez Yosta, zawiera gościnny występ X-Men. Jest tak nudna i bezpłciowa, że aż nie wierzę, że to naprawdę Yost napisał. Fakt, po raz kolejny możemy zaobserwować, jak Wolverine dostaje bęcki od małej Molly, ale TO JUŻ BYŁO! Może jeszcze motyw "BEEEP" zamiast tradycyjnego %$#% w miejscu przekleństw wypada zabawnie, ale Molly tuląca się do Logana to już naprawdę przegięcie w niewłaściwą stronę.
Druga historia... No właśnie, nie wiem, co o niej napisać, bo po prostu jej nie pamiętam. Tyle tylko, że dzieciaki grały w "Szczerość, czy wzywanie?" ale co z tego wynikło, to już ni diabła nie potrafię powiedzieć. Nie wiem, czy to zaburzenia pamięci krótkotrwałej, czy drętwość i nuda scenariusza, czy może paskudne rysunki, ale tak czy inaczej, nie polecam.
4/10 i ani oczka wyżej
.

Spider-Man Short Halloween
Gil: Hehe... zabawne. I to zabawne w stylu tej jajcarskiej historii o Galactusie, a nie w stylu jakichś głupich Mini Marvels. Czyli naprawdę zabawne. Z pomysłem i bardzo niepoprawne politycznie. Co tu dużo pisać? Przeczytać trzeba. Dam 7/10.

Undercik: Dziwi mnie, że przy takiej częstotliwości wydawania TASM, ten numer nie wszedł w jej skład. To właśnie jest największy minus tego numeru. Założe się, że spokojnie można by było tym wydaniem zastąpić inny numer z tej serii, ba, nawet można było dorzucić dodatkwowo. Historia jest dobra, zabawna i naprawdę niezła. Tylko pytam, dlaczego zrobili z tego one-shot? 8/10
Pariah: Powiem szczerze, sądziłem, że to będzie gniot, jak większość ostatnich one-shotów. Tymczasem jest to jeden z najlepszych Spider-Manów, jakie ostatnio czytałem. Dawno nie bawiłem się tak dobrze w towarzystwie "Pajęczaka". Historia jest zabawna, wciągająca, pełna humorystycznych odwołań i okraszona kapitalnymi postaciami. Tu w szczególności brawa za Gossip Girl, zresztą cała ta wesoła ferajna była naprawdę odjechana. 8/10

The Stand: American Nightmares #3
Hotaru: Chyba jeszcze żaden z numerów komiksowej adaptacji "Bastionu" nie spodobał mi się tak, jak ten. Większość zeszytu to praktycznie jedna scena przedzierania się w całkowitych ciemnościach przez tunel Lincolna, więc dostajemy kilka stronic kadrów wypełnionych czernią. Świetnie to zdało egzamin, a co lepsze, Perkins nie poszedł na łatwiznę i czas zaoszczędzony na tych panelach wykorzystał przy pozostałych - fotorealistycznych ujęciach Nowego Jorku, czy też idyllicznych krajobrazach New Hempshire. Przy takiej scenie mało komiksowy styl storytellingu Aguirre-Sacasy też jakoś mnie nie drażnił. Nie liczę, że ten numer to zwiastun zmian na lepsze, ale i tak bardzo mi się podobał, nawet jeśli to jednorazowa perełka.

Ultimate Wolverine vs Hulk #6 avalonpulse0094k.jpg
Gil: Poprzedni numer był najlepszym pojedynczym zeszytem z oferty Ultimate Universe, jaki kiedykolwiek czytałem. Ten nie dorasta mu do pięt. Zakończenie, owszem, zaskakujące. Akcja nawet dobra. Kilka momentów jest. Ale brakuje tu feelingu. Tak jakby Lindelof chciał po prostu to skończyć i mieć z głowy. Yu też jakoś mniej się postarał, więc ogólnie będzie tylko słabe 6/10.

Krzycer: Hej, to Ultimate Patch!
Nie było już - niestety - tak tripowo, jak w poprzednim numerze. Panda już się nie pojawiła. Ale i tak czytało się to fajnie. A sama końcówka była wręcz rewelacyjna.
Więc wrażenia pozostały pozytywne. Muszę jednak wypunktować parę mniejszych lub większych wad:
- rysunki - Yu się nie postarał przy okazji starcia Logana z Betty, zwłaszcza w kadrze z przebijaniem ściany.
- cenzorskie cieniowanie. C'mon, mogli jej zielony tyłek przesłonić ot, choćby gołębiem przelatującym jak u Johna Woo, a nie tak po chamsku czarną plamą znikąd.
- jeden snikt i Shulkie leży? Cienko, cieniutko! Tym bardziej, jeśli skonfrontujemy to z opisem mocy Hulka zafundowanym przez Ellisa w Ultimate Human. Oczywiście, ciężko się do tego przyczepiać jako do błędu, bo przecież o mocy Ult. She-Hulk nie wiemy nic, więcej, możemy nawet spekulować, że zmiany wprowadzone do serum, by przemiana nie wywoływała szału, znacząco je osłabiły, ale i tak - jeden snikt?
- ...kiedy to się dzieje? Przed Ultimate Power, co zrozumiałe, bo mamy tu Nicka, ale jak to się ma do Ultimates 2? Niby UWvH jest przed, bo w Ultimates 2 mieliśmy już opanowanego Hulka, ale z drugiej strony jeśli dobrze pamiętam, biegała tam Betty i ani uwięziona, ani zielona nie była...

Bertoluccio: Tyle czekania i w końcu koniec. Ogólnie fajnie się czytało, ale poprzedni numer był lepszy. Scena na lotnisku wymiatała, tak samo jak ostatnia strona z rozmową Hulka i Logana. Pomiędzy nie było tak wybitnie, ale i tak bardzo dobrze. Tak jak Krzycer mam za to kilka uwag:
- cenzura - serio, nie mogli dać czegokolwiek innego, nawet dorysowany kawał ściany wyglądałby lepiej,
- moce Ult. Hulka wg Ellisa nie dałyby mu zginąć w tej obroży,
- Logan nie dający zginąć Bannerowi trochę mnie zdziwił, bo jakoś mi się wydawało, że Ultimate Wolverine nie ma takich oporów w odróżnieniu od wersji 616, ale to może być spowodowane moim przypomnieniem sobie czasów Millara w UltXM, gdzie bez mrugnięcia okiem zostawił Scotta na śmierć, aby dobrać się do Jean,
- kiedy to się dzieje? Pozostaje założyć, że w U2 Betty została już wyleczona ze swojej zielonej przypadłości.
Rysunki dobre. Podobała mi się w szczególności scena, gdy Logan i Betty przebijają się przez kolejne pokoje.
Ocena 8.5/10.


War Machine vol. 2 #6
Gil: Nie wiem, czy to przez brak Leonardo Manco, czy przez fabułę, ale ten numer wydał mi się najsłabszym jak dotąd zeszytem serii. Jedyną jego atrakcją jest Jason Strongbow, któremu jednak daleko do formy z pamiętnego występu w Thunderbolts. Poza tym, główną bohaterką jest mamuśka Rhodes i jej wspominki, które raczej nudzą, niż cokolwiek wnoszą. War Machine i jego ekipa pojawiają się dopiero pod koniec, by nikt o nich nie zapomniał i, w tym samym celu zapewne, grzecznie się przedstawiają. Słowem: nuda. I w dodatku rysunki mocno średnie. Tak samo jak ocena: 5/10.

Wolverine: Origins
#36

Gil: Pierwsza strona zasugerowała, że zdarzy się w końcu coś dobrego, ale już druga rozwiała wątpliwości - jednak nie. Mimo wszystko, operacja na Dakenie okazała się mieć więcej sensu i być bardziej powściągliwa, niż się spodziewałem - to taki mały plus. To, co robi w tym czasie Wolverine, jest już zupełnie inną parą kaloszy. Bieganina bez ładu i składu, w której ciągle pada magiczne imię Romulusa. A później hop-siup i Daken ląduje w Avengers Osborna. Ot tak. Może być 4/10, bo jest trochę lepiej, niż bywało.

Krzycer: Przeczytałem to. Zapamiętałem głównie Tinkerera jeżdżącego po Dakenie ("Aren't you so very educated") i to, że jakimś cudem wszczepił mu adamentowe pochwy na pazury? Sure, why not. A, no i zobaczyliśmy Romulusa. Czy mi się wydaje, czy on lata na golasa cały czas?


avalonpulse0094l.jpgWolverine vol. 3 #72
Hotaru: Trochę tego czekania było. Szkoda, że nie było na co. Millar napisał zlepek fangazmistycznych scenek, które słabo trzymają się kupy. Każda z osobna może wywołać uśmiech na twarzy czytelnika, ale jako całość nie potrafią się wybronić. Co gorsza, odnoszę wrażenie, że scenarzysta napisał to, co wydawało mu się, że fani chcą zobaczyć, a nie to, co chciałaby zobaczyć poprawnie poprowadzona fabuła. A szkoda, bo McNiven powinien być wykorzystywany tylko do ilustrowania najlepszych historii. Jestem ciekaw, czy Millar się zreflektuje ostatnim numerem, na który będziemy znów czekać miesiącami.

Gil: Oto jest! Numer, który zagiął czasoprzestrzeń! Wreszcie - chciałoby się powiedzieć. Ale czy to właściwe słowo? Początek sugeruje, że owszem, bo wspominki Red Skulla i walka z nim, zakończona spektakularnym coup de poup, to najlepszy fragment całej tej historii. Później jednak wracamy do stałego poziomu ciepłej kaszanki. Staruszek Logan w zbroi Iron Mana to ewidentnie poziom Guggenheima, a jego powrót do domu jest boleśnie przewidywalny. W dodatku każdy, kto narzekał na rysunek skały na splasz-pejdżu przeżegna się nogą, widząc napis "SNIKT!" na dwie strony. Ostateczny dowód, że nie ma czym wypełnić miejsca. A teraz autorzy będą dalej zaginać czasoprzestrzeń, każąc nam czekać na finał, w którym pewnie stary Logan założy kaptur i skuma się z bandą znaną jako Fantastic Force.
Za świetny początek i słaby koniec wypadkową oceną będzie 6/10.

S_O: Gee, to było niespodziewane. Not. Jedyne, co mnie zdziwiło, to fakt odseparowania Red Skulla już na początku numeru, bo miałem w pamięci zapowiedź one-shota z końcem historii Starego Pana Logana. Ale klątwa Mariko zajęła się brakiem plotline'u.
Bertoluccio: Może ta historia nie jest zaskakująca, ale i tak dobrze mi się ją czyta. Red Skull jako prezydent USA był niezły. Zwłaszcza podobał mi się jego 'trophy room'. No i ten tekst z flashbacku "There's no God today. Just me." Genialny. Rysunki dalej trzymają poziom. Ładne było nawiązanie do znanej okładki, a dwustronicowe 'snikt!' wypadło bardzo klimatycznie. Nie pozostaje nic innego, jak przygotować się na długie czekanie na ostatni numer. Ogólnie 9/10.
Krzycer: What a twist... not! Logan wysunął pazury i całą opowieść o pokonanym staruszku diabli wzięli. Czy to się mogło skończyć inaczej? Pewnie mogło, ale nie nastawiałem się szczególnie.
Dobił mnie Iron Logan - w zasadzie deus ex machina zapewniająca mu bezpieczną ucieczkę z Babilonu i ekspresowy powrót do domu. Mimo to w sumie należy się dodatkowy punkt za szczególnie tragiczną - bo bezsensowną i nie mającą związku z działaniami głównego bohatera - śmierć rodziny.
Ogólnie cała historia wypada... przeciętnie. Pozostaje czekać na końcówkę.


X-Force
vol. 3
#15
Hotaru: Ale kaszana. Narzekałem trochę na Messiah CompleX, ale w porównaniu do tego crapu tamta historia zasługuje na literackiego Nobla. Messiah War jest dla mnie jak pierdnięcie w zamkniętym pomieszczeniu zalatujące smażoną cebulą, kiedy ktoś spodziewa się pokazu fajerwerków na błoniach. Wrażenia są zdecydowanie mocne, ale z zupełnie drugiego końca spektrum. Kpina.

Gil: Coś się chyba stało niedobrego z rysunkami Craina, bo mam wrażenie, że skręciły w stronę kreskówki i do poziomu podnosi je tylko kolorystyka. Poza tym, historia ma się dobrze. Narracja z perspektywy Stryfe'a okazała się dobrym pomysłem, bo akurat w tym punkcie jest to bardzo potrzebny punkt widzenia. Deadpool znów wymiata i dowiadujemy się czegoś więcej o jego roli. Pozostaje tylko pytanie: jak? No i mamy świetnie pokazane zmagania Warrena z samym sobą, które stają się rozrusznikiem akcji przed finałem. Możliwości jest wiele i wszystko zależy teraz od tego, które i jak zamierzają wykorzystać twórcy. Nadal jest to solidne 7/10.

Pariah: Dłuzyło mi się już czekając na ten numer. Jak zwykle miodne czytadło, świetnie pokazany Stryfe, długo oczekiwana śmierć Bishopa... choć tu nigdy nie ma pewności :/, oraz dużo dobrego humoru, głównie w wydaniu Deadpoola. Szkoda, ze edytorzy nie zgodzili się, by należał do X-Force... byłby tu lepszy i bardziej na miejscu, niż we własnej serii :P Nie mogę doczekać się następnego numeru (szkoda, że po drodze czeka Cable vol. 2 #15...) 8/10.
Bsh^: Bardzo fajnie rozwinęła się fabuła. Poziom komiksu oczywiście bez zmian, czyli bardzo dobry. Dużo walki, humoru, do tego zaskakujące zakończenie. Stryfe nieźle się wkurzył. :D
Jestem ciekaw walki Apocalypse'a ze Stryfem. Miło spędzony czas, nagrodzony miłą oceną: 9/10.


X-Men: Legacy
#224
avalonpulse0094m.jpg
Hotaru: I to wszystko sprowadzało się do tego - by Rogue uzyskała kontrolę nad swoimi zdolnościami. A po co ta cała wycieczka Czarusia po wspomnieniach, nie wiem. W każdym razie cieszę się, że mamy ją już za sobą i liczę, że od teraz Carey zacznie pisać coś fajnego. Czekaliśmy na to dość długo. Liczę na powrót formy sprzed Messiah CompleX, a jeśli go nie dostanę, to będzie to kolejny x-tytuł, z którym się pożegnam od czasów tamtego crossover.

Gil: Rozwiązanie wątków jest satysfakcjonujące, ale dalekie od ideału. Niesie ze sobą wiele nowych możliwości, które chętnie zobaczę, ale mam wrażenie, że brak tu intensywności, która byłaby właściwa dla wydarzeń i mogłaby zasugerować jakiś ciąg dalszy. To znaczy: inny niż chwilowa sielanka. Szkoda, że kosmiczni piraci tak sobie czmychnęli, bo chętnie bym ich jeszcze poznał bliżej. No i w powietrzu wisi pytanie, co dalej z Danger. Nie jest ono może tutaj najważniejsze, ale jest. Miejmy nadzieję, że teraz znów coś zacznie się dziać, bo jednak ten numer okazał się zbyt spokojny. Coś na granicy 6/10 z siódemką.

Lokus: Panie Carey, przepraszam, że w pana zwątpiłem. Ostatnie dwa numery Legacy sprawiły, że straciłem już nadzieję na powrót tego tytułu na właściwe tory, a jednak jej konkluzja wgniotła mnie w fotel. Zapewne to dlatego, że świetnie poprowadzone zostały Rogue i Danger. Zwłaszcza ta druga, która nawet u Whedona była dość denerwująca. Teraz już tylko jeszcze jeden numer z Xavierem w roli głównej i już będę mógł się cieszyć z przejęcia tytułu przez moją ulubioną x-parę. Scot Eaton jak zwykle w dobrej formie i dlatego też ocena jest taka, a nie inna i ostatecznie wynosi 7/10.

Krzycer: ...a więc do tego to wszystko zmierzało! Zakładam, że Carey miał to zaplanowane dla Rogue, odkąd przejął tytuł, więc realizacja trochę trwała. No i to pewnie jeszcze nie koniec.
Mam tylko nadzieję, że to jej nowy status quo, a nie chwilowa ciekawostka, jak to było w wypadku Whedona i Cyclopsa. Do tego rozwiązała się również kwestia Danger. Jeśli jeszcze za panowania Carey'a Xavier pojedna się z Vulcanem, to w ogóle będzie można zapomnieć o całym bajzlu pod tytułem "Professor Xavier is a jerk!" :)
Mam też cichą nadzieję, że jeszcze kiedyś zobaczymy kosmicznych śmieciarzy. Polubiłem ich, czemu już nieraz dawałem wyraz.
PS. "Well okay then." - "Oui." - "That seems to be - conclusive." - "I'd say so." Urocza scena.


Squadron Supreme vol. 3 #11
Lokus: Przedostatni numer tej serii utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że nie zasługuje ona na swój tytuł. Squadronu tutaj jest jak na lekarstwo, a ekipa zebrana przez Ultimate Nicka Fury'ego jest zwyczajnie nieciekawa. Chaykin nie powinien się dziwić, że historia się nie sprzedaje, ale też nie powinien się poddawać, bo uważam, że może jeszcze kiedyś stworzyć dobry komiks. Neil Edwards rysuje poprawnie, a za całość dam 5/10




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:


avalonpulse0094a.jpgMs. Marvel vol. 2 #39

Autor:
Mike Deodato

Gil: Czy muszę coś pisać? Nie wystarczy spojrzeć? Deodato dał nam serię wspaniałych okładek z She-Hulk, a teraz używa swojej zdolności rysowania perfekcyjnych kobiecych ciał, by ułatwić Karli wejście w skórę Miss Marvel. Założenie jest proste, punkt skupienia oczywisty, wykonanie idealne. Końcowy efekt psuje nieco umiejscowienie napisu i ramka z logo DR, ale nie zmienia to faktu, że chcę taki plakat. Najlepiej natychmiast.



avalonpulse0094b.jpgThe Stand: American Nightmares #3

Autor:
Lee Bermejo

Hotaru: Bardzo łatwo było tę okładkę skopać i z naprawdę wielką ulgą mogę stwierdzić, że Bermejo spisał się na medal. Z bliska wszystko wygląda tak, jak wyglądać powinno - przerażająco. Podróż Larry'ego przez tunel Lincolna to jeden z najmocniejszych momentów "Bastionu" i artysta świetnie to ujął - wahanie Underwooda, gęstniejący mrok, rozkładające się trupy. Patrząc z dalszej odległości widać następny wymiar tej okładki, której poszczególne elementy tworzą zarys ludzkiej czaszki. Nie chciałbym wprawdzie tego plakatu powiesić nad łóżkiem, ale tylko dlatego, że bałbym się przy nim zasnąć. Mocne.


avalonpulse0094c.jpgWar Machine vol. 2 #6

Autor: Francesco Mattina

Undercik: Seria ta ma naprawdę olbrzymie szczęście do okładek. Co mi się w niej podoba? Chyba wszystko. Metaliczny połysk wyszedł dobrze, zbliżenie na maskę, część niej już lekko stopiona, w niektórych miejscach jeszcze się żarzy. Rewelacja. Szkoda tylko, że to, co znajduje się w środku, nie dotrzymuje kroku okładce.




Gniot tygodnia:

avalonpulse0094d.jpgGhost Rider vol. 5 #35

Autor:
Arthur Suydam

Demogorgon: Chcecie wiedzieć, co tu jest źle? Mówiąc krótko - wszystko. Postacie motocyklistów są niepoprawne anatomicznie, czachę GR zastępuje jakaś płonąca rzeźba, a wszystkie kontury są zrobione na odwal. Od patrzenia na to robi mi się niedobrze.








Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.05.28


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.