Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #93 (25.05.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 25 maja 2009 Numer: 21/2009 (93)


Tak się złożyło, że w większości najważniejszych komiksów z minionego tygodnia znalazły się niezbyt logiczne momenty, które zostały ochoczo wytknięte przez redaktorów i forumowiczów Avalonu.



Fantastic Four #566avalonpulse0093d.jpg
Gil: No i cały ten bullshit został wciśnięty w kanon. Zapamiętałem z całego tego numeru dwie rzeczy: Raz, że brzydszy bliźniak Micka Jaggera nie lubi się z Victorem. Dwa, że Watcher nie ma siusiaka. Zupełnie osobną sprawą jest fakt, że podobno Millar próbuje połączyć to coś ze swoim 1985. Tylko, kurde, jak? Skoro niby chudzielec spotkał młodego Dooma 20 lat temu, to znaczy w 1989, to znaczy w 4 lata po tym, jak dorosły Doom pojawił się w 1985. Nic tu się kupy nie trzyma. Millar jest przereklamowany. Ocena: 2/10.

Demogorgon: Centralną postacią tego numeru był tak zwany mentor Dr. Dooma, Marquis of Death. Jako ktoś taki, powinien być niezłym badassem, co nie? Więc dlaczego wygląda jak anorektyczna, ekshibicjonistyczna, pozbawiona genitaliów, nieudana krzyzówka Szkieletora z Darthem Vaderem? A po za tym mamy tu jeszcze martwego Watchera, ale z alternatywnej rzeczywistości (co zostaje nam wyjaśnione w bardzo łopatologicznym stylu), bo Millarowi zabrakło odwagi, by zabić prawdziwego (wtedy ten komiks byłby coś wart), Dooma, który poza ostatnią kwestią jest out of character (stawiam, że Millar jest za Magneto i sabotuje kampanię Dooma w VV), oraz fabułę, która zalatuje na kilometr Loebem, o czym już wspominałem, ale powtórzę - jest morderstwo, wiemy, że zabiła nowa postać i zagadką, jest kto to taki - czy komuś jeszcze przypomina się Hush albo główny wątek Hulk vol. 2? 1/10 i odmawiam włączenia tego do continuity, póki w ostatnim numerze Victor nie wyjaśni swojemu mistrzowi, czemu nikt nie podnosi ręki na Dooma, w jakiś szczególnie krwawy sposób.

Hotaru: Zaczynam się niepokoić. Bo coś musi być ze mną nie tak, kiedy wszyscy jadą po tym komiksie jak po Joli Rutowicz, a mi się autentycznie podoba. Millar z Hitchem musieli umieścić na stronicach jakiś podprogowy przekaz, na który tylko ja reaguję. I przez to na widok alternatywnego Watchera (co z tego, że bez ptaszka) pomyślałem "wow", a na widok pewnego Markiza "ooo, spooky". Więc albo twórcy odnaleźli jakąś tylną furtkę do mojego umysłu, albo po prostu komiks jest adresowany do wyrobionego, inteligentnego odbiorcy... sam nie wiem ;). Bo wersję, że to ze mną jest coś nietenteges, skreślam na początku.

Bertoluccio: Nie jest źle. Nauczyciel Dooma wygląda co prawda jakby uciekł z jakiegoś horroru klasy B, ale na razie dam mu kredyt zaufania do czasu, aż dowiemy się o nim czegoś więcej. Poza tym spodobało mi się jego pierwsze pojawienie kilka numerów temu, gdzie zabił wszystkich bohaterów w innym wymiarze. Z rysunkami Hitcha wyglądało to bardzo klimatycznie. Victor niestety jest pisany bardzo nierówno przez Millara. Z jednej strony świetna scena z oklaskami, z drugiej dał się niby zaskoczyć swojemu mistrzowi, na którego czekał jak dziecko na cukierka. Zobaczymy, jak będzie dalej. Motyw z Benem byłby nawet ciekawy, gdyby nie był tak żałosny. Zesztą jego panna (jakkolwiek jej tam było) pewnie nie dożyje końca runu Millara, więc nie ma co się przejmować. Na koniec zostają rysunki, które dalej zachwycają swoją filmowością, ale Hitch wg mnie musi coś zrobić z twarzami jakie rysuje, bo niekiedy wychodzą mu okropnie. A maska Dooma w ujęciach z perspektywy żaby to już tragedia. Ogólnie 6.5/10.
Krzycer: ...faktycznie jakiś loebowaty ten numer. Markiza Śmierci nie lubię już od pierwszego kadru z jego szczerym uśmiechem jakiś czas temu, do tego mieszanie w to wszystko tego gościa z 1985... Mam wrażenie, że czego Millar nie wymyśli, i tak nie zdoła uratować tej historii. Obym się mylił.

Amazing Spider-Man #594
Gil: Muszę przyznać, że kolejny raz zostałem zaskoczony, gdy tajemniczą zaopatrywaczką (jest takie słowo?) lodówki okazała się nie Jackpot, ale Michele Gonzales. Co prawda to kolejna postać wrzucona do worka, ale mam wrażenie, że to i tak lepiej niż Jackpot. Przynajmniej fajnie potraktowała Piotrusia nudystę. Kolejny moment, gdy odetchnąłem z ulgą to ten, w którym okazało się, że zapowiadany ślub odbędzie się najprawdopodobniej między May i Jamesonem seniorem. Cóż, przynajmniej to nie Piotrek i Jackpot. A cała reszta? Tu już gorzej. Nowy Sęp pluje i ssie, i nic innego nie robi, a starcie z nim jest zwyczajnie nudne. Powiedzmy, że całość to takie 5/10, zbliżające się do szóstki.
Krzycer:
Całkiem przyjemne czytadło. Pierwsze spotkanie Petera z siostrą Vina wyszło zabawnie, a końcówka kieruje nas ku historii "American Son". Jakieś pomysły, czym mogły być te zielone pająko-gluto-glony z końcówki?
Z minusów - nie dowiedzieliśmy się absolutnie niczego na temat nowego Vulture'a. Jest, bo ma być. Kicha.


Amazing Spider-Man Family #6
Demogorgon: Mamy tu kilka historii, jak zwykle. Ta o Jackpot jest nieźle pomyślana, ale niepotrzebna, bo co kogo obchodzi, że martwa postać, która już nie wróci, była lesbijką (jakby to ujawnili kiedy żyła, to może byłaby z niej ciekawsza postać), a oryginał niedługo wróci, czego się wszyscy spodziewaliśmy. Historia z życia Petera była niezła i miło się ją czytało, ale za to ta o cioci May śmierdzi głupotą na kilometr. Najlepsza była rzecz jasna kolejna część Spectacular Spider-Girl, w której April Parker zaczęła wymiatać, a do "klasycznych" wrogów May, obok Hobgoblina, Carnage'a i Normana dołączył Tombstone. Oceny to: 5/10 dla Jackpot, 7/10 dla Spider-Girl, 2/10 dla cioci May i 6/10 dla Petera. Średnia 5/10


avalonpulse0093c.jpgCaptain America vol. 5 #50
Gil: Happy birthday Bucky! Szybka arytmetyka na podstawie dialogów z tego numeru ujawnia, że James jest w wieku mojej babci. Nieźle się trzyma. Przy okazji okazuje się też, że Steve był ledwie o 4 lata starszy. To tyle cyferek.
Reszta numeru wypełniona jest wspominkami, które niewiele wnoszą poza odrobiną humoru oraz pojedynkiem z kilkoma facetami z jet-packami na plecach. Ktoś powie: cienko jak na numer jubileuszowy, ale trzeba pamiętać, że za miesiąc będzie numer bardziej jubileuszowy i trzeba zostawić te fajne rzeczy na później. Ale cóż, przynajmniej te ostatnie strony są takie słodko-sielankowe.
Może być solidne 6/10, ale nie więcej.
Krzycer:
Iiii, Polska! Jeee! Swoją drogą to już kolejny raz (po one-shocie sprzed paru miesięcy), gdy pobyt Capa w okupowanej Polsce kończy się tym, że ktoś go wydaje nazistom. Coincidence? Hm?
A poza tym czytało się to miło. Fajna była przebitka z szesnastoletnim Buckym, urocze było przyjęcie-niespodzianka i kwestia "Nah, I'm good."
Poza tym zaczynam się przyzwyczajać do rysunków Rossa.


Agents Of Atlas vol. 2 #5
Gil: Miałem odłożyć już po poprzednim razie, ale stwierdziłem, że dam im szansę i zerknę na to spotkanie z New Avengers. I co? I nic. Ta sama nuda i brak pomysłu. Jedyny przyzwoity moment to ten, kiedy Spidey rozgryzł całą pozę Atlasów, ale i z tego nic ciekawego nie wynikło. Generalnie nie wiem, o co chodzi z tą serią - z jakiegoś powodu jest podtrzymywana i szeroko reklamowana, a w praktyce nic nie ma do zaoferowania.
Kolejne 4/10 i kolejna obietnica, że to ostatni raz.
Bertoluccio:
Seria mnie fabularnie niezbyt wciąga, ale ma duże szczęście do rysowników. Wyobraźcie sobie takiego Pagulayana w X-Factor. Bez oceny, bo tylko przekartkowałem.

Hulk vol. 2 #12
Gil: Jeph Loeb jest jak Jelena Isinbajewa - za każdym podejściem pobija własny rekord. Głupoty. W tym numerze udowodnił, że potrafi napisać komiks zupełnie o niczym, nie mający nic wspólnego z rzeczywistością, w której się rozgrywa, tylko po to, żeby samemu to zignorować, a przede wszystkim pokazać, jakim überkozakiem jest Krasnyj Hulek. Gdyby nie to, że ludzie są ciekawi głupoty, już dawno marudziłby w jakiejś grupie wsparcia, że nikt go nie rozumie i nie czyta. Zło. 0/10
Krzycer:
...z całego numeru w miarę udana jest strona z Hulkiem i martwą Jarellą. Resztę numeru można skomentować facepalmem Surfera z tej samej strony.
Jeśli jednak rozpatrywać to w kategoriach parodystycznych, mamy do czynienia niemalże z arcydziełem. :D


Marvel Mystery Comics 70th Anniversary Special

Gil: Jeszcze jeden rocznicowy specjal. Tym razem, o dziwo, jest dość wierny oryginałowi pod wieloma względami: sposobu konstrukcji fabuły i prowadzenia opowieści, podziału numeru, obsady i tematyki, a nawet pod pewnymi względami rysunków. Wrażenie oldskólowości nie jest przy tym psute przez uczucie przesytu lub przesady, jak bywało we wcześniejszych odsłonach. Pozytywnie zaskoczyło mnie odkopanie takiego zabytku jak The Ferret, a rozczulił design wielkiego robota (aww... he's got little swasticas in his eses... how cute!). Do tego jak zwykle porcja klasycznych przedruków i mamy taką nostalgiczną lekturę na 5/10.

Punisher vol. 2 #5avalonpulse0093e.jpg
Gil: Dałem się skusić Hoodowi i wciąż interesującym rysunkom, ale nie zmienia to faktu, że nadal uważam serię jako całość za wybryk natury. Nie lubiłem Punishera, gdy biegał i strzelał do ludzi, a teraz, gdy gwałci prawa copywritingu i rozsadza ludziom głowy od środka, nie lubię go jeszcze bardziej. A nawet bardziej nie podoba mi się pomysł hurtowego wskrzeszania złoczyńców kategorii Z tylko po to, żeby Karzący Franek mógł zabić ich jeszcze raz. Tylko dzięki rysunkom ta seria otrzymuje ocenę 4/10.
Black Bolt:
Majstersztyk! Majstersztyk, powiadam. Jest humor, jest przemoc, jest wszystko w tym komiksie. Status Micro został wyjaśniony, a scena, w której Hood staje naprzeciw Punishera i obydwaj wiedzą, że nie mogą sobie nic zrobić i niemal się cieszą, że trafili na godnego siebie przeciwnika, no po prostu palce lizać. A chwilę później klasyczne wyjście z budunku tuż przed eksplozją i odjazd na punisherowym motorze. :D
Do tego rysunki jeszcze lepsze i jeszcze bardziej klimatyczne, jeśli to w ogóle możliwe. Aż strach pomyśleć, co to będzie za miesiąc, kiedy pojawi się nowy rysownik, bo poprzeczka jest zawieszona wyjątkowo wysoko.

Krzycer: Dobre! Najlepsza jest scena, o której pisał już Black Bolt, spotkanie Puniego z Hoodem twarzą w twarz. Akcja reszty komiksu miała swoją dynamikę i była fajnie narysowana, naprawdę nie wymagam więcej od komiksu o Punim.
I tylko Hood nie daje mi spokoju. Mało tego, że ostatnio w Marvel Zombies teleportował swoją pelerynką swoich ludzi, teraz jeszcze masowo wskrzesza jakichś frajerów.
Widzę jedno rozwiązanie - te historie dzieją się po tym, co obecnie dzieje się w New Avengers. Jeśli pod koniec obecnej historii w NA Hood dostanie jakiś upgrade od Dormammu, to będzie to jeszcze miało jakiś sens.


Planet Skaar Prologue
Gil: I znowu nic. Był to chyba drugi czy trzeci komiks z udziałem Skaara, jaki przeczytałem i jedyne, co może zmienić ten stan, to fakt rozpełznięcia się tej całej "Planet Skaar" na inne tytuły, w których nie da się uniknąć kontaktu z nią. Komiks jest o niczym i nie ratuje go nawet gościnny występ Shulkie w samej bieliźnie. To znaczy, że rysunki też są co najmniej nijakie. Ogólnie mówiąc, zachowuje poziom serii i zasługuje na taką samą ocenę, czyli 3/10.
Black Bolt:
Całkiem przyjemny komiks, ale nie widać tu żadnych zadatków na wielkie wydarzenie, jakim podobno miało być "Planet Skaar". I czy mam rozumieć, że ten kojot z lasu, to przypadkowo ten Amadeusa Cho?
Volf: Również nie widzę, żeby "Planet Skaar" miałoby być jakimś większym eventem, ale może to i lepiej. Czyta się w każdym bądź razie lepiej niż dotychczasowego Skaara, do tego w końcu oficjalne wytłumaczenie głupoty loebowego Hulka. Jest dobrze, choć nie liczę, że znowu dostaniemy epopeję na miarę "Planet Hulk".
Krzycer: Skąd to wojsko? Reszta numeru jest w porządku, ale skąd to wojsko? Ale i tak czytało się to lepiej od większości numerów Skaara, więc kto wie - może Pak jeszcze się odkuje?

Timestorm 2009-2099 #2
Hotaru: Kiedy przed premierą pierwszego numeru Reed opowiadał o tym, co chce osiągnąć chciałem, żeby mu się udało. Klimatyczna okładka przedstawiająca nowego Spidera przekonywała, że zobaczymy coś dobrego. Niestety, tak się nie stało. Drugi numer nie zdołał naprawić obszarów, w których poległ pierwszy... a było ich całkiem sporo. Nie tylko nie było poprawy, ale strona graficzna wręcz zapikowała w dół. Co więcej, wykorzystanie postaci z regularnego uniwersum świadczy o tym, że sami twórcy nie wierzą w to, że przyszłościowe wersje są dość interesujące, by pociągnąć komiks. Szkoda, ale wygląda na to, że próba reaktywacji uniwersum 2099 zakończy się sromotną klęską.

Krzycer: "Reed Richards wants more credits!" - urocze. Nie rozumiem do końca, skąd wzięła się potrzeba zresetowania uniwersum 2099, ale niech im będzie. Mój główny problem wygląda tak: wierzę, że Reed ma jakiś pomysł na tę całą aferę, ale póki co zupełnie go nie widzę. Więcej, to, co dotychczas przeczytałem, zupełnie mnie nie chwyta i po następne numery sięgnę nie dlatego, że trawi mnie pytanie "co się stanie", tylko "czy coś się w końcu stanie"...

avalonpulse0093f.jpgTerror, Inc.: Apocalypse Soon #2
Gil: Wiedziałem, że z tej opowiastki wspominkowej wyłoni się jakiś wątek związany ze współczesną historią. Ktoś może powiedzieć, że to pomysł znany z poprzedniej serii, ale mnie to zupełnie nie przeszkadza. Ważne, że wszystko się układa w spójną i całkiem sympatyczną - choć jeszcze nieco nieśmiałą - całość. Pomysł na postać przeciwnika również jest ciekawy. Chyba mogę to szczególnie polecić fanom zjadania mózgów, którzy niedawno ujawnili się na forum - może zamienią Venoma na Terrora. No i oczywistym soundtrackiem skojarzeniowym musi być "Kid A" Radiohead. Co nie zmienia faktu, że wciąż tęsknię za Zircherem. Ocena: radosne 7/10.

Hotaru: Ten numer okazał się ciężkim do zgryzienia orzechem. Od strony graficznej nie jest lepiej, ale fabularnie seria uderza w te same mistrzowskie nuty, co poprzednia. Te same. I w tym jest problem. Bo mam wrażenie, że słucham tego samego utworu, w którym tylko ktoś zamienił altówki na skrzypce. Brzmienie jest nieco inne, ale to nadal ten sam kawałek. Liczę, że kolejne numery przyniosą jakieś niespodzianki, bo w przeciwnym wypadku sens wydawania tej miniserii będzie stał pod znakiem zapytania.

Krzycer: Wszystko, co napisałem przy okazji pierwszego numeru, pozostaje aktualne. Czyta się przyjemnie, ogląda strasznie. Pani Primo jeszcze się jakoś broni, ale Terror woła o pomstę do nieba.
Jeśli o fabułę chodzi - podejrzewam, że Lapham ma jeszcze jakieś niespodzianki w rękawie i odkrycie, że za wszystkim stoi wężoramienny przeciwnik Terrora z przeszłości, nie będzie główną niespodzianką w serii. A tak poza tym to podobał mi się niemalże mitologiczny los, który Terror mu zgotował. "Bravo." :D


Wolverine: Weapon X #2
Gil: Początek w miejskiej redakcji zapowiada, że może się bardzo szybko wydarzyć coś bardzo ciekawego. I kłamie. Jedyny rozwój akcji, o jakim można tu mówić, to przejście od węszenia za bandą złych ludków do bijatyki z nimi. Nie jest to złe, nie jest drażniące, nie przeszkadza mi tu zupełnie nic... ALE! Nic też mi się szczególnie nie spodobało, nie zachęciło i nie zaskoczyło. Idealny poziom średni z tego wyszedł, ale w kontekście tego tygodnia mogę ocenić nawet na wyższe granice 5/10.
Krzycer: Akcja w San Francisco była ciekawsza do tej w Ameryce Południowej. Potem dostaliśmy dużo siekania - tradycyjnego i przy użyciu czegoś, co na własny użytek nazywam "pazurami świetlnymi" - i finał, który wyjątkowo mi się spodobał, bo tak rzadko widzimy Logana udającego się na z góry upatrzone pozycje.
A w następnym numerze pewnie będzie się bawił w Predatora lub innego Rambo.


Wolverine: Noir #2
Gil: Nadal jest to jeden z najbardziej noirowych graficznie tytułów całej linii i bardzo mi się to podoba. Plusem jest także powściągliwy scenariusz, bo akcja jest ładnie stonowana, podczas gdy z taką obsadą postaci łatwo można by przesadzić. Sporym zaskoczeniem okazało się wprowadzenie Yuriko, zwłaszcza że na pierwszy rzut oka wziąłem ją za Yukio. Czekam na dalszy rozwój wypadków i wystawiam mocne 6/10.
Krzycer:
Nadal dobre. Akcja w przeszłości rozwija się powoli, ale wyraźnie do czegoś dąży. W teraźniejszości poznajemy Yuriko (swoją drogą w pierwszym momencie pomyślałem, że to Yukio, bo dawno temu Claremont wprowadził ją w podobnych okolicznościach) i sekrety sekretnego pamiętniczka Doga oraz Creeda w wydaniu noir. I w tym ostatnim kryje się coś rewelacyjnego, czego nie potrafię opisać - nie potrafię nawet konkretnie określić - co sprawia, że od jego pojawienia się do końca numeru nie mogłem oderwać od niego wzroku. Nie licząc chwil, kiedy czytałem teksty w dymkach. W sumie to określenie bardziej pasuje do bohaterów filmowych, ale wiecie, o co mi chodzi.

Thunderbolts #132
avalonpulse0093g.jpg
Gil: Bezapelacyjny komiks tygodnia. Nie, żeby miał jakąkolwiek poważną konkurencję, ale tym bardziej wspomnieć o tym należy. Jest kilka świetnych dialogów i scen. Wyróżnia się Black Widow w roli baleriny oraz wszystkie sceny z Ghostem, który właśnie został moją ulubioną postacią w teamie i kandydatem do roli postaci genialnej. Reszta też wypada świetnie, a ponieważ nie ruszałem zapowiedzi, zaskoczyło mnie rozwiązanie wątku pana X. Na plus również pilnowanie continuity oraz dobre - miejscami nawet bardzo - rysunki. Ostatecznie może to być nawet 8/10 w tym kontekście.
Volf: P
rzy "Magnum Opus" wysiadłem i sobie na czas crossa serię odpuściłem. Teraz jest już po wszystkim, więc można wrócić. I jest... dobrze. Nowy team ma u mnie mega plusa za to, że jest wzorowany na Fox Houndzie (bo w życiu nie uwierzę, że tak duże podobieństwo jest przypadkowe), atmosfera w zespole jest dosyć paranoidalna, a sam team ma całkiem ciekawe metody działania. Gdyby nie ten nieszczęsny cross, teraz seria pewnie byłaby już w czołówce marvelowych ongoingów, a tak musi odzyskiwać reputację.
Pariah: No, to rozumiem. Diggle pisze zupełnie inaczej niż Ellis, ale jest godnym spadkobiercą tego tytułu. Postacie są wiarygodne, akcja ciekawa i przemyślana. Było też, jak przystało na dobry komiks, kilka zabawnych, błyskotliwych tekstów. O'Grady jest naprawdę mocarny, nowa postać też daje radę. Jest nieźle, a wierzę, że będzie jeszcze lepiej. Ciekawe, co wniesie wejście na scenę Songbird. Wierzę, że znacznie skomplikuje to status quo, co może wyjść tylko na plus... mam tylko nadzieję, że jej nie zabiją ;) Wiecie, to moja ulubiona postać i w ogóle :) 7/10
Bertoluccio: Tak sobie właśnie pomyślałem, że chyba jeszcze nigdy w historii Marvela nie było tylu komiksów o tych złych, ale nazwa Dark Reign do czegoś w końcu zobowiązuje. Thunderbolts dalej trzymają poziom. Intryga się zagęszcza, a O'Grady dalej wymiata. Czego chcieć więcej? No, może lepszych rysunków, bo Widow w stroju baletnicy wyglądała na niektórych kadrach jak kulturysta (patrz kadr, gdzie mówi: "We will skip straight to execution.").
Ogólnie 7.5/10.


War of Kings: Warriors - Gladiator #2
Hotaru: Wreszcie rozumiem, dlaczego Gladiator tak kurczowo trzymał się imperatorskiego tronu i służył mu bez refleksji na temat tego, jaki czub aktualnie na nim zasiada. I to jest największa zasługa tej historii. A że skrypt i rysunki stały na porządnym poziomie, tym lektura była przyjemniejsza. Oby kolejne odsłony cyklu War of Kings: Warriors były równie dobre.


X-Men Forever Alpha
Gil: Dla tych, którym przyszło urodzić się za późno, by załapać się na pierwszy kontakt z oryginałem lub choćby wersją semicową, Marvel przygotował przedruk numerów 1-3 serii X-Men. Są one niby wstępem do przerośniętego What Ifa, jakim jest cała ta seria. Dobra lektura, budząca wspomnienia. Po nich następuje osiem stron wstępu do nowego materiału, które już na pierwszy rzut oka ujawniają przepaść między stylem Claremonta wtedy i teraz. Poza tym rzucają się w oczy babole w typie Angela o białej skórze i pierzastych skrzydłach, chociaż teoretycznie przed chwilą był niebieski i miał skrzydła metalowe. To chyba luźna sugestia, by nie spodziewać się wiele po serii. Miałem nie oceniać, ale dla podkreślenia różnicy, za materiał z przedruków dałbym 9/10, a za nowy 3/10.

Hotaru: Pamiętam, że kiedy czytałem tę historię na łamach wydania TM-Semic, podobała mi się bardzo. Dziś, podczas lektury czułem rumieńce. Wstydu. Bo Claremont wcale od tego czasu nie zaczął gorzej pisać. On już wtedy pisał kiepsko. I trochę wstyd mi, że takie popłuczyny kiedyś mi się podobały.


avalonpulse0093h.jpgUncanny X-Men #510
Gil: Rzeczywistość lokalna w naszym kraju stworzyła pojęcie "mniejszego zła". W obliczu takich hiciorów jak Hulk czy F4, tym właśnie staje się UXM - mniejszym złem. Akcja jest całkowicie nielogiczna, dialogi drewniane jak aktorstwo braci Mroczków, a rysunki sugerują, że Landowi się wycinanki rozsypały. Ale jednak budzi to jakiś element zainteresowania inny, niż chęć poznania nowego szczytu głupoty. Nawet jeśli jest to pytanie, czy po raz setny wskrzeszą Jean.
Ponieważ skala ocen w tym tygodniu stała się skalą gradacji zła, ten numer otrzyma ocenę 3/10.
Pariah:
Powiedziałbym, że czuję się nieco rozczarowany, ale szczerze mówiąc, wielkich nadziei nie miałem. Historia przewidywalna i bez wyrazu, tak jak i wszystkie postacie "mordowane" przez Fractiona. Broni się tylko Pixie i to tylko w scenie, w której robi kuku Empathowi. Za to, co robi z wszystkimi fajnymi postaciami wykreowanymi w New X-Men należy mu się solidna bura. Elixir, Armor, X-23, 3-in-1, "wszyscy out of character", a to co robi z Emmą to już woła o pomstę do nieba. Z jednej strony pisze, jaka to ona sprytna i zaradna, a za chwilę robi z niej blond-idiotkę... Land wypada lepiej (choć jest kilka dużych porażek), nie wiem tylko, czemu "kukułki" wyglądają jakby były po trzydziestce i miały równie wysokie IQ... 3/10
S_O: Jedno mnie w tym komiksie zastanawia. Siostrcwo zaatakowało X-Base, żeby zdobyć kosmyk włosów Jean, tak? Przeteleportowało się za pomocą Spiral, tak? Ok, Spiral nie przeteleportowała się bezpośrednio do pokoju Logana podczas jednej z jego licznych solowych przygód i nie odteleportowała się bezpośrednio po zabraniu puzderka z włosami, lecz wpadła ze swoimi gal-palami i razem zaczęły robić rozróbę, przy okazji ujawniając X-Men swój skład, żeby mogli się przygotować do następnego starcia, ponieważ...? Zrobiły sobie paznokcie i nowe fryzury i chciały się pochwalić?
Krzycer: Mając w pamięci reakcje po zwiastunie, paradoksalnie to Hisako najmniej ucierpiała spośród zaprezentowanych tu młodych mutantów, może z pominięciem Pixie. Wiemy, że gra toczy się o lok włosów Jean, fajnie. Nieźle wypadła scena, w której Logan mówi o tym Scottowi.
Ogólnie nie mam problemu z tym, co się dzieje w tym tytule, tylko z tym, jak to się dzieje. Na to składa się to, jak Fraction prowadzi postaci, jakie dialogi pisze, a także to, co już zostało podkreślone (po co robić całą zadymę i zdradzać swoją obecność, skoro chodziło tylko o włosy itd). Ale może jeszcze coś z tego będzie... Kiedyś...




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:


avalonpulse0093a.jpgTerror, Inc.: Apocalypse Soon #2

Autor:
Jelena Kevic Djurdjevic

Hotaru: Małżonka Marko Djurdjevica po raz kolejny udowadnia, że zmysł artystyczny jest u nich rodzinny (wyobrażacie sobie, jak będzie rysowało ich dziecko?). Okładka świetnie trafia w istotę postaci Terrora - jego długie, wypełnione przygodami życie (jeśli tak można nazwać jego egzystencję), w trakcie którego zwiedził kawałek świata i spotkał się z wieloma okropnościami. Tak, Terror to zwłoki jak najbardziej światowe, co do czego jego szarmanckie spojrzenie z tej okładki nie pozostawia żadnych wątpliwości.



Gniot tygodnia:

avalonpulse0093b.jpgUncanny X-Men #510

Autor:
Greg Land

Gil: Wystarczy jeden rzut oka, by wykonać czynność znaną powszechnie jako facepalm. Okładka nie jest może wizualnie brzydka, ale każdy, kto widział kiedyś człowieka, będzie w stanie zauważyć, że jest tragiczna pod względem poprawności anatomicznej. Zwłaszcza rzuca się w oczy pierwszy plan i koszmarnie wykręcone ciało Emmy, która wygląda jak siostra Quasimodo lub w najlepszym razie jakby oderwano jej głowę i ramię od reszty ciała. Po przeciwnej stronie mamy Maddie pozbawioną szyi i obojczyków. Nieco dalej widzimy nadnaturalnie szeroką klatę Logana z jakimiś zupełnie nowymi mięśniami i poważną dyslokacją stawu ramieniowego. Jeszcze dalej pojawiają się jakieś bezpańskie nogi, ręce wyrastające z pleców i perspektywiczne science-fiction. Nie wiem, kto zatwierdził taką okładkę, ale u mnie mógłby decydować najwyżej o wyborze spinaczy biurowych.




Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.05.20


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.