Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #1 (23.07.2007)


Poniedziałek, 23 lipca 2007                                                                                                         Numer: 1/2007 (1)

 

Od dziś, w każdy poniedziałek będziemy przedstawiać wam podsumowanie wydarzeń z zeszłego tygodnia. Nasz tygodnik będzie się składać z dwóch części: w pierwszej redaktorzy Avalonu będą komentować najciekawsze newsy z ubiegłego tygodnia, natomiast w drugiej przedstawimy krótkie opinie o komiksach, które ukazały się w minionym tygodniu. Dajemy Wam możliwość czynnego uczestnictwa w życiu "Pulsu Avalonu" - najlepsze opinie przedstawione w forumowej Spoilerowni będziemy zamieszczać obok recenzji redaktorów Avalonu. 


Niewątpliwie najciekawszym newsem mijającego tygodnia była informacja z Joe Fridays

 

Newsarama: Dobra, konwent w San Diego już za tydzień, możesz zdradzić fanom, co ciekawego zostanie tam zaprezentowane?
Joe Quesada: Zostaną ogłoszeni nowi twórcy dla komiksu Astonishing X-Men. To będzie bardzo spektakularne ogłoszenie. W grę może wchodzić fryzjer i kilka ogolonych na łyso głów. Wcale nie żartuję.

 

W gronie redakcyjnym pospekulowaliśmy, kto będzie następcą Whedona/Cassadaya oraz kogo chcielibyśmy widzieć w tej roli.

 

Lex:
Whedon kiedyś wspominał, że chętnie przekazałby swoją posadę Ellisowi, ale szanse na to są chyba niewielkie. Ellis będzie w San Diego, ale głównie na stoisku Avatar Press. Podejrzewałem Marka Millara, ale jego z kolei nie będzie w San Diego, więc postawię na Roberta Kirkmana. Nie miałbym nic przeciwko wyborowi BK Vaughana, ale on chyba ma zbyt dużo roboty.
Rysunki: Quesada wspomniał, że Rob Liefeld tworzy nowy projekt dla Marvela, ale to chyba niepowiązane informacje ;) Liczę na kogoś z dwójki Greg Land/Steve Epting.

 

Gamart:
Ellis, ach Ellis. Ja dalej stawiam, że to on dostanie tytuł, chociaż szanse są małe. Mógłby wprowadzić Bullseye'a i Spidera Jerusalem, wtedy Astonishing położyłby wszystko. ;)

Jak mówił Lex, Kirkman jest bardzo prawdopodobny, ale po jego Ultimate X-Men, które jest strasznie przeciętne, mam nadzieję, że tylko na plotkach się skończy i w jakiś sposób pozwolą mu dalej pisać Ant-Mana. Z Oeminga bardzo bym się cieszył. Sam nie wiem kto jeszcze, po prostu usiądę sobie tutaj i poczekam na wyjaśnienie.
Hmm... w kwestii rysownika. Benes, Finch, a jeśli mam być realistyczny, to nie mam pojęcia z lekkim odchyłem w stronę Landa, jak Lex. Trevor Hairsine byłby dobrym wyborem.

 

Jaro:
Heh, Ellis byłby najlepszym następcą Whedona w AXM, ale pewnie na naszych nadziejach się skończy. Hm, może Straczynski? Kończy swoją przygodę z The Amazing Spider-Man, ma już wprawdzie Thora, ale powinien sobie poradzić z obydwoma seriami. Wolałbym na pewno JMSa od Kirkmana, chociaż ostatnio Ultimate X-Men tego drugiego zaczyna powoli łapać wiatr w żagle. Kto jeszcze? Greg Pak robi dobrą robotę w WWH i w nagrodę mógłby dostać Astonishing.
Rysownik - Cassaday zawiesił poprzeczkę wysoko, także jego następcą musi być ktoś z najwyższej półki. Chciałbym zobaczyć AXM rysowane przez Jae'a Lee, chociaż nie mam pojęcia, czy będzie w San Diego. Land, Epting, Deodato Jr. - oni też pewnie poradziliby sobie z rysowaniem tej serii. Liefeld? A paszła, gadzina!

 

Spence:
Najciekawiej by wyszło, gdyby scenarzystą został Vaughan - zamiana pisarzy przy ich dwóch naczelnych seriach (Runaways i AXM) to coś, co zobaczyłbym z chęcią.
Bardzo prawdopodobny wydaje się duet Millar/Hitch, bo to praktycznie ten sam styl opowiadania historii - widescreen pełną gębą. A i seryjne przekraczanie deadline'ów też nie jest dla tej pary żadnym novum.
A z innych, proponowanych pencilerów: Epting - tak, z radością. Land - nie, w ogóle nie. I jeżeli miałbym dodać jakiegoś rysownika od siebie, to powiedziałbym: Steve McNiven.

 

Gil:
W tym tygodniu przeczytałem dwa ciekawe newsy, oba na Newsaramie. Pierwszy pojawił się w czwartek, przy okazji raportu z "Bendis Tapes", w którym ujawniono, że B.M.B. i Alan Heinberg (Young Avengers) wspólnie omawiają powrót Wandy Maximoff. Może to skromna informacja, ale na jej podstawie możemy spodziewać się kontynuacji Young Avengers, wyjaśnienia zagadki Wiccana i Speeda, a przy tym nawiązania do wydarzeń House of M i Decimation, bo podejrzewam, że jak tylko Wanda wystawi nos z Transii, będzie miała na karku kilku wściekłych bohaterów. Hmm... a może pojawi się "Messiah Complex: Young Avengers"?


Wiadomość druga to oświadczenie Joe Quesady, że na przyszłotygodniowym konwencie w San Diego poznamy nową ekipę twórców Astonishing X-Men. Joe wspomniał, że kogoś trzeba będzie ogolić, więc Bendis i Vaughan odpadają... Trudno mi w tej chwili nawet strzelać, bo wielu czołowych pisarzy mówi, że są mocno zajęci, ale chętnie widziałbym tutaj Jenkinsa, Millara albo Davida. Co się tyczy rysownika - najlepiej byłoby, gdyby John Cassaday został na miejscu, bo godnie zastąpić może go tylko Jae Lee, ale przy odrobinie wysiłku, w klimat może wpisać się któryś z rysowników X-Factor. Poważnie obawiam się jednak, że będzie to Salvador Larroca.

 

Black Bolt:
A ja zauważyłem ostatnio, że w Marvelu coraz więcej J. Scotta Campbella. No, może to za dużo powiedziane, ale kilka okładek jego autorstwa rzuciło mi się w oczy na przestrzeni kilku ostatnich dni. Więc obstawiam, że jeśli nie pojawi się w Astonishing, to zapewne w Spider-Manie na trzeciego. 

 

Foxdie:
Z zeszłotygodniowych newsów moją uwagę przykuły głównie trzy. Zaczynamy od najniższego w hierarchii.

#3: Ciągłe podkręcanie atmosfery w okół 55-tego numeru Wolverine'a. Wszystko wskazuje na to, że Sabretooth tym razem pójdzie do piachu. Pewnie nie przypadkowo zniknął on ze składu X-Men w 199 numerze. Martwi mnie tylko fakt, że Joe Q już dawno przestał przestrzegać swojej maksymy "dead stays dead". Jeśli Loeb faktycznie ukatrupi Creeda, mam nadzieję, że pozostanie on po tamtej stronie przez dłuższy czas.

#2: W końcu ruszyło się coś w temacie filmu o solowych przygodach Wolverine'a, chociaż jeszcze daleka droga, zanim ujrzymy ten obraz. W każdym bądź razie informacja o podpisaniu kontraktu z reżyserem póki co rozwiała moje obawy odnośnie małego prawdopodobieństwa powstania tego spin-offa.

#1: Jako streszczający "The Amazing Spider-Man" czuję się zaniepokojony ostatnimi doniesieniami z konwentu w San Diego. Mam na myśli te cztery niewielkie obrazki, jakimi uraczył nas IGN. Bardzo możliwe, że ręka trzymająca łuk i ta straszna karykaturalna twarz są dziełem samego Chrisa "krzywej kreski" Bachalo. Obym się mylił, bo w innym wypadku będę musiał poszukać zastępstwa na czas rysowanych przez niego historii. Chrisowi Bachalo mówimy stanowcze NIE!


Annihilation: Conquest - Quasar #1
Jaro: W porównaniu ze świetnym prologiem i bardzo dobrymi A.: C. - Wraith #1 i Nova #4, A.: C. - Quasar #1 wypada nieco słabiej, a winę za to ponoszą wewnętrzne monologi Phyli. Nie dość, że nie są zbyt odkrywcze i za wiele nie wnoszą do komiksu, to jeszcze jest ich zwyczajnie na dużo. Sympatyczne za to było pojawienie się Super-Adaptoida, które aż zachęca do gdybania, kogo jeszcze zobaczymy pośród wybrańców Falangi. Końcówka komiksu też całkiem znośna, do tego całość poprawnie narysowana, więc ogólnie - na plus.
Gil: Dobrze się czyta, historia zaskakuje, chociaż nie zawsze na korzyść. Najdziwniejszy w tym wszystkim jest wybór Super-Adaptoida na głównego przeciwnika Phyli - skąd on się wziął nagle po drugiej stronie kosmosu, sprzymierzony z Phalanx, lata po swoim ostatnim występie w jakimkolwiek komiksie? Nie podoba mi się też pomysł z odcięciem Quantum Bands od źródła mocy, bo wydaje się naciągany i wyraźnie służy podniesieniu dramatyzmu. Zdecydowanie na plus zaliczam fakt, że Annihilus odcisnął swoje piętno na bransoletach i udziela się to Phyli. Plusem jest też zaangażowanie jako nauczycieli dawno nie widzianych Cotati. Szkoda, że się skończyli.



Avengers - The Initiative #4
Gamart:
dziwna to seria, w założeniach miała być trzecim sztandarowym tytułem o Avengers i pokazywać mighty invincible spectacular Stark's Initiative, a narazie to jest takie jakieś nijakie. Nowy numer też jest przeciętny, chociaż wątek Hardballa potrafi zainteresować. Do tego ładne nawiązanie do historii Avengers ze strony Rage'a i mnie osobiście cieszy, że po latach posuchy w końcu swoje miejsce znalazł War Machine. I o co kurcze chodzi z MVP?
Jaro: Dobre. Jako część WWH sprawdza się bez zarzutu, dostarczając przy okazji wyjaśnienia, dlaczego magiczne strzałki Iron Mana nie zadziałały w WWH #1 na Zielonego. MVP w domowych pieleszach - stawiam na "podszywacza" (copyright by capulet, of course), wysłanego do domu Van Patricków, żeby nie narobili szumu, że Initiative zabija dzieci uczciwym obywatelom. Dialogi i rysunki - bez zarzutu. Mocny plus.
Foxdie: Kolejny tytuł pod szyldem WWH. Ciekawe, jak dużą rolę odegra Hardball i jego zdrada i o co tak naprawdę chodzi w kwestii M.V.P. Wciąż dostajemy więcej pytań niż odpowiedzi, ale przynajmniej szykuje się niezła jatka w następny numerze, tzn. masakra dla dzieciaków z inicjatywy. Ocena: 3+
Gil: Wciąż utrzymuje się w takiej lekko negatywnej atmosferze, bo okazuje się, że każdy kombinuje coś na własną rękę, a to sprawia wrażenie, że wszystko może się rypnąć w każdej chwili. Rola Hardballa nie jest do końca jasna, ale przynajmniej wyjaśnia w jakiś sposób, dlaczego nanoboty nie podziałały na Hulka (swoją drogą, to raczej dziwny zbieg okoliczności, że Antonio wybrał akurat tę pustą fiolkę). Istnienie specjalnej jednostki Gyricha też wyjaśnia co-nieco, ale patrząc na nich widzę coś w rodzaju Young Thunderbolts i nie mogę traktować poważnie ich posępnego imege'u. Fakt, że młodzi wyrywają się do walki z Hulkiem jest nawet logiczny, ale też naiwny - w końcu miesiące treningu i wpajania praw wojskowości powinny czegoś ich nauczyć. Ale i tak największym zaskoczeniem jest pojawienie się MVP całego i zdrowego. Klon? Bliźniak? Skrull?


Captain America vol. 5 #28
Gamart: Znowu dobry numer. Cieszy, że Bru robi swoje nie przejmując się crossoverami i widać, że od początku ma plan na serię i dalej go realizuje. Wątek Winter Soldiera ładnie się rozwija, Nick Fury się pojawia i Sin ładnie wygląda w ciuchach S.H.I.E.L.D., czekam na rozwinięcie.
Jaro: Bru udowadnia, że można robić świetny komiks, nawet jeśli jego tytułowy bohater jest martwy i nie zanosi się na jego zmartwychwstanie, przynajmniej w najbliższym czasie. Poszczególne cząstki Captain America #28 wypadają mniej więcej równo, ale najprzyjemniej czyta się (i ogląda) te, w których występuje Sin. Wiadomość zza grobu dla Starka - fajnie, że obyło się tu bez zbędnych fajerwerków. Do tego bardzo dobra praca rysowników, a zwłaszcza kolorysty, dzięki czemu pomimo podziału treści na części komiks jest bardzo spójny. Mocny plus.
Gil: Hej! To Nick Fury! Prawdziwy! Po raz pierwszy od miesięcy! No dobra, chociaż zabrzmi to dziwnie przyznam, że trochę się za tym SOBem stęskniłem i fajnie znowu go zobaczyć. Numer wciąż pogrążony jest w chaosie, ale to oddaje sytuację, w jakiej wszyscy się znajdują. Powoli, wątki zaczynają się łączyć i wkrótce powinny się wyklarować - to dobrze, bo co za dużo, to niezdrowo. Nieźle wypada Sin na czele nowego Serpent Squadu (bo na miano Society to raczej nie zasługują). Dodatkowe plusy to gościnny występ Xaviera i otwierająca numer dyskusja przypadkowych ludków, która pokazuje, że śmierć Steve'a miała jednak głębszy wpływ na zwykłych ludzi.


Friendly Neighborhood Spider-Man #22
Gamart:
Świetne zakończenie historii o Arrow. Betty Brant jako G.I. Joe, Spider mówiący o przerwaniu "Drive'a" (jestem z tobą, Spidey!) czy pomysł na pokonanie Arrow naprawdę świetnie zrobione. Zdecydowanie komiks z gatunku tych, co nie są jakieś szczególnie dobre, ale mają momenty. Przy okazji wydaje mi się, że Straczynski calkiem inny pomysł na to miał, jak tworzył Other.
Jaro: Betty z shotgunem jako deus ex machina wypada o dziwo przekonująco, czego z kolei nie można powiedzieć o sposobie, w jaki Spidey pozbył się Ero. Niby to logiczne, niby wszystko ok, ale jednak coś tu nie tak. Raczej nie uwierzę, że istota wysłana przez "pierwotne siły chaosu i ciemności" może zniknąć na zawsze pożarta przez ptaszydła. Arrow jest przeciwniczką z potencjałem, więc mam nadzieję, że jeszcze o niej uslyszymy. Tymczasem za quasi-pomysłowe pozbycie się jej oraz za dość nijakie rysunki Naucka jest minusik. Nieduży, ale jednak minus.
Gil: Po tej akcji, Betty Brant powinna zmienić nazwisko na Betty Blam (bo Bang brzmi trochę zbyt... starletowato ;) ), a całości można nadać tytuł niczym z lektury: "Rozdziobią nas papużki i kanarki" :P Po kimś, kto ogłasza się arch-nemesis Spider-Mana można by się więcej spodziewać, ale i tak wypada to dosyć logicznie i lekkostrawnie przy tym. Jestem też przekonany, że Ero jeszcze kiedyś gdzieś się pojawi.


Ghost Rider vol. 5 #13
Gamart:
podobał mi się ten tie-in do World War Hulk. Sensu to to dużo nie miało, w czasie trudno to umiejscowić, Hulk całkiem inaczej się zachowuje niż w reszcie komiksów, ale w kategorii komiks rozrywkowy to jest jeden z lepszych tytułów obecnie. Po walkach z avatarami Lucyfera, Ghost robi sobie przerwę na Hulka. Parę scen jest naprawdę wartych zapamiętania, jak zwalenie na Hulka budynku, czy scena z pociągiem. Do tego ostatnie strony naprawdę mają siłę i warto chodźby dlatego komiks zobaczyć. Przy okazji, rysunki trochę szwankują, tu by pasował David Finch.
Foxdie: Poprzedni numer był przegadany i właściwie zbędny. W tym tekstu jest jak na lekarstwo, ale przynajmniej coś się dzieje. Oczywiście to "coś" to tylko kolejny nabijacz kasy z okazji crossa, bo tak naprawdę jest to kolejny numer, który nie wnosi nic nowego do całej fabuły WWH. Ocena: 3
Gil: Podtrzymuję swoją opinię, że ten tie-in do WWH jest wyjątkowo zbędny. Większa część to slapstikowa komedia, która udowadnia, jakim frajerem jest Johnny Blaze. Miejscami zabawne, ale ogólnie woła o zmiłowanie. Dość dobry jest za to finał, kiedy Strange uwalnia Ghost Ridera spod wpływu Blaze'a, a ten wypina się na wszystkich. Mocno sugestywne. Jedna scena, która ratuje w niewielkim stopniu sens całości.


Ghost Rider: Trial of Tears #6
Gil:
Podobnie jak cała reszta, zakończenie też trzyma poziom Może spodziewałem się trochę więcej, ale jest dobrze. Przynajmniej udowodnili, że można zrobić westernowego Ghost Ridera bez płonącego konia ;) A przy okazji okazało się, że początki Ducha Zemsty sięgają jeszcze głębiej, niż się nam zdawało.


Legion of Monsters: Morbius
Gil:
Pierwsza historia jest bardzo dobra, a dzięki rysunkom Gaydosa także bardzo klimatyczna. Morbiusa nie widziałem już tak długo, że nawet nie próbuję sobie przypomnieć, a zawsze jakoś go lubiłem, więc miło zobaczyć go znowu w takim stylu. Co prawda nie przypominam sobie, aby mógł ugryzieniem tworzyć wampiry, ale akurat w tej historii można wytłumaczyć to na wiele sposobów (najprostszy przykład - halucynacje). Część druga, z udziałem Draculi i Lilith, stoi już na nieco niższym poziomie. Jest tam trochę klimatu i parę momentów, ale całość przypomina trochę Underworld - naparzanka między wampirami i nic więcej.


Mystic Arcana: Black Knight
Gil:
Głupio się przyznać, ale byłem pewien, że Roy Thomas od dawna nie żyje, więc historia jego autorstwa trochę mnie zaskoczyła - w sensie jak najbardziej pozytywnym. Opowieść z udziałem klasycznego Black Knighta ma właśnie taki klasyczny klimat, począwszy od sposobu narracji, przez dialogi, aż po rysunki, bo Tom Grummet dostosował się całkiem nieźle (z wyjątkiem Merlina, który wygląda jak jogin). Historia wiążąca z Ianem McNee jest również interesująca i stawia kolejne pytania. Swoją drogą, to dobrze, że zdecydowali się na połączenie tych wszystkich wątków jednym tłem, bo czegoś podobnego bardzo brakowało w Legion of Monsters.

New X-Men #40
Gamart: dalej szczególnie mnie całe "Quest of Magic" nie rusza. Rysunki Younga nawet fajnie pasują do treści komiksu, jest parę scen, które naprawdę się podobają i do tego naprawdę fajnie prowadzony Santo, ale jednak magia, Limbo i takie rzeczy to nie mój target.
Gil: Ta Illyana zaczyna się zachowywać jak prawdziwa Illyana, a to zaczyna mnie niepokoić, bo miałem nadzieję, że pobawią się jakimś alternatywnym odpowiednikiem i zostawią drogą nieboszczkę w spokoju. Większość akcji jest przewidywalna, a jej dramatyczne zwroty spływają po mnie, ale jeden moment jest niezły - Pixie i jej Soul... ee... Knife? "Am I evil now?" :D Chyba wreszcie znalazłem w tej grupie dzieciaków kogoś, kogo mogę polubić. W dodatku Endangered Species sprawy powoli posuwają się naprzód.
Ozz: Całkiem dobry numer, chociaż nie wiem, czy przybycie Surge i Helliona do Limbo oraz układ z Darkchylde nie powinny były zdarzyć się wcześniej, bo został już tylko jeden numer na rozwiązanie całej historii. Nie wiem, co myśleć o Illyanie, która nagle zdaje się być sobą. Mam nadzieję, że albo demon nabiera studentów Xaviera robiąc słodkie oczy, albo Kyle i Yost chcą wybrnąć z tego w ten sposób, że mamy do czynienia z nastoletnim wcieleniem dziewczyny, które zniknęło podczas Inferno i zostało na powrót zastąpione kilkuletnią Illyaną. Ponadto, reakcja Pixie na wieść, że Darkchylde zabrała jej duszę jest bezcenna, podobnie jak reakcje innych na nową rękę Victora. Ten numer jest również chyba najlepiej narysowanym przez Skottiego Younga do tej pory.
Hotaru: Faworyt tygodnia! O dziwo, zupełnie niezwiązany z Hulkiem. Może nie tak absorbujący, jak pierwsze części historii o Magik, ale spełnia swoje zadanie - rozmieszczenie pionków przed ostatnią bitwą. Momenciki mile łechcą fanów o różnych upodobaniach: bad-ass Victor, nowy image Santo i zła Pixie. Rysunki Skotti'ego Younga nadal mnie zachwycają.



The Order #1
Gamart:
uwielbiam Barry'ego Kitsona za jego pracę przy "Legion of Super-Heroes". Tutaj również bardzo mi się podobają jego rysunki. Fabuła przegadana trochę i parę pomysłów się nie sprawdza, ale liczę, że komiks się rozwinie, bo początek zły nie jest. Chociaż bohaterowie mogą wydawać się irytujący, a zrobienie z Pepper Potts Oracle to naprawdę lamerski pomysł. Zresztą Fraction już przy War Journal mnie zawiódł, więc najwyżej jak dalej będzie dobrze to miło będę zaskoczony.
Jaro: Trochę brakuje tu logiki. Tworzenie drużyny z ludzi, którzy byli poddani tylko (w komiksie "aż") rocznemu treningowi, bez wrzucenia do teamu choćby jednego starego wyjadacza? Na dodatek bohaterowie póki co wydają się dość nijacy. I jeszcze wraży bolszewicy, którzy będą robić za bad guyów w następnym numerze - tu się zacząłem śmiać, naprawdę. The Order #1 jest za to świetnie narysowany, ale to nie ratuje tego komiksu. Może będzie lepiej w następnych numerach, ale za ten - minus.
Foxdie: W stosunku do tego debiutu mam mieszane uczucia. Z jednej strony ciekawe przedstawienie postaci Hellrunga, dobrze poprowadzona fabuła. W tym komiksie naprawdę widać, że Inicjatywa działa i zarejestrowani bohaterowie ponoszą konsekwencje za swoje niewłaściwe działanie, ale... tak, mamy jakieś ale. Rosyjska super ekipa w Kalifronii? WTF? I zemsta byłych członków zespołu zdaje się być nieunikniona, tak, żeby podtrzymać wieloletnie tradycje w temacie zemsty tych "pokrzywdzonych i niedocenionych przez system". Obym się mylił. Póki co 4 z minusem.
Gil: Gdybym mógł przeczytać to, zanim Marvel rozwiązał problem z nazwą grupy, zaproponowałbym im tytuł "Stark's Lapdogs". Wystarczyła pierwsza strona i monolog Henry'ego Hellrunga a.k.a. Anthem a.k.a. Apollo a.k.a. Stark Wannabe, żebym gościa znienawidził. Potem było już tylko gorzej, bo cała grupa okazała się bandą pozerów i lansiarzy. Co prawda, zostali wyrzuceni, ale zastąpiła ich inna banda pozerów i lansiarzy. Nie rozumiem, po kiego czorta oni w ogóle sięgają do postaci z mitologii? Chcieli się tym pobawić, to mogli ich ponazywać jak greckich bogów i wydać serię "Pantheon", a tak tylko upychają na siłę nie związane ze sobą rzeczy do jednego wora. Czarę goryczy przepełnia fakt, że zwierzchniczką grupy jest udająca Oracle z DC Peper Potts. So lame. Ale muszę pogratulować Marvelowi, bo udało im się stworzyć grupę, której mogę szczerze nienawidzić i wyżywać się na niej bez wyrzutów sumienia. Więc jeszcze raz: So lame!
Lex: Dobry komiks. Oczywiście nie można brać go na poważnie, bo wtedy może wydać się lame. Tylko, że on z założenia ma być lame - lekko kiczowaty i z przymrużeniem oka. Fifty State Initiative to świetny pomysł i narzędzie, które daje scenarzystom ogromne możliwości: 50 supergrup charakterystycznych dla poszczególnych stanów, z kompletnie różną mentalnością, przeciwnikami i problemami. Kto nie chciałby poczytać przygód supermormonów z Utah, superwieśniaków z Kansas, superkonserwatystów z Alabamy, superluzaków z Hawajów itd.? Nie otrzymamy przygód ich wszystkich, ale mamy przynajmniej dumnych przedstawicieli Kaliforni, którzy są tacy jak stan, który reprezentują (Gil trafnie to ujął "pozerzy i lansiarze"). Ciężko ich polubić? A kto powiedział, że mamy to zrobić? Sądzicie, że większość aktorów z LA, to mili i budzący sympatię ludzie? Dziwne nawiązanie do mitologii? Marketing, Baby! Pepper "Oracle" Potts? Wreszcie Marvel doczekał się swojej wersji Oracle! Dziwaczni przeciwnicy z Rosji? Ludzie, to jest Hollywood, wszystki musi być przerysowane i kiczowate!
Nie ukrywam, że widzę analogię pomiędzy Order i X-Force/X-Statix. Dzieło Fractiona nie jest oczywiście tak udane, ale powiedzmy, że to wersja light tego, co osiągnął Milligan, a Henry Hellrung łączy w sobie cechy Orphana, Coacha, Spike'a Freemana i Zeitgeista. Oby tak dalej!
Ozz: Przyznam, że pierwszy numer nie dorównał moim oczekiwaniom, jakie miałem po zapowiedziach, które są genialne same w sobie. Z drugiej strony, właściwi główni bohaterowie pojawili się dopiero w drugiej połowie numeru, a już widać, że mamy do czynienia z grupą ludzi, którzy w większości nie nadają się do tak odpowiedzialnego zadania, jakie jest im powierzone. Wrogowie, z jakimi przyjdzie się im zmierzyć, są równie groteskowi jak oni, więc liczę na więcej dobrej, acz zupełnie niepoważnej zabawy. Barry Kitson nie zawodzi.


Super-Villain Team-Up Modok's 11 #1
Gamart:
mój kandydat do komiksu tygodnia. Uwielbiam odgrzewanie starych postaci, a tutaj mamy ich całą gammę. Każdy rekrut MODOKA (computing, not killing ;) ) ma swoje powody do starania się o pieniądze i to jest fajnym pomysłem, chociaż suma za duża nie jest, ale to trzecioligowi złoczyńcy, więc czego się spodziewać? Zresztą, nie wszyscy to złoczyńcy. Przedstawienie postaci całkiem ciekawe, pojawia się ulubieniec Lexa, Armadillo (;P) i mój faworyt Puma. Czekam na dalsze numery, bo zapowiada się naprawdę fajnie i jest niezwiązane z żadnym crossoverem.
Gil: Zapachniało Identity Disc, tylko trochę lepiej przyprawionym. Czy złoczyńcy w Marvelu zrobią wszystko za 5 mln. zielonych? No, dajcie spokój - nawet Eric Cartman stawia sobie za cel dziesięć :P Poza tym, może nie zostałem zaprojektowany only for computing, ale jedenastu osób to się tam naliczyć nie mogę. Z drugiej strony, fajnie, że wygrzebali takie antyki jak Mentallo, Spot, czy Living Laser i nadali im trochę bardziej współczesny charakter. Najlepiej będzie poczekać z oceną i zobaczyć, jak to się rozwinie.


Thunderbolts - Desperate Measures
Gamart:
kontynuacja odgrzewania starych bohaterów i stawiania ich naprzeciw Thunderbolts wzięte z serii Ellisa, tym razem w sosie Jenkinsa. Tutaj Dynamic Duo złożone z Peanance i Bullseye'a walczy z Americopem. Teksty Bullsa znowu są świetne, a Baldwin pokazuje trochę większe umiejętności niż zazwyczaj. Można zobaczyć. O, i rysunki średnio mi się podobają.
Jaro: Udany one-shot. Lubię komiksy Jenkinsa, chociaż ciężko mi było wyobrazić sobie Thunderbolts pisanych przez kogoś innego niż Warren Ellis. Na szczęście Jenkins bardzo dobrze poradził sobie zarówno z akcją, jak i postaciami. Szkoda tylko, że nie rysował tego Deodato Jr., bo kreska Liebera zupełnie mi tu nie pasuje. Kłuje w oczy zwłaszcza Osborn i Bullseye. Ale za pomysłowość Bullseye'a i za ogólnie dobre wrażenie - plus.
Gil: Chociaż nie do końca rozumiem, po co to jest i kiedy to się dzieje, czyta się to całkiem przyjemnie, bo Jenkins używa swojej magii i tworzy historię, która mimo braku większego sensu ma dość feelingu, by wypełnić inne tytuły. Nie jest to może ta atmosfera co u Ellisa, ale też jest dobrze. No i jest kilka momentów z Bullseyem, które przecież wszyscy uwielbiamy ;)


Ultimate Spider-Man #111
Gamart:
liczyłem, że rozmowa z May będzie lepsza. Dużo ciekawiej przedstawił rozmowę po ujawnieniu sekretu Straczynski w Amazingu. Ultimate Spot zasłużył na większą historię, szczególnie, że pomysł na niego całkiem ciekawy, do tego narracja w tej części przedstawiona w sposób, jaki mi się nie podobał. Bagley odchodzi, ale Immonen powinien zająć całkiem dobrze jego miejsce. Numer jak na USM bardzo średni.
Foxdie: I stało się, genialny duet, który pobił rekord w tworzeniu miesięcznika, dobiegł końca. To ostatni numer (a właściwie pół numeru) narysowany przez Marka Bagleya. Osobiście nie przepadam za Immonenem, ale w tym numerze nawet mile zaskakuje rysując mniej kanciate postacie niż zwykle. W kwestii fabuły numer za bardzo przegadany, ale taki miał być. Pozostaje tylko nadzieja, że Bendis wróci do postaci Ultimate Spota, który zasługuje na swoje "dłuższe" pięć minut niż te kilka stron w tym numerze. Ocena: 4-
Ozz: Podczas gdy Mark Bagley oddaje pałeczkę Stuartowi Immonenowi, Bendis daje nam trochę specyficzny numer, który jest całkiem dobrym punktem wejścia w ten tytuł dla nowych czytelników (trochę podobny do tych, jakie Robert Kirkman dwa razy zaserwował w Invincible). Rozmowa Petera z May jest może najważniejszą w życiu młodego bohatera, bo wreszcie otrzymał jej błogosławieństwo na bycie Spider-Manem, a jednocześnie zapewnienie z jej strony, że nie jest winny śmierci wujka Bena, a usłyszenie tego z pewnością również pomogło chłopcu. Bagley'a oczywiście będzie mi brakować, bo ponad setce numerów nie może być inaczej. Co do Immonena, to jakkolwiek bardzo lubię jego rysunki, w tej chwili jeszcze nie wiem, czy on się sprawdzi w tym tytule. Liczę, że przekonam się podczas kolejnej historii.


Wolverine: Origins Annual #1
Jaro:
Nawet mi się podobało. Wprawdzie tylko dopóki nie zobaczyłem wielkiego napisu "Romulus" na dnie trumny, ale się podobało. Za to, że temu tytułowi udało się wywołać we mnie pozytywne odczucia i za całkiem sympatyczne rysunki Andrewsa - plus.
Gil: No to mamy kolejną kobietę, którą Wolvie kochał, a Sabretooth wypatroszył. Zaczyna się to robić schematyczne. Ale przynajmniej, dzięki rysunkom, ta historyjka ma klimat. No i w finale mamy nawiązanie do aktualnych wydarzeń w serii Wolverine, z ukłonem w stronę tajemniczego Romulusa. Może jeszcze się okazać, ze ma to jakiś sens.
CrissCross: Powiem tak: Logan jest biedny i ma pecha. Ale to nie dlatego, że wszystkie jego kochanki na koniec zostają rozszarpane, tudzież w inny sposób zamordowane. To też nie dlatego, że nagle się okazuje, iż wszyscy dookoła są podstawieni i mają za zadanie go kontrolować. Wreszcie nie dlatego, że jest mały, bo w dzieciństwie nie pił mleka. Logan jest biedny i ma pecha, ponieważ każdy kolejny scenarzysta próbuje dorzucić swoje 3 grosze do jego przeszłości! Jeszcze kilka numerów i dowiemy się, że Xavier był od początku podstawiony przez Romulusa po to, aby włączyć go do X-Men, żeby dać fałszywe poczucie, że może być tym pozytywnym bohaterem, a potem mu znowu namieszać. Scarlet Witch też była podstawiona, a całe House of M było zaplanowane od samego początku po to, żeby oddać mu wspomnienia i znowu mu namieszać. To jest wszystko spisek. Jean Grey też była podstawiona i miała trzymać nad nim kontrolę. Magneto (czy Xorn, czy kto to tam był) też był podstawiony i zabił Jean po to, aby Wolviemu puściły nerwy (znowu). I tak dalej, i tak dalej... Aha, rysunki też sucks...


World War Hulk #2
Gamart:
podobało mi się. Seria nie wyróżnia się niczym szczególnym, ot, Hulk po kolei pierze bohaterów, ale czyta się to bardzo miło. Romita jr pasuje do serii szczególnie przy scenach walki. Walka, hmm... znaczy pomiatanie Hulka Richardsem i poźniejsze wydarzenia mogą zaskakiwać. Po drodze jednak troche nielogiczności się pojawia [Ares i Wonder Man wypunktowani tak szybko? Thou say nay!]. I w ogóle za bicie kobiet jestem całkowicie przeciwko Hulkowi, niech szybko wyjdzie na jaw, że za wszystkim stoją Brood i Miek, bo już nie mogę patrzeć, jak obija te ładne, kobiece twarze. Przy okazji, Ares to najlepszy pomysł Marvela od lat :)
Jaro: Trzyma poziom. Pomysł Fantastica i to, co zrobił mu potem Zielony - świetne, tak samo jak dramatyczne, ale wcale nie naciągane wejście Strange'a w najmniej odpowiednim momencie. Zastanawia mnie tylko jedno - Sue kontaktuje się z Sentrym, ale gdzie on sobie tak siedzi, jeśli Hulk zniszczył mu strażnicę razem z resztą Stark Tower? Czepić się mogę tylko do tego, więc jest nieźle. Rysunki Romity naprawdę pasują do WWH, chociaż to już kwestia gustu, a o gustach ponoć się nie dyskutuje... Ale wydaje mi się, że postawienie na kogoś "fotorealistycznego" mogło by zabić dużo z klimatu tej historii. Ogólnie - mocny plusior.
Foxdie: Wojny ciąg dalszy i jest nieźle, nawet trochę ponad "nieźle". Na początek smashowanie kilku pojedynczych postaci, gdzie na szczególne wyróżnienie zasługuje potyczka Hulka ze swoja kuzynką. Scena, w której wgnieciona w ziemię przez swojego kuzyna She-Hulk wypowiada: "God help us" - bezcenna. Oprócz tego, Zielony bierze się za FF, więc nie mogło się obejść bez klasycznego już pojedynku Hulk vs The Thing. Całość przedstawiona genialną kreską Romity. Ocena: 4+
Gil: Jest i dobrze i źle. Dobrze, bo w trakcie czytania można coś poczuć. Pak spełnił swoje zadanie i historia ma odpowiedni ciężar, kilka ciekawych zwrotów oraz nieodparte wrażenie, że sytuacja jest patowa i nikt tu wygrać nie może. Niestety, rysunki są koszmarnie tragiczne i odbierają połowę tej atmosfery. Nawet trzecioligowy artysta narysowałby to lepiej, bo u Romity realizm stylistyki leży i kwiczy, a przygnieciona nim dynamika dawno wyciągnęła kopyta. Wystarczy porównać wariantowe okładki, aby wyobrazić sobie, jak mogło być i westchnąć, bo co innego nam pozostaje...
Hotaru: Wiem, po przeczytaniu pierwszego numeru powiedziałem, że nie siegnę po drugi. Złamałem słowo i pokarało mnie samą lekturą. Rysunki są szkaradne, nawet jak na Romitę, że nie wspomnę o kulejącej fabule. Co się stało z Black Pantherem, Storm i Grimmem po tym, jak Hulkie poturbował Johnny'ego i sprał Richardsa? Nic, no bo po co? Nikogo nie dziwi pojawienie się osobnika z rasy Brood, która stanowi takie zagrożenie dla Ludzkości... nawet Storm, która przez Brood kiedyś umarła, jakoś nie przejmuje się tym widokiem. Numer pcha fabułę do przodu nie zważając na nic innego.
Spence: całkiem przyjemne czytadło. Zgodnie z tradycją numer drugi słabszy od pierwszego, ale przynajmniej nie próbuje robić z siebie "Bóg-wie-czego-co-będzie-na-poziomie-Watchmen", jak Civil War. Hulk to Hulk i rozpierducha musi być. Grafika dużo lepsza niż scenariusz. Dynamicznie i klasycznie - tak ma być. No i Romita się wyrabia z deadline'ami.
Bez większych zachwytów, ale może być.


World War Hulk: Frontline #2
Jaro:
Sprawdzona podczas Civil War formuła relacji prosto z lini frontu po raz kolejny nie zawodzi, ale bardziej podoba mi się druga historia, z Korgiem i detektywem Granville'em w rolach głównych. Przyjemnie kameralna i wyciszająca, zwłaszcza przy wszechobecnej wojennej pożodze. A że w numerze jest jeszcze Captain Rectitude, Frontline dostaje mocnego plusa.
Foxdie:  Reporterów bez granic ciąg dalszy. Komiks trzyma swój poziom, ale to już nie to samo, co civil warowe frontline. Fajnie, że pojawia się Daredevil i jego Hell's Kitchen, bo to pierwszy devilowy akcent w całym crossie. Miejmy nadzieję, że nie ostatni. Szanse ciekawego rozwoju niesie ze sobą śledztwo prowadzone przez ziemsko-kosmiczny duet. Komiks tworzy dobre uzupełnienie dla głównej serii. Ocena: 4
Gil: W pierwszej części, Jenkins świetnie oddaje nastroje ludzi pozostałych w mieście i pokazuje skrajności. Miło z jego strony, że wykorzystał Daredevila, bo jego całkowita nieobecność byłaby dużym błędem. Scena walki Hulka z F4 wygląda tu lepiej niż w samej WWH, ale nie ma się co dziwić. Część druga stawia bardziej na psychologiczny kontekst spotkania dwóch ras i również świetnie wypada. Rozłożył mnie natomiast krótki dodatek, w którym wystąpił Captain Rectitude. Domagam się serii z jego udziałem!


World War Hulk: X-Men #2
Gamart:
W końcu wiemy, jak zakończyłyby się pojedynki Hulka z najważniejszymi X-Men. Bardzo ładna nawalanka, warto zobaczyć. Chociaż chciałbym, żeby komiks rysował McGuinness, a nie robił tylko covery.
Jaro: Hm. W linię czasową trzeba to wbijać chyba dziesięciokilowym młotkiem, wpływu na nic ten komiks nie ma i mieć nie będzie, a generalnie większego sensu na próżno w nim szukać - ale właściwie to nie ma znaczenia, bo bijatyka Hulka z mutantami jest na tyle miodna, że skutecznie kryje wszystkie wady WWH: X-Men. Ta miniseria jest jak prezencik dla fanów mutantów, żeby nie czuli się pominięci przy okazji Hulkowej Wojny Światowej - i jako taka swe zadanie spełnia aż za dobrze. Plusior.
Gil: Z jednej strony, fabuła jest trochę wymuszona i zdecydowanie obliczona na akcję, a niektóre posunięcia wydają się co najmniej naiwne i uproszczone, ale z drugiej strony... wielka bijatyka między bohaterami, o której dyskutowało się od dziecka i cała gama postaci. Boys and girls - we are approaching nerdgasm! ;) :P
Ozz: Ta historia prawie na pewno nie będzie mieć większego wpływu na całość World War Hulk, ale czyta się ją bardzo miło. Oczywiście, przede wszystkim jest to wielkie mordobicie (głównie ze strony Hulka, bo mutanci nie mogą się pochwalić wieloma ciosami, które minęły jego gardę), ale pokazanych jest w tym komiksie parę rzeczy, które są według mnie dosyć istotne z punktu widzenia X-Men. Chociażby to, że mutanci stoją murem za sobą i nawet Cyclops, który ma w tej chwili wiele powodów, żeby pozwolić Zielonemu zabrać Xaviera, nawet przez chwilę się nie waha i staje w jego obronie. Inną interesującą rzeczą jest układ Caina Marko z Cyttorakiem, który spodziewam się doprowadzi do powrotu Juggernauta do dawnego poziomu mocy w trzecim numerze.
Wolvier: Nooo... szczękę nadal zbieram z podłogi i zastanawiam się, przez ile numerów jeszcze rozwałka będzie trwała (im dłużej, tym lepiej). Teraz się zastanawiam, czy nie przesadzili trochę z siłą Hulka, bądź co bądź ale old' good X-Men to nie są jakieś patałachy i swoje przeżyli, a niejednych zwyciężyli. Za to wiele pytań z działu "Pojedynki" znajdzie odpowiedź:
Hulk vs. Beast 1:0
Hulk vs. Emma 1:0
Hulk vs. Wolverine 1:0 (mam nadzieję, że nadal będzie kontynuacja...)
Hulk vs. Colossus 1:0 (mhmm tutaj się zdziwiłem...)
Hulk vs. Juggernaut 1:0 (jak na razie, ale tutaj na pewno będzie kontynuacja)
Hulk vs. Kitty mhmm (przypomina mi się The Last Stand, no i nowe moce..)
Ciekaw jestem jeszcze walki z Warpathem i Guido.
Hotaru: Mamy akcję! Nie oszukujmy się, że ta miniseria ma inne zadanie, niż tylko zarobić kilka dolców więcej dla wydawcy wykorzystując popularne postaci pokroju Logana czy Emmy Frost. Numer ma swoje momenty, jak decyzja Kitty o trwałym poturbowaniu Hulka, czy też powrót Juggy'ego. Pomimo tego jest to nadal zapchaj-dziura, która nie zmieni żadnego status-quo, zarówno jeśli chodzi o mutantów, jak i Hulka. Jesli komuś to nie przeszkadza, to numer może się podobać.

  



Redaktor prowadzący: Lex                                                                                          Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.