Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #90 (04.05.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 4 maja 2009 Numer: 18/2009 (90)


Wszytkim fanom Marvela zdającym w tym tygodniu maturę życzymy powodzenia i relaksu przy lekturze najnowszego Pulsu Avalonu.



Dark Avengers #4 avalonpulse0090c.jpg
Gil: Nie będę oryginalny, jeśli powiem, że jest to numer tygodnia. Za szczegóły i za ogół. Za Bullsa i Gargana, za Karlę i Noh-Varra, za Aresa, za Dooma i jego instant castle, za Morganę, a przede wszystkim za Boba i ten piękny strach w oczach Normana. Cały numer jest narysowany świetnie, ale ta ostatnia strona to mistrzostwo świata. Więcej nie napiszę - przeczytaj. Zasłużone 8/10.

Hotaru: No i pierwsza monumentalna historia Briana Bendisa w Dark Avengers dobiegła końca... chciałoby się powiedzieć. Bo niestety, monumentalna to ona nie była. Nie podobało mi się. Bendis powoli w moich oczach przeobraża się w scenarzystę, który kolosalne braki w swoich fabułach stara się zatuszować kilkoma fajnymi momentami. Ja nie zamierzam jednak wychwalać ciasta przez kilka rodzynek utopionych w zakalcu. A może to ze mną jest coś nie tak, kiedy nie pojmuję, w jaki sposób odesłanie Morgany w przeszłość mniej miesza w kontinuum, niż jej zarżnięcie? Co do szeroko komentowanej sceny powrotu Sentry'ego, który to powrót był pewny jak biegunka po posiłku w dworcowym barze, to również i ona mnie nie przekonała. Ze spojrzenia Sentry'ego bije bystrość umysłu naćpanej Jessicki Simpson. I może to jest dla mnie wskazówka - jak się naćpam, to mi się spodoba.

Bertoluccio: Skąd się wzięła ta moda na wysyłanie wszystkich w czasy prehistoryczne? Najpierw Batman, teraz Morgana, kto następny? Ale pomijając to, numer na najwyższym poziomie. Zwłaszcza zakończenie - Norman zaczyna rozumieć, czemu Stark obchodził się z Bobem jak z jajkiem. Co do rysunków, to kilka kadrów wydaje mi się niedopracowanych, ale nie obniża to ich jakości. Ocena 9/10.
Pariah: Finał historii rozegrał się bez żadnych niespodzianek, ale i tak było fajnie. Całość rozegrana w logiczny sensowny sposób, dialogi na dobrym, Bendisowskim poziomie. Rysunki podobnie na wysokim poziomie, aż miło się czyta, kiedy oprawa wygląda tak smakowicie. W moim osobistym odczuciu ten numer (podobnie jak Ms. Marvel) skradła Moonstone, zarówno na polu bitwy, jak i ze względu na błyskotliwą rzomowę z Noh-Varrem.
Bardzo podoba mi się ten komiks i kierunek, w jakim zmierza.
7/10
Dzizys: Osobiście przyznaję mu zaszczytne miano "numeru tygodnia". Nie ukrywam, że mocno pozamiatało mną zakończenie, spojrzenie Bob vs. Norman - to trzeba zobaczyć. Oby napięcie, jakie zbudowała ta scena, nie prysło wraz z pierwszą stroną przyszłego numeru.
Na całe szczęście nie tylko ostatnia strona cieszy. Zakończenie starcia z Morganą nawet nawet. Do tego świetne wymiany zdań między "zgraną inaczej" drużyną. A komentarz Ms. Marvel na pojawienie się Sentry'ego - perełka.
Coraz bardziej przekonuję się do postaci Aresa, a to dzięki jego niemym skwintowaniu rozmowy Karli i Noh-Varra.
Do strony graficznej nie mogę się przyczepić, ogólnie mocne 8/10.

Misiael: Haha, a nie mówiłem, że powierzchowne załatwienie sprawy z Sentrym odbije się Osbornowi ciężką czkawką? Miałem nadzieję, że Bendis uśmierci Sentry'ego, ale - kto wie? - skoro nie posłał go do Krainy Wiecznych Łowów, to może naprawdę chce zrobić z nim coś sensownego? Gdyby to ode mnie zależało, stworzyłbym super-grupę o nazwie Emo Kill Crew złożoną z Sentry'ego, Traumy z Initiative i członków zespołu Tokio Hotel. To by był dopiero ciekawy i nowatorski komiks.
Do rzeczy jednak - czwarty numer mrocznej wersji Mścicieli pokazuje, że niesnaski wewnątrz grupy mogą być przyczyną wielu problemów w przyszłości. Mam też wątpliwości co do sensu trzymania w grupie Dakena, który nie dość, że jest postacią mało interesującą, to jeszcze w niniejszym (stosunkowo przegadanym) numerze wypowiedział raptem cztery słowa - czy coś koło tego... Końcówka numeru bardzo dobra, choć - jak już ktoś mądry zauważył - milion lat temu dinozaury stanowiły już tak zamierzchłą historię, że nawet najstarsi górale na Podhalu nie pamiętają. Trochę to trąci Loebem, ale skoro na Savage Land w marvelowej współczesności wciąż łażą olbrzymie jaszczurki, to milion lat temu w Anglii też jedna mogła się zapodziać... Choć to dosyć naciągane wytłumaczenie.
Rysunki są - jak zresztą zwykle - bardzo dobre i niesamowicie klimatyczne. 8/10

LeGoL: Mnie tam Morgana z dinozaurami nie mierzwi. W zasadzie nic mnie nie mierzwi w tym numerze. Dobre dialogi, fabuła na poziomie i świetne rysunki. No i oczywiście genialna wymiana spojrzeń między Osbornem i Sentrym, zwłaszcza strach w oczach tego pierwszego. Mam nadzieję, że naprawdę mają jakiś pomysł na Boba, bo coraz częściej mnie on zaskakuje, co prawda nie zawsze pozytywnie, ale przynajmniej nie robi za zwykłe tło, jak np Daken. W zasadzie to numer tygodnia raczej, bo dużej konkurencji nie miał w moim przypadku.

avalonpulse0090d.jpgDark Reign: The Cabal
Gil: Równie dobrze mogli to nazwać Manifest Destiny - Dark Reign, bo historyjki są dokładnie w tym samym stylu. Pierwsza pokazuje nam, co ciekawego dzieje się w głowie Dooma, gdy tak sobie duma. Całkiem ciekawa jest, a jej główną zaletą są rysunki. Druga to na siłę wepchnięte wspominki z życia Emmy, które dowodzą tylko, jak bardzo nie pasuje do tej grupy. Numer trzy, czyli historia Hooda i jego kolegi, również wychodzi dość dobrze. Od pewnego momentu można się domyślić zakończenia, ale i tak nieźle jest. Epizod z Namorem to przede wszystkim graficzna porażka, a treściowo nic ciekawego. Ostatnia historia, czyli spotkanie Lokinki z Doomem, pokazuje, że dziewczyna lubi pojeść i sprytnie nawiązuje do wydarzeń z Thora, więc również plus. I tak jakoś z tych plusów i minusów wychodzi 6/10.

Hotaru: Numer wpisał się do chwalebnej linii komiksów, które zostały wydane tylko po to, by zbić trochę kasy przy minimalnym nakładzie twórczej pracy. Serwowane fabułki są puste jak wydmuszki na Wielkanoc. Chociaż na część z historii miło jest popatrzeć. Jeśli w takim samym duchu mają być utrzymane one-shoty o loży Osborna, to ja już teraz dziękuję.
Krzycer:
Sekwencje Hooda, Namora i Lokii wypadły przyzwoicie. Sekwencja Dooma jest rewelacyjna, ale pogrąża ją to, że jest tylko gdybaniem. Mimo to... "what of the women?" "They are where they belong." Sekwencji z Emmą nic nie ratuje.
Pariah: Bardzo fajny komiks. Dzięki niemu "The Cabal" nie jest tylko grupą marionetek Osborna. Wszyscy gracze nabierają charakteru i naprawdę można ich polubić. Najlepiej w moich oczach wypadli Hood i Emma Frost. Ocenę całości psują rysunki, poza historią z Doomem są po prostu fatalne, w porywach przeciętne. 7/10
LeGoL: Historia z Doomem mistrzowska. Tyle. No jeszcze zakonczenie części z Emmą i to, jak przetrwała apokaliptyczny ogień jest ciekawe, ot tak. Reszta w zapomnienie.

Avengers/Invaders #10
Gil: Skucha, panie. Nic się nie dzieje, a przebieranka nie ma już efektu. Jest tylko olbrzymie wiertło, jak z 15. Xięgi Tytusa i żołnierze zamienieni w… wielkie, metalowe pionki na czterech łapach? No i jeszcze Spitfire z łopatą i zmieniającymi rozmiar, biologicznie nieprawdopodobnymi piersiami. Jedyna scena, która robi jakiekolwiek pozytywne wrażenie, to ta ostatnia, na której Czerwony Czerep pokazuje swoją kolekcję motyli na szpilkach. I pomyśleć, że wcześniej narzekałem na zbyt dużo akcji. Boooring! 4/10.
Krzycer:
Meh. Jest tu parę fajnych scen, ale ogólnie to od dobrych kilku numerów czytam tę serię tylko po to, by przekonać się, jak się skończy.

Captain America: Theater Of War - Brother In Arms
Gil: Wyszła z tego bardzo dobra historia, którą Jenkins udowodnił swój powrót do formy. Generalnie nie lubię wojennych filmów i innych opowieści, bo są skrajnie jednostronne, a ta właśnie jest inna. Pokazuje, że demonizowany wróg ma również dobre oblicze, a wojna to nie tylko strzelanina, ale również trudne decyzje. Myślę, że właśnie do takich historii stworzony został Kapitan. Dodajmy do tego dopasowane rysunki i mamy przyzwoite 7/10.


Ender's Game: Battle School #5 avalonpulse0090e.jpg
Hotaru: Ostatni numer tej miniserii i Yost porządnie mnie zaskoczył. Z dwójki adaptacji, "Gra Endera" była do tej pory bardzo wierna oryginałowi, a "Cień Endera" Careya charakteryzował większy luz w podejściu do powieściowego oryginału. Tym razem scenarzysta Ender's Game: Battle School zafundował jedno, ale za to kolosalne odejście od literackiego pierwowzoru. Nad całością czuwa Orson Scott Card, więc musiał wyrazić zgodę na ten zabieg, i tylko dlatego jestem spokojny o zapowiedzianą na jesień miniserię Ender's Game: Command School. Co więcej, mam nadzieję, że zespół twórców nie ulegnie zmianie. Bo do tej pory Christopher Yost i Pasqual Ferry spisali się wzorowo.

Misiael: Najpierw przeczytałem ten komiks po raz pierwszy - i od razu połapałem się, że ktoś mnie wydymał. Zazgrzytałem zębami, myśląc, że to mnie może jakaś pomroczność dopadła, więc zażyłem Amol i przeczytałem po raz drugi. Doszedłem do wniosku, że albo Amol był przeterminowany, albo naprawdę ktoś mnie wydymał. Komiks kończy się słowami "To be continued in Ender's Game: Command School", choć akcja kolejnej części nadal toczyć się powinna w Szkole Bojowej - chyba, że Yost ma zamiar wyciąć z komiksu olbrzymi i szalenie istotny dla rozwoju fabuły fragment pierwowzoru. Do tej pory jechał jednak punkt po punkcie według książki, nie dopisywał nawet własnych dialogów (co robi Carey w groszkowej miniserii), więc...
Zagadka rozwiązała się po zażyciu śmiertelnej (dla nieprzystosowanego organizmu) dawki Amolu i zerknięciu na przedostatnią stronę, gdzie były zapowiedzi dwóch kolejnych komiksów - Valentine'owego one-shota i pierwszego zeszytu Ender's Game: Command School. Na okładce tej drugiej pozycji widzimy Endera i - w tle - jego Armię Smoka. Czyli Yost niczego nie wytnie, a początek serii z podtytułem "Szkoła Dowodzenia" wciąż będzie się rozgrywać w Szkole Bojowej. Nie bardzo rozumiem, jaki w tym sens, ale odetchnąłem z ulgą. Świat odzyskał rozsądek.
O fabule mogę powiedzieć, że jest obłędnie dobra (bo to przecież Card), a rysunki... Wkurza mnie Ferry za spaskudzenie szaty graficznej komiksu. Wkurza, i to bardzo. 7/10 - według oceny obiektywnej
11/10 - według oceny subiektywnej, bo dla mnie wszystko, co choćby pachnie Enderem, zasługuje na laury.


Marvel Assistant-Sized Spectacular #2
Gil: Druga część popisów młodszych edytorów wypada nieco lepiej niż pierwsza, bo jest bardziej wyrównana. Historie prezentują zbliżony poziom i nie skaczą tak technicznie jak poprzednio. Historia z Cagem nawet zabawna, ale wypada jakoś płasko. Córeczka Galactusa to kandydatka na przegięcie roku, ale nie zmienia to faktu, że można się zaśmiać tu i ówdzie. Elsa wypada dużo słabiej niż w Nextwave, ale przynajmniej zachowała coś ze swojego charakteru. A jeśli macie swoje zdanie i chcecie zobaczyć więcej pomysłów któregoś z edytorów, możecie zagłosować w sondzie na stronie Marvela… o ile uda Wam się ją znaleźć. Dam 5/10.


Ms. Marvel
vol. 2 #38
Gil: Pierwszy solowy numer Karli zaczyna się od podkreślenia, że nie jest Karolką. To prawda, a jak pokazuje ciąg dalszy, jest dużo bardziej skomplikowana (żeby nie powiedzieć wprost - porąbana). Pomysł, żeby od razu wejść jej do głowy, okazał się również sprytnym środkiem do przemycenia akcji do numeru. Szkoda tylko, że zabrakło wyjaśnienia, kim był pan psychiatra i co miał wspólnego z poprzednią Miss Marvel. Ale może jeszcze będzie. I przyznam, że jak nigdy nie zwracałem uwagi na Moonstone, tak nową Cudowną Pannicę mogę polubić. Ocena: 7/10.
Pariah:
Podróż w głąb umysłu Karli Soften. Jak się okazuje, całkiem skomplikowanego i niejednoznacznego umysłu. Zawsze lubiłem Karlę, ale teraz jeszcze zyskała w moich oczach. Rysunki jak zawsze w tej serii mocno przeciętne, choć mam wrażenie, że rysownik nieco się poprawił. Numer wart jest polecenia, szczególnie tym, którzy kochają Moonstone. 8/10

avalonpulse0090f.jpgNova vol. 4 #24
Gil: Pierwsza połowa numeru należy do nowych rekrutów, którzy zbierają baty, aż miło. Spodziewałem się, że rzeźnia może być trochę większa, ale na szczęście sposób podania dobrze zastąpił shock value. Przy okazji, dobrze podkreślono istnienie stron wśród Shi'Ar z pomocą Tarcela. Druga część to Rysiek wprawiający się w roli Quasara i dokonujący odkrycia, które zaskakuje i każe zapytać siebie "dlaczego o tym nie pomyślałem?" Jako soundtrack proponuję System Of A Down i "Ego Brain", a oceniam na 7/10.
czarny_samael:
Klasyczne, ale jak widać nieoklepane podejście do wojny. Podobało mi się, że nie było typowego dla Secret Invasion "oszczędzania". Wojna to wojna, więc muszą być trupy (nawet jeśli mało znaczące). Wszystko było w miarę przewidywalne, aż do pojawienia się Ego. Ciekawe, jak to rozwiążą, jednak mam nadzieję, że Ego nie będzie dla WoK w następnym numerze Novy tym, czym Galactus był dla Annihilation na jej końcu. Rysunki naprawdę dobrze oddają nastrój danych postaci (ten zły Gladiator :P). Ogólnie drugi po Dark Avengers numer tygodnia. 9/10
LeGoL: Korpus dostaje baty jak ta lala. W ładnym stylu nawet, może dlatego, że nie spodziewałem się ponownej masakry jak przy Annihilation Wave, nie jestem rozczarowany. Rysiek za to ma znowu głosy w głowie i w sumie jako Quasar dla mnie się sprawdza. Kwestia z Ego mnie zaskoczyła co nieco. Może Living Planet przejął władzę nad Worldmindem do tego stopnia, że "gadające portki" połowę tych złych rzeczy zrobiły nieświadomie? Reasumując: nie jest źle, ale mogłoby byc lepiej, bo wszystko się toczy niemal tak, jak przewidywałem.
Krzycer: Dobre! Nie tak dobre, jak zagłada Korpusu w Anihilacji (tam dostaliśmy świetne zagranie z Richiem prawie ratującym z miejsca zakochaną w nim centurionkę) ale i tak trzyma w napięciu. No i wróciła skinheadka, której pewnie w głównej miniserii nie uświadczymy, ale która będzie główną przeciwniczką w tym tie-inie... Gdybym miał wieszczyć.

Runaways vol. 3
#9

Gil: Był kiedyś taki komiks, co się nazywał Runaways i całkiem dobry był. Później coś pokombinowali i teraz też jest komiks, co się nazywa Runaways, ale nie wiadomo, z której strony go ugryźć, żeby był tak dobry, jak kiedyś. Ani Moore, ani Miyazawa się nie spisali tym razem. Może nie drażni, ale jednak więcej niż 4/10 nie dostanie.

Hotaru: Przykro mi to mówić, ale fakt jest faktem - Terry Moore, podobnie jak wcześniej Joss Whedon, nie odnalazł natchnienia, pisząc o Uciekinierach. Nie poczuł do sympatycznych przecież postaci mięty i przez to mięty nie czuje też czytelnik. A szkoda, bo wykreowana przez Vaughana zgraja zasługuje na o wiele więcej. Stronę graficzną tego numeru wypada tylko przemilczeć. I gdyby nie nieobecność Xavin, cały run Moore'a też bym przemilczał.

Misiael: Pierwsza historia pisana przez Moore'a bardzo mi się podobała - gość wyraźnie czuł klimat i wiedział, co robi. Historia była naprawdę świetna, postaci z krwi i kości, a walki sensowne i bardzo malownicze, głównie ze względu na kreskówkowe rysunki Ramosa, którego bardzo lubię (taka dygresja - kreskę Ramosa albo się lubi, albo nie znosi, nie ma stanów pośrednich. Nie spotkałem jeszcze nikogo, komu by zwisała. Zadziwiające, ale prawdziwe). Niestety, nie mogę tego powiedzieć o drugiej historii. Raz, że niepotrzebne i wkurzające mangowe klimaty w warstwie graficznej, dwa, że fabuła też już nie tak miodna. Dlatego cieszę się, że od następnego numeru serię poprowadzi już ktoś inny. Sam numer - średniawy, dużo się dzieje, ale jakby bez sensu, bez zaangażowania. To, że Nico jest jakąś tam "One" też nie rusza, choć teoretycznie chyba powinno. Rysunki - paskudne. Zawsze po Ramosie na okładce odruchowo spodziewam się Ramosa w środku zeszytu, a tu - lipa. Po raz kolejny w tym tygodniu poczułem, że jestem wydymany, a Amolu zabrakło, więc ocena będzie wynosiła 6/10.
Krzycer: Końcówka wypadła lepiej od poprzednich dwóch numerów. Mimo to nie ma toto uroku dawnych Uciekinierów.

Skaar: Son Of Hulk #10 avalonpulse0090g.jpg
czarny_samael: Spodziewałem się czegoś innego. Jakiejś super-ekstra-mega nawalanki między Skaarem a Galactusem, którą młody Zielony oczywiście wygra, a w zamian za oszczędzenie Galana zarząda sprowadzenia na Ziemię. Nie otrzymałem tego i jestem... usatysfakcjonowany :) Nie było bzdurnej niemożliwej walki, chęci trafienia Skaara do Hulka, oszczędzania planety (mam nadzieję, że będzie to miało skutki dla całego 616) czy tym podobnych... Wszystko potoczyło sie tak, jak powinno, co - jak na komiks o jakimś Zielonym - jest niezwykłe. Złapałem się na tym, że nawet nie zauważyłem, jak szybko to przeczytałem. Jedyne, co mi się nie podobało, to sposób rysowania Galactusa i Skaara. Skaar wyglądał jak kopia Hulka z długimi włosami, a ostatnio były prezentowane rysunki, na których bardziej była podkreślona jego indywidualność.
7/10
Krzycer: Zakończenie lepsze od wszystkich poprzednich numerów. Widać, że Pak miał pomysł na końcówkę - szkoda tylko, że nie bardzo wiedział, co zrobić z tymi dziewięcioma poprzednimi numerami. Najgorsze zaś jest to, że wszystkie te intrygi, zmieniające się sojusze i tak dalej nie miały ostatecznie żadnego znaczenia i donikąd nie prowadziły.
Poza tym - czemu jeden z czerwonych na początku nazywa Silver Surfera "Silver Surferem"? Przecież dla Sakaarczyków to jest "S. Savage".

Black Bolt: Może nawet i dobrze, że Sakaar zostanie zniszczone, bo Pak tą serią niszczył powoli ten świat. I co się stanie z Galactusem? Znaczy jaka korzyść w uniwersum z Pożeracza Planet, który pożywi się na tysiące lat?
A sam Skaar wpadł w magiczny teleport i po ptakach... Nie podobało mi się.


Thunderbolts #131
Gil: Okay, jest zabawniej niż u Waya. Kilka niezłych momentów było. Końcówka na przykład, albo to jak DPL polował na Ant-Mana w swoich gaciach. I oczywiście scena "I am Norman Osborn!" wygląda też trochę lepiej - z wyjątkiem Ghosta, który zupełnie rysownikowi się nie udał. Zastanawia mnie tylko chronologia względem Initiative, bo Taskmaster powinien być albo w Madripoorze, albo na garnuszku Normana, więc co on tu robi? Mam dobry humor, więc nawet 7/10 mogę dać, ale takie z dolnych rejonów.


War Machine vol. 2 #5
Gil: A tutaj trzeba przyznać, że finał zafundowali nam iście bombowy. Spadające satelity, negocjacje z Osbornem, powszechna rozwałka, "God of Machines". Fajnie, fajnie... Ale i tak wszystko zgarnął Ares ze swoją gadką o czempionie. No i znów wszystko świetnie wygląda. Zastanawiam się tylko, czy nie wolałbym, żeby pociągnęli jeszcze wątki z Aresem i Normanem, bo w tej chwili ciężko mi wyobrazić sobie ciąg dalszy, który utrzyma poziom. Jeszcze jedno 7/10.


avalonpulse0090h.jpgUltimate Wolverine vs Hulk #5
Gil: Łooł, dude… Niezły trip! Czyli, że totemicznym zwierzęciem Logana jest Sexual Harrasment Panda? No cóż, nawet mnie to bardzo nie dziwi. Trochę bardziej dziwi gadająca głowa, ale mogę przymknąć na to oko. Za to Forge jest świetny i ma precelki z Dharma Initiative. Podoba mi się też sama konstrukcja numeru i sposób przechodzenia między aktami. No i rysunki znów dobre, więc będzie z tego mocne 7/10.
Bertoluccio:
Powiem tak - wyobraźcie sobie, że ten numer napisał średni scenarzysta, albo jeszcze lepiej - Loeb. Ocena wahałaby się pewnie w między 0 a 1/10. No bo najpierw mamy pandę jako duchowe zwierzę Logana, potem Logana jako samą głowę (ciekawe, jak on może mówić, jeżeli nie ma płuc i niby oddycha przez skórę), potem Forge'a wychodzącego z kibla, no i nie zapominajmy o walce/seksie Hulka z She-Hulk. Jednak numer został napisany przez wybitnie utalentowanego scenarzystę, który zebrał te wszyskie elementy razem, dorzucił modną ostatnio metodę opowiadania przez retrospekcje i w sumie zrobił z tego świetny komiks, przy którym czytelnik dostkonale się bawi, czytając. No bo pomysł na pandę jest przecież oryginalny, a i dialog z nią od razu wywołuje uśmiech na twarzy. Logan jako sama głowa to ciekawy zwrot akcji, jeżeli chodzi o jego prawdziwe zdolności mutacyjne, które przecież w Ultimate jeszcze nie zostały do końca wyjaśnione. Forge wychodzący z kibla, no dobra, to akurat można było sobie odpuścić. A scena Hulk/She-Hulk pokazała, jak cienka jest granica między miłością a nienawiścią, wściekłością a porządaniem. Do tego dochodzą świetne rysunki i jest drugie 9/10 w tym tygodniu.
Krzycer: Panda - absolutna rewelacja. Forge w kiblu - zakręcone. Przesłuchanie głowy Logana i "walka" Hulka z She-Hulk wypadają na tym tle słabiej, ale i tak - dobry numer.
LeGoL: Czekałem na rozwój historii, bo chciałem się dowiedzieć, czy było warto tyle czekać. Gadająca głowa i Forge z kibla powiedziały mi, że nie było warto. Może zakończenie coś uratuje, co nie zmienia faktu, że jestem rozczarowany i zniesmaczony.

X-Men Origins: Wolverine #1
Gil: Ten numer jest trochę jak kulka kitu, który wciska się pomiędzy znane już sceny, żeby zlepić je w całość. Głównie tym się zajmuje. Ale jak by nie patrzeć, wyszło to całkiem zgrabnie i kilka luk udało się logicznie uzupełnić, unikając przy tym zbędnych powtórzeń. Pewnym minusem jest skokowość kolejnych wydarzeń, ale można to przeżyć. No i Texeira w kilku miejscach przesadził. Ale ogólnie może być 6/10.

Bsh^: Czytając pierwszą stronę bałem się, że będzie to taka idiotyczna historia, jak Wolverine: Origin (miniseria). Jednak wszystko się zmieniło i wyszła z tego całkiem logiczna całość. Mocno streszczona historia, ukazująca trudy Wolverine'a w pokonaniu największego wroga - swej zwierzęcej natury, samego siebie. W sumie to nic nowego, wszystko już było... Do tego rozbawiła mnie mina Xaviera, gdy Rosomak stanął na stosie martwych żołnierzy. Wiadomo, że komiks zrobiony tylko dlatego, że 30 kwietnia premiera filmu, ale to mi nie przeszkadza. Całkiem przeciętne, choć miłe dla oka rysunki. 7/10

Uncanny X-Men #509
avalonpulse0090i.jpg
Gil: Trzeba przyznać, że coś się ruszyło. Ale trudno to coś pochwalić. Pierwsze kilka stron jest zupełnie o niczym, później pojawiają się stare jak świat tematy, czyli głupie pomysły polityków i zwały z nimi związane. Science Squad próbuje nam wmówić, że niejaki Dr Nemesis był pierwszym mutantem, co jest absolutną bzdurą. A później grupa wściekłych feministek na pięciu stronach rozwala X-Men w ich domu. Nadal jest to atrakcyjne jak zimny śledź, ale teraz ten śledź miota się na talerzu. Oceną pozostanie 4/10.
Pariah:
Akcja się rozkręca i jest trochę ciekawiej. Fraction rzucił trochę światła na zamiary Red Queen. Może być nawet ciekawie, choć obawiam się, że jej cel okaże się przewidywalny. Science Team zaczął w końcu działać. Ich pomysł jest dość karkołomny, ale ma jakiś sens. Zastanawia mnie wykonanie. Skąd pomysł, że to Dr. Nemesis jest pierwszym mutantem? Namor pewnie nie jest, ale co z En Sabah Nurem? Co z Selene Galio? Co z resztą Externali?
Szata graficzna prezentuje się znośnie, choć bez rewelacji. Strasznie drażnią dialogi, Fraction zdecydowanie nie jest Bendisem... Optymistycznie dam
6/10
Krzycer: Już nawet nie pamiętam, o czym był ten numer. Jeffries rozmawiał z ekspresem do kawy a potem zaatakowało Siosterstwo Złych Mutantek. Do tego Land rysował koszmarnie szczerzące się postaci w tle. A, i jeszcze Scott z bliżej nie wyjaśnionych powodów spał na kanapie. Mimo to uśmiechnąłem się z okazji pijanej Pixie.
Tak czy inaczej czekam, aż Fraction wyleci z hukiem z tego tytułu... Cień nadziei daje mi wywiad z Carey'em, kiedy mówił, że chętnie by przejął Uncanny...

Bsh^: Strasznie poplątane. Oczywiście skończył się w najciekawszym momencie, uwielbiam to. Komiks przepełniony bezsensownymi dialogami... Brotherhood, Sisterhood, może jeszcze fatherhood? Dr. Nemesis pierwszym mutantem? Nasuwa mi się od razu pytanie "wtf?". Do tego zrobione na "odwal się" rysunki. Co będzie dalej? Pożyjemy, zobaczymy, a na razie tylko 3/10.
LeGoL: Dobra, nic z tego już nie rozumiem. Po co wskrzeszenie Psylocke? Dr. Nemesis pierwszym mutantem? A skoro siostrzyczki przyszły po Logana, a rezurekcja Braddock była testem, to strzelam w ciemno, że następna będzie rezurekcja Jean. Fraction do odstrzału. Land też do odstrzału, bo nawet faceci zaczynają mieć "porn faces". Może cross z DA coś miłego wrzuci do tego komiksu, a jeśli nie, to następne numery będę tylko kartkował, żeby wiedzieć, "o so chosi jakby".



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:


avalonpulse0090a.jpgDark Reign - The Cabal

Autor:
Daniel Acuńa

Gil: Na pierwszy rzut oka uderzyły mnie kolory niczym farbki wodne i nie było to najlepsze wrażenie, ale kiedy przyjrzałem się postaciom, zauważyłem w ich postawach, mimice i rozmieszczeniu jakiś konkretny zamysł, który mówi coś o grupie. Może mi się zdaje, ale i tak mi się podoba. Emma i Loki wyglądają fantastycznie, a mina i postawa Namora mnie rozbrajają.




avalonpulse0090b.jpgWar Machine vol. 2 #5

Autor:
Francesco Mattina

Hotaru: Miałem nielichy problem z wyborem okładki do wyróżnienia w tym tygodniu. Z jednej strony żadna z miejsca mnie nie urzekła, a z drugiej gniotów jest tyle, że nie mogłem się zdecydować na negatywną nominację. W końcu postanowiłem wyróżnić cover Francesco Mettiny głównie za techniczną wyrazistość, ale i motyw bardzo aktualnego konfliktu humanizm vs technologia. Całość może nie jest genialna, ale dość dobra, by zasłużyć na wyróżnienie.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.04.29


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.