Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Silver Surfer: Requiem

Silver Surfer jest specyficznym typem bohatera. Jego wyizolowanie i nieustające poczucie alienacji sprawia, że postać idealnie sprawdza się w bardziej sentymentalnych historiach. Tak jest w przypadku Przypowieści Stana Lee i Moebiusa, tak jest w W otchłani duszy J.M. DeMatteisa i Rona Garneya. Zbliżony klimat reprezentuje sobą Requiem, więc czytelnicy mający nadzieję na wypełniony po brzegi akcją komiks superhero będą zawiedzeni.
Silver Surfer: Requiem

Scenariusz:
J. M. Straczynski
Rysunki: Esad Ribic
Okładka: Esad Ribic
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Liczba stron: 104
Cena: 59 zł
Zawiera: Silver Surfer - Requiem #1-4

surfer.jpgSilver Surfer jest specyficznym typem bohatera. Jego wyizolowanie i nieustające poczucie alienacji sprawia, że postać idealnie sprawdza się w bardziej sentymentalnych historiach. Tak jest w przypadku Przypowieści Stana Lee i Moebiusa, tak jest w W otchłani duszy J.M. DeMatteisa i Rona Garneya (oba weszły w skład wydanego w Polsce kilka lat temu wydania zbiorczego). Zbliżony klimat reprezentuje sobą Requiem, więc czytelnicy mający nadzieję na wypełniony po brzegi akcją komiks superhero będą zawiedzeni.

No ale jak w inny sposób opowiadzieć historię o ostatnich tygodniach życia bohatera? W sumie znalazłoby kilka innych (sposobów), ale Straczynski obrał typową dla komiksów "theendowych" konwencję. Czy to znaczy, że w Requiem Silver Surfer umiera? Tak i nie jest to żadną tajemnicą już od kilku pierwszych kartek, więc nie traktujcie tego jako spoiler. Album zaczyna się od sceny, w której Norrin Radd przybywa do Reeda Richardsa z prośbą o pomoc. System odpornościowy, którym kiedyś obdarował go Galactus, popsuł się i w efekcie tego, bohater powoli umiera. Zostało mu zaledwie kilka tygodni życia. To jest punkt wyjściowy, z którego rozwija się historia.

Aby można było bezkarnie doprowadzić do śmierci głównego bohatera, miniseria została umiejscowiona poza głównym kontinuum i jej reperkusje nie będą odczuwane w pozostałych tytułach wydawanych przez Marvela. Zabieg ten pozwala scenarzyście rozwinąć skrzydła i opowiedzieć dokładnie taką historię jaką chciał, korzystając ze znanych i lubianych przez czytelników postaci. Niestety, drugą strona medalu jest poczucie odbiorcy, że jest świadkiem wydarzeń, które na dobrą sprawę nie miały miejsca, a są jednym z wielu możliwych scenariuszy przyszłości. Świadomość ta uniemożliwiała mi ekscytowanie się losami Surfera. Wiedziałem, że gdy wrócę do świata 616, Norrin Radd będzie nadal śmigał na swojej desce cały i zdrowy.

Mimo usytuowania Requiem poza continuity, w historii spotykamy kilku innych, dobrze znanych bohaterów. Nie jest to jednak żadna randomowa grupa trykociarzy, a kilku osobników, ktorych udział jest całkowicie uzasadniony. Każdy odgrywa swoją rolę w opowieści i każdy z nich stanowi swego rodzaju przystanek na pożegnalnej drodze Norrina.

Komiks porusza, a właściwie delikatnie zahacza o kilka problemów, które mogą skłonić czytelnika do zadumy. Głównym jest oczywiście: "co byś zrobił, gdybyś wiedział, że Twój koniec jest bliski". Mnie osobiście najbardziej jednak podobał się etap ze Spider-Manem, w którym Pająk nie potrafił powiedzieć, co tak naprawdę należy zrobić, aby uczynić świat lepszym miejscem. Niby Surfer posiada ogromne pokłady kosmicznej mocy, ale skąd może wiedzieć, że wykorzystanie jej w dobrej intencji nie pogorszy jeszcze sytuacji w niedalekiej przyszłości. Ścianołaz sypie kilkoma fajnymi przykładami.

Po prostu muszę wspomnieć o epizodzie z Mary Jane. Też chciałbym dostać na urodziny taki prezent, jak ona.:)

Za ilustracje odpowiada Esad Ribic. O ile jego pieczołowite malarstwo pozwala mu tworzyć świetne okładki i bogate plenery kosmiczne, tak przy bardziej przyziemnych scenach według mnie nie sprawdza się. Postaci wyglądają jak odlane z wosku, a na ich twarzach często widać niestworzone miny. Zaznaczam, że Ribic złym rysownikiem nie jest, wręcz przeciwnie. Odbiór jego prac jest raczej kwestią indywidualną. Ja osobiście nie przepadam za reprezentowanym przez niego sposobem ilustrowania komiksów.

Jestem również zwolennikiem bardziej dynamicznych historii. Przez Requiem przebrnąłem jednak bez trudu i raczej z przyjemnością. To jest całkiem sprawnie napisany komiks. Może zwracać uwagę pewna teatralność w zachowaniu postaci, ale wydaje mi się, że jest to zamierzony efekt. Straczynski nadał dzięki temu historii formę przypowieści. Podczas czytania komiksu nie ma się wrażenia uczestniczenia w wydarzeniach. Raczej wysłuchujemy relacji kogoś, kto był ich świadkiem.

Polskie wydanie jest całkiem estetyczne. Wygląda dokładnie tak, jak Mucha zwykła wydawać komiksy. Oprawione jest w twardą okładkę, co jednak tradycyjnie już winduje cenę w górę. Nie jakoś strasznie - 59 PLN jest już raczej standardem. Inna sprawa, że jeśli poszukać, komiks można kupić kilka złotych taniej. Jest to na pewno dobra opcja dla wszystkich, którzy wola mieć album w rodzimym języku.

Kwestia tłumaczenia - jest momentami topornie, zwłaszcza przy poważnych, poetyckich, pełnych metafor monologach głównego bohatera. W pewnym momencie tytuł filmu Team America [polecam - przyp. nietendon] zostaje zupełnie niepotrzebnie przetłumaczony jako Ekipa Ameryka. Zdarzają się również sporadyczne literówki.

Mimo wszystko ogólne wrażenie z obcowania z albumikiem jest raczej pozytywne. Ja trochę nie trafiłem w temat, ale polecam zapoznać się z tym komiksem i wyrobić sobie własne zdanie na jego temat. Jeśli zaś komuś opinia jednego recenzenta to za mało, polecam lekturę odpowiedniego Living Tribunala, w którym Lokus i Jim spoglądają na Requiem w trochę inny sposób niż ja.
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.