Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "X-Men Geneza Wolverine" - Bullet

Wolverine to postać kultowa niczym Spider-Man czy Batman. Od ekranizacji solowych przygód Rosomaka oczekuje się relatywnie więcej niż od filmu o solowych przygodach, dajmy na to Sentrego. Logan to postać znana i lubiana przez fanów w naszym kraju, którzy z sentymentem wspominają czasy gdy w kioskach można było nabyć X-tytuły wydane przez Semica. Nie ukrywam, że wiązałem z "X-Men Geneza Wolverine" duże nadzieje.

Film rozpoczyna się prologiem w którym poznajemy młodego Jamesa Howletta i jego brata Wiktora w punkcie zwrotnym ich życia. Następnie podczas napisów początkowych widzimy braci uczestniczących w historycznych bitwach, począwszy od wojen Secesyjnych po konflikt w Wietnamie. Taka skondensowana wizja historii świata według Marvela. Te sekwencje zaostrzają apetyt widza na więcej.

Główną osią fabularną filmu jest konflikt między  Jamesem (Hugh Jackman) a Victorem (Liev Schreiber). Scenariusz jak na film o komiksowym rodowodzie jest całkiem niezły. Znajdziemy w fabule  miejsce na miłość, śmierć, zemstę i mutantów. Gavin Hood, wyreżyserował  to wszystko szybko i efektownie. Zdjęcia Donalda M. McAlpine’a dodały obrazowi uroku, a efekty specjalne sprawiają, że zapominamy o fabule śledząc z zapartym tchem akcje na ekranie. W pewnym momencie stwierdziłem, że film został w całości podyktowany przez producentów. Jest parę scen dodanych tylko po to, aby pokazać na ekranie kolejnego komiksowego mutanta. Ponad to moce co niektórych postaci są mocno przerysowane. Mam na myśli Agenta Zero i Gambita, którzy są bardziej komiksowi niż w komiksie. Takie nagromadzenie mutantów w jednym filmie cieszy fanów do momentu gdy zdają sobie sprawę, że film jest kolejną historyjką z filmowego X–wszechświata, co czyni go zwyczajnie nijakim.

Co się tyczy gry aktorskiej, no cóż Hugh Jackman już jako szukający zemsty Wolverine jest bez wyrazu. Gra zaledwie poprawnie. Filmowa postać Rosomaka jest płaska i nudna. Jackman wydaje się już zmęczony rolą najsławniejszego mutanta wśród X-menów. Za to Liev Schreiber wywiązał się ze swojej roli bardzo dobrze. Victor Creed w jego wykonaniu to zimny i wyrachowany psychopata, którego jedynym celem jest uprzykrzanie życia Jamesowi. Wśród całej grupy aktorów na plus wyróżnia się Rayan Reynolds grający Deadpoola. Wade w jego wykonaniu naprawdę ma szanse na osobny film, choć i tutaj twórcy strzelili sobie w przysłowiową stopę, zamieniając Deadpoola w maszynkę do zabijania mutantów. Ot taki twór zupełnie bez sensu. Reszta aktorów nie wyróżnia się niczym szczególnym w swojej grze i niespecjalnie zwracałem na nich uwagę.
 
Podsumowując "X-Men Geneza Wolverine", to kawał dobrego fastfooda filmowego dla widza nie znającego pierwowzoru, a dla fanów… no cóż jedynie kolejna część sagi o mutantach plasująca się między pierwszym X-filmem a trzecim. Niepokoi mnie jedna myśl. Mianowicie coś czuję, że producenci przedobrzą. Na razie zaserwowano nam spin-off w sam raz do jednorazowego obejrzenia.

Bullet

 
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.