Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "Spider-Man 3"

RECENZJA FILMU SPIDER-MAN 3


Niezwykle trudno jest wyważyć odpowiednią równowagę między pozycją recenzenta oraz fana komiksu, którego ekranizację się opisuje. Historie o Spider-Manie stanowiły dla mnie początek przygody z Marvelem, tak więc nawet, jeśli film o jednym z ulubionych herosów zawiódłby moje oczekiwania, to nigdy całkowicie bym go nie przekreślał. Zawsze starałbym się odkryć coś pozytywnego nawet w największym gniocie. Takiego problemu na szczęście nie mam, bo trzecia część filmowej trylogii o przygodach Pająka nie tylko utrzymuje poziom swoich poprzedniczek, ale można ją również śmiało zaliczyć do tzw. kina rozrywkowego z ambicjami.
Pisząc tę recenzję chciałbym podkreślić jedną niezwykle istotną kwestię: będzie ona raczej strumieniem myśli niż próbą zachowania oklepanego publicystycznego schematu - poczynając od wprowadzenia czytelnika w temat Spider-Mana, poprzez nakreślenie fabuły, a skończywszy na efektach specjalnych i muzyce itp. Jako, że tematyka naszego serwisu na takie działanie zezwala, będę miał tę możliwość i przywilej wystąpienia raczej z pozycji fana, zachowując odpowiednie minimum konwenansów dziennikarskich.
Nie będę skupiał się na każdym aspekcie filmu, podkreślę przede wszystkim te kwestie, które jako pierwsze przychodzą mi do głowy. Jeśli taka struktura wypowiedzi kogoś rozdrażni, odsyłam do periodyków branżowych.

Muszę przyznać, że dwa pierwsze trailery bardzo zaostrzyły mój apetyt na cały film.
Szczególne wrażenie zrobił drugi, który pokazywał główne wątki obrazu, przynosząc ze sobą niesamowitą atmosferę. Czy w moim przypadku oczekiwania miały swe późniejsze przełożenie na rzeczywistość?

Moje wywody chciałbym rozpocząć od osi filmu, czyli fabuły. Była to pierwsza rzecz, nad którą zacząłem rozmyślać po zakończeniu seansu.
Ocena jest następująca: twórcom należą się bardzo duże oklaski za historię, którą stworzyli.
Szczerze powiedziawszy po zapoznaniu się z pierwszym trailerem filmu byłem lekko zaniepokojony. Szczególnie przerażała duża ilość (jak na filmy o Pająku) arch-nemesis.
Dotychczasowe części trylogii starały się w odpowiedni sposób nakreślić postaci głównych przeciwników. Wiadomo, że aby odpowiednio przedstawić i rozbudować bohatera w filmie, niezbędna jest dostateczna ilość czasu. Twórcy Spider-Mana 3 zadbali o to, aby każda postać otrzymała odpowiednią liczbę minut na ekranie. Film nie nuży, chociaż trwa prawie dwie i pół godziny.
Godne uznania są również związki przyczynowo-skutkowe. Praktycznie poza sceną rozstania Petera i Mary Jane w nowojorskim parku - która, nie wiem dlaczego, ale do mnie nie trafia - wszystkie zdarzenia mają określony cel oraz skutek. Myślę, że jest to nie tyle zasługą długości filmu, co umiejętności scenarzystów i reżysera.
Siłą filmów o Przyjaznym Pająku z Sąsiedztwa jest doskonale wyważenie między kinem akcji a obyczajem. Bardzo ważną kwestię odgrywają w nich relacje międzyludzkie. Obdzierając najnowszy obraz Raimiego z efektów specjalnych mielibyśmy do czynienia z melodramatem, kinem społeczno-obyczajowym z elementami komedii. Czyni to go niejako czymś więcej niż bajką o skaczącym po dachach bohaterze. Myślę, że właśnie to w najwyższym stopniu zdecydowało o sukcesie trylogii i przychylnym przyjęciu przez fanów. W miarę dorastania czytelników to właśnie chęć poznania dalszych losów bohaterów, a nie każdorazowo obecne sceny pojedynków, utrzymuje ich zainteresowanie komiksem.


Skoro o postaciach mowa...
...mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że Tobey McGuire po raz kolejny sprawdził się w roli Petera Parkera - jest zabawny, sympatyczny w swojej niezaradności oraz potrafi oddać gniew i negatywne emocje wyzwolone przez symbiot.
Do Kirsten Dunst też nie zgłaszałbym zarzutu. Co prawda nie odzwierciedla ona dokładnie MJ z kart komiksu, ale nie o to twórcom przecież chodziło. Sprawdza się w konwencji filmu i pasuje do grupy aktorów zebranych w całej trylogii.
Postaci Sandmana oraz Venoma zostały odegrane poprawnie. Większe wrażenie zrobił na mnie Topher Grace, który nie raz już udowadniał, że talent aktorski posiada ("Traffic").
Pozytywnie w trio super-łotrów wpisuje się również James Franco, który sprawdza się w nowych dla niego w trylogii scenach walki.
Dużym zaskoczeniem in plus okazała się Bryce Dallas Howard. Nie sądziłem, że w roli Gwen potrafi być tak urocza, mając na uwadze jej raczej mroczne kreacje znane chociażby z "Osady" oraz "Manderlay".
Niezwykle zabawnie prezentują się kreacje J.K. Simmonsa jako J.J. Jamesona oraz ulubionego aktora Raimiego - Bruce'a Campbella - odgrywającego rolę recepcjonisty we francuskiej restauracji. Chociaż są to role epizodyczne, to dodają obrazowi kolorytu, utrzymując równowagę między dowcipem, a atmosferą mroku. Trzeba tutaj zaznaczyć, że zdecydowanie przewyższają one komiczne zapędy McGuire'a, co akurat nie powinno dziwić, mając na uwadze wcześniejsze dokonania wyżej wymienionych panów.


Spider-Man 3 kontynuuje tradycje swoich poprzedników, będąc kinem akcji najwyższego lotu. Efekty specjalne robią niesamowite wrażenie. Co prawda niektóre z nich mogłyby być nieco uszczuplone na rzecz innych (o czym jeszcze napiszę w kontekście minusów filmu), ale całość odpowiada najnowszym standardom. Szczególne wrażenie zrobił na mnie moment przemiany Flinta Marko w Sandmana, tam też mamy do czynienia z najlepszym w filmie współgraniem na linii obraz-muzyka.

Efekty dźwiękowe nie odbiegają od tych w innych wielkich produkcjach.
Co do samej muzyki, to w pamięć zapada na pewno motyw przewodni, znany już z poprzednich części, napisany przez Danny'ego Elfmana. Poza tym tło muzyczne stanowi istotne wzbogacenie fabuły, nie zachodząc zanadto w pamięć. Po prostu poprawnie wykonana robota.


Napiszę teraz kilka słów o minusach filmu. Odezwie się we mnie fan komiksu, ponieważ tak jak niektóre niedociągnięcia są z tej pozycji tuszowane, również rzeczy, które zawiodły mogą być przez miłośnika wyolbrzymiane.
Mam praktycznie jedno większe zastrzeżenie (pomijajac niektóre sceny budujące relacje między bohaterami są dla mnie zbędne - całość fabuły, jak już wspomniałem, oceniam jako świetną robotę oraz nie drażni mnie wygląd takich postaci jak Nowy Green Goblin).
Odnoszę natomiast wrażenie, że postać Venoma została potraktowana trochę pobieżnie, że stanowi on tylko dodatek do głównej historii - zmagań Petera z obcym symbiotem (a skoro jest symbiot, to nie może zabraknąć Venoma!). Chciałbym tutaj zastrzec, że nie mam na myśli Eddiego Brocka - postać ta została zagrana świetnie przez Tophera Grace'a. Rzecz, która trochę drażni, to zbyt mała ilość czasu, w której występuje Venom w pełnej krasie. Cały czas twierdzę, że bohater ten posiada potencjał na poświęcenie mu całego filmu. Wygląd Venoma jest bardzo dobry (szczególnie robi wrażenie scena, w której symbiot, już bez Brocka, staje przed Spiderem - kadry znane z serii Spectacular Spider-Man), ale czasami chce się rzec: nie tego do końca oczekiwałem. Szczęka Venoma jest nieco inna od tej znanej z późniejszych historii z jego udziałem, we większości scen brakuje charakterystycznego języka.
Może należało trochę więcej zainwestować w efekty z udziałem Venoma na rzecz mniejszej ilości scen z wielkim Sandmanem? Chyba nie pomylę się zbytnio pisząc, że większość fanów właśnie z powodu Venoma ostrzyła sobie zęby w kontekście trzeciej części.


Kończąc ten potok myśli, cały czas zastanawiam się, czy teza, jakoby Spider-Man 3 był najlepszą z części, jest prawdziwa. Według mnie trudno jest na dzień dzisiejszy wyrokować, może film ten musi trochę okrzepnąć, zestarzeć się. Moje zdanie jest takie, że jest on po prostu inny, skupia się na nowym temacie. Pierwsza część bazowała na odkrywaniu nowej roli, jaka przypadła Parkerowi, druga była o próbie znalezienia równowagi, trzecia natomiast opowiada o zemście, przebaczeniu, odpowiedzialności za swoje decyzje. Tematy poruszone w Spider-Manie 3 zahaczają również o inną, bardzo istotną kwestię. Nie wiem, czy akurat jest to to, "co poeci na myśli mieli", ale opowieść o zmaganiu się Parkera ze swoją ciemną stroną w postaci symbiotu stanowi dla mnie alegorię wszelkiego rodzaju uzależnień. Peterowi trudno opanować się nowej wielkiej mocy, wie, że to co robi jest złe, jednak ulega pokusie. Symbiot może poprowadzić go ku tragedii, do zranienia bliskich mu osób. Na szczęście Peter w porę potrafi się opanować po wydarzeniu, które wywiera na nim odpowiedni wstrząs (zachowanie wobec MJ w lokalu jazzowym).


Na koniec filmu padają znamienne słowa: cokolwiek robisz, zawsze masz wybór. Niezwykle trafna w swojej prostocie sentencja. Dobrze, że Raimi pokazał nie tylko widowiskowość Spider-Mana, ale zawarł tutaj także elementy pedagogiczne. Nie ukrywajmy, że głównymi odbiorcami filmu będzie młodsza część widowni. Czasami dobre wzorce, nawet tak błahe dla niektórych, jak wirtualna postać w czerwono-niebieskim przebraniu, mają istotny wpływ na nasze późniejsze życie, na to, jakich wyborów będziemy dokonywać.

Chociaż Człowiek Pająk to tylko (a może aż) postać z kart komiksu, to jego wpływ na współczesną popkulturę jest nieoceniony. Oczywiście fakt ten daje pewność, że twórcy zarobią kolejną przysłowiową górę złota na wszelkich produktach ze Spider-Manem. Jak zapowiedziało studio Columbia, czwarty odcinek filmowych przygód Pająka na pewno powstanie. Miejmy nadzieję, że uda się namówić dotychczasową ekipę na jeszcze jedną część (przykładowo: nie można mieć pewności, że Gyllenhaal, który miałby przejąć rolę Petera - nawiasem mówiąc udało mi się wytypować go jako następcę jeszcze przed ogłoszeniem decyzji - będzie tak świetny jak McGuire). Jeśli tak się stanie, to możemy w ciemno rezerwować bilety do kin, bo filmy Raimiego o Pająku to nie tylko świetna zabawa, ale próba ukazania czegoś więcej w historii z kart komiksu. Próba jak najbardziej udana.

Ocena: Mocna uczelniana piątka!


Autor: Kakteen


 


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.