Avalon » Publicystyka » Artykuł

"The Other" w oczach redakcji

Trzej redaktorzy, trzy opinie na temat pajęczego crossovera "The Other: Evolve or Die". Nic dodać, nic ująć.

"THE OTHER: EVOLVE OR DIE" W OCZACH REDAKCJI


Trzej redaktorzy, trzy opinie na temat pajęczego crossovera. Nic dodać, nic ująć.


Lex:

"Spider-Man: The Other" to moim zdaniem udany crossover, który mógłby być jeszcze lepszy, gdyby nie kilka zaniedbań. Zostawmy je na razie na boku i zacznijmy od tego, co dobrego czeka na nas w 12-odcinkowej opowieści.

Przede wszystkim intrygujący jest główny pomysł serii: "Evolve or Die". Ewolucja, którą przechodzi Peter jest zaskakującym, ale jednocześnie dosyć logicznym sposobem rozwoju postaci. Nowe zdolności, nowe problemy, nowe pytania - "The Other" pozostawia po sobie sporo możliwości. Zdecydowanie na plus zaliczam sposób wykorzystania MJ i Cioci May - obie odegrały w crossoverze znaczące role. Zwłaszcza w początkowych zeszytach (autorstwa PADa) można odnieść wrażenie, że w "The Other" są równie ważne, co Peter. Przy okazji wspomnę, że najbardziej spodobał mi się właśnie pierwszy akt historii, który wypadł zdecydowanie ciekawiej niż rozdział autorstwa Hudlina, będący swojego rodzaju zapychaczem.

Pochwaliłem "The Other" - pora trochę ponarzekać. Przede wszystkim brakuje mi odpowiedniej współpracy pomiędzy scenarzystami. Sam JMS przyznał, że nie przebiegała ona idealnie - zarys historii był jego autorstwa, ale zabrakło dopracowania szczegółów na etapie tworzenia poszczególnych numerów. W związku z tym mamy takie ewidentne wpadki, jak cudowne uleczenie ramienia Petera, ale również mniej rzucające się w oczy, ale bardziej irytujące nieścisłości: na przykład ciężko zrozumieć, dlaczego Ciocia May w kolejnych aktach historii zachowuje się zupełnie inaczej. Słabo wypada też główny bad guy, czyli Morlun. Nie wyjaśniono jego powrotu z zaświatów; nie wiadomo, dlaczego w pierwszym akcie interesował się MJ i co najważniejsze - zaskakująco łatwo został unicestwiony przez Spider-Mana. Jakość oprawy graficznej również była nierówna: Wieringo i Deodato jr. wypadli nieźle, ale Pat Lee nie potrafił im dorównać.

Mimo tych problemów z jednolitością historii, "The Other" czyta się całkiem nieźle. Oryginalna i wciągająca historia to dla fanów Spider-Mana pozycja obowiązkowa, ale powinna przypaść do gustu również czytelnikom, którzy nie są fanatykami tej postaci.


redevil:

Właśnie skończyłem czytać TPB zawierający tę historię. Nie mogę wyjść z podziwu, jak w XXI wieku Marvel może wydawać takie rzeczy. Ewidentnie widać, że pomysł J. M. Straczynskiego przewidywał, że historia ta rozegra się na łamach komiksu Amazing Spider-Man. Ale cwani redaktorzy postanowili połączyć wszystkie tytuły o pająku i wprowadzić nowy. I tak historia rozgrywająca się w dwunastu częściach poraża. Poraża swoją głupotą. Zaczyna się od pierwszego numeru nowej serii Friendly Neighborhood Spider-Man. Naprawdę zachodzę w głowę, jak można wypuścić tak słaby numer o jednej z kluczowych postaci całego uniwersum? Człowiek Pająk mierzy się w nim z nowym złoczyńcą i ucieka przed latającymi pociskami, by na końcu podjąć próbę złapania ich w locie po jednej lekcji tai-chi udzielonej przez Steve'a Rogersa, aka Captain America. Po przeczytaniu tego numeru wiedziałem, że dalej będzie jeszcze weselej. Nie zawiodłem się, jednak nie będę zdradzał innych "dowcipów", by nie popsuć wam zabawy - odsyłam do streszczeń.
Niestety każdy numer z tej serii nie posiadający na okładce słówka "amazing" jest żenujący. Beznadziejne scenariusze, w których temat crossa jest potraktowany albo bardzo pobieżnie, albo jest pełen patosu, słabi rysownicy (Pat Lee!) i tragiczne dialogi, które wychodzą z ust szczególnie Petera. (No, a gdzie Hudlin musiał zabrać umierającego Parkera? Of kors do Wakandy, trzeba promować Black Panthera.)
Marvel, próbując wypromować crossover, zastosował jeszcze jedną metodę - okładki z każdego miesiąca poszczególnych numerów utrzymane były w jednakowym odcieniu - najpierw czerwonym, później niebieskim, szarym i żółtym. Ten zabieg oprócz pierwszych numerów "czerwonych" wniósł pozytywny akcent do crossa. Szczególnej uwadze polecam ostatnie, "żółte" okładki. Pokazują one doskonale klimat pozytywnej zmiany, nadziei zawartej na kartach komiksu.

Sama główna historia, czyli tytułowe "Ewoluuj lub giń" rozgrywa się w na kartach Amazing Spider-Mana. Straczynski po raz kolejny udowadnia, że wystarczy poczytać troszkę o naturze pająków, by wyłowić z ich zachowań ciekawe aspekty. A jeśli wprowadzi się je w życie, to wychodzi całkiem zgrabna historia. Może nie majstersztyk jak pierwsze numery, gdy przejął serię, ale historia ma swój poziom. Wydarzenia, których jesteśmy świadkami, swój początek miały w poprzednich zeszytach ze scenariuszem JMS i tu zobaczyliśmy ich finał. Straczynskiemu udało się opowiedzieć historię człowieka, który wie, że umrze. Musi sobie poradzić z tą świadomością. Muszą to zrobić także jego bliscy. To jest najlepszym punktem serii. Ciekawe i realne emocje, mierzenie się z problemami i czekaniem na śmierć. Świetnie napisane postacie drugoplanowe - Mary Jane i najlepsza z postaci z pod pióra JMS - ciocia May. Wzajemne rozmowy i interakcje trójki Parkerów są tak rzeczywiste, na ile pozwala to medium. Reszta jest niestety sztampowa do bólu - wraca "martwy wróg", bohater koniec końców nie ginie, a nowe zdolności pojawiają się wtedy, kiedy są potrzebne, tak by życie niewinnej osoby zostało uratowane.
Dwanaście numerów na opowiedzenie historii, która mogłaby spokojnie zmieścić się w czterech. Wszystko po to, aby wprowadzić nowe moce Petera, które na skutek nadchodzącego Civil War całkowicie stracą na znaczeniu. Straczynski w swojej serii ewidentnie ma wizję prowadzenia postaci, ale zdarzają mu się słabsze momenty i w tym konkretnym przypadku z takim mamy do czynienia, choć główną winę zrzucam na redaktorów.
Moja ocena 5/10


Jaro:

Crossover "The Other: Evolve or Die" na cztery miesiące zajął trzy pajęcze tytuły. Dało to łącznie dwanaście numerów tworzonych przez trzech scenarzystów i trzech rysowników. Pomysł, by tak rozplanować historię sam w sobie nie był zły, można za to mieć poważne obiekcje co do jego wykonania. I o ile ogólny zarys fabuły można śmiało ocenić na mocną szkolną czwórkę, o tyle dużo gorzej "The Other" broni się po bliższym przyjrzeniu mu się. Największą, najbardziej irytującą wadą jest tu wszechobecna niespójność formy.

Na początek otrzymujemy dobrze pisany przez Petera Davida akt pierwszy, by po trzech numerach dostać po zębach zupełnie nieadekwatnym stylem Reginalda Hudlina, którym jesteśmy katowani przez cały akt drugi. O ile David stworzył dobre podwaliny pod to, co ma dziać się później i całkiem nieźle oddał klimat opowieści oraz zdołał zaciekawić mnie dalszymi możliwościami rozwoju sytuacji, o tyle Hudlin przez swoje pragnienie bycia za wszelką cenę zabawnym gubi gdzieś to, co wypracował jego poprzednik. A oddanie jego pióru pojedynku Spider-Mana z Morlunem na ulicach NY zakrawa o pomstę do nieba. Nie chodzi nawet o to, że Hudlin jest scenarzystą złym (chociaż faktycznie nim jest), lecz o to, że zupełnie nie "czuł" tej historii. U Davida Parker stopniowo staje się coraz bardziej sfrustrowany swoją dziwną przypadłością, traci panowanie nie tylko nad swoimi zdolnościami, ale również i emocjami, zachowaniem. Hudlin przejmuje postać i przedstawia ją tak, jakby nic się nie stało. Żal wspominać o takich kwiatkach, jak "gaz, który mógłby uśpić Galactusa, gdyby ten oddychał", czy samo bezsensowne fruwanie po świecie, byle tylko pokazać jak największą liczbę bohaterów. Na szczęście, najważniejszy chyba akt trzeci został stworzony przez J. Michaela Straczynskiego. JMS bardzo dobrze poradził sobie z historią, nadając jej odpowiednio poważny ton. Udało mu się ustrzec zarówno przed kiczowatym oddaniem śmierci Spider-Mana, jak i przed zanudzeniem czytelnika na śmierć w trakcie oczekiwania na odrodzenie bohatera. Zresztą, to było chyba najtrudniejszym wyzwaniem dla scenarzysty podczas całego pajęczego crossa - nikt nie łudził się, że Spidey naprawdę umrze, więc interesujące (a przynajmniej nie przyprawiające o ziewanie) wypełnienie czasu pomiędzy "śmiercią" a "zmartwychwstaniem" świadczy tylko o klasie autora. W akcie czwartym, w którym poszczególni scenarzyści wrócili do swoich regularnych serii, sytuacja jest podobna jak w poprzednich częściach - jaki autor, taki komiks.

Z nieco innego rodzaju niespójnością mamy do czynienia w przypadku rysunków. Podczas "The Other" każdy z rysowników pozostał w serii, którą regularnie tworzył. Rozwiązanie to jest zrozumiałe, lecz razi różnica stylów poszczególnych artystów. Począwszy od Mike'a Wieringo, którego "smerfowej" kreski zupełnie nie trawię, poprzez prawie kojarzącego się mi z mangą Pata Lee, a skończywszy na realistycznie i chyba najbardziej adekwatnie do historii rysującym Mike'u Deodato - każdy z nich reprezentuje krańcowo odmienny styl, a takie "skakanie" niekoniecznie wychodzi opowieści na dobre. Lepszym rozwiązaniem byłoby raczej danie dwóm rysownikom wolnego na czas trwania crossa, a zaproszenie na gościnne występy kogoś bardziej odpowiedniego do tej z założenia raczej epickiej historii.

Sam pomysł na "The Other: Evolve or Die" - powrót do "totemicznych" korzeni zdolności Spider-Mana - był dobry. Pomimo bardzo nierównego wykonania, opowieść wniosła trochę świeżości do pajęczych komiksów. Pojawiła się też nowa, interesująca przeciwniczka, z którą można wiązać duże nadzieje na przyszłość. Skutki tego crossovera były wprawdzie dość mało zauważalne, za co jednak "winić" można rychło po nim rozpoczynającą się Civil War. Jak zatem oceniam "The Other"? Za sam pomysł, scenariusze Davida i Straczynskiego oraz rysunki Deodato byłoby całkiem mocne 7/10. Ale Hudlin i schizofrenia graficzna całości nie pozwalają na nieobniżenie oceny do 6/10.

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.