Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #75 - Ghost Rider TPB vol. 1: Vicious Cycle TP

Ghost Rider TPB vol. 1: Vicious Cycle TP

Scenariusz: Daniel Way
Rysunki: Mark Texeira
Okładka: Mark Texeira
Liczba stron: 120
Cena: 13,99$
Zawiera: Ghost Rider vol. 5 #1-5

lt75.jpgLokus: Choć zapewne wiele osób w to nie uwierzy, ale seria Ghost Rider vol. 5 za czasów Daniela Waya miała okres, który świadczył o tym, że miał on jakiś pomysł na tę postać. Było to pierwsze pięć zeszytów, złożonych później w TPB o nazwie "Vicious Cycle". Rozpoczęta mniej-więcej w okolicach niesławnego filmu kinowego o płonącej czaszce seria przywróciła do świata żywych (czy jak to tam ująć) pierwszego Ducha Zemsty, czyli Johnny'ego Blaze'a. Osoby mniej obeznane z tematem uspokajam: to ten sam Blaze, który w czasach świetności TM-Semica towarzyszył Danny’emu Ketchowi w kilku wydanych w naszym kraju komiksach.

Zanim zacznę od scenariusza, muszę zaznaczyć, że jestem szalonym fanem postaci
Ghost Ridera. Postaram się jednak być obiektywny, więc wielkich zachwytów raczej się tu nie spodziewajcie. Niemniej jednak muszę przyznać, że historia "Vicious Cycle", to chyba najlepszy scenariusz autorstwa Daniela Waya, jaki udało mu się wyprodukować dla Marvela. Tradycyjnie jednak nie udało się mu nie popełnić kilku rażących wpadek. Największą jest to, iż Way uznał, że Johhny Blaze nie zna Doctora Strange'a, a spotykali się oni wcześniej co najmniej kilka razy. Tutaj jednak, jakby nigdy nic, Ghost Rider nieomal zabił doktorka, będąc pewnym, że ma do czynienia z zamaskowanym Lucyferem. Reszta aż tak nie kłuła w oczy, i, jak już wspomniałem, historia jest całkiem niezła. Intryga samego Lucyfera jest przyzwoita, chociaż przewidywalna. Historia sprawiła jednak, że z chęcią i zaciekawieniem sięgałem po kolejne numery tego ongoigu. A że później już było tylko źle lub tragicznie nie zmienia mojej opinii.

Za rysunki odpowiada Mark Texeira i, moim zdaniem, był to strzał w dziesiątkę. Przepiękne okładki poszczególnych zeszytów (naprawdę świetnie pokolorowane przez Richarda Isanove) zostały podparte równie dobrym wykonaniem wnętrz. Texeira, którego uwielbiam za mini-serię Sabretooth pokazał, że zdecydowanie najlepiej czuje się w tych mroczniejszych tytułach. Wydaje mi się, że poradził sobie nawet lepiej, niż podczas swojej pierwszej styczności z komiksami o
Ghost Riderze.

Podsumowując, myślę, że mogę z czystym sumieniem polecić ten komiks wszystkim fanom Ducha Zemsty, ale także i osobom, które dopiero wchodzą w jego świat. Po przeczytaniu polecam jednak przeskoczyć od razu do runu Jasona Aarona (od numeru dwudziestego) – można ominąć całe nagromadzenie pierdół, ocalić trochę nerwów i nie stracić dobrego zdania o tej serii.


Lex: Trzymam się zasady, że nie ma ciekawych i słabych postaci komiksowych - wszystko jest w rękach scenarzysty. Na dowód mogę podrzucić np. Nextwave, czy cały szereg przykładów ze świata Ultimate, gdzie sprawny scenarzysta potrafił przekształcić sztampową postać w interesującego i oryginalnego bohatera. W przypadku Ghost Ridera nie miałem jeszcze okazji trafić na takiego scenarzystę (chociaż uczciwie przyznaję, że nie czytałem jeszcze wersji Jasona Aarona, która podobno daje radę).

Daniel Way to dość kontrowersyjna postać w komiksowym światku - regularnie obrywa od fanów za Wolverine: Origins i inne swoje dzieła. Ja nie mam o nim tak złego zdania i chociaż jego wersja Wolverine'a czy Venoma do mnie nie trafiła, to byłem zadowolony z lektury Supreme Power: Nighthawk, czy Bullseye: Greatest Hits. Niezależnie od oceny jego twórczości, ciężko polemizować z faktem, że Way nie broni się przed odważnymi posunięciami, brutalnością i przedstawianiem postaci w nowym świetle. Dlatego do omawianego tomu podchodziłem z nadzieją, że ostro namiesza w życiu głównego bohatera, ale zamiast tego dostałem typową historię o Ghost Riderze. Na dodatek z dużą liczbą wpadek warsztatowych.

Najpoważniejszy mój zarzut brzmi następująco: w "Vicious Cycle" dzieje się naprawdę niewiele. Bardzo dużą część komiksu tracimy na bezsensowną konfrontację Ghost Ridera z Doctorem Strangem. Czemu ma ona służyć? Wpływu na dalszą fabułę nie widzę, więc zakładam, że mamy to do czynienia z próbą zapchania czymś kart komiksu. Potem mamy jeszcze pokaźny flashback, który przedstawia życie Johnny'ego przed transformacją w Ducha Zemsty. Ponownie chciałoby się zapytać "Po co???". Nie ma w nim absolutnie nic oryginalnego ani przełomowego. Na dodatek nie ma też żadnego wpływu na fabułę "Vicious Cycle". Chyba chodziło tylko o zapchanie prawie dwudziestu stron. Mission Accomplished.

Kilka razy miałem też wrażenie, jakby w historii brakowało jakiejś strony. Nagłe przenoszenie bohaterów w różne miejsca może powodować lekką dezorientację. W kilku przypadkach (np. teleportacja na cmentarz) są one później wyjaśniane, ale po co marnować dymki na takie rzeczy?

Dialogi również pozostawiają trochę do życzenia, chociaż może wynika to z mojej niechęci do sposobu skonstruowania głównego bohatera. Ghost Rider cierpi gdy mówi, cierpi gdy walczy, cierpi gdy nie walczy, cierpi gdy myśli, cierpi gdy nie myśli. A ja cierpię jak czytam jego przygody, bo wracają mi wspomnienia z całej plejady fantastycznych lektur szkolnych, których motywem przewodnim było "Umartwiajmy się!". Ileż można?

Co jest ciekawe? Przede wszystkim manipulacje Lucyfera. Sposób, w jaki wykorzystał Johnny'ego do wydostania się z piekła był dla mnie zaskakujący i końcówka pierwszej części była chyba najlepszym momentem całego TP. Również jego taktyka na Ziemi jest intrygująca i szkoda, że praktycznie nie ruszyliśmy tego tematu, a scenarzysta kierował nas na mniej ciekawe tory.

Wierni fani Ghost Ridera na pewno i tak sięgną po ten komiks, bo nie mają wielkiego wyboru, ale pozostałym odradzam zakup "Vicious Cycle".
LTneutral.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.