Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #88 (20.04.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 20 kwietnia 2009 Numer: 16/2009 (88)


Jeśli w tygodniu wychodzi kolejny numer X-Factor vol. 3, to w ciemno można powiedzieć, że zyska najwięcej pozytywnych opinii. Inne x-tytuły wypadły niestety słabiej.



Amazing Spider-Man #591
avalonpulse0088d.jpg
Gil: Całkiem zabawny numer. Nie zabrakło w nim zabawnych tekstów i zabawnych sytuacji, a całość zakończyła się raczej szokującą i również zabawną rewelacją. A najzabawniejsze jest to, w jaki sposób Dan Slott totalnie dał ciała przy wyjaśnieniu tej różnicy w biegu czasu. Skupcie się: "skoro w macroversum minęły całe wieki od ostatniej wizyty bohaterów, która miała miejsce kilka lat temu, to znaczy, że na Ziemi czas biegnie szybciej." NOT! To znaczy, że na Ziemi czas biegnie wolniej i spędziwszy magiczne 13.5 dnia w macro, straciliby godzinę. Inna sprawa, że teoretycznie rzeczywiście czas w makroskali powinien biec wolniej, tylko tłumaczenie się nie udało. Ale przynajmniej pośmiałem się, więc okażę litość i dam te 6/10.

Lokus:
Moim skromnym zdaniem, ta historia to po prostu idiotyzm. Sposób, w jaki postanowiono przyspieszyć pewne, zaplanowane zapewne wydarzenia, woła o pomstę do nieba. Ten numer to kolejny argument by stwierdzić, że ASM nie dzieje się w świecie 616. No bo jak umieścić te kilkumiesięczne zniknięcie Petera przykładowo do tego, co dzieje się w New Avengers? Nijak, chociaż idę o zakład, że Joe Q coś wymyśli. Inna sprawa to te, już prawie notoryczne, demaskowanie się przez Petera. Rysunki Dale'a Eagleshama niezłe i, wraz ze sporą dawką humoru w wykonaniu Slotta, ratują ten numer, za który ostatecznie mogę dać 5/10.

Krzycer: Nawet nie musiał sobie oklejać twarzy pajęczyną. Wątki poboczne rozgrywające się w normalnej rzeczywistości - z jednej strony może to dobrze, że nie będą nas nudzić tymi wszystkimi historiami miłosnymi z tygodnia na tydzień, z drugiej strony można się poczuć oszukanym, że wyniki ciągniętych przez całe BND wątków zostały zamiecione pod dywan i w jednym numerze zastąpione zupełnie nowymi rozwiązaniami... Mniejsza z tym. Wiemy wreszcie, jak działa ukrycie tożsamości Parkera. Wciąż nie wiemy, dlaczego.
Wiemy również, że Spidey *air quotation marks* Brain *air quotation marks* Trust nie dogadał się z Bendisem. Jeśli dobrze kojarzę zapowiedzi czeka nas numer, w którym zdjęcie maski z ostatniego NA "poznamy od innej strony" czy coś takiego. Czyli znowu dostaniemy alternatywną wersję wydarzeń...
Mimo tych wszystkich wątpliwości dostaliśmy w sumie drugi porządny numer od Slotta.


Dark Tower: Sorcerer #1
Hotaru: Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek miał takie problemy z oceną komiksu. Czasami nie mogę się decydować, czy przeważyły pozytywy, czy negatywy, a wtedy oceniam komiks jako średni, a w tym przypadku nie mogę się zdecydować, czy Sorcerer to komiks genialny, czy tragicznie kiepski. Po pierwsze, odpowiedzialna za niego jest tylko połowa zespołu tworzącego dotychczasowe miniserie i to da się odczuć. Dialogom i narracji brakuje płynności PADa, a że Isanove nie jest tak dobrym rysownikiem, jak Lee, widać na pierwszy rzut oka. Z drugiej strony fabuła, która totalnie pozytywnie mnie zaskoczyła, co przyznaję z poczuciem winy. Furth udowodniła, że Midworld ma w małym paluszku - rewelacja goni rewelację, a to niebywałe, bo na dodatek wszystko pozostaje w zgodzie z faktami znanymi z serii powieści. Niesamowity wyczyn. A jednak poczucie winy jest i momentami wolałbym pozostawać w błogiej nieświadomości. Koniec końców, nie wystawiam swojej oceny - kto przeczyta, wyrobi sobie własną.

Incognito #3
Lokus: Nie sądziłem, że doczekam chociaż jednego numeru Criminala lub Incognito bez ani jednej sceny seksu. A jednak się udało. Ale może tak na serio. Niestety uważam, że wprowadzenie wątków superbohaterskich w świat stricte Criminalowy wypada średnio, a już na pewno dużo słabiej niż w Marvelowskich tytułach z Noir w nazwie. Nie wiem dokładnie, ile ta mini-seria ma mieć numerów, ale już czekam z niecierpliwością na powrót tego lepszego dziecka spółki Brubaker/Phillips. Niemniej jednak doczytam to do końca, ale już tylko z ciekawości. 4/10


avalonpulse0088e.jpgEnder's Shadow: Battle School #4
Hotaru: Carey ponownie udowodnił, że świetnie orientuje się w świecie stworzonym przez Carda. Na tyle dobrze, by przerabiać go tu i ówdzie, w celu zbudowania większej komiksowej dramaturgii. Purystom nie cierpiącym odstępstw od oryginału może to przeszkadzać, ale ja rozumiem, czym scenarzysta się kierował i z tym większą niecierpliwością czekam na kolejny numer, chcąc dowiedzieć się, w którym kierunku to dalej pójdzie. Fiumara nie przestaje zadziwiać i jedyny zarzut, jaki mam, to strój, w jakim Groszek udał się na penetrację przewodów wentylacyjnych. Rozumiem, że zilustrowanie tego zgodnie z duchem książki mogło być kłopotliwe, ale przecież nie awykonalne, tym bardziej, że powieściowy "strój" miał swe logiczne wytłumaczenie. Widać znaczek "Parental Advisory" na okładce pozwala na zilustrowanie krwi i łamanych kończyn, ale nie pokazanie skrytego w cieniu nagiego dziecka w totalnie aseksualnym kontekście. Ech, ci Amerykanie...

Misiael: Dużo już napisałem o Enderowych miniseriach. Zdążyłem już pogodzić się, że żadna z nich nie da rady dorównać literackiemu pierwowzorowi, ale nie wynika to z nieudolności twórców komiksów, a z doskonałości obu powieści. Wiem, że jako fanatyk cyklu o Enderze Wigginie moje zdanie nie jest zbyt miarodajne.
O tym numerze groszkowej miniserii w zasadzie nie da się powiedzieć niczego nowego. Carey wciąż utrzymuje wysoki poziom fabuły, wprowadza postać Antona, który wydaje się mieć wiele wspólnego z przeszłością Groszka. Sam chłopiec zaś dostaje od nauczycieli bardzo ważne zadanie - zadanie, które rzuci zupełnie nowe światło na ostatni numer paralelnej serii Ender's Game: Battle School.
Zastanawia mnie, jak twórcy obu miniserii rozwiążą kwestię ostatnich numerów obu serii, w których fabuła będzie pokrywać się niemal w 100%.
Kreska jest po prostu poprawna. Czasem przesadnie mroczna, ale ogólnie Fiurama daje radę. Czepić się można uproszczeń charakterystycznych dla drugiego planu, jednak na dłuższą metę to nie przeszkadza. I jeszcze jedno - okładka zasługuje na wyróżnienie... Gniotem Tygodnia.
9/10 i z niecierpliwością czekam na konkluzję.


Captain America vol. 5 #49
Gil: Kolejny numer Capa bez Capa. Możemy za to połazić za Sharon po wielkim, pustym domu i połudzić się nadzieją, że pan jednoręki okaże się kimś nieoczekiwanym, albo cioteczce coś się stanie, albo nawet okaże się, że dzieciak gdzieś przetrwał w słoiku... A tu nic. No, może poza faktem, że Xero-Steve się wyłonił i w końcówce zobaczyliśmy świetliste oblicze kogoś, kto może, ale nie musi mieć coś wspólnego z oryginałem. Takie zwolnienie i rozciągnięcie przed symboliczną pięćdziesiątką. Ale przynajmniej dobrze się czytało, więc też dostanie 6/10.

Lokus: W zapowiedzi czytamy: "Najważniejszy numer tej serii od śmierci Steve'a Rogersa". No cóż, nie jestem przekonany, że tak naprawdę było. Dostajemy bowiem przerywnik, który ma nas wprowadzić w kolejną dużą historię, gdzie rolę główną odegrała Sharon Carter. Swoją drogą Brubaker ostatnio lubi pisać swoje serie bez udziału głównego bohatera (niedawno Daredevil vol. 2 #116 przykładowo). Sama historia średnia dość, a rysunki Luke'a Rossa mnie niestety zniszczyły. Artysta nie popisał się tym razem, ale liczę na to, że wróci do formy przy najbliższej okazji. Podsumowując, numer ten to taka cisza przed burzą, z jednym zaskakującym momentem. To dla mnie za mało. 6/10
Krzycer:
Brubaker daje radę. Rysownik nie. To, co na paru kadrach robi bohaterce, woła o pomstę do nieba.
Również Falcon z podniesionym czołem wygląda idiotycznie w swojej masce.


Moon Knight
vol. 5 #29
Lokus: Z każdym kolejnym przeczytanym słówkiem "bro" coraz bardziej przechodziła mi chęć do dalszej lektury. Dotrwałem jednak do końca i wcale nie żałuję. Seria Moon Knight nigdy nie należała do chociażby dobrych, ale ostatnie cztery numery odbiły ją od dna, oczywiście tylko moim skromnym zdaniem. Niestety, chyba już nieco za późno. Mike Benson, który niedawno udzielił się w niezłym stylu w mini-serii z Deadpoolem, tym razem również mnie nie zawiódł. Co innego Jefte Palo, który stworzył tutaj małego, rysunkowego potworka. To nie jest niestety to, co David Finch tworzył w pierwszych numerach tego ongoingu. Słowem podsumowania - jest nieźle. Ale co z tego, jeśli za serią ciągną się dwa lata porażek na każdym możliwym polu? Za ten numer mogę wystawić 6/10.


Punisher
vol.
2 #4 avalonpulse0088f.jpg
Gil: Dla mnie jest to ostateczny i niepodważalny dowód, że pomysły na Punishera się skończyły. Udawał już Kapitana, udawał Venoma, a teraz najwyraźniej kopiuje Taskmastera (co nawet brzmi dziwnie i szczypie w wyobraźnię). Resztę numeru wypełniają wybuchy i strzały oraz jedna ciekawsza scenka z Hoodem i Grizzlym. Rysunki wciąż dobre, ale nawet to mnie nie przekona do dalszego kontaktu z tym tytułem. Na do widzenia 4/10 (za rysunki, żeby nie było).

Lokus: A mnie się nadal podoba. Po idiotyzmie, jakim był War Journal vol. 2, teraz Punisher, twardo obsadzony w 616, daje radę. Większość numeru stanowi rozwałka, strzelaniny i wybuchy, ale jakoś Rick Remender nadal trzyma mnie w dobrym zdaniu o jego twórczości. Dodatkowe punkty za Grizzly'ego, Micro i rysunki Jerome Openy, który jest jeszcze lepszy niż Remender. Punkt do punktu i w sumie uzbiera się 7/10. Polecam, a reszty (czyt: Gila) nie słuchajcie, bo jest dobrze :P

Black Bolt: Wciąż mi się podoba, i to bardzo. Na tyle, że nawet przebranie się w Avengers stuff nie zdołało mnie zirytować. Frank lata, mordując złych i przy okazji rzuca dowcipem za dowcipem, a tekst "She'll have to try the duck." to chyba cytat miesiąca :)
I bez większego problemu kupiłem rozwiązanie cliffhangera z poprzedniego numeru. W końcu to goddamn Punisher i jeśli wychodzi na to, że nożem rozprawił się z grupką komandosów walących do niego z karabinów, to ja w to wierzę. Goddamn Punisher. Nawet rozgrywka dwóch komputerowych geeków wypada nieźle. Pojawienie się grubaska w okularach podejrzewałem już od miesiąca, więc nie jestem zaskoczony, tylko mile podłechtany jego widokiem. No i to chyba ostatecznie potwierdza, że MAXowa seria działa się w #616, bo w normalnym uniwersum Marvela Microchip chyba nie zszedł tak naprawdę? I od kiedy Hood potrafi przywracać zmarłych? Chyba, że te teksty o śmierci to były tylko takie słowne wyrażenia, co przekreślałoby moje dwa ostatnie zdania.
Rysunki wciąż bardzo dobre, choć w końcówce przez chwilę wydawały się nieco słabsze, ale potem dostajemy pinup z Kapitanem Iron Ant-Punishereye'em i znowu wszystko jest doskonałe.


Rampaging Wolverine #1

Gil: Ktoś wpadł na pomysł, że jeszcze jeden łolwerinowy łanszot (chyba, że się mylę i będzie tego więcej - szczerze nie zwróciłem uwagi) będzie oryginalny, jeśli się go nie pokoloruje. Ktoś się pomylił. Z czytania zrezygnowałem po dwóch stronach, a z oglądania rysunków na początku ostatniej historyjki. Fail. 2/10.

Secret Invasion Aftermath: Beta Ray Bill - Green Of Eden #1

Gil: Jeśli istnieje tam gdzieś ilustrowany słownik idiomów i związków frazeologicznych, ten zeszyt może posłużyć w nim jako ilustracja powiedzenia: too little, too late. Na pierwszy rzut oka wygląda jak trzecioligowy komiks z lat dziewięćdziesiątych. Czyta się podobnie, a gdy pojawiają się Skrullowie, towarzyszy im jakiś odpychający odruch. W tych warunkach mamy pełne prawo przetłumaczyć sobie Secret Invasion Aftermath jako "Czkawka po Inwazji" (lub inny odruch fizjologiczny, jaki przychodzi Wam akurat do głowy - na jedno wyjdzie). Gdyby chociaż było to odrobinę ciekawe, dałbym ocenę neutralną, ale ponieważ nuda była okrutna, dam 3/10.
Krzycer:
Nie było to aż tak durne, jak się spodziewałem po tytule. Pomysł ze skrullowymi konwertytami wypada nieźle. Super-Skrull wyszedł parodystycznie, ale chyba taki był zamysł.
Ogólnie - można przeczytać. Nieszkodliwa lektura.


avalonpulse0088g.jpgUncanny X-Men #508
Gil: Unikałem nazywania imć pana Fractiona Ułamkiem, ale chyba zacznę, bo mam ochotę skrócić tego Ułamka i to najchętniej o głowę. Tym razem udało mu się szczerze mnie zirytować zupełnie idiotycznym i nieuzasadnionym wskrzeszaniem słusznie zapomnianych truposzy oraz dialogami na poziomie dziesięciolatka. Serio. Tekst "trochę mi głupio, że cię wtedy zabiłem, zostańmy przyjaciółmi" porównać można tylko z klasycznym "Snoorrrt!". Czy ktoś zna skuteczną terapię dla masochistów? 3/10 i poproszę skuteczniejszy środek przeciwbólowy.

Hotaru: Zabawna historia - jakoś z rozpędu sięgnąłem po ten tytuł, niepomny na to, że przestałem go czytać. Na szczęście pan Fraction był łaskaw odświeżyć mą zawodną pamięć już po kilku pierwszych stronach. Teraz muszę zrobić dokładnie tak, jak z anyżkowymi cukierkami - wymazać traumatyczne wspomnienie smaku i zakodować w pamięci, by nie tykać już więcej.

Lokus: Fraction albo dostał od Joe Q rozkaz upchania jak największej liczby dostępnych mutantów do jednej historii, albo uznał, że ilość pójdzie w jakość. Niestety nie poszła, chociażby dlatego, że nie można napisać dobrej opowieści, gdy co numer zmienia się połowa jej obsady. Może miało by to większy sens przy większej objętości zeszytu. Tym razem dostaliśmy znikąd Psylocke, znów w wersji Kwannon, a także Northstara, który ma wrócić do X-Men (nie wiem po co w sumie). Tzw. Science Team coraz bardziej mnie denerwuje, a Sisterhood, choć wreszcie zaczęły działać, nadal nie wzbudzają u mnie żadnych pozytywnych odczuć. Rysunki Grega Landa to jak zwykle "soft erotic show", który znałem jeszcze z CrossGenowego Sojourn, więc zaskoczenia nie ma. Może jednak komuś się to podoba, mnie nieszczególnie. Jest lepiej niż ostatnio, ale za całość dam tylko 6/10. Może ta tendencja się utrzyma.
Black Bolt:
He he, wciąż głupie. I czy ja tam dobrze widziałem, że dziewuchy robiły taneczne zaklęcie?!? Dobrze chociaż, że to Greg Land rysuje, bo jest na czym oko zawiesić. Nie wyobrażam sobie innego artysty do rysowania gangu złych dziewcząt.
Pariah:
No w końcu. Po tylu numerach podchodów ruszyła historia Sisterhood. Poajwiła się Betsy, choć sens tego pojawienia się ni jak nie daje się zrozumieć. Jak i dlaczego wróciła do 616? I po co Sisterhood wykorzystuje takie środki to tak znikomego celu ? Połowiczną odpowieź dał nam ostatnio sam autor, na resztę przyjdzie nam jeszcze poczekać.
X-Club czy jakkolwiek nazywa się ta grupa prowdzona przez Beasta dalej nic nie robi, co staje sie już irytujące. Mogliby im poświecić 1-2 numery lub zrobić z tego miniserię, bo w obecnej formie to jest smutne, nudne i niepotrzebne. Powrót Northstara mnie akurat nie cieszy. Nigdy go specjalnie nie lubiłem, a i powody jego rekrutacji są strasznie naciągane. Jedyny tego pozytyw to nadzieja, że może w końcu określą skład (Uncanny) X-Men i komiks ten zacznie się na czymś/kimś koncentrować, zamiast być zlepkiem snujących się niczym smoła historyjek. Ciągle dość słabo, choć jest już poprawa.
5/10
Krzycer: Coś się ruszyło. Więcej, było tu nawet parę w miarę fajnych scen. I co najmniej drugie tyle durnych, ale do tego akurat zdążyłem przywyknąć, więc w sumie był to numer wybijający się ponad przeciętną.
Minusy - znikąd Betsy, znikąd Lady Mastermind (blond), znikąd Kavita (ok, w sumie była w "Endangered Species"...), koszmarne prowadzenie Nightcrawlera + scena z jabłkiem (?) oraz niektóre dziwne pomysły rysownika.
Ale przynajmniej Hepzibah dostała cameo. Byłoby miło, gdyby Kyle z Yostem w końcu po nią sięgnęli...


Stand: American Nightmares #2
Hotaru: Coś się komuś pomerdało - American Nightmares miało być komiksową adaptacją, a nie ilustracją powieści. Aguirre-Sacasa poszedł na tak wielką łatwiznę, że to aż się w pale nie mieści. Dylematu "jak przedstawić na komiksowych kadrach dużo narracji" w ogóle nie rozwiązał - po prostu te tomy tekstu przepisał. I chociaż Mike Perkins daje z siebie 150%, żeby dało się to przełknąć, to ja dziękuję za coś takiego. Jestem zdegustowany, i to wcale nie wizerunkami rozkładających się trupów.


Sub-Mariner Comics 70th Anniversary Special

Gil: Celebracyjny specjal z udziałem Namora wypadł dużo lepiej niż podobny zeszyt z Kapitanem, zaprezentowany dwa tygodnie temu. Po pierwsze ze względu na grafikę, bo Breitweisen o niebo lepszy od Martina jest. Po drugie, chociaż przez dużą część historii zastanawiałem się, o co tu właściwie chodzi, na końcu okazało się, że jednak ma ona sens. Druga historia jest dla mnie trochę zagadkowa, bo nie mogę rozkminić, skąd się wzięła i kiedy powstała, ale wygląda i czyta się całkiem przyjemnie. No i na koniec mamy klasyczny przedruk pierwszej historii z Podwodnikiem. Jak się tak zastanowić, to nawet słabe 6/10 można dać.


X-Factor vol. 3 #42 avalonpulse0088h.jpg
Gil: Chociaż sceny przyszłościowe rozgrywają się na przestrzeni jakiś piętnastu minut, a teraźniejsze gdzieś w okolicy godziny lub najwyżej kilku, zeszyt ten zawiera więcej treści, niż na przykład osiem numerów Secret Invasion. I co najważniejsze, jest do dobra, smaczna treść. Wyśmienite dialogi, trochę niespodzianek i parę zwrotów akcji - innymi słowy, to wszystko, za co kochamy tę serię. A jeśli Peter David naprawdę zrobi to, co zapowiada na kolejny numer, niebiosa rozstąpią się i anyżkowe żelki zasypią Ziemię. Tymczasem, zasłużone 8/10.

Hotaru: Tym razem PAD zafundował mniej rewelacji, niż ostatnio, ale nie narzekam - trudno by mu było się przebić. I chociaż komiks nie niósł ze sobą takich pokładów nerdgasmu, to czytało się go całkiem przyjemnie. Patrzało już nieco mniej fajnie, ale wystarczy sobie uzmysłowić, że to mógł być Stroman, i kadry od razu pięknieją w oczach. Summers Rebellion nabiera apetycznych kształtów, a ja czekam na jeszcze.

Lokus: Po dwóch miażdżących numerach dostajemy wreszcie chwilę wytchnienia... znaczy się od takich gigantycznych zaskoczeń. Sama historia znów wymiata i, w tym nie najobfitszym tygodniu co prawda, zdobywa grand prix. Rzucają mi się w oczy dwie rzeczy w tym numerze, jeśli chodzi o "in minus". Po pierwsze jest to wspomniany już przez Gila rozrzut czasowy akcji w teraźniejszości i przyszłości, a po drugie, po raz kolejny brakuje w zeszycie Darwina. Naprawdę wierzyć nie chce mi się w to, żeby PAD nie miałby na niego pomysłu. Zastanawia mnie to częste pomijanie tej naprawdę fajnej postaci. Rysunki dobre, a to już coś w tej serii. Nie potrafię jednak pozbyć się myśli, że Stroman jeszcze tu zawita. Podsumowując, dam zasłużone 8/10

Bertoluccio: Numer dobry, ale nie tak jak poprzednie. Czekam za to, jak PAD umieści w następnym to, co zapowiedział, bo jeśli tylko rzucał słowa na wiatr, poczuję się bardzo zawiedziony (obstawiam koszmar Madroxa, ale kto tam wie, co PAD wymyśli ;)).
Pariah: X-Factor jak zwykle nie zawodzi. Ciekawe wprowadzenie do tak zwanej "Summers Rebelion". Sama akcja rozkręca sie powoli, a jednak czytelnik nawet na chwilę nie ma czasu na nudę. Madrox i jego talenty krasomówcze dalej w wysokiej formie, jego kwestie przyprawiały mnie o wybuchy śmiechu. Z bardzo dobrej strony zaprezentowali się również Ruby, Layla i w końcówce Cyclops, któego nowy image bardzo mi się spodobał. Swoją drogą to Summers i jego krewni mają chyba jakąś drugorzędną mutację, biorąc pod uwagę, w jakich latach rozgrywa się akcja. Historia pozostawia po sobie sporo pytań i co się z tym wiąże wielki głód, który może zaspokoić tylko kolejna dawka tego bardzo dobrego komisku. Z niecierpliwością oczekuję na więcej. Z czystym sumieniem 8/10.
Misiael: Numer minimalnie gorszy od poprzedniego, ale że zły, to nie ośmieliłbym się powiedzieć. Przyznam się szczerze, że po raz pierwszy słyszę o Rebelii Summersa, a ten numer (i pewnie kolejne też) skłonił mnie do uzupełnienia braku wiedzy. Fabuła rozwija się bardzo ciekawie, PAD rozsądnie przesuwa pionki po szachownicy, doprowadzając do kolejnych zwrotów akcji. Wciąż jednak nie mogę pogodzić się z błyskawicznym dorośnięciem Layli. Ale co tam - dobrze, że jest.
Rysunki zasysają, ale przynajmniej kolorysta stara się jakoś ratować sytuację.
I znowu okładka mi nie pasuje - co za idiota podłożył to obrzydliwe, żółte tło?
7/10 i czekam na kolejny numer
.

Wolverine: Noir #1
Gil: Powinienem chyba zastanowić się w kilku wielokrotnie złożonych zdaniach nad tym, gdzie właściwie jest ów noir w tej wariacji na temat Origina, ale nie zrobię tego. Nie zrobię, ponieważ zmusiłem się, żeby przeczytać uważnie i nawet mi podeszło. Klimat jest tu raczej pop-artowy niż noirowy, ale jest na tyle wyraźny, że od pewnego momentu przykuwa uwagę. A po skończonej lekturze miałem wrażenie wielkiej pustki, bijącej od tej wersji Logana. Ale takiej pustki, która wzbudza uczucie, że chcesz być z bohaterem do końca, żeby nie był sam, a nie jakiejś bezdennej głupoty. Ja zostaję. To chyba właśnie był ten noirowy element, więc zadanie wypełnione i 7/10 się należy.
Lokus: Może to tylko moje odczucie, ale uważam, że Stuart Moore chciał umieścić zbyt wiele noir w noir i ostatecznie tego noiru niewiele było w tym komiksie. Zwłaszcza scena z Mariko przyprawiła mnie o ból zębów, a później było już tylko gorzej. Na razie jestem głęboko na nie, ale dam kolejną szansę tej mini-serii. Za premierę 4/10.
Krzycer: Zaskakująco dobre. Miło kojarzyło mi się z "Sokołem Maltańskim". Poza tym rewelacyjnie wypadła wizyta Mariko.

avalonpulse0088i.jpgX-Men: Legacy #223
Gil: Dochodzimy do kresu podróży po umyśle Rogue i zawiłych zwojach jej mózgowia. Podróży, która wyjątkowo mnie wciągnęła i bardzo się podobała. Przy okazji zahaczamy też o umysł Danger i zawiłości jej sieci neuronowych. Ta wycieczka również przypadła mi do gustu. Jeśli dodać do tego trochę filozofii, a całość zakończyć nagłym zwrotem fabuły, okazuje się, że jest super. Malkontentom przypominam, że napisał to facet od Lucifera, a nie Michael Bay, więc jeśli komuś się nudziło, powinien poszukać sobie innego typu lektury. Dla mnie mocne 7/10.

Hotaru: Carey'a chwaliłem za adaptację "Cienia Endera", a teraz zacznę go ganić. Po kiego czorta zaczął znów wybielać Czarusia? Raz Xavier jest świętszy od papieża, innym razem to machiaweliczny manipulator, a teraz się okazuje, że to wszystko z dobroci serca i w ogóle łysina znów odbija blask aureoli. Rogue i Gambit to dania tak wybitnie na dostawkę, że ich przeżuwanie powoduje mdłości. Ten tytuł nie ma sensu. Niech Carey odpuści sobie to "Legacy" i zacznie w końcu pisać porządny komiks, tak jak przed Messiah CompleX.

Lokus: Mike Carey ma ewidentnie wahania formy. Nieraz potrafi mnie swoim Legacy zachwycić, ale nieraz też jest tak, jak teraz. O ile fragmenty z Rogue są naprawdę niezłe, o tyle sceny, w których prym wiodą Xavier i Danger, wynudziły mnie porządnie. Ocenę podwyższają rysunki Scota Eatona, który świetnie radzi sobie w tym tytule. Mam jednak nadzieję, że następne numery podniosą nieco poziom tej serii, przynajmniej do tego z początku Legacy. Grosz do grosza i mogę z czystym sercem wystawić 6/10.

Pariah: Tutaj również wiele się wydarzyło. Rouge staje się coraz ciekawsza i w kolejnej odsłonie zapowiada sie nam kolejny przełom w jej życiu. Miejmy nadzieję, że autor nas nie rozczaruje. Profesor i Danger też pokazali się z dobrej strony. Spodziewałem się bardziej oklepanych rozwiazań, wiec to jest na plus. Ciekawe, jak to się zakończy. Gmabit i kosmiczni piraci stanowili tu raczej tło dla wydarzeń, ale w końcówce nadali akcji nieco tempa, które powinno zaowocować ciekawym finałem. Bardzo solidne czytadło. 7/10



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:


avalonpulse0088a.jpgIncognito #3

Autor:
Sean Philips

Gil: Powiem szczerze, że nic w tym tygodniu mnie nie powaliło, ani w sensie pozytywnym, ani negatywnym. Postanowiłem jednak wyróżnić Incognito, bo okładki tej serii jak dotąd wyglądają dobrze i zwracają uwagę charakterystycznym nagłówkiem, a tym razem dodatkowo spodobała mi się dziewczyna z okładki. Tak po prostu.





avalonpulse0088b.jpgThe Stand: American Nightmares #2 Perkins Variant

Autor:
Mike Perkins

Hotaru: Wybrałem tę okładkę nie za techniczną perfekcję, bo Mike Perkins zdążył przyzwyczaić do wysokiego poziomu swoich rysunków w The Stand. Wytypowałem ją, bo dawno w mainstremowym komiksie nie widziałem tak odważnego covera. To ujęcie nie pozostawia złudzeń co do tego, o czym traktuje "Bastion". Bardziej dobitnie chyba nie da się tego przedstawić.





avalonpulse0088c.jpgX-Men: Legacy #223 70th Anniversary variant

Autor:
Marko Djurdjevic

Gamart: Djurdjevic narysował piękną Jean Grey. I zostaje wyróżniony. Tyle. Wystarczy popatrzeć.










Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.04.15


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.