Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #87 (13.04.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 13 kwietnia 2009 Numer: 15/2009 (87)


Weekend świąteczny za nami. Nim jednak powrócicie do codziennych obowiązków, zapraszamy do zapoznania się z opiniami naszych redaktorów i czytelników na temat komiksowych nowości. Ten numer Pulse'a sponsorowała liczba "1" - aż 9 z 12. ocenionych poniżej zeszytów to pierwsze numery.



All-New Savage She-Hulk #1avalonpulse0087c.jpg
Lokus: Po lekturze tego numeru wiem tylko jedno. Powstanie nowej, czy też drugiej She-Hulk to zwyczajna pomyłka. Postać wykreowana przez Freda Van Lente i narysowana przez Petera Vale nie tylko nie wzbudziła we mnie jakichś cieplejszych odczuć, co jeszcze sprawiła, że tym bardziej zatęskniłem na Jennifer Walters. Co prawda w kolejnym numerze dostaniemy pojedynek tych dwóch pań, ale wątpię w to, czy scenarzysta dorówna historiom Petera Davida czy Dana Slotta. Może jeszcze doczepię się do tego, że tytuł ten został podczepiony do Dark Reign jakby na siłę. Wystarczyło narysować na dwóch czy trzech stronach Osborna i policjantów zastąpić oddziałami A.R.M.O.R.. Nie lubię takich zabiegów. Jak na razie nie ruszył mnie ten tytuł, ale zapewne przejdę całość. Za pierwszy zeszyt wystawiam 4/10
Bertoluccio: Czytając ten komiks zastanawiałem się, ile organizacje feministyczne zapłaciły Van Lente za jego napisanie ;) Tak czy inaczej, doświadczalnie zostało udowodnione, że dobry scenarzysta jest w stanie napisać przyzwoity komiks na każdy temat, nawet tak idiotyczny jak córka Hulka i superfaministki z przyszłości. Nie jest tak dobrze, jak nas do tego przyzwyczaił Fred, ale nie jest tak tragicznie, jak można było się tego spodziewać. Ot, taki komiks na mocne 5/10.
Gil: Widzę tu dwa wyjaśnienia: albo wszystkie komiksy z She-Hulk w tytule są dobre, albo Van Lente potrafi nawet najgłupszy pomysł przerobić w coś dobrego. Tak - jest dobrze. Nie jest to może ten sam poziom, co w przygodach Jen, ale jak na coś, co zaczęło się jako kiepski żart, jest super. Wątek został sprytnie połączony z innymi, bardziej współczesnymi, a bohaterka dostała do towarzystwa Kazimierę Szczukę zamkniętą w zegarku (ewentualnie sfeminizowaną wersję Magamózgu, jeśli ktoś kojarzy Widgeta), żeby miała sobie z kim pogadać. To wszystko z dodatkiem fragmentów Seksmisji na speedzie daje nam kombinację tak absurdalną, że aż piękną. Fred Van Lente pewnie doskonale o tym wiedział i specjalnie przerysował pewne aspekty fabuły. I dzięki temu zasłużył sobie na brawa oraz 7/10 na zachętę.

Captain Britain And MI 13 #12
Gil: Historia utrzymała poziom, co z jednej strony jest dobrą wiadomością, a z drugiej nie najlepszą. Nadal najwięcej miejsca zajmują machinacje Draculi, które są tak skomplikowane, że chwilami się gubię. Cel jest jasny, ale środków jakby trochę za dużo się zrobiło. Również nadal czuję brak akcji ze strony samych bohaterów. Rozumiem, że służy to podkreśleniu ich bezradności wobec sytuacji, ale przez to cały odbiór wydaje się jakby przytłumiony. Na szczęście pozostały na miejscu wszystkie plusy, czyli świetne teksty i momenty. Kolejne 7/10 dla Brytoli.
Hotaru: Jestem zachwycony. Cornell i Kirk udowadniają swoją klasę z każdą kolejną napisaną kwestią i każdym kolejnym narysowanym kadrem. "Vampire state" wciągnął mnie o wiele bardziej, niż poprzednia - wcale przecież nie słaba - historia. Trochę obawiałem się, że Dracula będzie zalatywał zaśniedziałym golden agem ociekającym infantylizmem, a tu taka miła niespodzianka - to pierwsza klasa marvelowych strategów i manipulatorów! Cała historia niesie ze sobą pokłady epickiego zagrożenia, drżę o życie moich ulubieńców i nie mogę się doczekać, by zobaczyć, jak wyplączą się z tej kabały... jeśli w ogóle im się to uda.
Bertoluccio: Dawno już nie widziałem tak sprytnie kombinującego złego jak Dracula, za co należą się brawa Cornellowi. Zmyłki i inteligentne zasłony dymne to to, co tygryski lubią najbardziej. Na razie MI 13 jest coraz bardziej w defensywie, więc tym ciekawiej będzie, kiedy w końcu rozpoczną kontratak. Kirk tym razem bez zastępstwa, to i rysunki trzymają poziom przez cały numer. Moja ocena 8.5/10.

avalonpulse0087d.jpgDeadpool: Suicide Kings #1
Lokus: Hmm... Czy mnie oczy mylą? Dobrze napisany numer z przygodami Wade'a? Sekundkę... Aha, to wiele wyjaśnia: komiksu tego nie napisał Daniel Way. Mike Benson już wyrasta w moich oczach do rangi bohatera, najpierw wyciągnął z samego komiksowego dna Moon Knighta na poziom zdatny do zjedzenia, a teraz pokazał, że każdy może napisać coś lepiej od Waya. Rysunkowo też jest dobrze, chociaż przyznam, że uważam obsadzenie Carlo Barberiego w roli rysownika tej mini-serii za nieprzypadkowe. Początkowo bowiem sądziłem, że mam do czynienia z klonem Paco Mediny. A to ze względu na naprawdę podobny styl rysowania obu panów. Niemniej jednak jest dobrze i czekam na kolejne zeszyty. Na dobry początek 7/10.
Gil: Do tej pory Benson był dla mnie tylko "tym gościem, który dobija Moon Knighta". Teraz został "tym gościem, który dobija Moon Knighta i próbuje udowodnić, że napisze gorszego Deadpoola niż Way". W tym ostatnim jest na dobrej drodze. Jakiś czas temu popełnił łanszota, który był mniej więcej na tym samym poziomie, który widać na razie w tej serii. Miał jednak pewną zasadniczą przewagę - tamta nijaka historia była upchnięta w jednym zeszycie, a nie rozwleczona na pięć. Tutaj szybko zacząłem się nudzić, a nuda i Deadpool nie idą w parze, jak chimichanga i ciepłe mleko. U Waya przynajmniej coś się dzieje, nawet jeśli to głupoty, a tutaj nie ma nic ciekawego. Graficznie za to poziom zbliżony i nie jest to bynajmniej komplement. Dam 4/10.
Pariah: Jak to Deadpool Waya, nie jest zły, ale monotonny. Kilka dobrych żartów + to co zwykle (przechwałki, kozaczenie i balony). Wątek fabularny zaczyna się dość ciekawie i ma potencjał, ale DW spaprał Magnum Opus, które też go miało, więc nigdy nie wiadomo. Optymistycznie dam 6/10.

Daredevil Noir #1
Lokus: Zacznę od tego, że według mnie, Noirowy Daredevil wygląda po prostu głupio. Chodzi mi o samą postać, a nie o rysunki Toma Cokera, który odwalił kawałek naprawdę dobrej roboty. Niestety nie mogę napisać tego samego o autorze scenariusza, czyli o Alexandrze Irvine. Obie poprzednie mini-serie z Noir w tytule zaczęły się co najmniej przyzwoicie. Tu niestety zbyt dużo jest zbędnego gadania, a za mało się dzieje. Zapewne Brubaker lub Bendis o wiele lepiej napisaliby tę historię. No ale ponarzekać sobie mogę, a i tak, jako Noirowy zapaleniec, będę dalej czytał i analizował tę mini-serię. Premiera taka sobie i wystawiam 6/10
Gil: Twórcy stanęli przed trudnym zadaniem przerobienia serii, która już jest dosyć noir, w wersję jeszcze bardziej noir. I muszę przyznać, że nawet im wyszło. Udało się uniknąć skojarzeń z historią "The Golden Age" Bendisa i stworzyć oryginalny klimat, w którym znalazło się miejsce dla obowiązkowych elementów opowieści o Daredevilu. Z drugiej strony spodobał mi się motyw wizyty tajemniczej damy w biurze, prawie obowiązkowy dla detektywistycznych filmów noir. No i jeszcze grafika - brudna i pełna rastrów - która buduje świetny klimat. Jeszcze jedno 7/10 z mojej strony.

Dark Reign: Hawkeye #1avalonpulse0087e.jpg
Lokus: Jeśli lubisz komiksy opowiadające o prawdziwym psychopacie, zabijającym na tysiące różnych sposobów i czerpiącym z tego prawdziwą przyjemność – Dark Reign Hawkeye jest dla ciebie lekturą obowiązkową. Ja, nad czym nieraz ubolewam, kwalifikuję się do grona osób, które lubią nieraz poczytać takie historie. I muszę przyznać, że Andy Diggle doskonale trafił w mój gust. Hawkeye/Bullseye jest sobą – niczym nie ograniczony przez Avengers, lecz przez to ściąga on na siebie nie lada kłopoty. Jestem niezwykle ciekaw kolejnych części i już mogę napisać, że ta mini-seria już przebiła równoległe z Fantastic Four i Elektrą w tytułach (chociaż liczę na to, że ta druga z wymienionych jeszcze pokaże pazur). Jak dla mnie numer tygodnia i wystawiam 8/10 bez cienia wątpliwości.
Gil: Spośród serii z etykietką DR, które wyszły do tej pory, ta w tej chwili najmniej mi się podoba. Dlaczego? Dlatego, że jej bohaterem jest Bullseye - chyba najbardziej osobliwy sajkokiler w uniwersum - a jej ton, fabuła i grafika zupełnie do postaci nie pasują. Powiedzmy sobie szczerze - to takie sajkokilerowanie w stylu High School Musical. Bullseye w wykonaniu Ellisa był na poziomie straszności Hannibala Lectera, a ten tutaj to najwyżej Jason Voorhees w dziewiątej odsłonie. W wykonaniu Deodato wygląda zabójczo, a w wersji Raneya jest kolorowy i uśmiechnięty. Delikatnie mówiąc - praca nie na temat. Ale mimo wszystko, Diggle wycisnął kilka przyzwoitych fragmentów i za nie dam na zachętę 6/10.
MikeyLou: Z Bullseyem jest tak, że nawet kiedy pisze go Way jest rewelacyjny, a zepsuć go można tylko w jeden sposób - robiąc z niego kretyna. Dzięki Bogu Diggle radzi sobie z zadaniem dość dobrze i jojczeć nie będę, że mi ulubionego złoczyńcę psują. Chociaż rysunki paskudne. Z fabułą na razie ok, to już nie to co w T-boltsach, ale trudno, żeby było, bo Ellis to człowiek niezastąpiony. Bonus za Hulkbustera rozwalonego strzałą i "autograf". Nie mówiąc już o tym, że "Relax your crack, Normie" czy "you want me to drop you off with the police?" rozłożyło mnie na łopatki.
kid777:
Super. Tak dobrego komiksu nie bylo od czasu Kick-Ass. Początek się jeszcze broni. Rozmowa z Normanem... ujdzie. Ale potem mamy gniota na miarę dziewczynki z kataną, tylko tu mamy psychopatę z długopisem. Po komiksach o 'cięższych' postaciach oczekuję czegos więcej, a nie bezsensowanej jatki. Rysunki bardzo średnie i wcale nie pasują do historii. 4/10
Pariah:
No no, spodziewałem się gniota pisanego jedynie na potrzeby Dark Reign, a wyszło bardzo fajnie. Podoba mi się luzackie podejście Bullseye'a do "ratowania cywili" :), jego wypowiedź dla prasy i jego konflikt interesów z Osbornem. Nie oczekiwałem też rozwoju wypadków podczas jego nocnej eskapady, sadziłem, że Diggle poprzestanie na brutalnej rozprawie z przestępcami, a jednak poszedł krok dalej... Normie chyba pożałuje, że nie zostawił chłopaka w Górze Thunderboltów. 8/10 za dobry początek, zobaczymy, jak rozwinie się ta seria.

Exiles Vol. 4 #1
Lokus: Mam ogromną nadzieję, że głupoty, jakimi raczył nas Claremont w swoim New Exiles, nie odbiją się na poziomie sprzedaży tej serii, bo zaczyna się naprawdę bardzo dobrze. Jeff Parker, scenarzysta tego komiksu, stworzył całkiem ciekawą drużynę, w której najbardziej do gustu przypadli mi Beast i Panther, jakże inni od swoich odpowiedników z 616. Kolejny plus tego komiksu to jego ostatnia strona, która każe wierzyć mi, że tym razem nie spotkamy świata z żywym Wolverinem. Jak dla mnie bomba. Cieszy również fakt, że pojawił się tu Morph – mój Exilesowy ulubieniec. Rysunkowo jest dobrze, chociaż trochę przesłodzone to wszystko się wydaje. Niemniej jednak, dam drugą szansę Salvadorowi Espi, gdyż, jeśli kolejne numery mnie nie zawiodą, będę regularnie czytać tę serię. Za dobry początek dam mocne 7/10.
Gil: Tytuł historii brzmi "Déjä Vu" i trafia w sedno. Uczucie, że już to raz czytałem, jest wrażeniem dominującym, bo na inne nie pozostało wiele miejsca. 90% numeru wypełnia wprowadzenie - najpierw jako krótkie przedstawienie okoliczności, w których bohaterowie zostali wyciągnięci ze swoich światów, a później w postaci wywodu Morpha. Ta ostatnia część jest całkiem ciekawie przedstawiona i intrygująca, bo zagadką pozostaje rola poprzednich Exiles w obecnej sytuacji. I pewnie długo jeszcze pozostanie. Jak na razie, drużyna wydaje mi się trochę nijaka, ale dam jej czas. Jeff Parker też dostanie kredyt zaufania, bo ostatnia scena pokazała, że jednak jakiś pomysł ma. Szkoda tylko, że piętno Claremonta i Bedarda ciąży na tytule i wymusza podejście z dużą rezerwą. Póki co daję 5/10 i czekam na rozwój.
Bertoluccio: Powrót do korzeni serii, której nie czytałem od bardzo dawna. Na razie nie wiadomo zbyt wiele, ale podoba mi się ponowne wprowadzenie idei podróżowania od świata do świata z pominięciem całego tego przesiadywania w kryształowym pałacu itd. Z postaci najbardziej do gustu przypadł mi Panthera, który z charakteru przypomina mi trochę Spider-Mana. I mam dziwne przeczucie, że pod tą czarną maską jest biały. Rysunki kojarzą się z kreskówkami, ale ogólnie dobre. Moja ocena 7.5/10.
Pariah:
No, nareszcie coś fajnego z "Exiles" w tytule. Na razie bez wodotrysków, ale jest wszystko, co być powinno: Morph rzucający dobrymi dowcipami, prezentacja świeżych, ciekawych postaci. Dziwi Blink, która wygląda jak nasza dobra znajoma z AOA, ale wydaje się być równie zaskoczona sytuacją, jak jej nowi towarzysze, ale to się pewnie wyjaśni. Wskazówką jest to, że nie pokazali intra z jej świata, jak w przypadku innych bohaterów. Jak już niekórzy zauwyżyli, Panther przypomina tak maską, jak i sposobem bycia, Spider-Mana, co jest fajnym pomysłem. Od strony graficznej jest naprawdę super, podobają mi się koncepcje wyglądu poszczególnych postaci, szczególnie Spider-Panther, Forge a'la Scalphunter (zanim przeczytałem zapowiedź sądziłem, że to właśnie on) i feral Beast. Jest dobrze, oby tak dalej, solidne 7/10
Krzycer: Powrót do źródeł... ad fontes? W każdym razie - nie spodziewałem się, że Parker sięgnie aż tak głęboko po oryginalne założenia, wraz z tym, że bohaterowie są wyciągnięci ze swojego świata tuż przed śmiercią (czego po runie Winnicka chyba nikt nie stosował... a może po prostu zapomniałem). Obsada wydaje się ciekawa, Timebroker Morph ma kilka rewelacyjnych scen (wejście, Kapitan z wąsem, dylemat Hitlera/Gandhiego...) a potem tradycyjnie - nowy świat, nowe wyzwania...
Blink według zapowiedzi miała być oryginalną Blink, tutaj nie ma o tym wzmianki, ale z drugiej strony - zareagowała inaczej niż cała reszta na wejście Morpha, a i po teleportacji wykazuje najwięcej opanowania i rzuca przydatnymi wskazówkami, więc może podłożyli ją, by prowadziła nową grupę jako jedna z nich... tylko po co?
Ale póki co jest dobrze - niczego innego nie wymagałem od Exiles wyzwolonych od Claremonta.

avalonpulse0087f.jpgMarvel Zombies 4 #1
Lokus: Serialu pod tytułem Marvel Zombies ciąg dalszy. Komiks ten pokazuje, jak bardzo na przestrzeni czasu ewoluował ten tytuł. Kiedy pisał to jeszcze Kirkman, nie dało się nie zauważyć, że potraktował on swoje historie z przymrużeniem oka (zwłaszcza jedynkę). Van Lente z kolei przepuścił zombiaki do świata 616 i stworzył mroczny horror. Może dlatego też trójka mi się wcale nie podobała. Być może jednak część czwarta przekona mnie do siebie. Okazuje się bowiem, że jeśli wcale nie patrzeć na pierwsze dwie części i połowę trzeciej, to komiks ten całkiem fajnie się odbiera. Chociaż, z drugiej strony, być może jest to zasługa Midnight Sons, za którymi strasznie się stęskniłem. I nie przeszkadza mi fakt, że skład uległ pewnym modyfikacjom. Rysunkowo jest lepiej, niż w trójce. Kev Walker nieźle rozpoczął tę mini-serię, zobaczymy, jak mu pójdzie dalej. Na zachętę dam 7/10. Punkt więcej za Deadpoolową głowę.
Gil: Czwarta odsłona zombiaków nie tylko kontynuuje wątki poprzedniej i znajduje sobie miejsce w realiach DR, ale też nadal niesie to uczucie świeżości, chociaż wątek był już wałkowany tak długo. Skupiamy się na Midnight Sons, by trochę bliżej przyjrzeć się, jaki pomysł ma na nich Van Lente. A ma - i to całkiem ciekawy. Jakby tego było mało, pojawiają się niespodzianki w postaci Simona Gartha (Zombie w Marvel Zombies? No waaay...), resztkek Deadpoola oraz Black Talona, który w końcu wygląda jak baron voodoo, a nie jak kurczak. Są świetne sceny i świetne teksty, a do tego dobra grafika, więc należy się dobre 7/10.
Krzycer: Śmiech Hellstorma i reakcja Jennifer - to była scena numeru... do pojawienia się głowy Zombie Deadpoola. Jak to jest, że wszyscy alternatywni Deadpoolowie w ciągu ostatnich dwóch tygodni mają w sobie więcej z Deadpoola niż Deadpool 616 od paru lat? Bo to nie jest tylko kwestia Way'a.
A już kompletnie mnie rozbroił, kiedy zatknięty na pikę skandował "Atticca! Atticca!", mimo, że - wstyd powiedzieć - za diabła nie mogę sobie przypomnieć, do czego to jest to nawiązanie...


Timestorm 2009-2099 #1
Lokus: Świat 2099 zawsze wzbudzał we mnie pozytywne uczucia. Dziś mogę się pochwalić tym, że przeczytałem jakieś 95% komiksów z tego świata. To mniej więcej trzy razy więcej, niż np. ze świata Ultimate. Tym bardziej ucieszyła mnie wiadomość o tym, że Marvel postanowił odkurzyć trochę te uniwersum, które ostatnio widzieliśmy bodajże w kilku numerach Exiles vol. 2. Uśmiech z gęby zszedł, gdy dowiedziałem się, że za całość odpowiadać ma Brian Reed, którego, delikatnie pisząc, nie za bardzo lubię, chociażby ze względu na wahania formy. Dlatego też zastanawiałem się, czy scenariusz pójdzie w stronę Ms. Marvel czy nieszczęsnego SI: Front Line. Na szczęście okazało się, że pierwsza część tej mini-serii jest całkiem udana. Skupiła się ona na obu Spider-Manach, ale w następnych numerach dostaniemy więcej postaci z obu światów. Ja już się nie mogę doczekać. Niestety, rysunki Erica Battle mnie osobiście zawiodły i dlatego końcowa ocena spada o jedno oczko i, ostatecznie, wynosi 6/10.
Gil: Mam uczucia mocno mieszane, bo widać, że Reed ma tu jakiś pomysł, ale z drugiej strony nie sposób oprzeć się uczuciu, jak bardzo to wszystko jest nieistotne. Ot, bohaterowie przeskakują sobie do innego czasu, a później i tak wrócą, a wpływu na nich nie będzie to miało żadnego. Jedyne, co może utrzymać czytelnika, to wspomniane pomysły Reeda, bo już zdołał zaskoczyć nowym podejściem do Shakti, więc chyba warto zobaczyć, co tam jeszcze wykombinuje. Ale więcej niż 5/10 dać nie mogę. Takie czytadło.
Hotaru: Może mam zbyt wysokie wymagania, ale po tym, co Denis Bajram wyczyniał z czasoprzestrzenią na łamach Universal War One, Reed nie powalił mnie na kolana. Po prawdzie, to nawet nie poczułem "uderzenia" jego serii. Wszystko wydało mi się płytkie, proste i nużące, nie warte zachodu. Pewno sięgnę po kolejny numer, by sprawdzić, czy się nie mylę, ale na razie Timestorm 2009-2099 w moich oczach jest co najwyżej średni.

Ultimate Wolverine vs Hulk #4avalonpulse0087g.jpg
Gil: Can we call a Hulk Mouse a House? Hehe... Coś mi się widzi, że Lindelof zapomniał trochę, w jakim kierunku chciał pójść i postawił na elementy komediowe. Chyba, że się mylę. Ale to bez większego znaczenia, bo i tak czyta się fajnie. To najlepsze określenie - "fajnie". Są momenty, są dobre teksty i ogólnie jest... fajnie. Tylko tyle i aż tyle. Co jednak uderzyło mnie najbardziej, to grafika i natarczywie narzucające się pytanie: dlaczego Leinil Yu rysował w Secret Invasion jak ostatnia dupa wołowa, podczas gdy tutaj wychodzi mu sto razy lepiej?
Pytanie pozostanie bez odpowiedzi, a komiks dostanie fajne 7/10.

Bertoluccio: Jak tak się zastanowić, to od numeru 1. akcja w teraźniejszości posunęła się może o milimetr. Reszta to retrospekcje, retrospekcje i jeszcze raz retrospekcje. I nie jest to zła rzecz. Dialogi wymiatają, zwłaszcza nawiązanie do Civil War. Scena z nielegalną kopią Star Treka pewnie została dodana poźniej, co sprawia, że zastanawiam się, jaki film oryginalnie znajdował się w walizce. Poza tym szkoda, że nie była to nielegalna kopia "X-Men Origins: Wolverine". To by dopiero był kawał numeru. W tym wszystkim zastanawia mnie tylko jedna rzecz. Jeżeli okcja dzieje się między około 3. a 10. (nie chce mi się sprawdzać jak dokładnie) numerem Ultimates v2, to jak ostatnia rewelacja (która przyszła mi do głowy, ale została odrzucona właśnie z powodu tej nielogiczności) będzie rozwiązana, aby wszystko do siebie pasowało? Ocena 9/10.

Wolverine: Weapon X #1
Lokus: Co jak co, ale pierwszy numer nowego ongoingu z przygodami Rosomaka pokazał, że kto jak kto, ale Jason Aaron shitu nie popełnia. Najpierw wyciągnął Ghost Ridera z piekielnych czeluści bezsensowności scenariuszy Waya, a teraz pokazuje temu samemu człowiekowi (a to ci niespodzianka), że nieważna jest ilość, ale jakość. A jak wiemy, Way teraz nie tylko będzie atakował głupotami w W:O, ale i, już niedługo, w Dark Wolverine. Dlatego dobrze, że zanosi się na chociaż jeden solowy tytuł z Loganem, który będzie można bez bólu poczytać. Być może to też zasługa braku naszego ulubieńca – Dakena. Jak już więc wspomniałem, seria zaczyna się więcej niż przyzwoicie i jestem ciekaw kolejnych części tego komiksu. Zaskoczyły tylko rysunki Rona Garney'a, jakby nieco gorsze niż zazwyczaj. Grosz do grosza i wychodzi tu 7/10 z nadziejami na wyższe oceny w niedalekiej przyszłości.

Gil: Jeszcze jedna seria z Wolverinem... Nie mówiłbym tak, gdyby pozostałe dwie solówki, cztery regularne tytuły grupowe, setki miniserii i łanszotów oraz miliony gościnnych występów miały równy, dobry poziom. Niestety, zaledwie jakieś 20% z nich zasługuje na ocenę dobrą, a reszta po prostu męczy. Po pierwszym numerze tej serii trudno mi ocenić, czy dołączy do mniejszości, czy pójdzie za większością. Jest jakiś pomysł i jest kilka dobrych momentów, ale jednak coś każe mi skwitować ogólny zarys fabuły krótkim "znowu?". Obym się mylił i oby Aaron udowodnił, że ma do zaoferowania coś więcej niż ta przyzwoita zachęta w zeszycie z numerem jeden. Na plus zaliczę też grafikę, bo Garney się postarał trochę bardziej i nawiązał do kilku klasycznych scen. Na tę chwilę jednak za mało było prawdziwej fabuły, żeby wyciągnąć jakieś wnioski, a za wrażenie mogę dać 6/10.
Krzycer: Jest... nieszkodliwie. Mimo to Aaron udowodnił już, że pisze porządne czytadła z Loganem, więc będę to czytał dalej. Chociaż już na wstępie znielubiłem panią reporterkę, która - o ile dobrze pamiętam zapowiedzi - ma mieć stałe miejsce w obsadzie komiksu.

avalonpulse0087h.jpgWar Of Kings: Ascension #1
Gil: Uuu... wiedziałem, że pomysł na Darkhawka jest, ale nie sądziłem, że zostanę aż tak zaskoczony. Nie dość, że każą nam się przez 3/4 numeru zastanawiać, czy Talon to ocalony dowódca Skrullów i kiedy zrobi coś bardzo, bardzo brzydkiego, to na dodatek w końcówce dostajemy takiego fabularnego tłista, że aż chce się natychmiast dostać kolejny numer, albo i wszystkie cztery. Abnett i Lanning zaskoczyli ponownie i użyli swojej magii, dotrzymując obietnicy i po raz kolejny przekształcając byle jaką postać w coś ciekawego. Wszystkie moje przewidywania poszły do kosza, ale mam już nowe, a oprócz nich nadzieję, że i tak się mylę, a niespodzianek będzie więcej. I wygląda to też całkiem nieźle. W tej sytuacji, wystawiam kolejne 7/10.
Hotaru: Podczas lektury z każdą stroną kręciłem znudzony głową, próbując przekonać samego siebie, że to nie szkodzi, że ta miniseria jest biedna, bo WoK nadal ma potencjał, by być nerdgastyczną ucztą. Moje uwaga ulatywała, i w końcu, kiedy już zupełnie spuściłem gardę, DnA trzepnęli mnie w między oczy zwrotem fabuły, od którego zobaczyłem gwiazdy. Dosłownie i w przenośni. Jeszcze na kilka stron przed końcem nie wierzyłem, że to powiem, ale teraz chętnie sięgną po kolejny numer.

Wonderful Wizard Of Oz #5
Hotaru: To aż dziwne, ale z numeru na numer ta adaptacja podoba mi się jeszcze bardziej. Z początku zwracałem uwagę przede wszystkim na fenomenalne rysunki Younga, a teraz - kiedy fabuła weszła w fazę, której nie kojarzę z dzieciństwa - również fabuła zaczęła mnie absorbować. Pojedynek między Złą Wiedźma a naszą wesołą gromadką był całkiem emocjonujący i narysowany o wiele brutalniej, niż można by się było spodziewać po bajce dla maluchów. Arcydzieło.

Undercik: Rewelacyjne rysunki, znów. To jest ten komiks, który jak się pokaże ludziom w ogóle nieinteresującym się komiksami, to zachwycają się obrazkami i nie zaczynają mówić, że to głupoty. Treść jest znana i prawie mnie nie przyciąga, ale co z tego, jak robią to znakomite rysunki. Young odwala świetną robotę, oby tak dalej.



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:


avalonpulse0087a.jpgDaredevil Noir #1

Autor:
Tom Coker

Gil: Wybór ten był dla mnie oczywistą oczywistością, bo po prostu uwielbiam grafiki wykonane taką techniką: kontrasty, rastry, skrecze, podkreślanie elementów jednym kolorem... Użycie zarysu schodów pożarowych również uważam za świetny pomysł, bo dodaje drobiazgowości i jest takim oczywistym elementem urbanistycznym. Do tego dochodzi kompozycja, która pasuje do tytułu. Super!





avalonpulse0087b.jpgTimestorm 2009/2099 #1

Autor:
Christopher Shy

Hotaru: Przez ostatnie dwa miesiące, od kiedy po raz pierwszy ogłoszono plany wydania miniserii i zaprezentowano tę okładkę, kojarzyłem z nią ten projekt. Mijały tygodnie, prezentowano szkice, zarysy fabularne, a ja myśląc o Timestorm 2009/2099 cały czas miałem przed oczyma ten cover ze Spider-Manem w charakterystycznej pozie na futurystycznym tle. Teraz, już po lekturze, nadal wolę pamiętać świetny obrazek Christophera Shy niż to, co zastałem w środku numeru. Nie tylko dlatego, że komiks okazał się nudny - ta okładka jest po prostu tak dobra.


avalonpulse0087z.jpgExiles vol. 4 #1 (Wolverine art variant)

Autor:
Jason Chan

Gamart
: Świetne nawiązanie do obrazu Son of Man belgijskiego surrealisty Rene Magritte'a. Nie jest to jednak zwykle wstawienie Logana w miejsce oryginalnej postaci, a zaprezentowanie tego samego pomyslu ze zmienionymi szczegółami, co sie ceni. Klimat surrealizmu bije z okładki tak jak w Synu Człowieczym. Naprawde kawał dobrej, oryginalnej pracy z zachowaniem szacunku dla wielkiego artysty.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.04.08


Redaktor prowadzący: viqKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.