Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #86 (06.04.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 6 kwietnia 2009 Numer: 14/2009 (86)


Co ciekawego wydał Marvel na prima aprilis?



Black Panther vol. 5 #3 avalonpulse0086c.jpg
Hotaru: W jednym z wywiadów Hudlin powiedział, że restart serii był mu potrzebny, bo wcześniej się kreatywnie wypalił. Cóż, panie Hudlin, pora na kolejny restart. Pierwsze dwa numery nie były najwyższych lotów, ale chociaż fabuła intrygowała na tyle, że chciało się sięgnąć po kolejny. Tym razem z kart nie przebija ani krztyna weny - wszystko jest nudne jak flaki z olejem, wyprane z emocji i zwyczajnie zobojętniające. Szkoda - Black Panther wraca na wszystkim znany poziom dna Rowu Mariańskiego.
Lokus: Jeśli Hudlin będzie restartował ten tytuł za każdym razem, gdy chwilowo skończą mu przychodzić do głowy głupie pomysły, to w 2012 roku dostaniemy vol. 10. Trzeci numer już dobitnie pokazał, że zastąpienie Pantery... hmm... Panterką, to czysty chwyt, mający przyciągnąć czytelników, którzy lubią patrzeć na kształty bohaterek. Reszta warstwy fabularnej jest już nieważna. I taka jest moja ocena tego zeszytu: oprócz niezłych rysunków Kena Lashley'a, seria ta nie ma do zaoferowania nic więcej niż jej poprzedniczka. A jaka ona była, chyba nie muszę przypominać. Dam 3/10, poczekam do końca pierwszej historii i kończę "przygodę" z kolejną odsłoną BP, co i Wam, z dobrego serca, radzę.
Krzycer: Absolutnie nic ciekawego nie dzieje się w tym numerze. Ale kto wie, może Reggie wymyśli Morlunowi jakieś tło, któego dotąd nie znaliśmy? Na początek wystarczyłaby odpowiedź na pytanie "skąd ci szamani o nim wiedzieli i jak go wskrzesili" (bo chyba właśnie to się wydarzyło?).

Amazing Spider-Man #590
Gil: Jest dobrze od strony technicznej - dobre dialogi, prowadzenie postaci, rysunki. Konstrukcja fabuły budzi jednak u mnie spore wątpliwości. Historyjka wzięta jest znikąd i wrzucona do continuity tak, żeby tylko się trzymała. Jest poprawna, pod koniec numeru nawet fajna, ale wciąż zdecydowanie zbyt nagła. Jedyną rzeczą, jaka ratuje całą historię (i pewnie była dla niej pretekstem), jest fakt, że ktoś w końcu zauważa, że coś z historią Pająka jest nie tak. Teraz zobaczymy, jak to się rozwinie, a póki co średnie 6/10.
Krzycer:
Dobre! Fajne dialogi (jak to u Slotta), do tego dostaliśmy zapowiedź, że Negatywny może zostać burmistrzem, z czego może wyniknąć coś ciekawego. Wycieczka do Makrowersum jest tylko pretekstem do zadania pytań o to, co Pająk zrobił, by wszyscy o nim zapomnieli. Ciekaw jestem odpowiedzi, nawet, jeśli to tylko mefistofelesowy Matrix.
Coś mi tylko mówi, że między tym, a następnym numerem Peter zdąży sobie zakleić twarz pajęczyną czy coś takiego...
Dodatkowo - "As the scripture says, ever must we love his blue eyes" - rewelacja :)


Avengers/Invaders
#9

Gil: I znowu za dużo tego. Rozumiem, że twórcy podzielili sobie historię na trzy akty, ale sposób przeskakiwania między nimi zdecydowanie mi się nie podoba. Był sobie jakiś wątek - a, nieważne, czas się skończył, przechodzimy do następnego. No i ten pomysł z podszywaniem się pod wojennych bohaterów. Niby sprytne, ale jednak wybitnie efekciarskie i nie do końca przemyślane. Wciąż bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że od numeru piątego seria zaczęła zjadać własny ogon. Męczy i dostaje 4/10.
 
Krusty: Od początku bardzo dobrze się to czyta. Szkoda tylko, że trzeba tak długo czekać na kolejne numery. Mam nadzieję, że kiedyś cała seria ukaże się u nas i będę mógł postawić to obok Ultimates. Zaś sam numer to trochę uspokojenie akcji przed wielkim finałem. Numer z going local i już całkiem inaczej patrzę na Spidera.
Krzycer: Cała ta maxi-seria ma jedną dużą zaletę - Ross pisze Pająkowi dobre teksty. Tu nie ma może rewelacji na miarę Golluma z poprzedniego numeru, ale i tak jest dobrze. Również epizod z przebierankami wypada sympatycznie - zwłaszcza narzekania Cage'a.

avalonpulse0086d.jpgCable vol. 2 #13
Gil: Tak długo jak tajemniczy "oni" z końcówki nie okażą się hordą karaluchów, skłonny jestem stwierdzić, że skrzyżowanie z X-Force wyszło Kabelkowi na dobre. Wykorzystanie tendencji Swierczynskiego do przynudzania w celu obgadania kilku spraw okazało się dobrym pomysłem i przyszło we właściwym momencie - tzn. na etapie, kiedy trzeba pogadać. Dzięki temu, że ilość informacji w proporcji do ilości słów użytych jest wysoka, gadanina nie irytuje. Deadpoolowy test został zaliczony, choć nie z najwyższą notą. No i nawet Olivetti trochę się dostosował do tonacji i zrezygnował z pasteli. Pierwsze 7/10 dla tej serii.

Hotaru: Od kiedy ten tytuł powstał, przeczytałem tylko pierwszy numer, który mnie skutecznie zniechęcił do dalszej lektury. Teraz, by zachować ciągłość Messiah War, powróciłem licząc po cichu, że przez te kilkanaście numerów seria się rozkręciła. Wolne żarty. Rysunki Olivettiego nadal są sterylne, zmanierowane, naturalnie dynamiczne jak taniec robotów, a jego wykonanie postaci z X-Force to kpina. Tak samo nie poprawił się Swierczynski. Jego skrypt jest totalnie przegadany, żarty jego Deadpoola wymuszone i nietrafione, a starcie na linii Logan-Cable zajeżdża kiepskim fanfikiem. Jak dla mnie, tytuł do kasacji.

Lokus: Czyli lepszy Deadpool w tym tygodniu. Za nami już 2/7 długo zapowiadanej wojny i, oprócz kilku niezłych wstawek z Wadem, generalnie nic się nie dzieje, tylko sobie gadają. Na szczęście rozmowy te są o niebo ciekawsze niż standardowo w tej serii, lecz nie ukrywam, że liczyłem na coś więcej. Jak zwykle zawiódł Olivetti, który za nic nie potrafi mnie do siebie przekonać. Następna część już, na szczęście, w X-Force i to znak, że będzie dobrze. Za i tak najlepszy jak dotąd numer tej serii mogę dać 7/10. Niemniej jednak uważam, że jeśli po MW coś się nie ruszy, to Cable może podzielić niedawny los New Warriors (choć i tak wyprzedza o lata świetlne tamten shit).
Krzycer: No proszę, Swierczynski równa w górę - nie spodziewałem się tego. Deadpool wciąż prezentuje się znakomicie... Mam jednak nadzieję, że nie pozostanie główną atrakcją całego crossa. W tym numerze mamy co prawda jeszcze Archangela, który słyszy głosy (czyżby Apo?), X-23 próbującą zakumplować się z Hope i ciąg dalszy utarczek Logana z Cablem.
I nic ponadto. Już dwa zeszyty poświęcono na retrospekcje, najwyższy czas z tym skończyć i ruszyć do przodu z akcją. Wojownicy Stryfe'a obiecują rozróbę w następnym numerze... a to już coś.
"Okay, so I didn't tell you about these guys. My bad." :D


Agents Of Atlas vol. 2 #3
Gil: Zacznijmy od tego, że okładka kłamie i Captain Puerto-Rico pojawia się dopiero na ostatniej stronie. Poza tym, mamy tu raczej standardowy poziom serii, czyli nic szczególnego. Na plus mogę zaliczyć niezłe momenty z Namorą i dobrze wyglądające retrospekcje. No i Sentry fajnie pozbył się Mandarynka juniora. Mimo wszystko to nadal za mało i zasługuje na 4/10.

Captain America Comics 70th Anniversary Special
Gil: Jeśli świętowanie rocznicy ma polegać na dokładaniu kwasów do klasycznych historii, to ja wysiadam. Nowa historia w tym wydaniu specjalnym jest zwyczajnie głupia. Steve Rogers, który wygląda jak anorektyk z tyfusem, dokonuje cudów na miarę Chucka Norrisa, żeby ochronić tajemniczy medalion przed szpiegami i zasłużyć sobie na miejsce w programie superżołnierza. W 1941 roku pisali lepsze historie. Ocena: 3/10.

Dark Reign: Fantastic Four
#2
avalonpulse0086e.jpg
Gil: O! A tutaj robi się ciekawie. Nie ma to jak kilka sprytnie pomyślanych alternatywnych rzeczywistości, żeby znaleźć lekarstwo na problemy dnia dzisiejszego. Świetnie wygląda rycerski Captain, rozłożył mnie Chamberlain Grimm ze swoim "Milady, 'tis the clobbering hour", że o namiętnym pocałunku w wykonaniu niebiesko-biało-czerwonego i czerwono-złotego nie wspomnę. Nawet irytujące mnie zwykle dzieciaki wypadają tu świetnie. Nie rozumiem, dlaczego ta historia musi gnieździć się w miniserii, podczas gdy Millar ze swoim fanfikiem zajmuje numerację ongoinga. Należy się solidne 7/10.

Hotaru: To dziwne, że ostatnio zarówno Millar w regularnej serii, jak i Hickman w tej mini tak dużą rolę powierzają dzieciom Fantastycznych. O ile jednak scenariusze Szkota czyta mi się całkiem przyjemnie, o tyle Hickman nie był w stanie utrzymać mojej uwagi przez więcej, niż połowę numeru. Od momentu pierwszego skoku w alternatywne rzeczywistości moje zaangażowanie w lekturę malało w tak zatrważającym tempie, że w końcu piekielnie wynudzony darowałem sobie na kilka stronic przed końcem. Pewno wrócę do tego numeru, by nadrobić zaległości przed kolejnym, ale będzie to raczej przykry obowiązek.

Krusty: Takie sobie, choć pocałunek Irona i Capa prześladuje mnie po nocach. Czekam bardziej na Fantastic Four #566. Pomysł, że działając sam Mister Fantastic przeprowadziłby sprawy lepiej, uważam za naciągany (ale haterzy Starka zacierają ręce zapewnie). A i kolejne wałkowanie tematu nieomylności Fantastica wywołuje u mnie odruchy wymiotne.

Dead Of Night Featuring Werewolf By Night
#4

Gil: Przyznam, że zostałem zaskoczony. Czy pozytywnie? No, nie do końca, bo pomysł ma swoje słabe strony i ma ich niemało. Wspomnę tylko o najwyraźniejszej z nich - dorzuceniu z kapelusza jakiegoś wampira i narzeczonej Frankensteina, żeby było co posiekać. Na szczęście surprise value robi swoje i zanim zdążysz zauważyć, że nie wszystko pasuje, numer się kończy. Dla wielbicieli marvelowskiego etatowego wilkołaka może to być rewelacja, ale dla przeciętnego czytelnika to okolice 5/10.

Deadpool vol. 2 #9

Gil: No, dobra - jest lepiej. Pod względem fabularnym przynajmniej, bo Way raczył nawiązać do kilku wydarzeń z przeszłości 'Poola i wrzucić więcej akcji. Niekoniecznie sensownej, ale tym razem przynajmniej chwilami zabawnej. Dużym plusem jest dodanie Taskmastera, bo spodziewałem się Weasela. Niestety, plus ten jest częściowo ujemny, bo ktoś zapomniał, że Tasky nie potrafił naśladować Deadpoola, a pomysł z zakładaniem maski na maskę jest głupi. No i jeszcze te rysunki, które od pierwszego panelu pozostawiają wiele do życzenia, a miejscami wręcz straszą.
Mogę dać 6/10.
Lokus: Czyli gorszy Wade Wilson w tym tygodniu. Pomijając już fakt, że seria ta z każdym numerem przekonuje nas coraz dobitniej, że początkowe, niezłe w końcu, historie były dziełem przypadku. Myślę, że gdyby całość Magnum Opus dostał do pisania Diggle, byłoby o wiele lepiej. A tak nie dość, że dostajemy gniota na łamach tej serii, to jeszcze historia ta pociągnęła za sobą w dół wciąż niezłe Thunderbolts. Jestem pewien, że MO o wiele lepiej mogło by wyjść z Ellisowskim składem Boltsów. Dodatkowo, rysunki Paco Mediny z numeru na numer są coraz gorszej jakości. Niestety, potencjał w historii był i, jak można było się spodziewać, Way spuścił go w kiblu. Dlatego tylko 3/10 i ani punktu więcej.

avalonpulse0086f.jpgInvincible Iron Man #12
Gil: No i co? Znowu mam pisać o tym, jakie to głupoty wypisuje imć Fraction? Myślę, że doskonale zdajecie sobie już z tego sprawę, więc nie będę się powtarzał. Tym bardziej, że przy tym zetknięciu z serią jakoś szczególnie rzuciły mi się w oczy rysunki. Larroca chyba znów dostosowuje się podświadomie do poziomu fabuły, bo ostatnio tak kiepsko rysował podczas współpracy z Austenem, Chuckiem. Iron Pepper wygląda jak żarówka, Namor ma tysiąc twarzy, Iron Man zmienia pancerze z panelu na panel, a Maryśka w ogóle nie przypomina niczego, co żyje na tej planecie. Coraz bardziej mam tego dość, więc 2/10 tym razem.
Krzycer:
Nuda. Czemu Pepper tak po prostu dała się aresztować? Albo podstęp, albo bzdura. Podobnie zresztą w wypadku Hill, która nadzwyczaj łatwo dała się złapać. Stark bez wąsa to nie Stark.
Hood i Madame Masque są jedynymi postaciami, którym Larroca nie wyrządził krzywdy w tym numerze... Za to Hoodowi zaszkodził kolorysta. To, albo Robbins prał kaptur z ciemnymi rzeczami.


Destroyer (Marvel MAX) #1
Gil: Pomysł sam w sobie jest świetny. Stary, umierający bohater, który postanawia posprzątać po sobie przed zejściem z tego świata i nie cacka się. Wykonanie też całkiem dobre, bo i postacie dobrze poprowadzone (a nawet wprowadzone), i akcja ciekawa, i nawet nie do końca poważna kreska współgra z fabułą. Co więc jest nie tak? Hm... właściwie nic. Może brakuje troszkę feelingu w akcji, ale ogólnie jest to ciekawy i dobry komiks. Taki na mocne 7/10.
Tig3000:
I wdzystko wiadomo. MAX tylko dlatego, że dużo krwi. Bo tak naprawdę czyta się to jak typowy komiks Kirkmana z Image. Nie jest to wcale minus, wręcz przeciwnie. Nie przeszkadza mi, że żadnej postaci nie znam, historii Destroyera tak samo. Szybko można wejść w klimat komiksu i przeczytać całość jednym tchem. Zacieram rączki na kolejny numer i zaczynam poważnie rozważać kupno w przyszłości TPB :)

Marvel Assistant-Sized Spectacular
#1

Gil: Opowieść o tym, co się dzieje, kiedy młodsi edytorzy dostają prawo głosu, mogłaby być jednocześnie opowieścią o tym, dlaczego młodsi edytorzy nie dostają prawa głosu. Dostajemy trzy historyjki, przerywane wygłupami samych rysunkowych edytorów. Najciekawszą z nich jest ta z udziałem American Eagle'a i to głównie ze względu na świetne ilustracje Richarda Isanove'a. Drugie miejsce dla wstawek redakcyjnych, które bywają całkiem zabawne. Trzecie dla historii z D-Manem, która jest słaba, ale i tak bije na głowę Mini Marvels, które niezmiennie tylko mnie irytują. Ze względu na zwycięski fragment dam 5/10.

Secret Warriors #3 avalonpulse0086h.jpg
Gil: Poziom został utrzymany, co znaczy, że nadal jest dobrze. Co prawda, zachowanie Nicka zaczyna powoli stawać się nudne, ale za to dla równowagi dostaliśmy trochę więcej akcji. I niespodzianka - już zdążyła się spełnić jedna z przepowiedni Phobosa. Do tego ciekawie wypadł gościnny występ Contessy. Mimo wszystko, chciałbym żeby w końcu więcej miejsca dostali główni bohaterowie, bo od swojego debiutu plączą się tylko gdzieś w tle. Nadal jest to 7/10, ale słabsze niż poprzednio.

Krusty: Niezłe, niezłe, ale znowu zostałem oszukany - miał ktoś zginąć, ale tradycyjnie był to pic na wodę. Niemniej komiks nadal utrzymuje ten fajny klimacik. Jedyny minus to trochę za dużo Nicka, a za mało samej drużyny i relacji między nimi. Cytat numeru: "one day i will kill a god". Aż dziwne, że nie ma jakiejś pary w drużynie. ;)
Hotaru: To już trzeci numer, półmetek pierwszej historii, a ja nadal nie jestem specjalnie wciągnięty w fabułę. Ani specjalnie zniechęcony. Czasami odnoszę wrażenie, że historia zamiast gładko posuwać się do przodu niczym czajnik po lodzie w zawodach curlingu, traci co jakiś czas impet i wtedy ktoś musi delikatnie kopnąć kamień, by posunął się dalej. Caselli powściągnął chociaż swoje zapędy i nie kadruje już co drugiej sceny na jędrnych pośladkach takiej czy innej postaci, ale nadal niektóre jego kompozycje są albo mdłe, albo niespecjalnie czytelne. Wprawdzie cały czas narzekam, ale ogólnie rzecz biorąc jest to dobry komiks... po prostu nie tak dobry, jak niektórzy twierdzą.

New Avengers: Reunion #2
Gil: Zaobserwowałem, że ta ministeria ma swoją własną wewnętrzną sinusoidę - kiepski początek numeru i dobry koniec. Po pierwszych kilku stronach zupełnie bezsensownej bijatyki między sobą chciałem zrezygnować. Przemogłem się jednak i okazało się, że warto, bo im bliżej końca, tym więcej pojawiało się szczegółów dotyczących uprowadzenia Mockingbird i wskazówek, co jej tam robili. A to już miało więcej sensu i wyszło całkiem ciekawie. Tylko rysunki przez cały czas pozostały mocno średnie. Wypadkową będzie słabe 6/10.

Hotaru
: Główny zarzut, jaki postawiłem temu tytułowi przy okazji recenzji pierwszego numeru, nadal jest w mocy - Hawkeye cały czas jest na mentalnym i intelektualnym poziomie licealisty. Fabuła niby posuwa się do przodu, ale jest to zubożona duchowa kalka Secret Warriors. Powrót Mockingbird do świata żywych nadal wydaje mi się nieuzasadniony. Rysunki też są średnie - David Lopez nie potrafi nawet zachować spójności w rysowaniu twarzy głównych bohaterów, a niektóre kadry aż wołają się o lepiej ujętą perspektywę lub zupełnie inne rozplanowanie. Średniawka.
Krzycer:
Sympatyczne to. I coś jest w tym, że Clint i Bobbi są "panem i panią Smith Marvela". Dobrze wyszła końcówka - retrospekcje, ujawnienie konkretnego momentu podmiany i odkrycie, jak się skończyła sprawa z rozwodem.

Universal War One: Revelations #1
Hotaru: Pierwsza kosmiczna miniseria wydana przez Marvela na fali współpracy z Soleil była nie tylko świetną space-operą, ale i wciągającą dysputą o naturze czasu. Wobec faktu, że ten monolit rzeczywistości ma jeszcze przed ludźmi wiele tajemnic, kiedy właśnie w centrum jednej z nich się znajdują, wystawia ludzkie charaktery na najcięższe próby. Bardzo się cieszę, że Revelations trzyma poziom poprzednika. Denis Bajram rysuje przepiękne kosmiczne obrazki, ale spleciony niczym gordyjski węzeł potok czasu, którym płyną jego bohaterowie, zasługuje na większe uznanie. Jeśli lubicie, kiedy absolutnie żaden detal nie jest wprowadzany na darmo, a jego funkcja objawia się w najmniej oczekiwanym momencie, to lektura obowiązkowa. Zdecydowany numer tygodnia.


avalonpulse0086g.jpgWar Of Kings #2
Gil: Albo ja mam kiepski tydzień, albo nawet tytuł, w którym pokładałem największe nadzieje, nie daje rady im sprostać. Dwa pierwsze numery serii to akcja i odwet, w przerwach między którymi trochę uwagi poświęca się Crystal i Gladiatorowi. Mam wrażenie, że wyzierają z tego oczywiste oczywistości, że on w końcu się zbuntuje, a ona obejmie swoją nową rolę. Oby to nie było wszystko, co ta historia ma do zaoferowania, bo będę boleśnie rozczarowany. No cóż, walki są fajne, dialogi dobre, wszystko niby w porządku i zasługuje na porządne 7/10, ale królującym uczuciem jest niedosyt, bo wiem, że autorzy mogą wycisnąć z tego więcej.

Hotaru: Po drugiej odsłonie eventu spodziewałem się, przyznam, czegoś innego. Nie znaczy to wcale, że skrypt Abnetta i Lanninga mi się nie spodobał - po prostu scenarzyści mnie zaskoczyli. Nie spodziewałem się, że Black Bolt będzie musiał walczyć nie tylko z Vulcanem, ale i o władzę z Crystal, a właśnie w tym kierunku może się to w przyszłości potoczyć. Również rola Starjammers na razie okazuje się większa, niż wcześniej obstawiałem. Słowa uznania należą się też Pelletierowi, który dostarcza najlepszych stronic w swej karierze.
Krusty: Bardzo, ale to bardzo mi się podobało. Jest wszystko to, co lubię: dobre dialogi, odpowiednie dawkowanie akcj, porządne rysunki, fajny narrator. ;) Najlepszy moment, ba, najlepsze momenty, bo są dwa, a może nawet trzy: to black boltowe roboty, Vulcan z jego nieśmiertelnym: "I'm going kill every last one of them" i Crystal jako "people's princess". Damn, pojedynek Black Bolta z Vulcanem to będzie coś epokowego...
Krzycer: Jest dobrze, ale na razie nie czuję, że mamy do czynienia z kosmiczną wojną. Niby płoną planety, niby zniszczona zostaje cała flota, ale na razie to jest konflikt między Inhumans i Starjammers a gwardią i Vulcanem, a nie między dwoma międzyplanetarnymi imperiami. To powiedziawszy dodam, że Crystal w wersji "Lady Di" wypada świetnie, ale numer kradnie Vulcan odbierający raport od Ka'arduma. "You don't lose a battlegroup, admiral. It's not a set of keys. It's not a puppy. [...] Try again." - genialne. Szkoda, że cały efekt psuje wybuch złości na końcu.
Poza tym będę rozczarowany, jeśli rozwiązaniem cliffhangeru z końca tego numeru będzie przeteleportowanie się na miejsce akcji Starjammers i odbicie Vulcanowi Lilandry sprzed nosa.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:


avalonpulse0086a.jpgPride & Prejudice #1

Autor:
Karl Kerschl

Gil: Okładka nie jest może technicznym hitem, zapierającym dech w piersi, ale jest sprytnie pomyślana. Stylizację na okładkę magazynu w typie Cosmo odbieram nie tylko jako wskaźnik, że tematyka jest raczej kobieca, ale też jako przesłanie "hej, to wszystko jest nadal aktualne". Z lekkim przymrużeniem oka, oczywiście.




avalonpulse0086b.jpgUniversal War One: Revelations #1

Autor:
Denis Bajram

Hotaru: Już oglądając zapowiedzi podejrzewałem, że tym razem wybiorę kosmiczną okładkę. Tak się stało, chociaż wbrew mym wcześniejszym typowaniom wybór padł nie na wariant War of Kings #2, ale na cover europejskiego Universal War One: Revelations. Praca Bajrama spełnia podstawowe kryterium dobrej okładki - zachęca do zajrzenia do środka. Cała reszta - niesamowita perspektywa, budzący dreszcze obraz zniszczenia, świetnie nałożone kolory i klimat - jest miłym dodatkiem.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.04.01


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.