Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #72 - Punisher War Journal vol. 2: Goin' Out West TPB

Punisher War Journal, vol. 2: Goin' Out West TPBlt2.jpg

Scenariusz:
Matt Fraction
Rysunki: Ariel Olivetti
Okładka: Ariel Olivetti
Liczba stron: 128
Cena: $17.99
Zawiera:  Punisher: War Journal vol. 2 #5-9


Don David: Go Weeeest, life is peaceful there... Go Weeeeest, in the open air... Go Weeeest, where the skies are blue... Go Weeeest, this is what we're gonna do. I tak oto w rytm pieśni Village People, Frank Castle i jego pomocnik Clarke wybrali się na pogranicze by dopaść grupę neonazistów pod przywództwem nowego Hate-Mongera, szerzących pożogę pośród próbujących się przedostać do Stanów nielegalnych emigrantów z Meksyku. Ich tropem zaś podąża tym razem całkiem na własną, rękę niestrudzony G.W. Bridge. Poza tym warto dodać odnośnie rysu fabularnego, iż w tle przewija się jeszcze wątek reakcji Punishera na niedawną śmierć Captaina America.

Jeśli nie odstraszył was pierwszy akapit i uważacie, że nie brzmi to tak źle to muszę was wyprowadzić z błędu. Historia ta w głównej swej części zawiera wszystko to, co generalnie w drugim woluminie Dziennika Wojennego jest nie tak. Przede wszystkim nie jest ani poważna, ani śmieszna, a co za tym idzie nudzi niemiłosiernie. Oprócz tego mamy tu typowego War Journalowego Franka "Psychola" Castle'a z jego błyskotliwymi inaczej planami, jak zwykle denerwującego Clarke'a i jego bezsensowne monologi oraz miotającego się Bridge'a. Ich adwersarz Hate-Monger również z najwyższej półki nie jest, co by nie powiedzieć, że zachowuje się jak idiota. Dobitnie udowadnia to w scenie w której ma już Franka w garści i nie może się zdecydować czy go torturować, czy zabić, a koniec końców zostawia go i rzuca się ratować swoją bazę, którą Clarke nagle zaczął wysadzać. Co by tu dodać na dobicie? Uhmm... Punisher przebiera się we własnego projektu strój Kapitana Ameryki. Starczy?

Czy jednak jest coś pozytywnego w tym zbiorze? Tak trochę na siłę można stwierdzić, że historię rozpoczynającą i zakończającą mogą się momentami podobać. W pierwszej mamy Bushwackera, który szaleje na Times Squre, a ja nie ukrywam, że mam sentyment do tej postaci jeszcze z czasów TM-Semic. Natomiast w drugiej znajduje się ciekawie przeprowadzona konfrontacja pomiędzy Frankiem a Bucky'm, podczas której w końcu ten pierwszy pokazuje trochę tego powera znanego z jego MAXowej serii.

Oprawą graficzną, z wyjątkiem ostatniego numeru zbioru, zajął się Ariel Olivetti. Rysownik to raczej niepopularny ze względu na pewnego rodzaju plastikowość i sztuczność swoich prac. Szczerze powiedziawszy w tym przypadku mi specjalnie nie przeszkadzał. Ostatni numer gościnnie przejął Leandro Fernandez, który jest jednym z moich ulubionych rysowników Punishera. Tu jednak wyjątkowo się nie postarał, ale to może wina wyjątkowo źle dobranych kolorów i kiepskiego cieniowania.

Zakończenie i koniec to za mało, by uratować to wydanie zbiorcze. Z czystym sumieniem nie mogę tej historii nawet nazwać średnią, a jakikolwiek sentyment dla niej mam tylko z powodu, iż później w War Journal vol. 2 będzie jeszcze gorzej. Także nie polecam, szkoda czasu, nerwów i pieniędzy.


redevil:
Moim, skromnym, pisząc o przygodach Franka Castle a.k.a. Punishera można to zrobić na dwa sposoby. Ciekawie, bądź nie. Jako, że Punisher jest dość prostą postacią, która w każdym numerze robi to samo - zabija przestępców, a do tego jest samotnikiem. Żeby opowiedzieć ciekawie o jego życiu należy zawrzeć w scenariuszu coś więcej niż morderczą sieczkę i kolejnego wroga, który pójdzie do piachu wraz z finałem historii (lub Jigsawa, który przeżyje, by powrócić za kilka numerów). Jednym słowem, trzeba wyjść poza konwencję zwykłego czytadła. I o ile taki zabieg udał się Garthowi Ennisow w sumie już czterech volume'ach historii o Franku, to Matt Fraction niestety nie podołał tej sztuce.

Należy powiedzieć to szczerze i od razu: "Goin' out West" to komiks słaby. Szwankuje w nim wiele elementów, a najbardziej sam pomysł - Frank walczy z neonazistami w małym miasteczku - a skończywszy na wykonaniu. Na dodatek te, czarne jak noc, charaktery mają w posiadaniu broń, która wywołuje u ludzi agresję. Promieniami. Serio. No i oczywiście dzielny "pogromca" infiltruje ich bazę (przy wsparciu sidekicka), zabija w solowym pojedynku przywódcę i wyłącza maszynę "zła". Fraction próbuje przełamać ten prosty schemat kilkoma chwytami, które niestety nie sprawują się zbyt dobrze. Oto bowiem Frank zostaje uwięziony i nieomal zostaje rozstrzelany, w szale wywołanym promieniami maszyny zabija niewinną dziennikarkę, byłą kochankę sidekcika. Do tego pojawia się jeszcze agent S.H.I.E.L.D., który na koniec zamiast aresztować Punishera, puszcza go wolno, właściwie bez powodu. Najgorszym jednak patentem historii jest moment, gdy Castle przebiera się w strój ala Captain America i po dwóch numerach ściąga go, wracając do swojego emblematu. Wydaje się, że scenarzysta o ile miał pomysł na samą historię to pogubił się zupełnie rozpisując ją na sześć zeszytów i wrzucił właśnie te "szokujące" momenty, by mieć pretekst i wątki do przedstawiania na kolejne numery. Problemem jest to, że są one nielogiczne i/lub nudne.

Od strony graficznej zbiór wygląda o wiele lepiej. Rysunki Olivettiego mają swoją oryginalność i są na tyle charakterystyczne, by nie pomylić go z nikim innym, a to cenię u artysty. Osobiście mi jego styl rysowania, czy też bardziej kolorowania (bo Olivetti sam zajmuje się rysunkiem od początku do końca) odpowiada, choć nie zdziwiłbym się, gdyby komuś jego technika nie przypadła do gustu. Zerknijcie do przykładowych plansz w streszczeniach, by wyrobić sobie zdanie, jeśli nie zetknęliście się z nimi wcześniej.

Lata 90. się skończyły. W tych latach opowiedziano też wszystko, co w tej konwencji (każdy numer to kilkanaście/kilkadziesiąt trupów, Frank przypomina sobię rodzinę i natyka się na super bohaterów z mocami i mimo to unika schwytania) da się opowiedzieć o Punisherze. Dlatego też radzę - omijajcie zbiorek z daleka, a pieniądze wydajcie na któryś z TPB Ennisa.

Ocena 2/10.

LTminus.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.