Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #85 (30.03.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 30 marca 2009 Numer: 13/2009 (85)


Najnowszy numer Mighty okazał się gorszy, niż New Avengers, ale od obu lepiej wypadł prolog Messiah War. A w kosmosie Marvela również dobrze się dzieje.



Dark Reign: Elektra #1 avalonpulse0085c.jpg
Gil: Kolejna seria, która dodaje wartości stwierdzeniu, że jednak Dark Reign ma coś do zaoferowania. Póki co, jest to głównie wprowadzanie Elektry z powrotem do rzeczywistości, ale i tak prezentuje się całkiem przyzwoicie i widać, że Wells ma jakiś pomysł. No i jak na razie wszystko wskazuje, że Elektra nie jest panną Hand, chyba że chronologia znów dostała w łeb. Rysunki również na przyzwoitym poziomie, więc za całokształt będzie mocne 6/10.
Hotaru: Nie wiem dlaczego, ale nie śledzę na bieżąco poczynań scenarzysty Zeba Wellsa. Od czasu do czasu sięgnę jednak po jakiś komiks, który spodoba mi się o wiele bardziej, niż się spodziewałem, i okazuje się, że stoi za nim Wells. Tak było z kolaboracją Young Avengers i Runaways podczas Civil War i tak jest teraz z Elektrą. Za ten numer brawa należą się jednak nie tylko scenarzyście, ale i rysownikowi - Clayowi Mannowi. Z kart przebijało zgranie twórców - Wells musiał wiedzieć, że może całkowicie zaufać rysownikowi, bo jego główną bohaterkę odbieramy właśnie dzięki jej twarzy. Natchios nie szafuje tu słowami. Scenarzysta postawił wszystko na jedną kartę i opłaciło się. Świetny komiks.
Krzycer: Dobre to. Ciężko wskazać jakiś szczególnie dobry moment, plucie zębem to jednak nie to samo, co strzelanie paznokciami, ale z całą pewnością sięgnę po kolejne numery tej mini. A poza tym wszystkim po prostu ciekawi mnie, co Elektra zamierza robić po powrocie i tyle.
Poza tym - uwielbiam Paladina. Sam nie zliczę, ile razy kogoś zdradzał ze względu na szmal, odkąd zaznajomiłem się z tą postacią (wcale niedawno) :)


Amazing Spider-Man #589
Gil: Nawet bez oczywistego porównania z poprzednim kiepskim numerem ten wypada nieźle, a miejscami nawet bardzo dobrze. Po tym, co pokazał Van Lente utwierdziłem się w przekonaniu, że wszyscy mają pomysł na Pająka, tylko nie osoby, które regularnie go piszą. Ta krótka przygoda ma w sobie więcej uroku i logiki, niż większość z długiej linii noszących etykietę "Brand New Day". Ma też więcej prawdziwego humoru - zwłaszcza w przytykach do ostatniego Batmana - a Spot wreszcie coś zyskał na charakterze. No i rysunki też niezłe, a Spidey momentami przypomina wersję MacFarlane'a. Podobało mi się na tyle, że dam 7/10.
Undercik: K
urcze, sam nie wierzę temu, co piszę, ale podobało mi się. Co prawda nie było jakiś rewelacji, ale ten numer był porządny, po numerach Guggiego zresztą trudno zrobić coś gorszego. Jeśli chodzi o szatę graficzną, jest dobrze. Tylko na niektórych stronach miałem wrażenie, jakby strony były trochę rozmyte, szczególnie na początku. Ale to jest małą wadą. Co do samego Spota, można go było wykorzystać lepiej.

Avengers: The Initiative Featuring Reptil
#1

Gil: WTF?!? Nie no, serio się pytam. Specjalne wydanie komiksu, żeby pokazać dzieciaka, który częściowo zmienia się w dinozaura, a później odesłać go na odludzie? Raz w serii mogłem znieść coś podobnego i nawet fajnie wyszło, ale teraz to już przesada. W ogóle, co to za fantastyczna moc, móc dorobić sobie ogon, nieproporcjonalnie wielki łeb albo króciutkie łapki bez kciuków? Zwyczajnie głupi pomysł. Do tego rysunki jak zawsze w przypadku tego rysownika, uyowe. 2/10 czyli najsłabsza pozycja Inicjatywy w jej historii.

Captain America vol. 5
#48

Gil: Jak na tę serię było wyjątkowo słabo. Okazało się, że cała historia nie ma innego celu, niż stworzenie chwilowego problemu, który rozwiązuje się przez ubicie źródła i natychmiast zapomina o nim. Kwestia Torcha i wirusa została prawie dosłownie spłukana wodą ze zbiornika, z którego wyskoczył Namor. Nawet grafika zdaje się obniżać poziom, przez co maksymalną możliwą oceną jest słabe 6/10.

avalonpulse0085d.jpgGuardians Of The Galaxy vol. 2 #12
Gil: Może nie ma już tego elementu zaskoczenia i cudownego polotu, który przyniósł poprzedni numer, ale nadal jest bardzo dobrze. Mamy zaskoczenie innego rodzaju, w postaci wizyty Wendella i kolejnej przemiany Phyli, oraz nieco mniej zaskakujący powrót Heather. Aha, radzę przeczytać ten komiks przed sięgnięciem po Novę #23. Nadal czyta się dobrze i wygląda dobrze, jeśli przymknąć oko na problemy rysownika z anatomią, a efektem jest przyzwoite 7/10. Teraz wracajmy do wojenki.
Hotaru: Przyznaję, nie jest to najlepszy z numerów Guardians of the Galaxy, nie należy nawet do czołówki, ale nawet średniawkę w przypadku tego tytułu czyta się z przyjemnością. Postać Phyli od jakiegoś czasu stała w miejscu i cieszy akt, że Abnett i Lanning nie pozwolili, by gnuśniała. Do rysunków przyzwyczaiłem się ostatnim razem, więc teraz mogłem skupiać się na cieszących oko detalach i maestrii kolorysty. Nie wątpię jednak, że wraz z wstąpieniem w fazę WoK tytuł znów zacznie szarpać nerdgastycznymi strunami.
Volf: Nie było ani Groota, ani Cosmo, ani też Raccoona, więc komiks musiał dźwigać ostatni z moich ulubieńców, Drax. Podźwigał całkiem nieźle, prezentując bardzo skuteczną metodę odcinania (:)) użytkownika od Quantum Bands. Moondragon nie lubiłem, więc jej powrót zbytnio mnie nie cieszy, ale za to nowy status Quasar może być całkiem interesujący. Ogólnie wciąż wysoki poziom.
MrG: Yay. Phyla zastępuje Thanosa, Moondragon wraca. I ścisle powiązanie Guardiansów i Novy sprawiło mi więcej radochy, niż powinno. Jechać z tym dalej! I chcę, żeby A&L pisali wszystkie kosmiczne zeszyty Marvela. I ongoing Darkhawka. I może jeszcze jedną kosmiczną drużynę. I ongoing Inhumans. 9/10
Krzycer: Zabrakło tak rewelacyjnych dialogów, co w poprzednim numerze, ale za to sporo się pozmieniało. Wróciła Moondragon, Phyla zaprzedała duszę (or something), Wendell wpadł z wizytą, a Maelstrom ujawnił czytelnikom, dla kogo pracuje. Dobra rzecz. Szkoda tylko, że rysownik popsuł ten i poprzedni numer. Nie ma jakiś konkretnych koszmarków, ale coś jest bardzo nie tak z mimiką bohaterów...

Daredevil vol. 2 #117
Gil: Tutaj również Brubaker się nie popisał. Poprzedni numer stworzył wrażenie, że historia zacznie się z hukiem, a tymczasem większość numeru wypełnia sprzątanie po poprzedniej opowieści, by dopiero w końcówce nawiązać do głównego, zdawałoby się, wątku. Prawda, że ostatni dialog wygląda zachęcająco i może coś z tego być, ale jeszcze nie teraz. Rysunki generalnie dobre, ale na kilku stronach wyglądają, jakby ktoś z ekipy był mocno zmęczony podczas pracy nad nimi. Tym razem są to średnie rejony 6/10.


Fantastic Four
#565
Gil: Ku powszechnemu zdziwieniu okazuje się, że tak uparcie przedstawiana jako ideał mieścina zawdzięcza swoją utopijność mrocznemu sekretowi i okresowym ofiarom. Było! Powiem więcej - było tyle razy, że aż śmiać mi się zachciało. Chociaż trzeba przyznać, że nie przypominam sobie, by ten wątek osadzono wcześniej w Szkocji (chociaż świta mi jakiś Hellblazer) i wykorzystano do tego skrzyżowanie Godzilli z ośmiornicą, więc jest w tym szczypta oryginalności. Ogólnie, wszystko w typowym dla tego runu stylu, czyli na 4/10.
Hotaru: Ale ubaw! Podczas lektury tej historii odczuwałem to samo, co podczas seansu kultowego filmu The Wicker Man z Christopherem Lee, który a) rozgrywa się na szkockiej wyspie, gdzie b) mieszkańcy, by zapewnić sobie dobrobyt, składają ofiary z ludzi ciemnym siłom. Inni mogą to uważać za odtwórczość, ale mając na uwadze, że Millar jest Szkotem, uważam, że to był zamierzony zabieg i postrzegam całość jako hołd złożony szkockiemu folklorowi - wśród Anglików do dziś dzień krążą plotki, że w Highlandach giną ludzie, bo mordują ich tubylcy! Pora najwyższa pogodzić się z tym, że Millar i Hitch wyrwali Fantastycznych z ciała marvelowego kontinuum i rzucili ich na niezbadane wody. Wystarczy się pogodzić z tym faktem, a lektura zacznie przynosić mnóstwo frajdy.

Mighty Avengers #23 avalonpulse0085e.jpg
Gil: Jestem raczej rozczarowany tym, co Slott pokazał w swoich dotychczasowych trzech numerach, a ten jest ukoronowaniem tego rozczarowania. Cała walka z Chthonem i wydarzenia wokół niej są raczej irytujące - do tego stopnia, że gdyby miały ciągnąć się przez jeszcze jeden numer, darowałbym go sobie. Coś jest po prostu nie tak z tym pomysłem i nie zmienią tego kwiatki w postaci wyjaśnienia działania mrówkomunikatora Pyma, ani rewelacja na temat Wandy, co to Wandą nie była. No i jest jeszcze kwestia rysunków. Na przykład tego, że Pham uparł się, by rysować Stature z głupim wyrazem twarzy w stylu Paris Hilton. Dam 5/10 tylko dlatego, że jednak ma coś do zaoferowania.
Hotaru: Slott idzie w ślady Bendisa. Teasując swój run nad Mighty spinował pojawienie się Scarlet Witch frazami pokroju "it's the real deal, people!!!"... Nie jestem nawet w stanie powiedzieć, jak bardzo mnie wkurza, że scenarzysta uciekł się do kłamstwa w sprawie, która nawet bez tego okazałaby się największym plusem jego pierwszej historii. Slott skalał mi jedyny pozytyw tej fabuły i nie mogę mu tego wybaczyć, bo wcale nie musiał tego robić. W każdym razie muszę przyznać, że obecności Loki w tym miejscu się nie spodziewałem i jest to intrygujący twist, dlatego sięgnę po kolejny numer, dodatkowo zachęcony świadomością, że nie ilustruje go Pham.
Volf: Hrms. Slott miał u mnie olbrzymie pokłady zaufania za to, co zrobił z Inicjatywą. Widać też, że miał pomysł na to, co chce zrobić z Mighty Avengers. Tak więc zakończenie i nowy status Avengers mi się podoba, a zwłaszcza sposób rozwiązania kwestii Wandy. Również interakcje między postaciami wyszły, przynajmniej w tym numerze, nienajgorzej, choć poziom Bendisa to nie jest. Problemem jest sama historia. Strasznie naiwna, dziecinna, ani przez moment nie czułem dramatyzmu sytuacji. Tak to może wyglądać Marvel Adventures kurde, od Slotta ja chcę doroślejszych historii! Mam szczerą nadzieję, że teraz, gdy autor dotarł już do zaplanowanego przez siebie statusu quo, pokaże w kolejnych historiach prawdziwą klasę.
Black Bolt: Ogólnie historyjka wypadła pozytywnie, ale to, co robią tuszownicy i koloryści ze szkicami Phama, to woła o pomstę do nieba. Wymienić ich jak najszybciej trza.
Krzycer: Największym plusem jest wyjaśnienie dotyczące Wandy. Żal tylko, że Pietro nie zostanie z drużyną... chyba, że naprawianie reputacji zacznie od kart X-Factor pod kuratelą PADa, wtedy nie będę narzekał. W każdym razie - było w tym numerze kilka świetnych scen i dialogów. Całe zamieszanie z Chthonem wypadło mimo to jakoś blado, nijako. Mówi się trudno, nowa drużyna została powołana do istnienia, liczę, że dalej będzie już tylko lepiej.
czarny_samael: Nie przekonuje mnie ten tytuł. Po raz kolejny w ostatnich tygodniach stosuje się taktykę cofania wydarzeń w historiach Marvela. Najpierw Eternals i Hercules, teraz Mighty Avengers, a przecież wszyscy wiemy, że to, co dzieje się w Dark Avengers, też zostanie cofnięte (przynajmniej w jakimś stopniu). To już się robi denerwujące. Głupi Hulk w Rulku ujdzie, bo i tak wiadomo że to bzdura, ale powielanie tego + tworzenie zespołu na siłę jest dla mnie nijakie i słabe. Jedyny plus to Lokinka udająca Scarlet Witch. 5/10
Bertoluccio: Jest coraz lepiej, ale to dalej nie to, na co liczyłem kiedy usłyszałem, że to Slott przejmuje serię. Zakończenie ciekawe i zastanawiam się, kiedy i w jaki sposób powróci prawdziwa Wanda. Co zaś się tyczy rysunków, ten komiks jest idealnym przykładem, jak wiele zależy od inkierów. Ogólna ocena 7/10.

Immortal Iron Fist #24
Gil: Niby widzieliśmy wcześniej tego typu motywy w serii i sprawdzały się nieźle, a jednak tym razem coś nie wyszło. Historia Li Parka jakoś blado wypadła na tle innych Fistów i od początku do końca nie dała rady mnie wciągnąć. Czegoś jej brakowało i chyba najbezpieczniej będzie powiedzieć, że był to klimat. Zwyczajnie nie chwyciło, ale nie mogę powiedzieć, że było źle. Rysunki też na średnim poziomie, dlatego dam neutralne 5/10.
Krzycer:
Swierczynski nie umie pisać one-shotów o innych Fistach. Shou-Lao powinien paść ze wstydu, że dał się pokonać temu frajerowi. A sam frajer z jakiegoś powodu ma chińskie nazwisko i wybitnie niechińskie imię. Może koreańskie? Chyba reżyser "Oldboya" nazywał się Park...

Incredible Hercules #127
Gil: Hm... Jak na Herca, nie jest to wielkie osiągnięcie. Początek trochę niemrawy - za dużo czasu zajmuje rozstawianie pionków i przypominanie kto, jak i dlaczego, a dodanie Aegisa jest raczej średnio potrzebne. Ciekawiej robi się od wizyty Normana w Olympusie, która przy okazji jest jednym z jego lepszych występów w ostatnim czasie. Końcówka dla odmiany zapowiada coś ciekawego w następnym numerze, a gwarantuje to obecność Aresa, który będzie musiał jakoś zareagować na obecną sytuację. Raczej na minus wpadałoby też zaliczyć rysunki - zwłaszcza jeśli chodzi o owłosienie cielesne głównego bohatera. Mimo wszystko, to nadal są dolne strefy 7/10.
Hotaru: W podstawówce Atena należała do moich ulubionych greckich bóstw, jakże więc ten numer mógłby mi się nie podobać? Mógłby, gdyby tylko trochę obniżono by poziom, bo teraz balansuje na krawędzi. Proporcje pomiędzy scenami, które mi się podobały, a takowymi, które nużą, minimalnie wykazują przewagę tych pierwszych. Nie wątpię jednak, że to dopiero rozstawienie pionków przed większymi fabularnymi zawijasami, więc na kolejny numer będę czekał z nadzieją, że moja wyrozumiałość przy tej odsłonie się opłaci.

avalonpulse0085f.jpgNew Avengers #51
Gil: Po pierwsze, Bachalo w tym tytule to świetny pomysł - zwłaszcza, że bardzo odpowiada mi jego pomysł na Dormammu i Hooda. Drugi pozytyw to kolejna porcja świetnych dialogów, ukoronowana - trzymajcie się stołków - zdemaskowaniem Spider-Mana! Czy słyszałem "Och!" i odgłos osuwających się z omdlenia ciał? No cóż, nikt pewnie na to nie liczył, bo ile razy można wyciągać królika z kapelusza, ale przyznać trzeba, że w tej oprawie ograna sztuczka wypada nieźle. Zasługuje nawet na mocne 7/10.
Hotaru: Nie odkryję Ameryki stwierdzając, że siła scenariuszy Bendisa leży w dialogach. W tym numerze na pierwszy plan wychodzą dwie rozmowy. Pierwszą z nich jest zabawna narada Mścicieli, podczas której poza sprawami organizacyjnymi Bendis świetnie buduje swoje postaci. Drugą jest rozmowa Strange'a z Wiccanem... i ten dialog scenarzysta skopał na maksa. Billy jest tak bardzo do siebie niepodobny, że aż to się w pale nie mieści - Heinberg wprowadził go jako fanboya z krwi i kości, a tu dzięki Bendisowi chłopak w ogóle nie orientuje się w superbohaterskiej społeczności. Na dokładkę, kiedy Strange wspomina o konieczności odseparowania się od świata fizycznego, spodziewałem się protestu Billy'ego, że nie zostawi swojego chłopaka, a nic takiego nie nastąpiło - nastoletni chłopak z radością godzi się na celibat. Całości nie pomaga fakt, że Bachalo rysuje go niczym wyjętego z bajki o trzech świnkach. Podsumowując, mogło być dobrze, ale za fabularne zarżnięcie jednej z moich ulubionych postaci daję Bendisowi kolejną żółtą kartkę. Jeszcze kilka i będzie mógł nimi wytapetować Royal Albert Hall.
Volf: Podczas gdy Slott zawodzi, Bendis prezentuje wysoki poziom i reperuje zszarganą reputację. Akcji brak, ale za to mamy pełno dialogów między superbohaterami, a jak wiadomo, w tym właśnie Brian jest najlepszy. Szczególna perełka to dyskusja Jessicki z Peterem, perełka i jak dotąd pierwszy pozytywny aspekt całego Brand New Day.
Krzycer: Rewelacyjny. Świetna rozmowa Strange'a z Billym, absolutnie genialne zebranie Avengers i rozmowa Parkera z Jessicą. Wciąż nie przekonuje mnie pomysł Bendisa, by z Hooda robić sługusa Dormammu, ale na to nic nie poradzę, więc pozostaje mi to zaakceptować.
Przeplatanie ilustracji Tana stronami autorstwa Bachalo wypada dziwnie, ale hej - uwielbiam Bachalo, im go więcej, tym lepiej. Co powiedziawszy muszę dodać, że kiedy przeglądałem zwiastun tego numeru, jeszcze bez dialogów, byłem przekonany, że Billy to dziewczyna...

LeGoL: Dostając Bachalo i Tana w jednym komiksie tylko uświadczyłem się w przekonaniu, że rysunki tego drugiego mi się diabelnie nie podobają. Dialogi, jak to u Bendisa bywa, bardzo dobre, a z oceną ogólną fabuły poczekam, aż historia się rozwinie. Co do Parkera, to patrzeć, jak w NA dostaniemy Mephisto... Tyle na ten temat.
czarny_samael: Przeciwne do swojego Mighty odpowiednika. Świetne dialogi, początek ujawniania związku Hooda i Dormammu, czy wprowadzanie nowego Sorcerer Supreme. A co najlepsze - to ma sens! Myślę, że nowym najpotężniejszym czarodziejem na Ziemi nie będzie Dr. Doom (a szkoda!), gdyż to by było za proste. Dark Reign kończy się w tym roku, więc będzie to ktoś "dobry", ale jak to określił Strange, niezaangażowany w codzienne utarczki. Warte przeczytania - 8/10.
Bertoluccio: Mało akcji, ale dialogi jak zwykle wyśmienite. Akcja dopiero się zaczyna, więc trudno powiedzieć jak, ciekawie się rozwinie. Z innych rzeczy - biedny Peter nawet nie wiedział, że jakaś dziewczyna się w nim podkochiwała, kiedy był jeszcze zwykłym mózgowcem. Czekam teraz na "What If Jessica told Peter about her feelings", by Bendis of course ;) Rysunki Tana na zwykłym mu, ponadprzeciętynym poziomie, a Bachalo, pomijając scenę z Dormammu, nie miał gdzie zabłyszczeć. Ogólnie 8/10.

Ms. Marvel vol. 2 #37
Gil: Jest takie klasyczne powiedzenie z literatury angielskiej: It's better to burn out than fade away i to właśnie zrobiła Karolka. Oczywiście czysto teoretycznie, bo dopóki nie zobaczę ciała, będę z pełnym przekonaniem wierzył, że wyłoni się gdzieś w najmniej spodziewanym momencie jako Binary, gdy tylko Reed pobawi się Karlą (zwaną od tej pory Zapasową Karolką). Czyli nie jest źle, chociaż nie do końca tego się spodziewałem. Dobrze, że przynajmniej kwestia Michaela została rozwiązana. Rysunki mogły by być lepsze, ale trudno się mówi. Należy się 7/10.
Krzycer:
Rozczarowujący koniec. Poza tym zbyt wielu bohaterów już kiedyś przetrwało w formie energii, żebym dał się na to nabrać. Nie ma ciała = nie ma trupa.
Poza tym jak to się ma w czasie do New Avengers? Czemu parę numerów temu Pająk był taki nieufny w stosunku do Karolki, z którą jest w jednej drużynie?


Nova
vol.
4 #23
Gil: Chociaż okładka zdawała się mówić aż nazbyt wiele, autorom udało się mnie jednak zaskoczyć, bo nie poszli po najmniejszej linii oporu. Dobrze wykorzystano też zderzenie PEGASUSa z H.A.M.M.E.R.em oraz sekrety doktor Necker, które pozwoliły wprowadzić skuteczne zamieszanie. A w tle tego wszystkiego nowi członkowie Korpusu wyruszają na rzeź z pieśnią na ustach. Oj, będzie się działo! Kolejne mocne 7/10 dla Protektora Uniwersum.
Krzycer:
Okładka zdradza wszystko... a i tak byłem zaskoczony :) Do tego wejście H.A.M.M.E.R., kontakty doktor Necker i rozmowa o nich - same dobroci.
Swoją drogą Wendell będzie teraz pewnie zastępował Riderowi Worldminda...


X-Force/Cable Messiah War avalonpulse0085g.jpg
Gil: Bardzo dobre i zachęcające wprowadzenie do tematu. Przeskok z ostatniego numeru X-Force jest płynny i poprawnie przeprowadzony - tak samo zresztą, jak włączenie do fabuły Cable'a i Hope. Nawet przypominajki wypadają dobrze. A co najważniejsze, mamy też naprawdę dobrego Deadpoola. To wszystko przyprawione jest dobrymi rysunkami, a na deser dostajemy też świetnie zilustrowane Strike Files. Zostałem skutecznie zachęcony, więc daję mocne 7/10.
Hotaru: Jest dobrze. Fabuła wprowadza konieczny nastrój i szybko uzmysławia, o jaką stawkę gra się toczy. Jestem zaintrygowany, chociaż nie na tyle, by sięgnąć po wcześniejsze numery Cable. Mike Choi czaruje ołówkiem - cieszę się, że jest w formie znanej z X-Force, a nie Uncanny X-Men. Nie chcę się jeszcze wypowiadać o samej fabule, nauczony po Messiah CompleX, że dobry pomysł może zostać doszczętnie zniweczony. Mam jednak nadzieję, że ponieważ w planowaniu tego eventu wzięło udział mniej scenarzystów, to wszystko wyjdzie bardziej spójnie i reperkusje nie będą na kilometr jechały smrodem decyzji odgórnej edytorów. Zobaczymy, jak to będzie.
Volf:
Zaczynało się ładnie, potem pojawił się Deadpool, pomyślałem "o nieee, teraz cały klimat szlag trafi"... a potem spadłem z krzesła po akcji z "Logan, czy jesteś telepatą?". Klimatu szlag jednak ostatecznie nie trafił, wszystko rozwija się ładnie i już nie mogę się doczekać ciągu dalszego. Meh like it!
LeGoL: Jak oddać wszystko o kosmosie DnA, tak, jak dla mnie, Kyle i Yost niech piszą wszystko o mutantach. Deadpoola też niech wezmą, bo albo jestem przewrażliwiony, albo w końcu Wade jest taki, jaki być powinien. Teraz tylko przeczekać Swierczynskiego i mamy ciąg dalszy ;)
Krzycer: Numer tygodnia! Niby niewiele się tu dzieje, ale drużyna dobrze reaguje na numer, jaki wyciął im Cyclops. Pierwsze spotkanie grupy z Hope wypada po prostu pięknie (i grafiką, i klimatem). No a przede wszystkim otrzymujemy najlepszy występ Deadpoola od zamknięcia Cable & Deadpool. A może od jeszcze dawniej. Jego dwa teksty po sniktowaniu wystarczyły, żebym zapomniał o wszystkim, co napisał Way.

Runaways vol. 3 #8
Gil: Początek niezły i całkiem zabawny, później przychodzi nudna nijakość, z której nic nie zapamiętałem, i wreszcie końcówka, w której Nico pada ofiarą semantyki. W tej chwili niczego więcej nie chcę od tej serii poza tym, by znów stała się naprawdę ciekawa i zgubiła cechy charakterystyczne zapchajdziury. Miyazawa też mógłby ustąpić miejsca komuś innemu. Najwyżej 5/10 będzie.
Hotaru: Nie rozumiem. Nie rozumiem, jak Moore mógł pomyśleć, że coś takiego, co odwalił w drugiej połowie tego numeru, może jakimś cudem komukolwiek wydać się fajne. A pierwsza połowa była całkiem przyjemna - wzajemne interakcje uciekinierów i słodkie plany Molly nie mogą się nie podobać, prawda? Tym bardziej uwiera kiepska końcówka, a ponieważ stanowi zapowiedź tego, co będzie się działo w następnym numerze, to niestety mogę stwierdzić, że Terry Moore zakończy swój krótki run spadkiem. Szkoda.
Misiael: Z krwawiącym sercem zmuszony jestem zjechać ten numer Uciekinierów. Twórczość Terry'ego Moore'a przed jego przygodą z Runaways jest mi całkowicie nieznana, zaś po pierwszych numerach jego runu w tej serii nastrojony byłem doń bardzo pozytywnie. Wszystko, co kochaliśmy i ceniliśmy w oryginalnej serii Vaughana, mieliśmy i u Moore'a - co prawda klasa nie ta, ale mierzyć się na pióra z Brianem K. Vaughanem to trochę jakby kopać się z koniem.
Niestety, w tym numerze dostajemy raczej rzadkie popłuczyny po poprzednim. Przez pierwszą połowę numeru towarzyszymy naszej wesołej gromadce na pustynnym biwaku... Sorry, ale oni są na Malibu! Czemu nie wylegują się na jakiejś plaży, tylko gdzieś w spieczonym pustkowiu pośrodku niczego?
Przez cały komiks nic się w zasadzie nie dzieje, dopiero na ostatnich stronach akcja przyspiesza. Molly projektująca trykoty dla bohaterów miała pewnie wypaść zabawnie - nie wyszło. Nawet mój ulubieniec Val zaniżył loty i jego gadka już tak nie jara...
Ostatnie strony komiksu wynagradzają nam w pewnej mierze wcześniejsze nudy. Dostajemy bowiem inwazję zombie rodem z Romero... I jest fajnie, aż do ostatniej strony komiksu, na której - wskutek nieprzemyślanych działań Nico - stajemy twarzą w "twarz" z poczwarą będącą kwintesencją absurdu... Nie powiem, co to jest (kto ciekaw, niech zajrzy), ale Moore miał dobry brak pomysłu.
Sytuacji nie poprawiają mangowe rysunki. Takeshi Miyazawa - wzywam cię do popełnienia seppuku za gwałt na tej skądinąd sympatycznej serii! Gdyby w miejscu tego mangaki stał Ramos, nie miałbym powodów do narzekań, ale cóż... Przynajmniej coverek jest fajny... 6/10 z bólem i ciężkim sercem.


avalonpulse0085h.jpgX-Men: Kingbreaker #4
Gil: Również tutaj wszystko przebiegło tak, jak można było się spodziewać. No dobra - powiedzmy, że dotyczy to głównego wątku, bo w tle było kilka niespodzianek. I o ile los Razy i Deathbird nie bardzo mnie interesuje, tak raczej niepokojące jest to, co stało się z Phoenix Force. Czyżby pięcioletni okres respawnu? Dodajmy do tego rysunki na stałym, niezbyt dobrym poziomie i w efekcie dostaniemy słabowite 6/10.

Hotaru: Ku mojemu zaskoczeniu, ostatni numer okazał się lepszy od poprzednich. Co jeszcze dziwniejsze, stało się tak dzięki zupełnie niespodziewanemu pobocznemu wątkowi Rachel, który jak dla mnie skradł numer i całą historię. Wiem, że to część War of Kings, ale teraz Yost bardziej zaciekawił mnie Phoenix Force, niż dalszymi starciami Havoka z Vulcanem. Wątpię, czy taki był jego zamiar, ale jeśli ten wątek zostanie podjęty podczas WoK, będę mile zaskoczony.

Krusty: Havok od dawna jest u mnie numerem jeden wśród Summersów, Vulcan też robi się coraz ciekawszy, nie spodziewałem się, że coś jednak głębszego łączy go z jego cesarzową. Moment utraty przez Rachel mocy jest intrygujący, Polaris też ma swój moment, jak i reszta Starjammers, ale numerem jeden tego numeru jest Korvus i akcja z mieczem, mniam.
Krzycer: Drugi świetny numer sponsorowany przez literkę X. Świetna dramaturgia wydarzeń - walka, ofiary, klaustrofobiczna atmosfera spotęgowana przez przeciekający sufit, Havok, któremu wystarczyła siła jednego eksplodującego słońca, żeby pokazać Vulcanowi, kto tu rządzi...
A i tak najważniejsze jest pytanie o Phoenix. I sugestia, że może Jean...


Thunderbolts #130
Gil: Ech, miało być zupełnie odwrotnie. To Deadpool miał wyrównać w górę do Boltsów, a nie oni w dół. Niestety tak właśnie się stało i nawet sprowadzono rysownika o imieniu Bong, żeby dopilnować, że spadek dotknie wszystkich płaszczyzn. Jedyny plus to kilka lepszych tekstów i fakt, że Wade nie zachowuje się jak skrajny idiota. Bardzo jestem zawiedziony tym magnumowym opusem jak na razie. Maksimum 5/10 mogę dać.
Volf:
O ile w Messiah War Deadpool wymiótł, tak tutaj przez cały komiks w najlepszym wypadku udało mu się mnie zirytować. Nie podoba mi się ani sama akcja, ani to, że w komiksie nie ma ni kropli psychopatycznego klimatu, za który kochałem dotąd Thunderboltsów. Meh like it not!
Krusty: Zawiodłem się, jest kilka fajnych akcji, ale nowa drużyna jak na razie nie umywa się do starych. Deadpool też jakoś tak słabiej wypada. No cóż, czytam jednak dalej.

War Machine
vol. 2 #4
Gil: Chyba już tradycją tej serii stało się, że większość numeru wypełnia dość efektowna rozwałka, a cała resztę uzasadniające ją przebłyski fabuły, głównie z przeszłości tytułowego bohatera. Można sobie popatrzeć i poczytać bez negatywnych odczuć, ale też szybko można zapomnieć, o czym to było. I tradycyjnie też ostatnia strona zapowiada więcej rozwałki. A żaby tradycji stało się zadość w każdym stopniu, dam też tradycyjne 6/10.

War Of Kings: Darkhawk
#2

Gil: Poprzedni numer miał za zadanie przypomnieć ogółowi, co to jest Darkhawk. Ten dla odmiany ruszył akcję z miejsca i dał jej solidnego kopa. Widać, że jest pomysł na odświeżenie postaci i wygląda on obiecująco. Ciekawe, czy sprawdzą się moje przewidywania i okaże się, że Bractwo Raportów wywodzi się z Shi'Ar? A tymczasem czyta się fajnie i można się trochę zdziwić tu i ówdzie. No i nieźle wygląda. Mocne 6/10 będzie.
Hotaru: Twórcy powtarzają, że mają nadzieję, iż War of Kings okaże się dla Darkhawka tym, czym było Annihilation dla Novy. Nie przypominam sobie, żeby pierwsze dwa zeszyty z Novą były na maksa przegadane, nużyły i stanowiły gloryfikowany prolog do prawdziwej akcji (a przynajmniej mam nadzieję, że będzie prawdziwa). Przykro mi to mówić, ale te dwa numery to jedna wielka strata czasu. Po ich lekturze nie tylko nie zaintrygował mnie Darkhawk, ale jego los jeszcze bardziej mi wisi. I nie obraziłbym się, gdybym już nigdy nie musiał go oglądać.

X-Men: Sword Of The Braddocks avalonpulse0085i.jpg
Gil: Pamiętacie ten rysunek Psylocke w wykonaniu Jima Lee, do którego tak wielu fanboyów się śliniło? Właśnie pomachałem mu na do widzenia i od dzisiaj ślinię się do Psylocke w wykonaniu Scotta Clarka. Nie wiem, jakiej techniki on używa i szczerze mnie nie obchodzi, czy i skąd przerysowuje cokolwiek - ważne, że efekt jest powalający. I mówię tu nie tylko o ślicznych paniach, ale także panach, rysowanych bez przesady, oraz świetnych tłach. Mam nadzieję, że zobaczę jego rysunki wkrótce w innych tytułach. Aha, była tam też jakaś fabuła, na którą nie zwróciłem uwagi, i druga historia, która nie powinna nawet leżeć koło pierwszej. Za samą grafikę dam 7/10, bo na fabułę pewnie też nie zwrócicie uwagi.

Hotaru: Przy pierwszej z historii trzymały mnie ciekawe i miejscami ładne rysunki. Druga nie miała już nic do zaoferowania, więc sobie odpuściłem. Polecam tylko, by popatrzeć sobie na ładne obrazki w pierwszej połowie komiksu, bo fabularnie jest to Claremont w najgorszej z możliwych formie - jeszcze chwila i jego postaci będą miały kwestie pokroju "i wtedy wiatr rozwiał moje lśniące fioletowe włosy i poczułam aromat z kuchni pobliskiej restauracji, gdzie kucharze przyrządzali właśnie pasztet ze słowiczych języków".
Krzycer: Psylocke dawno nie wyglądała tak dobrze. Dla równowagi dostajemy tradycyjne patetyczno-drewniane dialogi i koszmarną narrację. Za każdym razem, gdy czytałem słowo "omniverse" czułem się, jakby ktoś mi wbijał gwoździe w mózg.
Druga historyjka jest marnie narysowana. I niepotrzebna. Na swoją obronę ma tylko to, że pośród tych kilkudziesięciu dowcipasów o Kanadyjczykach i Brytolach znalazło się parę niezłych.


X-Infernus #4
Gil: Zakończenie historii jest w porządku, ale nie można mówić o rewelacjach ani zachwytach. Niektórzy mogą nawet poczuć się zawiedzeni, bo początek był obiecujący. Wszystko skończyło się niemal dokładnie tak, jak sugerowały zapowiedzi nowej serii New Mutants i tylko niepewny los Pixie jest tu jakimś zaskoczeniem. Z drugiej strony, poziom serii był stały na wszystkich płaszczyznach, więc nie można też narzekać. Na zakończenie będzie zatem 6/10.
Hotaru: Cztery numery, by przedstawić coś takiego... toż nawet one-shot poświęcony takiej fabule by się dłużył. Spodziewałem się czegoś epickiego i mrocznego, a dostałem zajeżdżającą fanfikowym grafomaństwem fabułę, zilustrowaną bez ładu i składu. Mogli sobie odpuścić.
Krzycer: Tsk. Dotąd było nieźle, w końcówce miniseria wykonała zwrot w kierunku, który nazwałbym "fanficowym"... Dużo zamieszania, w sumie nie wiadomo, po co, Illyana równie dobrze mogła przestać szaleć po swoim występie w "Quest for Magik" i niepotrzebnie to zostało przeciągnięte.
Poza tym - czy mi się wydaje, czy oni zostawili Pixie w Limbo? Niby jest w stanie się tam przeteleportować (...z drugiej strony "tam" nie oznacza, że "z powrotem" też jej się uda), ale przecież to miejsce roi się od wrogo nastawionych maszkar...




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:


avalonpulse0085a.jpgDark Reign: Elektra #1

Autor:
Lee Bermejo

Hotaru: Świetny komiks zasługuje na świetną okładkę i tak stało się tym razem. Wprawdzie klimatycznie odbiega ona o lata świetlne od tego, co znajdziemy wewnątrz numeru, ale Lee Bermejo wiedział, co robi. Dramatyczne otoczenie, rozświetlone płomieniami i unoszone żarem włosy okalają świetnie cieniowaną postać, której mięśnie prężą się pod śródziemnomorską skórą. Sama twarz przypomina mi stare dobre czasy, kiedy Romita potrafił jeszcze rysować. I to spojrzenie, które mówi, że Elektra nawet w samym centrum pożogi panuje nad sytuacją...



avalonpulse0085b.jpgGuardians of the Galaxy vol. 2 #12

Autor:
Paul Renad

Gil: Okładka jest raczej prosta i nie powala, ale spodobała mi się ta oszczędność środków, która pozwala podkreślić nowy design kostiumu Phyli. Sama postać wygląda przyjemnie (podoba mi się jej spojrzenie), a ornament w tle jest interesujący.








Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.03.25


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.