Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #84 (23.03.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 23 marca 2009 Numer: 12/2009 (84)


Bogaty tydzień za nami - sprawdźcie, czy Dark Avengers zmierza w dobrym kierunku, który komiks ze sporej puli x-tytułów okazał się najlepszy i czy Ultimatum dalej wywołuje negatywne reakcje czytelników.



Amazing Spider-Man #588 avalonpulse0084d.jpg
Gil: Zakończenie równie mierne, jak cała historia. Wydarzenia, które nie mają sensu, drastycznie zmieniają życie postaci, które mnie nie obchodzą. Na jakieś dwie minuty, bo jak pokazuje epilog, konsekwencje są minimalne. Podejrzewam, że ten numer ucieszył zwłaszcza dwie osoby: imć Guggenheima, który przekonał się po raz któryś, że wszystko uchodzi mu na sucho, oraz imć Romitę, który miał sporo okazji, by porysować sobie obite i spuchnięte gęby, które tak lubi. 3/10 daję.
Krzycer:
Numer na "tak, ale..." Pozytywnie oceniam rozwiązanie wątku policyjnej konspiracji, rozmowę Petera z Harrym i wizytę Normana u Lilly. Dodatkowy punkcik za "Gwen... see you soon". Reszta numeru już mniej udana.
O warstwie graficznej się nie wypowiadam, bo musiałbym dużo "$^$&%" powstawiać.
Ogółem "Character Assassination" oceniam średnio. Takie 3+, w porywach 4-. Najgorsze jest to, że historia miała potencjał na dużo więcej. Mogło być przynajmniej tak dobrze, jak w "New Ways to Die". Tyle, że musiałby to pisać Slott.
A skoro już o tym mowa... Czemu te duże historie trafiają się JRJR?


Amazing Spider-Girl #30
Demogorgon: No i skończyło się rumakowanie. Świetna seria, oddech retro i komiksów z lat, w których zaczynałem moją przygodę ze Spideyem (chodzi mi o polskie wydania), w obecnym, ultranowoczesnym świecie, dobiega końca. Szkoda mi będzie niesamowitej Spider-Girl, bo była porządnym, jedynie niedocenianym komiksem, a od jego twórców każdy mógł się czegoś nauczyć - choćby tego, by pisać tak, jakby każdy numer miał być twoim ostatnim. Będzie mi brakować tego miesięcznika, zawsze pełnego akcji i zawsze w dobrym, pozytywnym stylu. Będzie mi brakować May i jej rodziny, pozytywnego Osborna, duetu Kaine & Darkdevil i podrywającego nastolatki Black Tarantuli (choć do ojca mu daleko). Przynajmniej do czasu, aż dorwę The Amazing Spider-Man Family!
Komiks dostaje 8/10, bo był świetny, w swojej klasie rzecz jasna, a cała seria - mocną ocenę 7/10.

Amazing Spider-Man Extra #3
Gil: No cóż, numer przypomina poprzednie Extrasy i to chyba najlepsza dla niego recenzja. Są momenty lepsze i są gorsze, ale w ogólności mógłby nie istnieć. Zdecydowanie lepszą okazała się strona graficzna, a zwłaszcza wstawki Fabrizio Fiorentino. Strona fabularna cierpi na ten sam problem, co regularna seria - ogólny brak klimatu i sporadyczne przebłyski sensu. Najlepszą z historii jest ta o rowerku. Ta, w której 3/4 Flasha Thompsona wracają do domu jest raczej głupia, a ta z Kravenką, mimo starań Jimeneza, nie chwyta. Za to interesującym dodatkiem są szkice z wczesnymi projektami postaci. Maksymalnie 5/10 i to z dużą pomocą grafiki.
Krzycer:
Epilog do CA - sceny u Night Nurse zostały ładnie narysowane. Reszta brzydka i w sumie nieciekawa, może rozmowa Flasha z Peterem trochę się wybija na plus, ale tylko trochę.
Origin Harry'ego Osborna - a to dla odmiany wyszło całkiem sympatycznie. Metody wychowawcze Normana - bezcenne, to, że Harry prowadzi kółko anonimowych... kogoś - ciekawe. Dobrze wypadła również jego rozmowa z Menaską.
Kravenka - czy ktoś z szanownych czytelników wyłapał z historii o niej, którą mieliśmy okazję przeczytać, że toto ma 12 lat!? To było największe zaskoczenie. Poza tym historyjka na poziomie "First Hunt" - do kitu.


avalonpulse0084e.jpgDark Avengers #3
Demogorgon: Dialogi między postaciami, czy to Normanem i Bobem, czy w czasie bitwy - perełka, zespół psychopatów w rękach Bendisa sprawdza się doskonale, same interakcje to duża siła komiksu. A sama historia - taka sobie, Morgana tłucze Darków, a potem Norman i Doom lecą wszystko odkręcić. I to będzie zapewne koniec Morgany Le Fey... Deodato jak zawsze nie zawodzi. A cały zespół twórców trzeba nagrodzić za rozmowę z początku numeru. Czy tylko ja zauważyłem, że im dłużej Norman wmawia Bobowi, że Void nie istnieje, tym w pokoju robi się coraz ciemniej? Normalnie, aż się zacząłem bać, niemal jak na rasowym horrorze, że na następnej stronie Void nagle wyskoczy i zrobi coś wrednego. Za to brawa należą się wszystkim, od scenarzysty i rysownika, po inkera i gostka od kolorów. 7/10

Gil: Przez ostatnie dziesięć minut zastanawiałem się, czy powinienem przyznać temu komiksowi tytuł numeru tygodnia. I przyznaję. Za to, że wreszcie udowodnił ponad wszelką wątpliwość wartość całego tego pomysłu. Za świetnie skonstruowaną rozmowę Normana z Bobem na początku. Za dysfunkcyjność drużyny i kształtujące się w niej relacje. Za Morganę, którą polubiłem jak nigdy wcześniej, a której działania są dla mnie całkowicie logiczne. No i wreszcie za wysoki poziom rysunków, których największą zaletą jest właściwa potworność potworności. Tylko ta okładka... A ponieważ czytało mi się to bardzo przyjemnie, dam nawet 8/10.
tig3000:
Ok. Podobała mi się rozmowa Normana z Bobem. Najbardziej to, jak Normie tłumaczy Sentry'emu, że to on jest Voidem i jak długo będzie robił czynności dnia codziennego, tak długo bedzie człowiekiem, a nie Voidem. Jedno, co zastanawia, to wyraz twarzy żony Boba (jakjejtam) po całej rozmowie.
Potem znowu walka z Morganą i jej hordami. Fajna scena, jak Venom krzyczy "help me!" na co Bullseye "help you? go ^&*&* yourself", hehehe.
Doom daje z przymusu dostęp Osbornowi do swojej zbroi i maszyny czasu, co kończy się powrotem w czasie do chwili, zanim to wszystko się zaczęło. Ciekawe, jaki to będzie miało wpływ na obecną linię czasu.
Cóż, pomysł wciąż mi się nie podoba, ale niech to jakoś leci i leci... przynajmniej do następnej historii (to jest ongoing, prawda?). Mam nadzieję, że tym razem Bendis faktycznie coś zrobi z postacią Sentry'ego (na co się zanosi, patrząc po rozmowie na początku)...

Bertoluccio: Rozkręca się ta seria, nie ma co. Rozmowa Normana z Bobem, choć na początku zaleciała mi powtórką z podobnej sytuacji z Normanem i fake-Captainem Marvelem, ostatecznie wpisała się u mnie na listę potencjalnych "najlepszych scen 2009 roku". Druga połowa numeru też dobra. Kiedy Iron Patriot leciał z Doomem na rękach, czekałem tylko, aż jeden z nich powie: "This is awkard" (czytający Invincible wiedzą, o czym mowa :)). Za to końcówka sprawia, że już się nie mogę doczekać kolejnego numeru. I może nawet dobrze, że Doom nie posłuchał rady kogoś z forum i nie zdecydował się przylecieć z kwiatami. Tak jest znacznie ciekawiej. Jeden minus całego numeru, to brak jakiegokolwiek sensownego wyjaśnienia przyczynowo-skutkowego w całym tym zabijaniu Morgany i jej wskrzeszaniu (albo ja nie załapałem idei). O rysunkach nawet nie wspominam, bo ile można je chwalić? Ogólnie 9/10.
Misiael: Zdziwniej i zdziwniej... Cały komiks wydał mi się lekko przegadany, aczkolwiek nie jest zły. Widać wyraźnie, że Bendis ma pomysł na Sentry'ego i ostatecznie coś dobrego dla Boba może z tego bałaganu wyniknąć. Dobry Wuj Norman pogłaskał po skołatanej główce Sentry'ego i... Temu się polepszyło. Przyznam, że to dla mnie trochę niezrozumiałe, bo przedtem Bob zaliczył sesje terapeutyczne z największymi mózgami Marvela, na czele z nieocenionym Dockiem Samsonem. A tu masz - jedna rozmowa z podobnym sobie świrem i od razu mu lepiej. Mam wrażenie, że takie powierzchowne załatwienie sprawy odbije się Osbornowi ciężką czkawką w następnych numerach.
Ale nic to, skoro dalej mamy pięknie opisane i przedstawione mordobicie. Ekipa Dark Avengers poczyna sobie całkiem nieźle, zwłaszcza, że herosi w niej działający to w znacznej mierze złoczyńcy raczej drugoligowi. Wątek Morgany i Dooma całkiem ciekawy, acz nieco ograny. Tak, czy inaczej, gwiazdą numeru jest oczywiście Legol... To znaczy Bullseye, miotający strzały z prędkością ponaddźwiękową (a to się Bendisowi udało :)) 7/10


Deadpool: Games Of Death

Gil: Wiadomo, że po 1-shotach wiele spodziewać się nie można i tak było też w tym przypadku. Fabuła jest czymś pomiędzy obecnym stylem Waya a tym, co zaprezentował Palmiotti podczas swojego krótkiego runu w pierwszej serii - bardziej sensacyjna, a mniej zabawna. Ma wprawdzie swoje momenty, ale ogólnie jest mało atrakcyjna. Rysunki dla odmiany są zupełnie nieatrakcyjne. Przypominają raczej kreskę Papcia Chmiela niż styl amerykańskiego komiksu i zupełnie tu nie pasują. A to wciąż tylko najmniejsza z ich wad. Deadpool zdecydowanie widział już lepsze czasy. Myślę jednak, że sprawiedliwą oceną będzie 5/10.

Ultimate X-Men #100 avalonpulse0084f.jpg
Hotaru: Chciałoby się powiedzieć, że tytuł odszedł z hukiem. Niestety, ani nie był to huk fajerwerków celebrujących zamknięcie dobrej serii, ani nawet huk gleby zaliczonej po spadku z pantałyku... bo od dłuższego czasu poziom był tak niski, że nie było skąd spadać. Coleite się nie popisał, równie dobrze w ostatnim numerze Ultimate X-Men mogło zabraknąć X-Men. Cały numer skupia się na Madroksie, który w tym uniwersum nigdy nie urósł do rangi postaci choćby drugoplanowej. Śmiesznie żałosne było, że Jamie multiplikował się przy każdej, najbardziej nawet bzdurnej okazji. Czy Iceman nie mógł ich pokryć lodem, a Jean wywołać telekinetycznie jakiegoś zatoru w mózgu? Nie, bo wtedy męczennik Logan nie musiałby ratować wszystkim skóry. Jedyne, co jest w tym numerze dobre (ale też bez przesady), to Brooks przy ołówku. A może w tym szaleństwie jest metoda i Marvel celowo zaniża poziom tych ostatnich numerów, żeby później móc z czystym sumieniem powiedzieć, że po reaktywacji poziom się podniósł? Chylę zatem czoła przed takim planowaniem z wyprzedzeniem.

Krzycer: No i skończyło się rumakowanie. W sumie ciekawe podejście do Madroxa, ale niemal identyczny manewr widzieliśmy w AoA. A finał - choć emocje są - jest tylko bladym echem pamiętnego numeru o chłopcu, który odparowywał ludzi.
Mimo to przygodę pana Coleite z UXM będę wspominał pozytywnie.
A europejskich kapitanów mi nie żal. Od jakiegoś czasu irytowało mnie, że tylko kraje starej Piętnastki mają swoich czempionów :D


Eternals vol. 4 #9
Gil: A jednak się skończyło, chociaż przez chwilę miałem nadzieję na jakiś cud. Trudno się mówi. Zakończenie nosi wiele cech przedwczesnego i wymuszonego decyzją o zamknięciu serii. Widać, że wątki zwijają się nagle ze zgrzytem, jak pęknięta struna, a kolejne rozwiązania wyskakują jak diabły z pudełka. Mimo wszystko przyznać trzeba, że Knaufowie dobrze poradzili sobie z sytuacją i wszystkie finały mają sens. Powiem więcej - podobają mi się te rozwiązania, a z pewnością podobałyby się bardziej, gdyby miały szansę rozwinąć się naturalnie. Co prawda, rewelacja na temat Fulcrum wydaje się wymyślona na poczekaniu, ale jest akceptowalna i spełnia swoje zadanie. Na pożegnanie dam mocne 7/10 za całokształt.
Krzycer:
No i skończyło się rumakowanie. Końcówkę oceniłbym pozytywnie - nie bardzo pozytywnie, ale pozytywnie - gdyby nie zabieg, którego nie cierpię od przeczytania "Pani Jeziora" Sapkowskiego, czyli całkiem zbędną narrację z przyszłości. Poza tym rozwiązanie tajemnicy Westybulu było mniej zaskakujące niż się spodziewałem.
Ale i tak - szkoda serii.


Punisher
vol. 2 #3
Gil: Otwarcie z Hoodem zapowiadało, że coś tu się w końcu wydarzy, ale zaraz po nim przyszło rozczarowanie w postaci dalszego biegania za własnym ogonem. Wygląda dobrze, ale nic ze sobą nie niesie. W tym przypadku przeciąganie może tylko zaszkodzić serii, więc lepiej niech wezmą się do roboty, zanim rysownikom skończą się pomysły, na ile sposobów można skrzyżować Osborna/Green Goblina z tarczą/celownikiem na okładce.
Tym razem 4/10.
Krzycer:
Niewiarygodne. Trzy numery za mną, a ja wciąż mam ochotę to czytać - nie było jeszcze takiego komiksu o Punim. Tutaj dodatkowo pomagają gościnne występy Hooda, który od dłuższego już czasu pozostaje jednym z moich ulubionych łotrów (choć chyba wolałem go w miniserii BKV gdzie był - mimo wszystko - antybohaterem, a nie łotrem per se...)

avalonpulse0084g.jpgUltimatum #3
Gil: Najpierw trzy razy w ciągu tygodnia oglądaliśmy śmierć Wasp, a tym razem dwa razy w ciągu dnia przyszło mi zobaczyć szkielet Pyma. I niech mi ktoś powie, że nie brakuje im pomysłów... No, ale nie to było najgłupszym momentem numeru, tylko wcześniejsza scena, w której Hank udaje Ozzy'ego, odgrywając niesławną scenę z główką nietoperza - w tej roli Blob. Ale na to przynajmniej byłem przygotowany i czytałem głównie, żeby się pośmiać, zaś kompletnie zaskoczyła mnie miernota graficzna w wykonaniu Fincha. Naśladowanie stylu Kubertów jeszcze mogłem znieść, ale odkąd dorzucił elementy Liefelda i Portacio, wychodzą mu same koszmarki - zwłaszcza płci żeńskiej. Skoro seria nadal obniża loty, wkrótce trzeba będzie przyznać jej mniej niż zero.

Hotaru: To aż się w pale nie mieści. Skąd takie opóźnienia? Zabawimy się w zgadywanki? Raczej nie była to wina Fincha, bo jego rysunki są w tym numerze poniżej średniej, więc ich nabazgranie nie mogło zająć tyle czasu. Zostaje Loeb. Skoro edytorial Marvela dopuścił do druku coś takiego, podejrzewam, że na tle wszystkich innych dostarczonych przez niego wersji skryptu ten wydawał się najmniejszym złem. To tłumaczyłoby tak duże obsuwy, bo zajeżdża totalnym brakiem artystycznej wizji, a zatem natchnienia, więc musiało powstawać długo i w bólach. Wszystko jest więc spójne - długo i w bólach powstawało, i tak samo się to czyta.

Demogorgon: A mi tam się rysunki Fincha podobały, naprawdę, dalej są świetne. Zauważyłem tylko, że mniej postaci ma takie typowo finchowe twarze - jakby eksperymentował z nowym stylem rysowania twarzy, szczerze mówiąc. A o fabule się nie wypowiem, by bym musiał użyć tylu przekleństw, że zgarnęłaby mnie policja za nieobyczajność.

Bertoluccio: ... [Sarkazm mode on] Genialny numer. Loeb pokazał w nim, dlaczego jest czołowym scenarzystą Marvela, z którym każdy się liczy. Nie mogę się nadziwić, skąd Jeph czerpie inspirację i umiejętność tak realistycznego przedstawienia dramatów bohaterów. Tragedia Pyma i jego w pełni zrozumiała reakcja - odgryzienie głowy Bloba - to absolutne mistrzostwo świata. Albo zaskakujący problem, przed którym został postawiony Thor - życie ukochanej lub życie towarzysza broni. Z każdą kolejną stroną Ultimatum robi się coraz bardziej pasjonujące. Finał zaś sprawia, że nie mogę się doczekać kolejnej części. Jak dla mnie 11/10. [Sarkazm mode off] W całym tym nawale absurdalnych, głupich lub też po prostu ogranych pomysłów, dwie rzeczy pozytywnie się wybijają. Jedną jest coś, co nie przeszłoby w 616 - totalna masakra superbohaterów. Druga zaś to rysunki, które jednak z numeru na numer powoli wydają się pogarszać. Za te dwa aspekty jestem skłonny dać 2/10, ale nie więcej.
Meister: Z
aczynają im się kończyć bohaterowie do odstrzału. :D Zastanawiałem się, kogo wybierze Thor, ale szczerze się nie spodziewałem, że wybierze siebie. No i sprawdza się, że giną bohaterowie z variantów okładek, co oznacza, że w następnym numerze zginie Dr Strange lub Wolverine (nie wiem, kto z tej dwójki będzie w #4).
Misiael: (wdech, wydech, wdech, wydech... raz, dwa, trzy...) Ok. To już się przestaje robić zabawne, panie Loeb. Nie mam nic przeciwko masakrze urządzonej całej śmietance świata Ultimate, ale robienie z tego jakiejś pokrętnej wersji Marvel Zombies zakrawa na absurd. Ani to śmieszne, ani mądre, ani potrzebne. Jak i w ogóle po co całe to zamieszanie - na dobrą sprawę wciąż nie wiem, o co tak naprawdę w tym biega, zaś kolejni herosi giną w sposób zupełnie nas nie ruszający. Przez całą lekturę ginęły moje ulubione postacie, ja zaś przyglądałem się temu absolutnie niewzruszony, beznamiętnie wyliczając "O, Wasp nie żyje", "O, Thor dednął", "Heh, Kurt kojfnął" i tak dalej. Niech to się już wreszcie skończy. 0/10
Volf: Mówcie co chcecie, ale w całym tym absurdzie odgryzienie głowy Bloba wywołało u mnie autentyczny uśmiech :D Ta scena chyba najdobitniej podsumowała całą absurdalność Ultimatum. A armia Madroxów obłążąca w sobie wiadomym celu Giant Mana ją jeszcze zaakcentowała. Całe 2/10 za te dwie sceny!

Spider-Man: Noir #4
Gil: Drugi finał spod znaku Noir nie dał rady doskoczyć do poprzeczki ustawionej przez pierwszy. Od początku był w tyle, ze względu na antyklimatyczne rysunki, ale i fabuła nie pomagała, bo z jakiegoś powodu, którego nie potrafię zdefiniować, nie zdołała mnie uchwycić. Wątek Osborna był mniej lub bardziej przewidywalny, a obowiązkowy zwrot w stronę Felicji w finale nie zdołał tego zrównoważyć i wszystko wyszło jakoś tak nijako. Dam 5/10, bo mi nie przeszkadza, a może komuś się spodoba.
Volf: P
o świetnym zakończeniu X-Men: Noir miałem nadzieję, że tutaj także czeka nas jakieś zakończenie. Niestety, przeliczyłem się - wszystko rozegrało się przewidywalnie, super-zaskakujący motyw zaskakujący nie był wcale, a dobro jak zwykle zwyciężyło. Ale czytało się to całkiem dobrze, zarówno numer, jak i całą serię. Imprint Noir jak na razie okazuje się strzałem w dziesiątkę, kto wie, może jak pomysł chwyci, to dostaniemy z czasem całe noirverse?
Krzycer: No i skończyło się rumakowanie. X-Men: Noir górują o parę długości. W S-M: Noir tak naprawdę na uwagę zasługuje Felicia Hardy w roli femme fatale i... niewiele więcej. A rewelacja na temat Osborna była śmiechu warta.

Wolverine vol. 3 #71 avalonpulse0084h.jpg
Gil: Jest trochę lepiej niż poprzednio bywało, a to dzięki Emmie i Black Boltowi oraz małemu zwrotowi w fabule, który wreszcie popycha ją ku finałowi. Oby. Gdyby ktoś pytał, to właśnie tutaj można drugi raz zobaczyć kości Pyma, choć również większego wrażenia nie robią. Właściwie tylko Black Bolt zrobił na mnie jakiekolwiek wrażenie, a cała reszta po prosu nie drażniła i za to dam 5/10.

Hotaru: To jeden z tych komiksów, którym jestem w stanie wybaczyć opóźnienia. Kiedy Millar jest nieskrępowany continuity, potrafi stworzyć kawał fajnej historii. O ile nie do końca się to sprawdza w Fantastic Four, o tyle w alternatywnej post-apokaliptycznej przyszłości jak najbardziej. Lektura sprawia mi autentyczną frajdę. Co więcej, McNiven dostarcza kilka fenomenalnych kadrów, w które mógłbym wpatrywać się godzinami... tak jak Emma Frost w lustro. Dobry pomysł i dobre wykonanie - czego chcieć więcej?

Bertoluccio: Dobre to. Nawet akcja z V-Rexem. A po przeczytaniu zakończenia zdałem sobie sprawę, że polubiłem tego Old Hawkeye'a i zrobiła mi się go żal. Jeżeli Millar utrzyma poziom do końca historii, to po początkowych wątpliwościach całość w mojej ocenie będzie bardzo dobra (żebym tylko nie zapeszył). Gdyby tylko nie te opóźnienia, ale przynajmniej nie można powiedzieć, że strona graficzna jest niedopracowana. Ogólnie 8/10.
Krzycer: Miller... nah. Jest nieźle. Tylko nieźle. Black Bolt miał niezłe wejście. Byłoby o wiele mocniejsze, gdyby nie strona z Emmą, która informuje czytelników, co się za moment wydarzy.
Pym Falls - zerowe zaskoczenie. Wolta w finale numeru - minimalne zaskoczenie. I lepiej, żeby autor to wyjaśnił w przyszłym numerze. Bo jeśli chodziło tylko o Hawkeye'a, to organizowanie tego całego przekrętu nie ma najmniejszego sensu. Chyba, że to część większej całości i Red Skull chciał wytropić źródło serum. W innym wypadku obawiam się, że będzie z tego be-zet-dura.


Uncanny X-Men #507
Gil: Chyba udało mi się rozpracować styl pisania Fractiona: wziąć byle jaki pomysł (np. Godzillę), obgadać ze wszystkich możliwych stron, żeby wyolbrzymić rangę problemu, a potem rozwiązać na jednym panelu i dorzucić epilog z udawaną głębią. Póki co, schemat pasuje do wszystkiego, co napisał, a to znaczy, że jeśli czytałeś jeden numer Fractiona, czytałeś je wszystkie. Kolejna przesłanka, żeby w końcu dać sobie spokój z UXM. Ech, te sentymenty... Ale żeby było sprawiedliwie, powinienem dać 4/10, bo jest nadal lepszy niż ASM.
Krzycer:
Z jednej strony Angel odkrywa swój sekret i ładnie sobie poczywa z Godzillą, z drugiej - Colossus najbardziej bał się straty Kitty, która miała już miejsce, i szalał, bo...? Czekaj... co? Albo ja jestem głupszy niż mi się wydawało, albo Fractionowi nie udało się klarownie przedstawić tego, co sobie wymyślił.
Rozmowa Cyclopsa z panią burmistrz - abstrahując od mrożącej krew w żyłach ostatniej kwestii jest o tyle dobrze, że wreszcie Ułamek zwraca uwagę na to, co dzieje się w X-Force.


Wolverine: Origins
#34

Gil: No i po krótkiej wycieczce w okolice logicznego myślenia wracamy do krainy naiwności, zbiegów okoliczności i ignorowania wydarzeń w innych tytułach. Numer zaczął się nie najgorzej, więc tym bardziej szkoda, że w ramach postępu jego poziom gwałtownie runął. Największy absurd: Wolverine wyskakuje z myśliwca w kurtce, a na ziemię spada w kostiumie. Ale niech już to sobie brnie naprzód i zmierza do końca. Póki co 4/10.
Krzycer:
Nawet ładne rysunki. Hisako przepraszająca Cyclopsa - w zasadzie nigdy dotąd nie zastanawiałem się, czy ona jest Japonką czy Amerykanką japońskiego pochodzenia. Innymi słowy - ta scena albo ma sporo sensu, albo nie ma go wcale, a bohaterka zachowuje się out of character.
Mniejsza z tym. Mimo wszystko znieść nie mogę, jak superkozaczy się Dakena, robiąc z grupki X-Men frajerów. Tym bardziej, że losowa dwójka z tej piątki powinna go z łatwością położyć...


avalonpulse0084i.jpgX-Factor vol. 3 #41
Gil: Po mocno wypełnionych treścią i emocjami poprzednich numerach, ten może się wydać nieco mniej intensywny. Fabuła wykonuje skok naprzód od momentu poprzedniego zakończenia, a obok niej wyłaniają się trzy kolejne wątki, które prawdopodobnie są ze sobą powiązane. Jest to trochę element hamujący, ale na tym etapie nic już nie zatrzyma rozpędzonej akcji, więc nie ma się czym martwić, a narzekać tym bardziej nie ma na co. A jakby mało było wydarzeń, są jeszcze świetne teksty, więc czyta się podwójnie miło. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy i wystawiam drugie w tym tygodniu 8/10.

Hotaru: Zgoda, może nie jest to tak szokujący numer, jak dwa poprzednie, ale odbieram to jak moment wypłynięcia na powierzchnię, by nabrać oddech, by za chwilę znów zanurkować w ocean zajebistości. To cudowne, jak PAD operuje kilkoma wątkami na raz w taki sposób, że wszystkie się splatają w artystyczny spójny wzór. A mając w pamięci numery Stromana, wcale nie przeszkadzają mi te chwilowo gorsze rysunki. Miodzio.

Bertoluccio: Nareszcie :) Sam numer może nie tak dobry jak poprzedni, ale udowodnił mi, że Layla to nadal Layla. Ufff... Za to widać, że PAD się nie patyczkuje i jeżeli okładka #43 coś nam mówi, to nie minie wiele czasu, nim zaiskrzy między nią i Madroxem. Jestem ciekaw, jak autor poprowadzi ten wątek. Interesuje mnie też, po co Madrox jest potrzebny w tamtych czasach? No i jeden tekst całkowicie mnie rozwalił: "Did my interior monologue do that?" Za to rysunki jakieś takie nijakie mi się wydały. Ogólnie ocena 8/10.
Misiael: Kolejny świetny numer. Zaczyna się od trzęsienia ziemi i na nim kończy, więc nie mamy na co narzekać. Nasz poczciwy Multiple Man wraz z Laylą trafia do "jej" linii czasowej, tymczasem pozostała część ekipy X-Factor zdecydowanie olewa Madroxa. Cóż, numer słabszy od dwóch poprzednich, ale jakby PAD co każdy numer serwował nam takie emocje jak epizod z Seanem czy powrót Layli, to człowiek szybko padłby na zawał od takiego nawału wrażeń. 8/10
Krzycer: Pierwsza rozmowa z Laylą - genialna. Zaraz potem zaskoczenie w postaci tajemniczego napastnika - niespodziewane. Potem przebitki z życia X-Factor, którym banicja Madroxa w niczym nie przeszkadza. Paranoja byłej mutantki w oczywisty sposób łączy się z tajemniczym napastnikiem, pozostaje się przekonać, o co w tym wszystkim chodzi. Do tego PAD sprawił, że polubiłem Longshota - kolejna rzecz, do której, jak sądziłem, nigdy nie dojdzie. Sceny na statku również wypadły świetnie.
Tylko ten przeskok wydaje się dziwny - u księdza jest ciemna noc, w Detroit środek dnia, potem wracamy do księdza, gdzie wciąż jest ciemna noc, a scena ta sama. Ale mniejsza o to.
A potem mamy Brave New World i urocze wejście Ruby.
Największe zaskoczenia były w dwóch poprzednich numerach, tutaj mamy już do czynienia z budowaniem fundamentów pod nowe historie - ale i tak jest świetnie.


X-Men: Legacy #222
Gil: Podoba mi się. Wątek Rogue posunął się dość znacznie, znalazło się w tym wszystkim miejsce dla Danger, a kosmiczny Jack Sparrow i jego załoga popaprańców wnieśli do historii równoważącą dawkę luzu. Wydaje mi się, że wiem, do czego to zmierza i jaką rolę odegra holograficzny Cody, ale poczekamy - zobaczymy. Mam też nadzieję, że wpływ Mystique na Rogue pchnie ją w kierunku, o którym myślę, bo byłoby to najlepsze, co przydarzyło się postaci od lat. Warto wspomnieć też o coraz lepiej dopasowanych rysunkach Eatona. Ode mnie dostanie 7/10.

Hotaru: To niesamowite, jak nudny jest ten komiks. Lektura to walka o każdy kolejny dymek. Nie wiem, czy Careyowi wyczerpały się pomysły, czy to chwilowy spadek formy, ale ten tytuł to jak czerstwy chleb ze zjełczałym masłem podany na talerzu z chińskiej porcelany w prestiżowej restauracji. Może i ładnie to wygląda, ale przełknąć trudno.

Krzycer: Jest dobrze. W kalejdoskopie iluzji pojawia się jakiś sens. Finał odwołujący się do jednej z najmocniejszych scen z życia Rogue i Gambita pobudził moją ciekawość, chcę się dowiedzieć, o co biega z holograficznym Codym.
Do tego świetny kadr z Danger w pozycji embrionalnej i komentarzem Xaviera.
Ale i tak najfajniej wypada w tym wszystkim banda złomiarzy :)


X-Force vol. 3
#13
avalonpulse0084j.jpg
Demogorgon: Czyli, że co? Nie będzie Nextwave vol. 2? Ja się nie zgadzam! To się nie zdarzyło! Cyclops to dupek, a X-Force mu nakopią, jak już wrócą. Głupi Cable! Nie mogli go znaleźć pięć minut później?!
Dobra, żarty żartami, ale sam komiks jest niezły. Crain rysuje świetnie, ale popełnił parę potknięć, jak taki jeden panel z Vanisherem i Archangelem, gdzie ten pierwszy wygląda jak kosmitek, a drugi jak manekin (choć to drugie może być winą źle nałożonych kolorów). Fabularnie fajnie, tylko bardzo mrocznie i pesymistycznie - nie każdemu musi się to podobać. No i szkoda trzech fajnych postaci. Rety, czy naprawdę Paris Hilton mutantów musi ginąć w taki sposób? Nie było jakieś zabawnej, głupiej śmierci? Nie wiem, wpadnięcie do kanalizacji, do której ktoś wpuścił węgorze elektryczne? To by przynajmniej nie było takie dołujące. 7/10

Gil: To się zadziało... Zabawne, jak nie zwraca się większej uwagi na pewne postacie dopóki, ktoś nie wpakuje im kulki w głowę i nie uświadomisz sobie, że dalszy ciąg NEXTwave zawisł właśnie na włosku. Ale poza tym nie jest źle. Dziwi mnie trochę, dlaczego Cyclops odstawia jeszcze większy hardkor niż zwykle w sprawie Cable'a i czemu miała służyć cała strona pokazująca jego z ręką pod stołem? Za to przynajmniej wątek Rahne wykonał poważny krok do przodu. Chyba trzeba będzie teraz poczytać o tej mesjaszowej wojence, więc mam nadzieję, że Kyle i Yost podciągną trochę Swierczynskiego. Tymczasem należy się porządne 7/10.
Hotaru: Wiem, że los Tabithy spotkał się na forach internetowych z żywym odzewem. Ja jakoś nigdy za nią specjalnie nie przepadałem, więc o wiele bardziej drżę o Surge i Helliona. Tak bardzo, że będę wył do księżyca, jeśli Kyle i Yost ich wybiją. Kiedy po zamknięciu New X-Men Marvel obiecywał, że ma co do tych postaci plany, nie pomyślałem, że planem może być wysadzenie na kawałeczki. Łudzę się, że Julian i Noriko przeżyją, bo scenarzyści lubili te postaci, kiedy pracowali z nimi wcześniej, ale i tak do kolejnego numeru zdążę poobgryzać wszystkie paznokcie w rodzinie.


Young X-Men #12
Gil: Po tym, jak zupełnie niechcący przepowiedziałem poprzednio, że Guggenheim myśli o Dust jak o potencjalnej terrorystce, tym bardziej cieszę się, że w końcu dokonała żywota ta pokraczna wariacja na temat New Mutants. Jeszcze bardziej ucieszę się, jeśli nigdy więcej nie zobaczę Inka, Greymalkina i Cipher (chyba, że ktoś dałby ich Kyle'owi i Yostowi do odstrzału - to byłoby nawet lepsze). W przeciwieństwie do ostatniego numeru Eternals, tutaj nie ma co chwalić, bo i nie widać najmniejszego wysiłku ze strony autorów, żeby pozostawić po sobie chociaż dobre wrażenie. Na dobranoc 3/10.

Hotaru: Skoro to ostatni numer, to postanowiłem przeczytać, licząc po cichu, że ostatnia nuta będzie brzmiała czyściej niż poprzednie. Ale byłem naiwny... Guggenheim ewidentnie zawiódł i więcej nie powierzałbym mu żadnego tytułu drużynowego. Jedyne, co mi się podobało, to kilka kadrów Acuny i fakt, że Inka zamieciono pod dywan. Mam nadzieję, że już tam zostanie.

Krzycer: No i skończyło się rumakowanie. Mam tylko nadzieję, że smród po Guggim nie będzie się długo ciągnął. Wróżę, że wątek strasznej przyszłości i bezwzględnej Dust zostanie natychmiast zapomniany, podobnie jak katatoniczny Ink (o którym w finale zapomina nawet jego własna drużyna - nikt się nawet nie zajaknął na jego temat, nie było "jaki on wspaniały, co za poświęcenie!", wszyscy tylko się cieszyli z powrotu Dust :D ). To zostawia Graymalkina i tę nieszczęsną Cipher. Może jakiś porządny autor coś z nich wykrzesa. A jak nie - nie będę za nimi płakał.



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:


avalonpulse0084a.jpgScourge of the Gods #3

Autor:
Aleksa Gajic

Hotaru: Nie znam tego komiksu, więc z pewnym zaskoczeniem stwierdzam, że to ta okładka najbardziej mi się w tym tygodniu podoba. Nie mam zielonego pojęcia, o czym jest fabuła, ale cover wprowadza tajemniczą, epicką atmosferę, która zaintrygowała mnie na tyle, że zastanawiam się, czy nie sięgnąć do pierwszego numeru. Czyż nie po to są okładki?





avalonpulse0084b.jpgUtimatum # 3

Autor:
David Finch

Gamart: Średnie okładki w tym tygodniu, więc niech już będzie ten Finch wyróżniony, bo to nadal kawał dobrej okładki. Dużo szczegółów, nieźle przedstawieni złoczyńcy. Lepiej niż w całym numerze.







Gniot tygodnia:

avalonpulse0084c.jpgDark Avengers #3

Autor:
Mike Deodato jr.

Gil: Chociaż zazwyczaj podoba mi się styl Deodato, często drażni mnie jego upodobanie do wybierania dziwnych punktów widzenia i ostrych kątów w perspektywie. A nie drażniłoby, gdyby dobrze mu to wychodziło. Na przykład tutaj: oczy są za bardzo wysunięte do przodu, czoło spłaszczone, linia ramion cofnięta, a piersi wypchnięte do przodu (przy czym prawa wyskakuje do czytelnika), dłonie nie zachowują kąta względem ramion, a wszystko poniżej piersi to bałagan. W dodatku, dorysowane chyba w ostatniej chwili ptaszysko siedzi w powietrzu, zamiast na ramieniu. Motyka, słońce - te rzeczy.




Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.03.18


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.