Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #83 (16.03.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 16 marca 2009 Numer: 11/2009 (83)


W tym tygodniu zabrakło komiksowych hitów, chyba, że za takie uznamy koniec pierwszej miniserii spod znaku "Noir" i one-shot, w którym Nightcrawler żegna się z X-Men. Za to tradycyjnie kilka mniej popularnych serii zasłużyło na pozytywne oceny.



Captain Britain And MI 13 #11 avalonpulse0083c.jpg
Gil: Wciąż mam wrażenie, że historia rozwija się trochę zbyt nieśmiało. W tym numerze było więcej akcji niż poprzednio i zaczęły się wyłaniać pewne zależności, ale nie poczułem jeszcze ukłucia haczyka i szarpnięcia wędki pana Cornella. Niemniej, bardzo przyjemnym i zaskakującym fragmentem była bardzo książkowa narracja w scenie upadku - taki mały wyjątek od reguły, który okazuje się perełką. Nadal świetnie prowadzone są interakcje między postaciami, ale przydałoby się więcej uwagi poświęcić prowadzeniu akcji, bo korzystnie byłoby ściągnąć trochę miłośników rozwałki, którzy poprawią wyniki sprzedaży. Niezmiennie daję 7/10.

Hotaru: Nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo stęskniłem się za tymi postaciami, póki nie sięgnąłem po ten komiks. Podczas lektury czułem autentyczne zadowolenie, że znów o nich czytam. A było co czytać... No właśnie, jak Gil zauważył, trochę za dużo tego było. Po mocnym uderzeniu w poprzednim numerze, scenarzysta zauważalnie zwalnia tempo, by wyłożyć garść faktów. Nie przeczę, że przedstawione informacje są ważne, ale nie mogę oprzeć się myśli, że można je było przekazać w bardziej emocjonujący sposób, niż przez tzw. "gadające głowy". Pomimo tego drobnego niedociągnięcia, nie mam najmniejszych wątpliwości, że Kirk i Cornell nadrobią wszystko z nawiązką w kolejnych odsłonach historii. Dlatego mam apetyt na więcej.

Lokus: Kolejny dobry numer, ale... po takiej kampanii reklamowej, spodziewałem się jednak czegoś więcej. Akcja rozwija się bardzo niemrawo, a to nie sprawi, że nagle na ten tytuł rzuci się dużo nowych czytelników, czego jednak tej serii życzę. Paul Cornell pokazuje, że ma pomysł na ten tytuł i postacie w nim występujące. Mam nadzieję jednak, że postawa Spitfire nie okaże się typowym kamuflażem, mającym na celu skopanie dupska Draculi. Trochę słabiej niż zwykle poradził sobie Kirk, którego rysunki bardzo lubię i mam nadzieję, że następnym razem się poprawi. Za całokształt przyznam 7/10 i czekam na następny numer.

LeGoL: Co tu dużo mówić? Klasa sama w sobie i jedyny minus, jaki wyłapałem, to rysunki, które momentami są nieco pokraczne. Najbardziej, pod tym względem, zapadł mi w pamięć Blade podczas narady. Ale i tak klasa.

Adam: Legend Of The Blue Marvel #5
Gil: Wszystko potoczyło się niemal dokładnie tak, jak przewidywałem. Zaskakującym na plus momentem był jedynie pojedynek mano-a-mano z Sentrym, który częściowo odpowiedział na wiszące w powietrzu pytanie, który z retconowanych super-potężnych herosów jest silniejszy. Poza tym wszystko dało się przewidzieć: i niesnaski między bohaterami, i dramatyczny moment, i finał. Byłoby to nawet całkiem dobre, gdyby nie pseudonaukowy bełkot, który doskwiera mi jako fizykowi, chociaż pewnie zwykły śmiertelnik nawet nie zwróci na to uwagi. No i jeszcze te rysunki, w których perspektywa jest wyjątkowo fatalna tam, gdzie w ogóle jest. Rewelacją ta seria nie była, ale nie mam nic przeciwko temu, by Blue Marvel wyłonił się gdzieś jeszcze i znalazł dla siebie miejsce w uniwersum. Niech będzie, że za całokształt dam 6/10.
Lokus: Koniec mini-serii nie mającej na celu niczego innego, jak tylko dodać kolejnego bohatera do świata Marvela, okazał się przyzwoity. Nie było w niej żadnego zaskoczenia, bo być nie mogło, a całkowitą ocenę obniża kilka typowo Greviouxowych trików, jak i również co najmniej słabe rysunki. W sumie jednak bardziej podobały mi się początkowe numery tej historii i przez ich pryzmat nie mogę dać finałowi Blue Marvela więcej niż 5/10

avalonpulse0083d.jpgGhost Rider vol. 5 #33
Gil: Pierwszy od dawna numer tej serii, który naprawdę mi się podobał, a to ze względu na sporą dawkę humoru w historycznym przeglądzie Ghost Riderów. Jakby mało było Czterech Pancernych i Czerwonego Barona, dorzucono jeszcze ulubionych piratów drogowych z filmu "Mistrz Kierownicy Ucieka" i to rozłożyło mnie zupełnie. Ale chociaż ubaw miałem po pachy, nadal zastanawiam się, dokąd zmierza ta seria, bo nie dostrzegam równowagi między autoparodią, a patetycznymi wątkami anielskiej wojny. Poprzedni ongoing również zmagał się z tym problemem i źle (się) skończył. Ale przynajmniej rysunki lepsze tym razem.
No dobra, niech ma te 7/10.

Demogorgon:
Ja chcę, żeby wyszła kolejna Ghost Riderowa mini - "Book of Ghost Riders", gdzie poznamy historię i losy tych wszystkich niesamowitych Ghost Riderów. Nie wiem, którzy najbardziej przypadli mi do gustu - czy lotnik z pierwszej wojny, czołgiści z drugiej, szaleni kierowcy, czy kurdupel i jego kumpel z lat 30-tych. Komiks całkiem całkiem. Tylko niezbyt łapię ostatnią stronę - czego Deacon i Blackout się naćpali, że myślą, że zdołają namówić kogokolwiek z ich listy, kto stanowi jakieś zagrożenie, do załatwienia Ghost Ridera? Dracula? Blackheart? Satana? Man-Thing? Już to widzę...

Lokus: Powiem szczerze, że choć ten numer zdecydowanie nie powinien powstać, to jednak mi się spodobał. Tak, wiem, to dziwne. Ale o co mi chodzi? W historii opowiadającej o nowej Caretaker pojawiło się tylu Ghost Riderów, że wydaje mi się, że Aaron zdecydowanie przegiął. W pewnym momencie to już zaczynało być nie tyle co nużące, co już zwyczajnie głupie. A w kategorii pierdoła tygodnia wygrywają Czterej Pancerni i Indiański Rider. Jeśli ten numer to miała być parodia, to ja Aaronowi wybaczam i daję 6/10, jeśli nie to nigdy więcej nie chcę widzieć nic podobnego na łamach tego ongoingu i wystawię 3/10.


Astonishing Tales vol. 2 #2
Gil: Skrzyżowanie serii zeszytowej z publikacjami na stronie Marvela okazuje się wyjątkowo nieprzyjazne dla czytelnika. Albo czytasz jedno i drugie, albo się gubisz. Większy problem polega na tym, że nie warto czytać ani jednego, ani drugiego. W tym numerze warta uwagi okazała się tylko zabawna historyjka z MODOKiem. No, ewentualnie na przygodę Logana i Frania można popatrzeć - z naciskiem na "popatrzeć". Nadal wieszczę, że nie pobije ilości numerów ostatniego wcielenia Marvel Comics Presents i daję 4/10.

Lokus: No cóż, nigdy nie czytałem Marvel Comics Presents, więc nie wiedziałem, czego się spodziewać po tej serii. Dwa numery i już wiem, że nie stracę dużo, jeśli opuszczę od następnego numeru tę serię. Nie ma w niej niemal nic wartego uwagi, no, może oprócz całkiem zabawnej historii z MODOKiem. Reszta zła lub tragiczna, a historia z Iron Manem 2020 to już nawet nie mam pojęcia, jaki elseworld. Niestety, również rysunkowo Astonishing Tales wypada blado, a szczególnie opowieść o Mojoworld. Nie będę poświęcał tej serii już więcej czasu, a i myślę, że jej żywot znów taki długi nie będzie. 3/10


Guardians Of The Galaxy
vol. 2 #11 avalonpulse0083e.jpg
Gil: Bezapelacyjny numer tygodnia. Przede wszystkim za potężną dawkę marvelowego egzystencjalizmu oraz równie zacną dawkę dobrej bijatyki. Obie oczywiście dostarczone przez Draxa. Co tu dużo mówić - czytanie tego to czysta przyjemność i duet DnA w najwyższej formie, a przy tym odskoczna od wojenki między królami. Gorzej z patrzeniem, bo chociaż rysunki są w większości bardzo plastyczne, spod tej przyjemnej oprawy biją po oczach straszne babole rysownika. Aha, czy wspominałem, że Maelstrom wrócił? No, to wrócił. A ten numer dostaje zasłużone 8/10.

Hotaru: Obawiałem się tego numeru. Nie spodobały mi się zapowiedzi i bałem się, że taki będzie cały numer. Na szczęście byłem w błędzie. Poświęcenie całego numeru Phyli to był dobry zabieg - dzielenie uwagi na kilka równoległych wątków zaczynało być już męczące, bo sprawiało wrażenie, że każdy z nich postępuje zbyt ślamazarnie. A tym razem fabuła ruszyła z kopyta. Pod koniec numeru doceniłem nawet rysunki Wesa Craiga, które z początku mnie drażniły, ale potem nie mogłem im już odmówić rozsądnej dawki klimatycznej artystycznej wizji.

Lokus: Nie lubię takich zabiegów marketingowych, gdy okładka mówi jedno, a środek numeru drugie. Nastawiłem się na konfrontację ojca z córką (pomimo faktu, iż jest on martwy), a dostałem powrót Maelstroma. Nie piszę jednak, że komiks przez to był słaby, wręcz przeciwnie. Guardians moim zdaniem już przegonili poziomem Novę duetu DnA, a może być jeszcze lepiej. Rysunkowo nawet przypadł mi ten numer do gustu, chociaż tu i ówdzie można trafić na wpadki pana Craiga. Oby następnym razem było lepiej. 7/10

Krzycer: Rewelacyjny numer. Dialogi Draxa z Phylą na PADowskim poziomie - a że wypełniają większość zeszytu, to i całość taka. A to w moim poczuciu jeden z największych komplementów :D
A Maelstroma nie znam, ale chętnie poznam.


Invincible Iron Man #11
Gil: Na początku dowiadujemy się, że Antek zbudował najbardziej zajebisty odtwarzacz mp3 na świecie (96000 kawałków, brytyjski akcent i piersi), później możemy poczytać smuty alkoholików, zobaczyć, co porabia Marysia, a w końcu obejrzeć zupełnie pozbawiony sensu pojedynek z War Machine, którego jedynym celem było zapewne doprowadzenie do pojedynku z Namorem w kolejnym numerze. Innymi słowy, standardowy poziom chodnika i tradycyjne już chyba 3/10.

Lokus: Niestety z każdym kolejnym numerem historia ta wyhamowuje. Z tym, że w tym numerze Salvador Larroca przeszedł samego siebie i stworzył rysunkowo prawdziwego potworka. Ktoś już dawno powinien się zastanowić nad jego przyszłością przy tej serii. numer sam w sobie generalnie słaby i jeśli ktoś liczył na pojedynek dwójki odzianych w zbroje herosów, może się srogo rozczarować. Średniak, średniak i jeszcze raz średniak, który nie zasługuje na nic więcej, niż na ocenę w postaci 4/10. Może Namor coś rozrusza...?
LeGoL:
Na szczęście dostałem mało Iron Pepper i dobrze. Stark bez wąsika z zarostem a'la Zakościelny to nie jest dla mnie Stark. Walka z War Machine jest ciekawa, Tony w starym armorze rzeczywiście ma niewiele szans z Rhodeyem i gdyby ten się nie powstrzymywał... Wątek Hill pominę i poczekam, jak się dalej rozwinie, a wejście Namora, choć racjonalne skoro Żelazny spadł do oceanu, wydaje mi się być nieco na siłę. Rysunki pozostawię bez komentarza...
Krzycer: Walka z Rhodesem, która walką nie była - ok. Przygody Hill - ocenię, jak będzie wiadomo, co się z tego inkubatora wykluwa. Potts w zbroi - wciąż jestem na nie.
Rysunki - te same grzechy co zwykle.


avalonpulse0083f.jpgImmortal Iron Fist #23
Gil: Nie chce mi się po raz kolejny zgadywać, czyją zasługą i w jakim stopniu jest fabuła tego numeru. Ważne, że jest dobra. Momentami naprawdę dobra, kiedy indziej znośna, ale ogólne wrażenie jest bardzo pozytywne. Dostajemy solidną dawkę tego, co przyniosło serii sukces - historii Iron Fistów okraszonej tajemnicą, z dodatkiem pojedynków. Co prawda podejrzewałem, że prędzej czy później staruszek odstawi Shang Tsunga, ale fakt, że stało się to prędzej, też ma swoje dobre strony. Dla odmiany rysunki są nadal w większości tragiczne, a strona jedenasta jest chyba największym kwasem w historii komiksu. Co innego pierwsze trzy strony. Najlepiej niech pan Zonjic na dobre zastąpi Foremana. Z poprawką na kiepską grafikę, numer nadal zasługuje na przyzwoite 6/10.

Lokus: Generalnie niezły numer. Szkoda tylko, że znów narysowany przez Travisa Foremana, który ewidentnie krzywdzi swoimi ilustracjami ten komiks. Dwayne tymczasem radzi sobie nad wyraz dobrze, aż dziw, że to właśnie on pisze tę serię. Szkoda tylko, że w następnym numerze znów dostaniemy jakiś przerywnik, bo z chęcią dowiedziałbym się już teraz, jaki będzie finał walki dwóch Iron Fistów. Podsumowując, to gdyby nie rysunki, ocena byłaby wyższa, a tak to kolejny numer Iron Fista dostanie 7/10.
Krzycer: C
oś jakby Swierczynski się obudził - ten numer mu się wcale udał. W tym numerze było coś z Brułamkowego Fista. Oby nie skończyło się na jednej jaskółce. Zostawianie wiadomości Morsem byłoby ok, gdyby rysownik to trochę stonował, ograniczył do paru małych kropek i kresek - w tej postaci wygląda to dziwnie i zastanawiam się, kiedy Bronie miały czas na to wszystko i czemu nikt im nie przerwał, skoro w zasadzie co chwila demoniczni strażnicy ich gnębią...
Poza tym porozumiewanie się Randa z pierwszym Fistem pukaniem w ścianę wydaje się idiotyczne. Stary nie ma prawa znać Morse'a... a poza tym nie jestem w stanie sobie wyobrazić metody, którą można by pukać po chińsku...


Wonderful Wizard Of Oz #4
Hotaru: Podczas lektury nasunęła mi się refleksja - dlaczego nie uczyłem się angielskiego na takich komiksach? Jako berbeć przebrnąłbym przez całość, bo nawet gdyby co trudniejsze słówka sprawiałyby mi trudność, to cudowna oprawa graficzna trzymałaby mnie jak na uwięzi. Zapomnijcie o Ozie - to Skottie Young jest tutaj prawdziwym czarodziejem.

kid777: Wiadomo, że najlepszą częścią tego komiksu są rysunki. I znowu jest świetnie. Zielono-szmaragdowa poświata troszkę przeszkadza w oglądaniu, ale to fabuła ją narzuca. Więc nie ma się czego czepiać. Fabularnie... stary dobry czarnoksiężnik... :) Teraz czekam na małpki. 8/10
Undercik: Znów piękne rysunki, arcydzieło za arcydziełem. Nawet zmiana barw, która była wymouszona przez fabułę, wypadła genialnie. Czekam z niecierpliwością na kolejny numer. Obecnie w Marvelu spośród komiksów, które czytam, nie ma nic ładniejszego. A przy okazji ta mini jest już moją pierwszą tegoroczną kandydatką do Avalona. Fabuła co prawda znana, ale rysunki to po stokroć wynagradzają.

X-Men: Manifest Destiny - Nightcrawler
avalonpulse0083g.jpg
Gil: Jak wszystkie historie z manifestem w tytule i iksem na przedzie, również i ta prezentuje poziom co najwyżej średni. Zacznijmy od tego, czy ktokolwiek dawał wiarę spekulacjom o odejściu Nightcrawlera z X-Men. Rąsia do góry? Nie widzę. No bo, gdzie indziej znalazłoby się dla niego miejsce? Poza tym, gdy tylko zobaczyłem, że wraca do swojej niemieckiej mieściny wiedziałem, że znowu będzie coś o pożeraniu dzieci przez potwory/demony. Ta-da! Niespodzianka... not! Jedyny pozytywny akcent to pojawienie się Mephisto, które przynajmniej trochę nawiązuje do ich poprzedniego spotkania. A już zupełnie na marginesie zaznaczę, że zatrudnienie dwóch rysowników o nierównych stylach daje trochę zbyt wyraźny kontrast. Takie 5/10 wyszło.

Hotaru: Nie podniosłem rączki, bo mi było głupio. Ale przyznaję się, jestem tak naiwny, że czytając w zapowiedziach, że Nightcrawler odchodzi, przyjąłem to do wiadomości. Pewnie, może i nie miało to większego fabularnego sensu, ale nie oszukujmy się - większość fabuł zrzeszonych pod sztandarem "Manifest Destiny" go nie miało. Dlatego wystawiam temu komiksowi najniższą notę: za to, że mnie oszukał, za to, że zakpił z powołania Kurta, i za to, że nic z niego nie wynika. Bubel.

Lokus: Opcje były dwie: albo Nightcrawlera ubiją, albo szybko przywrócą do szeregów X-Men. Zwyciężyła opcja druga i muszę przyznać, że czuję się co najmniej oszukany. Już byłem przecież przygotowany na to, że mojego ulubionego mutanta skrócą co najmniej o głowę, a tu takie coś. W tenże sposób one-shot ten idealnie wpasował się w całość Manifest Destiny, czyli był tragicznie średni i nie zasłuży na więcej niż 4/10. Dodatkowa bura za rysowników, gdyż można było zatrudnić jednego, ale za to dobrego.
Krzycer: A
ludzie narzekali, że w NA #50 Bendis pokazał kość i schował... Tu dopiero mamy przekręt - opowieść o tym, jak Kurt odszedł z X-Men! ...na tydzień. Gdyby to jeszcze było ładnie narysowane. A nie jest, jest... ok i tyle.
Więc może to jest dobrze napisane? A gdzie tam. O ile sam pomysł fanki otwierającej muzeum nie razi mnie szczególnie, o tyle potem jest już tylko gorzej i gorzej. Małoletnia ofiara cygańskiej klątwy. Numer z jelonkiem o dziwnie ludzkiej czaszce. No i ten pocałunek z końcówki, który cholera jedna wie skąd się wziął...
Jedyna scena godna uwagi to fanka wciągająca bamf Kurta jak nie przymierzając Hyperion Holocausta.
*SNOOOOORT!*
A poza tym cały ten kompleks, jaki Kurt miał przez Pixie od dłuższego czasu, to bzdura jakaś. Nie pamiętam, żeby wcześniej zazdrościł Gateway'owi czy Magik czy Vanisherowi czy cholera wie, komu jeszcze. A w ogóle zacznijmy od tego, że o ile teleporty Pixie mają znaczenie strategiczne, to są praktycznie bezużyteczne na polu bitwy - które z kolei jest domeną Kurta... Sztucznie nakręcona bzdura i tyle.

kid777: Pod szyldem Manifest Destiny zaserwowano już czytelnikom masę komiksów. W większości bardzo przeciętnych. Tym razem jest gorzej. Dużo gorzej. Przede wszystkim wnętrze ma się nijak do zapowiedzi. Ot, historyjka z Kurtem, muzeum i demonami... zieeew... okraszona dość przeciętnymi rysunkami. W moim odczuciu zbędny nabijacz kasy... 3/10

Punisher: Frank Castle (MAX) #68
Lokus: Już nie tak dobry numer jak poprzednie. Tym razem Swierczynski postawił na wiecej akcji i najwyraźniej w tym tkwi jego słabość. Po tych kilku momentach, gdy znów zapachniało Ennisem w serii o przygodach Franka, teraz znów czuć nic więcej jak porażkę, i to przeznaczoną tylko dla dorosłych. Na plus wychodzi tylko postawa pana Lacombe i to głównie dla niego sięgnę po kolejny numer. Tymczasem za ten wystawiam tylko 4/10


avalonpulse0083h.jpgX-Men: Noir #4
Gil: Zakończenie serii okazało się bardzo zaskakujące i rzeczywiście bardzo w stylu filmów noir. Praktycznie wszystko zostało wywrócone do góry nogami i nawet jeśli nie każdego czytelnika zdołało zadowolić, jestem pewien, że każdego to zaskoczyło. Ja jestem umiarkowanie zadowolony, bo autorowi udało się uniknąć kilku rozwiązań, których się obawiałem, a które wszystko by zepsuły. Również rysunkom udało się do końca utrzymać poziom, co jest dużym plusem. Ciekawe, czy Wolverine Noir będzie kontynuował wątki, czy przedstawi coś zupełnie innego? Zobaczymy. A tymczasem dam za całokształt 7/10.

Lokus: No i niech ktoś powie, że start komiksów z linii Noir był złym pomysłem. Po tym, jak w zeszłym miesiącu noirowy Spider-Man pobił mutantów o głowę, to w tym nie sądzę, żeby jednak David Hine zdołał przebić Freda van Lente. Teraz nie pozostaje mi nic, jak tylko czekać na Wolverine Noir, gdyż zapowiada się kawał naprawdę niezłego komiksu. Tymczasem za ten numer z czystym sercem wystawiam 8/10 i tytuł numeru tygodnia.

Krzycer: Ha! Dobre zakończenie - przy czym... nie wiem, może to moja wina, ale... Nie przegapiłem rzucanych po drodze wskazówek, ale nie zwróciłem na nie uwagi - nie podejrzewałem nawet, że kryją się tu jakieś zagadki. A były aż dwie, obie ładnie się wpisują w całość i wrażenie po miniserii mam bardzo dobre. Podobało mi się i tyle. Ot, ciekawostka, ale i fajnie napisana, i ładnie narysowana.
Ale ktoś po drodze ocenzurował scenkę z Hellfire Club - między zapowiedzią dostępną również na Avalonie a finalnym produktem Shaw założył gacie, a wijące się dookoła niego laski się pozakrywały. :)


The Stand: American Nightmares #1
Hotaru: Wraz z tym numerem wystartowała druga miniseria adaptująca na komiksowe medium "Bastion" Stephena Kinga. Fabuła zostaje podjęta w tym samym miejscu, w którym zakończył się Captain Trips. Wcześniej supergrypa przetaczała się przez Stany, a teraz oglądamy zgliszcza po jej przejściu. Skrypt Aguirre-Sacasy niczym szczególnym się nie wyróżnia, za to Mike Perkins na kilku kadrach daje pokaz artystycznego geniuszu, nadrabiając braki skryptu i odpowiednio budując klimat. The Stand nie jest może moją ulubioną adaptacją, ale to porządny komiks.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:


avalonpulse0083a.jpgThe Stand: American Nightmares #1

Autor:
David Finch

Hotaru: Okładka Fincha do pierwszego numeru American Nightmares jest przedwczesna - zilustrowane na niej wydarzenie dopiero nadejdzie w którymś z kolejnych numerów, ale i tak postanowiłem ją wyróżnić. Głównie dlatego, że artysta zdecydował się na grę nie tyle światłem, co cieniem. Czerń dominuje w kompozycji, pożerając jedyne źródło światła i wydobyte przezeń kształty. Całość jest fenomenalnie klimatyczna, niemal pozwala poczuć zapach stęchlizny i wilgoci, usłyszeć krople rozbijające się o asfalt i karoserię oraz samotny odgłos
ostrożnych kroków, kiedy ściany klaustrofobicznie nachylają się nad zarysowaną sylwetką. Cudo.

avalonpulse0083b.jpgWonderful Wizard Of Oz #4

Autor:
Skottie Young

Lex: Kolory tego tygodnia to zdecydowanie zieleń i czerń. W opisanej przez Hotaru okładce dominował drugi, w moim typie przewagę ma pierwszy. Young za pomocą manipulacji odcieniami zieleni przedstawił przerażającego czarnoksiężnika. Majestatyczna, mrożąca krew w żyłach postać góruje nad malutką i delikatną dziewczynką. Świetny kontrast, podkreślony jeszcze przez "gulp!".






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.03.11


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.