Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #82 (09.03.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 9 marca 2009 Numer: 10/2009 (82)


War of Kings rozpoczęta! Sprawdźcie, czy pierwszy numer spełnił nasze oczekiwania.



Black Panther vol. 5 #2 avalonpulse0082c.jpg
Gil: Piąta seria na całej rozciągłości kontynuuje tradycję czwartej - jest nudna, ciągnięta na siłę i nie ma nic do zaoferowania oprócz wymuszonej zagadki sytuacyjnej. Ta zresztą niewiele mnie obchodzi, bo wszystko wskazuje na to, że postać trzecioligowa zostanie zastąpiona przez kogoś z ligi okręgowej. I jeszcze tego całego Morluna chcą wskrzesić, nie wiem po co. Jak to dobrze, że nic mnie nie zmusza do czytania tego dalej. Dzisiaj 3/10, ale może spojrzę jeszcze, jak zagadka się rozwiąże.

LeGoL: Czyżby Shuri? Ogólnie, to nawet znośne. Całkiem przyjemnie pokazana walka z Doomem. Storm jako królowa też dobrze sobie poczyna, ale to dopiero początek i pan Hudlin, znając życie, pewnie wszystko spi#%#@li...
Hotaru: Nadal nie wiem, kto będzie nową Panterą. Nie spodziewałem się odpowiedzi, ale to kolejny dowód na to, że dla działu marketingu w Marvelu nie ma czegoś takiego, jak cios poniżej pasa. Co się tyczy samego komiksu, to z czystym sumieniem mogę w pozytywnych słowach wypowiedzieć się tylko o rysunkach. Nie są najwyższych lotów, ale jeśli ktoś potrzebuje usprawiedliwienia, dlaczego sięgnął po ten zeszyt, to nie znajdzie lepszego. Fabuła trąci Hudlinem. Wprawdzie nie tym wypranym z jakiegokolwiek sensu, jakiego znamy post-Civil War, ale tym mniej niestrawnym, wcześniejszym, który potrafił wykrzesać w skrypcie minimalne emocje. Mam wrażenie, że scenarzysta sam sabotuje swoje wysiłki, by postawić ten tytuł do pionu - Morlun, rly?
Lokus: O dziwo, jak dla mnie jest nieźle. A "nieźle" to chyba najlepsze, co w życiu napisałem o Hudlinie. Najwidoczniej dałem się złapać w tę całą machinę pt. "Kto będzie Czarną Panterką...?" Ocenę za ten zeszyt podwyższają rysunki Kena Lashleya, który, na szczęście, nie zaskoczył nas niczym w stylu tej dziwnej mapy z pierwszego numeru. Zgadzam się z Gilem, że zmiana tożsamości Pantery prawdopodobnie nie wniesie nic istotnego do czegokolwiek poza tym tytułem, ale na szczęście ta "tajemnica" zostanie wyjawiona szybciej niż tożsamość Rulka :P Pomysł z Morlunem już typowy dla Reggiego i dlatego wystawiam 5/10 i zaznaczam – to mój rekord, jeśli chodzi o twórczość tego człowieka.

Undercik: Powiem szczerze, jedyne, co mnie obchodzi w tej serii, to nowa Black Panther. Zapewne Hudlin pomyślał sobie, że przeciągając pokazanie, kim jest BP, zwiększy sprzedaż serii. Na siłę chce pozostawić czytelnika przy serii. A jak ja ją odbieram? Trzeba przyznać, że scenarzysta się popisał, dzięki czemu otrzymaliśmy średniaka niskich lotów.

Age Of The Sentry #6
Gil: Na końcu potwierdziło się to, co mogliśmy od początku podejrzewać - ta seria nie miała racji bytu. Co prawda można jakoś poskładać do kupy ostatnią część i jej rewelacje ze znaną historią postaci, ale efekt jest raczej mało satysfakcjonujący. Wolałem, kiedy Sentry był po prostu psychiczny, bez mieszania w to żyjących energii z innych rzeczywistości - teraz stracił resztę swojego oryginalnego uroku. Może początek miał trochę uroku lat sześćdziesiątych, ale szybko się on rozwiał, a w ostateczności wyszło coś, o czym chętnie zapomnę. Cała seria zasługuje na 3/10.

Agents Of Atlas vol. 2
#2

Gil: Przeczytałem i natychmiast zapomniałem. Przeczytałem drugi raz i nadal nie pamiętam, co tam się działo. Jedyne, co sobie przypominam, to przeskoki w czasie, z nieźle narysowaną przeszłością, ale z fabuły nic mi w pamięci nie zostało. Co więcej, jak tak próbuję sobie przypomnieć, co było w poprzednim numerze, też nic z tego nie wychodzi. Najwyraźniej wszystko we mnie stara się ignorować tę serię, więc dam jej jeszcze jedną szansę, a jeśli sytuacja się powtórzy, to będzie pożegnanie.
Ocena powinna być neutralna, ale ze względu na nieprzyswajalność obniżę ją do 4/10.

Lokus: Drugi numer Agentów, mimo moich najszczerszych chęci, skończył się dla mnie przy pierwszym podejściu w okolicach połowy zeszytu. Być może Jeff Parker ma w zanadrzu jakieś niespodzianki, ale jak dla mnie AoA to typowy przykład serii, która nie powinna w ogóle powstawać i zabierać i tak nielicznych czytelników od Eternals. Jedyny plus to jak dla mnie rysunki Gabriela Hardmana, dzięki któremu jakoś dokończyłem lekturę. 3/10 i standard – poczekam do końca pierwszej historii, ale bana na tę serię już powoli wliczam w plany.


avalonpulse0082d.jpgCable vol. 2 #12
Gil: Odkąd mała urosła trochę, historia stała się bardziej przyswajalna, bo ma do zaoferowania coś więcej niż monologi myślowe człowieka, który idzie. Pomogło też zepchnięcie na plan dalszy złego Bishopa i rezygnacja z przerośniętych karaluchów. Nie znaczy to jednak, że nagle wyszedł z tego super komiks. Nadal roi się od naiwnych zbiegów okoliczności i nielogicznych diabłów z pudełka, ale przynajmniej da się już czytać bezboleśnie. Mam nadzieję, że cross z X-Force dołoży jeszcze jakąś dynamikę i pchnie zardzewiałą serię na nowe tory. Tymczasem dam 5/10 i podkreślę, że to olbrzymi postęp.

Lokus: Trochę mnie zdziwił napis na Avalonowym forum, który informował o przynależności tego komiksu do zbliżającego się crossa z X-Force, bo w środku mamy kontynuację wątku z poprzedniego numeru, będącą preludium do Messiah War, a nie samym jej tie-inem. A sam komiks jest taki, jak poprzednie dwa-trzy numery – ani super, ani be. Swierczynski strasznie powoli się rozkręcał, ale wreszcie daje się tę serię bez bólu czytać. Szkoda tylko, że obaj rysownicy już tak mnie nie cieszą, bo obu można by zastąpić jednym, a porządnym. Słowem podsumowania, mam nadzieję, że Messiah War podniesie poziom tej serii, a nie sprawi, że będę narzekać na kolejny x-tytuł. 6/10

Krzycer: Pustynny blues, część druga i ostatnia. Fajnie pokazana zaradność małej, potem fajna sytuacja z podejrzeniami o moce. Liczyłem tylko, że Cyclops pozostawi im coś więcej niż ot, taką pocztówkę z przeszłości... W każdym razie teraz już czas na Messiah War. Będzie się działo?

Dark Reign: Fantastic Four #1
Gil: Zdecydowanie nie tego się spodziewałem, ale nie zmienia to faktu, że miniseria zaczęła się dobrze i w tej chwili przebija wszystko, co ma do zaoferowania ongoing. Przez większą część numeru wisiało nad nim pytanie, co to wszystko ma wspólnego z Dark Reign, ale szczęśliwie końcówka przyniosła odpowiedź. I przyznam, że to odważne posunięcie ze strony Normana. Jeśli dodamy do tego niespodziewany zakręt w finale, możemy otrzymać ciekawą konfrontację z elementami abstrakcji. Czego sobie i Wam życzę.
A na razie, będę powściągliwy i dam tylko mocne 6/10.
Hotaru: Chena pamiętam z kolaboracji z Claremontem nazwanej X-Men: The End i wtedy miałem raczej negatywne zdanie co do jego talentu. Z ulgą stwierdzam, że w tym zeszycie artysta pozbył się większości irytujących mnie wcześniej zagrywek i przyznaję, że kilka z jego kadrów wywarło na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Scenariusz Hickmana jest na razie nijaki. Denerwował mnie sposób, w jaki scenarzysta prowadzi Reeda, bo mam wrażenie, że za daleko poszedł w stronę nieprzystosowanego społecznie autystycznego genialnego dziecka. Ale po następny numer i tak sięgnę, choćby po to, żeby wiedzieć, czego się spodziewać we wrześniu, kiedy przejmie regularną serię Fantastycznych.
Lokus: Tak jak Millar niejako zmusił mnie do kolejnego odejścia od czytania przygód FF, tak Jonathan Hickman postarał się o to, żeby mnie pozytywnie zaskoczyć i znów zainteresować komiksami z najważniejszą rodzinką Marvela. Jeśli historia będzie się rozwijać w dobrą stronę, to zapewne dam Hickmanowi szansę, gdy już przejmie ongoing. Jedyne, co mnie nieco irytuje, to jak zwykle już nudny Reed. Rysunki Chena dobre, aczkolwiek bez rewelacji. Nie chcę prorokować, ale to może być najlepsza z mini-seria spod znaku Dark Reign (no, może jeszcze Elektra lub Hawkeye). W każdym razie pożyjemy - zobaczymy. Na początek 7/10.

Daredevil
vol. 2 #116 avalonpulse0082e.jpg
Gil: Przyznam, że "Sekretny Żywot Wilsona Fiska" zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Jest dobrą odskocznią zarówno od ostatnich wydarzeń, jak i od tradycyjnego spojrzenia na postać Kingpina. Rozwój historii od sielanki do masakry był co prawda przewidywalny, ale sposób jej przedstawienia pozwolił dostroić się do opowieści i przeżyć ją razem z Fiskiem. Zdecydowanie pomogły też rysunki, dowodząc ponad wszelką wątpliwość, że Brubaker i Aja to świetny duet. Należy się 7/10.

Krzycer: Tradycyjnie już im mniej w brubakerowym Daredevilu Daredevila, tym numer lepszy. Ten jest bardzo dobry, chociaż pole z motylami to już gruba przesada była ;)
Do tego świetna oprawa graficzna, zwłaszcza kadr z profilem Fiska wypełnionym Pająkiem, Śmiałkiem i Bullseyem.

Lokus: Jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości co do tego, czy ten tytuł jest świetny, to niech sięgnie po ten numer. Co prawda samego Daredevila zobaczymy tu tylko na okładce następnego numeru, ale Brubaker po raz kolejny pokazał, że pisanie tej serii to jego świetna decyzja. Oczywiście można się przyczepić co do przewidywalności historii, ale i tak świetnie czytało się taką właśnie opowieść o Wilsonie Fisku. David Aja dostosował się do poziomu scenariusza i stworzył naprawdę dobre, klimatyczne rysunki. Oby tak dalej panowie, a moje oceny będą już zawsze takie, jak i dziś – czyli dość wysokie. Tym razem jest to 8/10

Deadpool vol. 3 #8
Gil: Słyszeliście to ciche >puf!< ? To prysły moje nadzieje na wyrównanie w górę do poziomu Thunderboltsów. W tym numerze, bardziej niż w którymkolwiek z wcześniejszych, Way pokazał swój prawdziwy styl - ten bezsensowny, nielogiczny i ogólnie kiepski (żeby nie użyć cięższych słów). Cały numer wypełnia droga na najwyższe piętro Avengers Tower, okraszona wymuszonymi efektami specjalnymi i nieśmiesznymi tekstami, a na końcu czeka nas niespodzianka, bo na szczycie zamiast Avengers siedzą Boltsi i czekają. Błagam, panie Diggle, niech pan tchnie w to choć odrobinę logiki, to jakoś przeżyjemy. A dla Waya dwója! Rysunki coraz gorsze, więc i ogólnie 2/10 będzie.
Lokus: Sytuacja najprawdopodobniej w przypadku Waya potoczy się dokładnie tak, jak to miejsce miało w Original Sin. Tam crossa uratował Mike Carey, a tutaj walczyć z nagromadzonymi bzdurami będzie musiał Andy Diggle. Poprzednie numery dawały jeszcze tę złudną nadzieję, że pan Daniel daje sobie jakoś radę z pisaniem Wade'a, ale sił wystarczyło tylko na siedem numerów. Bo na ten nie tylko patrzeć (Medina również zawiódł na całej linii), ale przede wszystkim czytać nie można. Gniot tygodnia i zasłużone 2/10.
Krzycer: Deadpool większość numeru spędza w szybie windy czy czymś takim. Wypada to nawet śmiesznie, wypadałoby śmieszniej, gdyby Way odpuścił z tymi halucynacjami, 'Pool-o-vision, czy co to właściwie było... Ale to już kwestia tego, jak Way traktuje Deadpoola, a nie tego konkretnego numeru.
Mimo to liczę na to, że część historii opowiedziana w Thunderboltach wypadnie lepiej.


Hulk: Broken Worlds
#1
Gil: Czy to jest potrzebne? Nie. Czy jest złe? W sumie też nie, ale na pewno do dobrych nie należy. Cztery historyjki z różnymi wariacjami na temat Hulka, chociaż nie są najwyższych lotów, stanowią chwilę oddechu od wyczynów Loeba i już samo to jest plusem. Pierwsza jest dość dobra, druga raczej kiepska, trzecia cienka fabularnie, ale interesująca graficznie, a czwarta prezentuje najwyższy poziom. A rozgrywają się kolejno w światach House Of M, Microversum, 2099 i Future Imperfect. Można dać 5/10, ale poleciłbym tylko zagorzałym fanom Sałaty.
Lokus: Na fali popularności niewiarygodnie głupiego Loebowego Hulka dostajemy oto takie coś. Komiks potrzebny tyle co nic, nastawiony na nic innego jak zarobek. A jeśli chodzi o zawartość, to jak to z antologiami bywa, jest strasznie nierówno. Praktycznie tylko trzecia i czwarta historyjka zatrzymuje na dłużej. Jedna z nich ze względu na rysunki a'la Templesmith, a druga, bo po prostu nie jest najgorsza. Drugi numer jednak już sobie odpuszczę. 5/10

avalonpulse0082f.jpgSecret Warriors #2
Gil: W tym numerze główni bohaterowie jedzą chińszczyznę. Za wyjątkiem tej sceny i jednej z Furym na początku, reszta należy do Hydry. I bynajmniej nie próbuję w ten sposób narzekać na zawartość, bo te kilka dni z życia Barona i sposób, w jaki zwiera szeregi swojej organizacji, są dobrze przedstawione. Tylko akurat ten typ z ostatniej strony robi na mnie najmniejsze wrażenie, bo odkąd się pojawił, tylko mnie drażnił. No, ale cóż począć - skoro dziadek Nick dostał drugą szansę, należy się i jemu. Rysunki nadal dobre, a przy tym trochę bardziej mroczne niż poprzednio. Kolejne 7/10 dla tajniaków.

Hotaru: Jak na razie podobają mi się tylko rysunki Caselliego, które i tak zupełnie do tego tytułu nie pasują. Tytułu, który miał ambicję być mrocznym szpiegowskim political fiction w superbohaterskich klimatach... szkoda, że na ambicjach się skończyło. Nie ma tu nic nowatorskiego, każdą zagrywkę można było zobaczyć gdzieś wcześniej (a motyw z przepowiedniami Phobosa to już w ogóle pastisz), przez co z każdą kolejną stroną postrzegam ten tytuł jako przerost formy nad treścią. Szkoda, że zabrakło w Marvelu talentu, który potrafiłby w niekonwencjonalny, absorbujący sposób wykorzystać pomysł z potencjałem. Hickman wychodzi na średniego rzemieślnika, a nie na artystę pióra.

Krzycer: Tsk. Za zmartwychwstałym panem nie przepadam, ale jakoś trzeba go będzie przeboleć. Barona Struckera na dobrą sprawę nie znam, zdaje się, że zszedł ze sceny, zanim się wziąłem za komiksy spoza kręgu mutantów. W każdym razie póki co zapowiada się ciekawie.
Dobrze wyszła scena z Phobosem - plus za nawiązanie do rozmowy Daisy z Laylą - ale oczekiwałem, że jeszcze doda coś o tym, co czeka jego samego.

Lokus: Dziwne, ale pomimo tego, że uważam, iż Fury'ego powinno było się już dawno odstrzelić, to jednak podoba mi się ten tytuł. Jak na razie przynajmniej. Może to trochę daleko idący wniosek, ale zapewne gdyby śp. New Warriors po Civil War poszło właśnie w tę stronę, to do dziś tamten tytuł byłby wydawany. Hickman ponoć ma pomysły na co najmniej kilkadziesiąt numerów i zobaczymy, jak mu to wyjdzie. Oby tylko jak najdłużej za rysunki był odpowiedzialny Caselli, bo dobrze czyni dla oczu i głównie za to dam mocne 7/10.

New Avengers: Reunion #1
Gil: Nie brałem do końca na poważnie tych porównań do Mr. & Mrs. Smith i to był błąd, bo przynajmniej początek jak raz przypomina odcinek tego serialu. Później robi się już bardziej bohatersko i pojawiają się znajome wątki, które wbrew powszechnym narzekaniom okazują się całkiem wciągające. Zwłaszcza ta luka w historii Mockingbird, w której wyraźnie coś się wydarzyło. Tylko, kurcze, te rysunki jakieś kiepskie. Przyzwoite 6/10 będzie.

Hotaru: Oczekiwałem, że po tym komiksie zrozumiem, dlaczego zdecydowano się wskrzesić Mockingbird. Gdyby okazała się pełnokrwistą, absorbującą postacią, ten zabieg byłby usprawiedliwiony, ale wyszło inaczej. Ex-Hawkeye'owa w ogóle mnie nie obeszła, odniosłem wrażenie, że jest zlepkiem kilku wyświechtanych schematów zszytych do brejowatej kupy grubymi nićmi. Na domiar złego, i sam Hawkeye/Ronin jest tak kiepsko poprowadzony, jakby był licealistą, a nie doświadczonym przez życie facetem z balastem doświadczeń. Po emocjonalnym oceanie tego komiksu można przejść suchą stopą. Nuda.

Lokus: Jednym z moich podstawowych zarzutów przeciw rozwiązaniu SI było zupełnie, moim zdaniem, bezsensowne przywrócenie Mockingbird. Reunion oraz ongoing Nowych miało odmienić moje zdanie i jak na razie to nie wyszło. Chociaż jest całkiem nieźle, bo z ciekawością zaglądnę do kolejnych odsłon tej mini. Co prawda twórca ilustracji do tego komiksu, czyli David Lopez, stara się chyba pokazać z jak najgorszej strony, ale już sobie postanowiłem, że będę to znosić do samego końca. Boje się tylko, że Jim McCann może z Bartona zrobić drugiego Pyma, który będzie się miotać między tym, czy naparzać kataną, czy łukiem. 6/10 na dobry początek.
Undercik: Nawet całkiem, całkiem. Może być ciekawie w następnych numerach. W tym jest dobrze i raczej nie ma co dodawać, historia na razie jest dobra i tyle.

Sub-Mariner: Depths #5 avalonpulse0082g.jpg
Krzycer: Czy mamy w naszym ojczystym języku jakiś ładny odpowiednik słowa anticlimactic? Taki jest ostatni numer tej miniserii. I o ile z początku byłem nim rozczarowany, o tyle teraz sądzę, że ładnie się wpisuje w klimat całości. Spodziewałem się... nie wiem, czego się spodziewałem, na pewno nie takiego rozwiązania... Ale służy ono serii.
Niniejszym oficjalnie wybaczam Milliganowi "Blood of Apocalypse" :D

Lokus: Jak dla mnie oczywiście numer tygodnia. Zakończenie może nie takie, jakiego bym oczekiwał, ale i tak zeszyt ten, jak i cała mini-seria, jest bardzo dobry. Dziwi to zwłaszcza, gdy wie się, co Milligan wyczyniał ostatnio w świecie komiksu (mam na myśli głównie "Blood of Apocalypse" i Infinity Inc w konkurencyjnym DC). Esad Ribic, jak zwykle, jest klasą sam dla siebie i już z niecierpliwością czekam na jego kolejny występ. Jak już wspomniałem, numer tygodnia i mocne 8/10
Gil: Zaskakujące zakończenie to zwykle plus dla historii, ale w tym przypadku jest to trochę taki wałęsowski "plus ujemny". Nie można powiedzieć, że zakończenie rozczarowuje, ale też z pewnością nie zachwyca. Po prostu mieści się w przedziale zakończeń akceptowalnych i logicznych. Stein jest sobą do końca i można było się tego spodziewać, ale sposób dojścia do owego końca pozostawia uczucie niedosytu, bo było tam miejsce na coś więcej. Na całe szczęście, uczucie to wynagradzają rysunki, którym jak zawsze nic zarzucić nie można, a za to jest się czym zachwycać. Daje solidne 7/10, ale wciąż jest to tylko 7/10.

Spider-Man & Human Torch In Bahia De Los Muertos
Gil: Oczywista kontynuacja podobnego wydawnictwa z udziałem Fantastic Four, które wyszło gdzieś z pół roku temu (strzelam, bo nie chce mi się sprawdzić) i otrzymało dobre recenzje. Tym razem jest trochę gorzej, bo mimo kilku udanych tekstów, fabuła nie jest już tak świeża. Pomaga występ Diablo, ale sam Luminestro wydaje mi się trochę groteskowy i bardzo w stylu lat pięćdziesiątych. No i rysunki budzą we mnie mieszane uczucia, bo chociaż są bardzo plastyczne, nie cierpię, jak ktoś rysuje dwie kropki zamiast oczu. Dam słabe 6/10.
Krzycer:
Nie czytałem ¡Isla de la Muerte!, ale znajomość poprzedniej historii nie jest potrzebna do przeczytania tej. Komiks zgrabny, przyjemne czytadełko wypełnione przekomarzaniem głównych bohaterów. Szczególnie podobała mi się wzmianka o Howardzie.
Na uwagę zasługuje wątek kompleksu Johnny'ego względem Reeda i Reed, który służy ojcowską radą, przy okazji przyznając się, że sam ma niefajne moce.
W sumie - dobra rzecz. Solidna szkolna czwórka.


X-Men/Spider-Man #4
Gil: I oto było to całe zamieszanie? No, to jestem rozczarowany... Całe lata konspiracji, żeby stworzyć nędznego klona Kravena. Ech... To już nie można było wybrać jakiegoś Lizarda, czy innego Gibbona, tylko gościa, którego jedyną wyjątkową cechą były gęste jak u Gruzina wąsy? I jeszcze to imię - Xraven. Czemu nie Cloven? Rozczarowaniom nie ma końca... Rysunki też takie sobie, a w tym zastawieniu nawet najlepsze teksty nie śmieszyły. Ale przynajmniej miało to sens jakiś, więc dam 4/10 i pozwolę tej miniserii odejść w niepamięć.

Hotaru: Nie wiem, po kiego diabła sięgnąłem po ten tytuł. A po skończonej lekturze nie wiem, po kiego diabła Marvel w ogóle to wydawał. Crossover Spidey - x-ludzie okazał się brzemienny w nudę i brak jakiejkolwiek konsekwencji. Nie poznaliśmy niczego nowego na temat Parkera czy X-Men, a Sinister został potraktowany instrumentalnie, w sposób uwłaczający jego domniemanej inteligencji. Strata czasu.

Krzycer:
Wolałem poprzednie trzy odsłony serii. Miałem nadzieję, że zwieńczeniem knowań Sinistera będzie coś bardziej wyrafinowanego od tego... Poza tym poprzedni numer jest tu zgrzytem, bo próbka Carnage'a była najwyraźniej po nic.

avalonpulse0082h.jpgWar Of Kings #1
Gil: Szczerze przyznam, że początek odebrałem jako wielkie rozczarowanie. Inicjacja wydarzeń z doskoku mnie nie zachwyciła, rozmowa między Polaris a Crystal była naciągana jak stanik Shulkie (no dajcie spokój - rozmawiają jak siostry, a nie przypominam sobie, żeby wcześniej się spotkały, zresztą co to za pokrewieństwo z domniemaną siostrą byłego męża), a już zupełnie rozbroił mnie Ronan w roli zakochanego kundla. O dziwo, zwrot w dobrym kierunku zawdzięczamy Vulcanowi i Gwardii Imperialnej, która dała tej historii jakże potrzebnego kopa. I dopiero w tym momencie zapachniało starymi dobrymi czasami Anihilacji. Mam nadzieję, że tak już zostanie, bo inaczej może to być początek końca kosmicznych eventów. Rysunki w tym numerze podążają chyba za fabułą, bo z początku również są słabsze. Ogólnie dam przyzwoite 6/10, po raz kolejny wykazując się powściągliwością.

Hotaru: Zaczęło się. War of Kings wystartowali z hukiem. Jak oceniam pierwsze chwile lotu? Przede wszystkim muszę pochwalić Pelletiera - świetnie odnalazł się w kosmicznej epopei, i chociaż w wywiadach narzekał, że rysowanie tylu różnych postaci nie przychodzi mu łatwo, to zupełnie tego nie widać po jego rysunkach. Nie tylko są rozmieszczone z pomyślunkiem, ale i każdej z postaci artysta poświęcił odpowiednią ilość uwagi, nie zapominając o tle i ozdobnikach. Chylę czoła. Słabszą stroną związku rysownik-scenarzysta okazali się o dziwo DnA, którzy nie zmieścili się ze swym skryptem na stronach, przez co musieli dokonać cięć i niektóre akcje (np. wycofanie Straży Imperialnej) wydają się bezsensowne. Gdyby ludzie Vulcana wycofali się, bo Inhumans otrząsnęli się z szoku i zaczęli się organizować, ciąg przyczynowo-skutkowy byłby zachowany, a tak p
ozostaje niedosyt. Mam nadzieję, że kolejne numery będą miały bardziej przemyślaną strukturę. Wiem, że stać ich na to.
Lokus: Zgodnie z tym, co mi polecano, przed rozpoczęciem WoK przerobiłem obie Anihilacje i ongoingi Novy oraz Guardians. Jak na razie czuję, że to był zbytni pośpiech, a dodatkowo wydaje mi się, że X-Men: Kingbreaker #4 odbiorę przynajmniej jako lekko spóźniony. Co do treści komiksu, to szczerze przyznam, że, jak na razie, jest to dla mnie spore rozczarowanie. Vulcana to ja nigdy nie lubiłem, ale tym razem to on uratował ten komiks. A dokładniej – jego rozkaz ataku na Bolta i spółkę. Rysunkowo jest dobrze, ale Pelletier dopiero sprawdzi się w kolejnych częściach, gdy, jak mam nadzieję, przyjdzie mu rysować bitwy w kosmosie. Ogólnie, na początek kolejnego kosmicznego eventu dam 6/10, ale liczę, że DnA dadzą radę podciągnąć tę historię na wyższy poziom.
Volf: Zaczyna się nieźle, nawet bardzo nieźle. Rzecz w tym, że każdy event Marvela ma dobre początki, a później jakość leci prawie zawsze ostro w dół. Tak więc wciąż podchodzić będę do Wojny Królów ostrożnie.
Krzycer:
To już tradycja, że kosmiczne eventy zaczynają się z hukiem. Od samego początku - znanego z zapowiedzi wejścia Starjammers i wyciszenia przy rozmowie Polaris z Crystal, przez wprowadzenie Vulcana i prezentację gwardii, aż po wybuchowy finał - dzieje się dużo i dzieje się dobrze.
Sceny samego szturmu wypadają chaotycznie, ale to pewnie celowy zabieg, odzwierciedlający zaskoczenie Kree, Inhumans i Starjammers. Oczywiście ciśnie się na usta pytanie, czemu Gwardia nie została i nie zakończyła całej wojny, skoro rozłożyli większość wesela na łopatki, ale przymknijmy na to oko. Może obawiali się, że za moment gospodarze zmontują kontratak.
Na razie jednak event wydaje mi się zbyt prostolinijny. Mamy Kree z Inhumans na czele i mamy Shi'Ar z Vulcanem na czele i te dwie frakcje będą się tłukły. Trochę tu pusto. Starjammers pewnie rzucą się za Lilandrą (wspierani przez Strażników Galaktyki? Obstawiam po okładkach) a potem wykombinują, że najszybciej zakończą wojnę, obsadzając ją z powrotem na tronie cesarstwa (nie wiadomo po raz który). Ale wciąż spodziewam się, że autorzy jeszcze to w jakiś sposób skomplikują... W końcu diabli wiedzą, jaką rolę ma w tym wszystkim odegrać Darkhawk. No i jeszcze Nova ma mieć coś do powiedzenia...
Będzie się działo. To znaczy: będzie się działo jeszcze więcej, bo już w tym numerze działo się dużo.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:


avalonpulse0082a.jpgDark Reign: Fantastic Four #1

Autor:
Simone Bianchi

Hotaru: Bianchi w szczytowej formie. To jeden z tych artystów, którzy powinni raczej trzymać się okładek, bo wnętrza nie wychodzą im już tak dobrze. Jego rysunki są ładne, ale zagłuszają opowiadaną historię. W przypadku coverów zaś jest to zaleta. Estetyka razi po oczach - gorące płomienie Johnny'ego czy bogata w teksturę postać Grimma są tego najlepszym dowodem. Kilka kresek udających tło nadaje całości wrażenie pędu. Fantastyczni dawno nie wyglądali tak fajnie.




avalonpulse0082b.jpgNew Avengers: The Reunion #1 variant 1 & 2

Autor:
Jo Chen

Gil: Tym razem trochę inaczej. W kwestii najlepszości okładki zgadzam się całkowicie z Hotaru, ale jest w tych dwóch wariantach okładki coś, co mnie ujęło i uważam, że zasługują na wyróżnienie. Chodzi mianowicie o to, że chociaż są ewidentnie oparte na tym samym szkicu, świetnie spełniają swoją rolę, ukazując kontrast między - jak mawiał klasyk - dawnymi, a nowymi czasy. Jest to ważny wątek tej miniserii i uważam, że podkreślenie go w ten sposób jest bardzo dobrym pomysłem.





Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.03.04


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.