Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #81 (02.03.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 2 marca 2009 Numer: 9/2009 (81)


Za nami tydzień pełen serii o Avengers - który komiks okazał się najciekawszy?



Avengers: The Initiative #22 avalonpulse0081c.jpg
Gil: No nie wiem. Jakiś taki bez polotu mi się wydał ten numer. Zapamiętałem dwie sceny, a reszta zlała mi się w jedną nawalankę. Pierwsza ze wspomnianych scen to (o dziwo) atak Slapsticka, który był nie tylko zabawny, ale też podsunął mi myśl, że jeśli ktokolwiek miałby robić cokolwiek z tą postacią, to właśnie Ramos. Druga to wielki moment Barona, bo stary drań w końcu coś zrobił i nieźle to wyszło. Reszta, jak już napisałem - średnia, a pomysł, żeby klon tak po prostu sobie czmychnął, uznam za bardzo kiepski... chyba, że gdy pojawi się następnym razem, prawdziwy Thor przerobi go na śrubki. Ogólnie, takie średnio-słabe 6/10.

Hotaru: Ten tytuł nigdy nie należał do moich ulubionych, ale pamiętam czasy, kiedy lektura dostarczała mi frajdy i satysfakcji. Niestety, od nadejścia Secret Invasion czasy te nie powróciły. Usiłuję ponownie wczuć się w ten komiks, ale fabularne zabiegi w ogóle do mnie nie trafiają, nie dbam o znakomitą większość obsady, a ta część, która mnie interesuje, została zepchnięta na drugi i trzeci plan. To przykre. Nie wiem, jak długo jeszcze będę do tego tytułu wracał z każdym nowym numerem, faktem jest jednak, że zaczynam zastanawiać się nad pożegnaniem z rekrutami i Inicjatywą.

LeGoL: Rozwałki ciąg dalszy. New Warriors troszkę cięgów zebrali, a Slapstick z "hammer time" i "ouch" rozłożył mnie na łopatki. Zakończenie sprawy z Clorem jest... takie bezpłciowe. Odleciał sobie i tyle. Za to Justice wygrzebujący wanienkę z ciałem MVP mi się podobał i widać, że Inicjatywa w najlepszym stanie i sytuacji nie jest. Shadow Initiative też za ciekawie nie ma i mam tylko nadzieję, że Hardball nagle nie dostanie olśnienia i wróci na poprzednie tory, tylko pozostanie badassem, a dalszy ciąg rozwałki ujrzymy w Madripoorze. Ot, takie miłe bezstresowe czytadełko, jest po prostu fajne jak filmy akcji. Obejrzeć, czepić się czegoś, ale i tak przyznać, że "zjadło się" to ze smakiem.
Krzycer: Podoba mi się część umieszczona w Madripoorze - z wyjątkiem finiszu. Scorpion u boku Hardballa na czele Hydry? O ile to nie wielokrotny przekręt, w którym Carmilla (Roger zresztą też) robi za kreta w Hydrze, to wyjdzie z tego bzdura jakaś.
W międzyczasie Ragnarok sieje zniszczenie, po czym robi się lekko emo i odlatuje. Meh. Ale rozmowa Traumy z Thor Girl wypadła sympatycznie.


Captain America vol. 5
#47

Gil: I znów mam wrażenie, że Brubaker stara się przykuć uwagę czytelnika mocnym otwarciem, tylko po to, by go później zanudzić. W tym numerze nie wydarzyło się nic, poza nieco bardziej rozrywkową akcją Natalii i rewelacją na temat zastosowania drogiego nieboszczyka Hammonda. Pomysł trochę naciągany, ale generalnie ma sens, tylko brakuje mi w tym wszystkim przyczyny. Na dodatek, coś mi nie gra w niektórych kadrach, jakby były tuszowane na chybcika. Również 6/10 i również niezbyt mocne.
Krzycer: T
sk. Human Torch Virus? Namor dający się pokonać Facetowi Bez Twarzy? Jakoś mi to wszystko nie podeszło. Przynajmniej w następnym numerze dostaniemy sporą porcję Natalki w akcji.

Dark Tower: Treachery #6
Hotaru: Ostatni numer miniserii i - jeśli wierzyć zapowiedziom - ostatni ilustrowany przez Jae Lee. Nie wiem, czy jego brak wśród artystów pierwszego numeru The Fall of Gilead to przeoczenie na marvelowej stronie, ale jeśli rzeczywiście obowiązki rysownika ma przejąć Isanove, to średnio mi to odpowiada. Ale wracając do numeru, zakończenie Treachery przyniosło trochę mniej rewelacji, niż się spodziewałem. Wprawdzie oba wątki zdrady dotarły do punktów kulminacyjnych, ale nic poza tym. Na ich konsekwencję czekać musimy do kolejnej miniserii i nie mogę oprzeć się myśli, że strukturalnie można było rozegrać to ciut lepiej. Nawet pomimo tego, Mroczna Wieża trzyma fason i ten numer nie odstępuje poziomem od poprzednich. Fanom nie trzeba polecać.


avalonpulse0081d.jpgEnder's Shadow: Battle School #3
Hotaru: Wreszcie doczekałem się Fiumary rysującego wnętrza Szkoły Bojowej. Trochę obawiałem się zmiany środowiska, ale artysta dał radę. Wprawdzie nie nastąpiła zupełna zmiana stylu, ale rozgraniczenie pomiędzy Rotterdamem a stacją kosmiczną jest wyraźne. Ponadto, Fiumara świetnie zrozumiał skrypt Carey'a i jego rysunki przekazują olbrzymie dawki emocji, szczególnie w scenach z siostrą Carlottą. Samego scenarzystę też mogę tylko pochwalić. Pozostaje w dużej mierze wierny powieści, kładąc jednak akcenty w trochę innych miejscach, przez co lektura komiksu jest bardziej wciągająca i zaskakująca nawet dla tych zaznajomionych z książką Carda. Numer tygodnia.
Misiael:
Kolejna część tej mroczniejszej i brutalniejszej strony opowieści o dzieciach ze Szkoły Bojowej po raz kolejny nie zawodzi. Groszek rzucony zostaje w sam środek wrzącego tygla, jakim jest tytułowa Battle School, siostra Carlotta zaś wciąż próbuje dojść, kim właściwie jest chłopiec. Akcja przebiega więc dwutorowo, więc co jakiś czas możemy odpocząć od sterylnych korytarzy Szkoły Bojowej i powrócić do znanego nam z poprzednich numerów ciasnego i brudnego Rotterdamu. Taka odskocznia sprawdza się świetnie i patrząc na to, jak mistrzowsko wykorzystuje to Carey (i Fiumara) coraz bardziej irytuje mnie fakt, że takiej odskoczni nie ma w Ender's Game: Battle School - w powieści jest ona, w postaci bardzo ciekawego wątku Petera i Valentine. Kto nie zna, radzę doczytać sobie te fragmenty z książki.
Dla rysownika mam olbrzymiego plusa za to, że potrafi odnaleźć się zarówno na pokładzie statku kosmicznego, jak i w zdewastowanym zaułku na slumsach. W scenach "kosmicznych" trochę przeszkadza mi raster, ale nie sądzę, że jest to powód do robienia szumu i siania paniki. Drugi plus dotyczy postaci Petry, która wygląda o niebo lepiej, niż w interpretacji Ferry'ego. Z minusów mógłbym wymienić fakt, że wszyscy uczniowie (siedmio-, ośmiolatki) wyglądają na czternasto-, piętnastolatków, ale to pewnie celowy zabieg, ukazanie postaci tak, jak widzi je Groszek, dla którego wszyscy są olbrzymami, a dorosłym sięga do kolan.
Generalnie, kawał genialnej roboty. 9/10


Dr Doom And The Masters Of Evil #2
Gil: Poprzedni numer był znacznie lepszy. Przyczyny dopatruję się w doborze postaci, bo Circus Of Crime na mojej liście łotrowskich drużyn znajduje się na samym końcu, w sąsiedztwie Brotherhood Of Evil Mutants by Chuck Austen (tego z łysym mamutem i molestującym chłopców drzewem). Na szczęście ta banda lam nie jest tu główną atrakcją, a do tego jest jeszcze zacieśnienie fabuły, które pozwala historii się wybronić. Nadal nie wiem, kiedy i gdzie to się dzieje, ale może dostać 5/10.


Fantastic Four #564
Gil: Napis na okładce głosi "Dear readers, you have our word that nothing this lame happens inside". Cóż za perfidne kłamstwo! Jeśli miała to być świąteczna historia, wypada skwitować ją komentarzem: too little, too late. Jeśli miała być reklamą rodzinnej Szkocji pana Millara, to sorry, ale nawet najlepszy render nie odda uroku jej zielonych pagórków i zamków. A tak szczerze mówiąc, to ta historia jest właściwie o niczym. Cóż, jak by nie patrzeć, obowiązkowym soundtrackiem, jeśli koniecznie chcecie się zmierzyć z tym numerem, jest "Scotland The Brave" w wykonaniu reprezentacyjnej orkiestry kobziarzy. A ocena to maksymalnie 4/10.
Hotaru: Po lekturze tego komiksu poczułem całkiem pozytywne rozbawienie. Po trochu dlatego, że jest on świadectwem obsuw, jakie już trapią ten tytuł, a po drugie ze względu na zmianę otoczenia z Nowego Jorku na Szkocję. Super. Millar jest Szkotem, więc świetnie zna swój kraj i muszę powiedzieć, że tę znajomość świetnie czuć z kart komiksu. Nie zgodzę z Gilem, że to imitacja. Podczas lektury czułem ten sam klimat, co podczas seansu "Wickerman" z Edwardem Woodwardem i Christopherem Lee, czy podczas wędrówek po Highlandach, które - Gil - nie są tak zielone zimą, jak mogły by się wydawać. Wrażenia jak najbardziej pozytywne.
Krzycer: ...'wee' :) Zaskakujące, ale numer mi się podobał. Spokojna, senna wioska, beztroskie wakacje i tylko parę akcentów sugerujących, że coś jest nie do końca tak, jak się wydaje. Ograne? Może, ale wykonane nieźle. Mam tylko nadzieję, że dalszy ciąg dorówna wstępowi. Do tego "Thanks for the Nintendo DS, dad". Żal chłopaka. Tylko co się stało Johnny'emu z okładki?

Incredible Hercules #126 avalonpulse0081e.jpg
Gil: Zwyczajowy rozpęd serii trochę wyhamował, ale za to dostaliśmy całkiem przyjemny mariaż mitologicznej klasyki z marvelowym uniwersum oraz dodatki. Przynajmniej wiadomo już, że to Fredowi van Lente winni jesteśmy podziękowania za sprytne adaptacje starożytnych wątków. Właściwie nie ma tu wiele elementów, których bym nie znał, poza na nowo przedstawionym wątkiem ojcowsko-synowskim, ale czytało się przyjemnie. Druga część, w której Pak grał pierwsze skrzypce, wypadła słabiej, ale zakończenie w disnejowskim stylu było tu na miejscu. Teraz zobaczymy, jak się nasze boskości odnajdą w czasach reżimu ciemniaków, a na razie daję 7/10.
Hotaru: Czuję się oszukany. Nie dość, że na okładce stoi, że dostanę podwójny numer, to dostałem dwie podrzędne historyjki i streszczenie dotychczasowych przygód. Trochę to naciągane. Poświęcać cały "podwójny" numer na coś, co równie dobrze, jeśli nie lepiej, można było przedstawić jako wątki poboczne, czy wręcz kadr lub dwa retrospekcji? Odebrałem całość jako zapchajdziurę. I mam nadzieję, że wraz z kolejnym numerem seria wróci do poprzedniego poziomu, znanego z "Sacred Invasion".
Krzycer: Origin Herculesa nawet fajny, za to poszukiwanie Kirby'ego przez Cho wyszło marnie. Ale zakończenie się broni. "Jego miejsce jest pośród swoich" i takie tam.
Undercik: Powiem szczerze, spodziewałem się czegoś lepszego. Trochę się zawidołem. Mimo to numer zły nie jest, origin przedstawiony bardzo przyjemnie. Tak poza tym czuję, że ostatnio numery z Hercem tracą formę.

Ghost Rider: Danny Ketch #5
Gil: Skończyło się. Niby przewidywalnie, ale jednak z kilkoma niespodziankami. Niby jesteśmy w znanym już miejscu, ale jednak można spojrzeć na nie z innej perspektywy. I ostatecznie okazało się, że to całkiem dobra seria była, bo mieszając tu i ówdzie uporządkowała trochę porozrzucane wątki, dodała kilka nowych i tchnęła nieco sensu w bijatykę między Ghost Riderami. Szkoda, że tan sam duet nie opiekuje się główną serią. Za całość dam mocne 6/10.

Hulk
vol. 2 #10
Gil: Okay, jak dotąd traktowałem tego loebowego Hulka jako coś skrajnie głupiego, z czego można się pośmiać. Teraz nie wiem, czy się śmiać, czy siąść i płakać. Śmiać można się, kiedy autor wpada na niedorzeczny pomysł i szarpie się z nim, a wychodzi mu parodia. Tutaj nie ma pomysłu, bo nie można określić tym mianem pretekstu do wrzucenia kilku postaci do jednego wora. Nie ma też fabuły, bo nie można tak nazwać potrząsania worem, żeby się wymieszało. O parodii też nie ma co mówić, bo zamiast choćby uśmiechać się pod nosem, utknąłem na jednym wielkim "eee...?" Tutaj po prostu nic nie ma. Nic. Zero!
SaiEF:
Łał... Nie jestem nawet w stanie opisać poziomu bullshitu w tym komiksie. Niebieski Strange, Surfer z Shalla-bal, Namor z Dormą... Do tego Galactus, Collector i Grandmaster... Nawet 10 Slottów nie poukłada tego w jakimkolwiek continuity. Swoją drogą patrząc na stronę recapową, to chyba sam Loeb jest świadom, jaki to odpadek tworzy.

avalonpulse0081f.jpgMighty Avengers #22
Gil: Na pewno zapamiętam z tego numeru kadr, na którym Pym spawa Jocastę. Co poza tym? Niestety, poza tym przyjemnych wrażeń brak. Zaczynam za to podejrzewać, że Slott poszedł w ślady Bendisa i sklonował się w złego bliźniaka, który pisze kiepskie numery. Póki co, mamy tu tylko chaos i zaczętą od środka historię, w której nie wiadomo czego się chwycić, żeby się nie pogubić. Znajduję kilka sprytnie połączonych wątków z dawnych lat, ale nadal nie wiem, skąd się biorą i dokąd zmierzają. Jestem za to prawie pewien, że Scarlet Witch nie jest prawdziwa i ta myśl mnie uspokaja. Za kilka drobnych plusów uzbiera się 5/10, ale czekam na coś, co mnie pozytywnie zaskoczy, bo inaczej będzie kiepsko.
Hotaru: Slott na razie mnie zawodzi. Jego Mighty nie spełniają pokładanych w nim nadziei, rozbudzonych hucznymi zapowiedziami samego scenarzysty. Nie chodzi nawet o podrzędne rysunki Phama, o ile o samą fabułę. Wydaje się, że scenarzysta wyszedł z założenia, że jeśli pisze o magii, to już nie musi dodawać sensu. Czułem się, jakbym czytał infantylny komiks dla dzieci i może to być fajne, kiedy dotyczy Wonderful Wizard of Oz, ale po Mighty Avengers spodziewam się czegoś innego.
Demogorgon: Pamiętam szkice Pama do tego numeru i mam jeden postulat - nasłać Foolkillera na inkera i frajera, który nakładał kolory. A po za tym - czy tylko mnie nie wzięła scena świdrowania Jocasty? Rany, czy tylko ja czekam, aż Machine Man dokopie Pymowi za podrywanie jego dziewczyny? A poza tym? Wykorzystanie Chthona fajne, mi tam się podoba, ale przeszkadza mi nieco dziwny charakter grupy - widać, że najfajniejsi dwaj członkowie, Herc i Cho, są tu tylko przejściowo, a jak ich zastąpi ten frajer Quicksilver, to się wkurzę. Podoba mi się walka Irona z Hulkiem, choć mam nadzieję, że Slott szybko wyjaśni, co Loeb zrobił zielonemu. Tylko nie łapię, czemu niby tamten wybuch miałby zaszkodzić górze. A po za tym - liczę na duuuuużo napięć na linii Tony-Hank. Ogólnie - 5/10
Bertoluccio: Po bardzo średnim pierwszym numerze, miałem dużo mniejsze oczekiwania w stosunku do tego i pewnie dlatego wydał mi się dużo ciekawszy. Dan jak zwykle wplata w swój scenariusz sporo nawiązań do aktualnych zdarzeń i próbuje sprzątać po innych (tym razem zabrał się za Hulka, ciekawe, czy jakoś rozwinie koncepcję jego cofnięcia się w rozwoju). Minusem numeru jest odczuwalna przejściowość aktualnego składu. Na razie 6.5/10.

Marvels: Eye Of The Camera #4
Gil: Zasadniczo, główny wątek obchodzi mnie tyle, co topniejący szybko za oknem śnieg, ale muszę przyznać, że tło tej historii jest niezłym przekrojem historii uniwersum Marvela i podoba mi się to, bo pokazuje, jak szybko wszystko się działo. To zaś pasuje do oficjalnej wersji wydawcy, że czterdzieści lat realnych to zaledwie kilkanaście w tamtym świecie. Do tego mamy świetnie zilustrowane najważniejsze momenty lat osiemdziesiątych, wśród których podoba mi się zwłaszcza pojedynek Phoenix z Beyonderem. Nadal dam 5/10, ale z mocnym odchyłem ku górze, ze względu na rysunki.
Undercik: N
ajlepszy numer jak do tej pory, rysunki na tym samym, dobrym poziomie. Fabuła już tylko troszkę gorsza od oryginału. Patrząc na tę tendencje zwyżkową, to numer 6 przegoni oryginał, szkoda tylko, że seria nie mogła zacząć od wysokiego poziomu. Zaczęła przeciętnie, teraz jest bardzo dobrze. Czekam na następny numer.

Ms. Marvel
vol.
2 #36
Gil: Reed znów mnie nie zawiódł i wyciągnął ze swoich wcześniejszych historii ukryte elementy, którymi skutecznie utrudnia życie Karolce. Tym bardziej, że życie to najwyraźniej szybko zmierza do końca. I chociaż wydaje mi się, że widzę zarys długofalowego planu w jego działaniach, nie zmienia to faktu, że z ciekawością obserwuję, jak w kolejnych numerach nasza dzielna bohaterka obrywa i cierpi. Szkoda tylko, że inni (czytaj: Bendis) nie podchwycili jego gry i psują odbiór, nadal używając Miss Marvel jakby nigdy nic. No cóż, chyba nie warto się tym przejmować, zwłaszcza kiedy myśli zaprząta mi pytanie: Ghazi czy Michael? Szkoda tylko, że rysunki takie sobie i tęskno mi do Adriany Melo. Tak czy inaczej, dobre 7/10 się należy.


New Avengers
#50
avalonpulse0081g.jpg
Gil: Gdyby Bendis postanowił pisać serię "Avengers Komentują Wydarzenia Z Telewizji", pierwszy bym po nią sięgnął, bo początek tego numeru wypadł świetnie. Później jest już nieco gorzej, bo akcja wygląda na wymuszoną i zaskakująca wymiana przeciwników wychodzi jej tylko na zdrowie. Powiedzmy sobie szczerze - na wielką konfrontację z Darkami jest jeszcze za wcześnie. Dwie, trzy rundy na przestrzeni roku będą w sam raz, ale na to jeszcze przyjdzie pora, więc rozwiązanie mnie zadowala. Fajnym pomysłem były strony z wewnętrznymi monologami i gościnnymi rysunkami, które wniosły trochę świeżości w samym środku akcji. No i jak już wspomniałem, mocną stroną numeru są dialogi. Wszystkie. Słabszą... zgranie akcji w czasie z innymi seriami. Ogólnie, będzie 7/10, ale z pewnymi zastrzeżeniami.
Hotaru: Mnie wielka-bitwa-której-nie-było nie rozdrażniła. Może dlatego, że zapomniałem o tym, ze Bendis takową zapowiadał. Swoją drogą, czekam, aż to się na nim zemści. Kiedy scenarzysta przekroczy granicę i po tylu kłamstwach, jakie wciskał fanom, w końcu nikt nie będzie dawał wiary jego szumnym zapowiedziom. Z samego komiksu zapamiętałem niewiele - brzydkie rysunki Tana, kilka ładnych stron innych artystów i zdziwienie Petera, że Logan mógł uprawiać z kimś seks. Tyle.
Krzycer: Dobra rzecz. Szkoda, że Bendis sam się wyrolował i nie do końca dopasował wydarzenia z NA do DA, ale poza tym - dobrze jest. Również strony z przemyśleniami poszczególnych członków zespołu wypadają fajnie - no i dzięki nim przynajmniej przez chwilę mamy Danny'ego w porządnym stroju...
LeGoL: A propos porównań do DA z zeszłego tygodnia, dam sobie spokój ze spójnością, bo do braku takowej już przywykłem, zwrócę za to uwagę na Sentry'ego, który błysnął jak dla mnie charakterem, a "No, seriously. Cut it out." to chyba jego najlepsza kwestia w historii. Ares zaczyna się łapać, że bohater wojenny, jakim dla niego był Osborn, wcale takim bohaterem nie jest. Clint zagrał na koniec dobrze, ale czy opinia publiczna stanie po stronie składu, który ma w swoich szeregach największą twarz inwazji, opuszczając faceta, który ową twarz odstrzelił? Hood się wściekł i... Serio? Dormammu, który zaczął z niego wychodzić, dostał w łeb tarczą, później potraktowany blastem i padł? Śmierdzi mi tu znikającym, wszechpotężnym typkiem z Dark Avengers. Dodatkowo rysunki Tana mi się nie podobają, tzn. mimika tak, ale ciała postaci są nieproporcjonalne, brzydkie. Ktoś powie, że u Ramosa też proporcji nie ma, ale to jest dla mnie styl, a Tan po prostu rysuje facetów jakby byli Pudzianem na 10-krotnie większej dawce koksu. Brzydko.
Undercik: Szumne zapowiedzi, wielka bitwa Dark vs. New. Jubileuszowy numer, w ogóle hiper ekstra ma być. Taką opinię można by wywnioskować po zapowiedziach, artykułach w Wizardzie i tym podobnych. Jest jednak bardzo dobrze, walka między Dark a New jest na razie psychologiczna, starcia nie dostajemy. Przepraszam, dostajemy, tylko że zamiast Dark mamy ekipę Hooda, który ruszył rozwalić Niu na prośbę Normana. Dialog między bohaterami przed TV rewelacja. Norman Osborn is the hero now? - No. - Sure he is, I saw it on TV, and now I'm going to take off all my clothes and go run trought the streets screaming. - bezcenne. Wystąpienie Clinta w TV też daje czadu. Pytanie tylko, jak z tego wyjdzie Osborn. Jak dla mnie numer tygodnia.

Nova
vol.
4 #22
Gil: Początek zaskoczył mnie miłym nawiązaniem do debiutanckiego numeru Novy, a później było już tylko lepiej. Modus operandi Worldmindu okazał się ciosem poniżej pasa, Wendell znowu wrócił, pojawiły się nawiązania do War Of Kings, a Ryśkowi odwrócili klepsydrę. Akurat ten ostatni pomysł wydaje mi się zagraniem na dodatkowe napięcie, jak bomba, która i tak nie wybuchnie, ale swoje robi, więc się nie czepiam. Napięcie rośnie, a ja coraz bardziej czuję, że rozwiązanie tych wątków jeszcze nas wszystkich zaskoczy i czekam z niecierpliwością. Kolejne mocne 7/10 dla ekipy w garnkach.
Krzycer: M
y wiemy, co jest grane, Richie też już wie, co jest grane... Pytanie, co może zrobić, skoro go niemoc dopadła. A do tego autorzy postanowili dorzucić limit czasowy, coby zwiększyć dramatyzm sytuacji.
Mi się podoba i jestem bardzo ciekaw, jak nasz protagonista z tego wybrnie.
Oby nie "sobie tylko znanym sposobem" ;)

LeGoL: Przewidywalne. Gadające portki Ryśka są teraz gadającą planetą i w dodatku ubezwłasnowalniają członków korpusu. Umierający Rich potrzebuje mocy, która go wypełni, żeby mógł przeżyć, a bytowi Quasara przydałoby się ciało. Później zacznie się WoK i, wg zapowiedzi, korpus zostanie zdziesiątkowany, a Worldmind spoufali się znowu z Riderem, przyzna się do błędów itp itd. Mimo tego, to nadal bardzo dobra seria i świetnie się ją czyta, i mimo tej przewidywalności chce się zobaczyć, jak to będzie, albo to ja zbyt mocno związałem się z kosmosem Marvela i mam wypaczone zdanie.

avalonpulse0081h.jpgShe-Hulk vol. 2 #38
Gil: Czytelniku, uroń łzę symboliczną nad kresem tej dobrej, acz niedocenionej serii i wznieś puchar za zdrowie Petera Davida, który klęskę zdołał przekuć w sukces. W ostatnim numerze znalazło się miejsce na zamknięcie większości jego własnych wątków i ukłon w stronę stylu Dana Slotta, który ładnie bierze w klamrę 50 numerów przygód Shulkie (wliczając 12 pierwszej serii). Teraz mam nadzieję, że nasza ulubiona bohaterka zajmie na stałe miejsce w innej serii i nie będzie to Hulk Loeba. A dodatkowe wyrazy uznania należą się za końcówkę numeru, która jest majstersztykiem sama w sobie. Za ten numer dam 8/10, za wszystkie 50, bez wahania 9/10.
Krzycer: Z
akończenie miało w sobie urok tego, co wcześniej pisał Slott. Akcja z ratowaniem Jazindy też wypadła ładnie. Dobry numer, co prawda jak na zakończenie serii mało huczny, ale zgaduję, że to wielka improwizacja była. Pozostaje mieć nadzieję, że zielony duet znajdzie sobie jakieś miejsce w nadchodzących komiksach... Zwłaszcza zależy mi na tym, żeby Jazinda nie wyparowała zupełnie.

Runaways vol. 3 #7
Hotaru: Wydaje mi się, że ten i kolejny numer to zapychacze. Moore ma zamknąć swoje wątki i posprzątać po sobie po to, by kolejna ekipa nie musiała się nimi przejmować. Tak więc je potraktuję, jako podrzędny one-shot double-size, którym nikt się nie zainteresuje. Bo nic interesującego w nim nie ma.
Misiael:
RAMOS, WRÓĆ!!! To, co nowy rysownik - Takeshi Miyazawa - pokazał w najnowszym komiksie z Uciekinierami w roli głównej, zakrawa na bluźnierstwo i profanację. Widzę, że nie wszyscy pojęli jeszcze pewien prosty, acz znaczący fakt - siłą Runaways jako komiksu jest przede wszystkim czysta "Amerykańskość" bohaterów i historii, mnogość nawiązań do nowoczesnej amerykańskiej pop-kultury... a tu przychodzi jakiś mangaka i klimat komiksu leci na łeb, na szyję. Karolina jeszcze nigdy nie była tak krowiasta. Bohaterowie wyglądają jak przedszkolaki, zaś Val... Tu już porażka na całej linii. Gość, który nawoływał w radiu o szturm na ratusz wygląda jak jakiś młodociany, lekko zblazowany laluś.
Chwała Bogu (i świętemu od komiksów, jeśli takowy istnieje), że przynajmniej historia trzyma stały, wysoki poziom. Już sam początek, kiedy to bohaterowie biorą udział w pokazowej batalii na Nintendo Wii, pokazuje nam "fajność" tego komiksu - w Runaways fajne jest, że bohaterowie są tacy bezpretensjonalni. Nie robią z siebie ofiary jak Daredevil, nie szpanują głupkowatymi żartami jak Spider-Man, nie mają zrytej psychiki jak Punisher albo Banner (albo Sentry). Po prostu są paczką uciekinierów, których przewrotny los obdarzył mocami i którzy zawsze są naturalni, a identyfikacja z nimi nie nastręcza żadnych trudności. Mam co prawda wątpliwości, czy Karolina mogła tak szybko przejść do porządku dziennego nad utratą ukochanego/ukochanej. Co do głównego wątku fabuły (czyli mrocznego planu, jaki szykuje Val) to rozwija się bardzo ciekawe. Daję 6/10, ale to dlatego, że mam alergię na mangę. Jeśli japoński styl wam nie przeszkadza, to spokojnie możecie podnieść ocenę do 8.


Thunderbolts #129

Gil: No, to Norman pozamiatał... Poczyna sobie chłopaczyna, nie ma co! Miałem wątpliwości co do - nazwijmy je tak ładnie - legislacyjnych podstaw całego Dark Reign, ale ta zagrywka tłumaczy wystarczająco, w jaki sposób Osborn owinął sobie wokół palca samego prezydenta. I co najważniejsze, robi to w dobrym stylu. Poza tym, możemy w końcu zobaczyć całą grupę, w której zaczynają się kształtować pewne relacje i również są one interesujące. W tej chwili najciekawszym jej członkiem jest nowy Ghost - ta postać nigdy nie została rozbudowana, więc liczę na coś dobrego. A następnym razem będzie Deadpool, więc może być tylko lepiej! Będzie mocne 7/10.
Bertoluccio:
Fajne, ale czy naprawdę mavelowski prezydent, który tylko przypadkiem jest podobny do Obamy, nie był w stanie wyczuć przekrętu? Samson chce pokazać taśmy na Normana, a tu nagle pojawia się GG - dziwny zbieg okoliczności. No chyba, że te późniejsze zapewnienia o zaufaniu itd. to było mydlenie oczu Normanowi. Pewnie i tak nie wrócą do tego wątku, więc nie ma co sie zastanawiać. Rysunki jakby gorsze niż w poprzednim numerze, ale i tak pasują do historii. Ocena 7/10.

Wolverine: Origins #33 avalonpulse0081i.jpg
Gil: Nie oszukujmy się - ogólnie seria nie jest w stanie wznieść się ponad poziom czytadła i to zazwyczaj miernego, ale czasami jej autor miewa przebłyski, które wypada docenić. Tym razem jest to powiązanie w całość kilku wątków z długiej historii Logana więzami rodzinnymi, które może na pierwszy rzut oka jest dużym uproszczeniem sprawy, ale też sprawia, że wreszcie seria dotyka tematu, który ma wpisany w tytuł. Teraz szczerze chcę się dowiedzieć, o co chodzi z tym Romulusem i już nie tylko dlatego, żeby mieć to z głowy. Zupełnie inna sprawa, że pozostała część numeru to crap. Zwłaszcza Cyclops twierdzący, że lud ciemny nie odróżni O.G. Wolverine'a od podróbki z DA, chociaż tamten jest wyższy, chudszy, ma tatuaż i postawę manierycznego modela bielizny. I kto tu jest głupi? Dam tym razem 5/10, bo uważam, że warto zajrzeć i poczytać o tych koligacjach.
evans: Ś
wietny, sporo nowych wiadomości o Loganie (przynajmniej ja większości nie znałem). Dobre wplątanie Nicka w całą historię, no i w następnym numerze szykuję się niezła jatka. I czyżby Emma wkroczyła i stanęła przeciwko Scottowi? Przymajniej tak mi się wydaje patrząc na poster promujący Dark Reign. Daken zapewne w ten czy inny sposób zostanie zupgradowany, przez co jego 'stosunki' z ojcem będą na całkiem innym poziomie niż dotychczas. Ogólnie 9/10. Na minus chronologia - mam problem z umiejscoweniem tego numeru pomiędzy NA #49-50 i DA #1-2.
Krzycer: *@%^($$! Co za ^#&&%^ bzdura! Ok, przełknę jeszcze to, że Daken do spółki z Romulusem chcą wyrolować X-Men i przejąć uberkozacką katanę. I niech nawet zrobią z niej nowe pazury dla Dakena, czemu nie. W końcu ktoś kiedyś pobłogosławił pazury Logana, żeby mu się sprawniej walczyło z demonami. Tylko czemu Logan w 7 godzin po prezentacji Avengers Osborna jest w jakiejś zapadłej dziurze z Furym, a nie z NA, gdzie być powinien? Mniejsza o to. Czemu nawet historia Fury'ego nie trzyma się kupy i dowiadujemy się, że trzy pokolenia Hudsonów urodziły się i w paru wypadkach dożyły nawet do późnej starości w ciągu może 50 lat?
Numer do zapomnienia. Historia do zapomnienia. Żeby tylko to się skończyło, żebyśmy i o Romulusie mogli zapomnieć...


Ultimate Spider-Man #131
Hotaru: Rozkoszowałem się każdą stronicą tego komiksu i talentem Immonena, boleśnie świadom, że po Ultimatum już do Pająka nie wróci. Kolejny artysta nie sięga mu do pięt, więc chcę się nacieszyć dobrą kreską, póki jeszcze mam okazję. Fabularnie jest w porządku, bez rewelacji, ale to i tak najlepszy tie-in Ultimatum. Co niestety świadczy o dotychczasowym poziomie tego eventu.

bastek66: Nie sądziłem, że Bendis ubije postać, z którą był tak bardzo związany (w 616). Szkoda, że to wyglądało w taki sposób: Ręka wystaje z gruzów -> trup. Natomiast bardzo podobała mi się scena z zapowiedzi, wreszcie Jonah zachowa się przyzwoicie. Rekompensata za całe multiversum.
Bertoluccio: Podoba mi się, jak Bendis pisze zachowanie ludzi po tak wielkim katakliźmie. Reflekse JJJ idealnie wpasowały się w ten klimat. Niestety artykuł, który właśnie pisze, zwiększa szansę zgonu Pajęczaka podczas Ultimatum o jakieś 25%. Już sobie wyobrażam scenę pogrzebu, podczas której w narracji przytaczane są fragmenty Daily Bugle. Immonen jak zawsze robi świetną robotę z rysunkami. Ocena 8/10.
Undercik: Bendis daje radę. Rozmowy Pajączka z Hulkiem genialne. Tło historii, czyli zachowania ludzi, wyszło genialnie. Szkoda, że ubili Daredevila. Immonen jak zwykle daje radę. No i najważniejsze pytanie: czy Parker zginie? Wszystko wskazuje na to, że tak.

War Machine
vol.
2 #3
Gil: Po przydługim wstępie nareszcie jakiś krok do przodu. Gościnny występ Aresa świetny i jak najbardziej na miejscu, bo jak sam raczył wyjaśnić: jak ktoś nosi wojnę w imieniu, bóg wojny nie może go nie zauważyć. Jimmy dla odmiany prezentuje kilka sztuczek, które potwierdzają, że zasłużył sobie na to imię. Zastanawia mnie tylko, od jak dawna potrafi takie rzeczy robić i czemu nie użył tego na Tactigonie, kiedy był w Camp Hammond? No cóż, nieważne. Rozpierducha jest porządna, a rozwiązanie nie mniej efektowne. Najpierw Human Torch, teraz Ultimo, a co dalej? Vision virus? No i niezmiennie podobają mi się rysunki - zwłaszcza Ares w wykonaniu Manco. Solidne 7/10 daję.


avalonpulse0081j.jpgX-Force vol. 3 #12
Gil: Czuję zwolnienie tempa, ale mam nadzieję, że to cisza przed burzą i wielkie bum z końcówki to potwierdzi. Póki co, więcej dzieje się w tle, a łączenie wątków nadaje nieco więcej sensu choćby wygłupom Guggenheima w Young X-Men. Po wstępie spodziewałem się jednak więcej informacji o Leper Queen, bo ta postać pozostaje czarną dziurą na tle towarzystwa, ale na to pozostaje jeszcze następny numer. Brakowało mi tutaj wyraźnych momentów jak w poprzednich numerach i nie wyłowiłem żadnego chwytliwego tekstu, więc jestem trochę zawiedziony. Rysunki też jakby nie do końca takie jak być powinny, więc słabe 7/10 z tego wyjdzie.

Hotaru: Mam problemy z przypomnieniem sobie, o co biegało w tym komiksie. Czytałem go dwa dni temu, więc problemów nie powinno być żadnych, jeśli wywarłby na mnie wrażenie. Wniosek jest taki, że numer odebrałem jako esencję średnioty, zarówno na płaszczyźnie fabularnej, jak i graficznej. Pewno, mogło być gorzej, ale mogło być i lepiej.
Archie:
Tak jakoś to wszystko przygasło. Do tego jeszcze strasznie denerwują mnie odniesienia do innych x-serii (śmierć Creeda i pojmanie Pierce'a). Odwoływać się do koszmarków stworzonych przez Loeba i Guggenheima, a olać rozwiązanie S.H.I.E.L.D.? WTF? Do tego jeszcze wykonczyli Fever Pitcha :-/. Poza tym on chyba nie mógł się przemieniać w człowieka, bo rozwalił swoją twarz podczas manifestacji mocy i wypalił z czasem całą skórę, o czym informuje w Generation X #50. Kyle i Yost kompletnie się nie popisali i ten numer to największe rozczarowanie miesiąca, a jego jedyne plusy to akcja z uchem i rysunki Craina.
Krzycer:
Podobało mi się. Plan Bastiona jakiś sens ma, chociaż ta rezurekcja całej galerii łotrów wciąż mi się nie podoba. Relacje w grupie wciąż wypadają fajnie. Leper Queen nie lubię, ale pewnie nie będziemy musieli długo się nią przejmować.
Jeśli czegoś mi brakuje, to tego tylko, żeby X-Force i Uncanny przestały się dziać w swoich osobnych światach. Bo przecież wszystko to dzieje się w tym samym czasie, a mimo x-forcowego zaszczucia, w Uncanny jest idylla...




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:


avalonpulse0081a.jpgDark Tower: Treachery #6

Autor:
Jae Lee

Hotaru: Ostatnimi czasy unikałem trochę typowania okładek do Mrocznej Wieży, żeby nie być monotematycznym. Ten cover okazał się jednak bezkonkurencyjny. Nie chodzi nawet o samo wykonanie, bo duet Lee-Isanove stać na więcej. Uderzyło mnie, jak trafnie artysta oddał tragizm Rolanda. Co więcej, przedstawiona na okładce poza niemal dokładnie powiela tę z pierwszego numeru Long Road Home, kiedy chłopak tak samo, jak teraz swoja matkę, trzymał w ramionach truchło swej kochanki Susan. Mocne.



avalonpulse0081b.jpgNova vol. 4 #22

Autor:
Andrea Di Vito

Gamart: Pla... okładka, która z daleka już przekonuje mnie "zaciągnij się, zobaczysz kawałek kosmosu!", nawet przed oczami mam Abe Lincolna w hełmie Nova Corps. Pomysłowe, stylowe, ładne, czego wiecej chcieć? Do tego przypomina mi klimatem plakat Rocketeera. Tak, chcę zostać gwiazdą i bronić kosmosu!







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.02.25


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.