Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #80 (23.02.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 23 lutego 2009 Numer: 8/2009 (80)


Ktoś w Marvelu tak układa kalendarz wydawniczy, że w tym tygodniu do sklepów trafiła większość x-serii. Czy ilość przeszła w jakość?
Aha, i jeśli nie czytaliście jeszcze najnowszego numeru X-Factor vol. 3 - serii, gdzie scenarzysta Peter David ostatnio mocno zwyżkuje - to nawet nie zaglądajcie, bo wewnątrz czeka na Was wielki spoiler.



Amazing Spider-Man #587 avalonpulse0080c.jpg
Gil: Ten numer potwierdził moje przypuszczenia, że przy poprzednim musiał ktoś pomagać, bo różnica poziomów jest kolosalna. Polega ona na tym, że pan G. zdołał osiągnąć nowy szczyt głupoty. Tyle jest tych idiotyzmów, że musiałbym napisać osobny elaborat, żeby odnieść się do wszystkich, a nie chcę marnować swojego i Waszego czasu. Powiem po prostu, że w całej tej sprawie z aresztowaniem Pająka nie ma ani krztyny sensu. Ba! Jest go nawet mniej, niż w poczynaniach czerwonego Hulka! A w dodatku brzydkie to. Wielka czerwona jedynka i nominacja do anihilacji z miejsca się należy. 1/10.
bastek66:
Guggi przeszedł samego siebie. Wzniósł się na wyżyny w dziedzinie zarzynania fabuły. Innymi słowy w kategorii pisania scenariuszy komiksowych jest na dnie, gdzie nasłuchuje pukania Loeba, który jest jeszcze niżej. Jak to zrobił ? Bardzo łatwo: rozprawa Petera zapowiadała się na jedyny ciekawy moment tego komiksu, i tu jest pies pogrzebany. Całą rozprawę w tym numerze reprezentuje jeden obrazek Marcosa Martina z ASM Extra! #1, z "Character Assasination: Interlude". Historia ta wtedy była pozbawiona sensu i tak jest do dziś.
Tak na marginesie: mam obawy, że skoro Guggenheim tak często wykorzystuje postać Daredevila w swoich Amazingach, to może go kiedyś dostać do pisania na stałe, np. po Brubakerze. O tym, jakie to by było straszne, nie trzeba pisać.

Krzycer: Nawet mi się to podobało. Dobrze, że nie było dramatu sądowego, wystarczy mi to, co Guggi w ASM Extra! pisał, bo jakby tutaj też zaczął, to by pewnie nigdy nie skończył. Dobrze, filmowo wypadła scena w radiowozie. Pranie Vina w pierdlu - też.
Z wad - posterunkowi z jednego komisariatu... ale na mapie Bookiego morderstwa są rozrzucone po całym Manhattanie? A co do Bookiego - skąd Palone miałby wiedzieć, na co wpadł Bookie? Również - nie bardzo wiem, na czym miało polegać to ściąganie obroży przez Pająka. Jakoś nie widzę tam dźwigni, do której się odwołuje. I czemu więźniowie są po nocy poza celami?

Undercik: Po zwyżkowej tendencji, Guggi znów nie daje rady. Po raz kolejny w jego histori mamy Daredevila, a i tak nie potrafi go dobrze wykorzystać. Rozprawa? Mieliśmy ją już w ASM Extra!, czy jak to tam się nazywało. Wtedy nie wiedziałem w ogóle z jakiej ona paki, co ten Guggi wymyśla. Teraz już wiem, dlaczego ona jest, ale i tak jest beznadziejnie wplątana w fabułę.

Guardians Of The Galaxy vol. 2 #10
Gil: Bijatyka osiągnęła może nieco mniejszą skalę, niż się spodziewałem, ale i tak jest dobrze, bo historia płynnie brnie naprzód. I humoru jakby trochę przybyło, i wątek Warlocka się naprzód posunął, i drużyna zyskała nowego członka. Innymi słowy dużo się dzieje. Gdyby tak jeszcze te wątki królewskiej wojny zechciały mocniej się zacieśnić, bo na razie to tak każdy sobie... Wszystko, czego teraz potrzeba tej serii, to kolejny dobry rysownik na stałe.
Należy się porządne 7/10.
Hotaru: Trochę szybko Strażnicy czmychnęli z Negative Zone. Nastawiałem się na trochę bardziej treściwą konfrontację z Blastaarem. Ale DnA obiecują, że jeszcze o nim usłyszymy, więc odpuszczę ten grzeszek. Tym bardziej, że w końcu skoczyliśmy na moment do Warlocka i Gamory. Niestety, ucierpiała na tym Quasar, ale coś za coś. War of Kings nabiera impetu, a konflikt pomiędzy Vulcanem a Black Boltem zaczyna mieć wpływ na cały Wszechświat zanim się jeszcze na dobre zaczął. Jestem zaintrygowany, jak dokładnie ta wojna namiesza w rzeczywistości.
LeGoL: Brakuje mi starych Guardiansów, tych sprzed SI, brakuje mi Draxa. Dostałem za mało Warlocka i jeszcze mniej Gamory, ale przyznam szczerze, ze jestem napalony na War of Kings jak małolat na aktorki porno i nawiązania Adama i Starhawk do nadchodzących wydarzeń, choc trochę w moim mniemaniu naciągane, to łechtały moje nerd-gruczoły, a zwłaszcza słowa tego drugiego/drugiej na ostatniej stronie. Średnio, kurde, no średnio, ale...
"The King with no words has screamed for defiance..." i tego się będę kurczowo trzymał.


NYX: No Way Home #6
Krzycer:
Yeabuwhat!? O czym to było, po co to było? Ale przynajmniej Cecelia Reyes oficjalnie żyje, więc coś z tej miniserii wynikło...


Spider-Man Noir #3
Gil: Mam wrażenie, że od momentu wprowadzenia mocy ta seria odbiegła daleko od punktu początkowego i teraz nie do końca wie, jak się odnaleźć. Albo wątków jest ciut za dużo, albo się trochę rozbiegły, bo czegoś mi tu brakuje. Prawda, że odkrycia tego numeru rzucają nieco światła na ogólną sytuację, ale nadal nie widzę większego obrazka. Takie 5/10.


avalonpulse0080d.jpgDark Avengers #2
Gil: Wciąż trochę powoli, ale widać już, że Mroczni nabierają płynności i pojawia się w grupie jakaś dynamika. Jest kilka świetnych momentów i o dziwo, bohaterem niektórych z nich jest Sentry. Numer należy jednak do Morgany, która w królewskim stylu sponiewierała Dooma i wysadziła Boba. W dodatku Bendis znakomicie ją prowadzi, a Deodato rysuje nie gorzej. Czekam na rundę drugą i dalszy rozwój grupy, a na razie solidne 7/10.
Hotaru: Oceniając pierwszy numer tego tytułu napisałem, że jest kiepski i że na pewno nie sięgnę po kolejny. Potem nadeszły wyrzuty sumienia i ten irytujący głosik, że to nieprofesjonalne skreślać coś po pierwszych odsłonach. Więc sięgnąłem po drugą. I mam ochotę zastrzelić ten irytujący głosik, który napatoczył mi to badziewie. Bendis nie tylko nie jedzie po bandzie, on już zjechał z toru i przedziera się przez bagno. Czy ktoś potrafi wyjaśnić, jak Morgana wróciła po tym, jak ją zabili? Bo ja medytuję i medytuję nad tym zagadnieniem, i pod groźbą śmierci nie jestem w stanie tego na pół-sensownie uzasadnić. Toż to bzdura i ewidentne deus ex machina (używam tego określenia, bo wiem, że Bendis go nie cierpi). Łysy pewno wyszedł z założenia, że podróże w czasie same z siebie są bez sensu, więc żadnych zasad trzymać się nie musi. A wisienką na torcie jest Sentry, po którego akcji miałem ochotę poklepać po blond główce, podrapać za uszkiem i pod brodą, wrzucić do miski jakiegoś Pedigree Exclusive, a potem osobiście zawieść do weterynarza, by go uśpili. Bo kastracja odpada, jaj to on nigdy nie miał. Współczuję Deodato.
Demogorgon: Relacje w zespole i rysunki to niewątpliwy plus numeru. Bendis dobrze pisze nowych Hawkeye'a, Spidera i Ms. Marvel, a również Norman i Ares mu idą, ale Sentry, Daken i Noh-Varr jakoś mi tylko zawadzają. Minusem jest nonsens w walce z Morganą. Przypomina to bijatykę z Ultronką z Mighty - jakaś taka rozwlekła się wydaje i średnio mi się podoba. Na razie 6/10 i zobaczymy, co dalej.
Venomus: No i w końcu doczekaliśmy sie drugiego numeru przygód naszej wesołej grupki. Nastroje w drużynie wesołe, a interakcje między członkami są śmieszne, o to chodziło. Teraz już wiem, czemu tyle osób lubi Bullseye'a, chłop jest masterem czarnego humoru. Nawet my boy Venom miał swoją chwilę z nieśmiertelnym "Can I eat her?". Widać, że Normanowi podoba się bycie na szczycie, więc będzie starał się trzymać tę "rodzinkę" w spójnej całości. Relacje między Dakenem, Garganem i Bullseyem szykują się great. Nie dziwnym było, że scena z Sentrym nie była definitywnym końcem naszej Średniowiecznej Piękności ("Good thing Bob, absolutely") no i trzeci numer zapowiada się ciekawie. Oby nasz Team Mścicieli spisał się lepiej niż Doom, który zebrał cięgi aż miło. :)
Bertoluccio: To nie to, co Ellisowskie Thunderbolts, ale też się dobrze czyta. Jedyny minus, to fakt, że po previewach znało się zawartość całego numeru (chyba muszę przestać je przeglądać). Morgana na szczęście nie dała sie tak łatwo załatwić. Ciekawe, gdzie wysłała Sentry'ego, bo odnoszę wrażenie, że tak się go pozbyła. Rysunki za to pierwsza klasa. Ogólnie 8/10.
Undercik:
Sentry is dead. Do tego można dojść po lekturze tego numeru, ale jak znam BMB, to nadal będzie się bawił w prowadzenie emo postaci. Realcje w grupie są takie, jakich oczekiwałem po tej serii. W sumie Sentry coraz bardziej daje radę, tylko czemu przez 99% czasu jest nijaką postacią? Ale na ten 1% potrafi wyłączyć emo mode i zacząć używać swojej mocy, tak, tej, która ma siłę miliona wybuchających słońc. Dobra, skończę nawijać o Sentrym. Doom tak łatwo poległ, więc podróbki mścicieli będą mieć trudne zadanie, które i tak pewnie wykonają. W sumie numer lepszy niż poprzedni.
Misiael: Pierwsza połowa komiksu stanowi niejako bezpośrednią kontynuację pierwszego numery - poznajemy nastroje, jakie panują w grupie, wzajemne relacje... Byłoby to na dłuższą metę nużące, gdyby Master Bendis nie przeplatał tego wątku z wątkiem Dooma i Morgany. Splot obu części historii następuje szybko. To cieszy. Nieco mniej cieszy dziwna żonglerka Sentrym, o którym nie wiemy już, czy żyje, czy nie. Szczerze powiedziawszy, niewiele mnie to obchodzi, jak dla mnie zabijając tego mazgaja Bendis zrehabilitowałby się w moich oczach za SI. 7/10 za fabułę i rysunki.

Uncanny X-Men #506
Gil: Dalej szarpię się z tym tytułem, bo nie mam serca tak go zostawić, kiedy cierpi niedole z ręki Fractiona. I okazuje się, że kolejny numer jest właściwie o niczym. Są uchodźcy, są zmutowane kraby, a na końcu jest nawet podróba Godzilli, ale generalnie jest o niczym. Takie sobie bla, bla, bla - zupełnie jak kilka poprzednich. A za nic, to ja mogę najwyżej 3/10 dać.
Hotaru: Po kilku numerach nieobecności zorientowałem się, że Brubaker odszedł z Uncanny, a ponieważ w większości jego winiłem za tragiczny poziom tego komiksu, postanowiłem rzucić okiem, czy jego absencja pozytywnie odbiła się na fabule. Nadzieja matką głupich. Fraction wpasował się w trend wyznaczony przez Bru przez ostatnie lata i jego scenariusze są równie płytkie i nieabsorbujące, jak jego poprzednika. Następnym razem zajrzę do Uncanny, kiedy na okładce zmieni się nazwisko scenarzysty.

X-Factor vol. 3
#40
avalonpulse0080e.jpg
Gil: I znów bezapelacyjny numer jeden w tym tygodniu. Mam słabą wolę, jeśli chodzi o spoilery, więc ostatnią stronę poznałem z wyprzedzeniem, ale nie żałowałem nawet przez chwilę, bo oprócz czynnika "co" liczy się także czynnik "jak", a tutaj oba są na najwyższym poziomie. Nie miałem okazji napisać tego ostatnio, więc zrobię to teraz: przeczytanie ostatnich dwóch numerów X-Factor było dla mnie zaszczytem i przyjemnością. Mam nadzieję, że będę mógł to powtórzyć jeszcze nie raz. Peter David be praised! Solidne 9/10 daję i błagam o więcej.
Hotaru: Peter David obiecywał, że ten numer będzie jeszcze mocniejszy od poprzedniego. W przeciwieństwo do innego łysego scenarzysty z Domu Pomysłów, kiedy on coś obiecuje, to można mu ufać. Numer jest niesamowity i nie chodzi mi wcale o ostatnią jego stronę. Rozmowa w kościele była tak naładowana emocjami, że promieniowały one z komiksu na 10 metrów i podczas lektury nie mogłem się przed nimi obronić. Nie to, że chciałem. Kreska De Landro idealnie współgra ze świetnym skryptem. Po słabym tie-inie do Sekretnej Inwazji i średniej opowiastce o Darwinie X-Factor wystrzelił na wyżyny, z których każdy inny x-tytuł może mu się przyglądać albo za pomocą lunety, albo teleskopu Hubble'a.
Bertoluccio: W końcu przeczytałem. Tydzień temu z zapowiedzi wykminiłem, co się wydarzy, chociaż nie wiedziałem, czy w tym, czy następnym numerze. Potem spoiler z ostatniej strony potwierdził moje przypuszczenia. Ale gdyby nie, to ostatnia strona byłaby zaskoczeniem na poziomie poprzedniego numeru. A PAD mówił, że następny numer też będzie miał mega zaskoczenie. Mam swoje przypuszczenia, ale szczerze powiedzawszy liczę na coś nieoczekiwanego. Sam numer trzyma poziom. Najpierw obrazowy opis ran postrzałowych, a potem rozmowa Madroxa z Maddoxem - wszystko to świetne. Rysunki dobre, choć nie wybitne (dobrze, że nie ma Stromana, który skutecznie mnie odrzucił od X-Factor, jeszcze się nie zebrałem, żeby przeczytać w całości tamte numery). Ogólnie żeby było sprawiedliwie udam, że nie czytałem zapowiedzi i ostatnia strona mnie zaskoczyła, co zwiększy ocenę - daję 9/10.
LeGoL: Nie czytałem zapowiedzi, po obietnicy PADa po ostatnim numerze broniłem się przed wszystkim, co mogło mi zaspoilować ten numer, i własnie dlatego spadłem pod biurko po ostaniej stronie, topiąc się we własnej ślinie, która kapała mi z otawrtych ust przez cały czas czytania tego numeru... teraz znowu miesiąc mijania wszystkich newsów z "X" w tytule, ale warto! warto! WARTO!
Krzycer: N
umer zupełnie odmienny od ostatniego. Nie było zaskoczeń co parę stron, zamiast tego mieliśmy powolne budowanie napięcia. Niemal połowę komiksu wypełnia dialog Madroxa z duplikatem (czyli w sumie... monolog?). Ma kilka genialnych momentów ("dzięki ci, stwórco" - "nie ma za co" czy scena z pytaniem o to, czy Madrox zmienił zdanie), jest zresztą genialny jako całość, nie ma tam niepotrzebnego dymka.
A potem dochodzimy do finału.
To jest zupełnie inny numer od ostatniego. Ale jest równie świetny.

Gregoriano: Ostatnio miałem zastój w komiksowym półświatku, ale po nadrobieniu kilku poprzednich zeszytów XF i ten udało mi się wrzucić na warsztat. I co? Bardzo podobał mi się ten odczuwalny wzrost napięcia. Po interwencji w sklepie poprzez dialog w kościele [byłem pewien że w inny sposób wyjaśnią jak John doczekał się syna, był moment że dałbym rękę uciąć za to, że cały czas oglądamy jednak przygody dupa, ale nvmd] i kończąc na ostatniej stronie, która sprawiła że twarz rozciągnęła mi się w bananowym geście. Czekam na więcej! Bez spoilerów!
Misiael: Po wymiatającym numerze 39 PAD nie zwalnia tempa, niczym zawodowy magik wyciąga z kapelusza kolejne króliki. Rozmowa z Madroxem przebiega dość żywiołowo, pada w niej wiele słów, choć nie nuży. Co to, to nie. Ostatni kadr przebija wszystko, co widziałem od czasów... Kurka, przebija wszystko, co kiedykolwiek widziałem w x-komiksach. Nie epickością bynajmniej, ale na to czekałem od czasów MC i wreszcie sie doczekałem :) PAD, jesteś wielki! 10/10

X-Men: Kingbreaker
#3

Gil: Historia, która wydawała mi się trochę niemrawa, w tym numerze wreszcie dostaje jakiegoś kopa. Po pierwsze, w kierunku Wojny Królów, a po drugie na płaszczyźnie akcji, bo dochodzimy w końcu do momentu konfrontacji, który... będzie kontynuowany za miesiąc. Ale dobre i to. Jakby jeszcze rysunki były porządniejsze, to byłoby już całkiem dobrze, a tak będzie 6/10.
Hotaru: Przedostatni numer i jakoś nie tego się spodziewałem. Oczekiwałem kosmicznego klimatu jak za czasów Claremonta i Lee, a tu jakoś go nie uświadczyłem. Wszystko sprowadziło się do mało absorbującej bijatyki, której wynik na razie średnio mnie obchodzi. Za mało jest też zagrań w stronę War of Kings. Zapewne miniseria ma na celu odpowiednio rozstawić pionki, ale mam wrażenie, że można to było zrobić o wiele bardziej emocjonująco.
Krzycer: Bez większych zaskoczeń. W sumie to bez zaskoczeń i tyle. Ale to nadal porządne czytadło. Havok mógłby na stałe dodać elementy zbroi do swojego kostiumu, wygląda fajnie.

avalonpulse0080f.jpgYoung X-Men #11
Gil: I znów mój ulubieniec, pan G., udowadnia, że będąc renomowanym scenarzystą może pozwolić sobie na to, by mieć wszystko gdzieś. Nie ma nowych mutantów? Ma to gdzieś. Zakaz wskrzeszania? Ma to gdzieś. Nie istnieją alternatywne przyszłości za wyjątkiem dwóch? Również ma to gdzieś. Najwyraźniej ma też gdzieś to, co sam pisze, bo po niedawnych rewelacjach, że niejaki Ink mutantem nie jest, uczynił go jednym z sześciu ostatnich mutantów w tej swojej wariacji na temat Days Of Future Past. No i w dodatku ubił Dust. Na wszelki wypadek, bo mogła wyrosnąć na terrorystkę. Tutaj dla pana dwója. 2/10.

Hotaru: Nie wiem, co sobie myślałem, sięgając po ten komiks. Tak samo nie wiedział scenarzysta, który go pisał, co w ogóle chce osiągnąć. Guggenheim nie ma żadnego pomysłu na obsadę, nawet na tych jej członków, których sam sobie stworzył. Tytuł zostanie zamknięty o 12 numerów za późno.
Aż z tego wszystkiego zacznę sobie czytać archiwalne numery New X-Men.

Krzycer: ...eh. Niechże ten Guggi już kończy. Also: "the Phoenix can do everything, right?". Czyli w przyszłym numerze Ink wskrzesi Dust, a potem może będziemy mogli zapomnieć o dwunastu odsłonach dramatu pióra Guggenheima....

X-Men: Legacy #221
Gil: Nareszcie doszliśmy do obiecywanego od dawna wątku Rogue, ale w tej chwili jest on jedną wielką zagadką. To właściwie dobrze, bo możemy przyjrzeć się co ciekawszym momentom z jej życiorysu, powspominać i zastanowić się, czego Danger chce od niej. Gdyby jeszcze Eaton nie mylił kostiumów, byłoby całkiem fajnie. Dodatkową zagadką jest obecność kilku Shi'Ar, którzy mogą być tu kluczem, bo w końcu z ich technologii powstała Sala Ćwiczeń. Z pewnością nie jest to jeszcze szczytowy moment historii, ale rozwija się w dobrym kierunku, więc dostanie solidne 6/10.
Hotaru: Szkoda Carey'a. Cokolwiek sobie zaplanował, zaczynając pisać Legacy, jak na razie mu to nie wychodzi. "Rehabilitacja" Xaviera to jedna wielka lipa, bo po stracie połowy mózgu łysek nadal zachowuje się jak stary, nudny profesorek, na którego widok mam mdłości. Obecność Gambita i Rogue zalatuje Claremontem, i to z tych gorszych czasów. Żałuję też Eatona, którego talent wybitnie się tu marnuje. Przykro mi to mówić, ale Legacy to kolejna po Young X-Men zmiana na gorsze wywołana Messiah CompleX.
Krzycer: Kapitan statku Shi'Ar jest genialny. Samo przeprowadzenie Rogue, Gambita i Xaviera przez labirynt przebłysków z przeszłości wypada fajnie, niezła jest scena z Rogue w genoshańskim więzieniu. Całości czegoś jednak brakuje.



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:


avalonpulse0080a.jpgYoung X-Men #11

Autor:
Pasqual Ferry

Hotaru: Szczerze mówiąc, w tym tygodniu żadna z okładek nie rzuciła mnie momentalnie na kolana, ale po dłuższej medytacji postanowiłem wybrać tę do Young X-Men. Potem zobaczyłem, kto jest jej autorem, i jakie było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że jest to Pasqual Ferry. Nie zrozumcie mnie źle, zachwalam jego kreskę przy Ender's Game, ale tutaj... w ogóle nie rozpoznałem jego ręki. Jakby na potrzeby tego covera zupełnie pozbył się swego charakterystycznego stylu. Ale okładka i tak jest fajna - niesamowicie wymowna i klimatyczna. Dust chociaż na niej trąci Muzułmanką, bo już wewnątrz numeru Guggenheim nie potrafi oddać ani krztyny jej kulturowego bagażu.

avalonpulse0080b.jpgPunisher: Frank Castle #67

Autor:
Dave Johnson

Lex: Hotaru nie rozpoznał kreski Pasquala Ferry'ego, a ja po zerknięciu na okładkę nowego Punishera byłem pewien, że to kolejne dzieło Juana Doe. Gdy okazało się, że to jednak rysunek Dave'a Johnsona, byłem mocno zaskoczony, bo wydawało mi się, że to pan Doe wraca do czasów 198. Wykonana w trzech barwach okładka robi świetne wrażenie - artysta bardzo sprytnie nałożył czerwień na ciała obu postaci. Do tego wielkomiejska architektura, duża ilość detali (czaszki widoczne w dymie z kominów) i inteligentnie umieszczony tytuł historii.




Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.02.18


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.