Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #68 - Spider-Man: Blue HC

Spider-Man: Blue HC
Scenariusz: Jeph Loeb
Rysunki: Tim Sale
Okładka: Tim Sale
Liczba stron: 160

Cena: $21,99
Zawiera: Spider-Man: Blue #1-6

68.jpgSpence: ">Klik< >Whrr< To działa? Czekajcie, sprawdzę to sobie... Ok, dobra, można nagrywać..."

Nie pamiętam, jaki ostatnio czytałem komiks Marvela. Żeby sobie przypomnieć, jaki był to tytuł, musiałbym się dobrze zastanowić. Pewnie nie przypomniałbym sobie ostatniego, tylko przedostatni. W końcu dotarłbym do tego ostatniego. Po drodze przypomniałbym sobie pewnie, co to był za dzień, co się wtedy działo, jak się wtedy czułem, z kim rozmawiałem. Pewnie najpierw przypomniałbym sobie to, co mi nie odpowiadało, dopiero potem to, co było w porządku. Nie mówię nawet o tym, że skojarzyłbym jeszcze trzydzieści innych wydarzeń...

Zanim zapędzę się tak do śmierci, powiem Ci, że w tym szaleństwie jest metoda. Mniej więcej to robią w swoim komiksie autorzy.

Peter Parker wynajduje gdzieś na strychu stary dyktafon należący do jego wujka. Postanawia przeprowadzić sobie jednoosobowy seans terapeutyczny i nagrywa na sześć kaset coś na kształt listu do Gwen Stacy, wspominając czasy od ich spotkania do pewnej szczególnej nocy rok później. Opisuje swoje emocje, odczucia, przy okazji zastanawiając się nad pokręconymi kolejami swojego życia.

Zapomnijcie o tym, co Jeph Loeb odpier... w aktualnie wydawanych komiksach. Wraz z Timem Sale'em, tworzą team wyjątkowy. Krótka historia. Zaczęli od kilku opowiadań o Batmanie. Później stworzyli dylogię złożoną z dwóch trzynastoodcinkowych historii - "Long Halloween"/"Dark Victory". Stworzyli także trzy kolorowe miniserie Yellow, Blue i Gray - odpowiednio o Daredevilu, Spider-Manie i Hulku. Dodajmy do tego Superman: For All Seasons. A aktualnie tworzą czwartą, tym razem "Białą", miniserię o Kapitanie Ameryce.

I tak, nie da się ukryć, że Loeb z Sale'em za każdym razem robią praktycznie to samo. Ogólne założenia są w kolorowych miniseriach i Supermanie identyczne - powrót do korzeni.

Tutaj Spidey wraca do być może najważniejszego momentu w swoim życiu - gdy przeistoczył się z mola książkowego w człowieka dużo bardziej pewniejszego siebie, świadomego tego, że robi wyjątkową rzecz. No i lecą na niego laski. Oczywiście są i walki, ze sporą ilością przeciwników, których Parker pokonuje nie tylko siłą ciosów, ale i potokiem słów, ale to nie one są tu najważniejsze. Liczą się uczucia.

I tak, jest to przerysowane, kreskówkowe, komiksowe - zobacz chociażby, ile słów wypowiada Spidey podczas walk. Ale takie są przecież początki komiksu, o to tutaj chodzi. O uchwycenie atmosfery starych dzieł, tworzonych przez Stana Lee, Steve'a Ditko i Johna Romitę seniora, którym to twórcom notabene komiks jest dedykowany i które to historie nie raz są tu cytowane. A to autorom wychodzi naprawdę świetnie.

Rysunkowo jest rewelacyjnie - oldskul pełną gębą, ale nie sztywny, tylko lekki i przyjemny. Nikt nie rysuje takich kobiet jak Sale. Nikt też nie potrafi tak narysować przeciwników głównego bohatera - wyciągająć kwintesencję z ich wizerunku (zobacz chociażby Jokera z "Long Halloween" albo Zielonego Goblina w "Niebieskim"). I świetne okładki.

Kolorysta także daje radę, sprawdź chociażby początkowe i końcowe sceny, utrzymane w (o dziwo) tonacji niebieskiej.

Dodam na koniec jeszcze drobny detal, który właśnie zauważyłem. W stopce obok nazwiska Joe Quesady, w miejscu jego funkcji widnieje napis "Great Power", a przy Billu Jemasie "Great Responsibility".

I zanim skończy mi się miejsce na kasecie, albo ten dyktafon rozleci się doszczętnie, powiem: Sprawdź to.

>kkkkh< >khhhk< >klik<

 

Jaro: Są Walentynki. Jak co roku Spider-Man wraca na Most Brooklyński, przystaje na nim na chwilę w pewnym szczególnym miejscu, zostawia różę, po czym oddala się stamtąd, chyba trochę zbyt szybko. Zaraz potem wiatr zwiewa kwiat. Róża spada bezwładnie w dół, niczym pewna wyjątkowa dziewczyna lata temu.

Tą piękną, przedstawioną w odcieniach błękitu sceną rozpoczyna się historia Spider-Man: Blue, dzięki której razem z Peterem Parkerem możemy wrócić do czasów, w których rodziło się jego uczucie do Gwen Stacy. Punktem wyjścia jest tu nagrywany na dyktafon list do nieżyjącej dziewczyny, w którym Pete opowiada o tym, jak "niemal udało się im w sobie nie zakochać". Dzięki temu zabiegowi możemy zobaczyć wydarzenia sprzed lat tak, jak Parker widzi je teraz, a intymny charakter narracji w bardzo dyskretny sposób pokazuje nam jego uczucia.

Loebowi sprawnie udało się uchwycić ten szczególny okres w życiu bohatera. Z mocno nacechowaną emocjami narracją kontrastuje oldschoolowy styl, w jakim utrzymane są sceny z młodych lat Petera. Ta prosta sztuczka dodatkowo podkreśla odmienność tamtego czasu, większą beztroskę, na jaką mógł sobie pozwolić bohater, a jednocześnie jest to ładne nawiązanie do starych pajęczych historii. W samym komiksie zobaczymy też sporo scen, które już znamy - jak chociażby słynne pierwsze spotkanie Mary Jane i Petera. Tu właśnie objawia się geniusz Tima Sale'a, który rysując to w zupełnie inny sposób niż Romita senior, zachowuje jednocześnie klimat oryginału. Zresztą bez rysunków Sale'a Blue czytałoby się zupełnie inaczej. Mało kto potrafi tak pokazywać emocje poszczególnych postaci, jednocześnie tak trafnie wychwytując i podkreślając ich charakterestyczne cechy.

Wydawałoby się, że historia będzie skupiać się wyłącznie na Gwen. Tak się jednak nie dzieje - raczej "na szczęście" niż "niestety". Równie dużo miejsca co pierwszej miłości Parkera autorzy poświęcają Mary Jane Watson. Można to chyba traktować jako symbol tego, że w życiu Petera obie kobiety były równie ważne. Zresztą na ostatnich stronach bohater wypowiada znamienne słowa, że jeśli coś dobrego wyniknęło ze śmierci Gwen, to jest to właśnie jego związek z MJ.

W Blue częściej oglądamy też Petera Parkera niż Spider-Mana i część "cywilna" wypada dużo lepiej niż część "trykociarska". Z jednej strony wiadomo, że bez kilku walk z klasycznymi złoczyńcami ten komiks nie mógłby się obejść, z drugiej strony jednak - za każdym razem, gdy Parker zakładał kostium, zaczynałem przekartkowywać komiks. Jest to bardzo subiektywne odczucie, lecz te sceny akurat wydawały się szczególnie męczące w odbiorze, zwłaszcza w porównaniu ze świetnie napisaną resztą historii. Czy więc warto przeczytać Spider-Man: Blue? Zdecydowanie tak, jeśli nie dla genialnych rysunków Tima Sale'a, to chociaż po to, żeby przekonać się, że Jeph Loeb kiedyś potrafił nieźle pisać.


LTplus.jpg

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.