Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #77 (02.02.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 2 lutego 2009 Numer: 5/2009 (77)


Pulse sesyjny ze specjalną dedykacją dla studentów, którzy walczą (dacie radę!) i dla tych, którzy już odpoczywają (kujony!).



Avengers: The Initiative #21avalonpulse0077c.jpg
Hotaru: Nie jestem pewien, czy wykorzystanie Clora to taki dobry pomysł. To relikt Civil War i szczerze mówić miałem nadzieję, że akurat tego szkieletu nikt z szafy nie wyjmie. Potem, kiedy się dowiedziałem o planach co do tej pokraki pomyślałem sobie, że może ktoś mnie pozytywnie zaskoczy? Nic z tego. Clor jako siła napędowa tej historii zupełnie dla mnie poległ, a ponieważ wątki poboczne dotyczą w większości nowych rekrutów, których mam w głębokim poważaniu, to praktycznie nic nie było w stanie utrzymać mojej uwagi. No, może poza rysunkami Ramosa, które jakoś w tym komiksie wyjątkowo mi się spodobały.
Lokus: Gdy Inicjatywa ma największe w swej historii problemy, niejaki Clor postanowił jeszcze nieco porozrabiać. Obawiałem się tego numeru i jak czas pokazał, całkiem słusznie. Może i Slott nie popisał się przy pierwszym swoim numerze Mighty Avengers, ale jestem pewny, że wraz z Gagem w duecie napisaliby lepszą historię. Co prawda to dopiero pierwsza część "Initiative Disassembled", ale zarówno Clor mnie nie przekonał, ani pojawienie się na końcu New Warriors (w towarzystwie Thrasha? O_o?) nie zachęciło do sięgnięcia po następne numery. Ale i tak to zrobię :D 4/10 i liczę na wyraźną poprawę w następnych numerach.

Amazing Spider-Man Extra #2
Krzycer:
Wcale spoko. W pierwszej części przez moment miałem nadzieję, że Anti-Venom będzie dla pająka tym, czym Black Tarantula (był do niedawna) dla Daredevila, po przeczytaniu końcówki nadzieję tę straciłem, ale i tak - w tej historyjce się broni. Do tego dostaliśmy odrobinę humoru w scence z Negatywem rozstrzeliwującym podwładnego :)
Bachalo, niestety, nie jest w tej formie, co przy "Blizzard" i Messiah CompleX, ale i tak strona graficzna mi się podobała.
Druga historyjka w pewnym momencie zaczęła siadać, po ujawnieniu okazji do świętowania niemalże zwątpiłem, ale wyjaśnieniami Logana Wells się wybronił. Więcej, niż wybronił - kawał dobrej historii z tego wyszedł. I dobrze, bo za tydzień wracamy do Guggenhaimowego "Mordowania postaci".


Captain America vol. 5 #46
Krzycer:
Na szczęście w tym numerze flashbacki przestają dominować, zaczyna się liczyć akcja w teraźniejszości. Drugim plusem jest wprowadzająca w błąd okładka - przechodzimy od razu do współpracy, bez tradycyjnego wstępnego nawalania się między bohaterami. Hip hip hurra. Bru sympatycznie prowadzi Namora, który ewidentnie angażuje się w całą sprawę, jednocześnie próbując zachować swoją tradycyjną arogancję.
Do tego dochodzi sympatyczna wstawka z Black Widow wyciągającą informacje od brytyjskiego agenta w HK i mamy bardzo fajny numer. Oby więcej takich.


Dark Tower: Treachery
#5

Hotaru: Sam nie wiem czemu, ale wydawało mi się, że to ostatni numer - spotkała mnie przyjemna niespodzianka. Daruję sobie zwyczajowe rozpływanie się nad talentem Lee i Isanove'a i przejdę do fabuły. Na początek mała dygresja - gdzie się podziała Aileen? Naprawdę zaintrygowała mnie w drugim numerze, ale potem praktycznie zniknęła ze sceny. Trochę szkoda. Poza tym - rewelka. Atmosfera zbliżającej się katastrofy jest gęsta jak budyń i chociaż przeczytałem Mroczną Wieżę i wiem, co czeka Rolanda, to i tak obgryzam z nerwów paznokcie. Na dodatek ta scena torturowania Charlesa Champignona... wzdrygnąłbym się z odrazą nawet, gdyby pojawiła się w jakimś komiksie z serii MAX, a co dopiero tutaj. Wyobrażam sobie, że Furth i David musieli walczyć o jej przejście przez edytorial, ale było warto - jest autentycznie wstrząsająca. Reasumując, Treachery nie zawodzi. Komiks najwyższych lotów.

avalonpulse0077d.jpgDaredevil vol. 2 #115
Demogorgon:
A już się bałem, że Carlosa zabiją. Na szczęście przeżył, choć zmienił strony. Zresztą nie jest to jedyna niespodzianka w numerze. Szczerze zaskoczył mnie powód tej całej afery - no tego się nie spodziewałem. Teraz jak rozumiem lecą po plan B - Fiska. I fajnie, powrót króla zapowiada się na mocną rzecz. A Master Izo ma chore poczucie humoru. 7/10
Lokus: Konkluzja historii z udziałem Lady Bullseye na szczęście utrzymała poziom poprzednich czterech numerów. Master Izo na spółkę z Dannym skradł moim zdaniem cały numer Murdockowi, ale bynajmniej nie było mi źle z tego powodu. Brubaker jak zwykle mnie zaskoczył i dlatego też ta seria należy już od długiego czasu do moich ulubionych. Rysunki Larka również na stałym, dobrym poziomie. Czego tu chcieć więcej? No, może troszkę Dakoty, której nie uświadczyliśmy w tym numerze zbyt dużo. Teraz już nic, tylko czekać na powrót Kingpina. 8/10
Krzycer: No proszę. Przyznaję, że spodziewałem się szybkiego odczarowania Carlosa i jak-jej-tam. Oferta Lady B dla Murdocka - ciekawa. Zaskakująca. Trochę "what the f*ck?", ale tylko trochę... nie bardziej, niż to, że w następnym numerze złoży ją Kingpinowi...
Za to Mistrz Izo - wciąż genialny. Podobnie warstwa graficzna.


Enders Shadow: Battle School
#2

Hotaru: No i Carey zabił mi ćwieka. Przy okazji pierwszego numeru zaintrygował mnie tak rychłym dostarczeniem Groszka do Szkoły Bojowej i byłem autentycznie ciekaw, jak dalej rozwiąże wątki powieści, które ominął. Spodziewałem się jakichś fabularnych wygibasów, a scenarzysta w tym numerze po prostu cofnął wskazówki zegara, by pokazać, co się działo z Groszkiem od czasu przygarnięcia go przez siostrę Carlottę do wylądowania na stacji orbitalnej. I może trochę bym się dąsał za tak proste wyjście z sytuacji podbramkowej, gdyby nie fenomenalne dialogi i miły smaczek, odejście od powieściowego oryginału, dzięki któremu poszukiwania Groszka stały się dla czytelnika jeszcze bardziej emocjonujące. Poezja. Miałem też nadzieję, że zobaczę teraz, jak Fiumara zmienia swój styl, by przedstawić sterylne wnętrze stacji kosmicznej, ale ponieważ nadal Groszek znajduje się w Rotterdamie, to zmiany (całkiem fajnego) stylu nie było. Mam wrażenie, że artysta świetnie się bawi i doceniam wszelkie smaczki, które pozostawia na stronicach. Cóż więcej mogę powiedzieć? Chyba tylko tyle, że w moich oczach adaptacje historii ze świata Endera stoją na równi z tymi Mrocznej Wieży. A lepszego komplementu chyba nie wymyślę.
Misiael:
Robi się coraz ciekawiej - oczywiście dla tych szczęśliwców, którzy nie znają jeszcze fabuły z książki. Poznajemy origin Groszka, na marginesie wspomniany jest też sam Ender, choć to akurat najmniejsza atrakcja, bo pierwsze skrzypce gra tu Julian Delphiki. Carey brawurowo prowadzi narrację, pisząc dialogi bardzo w stylu Carda - warte uwagi są, tak jak i w literackim pierwowzorze, utarczki słowne Siostry Carlotty i pułkownika Graffa. Rysunki też są bardzo dobre (poza kilkoma niedopracowanymi kadrami) a moim osobistym faworytem jest ostatni, całostronicowy panel - kolorysta odwalił kawał naprawdę dobrej roboty. Jak dla mnie 9/10, z niecierpliwością czekam na kolejny numer.

Ghost Rider: Danny Ketch #4
Lokus: Ostatnie kilka miesięcy to zdecydowanie dobry okres dla mojej ulubionej postaci Ghost Ridera. Zarówno run Aarona, jak i ta mini-seria stoją na dobrym poziomie. Co prawda już przy okazji ostatniego numeru wspomniałem, że moim zdaniem historia jest spóźniona o jakieś dwa miesiące, ale nie odbiera mi to przyjemności z lektury kolejnych przygód Danny'ego Ketcha. A naprawdę jest dobrze i ten numer to potwierdził. Co prawda konkluzję tej historii już mniej więcej znam (w końcu wynika z niej obecna opowieść w ongoingu), ale z ciekawością spojrzę. Dodatkowy punkt za rysunki Saltaresa, który dobrze by pasował w miejsce Huata w regularnej serii. 7/10


Incredible Hercules
#125
avalonpulse0077e.jpg
Hotaru: Po lekturze ostatniego Mighty Avengers, zaintrygowany postacią Amadeusa Cho, wróciłem do pierwszych numerów The Incredible Hercules. I ku swojemu zaskoczeniu bawiłem się naprawdę przednio. W tym tygodniu sięgnąłem więc po kolejny numer i, chociaż się nie znudziłem, to tak cukierkowo już nie było. Rozstrzygnięcie wydawało mi się nieco naciągane, a to komiks o greckim herosie, więc już to stwierdzenie powinno o czymś świadczyć. Od strony graficznej zaś całkiem fajnie, nie mam się do czego przyczepić. Chociaż nie było tak dobrze, jak by być mogło, to i tak sięgnę po następny numer i tak sobie myślę, że byłoby świetnie, gdyby Incredible na zawsze pozostał już Hercem.
Lokus: Kolejny dobry numer dobrej serii. Jak zwykle pełen humoru i ciekawych zwrotów akcji. Co prawda rysunki Henry'ego jakby gorsze niż w poprzednich numerach, ale ogólnie było w porządku. Tym bardziej jestem ciekaw originu Herca z najbliższego numeru. Duet Pak i Van Lente zawiesili sobie poprzeczkę bardzo wysoko, ale jestem pewien, że dadzą sobie radę. 7/10

Marvels Eye Of The Camera #3
Lokus: No i wreszcie zapachniało oryginałem. Ten numer to według mnie jak dotąd najlepszy jej rozdział. Zwłaszcza sceny z wywiadu przeprowadzanego z Sheldonem były świetne. Rysunki Anacleto bardzo dobre. Rossem to może on nie jest, ale i tak uważam, że dobrze pasuje do tej mini-serii. Zobaczymy, co przyniosą kolejne części, ale jestem coraz bardziej na tak. 6/10
Undercik:
Z każdym numerem coraz lepiej, niedługo może nawet przegoni pod względem oryginał. Jest naprawdę bardzo dobrze.

Ms. Marvel vol. 2
#35

Lokus: Generalnie numer podejmujący wątki z ostatniej mini-serii Captain Marvel. I to w całkiem fajny sposób. Zwłaszcza konflikt z Marvel Boyem (czy też może nowym Kapitanem Marvelem) wypadł dobrze. Wieść o tym, że już niedługo Carol przejdzie do grona postaci nieżyjących, a jej miejsce zajmie Moonstone, jest dla mnie co najmniej niepokojący. Dlaczego? Bo dotychczasowe 35 numerów jak dla mnie świadczy o tym, że Ms. Marvel jest tylko jedna. Plus za rysunki pana Ouiffe, którego wcześniej chyba znikąd nie kojarzyłem. 6/10
Krzycer: S
potkanie z Noh-Varrem krótsze i treściwsze niż się spodziewałem. Z drugiej strony spodziewałem się, że coś z niego wyniknie, a okazało się oderwane do wszystkiego, co się dookoła dzieje.
No chyba, że Reed jeszcze jakoś do tego wróci...

Nova vol. 4 #21
Lokus: Oprócz tego, że z każdym kolejnym numerem ta seria coraz bardziej upodabnia się do konkurencyjnego Green Lantern, to po lekturze tego zeszytu nie mam żadnego wniosku. Już z zapowiedzi można było wywnioskować pozbawienie mocy Richarda Ridera przez Worldmind, zgadywać można było tylko jak. Niestety już od czasu zakończenia Inwazyjnych numerów Novy przestał mnie ten komiks bawić i mam nadzieję, że zbliżające się War of Kings na nowo rozrusza tę postać. Alves też jakoś mnie nie powala swoimi rysunkami, które są wg mnie ledwie poprawne. Ogólnie wychodzi na 5/10
Krzycer:
Ciekawie się dzieje, ciekawie. Niby najważniejsze jest pytanie, kto tu zwariował - Richie czy Worldmind - ale mam wrażenie, że to wszystko ściema i autorzy odwracają uwagę czytelników, by za moment zaskoczyć czymś jeszcze większym.
A nawet jeśli nie, to i tak jest dobrze.


avalonpulse0077f.jpgNew Avengers #49
Hotaru: Przyznaję, tu Bendis mnie zaskoczył. Po pierwsze, odzyskanie dziecka okazało się śmiesznie wręcz łatwe - spodziewałem się, że ten wątek ciągnąć się będzie przez kolejne sześć numerów. A po drugie, rozegranie Cage'a, czyli wyjście przez okno, też zupełnie nie zbiegło się z moimi przewidywaniami, bo nastawiałem się już na jego walkę o sumienie pod obcasem Osborna. Czy to dobrze, że Bendis mnie tak zaskoczył? Za wcześnie na odpowiedź. Obawiam się, że teraz New będzie istnieć tylko po to, by stanowić przeciwwagę dla Dark, a to trochę za mało, by usprawiedliwić sens dalszego wydawania tego tytułu. Pożyjemy, zobaczymy.
kid777:
To, co najlepsze, pokazali w zapowiedziach. Rozwiązanie problemu z dzieckiem nadzwyczaj proste, ale może i dobrze, że to koniec skrullowych tematów (na razie... bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że Bendis nie wykorzysta motywu, że one nie były tak naprawdę złe). Rozwałka Cage'a wyszła całkiem fajnie, za to reakcja Bartona na powołanie Dark Avenegers chyba jednak zbyt 'patetyczna'... W sumie całkiem przyzwoite zamknięcie niektórych wątków. Dialogi i prowadzenie postaci standardowo pozytywne (bo się Sentry nie pojawia...). Rysunki Tana... Nie zachwycają, a taki Cap, to aż zniechęca.
7/10

tig3000: Errr, crap... Scena z przesłuchaniem fajna. Venom pożera Skrulla - heh. Rozmowa Cage'a z SkrullJarvisem - totalnie w stylu Bendisa (który to styl jest oczywiście świetny :)). Po strzale Bullseye'a wątek ze Skrullami możemy chyba oficjalnie uznać za zamknięty? Ech, lata planowania inwazji... blah, idę do Mephisto ugadać się z nim, żeby mi wymazał z pamięci okres SI...
Anyway... Ok, mamy odzyskaną małą, Jessica poszła zmienić jej pieluszkę. It's payback time... No w sumie... Czego chciał w końcu Osborn od Cage'a? Żeby dołączył do jego Avengers? Really? Tylko tyle? Znaczy... TAK BARDZO był mu Cage potrzebny, że pomógł mu odzyskać córkę? Em... coś mi tu nie gra. W sensie - cienko, panie Bendis. Ja się spodziewałem, że Osborn będzie chciał robić testy na córce Cage'a (a nóż widelec mała ma moc trzystu miliardów wybuchających słońc? :P ). Anyway, Cage wywija łomem, oszczędza życie Osborna i wyskakuje. Next, Hawke-- Samurai czy jak mu teraz tam dali wybucha na wieść o uchwalonych przez Osborna Avengers... Co on w ogóle tak ostatnio nerwowy, wkurza się ciągle, krzyczy i zły... W ogólnym rozrachunku komiks wyszedł bardzo średnio z odchyłami na słabo.

Bertoluccio: Jak masz problem, to do Normana, a jak już po sprawie, to się spuszcza łomot jego ekipie? Nieładnie, panie Cage, nieładnie. A to podobno Osborn jest złoczyńcą w tej historii. Za to pójście na wojnę z Dark Avengers to, jak zauważył Krzycer, PR-owe samobójstwo. Ale i tak fajnie, że tak wcześnie dojdzie do tej konfrontacji.
Undercik: Jak dla mnie numer tygodnia. W sumie kilka niespodzianek, odnalezienie dzieciaka i pozbycie się Skrullów leci na plus. Osborn proszączy tylko o wstąpienie do Dark Avengers Cage'a takie jakieś nie w jego stylu. No i wojna z DA, oj będzie się działo w 50. numerze. Jak już wspomniał Krzycer, mściciele popełniają PR-owe samobójstwo. Czekam na kolejny numer.

Punisher War Zone vol. 2 #6
Lokus: Dobre zakończenie dobrej historii. Co prawda można 3/4 numeru streścić jako bach bum jebudup, ale końcówka myślę, że zadowoliła wybrednych. Ennis i Dillon są świetni, gdy tworzą razem Puniego. Fajnie by było, gdyby to jednak nie był ich ostatni raz przy tej postaci. 6/10

Runaways vol. 3 #6
Hotaru: Mamy oto zakończenie pierwszej historii Terry'ego Moore'a o Uciekinierach. Mogły to być ponowne narodziny dla tego tytułu, jak i gwóźdź do jego trumny. Teraz już wiem, że nie jest ani jednym, ani drugim. Moore okazał się wystarczająco dobry, by utrzymać moją sympatię do postaci, niewystarczająco dobry jednak, by tchnąć w nie nowe życie. Podobnie ma się sprawa z Humberto Ramosem, którego świetne kadry często sąsiadowały z tymi totalnie nieczytelnymi. Marvel obiecuje, że o dalszych losach Runaways dowiemy się już niedługo. Nie pozostaje mi nic innego, jak czekać i zaciskać kciuki, by kolejnemu zespołowi twórców poszło lepiej.
Cannonaire:
Podoba mi się ta seria, część z walką zdawała mi się trochę chaotyczna i nudnawa. Końcówki się domyślałem, jak tylko Karolina się tam pojawiła, ale i tak się nieco wzruszyłem. Ramos w Runaways tak jakby lepiej rysuje - okładka była śliczna. 7/10

She-Hulk 2 #37
Lokus: PAD jak zwykle w formie. Po słabszych niż normalnie numerach z Lady Liberators seria wróciła na swoje właściwe tory. Chociaż to i tak jeden z ostatnich jej zeszytów, ale cieszmy się nią, póki jeszcze jest. Jestem szalenie ciekaw, jak skończy Jazinda po tym, co ją spotkało pod koniec zeszytu. Steve Scott idealnie wpasował się do tego komiksu i liczę na jego obecność w przyszłości w innych projektach. Jak dla mnie było dobrze i stąd ocena 6/10
Krzycer: D
obra rzecz. Mam tylko nadzieję, że - biorąc pod uwagę wydarzenia z X-Factor - PAD nie postanowił dołować czytelników na całym froncie i Jazindzie nic poważnego (w rodzaju zjedzenia przez Venoma w więzieniu Osborna) się nie stanie... I jeszcze - trzymając się hasła przewodniego tego tygodnia - "who the hell is Elephant Ma... I mean, Man-Elephant?"

X-Force vol. 3 #11avalonpulse0077g.jpg
Hotaru: A teraz szczerze, czy po tym numerze ktoś może z czystym sumieniem zachwalać rysunki Claytona Craina? Nie wiem, co tu się stało, ale artysta wyłożył się na całej długości. Trochę mi głupio, bo boję się, że zaczarowałem rzeczywistość recenzując Ghost Boxes #2. Zdzierżyłbym to, gdyby scenariusz Kyle'a i Yosta był dobry, ale niestety tak nie jest. Historię Eliego i Selene można było przedstawić o wiele krócej, a tak ciągnęła się jak anyżkowa ciągutka (dla niezorientowanych - anyżkowy cukierek to okropność nad okropności). Wynudziłem się strasznie i walczyłem z sobą, by czytać każdy kolejny dymek. Uznam jednak, że to wypadek przy pracy. Owszem, dość poważny w sutkach, ale wypadek. Liczę, że zarówno artysta, jak i scenarzyści, wrócą do formy w następnym numerze.

Lokus: Hmm... Nie podobało mi się to. Nawet zazwyczaj chwalony przeze mnie Clayton Crain wypadł strasznie blado. Można było zawartość tego numeru skrócić o połowę i chyba nikt by nie zauważył. Puszczę ten numer w zapomnienie i mam nadzieję, że następny mnie już nie zawiedzie. Bo chociaż końcówka dobrze rokowała. 4/10
Krzycer: N
o to już wiemy, kim jest Eli Bard. Biorąc pod uwagę ilość trupów wyciąganych z szafy przez autorów sądziłem, że będzie to ktoś, kogo już znamy, więc tu było pierwsze zaskoczenie. Póki co nie oceniam - potencjał jakiś Eli w sobie ma, zobaczymy, czy zostanie dobrze spożytkowany. Selene wypadła zaskakująco fajnie tak w sekwencjach rzymskich, jak i w teraźniejszości, ale długo nie mogłem się zorientować, co u diabła dzieje się w kadrze, w którym przeszywają ją strzały.
hitano: Kyle i Yost są na fali. Wyjaśnienie kim jest Eli całkiem ciekawe. Jednak najlepiej wypada konkluzja z przywołaniem Indian no i powstaniem z martwych tego, który dla Warpatha jest tak bliski. No i ciekawe co z nieobecnością Rahne. Niestety Crain po pięknych rysunkach Choia nie zachwyca mnie wcale. Nawet druga osoba rysująca o wiele fajniej wypada. 7/10

Skaar Son Of Hulk #7
Lokus: Gdy człowiek sądzi, że gorzej już być nie może, pojawia się coś takiego. Myślałem, że siedem długich numerów serii wleje trochę oleju do głowy jej głównemu bohaterowi, ale nic z tego. Z każdym kolejnym numerem jest coraz gorzej i nie zdziwię się, jeśli zostanie ona skasowana przy okazji najdalej dwunastego numeru. Naprawdę, szkoda czasu i nerwów. Chyba że ktoś koniecznie chce się pośmiać. 3/10

Krzycer: ...dotąd miałem nadzieję, że coś z tego będzie. Teraz mam już tylko wrażenie, że Pak pisze fan-fica do Planet Hulk...

The Stand: Captain Trips #5
Hotaru: Od samego początku chwaliłem w tej serii tylko rysunki Mike'a Perkinsa. Ostatni numer nie jest wyjąŧkiem. Artysta z numeru na numer coraz lepiej czuje się w świecie Bastionu i ta pewność siebie odbija się w jego stronicach - są coraz lepsze. Ku mojemu zdziwieniu, tym razem również skrypt Aguire-Sacasy nie przyprawił mnie o zgrzytanie zębów. Może to przez narracyjne podejście do numeru, w którym dialogów jest jak na lekarstwo, ale po raz pierwszy, od kiedy czytam tę adaptację, poczułem klimat powieści, a nie jego tanią imitację. Ostatni numer Captain Trips okazał się więc lepszy niż reszta miniserii. Niedługo się przekonamy, jaki będzie American Nightmare.

Ultimate Spider-Man
#130

Hotaru: Oj, boli. Na Ultimatum poległ nie tylko Loeb czy Coleite, ale też zdolniejszy bliźniak Bendis. Nie ma tu niczego, co wcześniej podobało mi się w skryptach Ultimate Spider-Mana. Czuję zatęchły oddech Loeba i drżę na myśl o tym, czym okaże się ten event. Stuart Immonen wprawdzie nie zawodzi, ale to byłaby naprawdę wielka przykra niespodzianka, gdyby rysownik o takim talencie zawalił. Czy jest więc na co czekać w związku z Ultimatum? Oczywiście, że tak - na jego koniec.
Bertoluccio:
Bendis skoncentrował się na tym elemencie Ultimatum, który Loebowi wyszedł - zagłada NY. Reakcje ludzi jak najbardziej realistyczne. Przesłuchanie cioci May też fajne. Ale najlepszy moment to ten ze Spider-Woman i komentarz policjatki: "Is this another one of yours?".
Undercik: Numer ma widoczne piętno Loeba, na szczęście BMB dwoi się i troi, aby wyszło jak najlepiej, ale przez Ultimatum jest po prostu średnio. Po raz kolejny mówię "NIE" Ultimatum. Dlaczego Loeb musi psuć Ultimate, dlaczego?

avalonpulse0077h.jpgX-Men: Worlds Apart #4
Hotaru: Nadszedł koniec tej miniserii i chociaż czytało się całkiem fajnie, to zupełnie nie wiem, czemu miała ona służyć. Bo wychodzi na to, że jej jedyną konsekwencją jest przeprowadzka Nezhno z Wakandy do San Francisco. Pomijając jednak ten brak impaktu na postaci, całość okazała się całkiem porządnym, rozrywkowym komiksem. Storm dawno nie była pisana równie dobrze, Yost nie tylko ją zrozumiał, ale potrafił to przelać na papier. To, co Ororo wyrabiała ze swoimi mocami, zadziwiłoby chyba nawet Chrisa Claremonta, ale mi się podobało, więc nie marudzę. Ostatecznie Diogenes Neves też dostaje ode mnie pozytywną ocenę. Wprawdzie jego rysunki często ratował inker i kolorysta, ale dostrzegam w nim potencjał. Cóż, kolejne pojawienie się Storm to Black Panther Hudlina (dramat), potem Uncanny Bru i Fractiona (nudy), a potem długo długo nic i Astonishing Ellisa. Wniosek z tego taki, że długo nie zobaczymy Ororo w równie dobrej formie.

Lokus: Gdy z każdej strony atakuje nas mdła jak cholera Storm, Christopher Yost udowodnił, że można jednak napisać fajną historię z tą postacią. Zawiodły się pewnie osoby, które liczyły na to, że naszemu ulubieńcowi,  Black Pantherowi, coś się stanie. No niestety, musimy poczekać na wypociny Hudlina. Kolejny plus za umieszczenie Nezhno w centrum wydarzeń. Czy mnie się zdaje, czy Yostowi tęskno do New X-Men? Panie Krzyśku, jeśli tak, to nie tylko panu. 7/10


Young X-Men #10

Hotaru: Już w samym tytule tej historii Guggenheim zadaje pytanie "Who the hell is Cipher?" Ja zapytuję: "Who the hell cares?" I pomyśleć, że zamienili New X-Men na to. Chyba się popłaczę.

Lokus: Kończcie już to cholerstwo. I nie dajcie Guggiemu zabić Dust. O nic wiecej nie proszę, to chyba nie za dużo? 2/10
Cannonaire: Lepiej, niż to było na początku, ale cały czas słabizna. Motyw z Cipher wydaje mi się beznadziejny, teraz będą ją wkręcać do przeszłych wydarzeń, że niby to było zaplanowane jak Secret Invasion. Taa, Gugi, jasne. Reszta wcale nie lepsza, choroba Dust taka jakby na siłę, nie wywołuje żadnych emocji, a Ink mi zwisa i powiewa. 4/10



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:


avalonpulse0077a.jpgCaptain America vol. 5 #46

Autor:
Steve Epting

Lex: W tym tygodniu zabrakło rewelacyjncyh okładek, ale dostaliśmy kilka porządnych ilustracji. Najlepiej wypada chyba ta narysowana przez Eptinga, który pokazał dynamiczne starcie Namora i Kapitana. Ciągle nie jestem przekonany do nowego kostiumu Captaina, ale tym razem nie wygląda źle, a Namor narysowany jest wyśmienicie. Do tego "eksplodująca" woda i mamy naprawdę porządną okładkę.



avalonpulse0077b.jpgDark Tower: Treachery #5

Autor:
Daniel Acuna

Hotaru: Nie myślcie, że poszedłem na łatwiznę wybierając cover do adaptacji Mrocznej Wieży - naprawdę przyjrzałem się wszystkim pozostałym i okładka Daniela Acuny okazała się po prostu najlepsza. Nie spodziewałem się tego, bo styl, jaki artysta zaprezentował w Uncanny X-Men Annual zupełnie nie pasuje do Mid-Worldu, a tu taka niespodzianka. Acuna nie tylko świetnie oddał klimat Dark Tower (czytelnicy powieści na pewno się ze mną zgodzą), ale nie zatracił przy tym swej rozpoznawalnej kreski.




Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.01.28


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.