Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #76 (26.01.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 26 stycznia 2009 Numer: 4/2009 (76)


Jeszcze się styczeń nie skończył, a już dostaliśmy komiks, który będzie pewnie wielokrotnie nagrodzony Avalonem roku 2009. Mowa oczywiście o X-Factor vol. 3 #39, który wywołał falę entuzjazmu wśród czytelników. A gdyby przyznawać Avalony również za najciekawsze tygodnie, to z pewnością miniony byłby faworytem: Dark Avengers #1, Mighty Avengers #21, Thunderbolts #128 to kolejne hity, które ukazały się w ostatnią środę.



Amazing Spider-Man #584 avalonpulse0076c.jpg
Itobybylonatyle:
Miały być odpowiedzi na wszystkie pytania, a tymczasem ja tu żadnych nie widzę. No dobra, wiem, że to dopiero pierwsza część z czterech, ale chociaż trochę tajemnicy mogliby odkryć. Tymczasem dostajemy spodziewane przez wszystkich zaręczyny, sen, w którym Spider krwawi sokiem pomarańczowym (kto tam jest odpowiedzialny za kolory?) i w którym Harry ujawnia się jako Manace (czyli już możemy być pewni, że to nie Harry). A, i kto jeszcze uważa, że Vin na końcu nie okaże się tym zabójcą od nadajników? Na dzień dobry jak dla mnie "Character Assassination" rozczarowuje. 3/10
bastek66: Nie jest źle, ale Guggenheim się rozkręci - namiesza i głupoty doda, standard. Rysunki Romity Jr tak jak poprzednio - lata świetlne za tym, co odstawił w Mighty Avengers #15. 4/10.
CrissCross: Ale bzdura! Po pierwsze: Pająk dostał postrzał w rękę, a cierpi z tego powodu, jakby dostał łomot od Morluna. Postrzał to nigdy nie jest fajna sprawa, ale nasz Pajączek tyle już przetrzymał, że to nie powinno być nic wielkiego. A z tej jednej ręki krew się leje, jakby mu ją wyrwali! Po drugie: ponoć bohaterowie mieli się rejestrować, żeby się nauczyć między innymi, jak nie narażać cywilów na wszelkie szkody związane z ich operacjami. Teraz proponuję wprowadzić taki rygor dla... policji. Lata sobie nad miastem helikopter NYPD i ostrzeliwuje ulice z karabinu w nadziei, że trafią Pająka (wprawdzie ulice pokazane w kadrze nie były, ale łatwo się domyślić, co jest między budynkami). I wreszcie po trzecie, czyli największy idiotyzm numeru: jeden średniej klasy przestępca (Boomerang) poucza drugiego średniej klasy przestępcę (Shockera) o obowiązku obywatelskim, jakim jest głosowanie. Może bym się nawet uśmiechnął, gdyby to nie było tragicznie żenujące. A poza tym numer strasznie słaby. Może w następnych dostaniemy jakieś wyjaśnienia (które nam obiecano), ale jeśli historia dalej toczyć się będzie w rytm takich kretyńskich scen, to... Boże miej nas w swojej opiece.
Krzycer: Ostatnio JRJR w Spider-Manie strawiłem dzięki Slottowi. Teraz na dodatek za scenariusz odpowiada Guggi, więc mam same złe przeczucia... Ale póki co jest w miarę ok. Tylko jakoś ten postrzelony, padnięty Pająk mi nie pasuje. Przecież już parę razy nie tylko nie mdlał od takiej rany, ale i rozwalał jakiś superłotrów...
Undercik: JRjr zawsze mi pasował do TASM. Teraz także mnie nie zawiódł, strona graficzna mi pasuje. Natomiast jeśli chodzi o treść, to szkoda że nie pisze tego Slott tylko Guggi. Historia mająca tyle ujawnić jest najzwyczajniej średnia.

Astonishing X-Men vol.
3 #28
Hotaru: Cóż, to już chyba oficjalne - Astonishing Ellisa i Bianchi nie dorasta do pięt wersji Whedona i Cassadaya. Obecna wersja może się równać z poprzednią jedynie opóźnieniami. I chociaż nie czyta się tego źle, to zupełnie brak tego fanowskiego zachwytu i emocji, jakie towarzyszyły lekturze wcześniej. Przed oceną tego numeru wróciłem do początków historii i nadal nie widzę tu siły napędzającej - wszystko wydaje się wymuszone, jakby postaciami sterował ktoś zza kulis wbrew ich woli. Równie dobrze jak do Chin mogli dla mnie skoczyć do McDonalda. Obecny numer nie dostarczył wielu nowinek, poza wspomnieniem pewnego mutanta, ale to "subtelnie" podłożono już na pierwszych stronach. Bianchi wprawdzie w końcu zaczął rysować Storm-kobietę, a nie Storm-transwestytę, ale to nie rekompensuje zupełnie nieczytelnych sekwencji akcji. Przyznaję, że są to też plusy - interakcje Storm i Emmy, czy Logana i Hisako, ale to za mało, szczególnie mając na uwadze, jaki ten tytuł był wcześniej.

Lokus: Generalnie jest w porządku. Tylko w porządku. Z każdym kolejnym numerem wydaje mi się, jakbym czytał Planetary, tylko z udziałem mutantów. Szczerze mówiąc, znudziły już mnie te potyczki słowne Emmy ze Storm czy Logana z Armor, które wcześniej były mocnymi punktami nowego duetu twórców. Dodatkowo wydaje mi się, że Bianchi nie radzi sobie najlepiej ze stroną graficzną tego komiksu. Niegdyś szło mu znacznie lepiej. Końcówka daje nadzieje na jakąś poprawę, więc cierpliwie poczekam do kolejnego numeru, a za ten zeszyt więcej niż 5/10 nie mogę dać.

Krzycer: Pierwsza wzmianka o Forge'u mnie zaskoczyła - jakoś znikąd się pojawiła w ustach Scotta - no ale końcówka tłumaczy, że trzeba było go przypomnieć czytelnikom. Dalej, niestety, akcja rozwija się ślamazarnie. I chociaż to samo można powiedzieć o Thunderboltach, Ellisa to tam wynagradzały to dialogi, klimat i psychodelia. Tu tego, niestety, nie ma. Poza tym - Bianchiego lubię, ale za diabły nie wiem, co się dzieje w scenach akcji jego autorstwa.
Demogorgon: Ze mną jest chyba coś nie tak. No bo wszyscy jakoś tak narzekają na ten komiks, a mi się on podoba chyba bardziej od tego, co poprzednia gwiazda pisała w AXM. Nie, serio. Uważam, że to, co Ellis pisze, jest lepsze od tego, co pisał Whedon i przy tym zdaniu pozostanę. Komiks ma ten sam klimat, który miało Planetary - co prawda z tamtym dziełem Ellisa nie dotrzymuje konkurencji, ale wystarczy, by pobić run faceta z nazwiskiem większym od tytułu na okładkach wydań zbiorczych. Jedynie szkoda, że graficznie mi coś nie pasuje - Bianchi rysuje ładnie, ale te kolory - jakby komuś się kredki stępiły.... 7/10 i ciekaw jestem, co z tym Forgem.

bastek66: Kolejny rozczarowujący numer, historia mnie zupełnie nie wciąga, i jeszcze te opóźnienia. Przecież Ellis wymiatał Thunderbolts, to chyba coś znaczy. Rysunków Bianchiego mam już dosyć - przesadza z tym cieniowaniem, za dużo czarnego koloru. 6/10.

avalonpulse0076d.jpgDark Avengers #1
Demogorgon: No, i mamy największy zespół psychopatów w Universum. Kto obstawiał starych znajomych Normana jako nowych Ms. Marvel, Spider-Mana i Hawkeye'a - ten trafił. Kto obstawiał Dakena jako nowego Wolverine'a - też trafił. Kto obstawiał oczywiste względem Iron Patriota - trafił. Komiks może zbyt odkrywczy nie jest, ale ma kilka świetnych momentów, jak mocarne dialogi. No i Ares śmiejący się z faktu, że Wolverine potrafi zaciągnąć kobietę do łóżka - bezcenne.
Hotaru: Czy to ja tak alergicznie reaguję na scenariusze Bendisa, czy ten numer naprawdę może doprowadzić to szoku? Bo ja jestem zupełnie zszokowany tym, w którą stronę Bendis poprowadził ten wątek. I byłoby to nawet śmieszne, gdyby ilustrował to Stroman, a tak Deodato się kompletnie marnuje. No bo jak mogę traktować poważnie drużynę takich tanich podróbek? Serio, jak w następnym numerze zobaczę, że Iron Patriotowi towarzyszy Pikachu, to się nie zdziwię. Chociaż nie, zdziwiłbym się, bo to by znaczyło, że widzę coś, czego nie oglądam. Moja przygoda z Dark Avengers kończy się na tym numerze.
Walter:
Chciałbym coś o tym napisać, ale nie mogę, bo nadal nie wytarłem śliny z klawiatury :) Wierzę w Bendisa, bo to, co dał nam teraz, jest mistrzowskie. Prawdopodobnie największa rzeźnia będzie, jak trzeba będzie wybrać ten moment numero uno z całego zeszytu, bo on się chyba tylko z takich składa. 9/10, coby dyszką nie zapeszyć.
Bertoluccio: Jak na złość najpierw zajrzałem do Mighty Avengers, więc uśmiech po ujawnieniu tożsamości Iron Partiota niezasłużenie przypadł tamtemu komiksowi. Trudno. Opócz tego jest świetnie. Norman dzieli i rządzi, a skład drużyny Mścicieli pokrywa się z powszechnymi przypuszczeniami. Dialogi na zwykłym dla Bendisa poziomie, czyli wysokim ("Oh my god." "Yes I am" :)). Zabawne było też nawiązanie do filmu "Iron Man", podczas transportu Dooma helikopterem. I na koniec pojawia się Morgana, na którą czekałem od czasu krótkiego pojawienia się w jednym z numerów Mighty Avengers. Jej relacje z Victorem bardzo mnie zaciekawiły po ostatnim kadrze tamtego komiksu, gdzie widocznie była nie wściekła, ale zasmucona nieobecnością Dooma. Rysunki to zaś klasa sama w sobie, więc nawet nie ma co się niepotrzebnie rozwodzić i chwalić. Ogólna ocena 9/10 i czekam na więcej.
tig3000: No... I po co to tak w ogóle? Ja nie widzę, gdzie to ma wszystko prowadzić i co się z tym stanie. Cały czas jestem ciekaw, jak "rozwiną" postać Sentry'ego, ale mimo wszystko tracę nadzieję, że coś z niego faktycznie będzie. I dla wszystkich mających nadzieję, że teraz przez Boba przemiawia Void - nic z tego. Więc mamy drużynę pełną wariatów i psychopatów, zebranych przez jednego uberwariata. Oj tak. Doom w one-shocie Dark Reign mówił coś o tym, że skończy się to walką, której ten wymiar jeszcze nigdy nie widział. Cholera, przed chwilą skończyła się ośmioodcinkowa walka ze Skrullami (która trwała jakieś 24 h... wielka mi, kurde, przemyślana inwazja), a teraz już znowu jakąś potyczkę niewyobrażalnych rozmiarów szykują. Cóż to musi znosić nasza biedna planeta... Fajny fragment z Marią Hill. Reszta? Szkoda mojego czasu.
Volf: Dobre, Bendis na spokojnie przedstawia, kto i dlaczego jest w teamie, a z Iron Patriotem nawet zdziwiłem się szczerze mówiąc, bo po ostatnich New Avengers obstawiałem raczej Cage'a, myślałem, że Osborn będzie się bawił w typowego bad assa, pociągającego za wszystkie sznurki z daleka i osobiście nie biorącego udziału w żadnych akcjach.
MikeyLou: Oh yeah, baby! Intryga, wszechobecne zło i bezwzględni kryminaliści w maskach superbohaterów, plugawiący Avengers Tower swoją nikczemnością! I tak dalej, i tak dalej... I jeszcze do tego Deodato szaleje z rysunkami - jest chyba jedyną osobą na świecie, która potrafi narysować Bullseye'a tak, że widać po nim, że dawno dawno temu, zanim stał się pełnoetatowym psychopatą Marvela, był ładnym blond chłopcem z 'lekko niepokojącą' hierarchią wartości. Muszę przyznać, że ten numer uratował w moich oczach Bendisa, który stracił dość sporo klasy podczas Inwazji. Dobór obsady daje spore nadzieje na dobrą serię, a Normie na dodatek wziął to, co najlepsze z Mighty - złotoustego Aresa i Sentry'ego, którego może W KOŃCU ktoś zacznie dobrze pisać. Sama historia z Morganą Le Fey ma potencjał jako taki jako wątek akcji, ale jak na razie bardziej mnie interesuje status quo Mrocznych Mścicieli i to, jak dobrze będą złoczyńcy funkcjonować w roli herosów. Obwieszczam więc wszem i wobec - Bendis wciąż potrafi.
Venomus: Wyszło całkiem zgrabnie, mamy już poskładana całą paczkę i wiemy kto, jak, dlaczego...Jedynie sposób przemiany Venoma z 4 metrowego monstrum (Boże, jak oni go dzisiaj rysują...) do rozmiaru 'Peter Parker-Size' było dziwne. Co to za pastylka? I czy tylko ja zwróciłem uwagę, że gdy Gargan spogląda na siebie stoi w pozie z Secret Wars #8, gdzie symbiot po raz pierwszy się pojawił? Mały szczegół a cieszy :D. I czy TYLKO WEDŁUG MNIE Osborn wyglądał jak Tommy Lee Jones? :P Ogólnie, nie jest źle choć mogło być lepiej... zwłaszcza, że średnio ukazano dlaczego Sentry ('he helps me') i Daken zgodzili się dołączyć. Plus za teksty Aresa. No i Doom vs Morgana... sweet.

Ghost Rider vol. 5 #31
Lokus: Ekhm... Powiedzmy, że kadr z kochającymi się Ghost Riderami puszczę w niepamięć i skupię się na reszcie komiksu. Aaron pisząc całą tę historię chyba troszkę pozazdrościł pomysłu Geoffowi Johnsowi z DC, który jako pierwszy wpadł na pomysł, że Zielona Latarnia nie musi być jedynym kolorowym korpusem w kosmosie. Tak samo Blaze nie musi być jedynym Riderem na Ziemi. I tak oto dostajemy jedną z lepszych historii z całego tego ongoingu, na konkluzję której z niecierpliwością poczekam. Szkoda tylko, że rysownicy w tym numerze wypadają nad wyraz słabo, nawet Huat k,tórego zazwyczaj zdarzało mi się chwalić. No trudno, zobaczymy, jak to wyjdzie następnym razem, a tymczasem 6/10 można przyznać.


Guardians Of The Galaxy
vol.
2 #9
Hotaru: DnA ponownie dają radę. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że tak lubię Star-Lorda, ale to może dlatego, że był w stanie żartować ubrany w strategicznie rozmieszczony hełm. Co więcej, scenarzyści nie zapominają o Quasar i Draksie. Jestem ciekaw, czy ich wątek również prowadzi do War of Kings, czy też jest to coś, co zakiełkuje później. Brakuje mi trochę Pelletiera na stołku rysownika, ale Brad Walker generalnie dobrze się sprawuje, poza kilkoma wyjątkami, które przemilczę. Nie mogę się doczekać, kiedy event rozpocznie się pełną parą i trzymam kciuki, żeby Bendis nie brał w nim udziału. Żadnego.
kid777:
Na razie najlepsze, co się przydarza Wojnie Królów. Trochę mało członków pierwszej drużyny (ale tej z E-616), ale na szczęście scenarzyści o niej nie zapominają. Dlatego nie jest tak super jak na początku, ale seria trzyma poziom. Sama historia satysfakcjonująca. Do tego dochodzi znakomita gra 4-ligowymi "bohaterami" i pilnowanie continuity. A żeby nie było tak słodko, to coś bardzo złego stało się z rysunkami. Generalnie daleko im do Pelletiera (oby wrócił po WoK)... ale to, co w pewnym momencie ktoś (pan C.Magno?) zrobił Szopowi i Cosmo, to &#@%*... I love cosmic stuff. 8/10
Krzycer: Hej, Jack Flag! Co jak co, ale nie spodziewałem się, że gościa jeszcze kiedykolwiek ujrzę. Ciekawe, na kogo jeszcze trafimy w 42. Jest dobrze, szkoda tylko, że rysownik co i rusz daje ciała.
Poza tym domagam się kontynuacji wątku z Adamem i Gamorą.


Mighty Avengers
#21
avalonpulse0076e.jpg
Demogorgon: Ok, jest dalej w stylu Mighty Bendisa - dużo się dzieje. Po kolei - plusy za: powrót Wandy, cwane pomysły jak wymazanie Oklahomy z istnienia, morza krwi, zabicie New Avengers i szeroko pojmowany armagedon, sklepanie zespołu z ciekawych postaci, wyciągniecie z niebytu Modreda i Chthona, zrobienie czegoś porządnego z Quicksilverem, fajnego Starka i teksty Herca o Pymie. No i wierzę, że Slott jakoś wyjaśni, co Loeb zrobił Hulkowi. Minusy za szkaradne rysunki, powrót Modreda do szkaradnego kostiumu oraz zapomnienie o tym, że Cho jest siódmy na liście największych mądrali, już wliczając na nią Pyma. 6/10 - na zachętę.
Hotaru: Przede wszystkim, Pham kiepsko rysuje. Po drugie, czy tylko ja nie kupiłem argumentacji za powierzeniem dowódctwa gostkowi, który przez kilka ostatnich lat był poza planetą, a po powrocie zaczął ubierać się w ciuszki i imię zmarłej byłej żony i flirtować ze stworzonym przez swój genialny wynalazek robotem, do którego uploadował jej wspomnienia? W ogóle ta globalna magiczna katastrofa zajeżdża mi kiepskich fanfikiem. Jedyne, co mi się podobało, to postać Amadeusa Cho. Do tego stopnia, że zastanawiam się nad zajrzeniem do Incredible Hercules.
Lokus: Szczerze? Jestem strasznie zmieszany. Z jednej strony cieszy mnie fakt, iż mamy przed sobą perspektywę nieLoebowego Hulka i nieco częstszych występów chociaż kilku spośród młodych Mścicieli. To jednak, nie licząc jeszcze Herca, cała grupa mi po prostu nie pasuje. Powrót Wandy był do przewidzenia już dawno, ale sądziłem, że Marvel zrobi to z nieco większą pompą. Natomiast Pym, Jocasta i U.S.Agent wywołują u mnie alergię. Dam jednak szansę Slottowi, bo jak dotąd żadnego shitu nie zrobił. Gdyby tylko rysował jeszcze kto inny... 6/10
MikeyLou: WTF??? Serio, na Boga, co drugą stronę popadałam w kompletną konfuzję i ogłupienie, ale szczytowe miejsca należą się równo: najnudniejszemu składowi Avengers w HISTORII i 'I AM CHTHON!!!'. Nie tak, oj nie tak miał wyglądać powrót Wandy. Oddajcie mi Tośka, nie psujcie Herca i do ciężkiej cholery - ubijcie w końcu Pyma!
Bertoluccio: Mam co do tego numeru bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony wiem, że Dan próbuje przywrócić do chwały dawną tradycję Avengers, z masą B, C itd. planowych bohaterów i to się chwali, z drugiej na razie nie uważam powstałej grupy za ciekawą, ale może się to zmieni. Poza tym, cała rozmowa z Pymem wydała mi się sztuczna. No i jeszcze pomysł na głównego przeciwnika. Czy naprawdę nie dało się lepiej tej postaci zagospodarować? PAD na pewno miał kilka dobrych pomysłów na niego, a tak dostajemy jakieś magiczne nie wiadomo co. Ale dam Slottowi szasnę do rozpoczęcia kolejnej historii. Tyle jestem mu winien za te wszystkie genialne i w pełni zgodne z continuity opowieści. Na koniec o rysunkach. Poprawne to słowo, które przychodzi mi do głowy. Na co zwróciłem uwagę, to mimika postaci, a zwłaszcza ich uśmiechy. Są dla mnie takie specyficzne, ale nie zdecydowałem jeszcze, czy to dobrze, czy źle. Na razie 5/10.
tig3000: O ludzie... chcieliście Slotta, to macie Slotta. Meh... Dlaczego Hercules tak bardzo chce, aby Pym był przywódcą Avengers? Bo jest jednym z ojców załozycieli? A co to, do jasnej anielki, ma za znaczenie? Slott się chyba zakochał w postaci Pyma i koniecznie chce coś z nim zrobić (for starters, let's make him The Wasp. Yeah, that's a great idea! And I can write a funny dialogue about it!). I ten koleś na końcu... Chthon. Ech, jakby mało było czarnych charakterów w Uniwersum Marvela. A idź pan z tym, kolejny komiks Marvela, który przestaję czytać...

Moon Knight vol. 5 #26

Lokus: Z tą serią musi być już naprawdę źle, jeśli Marvel stara się przyciągnąć do niej czytelników, umieszczając Punishera na okładce, który w środku pojawia się raptem na dwóch stronach. Ale prawdę powiedziawszy, jest nieco lepiej niż ostatnie kilka numerów. Co prawda nie znaczy to, że jest dobrze – jest tylko średnio. Z racji mojego sentymentu do postaci Moon Knighta będę dalej brnął w tę serię, ale uważam, że zapowiadane dalsze pójście w klimaty noir może wywołać odpływ i tak pewnie nielicznych czytelników. Bo ten klimat trzeba umieć uchwycić, a Benson tym numerem mnie nie przekonał. 4/10

New Exiles #17
Lokus: Jeszcze jeden i nareszcie koniec tych pierdół!!! Gniot tygodnia i reszta niech pozostanie milczeniem. 2/10

Krzycer: No dobra, żarty na bok. Nie czytam tego syfu od jakiś piętnastu numerów. :) Kiedy to się kończy?

avalonpulse0076f.jpgPunisher: Frank Castle #66
Lokus: Piąty w tym miesiącu komiks z
Punisherem w nazwie jest jak dotąd tym najlepszym. Jakież było moje zdziwienie, gdy po lekturze zeszytu spojrzałem na nazwisko autora. Duane Swierczynski to autor strasznie nierówny – z jednej strony pisze takiego potworka jak Cable, a potem pokazuje klasę w Iron Fist czy teraz tu. Co prawda to dopiero pierwsza część tej historii, ale wierzę w to, że nie będzie gorzej. Michael Lacombe również daje sobie dobrze radę. Jak na razie 7/10 mogę dać.
Walter:
Jest dobrze, aż sam się zdziwiłem. Zabrakło szalonego Irlandczyka na pokładzie, ale jego duch wciąż jest żywy. Naprawdę dobry kawał MAXowego Franka. Z czystym sercem 8/10 (ocena zapewne zawyżona, ale cóż, ulubiona seria ;))
hitano: Nadal nie widzę sensu idei zmiany nazwy z MAX na Frank Castle, bo komiks nadal po erze Ennisa nie jest na takim poziomie, jaki przedstawiał za ery Gartha. Plusy dla Duane'a to bardzo fajny początek, który niestety pokazano w całym preview, oraz dobre prowadzenie narracji. Reszta taka sobie i muszę zobaczyć kolejny numer, aby się przekonać, czy Duane poradzi sobie w całości historii. Rysunki nie najgorsze. 5/10
tig3000: Nie chciałem do tego zaglądać, bo tytuł zmienili. Nawet jak rzuciłem okiem na okładkę i zobaczyłem, że logo MAXa wciąż na niej jest, to nadal byłem sceptycznie nastawiony. Poprzednia historia była średnia, a momentami nawet słaba (rysunki cały czas tragiczne).
Tym razem nowa historia, nowe rysunki i lekki powiew świeżości. Nie jest to ta jakość, którą przedstawiał Ennis, ale widać, że scenarzysta stara się kontynuować sposób nakreślenia fabuły przez Gartha, co jak najbardziej zaliczam na plus. Rysunki mi się podobają, ale mają małą skazę. Frank wygląda na trzydzieści ileś lat. Nie przyczepiłbym się do tego absolutnie, ale na pierwszej stronie mamy wielgachne info o tym, że Frank zabija przestępców już od trzydziestu lat. Z tego też względu powinien wyglądać trochę starzej (a jakby nie było tej informacji, to bym się w ogóle nie przyczepił). Zapowiada się ciekawy wyścig z czasem i wielka jatka, co mi się podoba, dlatego chętnie sięgnę też po kolejny numer.
Przyznam szczerze, że po lekturze odetchnąłem z ulgą, że wciąż jest wydawana jedna dobra seria z Punisherem. Bo nie lubię Franka w roli superbohatera. Ennis w swoim runie z MAXa pokazał, że ten facet nadaje się tylko na bezwzględnego mściciela.


Spider-Man Noir #2
Lokus: W tym miesiącu noirowy pająk przebił mutantów o kilka długości. Hine bardzo mnie tym ucieszył, bo po pierwszym numerze nie sądziłem, że to się może udać. Ocena tego komiksu byłaby zapewne dużo wyższa, gdyby nie rysunki Giandomenico, który mnie zupełnie nie przekonuje. Zobaczymy, jak to wyjdzie dalej. Za ten numer 7/10
Krzycer:
Wolę podejście do tematu, jakie zaserwował Van Lente w X-Noir, ale S-M Noir broni się między innymi niespodziewanym wykoszeniem Uricha, który przecież miał być narratorem serii. Z kolei pochodzenie mocy tego Pająka kojarzy się z runem Straczynskiego. Pytanie, czy to dobrze, czy to źle :)
Undercik: Po trzeci numer już nie sięgnę. Nie ma co mnie przyciągnąć, bo i tego klimatu nie trawię i fabuła nie jest najwyższych lotów (chociaż wypada lepiej niż w X-Men Noir).

Squadron Supreme vol. 3 #7
Lokus: Generalnie całkiem przyjemna seria, chociaż nazywanie jej Squadronem ciągle mnie nie przekonuje. Chaykin potrafi jak na razie mnie zainteresować przygodami Ultimate Nicka Fury'ego i Spółki, a powrót Hyperiona tylko dodatkowo mnie ucieszył. Rysunkowo również nie jest źle.
Checchetto swoimi pracami przypomina mi nieco styl Deodato, którego bardzo lubię. Jestem ciekaw, jak to się dalej rozwinie i na pewno zajrzę do kolejnego numeru. Za siódmy zeszyt przyznaję 6/10

Thunderbolts #128 avalonpulse0076g.jpg
Demogorgon: Czy tylko ja miałem wrażenie, że Ellis wrócił? Zapewne nie, bo łatwo mu ulec. Komiks jest po prostu genialny. Norman wychodzi z nową, genialną intrygą, nowy zespół wymiata, Samson ma przerąbane, a Barack Obama zalicza kolejny, świetny występ gościnny. No i nie zapominajmy o Ant-Manie, co prawda w nowym, nieco frajerskim kostiumie, ale za to potwornie zabawnym. Komiks minimalnie przebił X-Factor i zgarnia tytuł numeru tygodnia.

Lokus: Liczyłem na jakąś wzmiankę o Baldwinie w tym numerze lub w Dark Avengers, ale niestety nic nie było. No trudno, szkoda. Nowy skład jak na razie jeszcze nie w komplecie, ale już dość daje radę. Może gdyby było nieco więcej Ant-Mana... szczerze powiedziawszy, motyw z końcówki do mnie wcale do mnie nie przemówił, ale zobaczymy, jak to się dalej ułoży. Najsilniejszym punktem numeru jest zdecydowanie De la Torre, którego uwielbiam już od czasów Ms. Marvel. Diggle musi się nieco bardziej postarać, bo jak dla mnie nawet historii Gage'a z SI nie przebił. 6/10
Bertoluccio: Pierwszy numer z nowym składem i muszę powiedzieć, że podoba mi się i to bardzo. Norman zaciera ślady i stara się zdobyć zaufanie jedynej osoby, która ma nad nim jakąś władzę. Ciekawe, czy zdoła wysłać Samsona do więzienia. Co do nowych członków to na razie nie mieliśmy ich zbyt wiele, ale Ant-Man jak zwykle wymiata. Mogę się założyć, że chociaż wszyscy wiemy, iż nie nadaje się do takiego zespołu (gdzieś czytałem, że Norman przyjął go, bo dał sie nabrać na akta Erica, które on sam "poprawił"), to w ostatecznym rozliczeniu będzie wg Normana najskuteczniejszym członkiem ekipy. Ciekaw jestem również Yeleny, którą znam dość słabo. Za to Ghost do mnie nie przemawia (opierając się na Dark Avengers #1), chociaż jego zdolności z pewnością są przydatne. Tak w ogóle to ktoś z forum zauważył, że cały skład przypomina Fox Hound z MGS (przynajmniej na okładce) i muszę przyznać tej osobie rację. Muszę również wspomnieć o rysunkach Roberto De La Torre, bo bardzo mi się spodobały (zwłaszcza akcja Yeleny w magazynie). Ogólnie zapowiada się, że seria mimo tak znaczących zmian utrzyma wysoki poziom.
Na początek dam 8/10 i czekam na więcej.

Volf: Nowy skład, a przynajmniej jego dotychczas zaprezentowana część, wypada świetnie. No i "Loved the Inauguration" <- nie wiem, czy to przypadek, czy zmienili w ostatniej chwili tę linię dialogową, ale uśmiechnąłem się szczerze do monitora :D
MikeyLou: Wstrzymuję się na razie z oceną jako taką, bo sporą część nowej obsady widzę na oczy pierwszy raz, a za pozostałymi nigdy nie przepadałam. Podoba mi się za to pomysł Diggle'a, by z T-boltsów zrobić X-Force rządu Osborna, choć sam fakt, że bycie black ops w armii, gdzie maskotkami publiczności są Avengers Venom i Bullseye chyba znaczy, że dane indywiduum odznacza się nikczemnością przekraczającą jakiekolwiek granice ludzkiego pojęcia. Czekam, czekam co z tego wyniknie, a póki co dodam, że zapowiada się na razie nieźle, a De La Torre wciąż jest rysownikiem pierwszej klasy. Aha, mam nadzieję szczerą, że z obecnego prezydenta będą robić takiego samego idiotę, jak z wszystkich poprzednich, bo jeśli się okaże, że tylko Obama-Man potrafi rozgryźć niecny plan Osborna i powie Samsonowi coś w rodzaju 'nie mamy dowodów, ale miej na niego oko, coś mi tu śmierdzi...' to trzasnę porządnie głową o ścianę. Wspieram gościa i jego poglądy, gdybym mogła, sama bym na niego głosowała, ale, do ciężkiej cholery, jak tak dalej pójdzie, okaże się, że pan prezydent chodzi po wodzie w sandałach i zamienia wodę w wino.

War Machine vol. 2 #2
Lokus: Szczerze powiedziawszy jak na razie ta seria w ogóle mnie nie przekonuje. Rhodes jak dotąd tylko lata i rozwala wszystko wokół niego i nic poza tym. Greg Pak niestety musi się nieco bardziej postarać, żebym został przy tym tytule nieco dłużej niż jeszcze góra dwa numery. Jak dotąd jedyny plus tej serii to pan Adi Granov, który świetnie rysuje Marvelowego Terminatora. Jak już wspomniałem, poczekam do końca pierwszej historii i podejmę decyzję co do tej serii. Jak na razie jestem na nie. 4/10


Wolverine: Origins #32
Lokus: Zgodnie z przewidywaniami, czyli kolejny numer do bani i do bólu przewidywalny. Człowieka aż łeb boli, gdy czyta, że ten chłam ma w sumie mieć około 60 zeszytów... Po "Original Sin" z tą serią jest jeszcze gorzej niż było, gdyż dobrego rysownika zastąpił tragiczny Yanick Paquette, którego kojarzę chyba wyłącznie z Young X-Men. I nie sądziłem, że on może jeszcze gorzej rysować... Oficjalnie z tym numerem po raz drugi kończę moją "przygodę" z W:O. I życzę wszystkim podobnych decyzji. 2/10

Krzycer: Meh. Niech to się wreszcie skończy. Tym bardziej, że od pierwszej, loebowej wzmianki o Romulusie po dzień dzisiejszy przekozak mi wisi i powiewa, i nawet jeśli mi powiedzą, że to Logan nim jest, to nie mrugnę okiem...

avalonpulse0076h.jpgUncanny X-Men Annual vol. 2 #2
Hotaru: Ooookay. Więc to jest komiks, który miał rozwiać wszelkie wątpliwości, dlaczego Emma jest w Evilluminati. Uwaga, SPOILER: Na koniec Dark Reign Squirrel Girl rozwali Osborna i jego trupę, przejmie panowanie nad światem i jednym zaklęciem "no more humans" zamieni wszystkich ludzi w gryzonie. Przez następne lata Marvel będzie pisał historie, jak doszło do tego, że Squirrel Girl stała się na tyle potężna, by rozwalić w pojedynkę Thunderboltsów i 3 drużyny Mścicieli i jak nauczyła się magii... Co, nie podoba się? Cóż, właśnie tak nie podoba mi się ten komiks.
Lokus: Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Fraction na siłę chyba chce, żebym znienawidził Uncanny X-Men. Jeszcze trochę i mu się to uda. Nic ciekawego się z tego annuala nie dowiedzieliśmy, a rysunki też niestety nie podniosły poziomu. 3/10
Krzycer: No proszę. Jak na Fractiona to kawał dobrego komiksu mu wyszedł. Co prawda mam wrażenie, że jeszcze rok i okaże się, że Emma zaliczyła pół męskiej obsady 616, zanim znalazła się u boku Cyclopsa, ale to nie zmienia tego, że ten annual wyszedł dobrze.
MikeyLou: Niesamowite. Prawie 40 stron komiksu, a wyszło z niego tyle, że Namor chodzi w kąpielówkach (co mi osobiście w ogóle nie przeszkadza) a Emma Frost spała chyba z wszystkim, co się rusza i wystarczająco dobrze wygląda. Ano, i zostało zawarte jakieś tam przymierze, piętnaste z kolei, pomiędzy poszczególnymi członkami Illuminaughty, czy tam Cabal, czy jak zwał tak zwał. Niezbyt zajmująca lektura.

X-Men: Kingbreaker #2
Hotaru: Cieszy fakt, że jak na razie War of Kings nie kojarzy się z żadnym słabym komiksem. Wprawdzie daleki jestem od hurraoptymizmu, jeśli chodzi o ten tytuł, ale czytało się przyjemnie, a oglądało jeszcze przyjemniej. Wprawdzie cały motyw z ucieczką Havoka i dalszym uwolnieniem Starjammers wydał mi się zbyt pogoniony, ale jestem w stanie to wybaczyć. Jestem naprawdę ciekaw, jak dojdzie do spotkania Starjammers z Guardians of the Galaxy i jak to zostanie powiązane z głównym wątkiem WoK, poza oczywistą relacją Aleksa i Gabriela. Gimme more.
Lokus: No nie powiem, motyw z symbiontem mnie zadziwił. Cały ten numer był bardzo dobry. Dobrze napisany i nieźle narysowany. Co prawda może gdzieniegdzie przeszarżowano, ale ogólnie wyszło ok. Jestem ciekaw, jak dalej potoczą się losy Starjammers, zwłaszcza w kontekście zbliżającego się WoK (panowie DnA, sprawcie, żeby Vulcan dostał tam w papę, bo mnie koleś strasznie irytuje). 6/10

X-Men Legacy
#220

Hotaru: Na Xaviera szczerze nie mogę już patrzeć, Gambit też trochę zajeżdża stęchlizną, Rogue ani mnie grzeje, ani ziębi, ale te plenery! Naprawdę, najbardziej z tego numeru spodobało mi się miejsce akcji, czyli australijskie pustkowie, na którym zaszyli się nasi bohaterowie za czasów około-Fall-of-the-Mutants, czyli Claremont i Silvestri w szczytowej formie. Obecność Danger też cieszy. Ale czy tło i drugoplanowa postać wystarczą, by polecić ten komiks? Moim zdaniem nie, ale i tak jest to lepsze od Dark Avengers.
Lokus: Carey znów daje radę. Po koszmarku, jakim był numer z Juggernautem, dostajemy przyzwoitą historię związaną z powrotem Rogue. Udział w niej Danger cieszy i liczę na dobre następne numery. Swoją drogą ta seria nadal mnie zaskakuje: pomimo tego, że jej punktem wyjściowym jest droga krzyżowa Xaviera (który już jakiś czas był dla mnie nudny jak flaki) to jednak udało się jej twórcom przyciągnąć mnie do niej na stałe. Scot Eaton dobrze czyni dla oka, co również podnosi nieco ocenę, która w sumie wyniesie 7/10

X-Factor
vol.
3 #39
avalonpulse0076i.jpg
Demogorgon: Peter David prosił, aby nikomu nie zdradzać, co się tu wydarzyło, więc tego nie zrobię. Powiem tyle - WOW! Totalnie mamy pierwszego kandydata do sceny roku, a nawet dwóch, bo ostatnia strona też ma wydźwięk. A rysownik wcale nie jest taki zły, jak się mogło wydawać.
Hotaru: W.O.W. Wiecie, wiedziałem, że PAD jest dobry, ale to? Ten komiks zmiótł mnie z fotela. Ba, zmiótł szkliwo z moich zębów. Od kiedy w tytule pojawili się Darwin i Longshot, moje zainteresowanie jakby opadło, ale motywem z tego numeru David znokautował mnie niczym cios młotem Thora w środek czoła. I takich niespodzianek ma być więcej?! To ja następny zeszyt czytam w ochraniaczach i przypięty pasami do fotela. Acha, na wypadek, gdyby to nie było jasne - numer tygodnia, miesiąca i kandydat na numer roku.
Lokus: PAD wymiata. Oczywiście spoilerów nie będzie, tylko ocena. I to dość oczywista. 9/10 i rzecz jasna numer tygodnia.

MikeyLou: O Chryste Panie. PAD przeszedł samego siebie. Właściwie nie wiem, co powiedzieć, jako że dla odmiany chciałabym uszanować dosłowne życzenie autora z pierwszej strony... To powiem tak: jak dla mnie to jest numer tygodnia, ex aequo z Dark Avengers. Wyżarł mi mózg i wyrwał kręgosłup i to nie ze strony na stronę, tylko dosłownie z panelu na panel. Zupełnie się nie spodziewałam takiego rozwiązania i wątpię, żeby ktokolwiek inny to przewidział. Nie wiem, nie wiem, po trzykroć nie wiem co teraz będzie z tą serią, skoro jej głównym atutem była fantastycznie dobrana i zgrana obsada. Zostaje jeno bojaźń i drżenie. Fantastyczny komiks.
Bertoluccio: PAD rządzi. Ostatnio nie czytałem X-Factor, ale po takich zachwytach przeczytałem i mnie zatkało. Szkoda tylko, że nie zajrzałem wcześniej, bo wiedząc, że ma się stać coś niesamowitego, rozgryzłem to na kilka stron przed samym wydarzeniem (na tej samej zasadzie przewidziałem kiedyś zakończnie "Piły" na samym początku filmu). Ale i tak jestem pod wrażeniem, że PAD poszedł w tę stronę. Nic, tylko czekać na następny numer. Ocena 9/10.
Krzycer: ...ożeż. OŻEŻ! Jedynym powodem, dla którego nie obwieszczam, że rok 2009 może się już skończyć, bo nic nie przebije tego numeru jest to, że PAD zapowiedział, że #40 i #41 będą równie zaskakujące.
Oczywiście, to nie koniec historii. Od razu pomyślałem o pastorze, zaraz potem pomyślałem, że przecież to nie musiało być jego, tak że jestem z powrotem w punkcie wyjścia. Pozostaje tylko czekać na kolejny numer i kolejne zaskoczenia.
"So it's status quo." "Pretty much."

bastek66: Ojojoj, co ten David narobił. Taki szokująco-wciągający numer, a przecież dopiero styczeń. Mam nadzieję, że na najbliższych Avalonach wszyscy będziemy o tym pamiętać. Dla tych, co narzekają na rysunki: Wyobraźcie sobie ten numer z rysunkami Stromanna. 9/10 Numer tygodnia.

X-Men Manifest Destiny #5
Hotaru: Kpina. Więc o to chodziło w tym całym szumnym "Manifest Destiny"? O to?? No właśnie - "to", czyli co? Bo większość tych historyjek można by ograniczyć do sidenote'a na jakimś zajmującym 1/36 A4 kadrze u dołu stronicy. Jedyna historia, z jaką wiązałem nadzieje czyli Iceman vs Mystique, zakończyła się wielkim niczym. A jeśli w tym numerze były jeszcze jakiś inne historyjki, to z ręką na sercu, w ogóle ich nie pamiętam. Aż tak były dobre.

Lokus: Trudno mi będzie znaleźć coś bardziej niepotrzebnego niż ten tytuł. Historie numer 2 i 3 po prostu żenujące, a zakończenie dosyć dobrej historii z udziałem Icemana rozczarowało maksymalnie. Nigdy więcej takich gniotów. 3/10
Krzycer: Meh. Liczyłem na inne rozwiązanie wątku Icemana i Mystique. Przeliczyłem się - ale mam nadzieję, że Carey jeszcze kiedyś sięgnie po ten wątek, bo w nim wciąż jest potencjał.
Historia z Avalanchem była sympatyczna, choć X-Men wypadają w niej jak mafiozi, którzy wpadają z przyjacielskim ostrzeżeniem.
Historii z Dazzler komentować nie będę... Ale na litość - diva disco swoim występem wzruszająca jakiegoś łotra klasy Z? Kto to wymyślił? Kto zdecydował, żeby to opublikować? Po co?




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:


avalonpulse0076a.jpgMoon Knight vol. 5 #25

Autor:
Gabrielle Dell'Otto

Hotaru: Wybrałem tę okładkę, bo już przy pierwszym spojrzeniu zupełnie się w niej zanurzyłem. Księżyc w pełni, popadujący deszcz i dominujący kompozycję przemoknięci Punisher i Moon Knight, skrzący się lunarnym blaskiem. Serio, dawno nie widziałem, żeby ktoś tak dobrze oddał blask księżyca i właśnie za ten wyczyn wyróżniam ten cover.





avalonpulse0076b.jpgWar Machine vol. 2 #2

Autor: Francesco "Matt" Mattina

Black Bolt: Francesco "Matt" Mattina dość niedawno pojawił się w Marvelu i od razu zwrócił na siebie moja uwagę. Okładki w jego wykonaniu są po prostu zjawiskowe i nie da się przejść obok nich obojętnie. Te wszystkie rozbłyski i refleksy świetlne, a do tego czasami unikalne twarze, które wręcz biją emocjami. Coś świeżego, nowatorskiego i pięknego. A w tym tygodniu wyszły aż dwa komiksy z okładkami autorstwa Mattiny. Thunderbolts #128 oraz War Machine vol. 2 #2. Obydwie prace fantastyczne, ale wybrałem tą drugą, ponieważ miło w końcu zobaczyć świetnie wykonaną zbroję autorstwa kogoś innego niż Adiego Granova. A do tego te tło i ekrany wyświetlane w powietrzu przed postacią, mniam, palce lizać.



Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.01.21


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.