Avalon » Publicystyka » Artykuł

Civil War - Dwugłos redakcyjny

Opuszczona posiadłość Avengers, Nowy Jork. Miejsce, w którym całkiem niedawno spotkało się dwóch przyjaciół, aby porozmawiać o trwającej wtedy wojnie. Jeden z nich jest już martwy. Po środku zniszczonego pomieszczenia za stołem siedzi Lex, oczekując swojego rozmówcy. Dominującą ciszę przerywają ludzkie kroki - to Foxdie. Zasiada do stołu, aby rozpocząć rozmowę...

Opuszczona posiadłość Avengers, Nowy Jork. Miejsce, w którym całkiem niedawno spotkało się dwóch przyjaciół, aby porozmawiać o trwającej wtedy wojnie. Jeden z nich jest już martwy. Po środku zniszczonego pomieszczenia za stołem siedzi Lex, oczekując swojego rozmówcy. Dominującą ciszę przerywają ludzkie kroki - to Foxdie. Zasiada do stołu, aby rozpocząć rozmowę....


Foxdie:
Wojna dobiegła końca, trwała na tyle długo że niejeden zapomniał o jej początkach, od czego to wszystko się tak naprawdę zaczęło?

Lex:
Na zmiany w polityce rządu względem superbohaterów zanosiło się od dawna, ale bezpośrednim impulsem była oczywiście masakra w Stamford.

Foxdie:
Racja, po Stamford już nigdy nic nie miało być takie same. Od chwili, gdy wskazówka zegara wybiła północ, zwiastując początek Aktu Rejestracyjnego, bohaterowie stali się łowcami i zwierzyną łowną.

Lex:
Dokładnie, po tragedii spowodowanej niedojrzałością New Warriors nie było miejsca na głosy rozsądku - społeczeństwo zażądało natychmiastowych zmian. Politycy nie mieli nic przeciwko przejęciu większej kontroli nad superbohaterami, więc akt wszedł w tempie ekspresowym i podzielił dotychczasowych przyjaciół na dwa zwalczające się obozy.

Foxdie:
Jeden po dowództwem Kapitana Ameryki, którego wsparli głównie tacy outsiderzy jak Daredevil (tzn. Iron Fist), Cloak & Dagger czy młodzi Avengers ślepo zapatrzeni w symbol Ameryki. Złym Wilkiem okrzyknięto Iron Mana, chociaż równie współwinny utworzeniu Aktu był Mr. Fantastic. Co ciekawe, X-Men zajęli w tym sporze neutralną pozycję, nie chcąc się angażować w działania wojenne, chociaż nie zabrakło jakiegoś epizodu z ich udziałem.

Lex:
Epizodu, o którym najlepiej będzie jak najszybciej zapomnieć, bo był jedną z najsłabszych opowieści z całego eventu.
Strony konfliktu zostały zarysowane bardzo wyraźnie: "dobrzy" bojownicy o wolność po stronie Kapitana i "złe" sługusy polityków, czyli Tony Stark i spółka. Pierwsze wydarzenia jasno sugerowały, kto ma w tym sporze rację: Iron Man i jego poplecznicy przedstawieni zostali jako bezmyślni i bezlitośni strażnicy prawa uderzającego w superbohaterów. Szybko okrzyknięto ich zdrajcami i większość czytelników na pytanie "Whose Side Are You On?" wskazywała stronę Anty-rejestracyjną.

Foxdie:
Zwłaszcza gdy Tony postanowił uwolnić najgroźniejszych superłotrów Ameryki i ochrzcić ich bohaterami. Venom, Green Goblin, Bullseye to tylko niektórzy z "resocjalizowanych" oprychów. Poparcie dla Iron Mana spadło jeszcze bardziej, gdy stworzony przez Reeda Richardsa klon Thora zabija Goliatha. Chociaż to wojna i straty są nieuniknione, nie wydaje mi się, aby strona pro-rejestracyjna poniosła jakieś ofiary śmiertelne, co daje obraz tego, kto grał nie do końca fair. W całym tym zamieszeniu Peter Parker uległ namowom "dobrego wujka" Starka i ujawnił swoją tożsamość światu, co już kosztowało go prawdopodobnie życie ciotki May, a to pewnie nie koniec związanych z tą decyzją konsekwencji.

Lex:
To prawda, że strona 'Pro' popełniła błędy, ale można wytłumaczyć ich postępowanie. Zwerbowanie kryminalistów było koniecznością w sytuacji, gdy tak wielu superbohaterów zbuntowało się przeciw władzy. Udało się utrzymać ich pod kontrolą, więc nic złego się nie stało.
Śmierć Goliatha to drugi argument przeciwników rejestracji, który zupełnie do mnie nie trafia. Stare chińskie przysłowie mówi: "Jest wojna, są ofiary." W konfrontacji superbohaterów musiało dojść do takiej tragedii - wypada tylko cieszyć się, że scenarzyści byli łaskawi i nie uśmiercili większej ilości postaci, bo przecież w walce tak potężnych istot wszystko może się zdarzyć.
Peter sam jest sobie winny - skoro postawił na stronę Iron Mana, to niepotrzebnie zmienił zdanie w złym momencie.
Zresztą strona Kapitana też nie jest bez grzechu - ciężko mi zrozumieć, jaki plan im przyświecał. Ich działania były zupełnie nieskoordynowane i brakowało długofalowego planu. Oddali inicjatywę Tony'emu i nie mieli żadnych własnych propozycji rozwiązania konfliktu poza taktyką "walczymy do upadłego".

Foxdie:
Więc skoro tak wielu superbohaterów zbuntowało się przeciw władzy, to jest to czytelny sygnał sugerujący, która strona ma rację. Poza tym z tą kontrolą kryminalistów nie było tak kolorowo. W końcu gdyby nie Punisher możliwe, że Spider-Man byłby już martwy. Co do ofiar zgadzam się z Tobą w stu procentach, ale jak już zauważyłem wcześniej, te ofiary były tylko po stronie anty-rejestracyjnej. Nikt z sił rządowych nie zginął, czyli rebelianci nie byli tak bezwzględni i żądni zwycięstwa za wszelką cenę. Wciąż zachowywali jakiś dystans do całej sytuacji będąc świadomymi, że osoby, z którymi walczą to czasami ich najlepsi przyjaciele czy też rodzina. Co do Parkera, to został on zmanipulowany przez Starka. Zaczęło się od apartamentu w Stark Tower, później kosztowne, hipermegazaawansowane technicznie wdzianko i trochę nawijania makaronu na uszy o tym, jak to świat gwałtownie się zmienia a jego działania są tylko po to żeby zmienić go na lepsze.
Co do planów Capa nie wiadomo, co zamierzał po uwolnieniu herosów z Negative Zone. Możliwe że tak wzmocnieni rebelianci byliby w stanie w końcu obalić dyktaturę Starka. Niestety wiemy jak to się skończyło.

Lex:
Ofiary po stronie 'Pro' były - chociażby wspomniani villains, na których trafił Punisher. Swoją drogą, to przyjęcie Franka, czyli wielokrotnego mordercy (chyba ilością ofiar przewyższa dowolnego villaina działającego po stronie Iron Mana) do grupy Kapitana było bardzo nierozważnym krokiem, na co zresztą zwracał uwagę Luke Cage. Niestety było to już pod koniec CW, czyli w czasie, gdy Kapitan Ameryka popełniał błąd za błędem.
Największy popełnił podczas kulminacyjnego momentu CW, czyli walki w Nowym Jorku. Z niezrozumiałych powodów doznał olśnienia, że jego dotychczasowa postawa jest błędna. Poddał się, a co za tym idzie zdradził tych, którzy udzielali mu poparcia w walce. Jako przywódca zachował się koszmarnie - zapomniał, że nie odpowiada za siebie, tylko również za swoje "wojsko". Tylko szlachetnej postawie Iron Mana zawdzięczają oni wolność. Zakończenie "Civil War" #7 pozostawia wiele do życzenia.

Foxdie:
Punisher nie zagrzał sobie miejsca wśród rebeliantów i w zasadzie nie przypisywałbym tych dwóch trzecioligowych zbirów do listy ofiar po stronie 'Pro'. Zwłaszcza że Jack O'Lantern pojawił się ostatnio na stronach post-civil warowego Ghost Ridera, co znaczy, że jakimś cudem przeżył postrzał w głowę...
Jeśli chodzi o finałową walkę, to Steve widząc ogrom zniszczeń przyjął całą winę na siebie, co było dość pochopną decyzją. Przecież wina w zniszczeniu Manhattanu leży po obu stronach. Zarejestrowani superherosi mieli być przeszkoleni do działań zapewniających jak najmniejszą liczbę strat i ofiar, a w tej ostatniej bitwie minionej wojny każda ze stron patrzyła tylko, żeby ubić jak najwięcej przeciwników. Za przykład weźmy choćby samego Clora, który obrócił w pył ambasadę Wakandy.

Lex:
Tym bardziej dziwi niezrozumiałe załamanie nerwowe Kapitana. Takie tragedie jak Stamford, czy zniszczenie Manhattanu zdarzają się w komiksach Marvela dosyć często. Kapitan Miętki zawiódł jako lider.
Skupmy się na chwilę na sposobie, w jaki zostały przedstawione obie strony. Przed rozpoczęciem CW, Marvel zapewniał, że zachowa równowagę między ich racjami i nie będzie wyraźnie wskazywał, która strona ma rację. Początkowe numery raczej na to nie wskazywały, bo sympatię czytelników wyraźnie budził Kapitan Ameryka. Patrząc jednak na całość crossovera, trzeba przyznać, że Marvel zachował swoistą równowagę. Strona Pro może nie działa zbyt sympatycznie, ale jednak ma argumenty na poparcie swoich akcji i spójny plan działania.

Foxdie:
Faktycznie, Marvel nie wstał i nie wskazał palcem tych, po których stronie się opowiada, aczkolwiek gdzieś tam podświadomie chciał przekazać czytelnikowi, że to właśnie Stark ma rację. Przynajmniej ja odniosłem takie wrażenie. Z drugiej strony, moją uwagę zwrócił taki drobny szczegół: w pierwszym numerze Civil War padają liczby, około dziewięćdziesięciu procent poparcia dla działań rządu. Kiedy wojna jest już bliżej końca, w "Winter Soldier: Winter Kills", na telebimie widać liczbę, bodajże sześćdziesiąt siedem procent poparcia dla aktu, co faktycznie potwierdza obietnice Marvela na temat bezstronności i uczciwego przedstawiania obu stron.
Im bardziej radykalnych środków chwytał się rząd, tym poparcie dla niego spadało. Wiadomo, że przy finale ekipa Capa zrobiła taki Sajgon, że nietrudno było o ponowny wzrost notowań "Pro".

Lex:
Ciekawe, jakie byłoby sondażowe poparcie po procesie Kapitana. Tego jednak nigdy się nie dowiemy.

Foxdie:
Ja jestem ciekaw, jakie teraz byłoby to poparcie. Zapewne wielu uznaje wojnę za przyczynę śmierci symbolu Ameryki, chociaż wiemy że stoi za tym Red Skull.
Skoro już jesteśmy przy ważnych momentach ostatnich miesięcy, warto poruszyć kwestie Spider-Mana.

Lex:
Civil War drastycznie zmienił status tej postaci.

Foxdie:
Z całej tej wojny to chyba najbardziej pamiętny moment (no może śmierć Capa stoi ciut wyżej). Po ponad czterdziestu latach scenarzyści odważyli się naprawdę przewrócić świat Pająka do góry nogami.
Jednocześnie daje to masę nowych możliwości dla autorów, oczywiście mam nadzieję, że będzie ich stać na więcej niż powtórne zabicie ciotki May.

Lex:
Możliwości rzeczywiście spore, zobaczymy czy scenarzyści je wykorzystają. Początkowo byłem przeciwny tej zmianie, ale wydaje się, że dobrze zrobiła tej postaci. Oczywiście Ciocia May może mieć inne zdanie na ten temat.

Foxdie:
(śmiech) Zapewne, oczywiście wciąż nie wiadomo, czy wybiera się na spotkanie ze świętym Piotrem. Patrząc na wszystkie tytuły i postacie, przez jakie przewinęła się wojna domowa dochodzę do wniosku, że cel tego wszystkiego był jeden: zmiana status quo.

Lex:
Takie trzęsienie ziemi w życiach najważniejszych bohaterów Marvela?

Foxdie:
Dokładnie. Praktycznie każda postać (wykluczając X-Men, ich prywatne trzęsienie ziemi w wakacje) po wojnie znalazła się w nowej roli, odmiennej sytuacji, nazwij to jak chcesz. Wszystko się zmieniło, dla każdego. Ms. Marvel coraz bliżej bycia "best of the best". Stark dyrektorem S.H.I.E.L.D. i jednocześnie panem i władcą wszystkich zarejestrowanych bohaterów. Parker ujawniony. Venom, Bullseye i pozostali Thunderbolts kreowani na gwiazdy powojennej rzeczywistości. Takie przykłady można tylko mnożyć.
W tym momencie pojawia się pytanie, czy każdy scenarzysta odnajdzie się w tym nowym świecie?

Lex:
Z pewnością nie, ale takie odświeżenie świata Marvela dobrze mu zrobi, pod warunkiem, że nowy status quo utrzyma się przez pewien czas. Osobiście jestem pozytywnie nastawiony do Initiative, ale mam obawy, że Marvel za szybko będzie chciał dokonać kolejnej rewolucji. Przecież już niedługo na Ziemię powraca Hulk.

Foxdie:
Minione CW, nadchodzący WWH i wstrząs w świecie mutantów, to faktycznie może być za dużo dla świata 616, ale czas pokaże. Co do rzeczywistości powojennej obawiam się, że wielu scenarzystów przywiązanych to starego porządku świata, nie popłynie z nowym nurtem, ale zacznie na siłę wprowadzać sytuacje, które nie mają racji bytu. Co przypomina mi o jakże licznych wpadkach i niezgodnościach w scenariuszach poszczególnych serii.

Lex:
Przy kilkunastu seriach i kilkudziesięciu twórcach nieścisłości były do przewidzenia, ale rzeczywiście można było uniknąć przynajmniej części z nich. Najgorsze, że często dotyczyły one dosyć ważnych elementów fabuły (np. starcie Tony'ego i Spider-Mana).

Foxdie:
Mnogość serii na pewno nie usprawiedliwia tak niedorzecznych niezgodności jak w przypadku prawie całego Black Panther. Wpadka z Tonym i Spiderem też była dość znacząca, ale jestem w stanie przymknąć na nią oko ze względu na całokształt. Spójrzmy chociażby na FF i ASM. Niektóre numery, w których akcja toczy się równocześnie ukazują kwintesencję crossoverów. Czytam ASM, gdzie Pająk na dachu transportera bierze udział w transporcie więźniów. Otwieram FF, a tam Puppet Master i Thinker móżdżący nad planem ataku na konwój, wracam do ASM a tam zaczyna się rozpierducha, otwieram FF... I tak na przemian.

Lex:
To prawda, chociaż spodziewałem się właśnie tego typu wpadek. Marvel już mnie do tego przyzwyczaił przy mniej skomplikowanych eventach, więc przy takim crossoverze nie mogło być lepiej. Szkoda, że nie udało się zachować komunikacji pomiędzy scenarzystami przynajmniej najważniejszych serii.
Porozmawiajmy jeszcze o tych, którym nie dane było dotrwać do końca CW. Poza Kapitanem, wszyscy zmarli to postacie w najlepszym wypadku drugoplanowe. Przyznaj szczerze - słyszałeś wcześniej o Billu Fosterze?

Foxdie:
Gdybyś powiedział Goliath, możliwe, że poruszyło by to jakieś obszary mojej pamięci, ale Bill Foster przed Civil War zapewne nie należał do pierwszej ligi. Przynajmniej stał się gwiazdą po śmierci i raczej wątpię, aby ktoś chciał go w przyszłości wskrzeszać, co na pewno będzie miało miejsce w przypadku Capa. Wszyscy pamiętamy chyba śmierć Supermana sprzed ponad 10 lat. Ile czasu spędził w krainie wiecznych łowów, rok? Ciekawe czy czeka nas teraz "pogrzeb przyjaciela" a później "rządy kapitanów"?

Lex:
Doskonale wiadomo, że powrót Steve'a jest tylko kwestią czasu. Nie sądzę, żeby stało się to jeszcze w tym roku, ale skoro niedawno wrócił Bucky, to kiedyś wróci również Steve.
Spróbujmy podsumować Civil War jako całość. Nie uważasz, że trwał on po prostu za długo? Pierwszy numer "Road to Civil War" ukazał się w lutym zeszłego roku.

Foxdie:
Za długo? Myślałem, że to nigdy się nie skończy i takie odczucia towarzyszą mi nadal, wystarczy spojrzeć chociażby na czerwcowe zapowiedzi, w których wciąż pojawiają się tytuły spod szyldu CW. Mogę śmiało zaryzykować stwierdzenie, że to najdłuższy crossover w historii Marvela. Czy w tym wypadku czas powinien przekładać się na jakość i "istotność" tego wydarzenia? Może już nie każdy o tym pamięta, ale CW miało zakończyć się w listopadzie zeszłego roku i podejrzewam, że gdyby tak się stało, cała historia zostałaby odebrana o niebo lepiej. Przez te wszystkie obsuwy czasowe, nastąpiła masa przecieków i z każdym dniem zaskoczenie z finału Wojny Domowej malało.

Lex:
Przyznaję, że mnie również od pewnego momentu Civil War zaczęła nużyć. Główny wątek posuwał się do przodu bardzo wolno, poboczne historie w większości nie były specjalnie interesujące, a zwycięstwo strony Pro stało się jasne wraz z zapowiedzią Initiative. Na dodatek wielomiesięczne obsuwy w terminarzu i nieścisłości fabuły psuły zabawę. Poza tym, jak już wcześniej ustaliliśmy, całe to trwające kilkanaście miesięcy wydarzenie służyło głównie do zmiany status quo świata Marvela. Nie można było tego zrobić szybciej? I bez większości niepotrzebnych tie-inów.

Foxdie:
Na pewno można było, ale nie ma co ukrywać, że Marvel chciał wyciągnąć z tej kury jak najwięcej złotych jajek (a może raczej zielonych). Tym bardziej niepokoi fakt, że to co zostało osiągnięte w tej trwającej rok czasu wojnie, może zostać szybko zatracone przez WWH. Oby tak się nie stało i cierpliwość czytelników w wyczekiwaniu na kolejne spóźnione numery Civil War nie poszła na marne. Wspomnę tylko, że CW: X-Men to ten najmniej potrzebny tie-in, który nie wnosi praktycznie nic do fabuły całego crossa.

Lex:
I na dodatek nie broni się jako historia. Wypada tylko wyrazić zadowolenie, że X-Men nie zostali bardziej zaangażowani w CW, bo pewnie przedłużyłoby to event o parę miesięcy.
Trochę ponarzekaliśmy na CW, ale chyba nie można go oceniać jako słaby crossover. W skali 1-10 ile dałbyś CW?

Foxdie:
Chociaż CW jest wydarzeniem, którego echa (mam nadzieję) na zawsze pozostaną słyszane w universum 616, to w świetle wydawniczych opóźnień, licznych przecieków i częstego braku spójności należy mu się 8 z dużym minusem. Żałuję, że Marvel nie dotrzymał terminów wydawniczych, dzięki czemu ocena podskoczyłaby spokojnie do mocnej 9. Naturalnie ciekawie mnie Twoja ocena, ale przy okazji powiedz mi, czy Civil War jako wydarzenie samo w sobie, spełniło Twoje oczekiwania?

Lex:
Nie do końca, głównie przez żenujące zakończenie i natłok wątków pobocznych. Gdybym miał ocenić same core series, czyli CW, Frontline, ASM, F4 i New Avengers, to z czystym sumieniem wystawiłbym całości mocną ósemkę. Niestety Marvel niepotrzebnie przesadnie rozbudował CW. Z obowiązku musiałem zapoznać się z całością eventu i mam wrażenie, że po prostu za dużo wrzucono do tego crossovera. Można było sobie darować chociażby wątek z Green Goblinem, X-Men, czy Ghost Riderem. Nawet stojące na przyzwoitym poziomie H4H, czy YA/Runaways były po prostu niepotrzebne.

Foxdie:
Dobrze, że wspomniałeś o Frontline, która w moim mniemaniu często "górowało" nad główną serią i czasami mogłoby ją spokojnie zastąpić, na dodatek ukazywało się bez większych opóźnień. Takie "perełki" jak Moon Knight i Ghost Rider z szyldem "Casualties of War" mają z tą wojną jeszcze mniej wspólnego niż wspomniane wcześniej CW: X-Men. Przyznam się, że umknęły mi takie serie jak H4H, YA/R i X-Factor, ale nie zauważyłem, żeby miało to jakiś wpływ na zrozumienie akcji w głównych tytułach.

Lex:
Nie miało wpływu na główne wydarzenia, a jedynie na wyniki sprzedaży. Cóż, takie są wymagania amerykańskiego rynku komiksowego i szybko to się nie zmieni. Ze swojej strony wystawiam CW 7/10, za to wszystkim redaktorom Avalonu, którzy wykonali kawał dobrej roboty przy opisywaniu tego crossovera należy się znacznie wyższa ocena.

Foxdie:
Bezapelacyjnie, Marvel mógłby brać z nas przykład.
Wojna skończona. Pora odnaleźć się w nowej rzeczywistości, która już wkrótce przejdzie kolejną rewolucję. Jakieś ostatnie słowa, Lex?

Lex:
Tylko zasygnalizuję, że nie tylko Dom Pomysłów planuje wielkie zmiany, ale w przeciwieństwie do Marvela, Avalon nie spoileruje nadchodzącej rewolucji...


Po odbytej rozmowie dwóch mężczyzn opuszcza mury zrujnowanej posiadłości i odchodzi, każdy w innym kierunku...

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.