Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #64 - The Punisher (MAX) vol. 5: Slavers TPB

The Punisher (MAX) vol. 5: Slavers TPBslavers_tpb.jpg  

Scenariusz:
Garth Ennis
Rysunki: Leandro Fernandez
Okładka: Tim Bradstreet
Liczba stron: 144
Cena: $15.99
Zawiera: The Punisher (MAX) #25-#30



redevil:
Na początku krótko - jeśli nie macie ochoty czytać reszty tekstu - Slavers to najlepszy komiks o Punisherze!

Czytaliście kiedyś serię Punisher Garth Ennisa? Jeśli tak, to wiecie, że uczynił on z tego dość prostego i bazującego na jednym schemacie komiksu ciekawą i o dziwo wciągającą opowieść o samotnym mścicielu rozprawiającego się z wszelkiej maści bandziorami. Irlandzki scenarzysta znalazł dwie równie ciekawe metody na przedstawienie bohatera i jego krucjaty - pierwsza wykorzystana przede wszystkim w trzecim woluminie serii to odrealnienie występujących na niemal każdej stronie kart komiksu morderstw humorem - przeważnie sytuacyjnym i prostymi, acz ciętymi monologami Franka Castle. Gdy ten pomysł się wypalił Ennis poszedł w drugą stronę i przechodząc pod skrzydła imprintu MAX stworzył komiks dla dorosłych czytelników postawiwszy Franka Castle w świecie tak realnie brutalnym i przerażającym jak tylko można. Osadził go bowiem w naszej chorej codzienności.

Sześcioodcinkowa historia Slavers zabiera nas w świat, który ukryty jest tuż pod naszymi nosami, świat w którym nigdy nie słyszano o zniesieniu niewolnictwa, a tylko o zmianie "towaru" - nowym przedmiotem handlu w XXI wieku są bowiem kobiety, które zmusza się do prostytucji. Ennis przedstawia nam przygodę Punishera podczas której Frank przypadkowo natyka się na kobietę, ofiarę handlu ludźmi zmuszaną do prostytucji, której na dodatek zabito córeczkę. Jak nakazuje prawo serii Frank zajmuje się poszkodowaną i zabija dość brutalnie, nawet jak na niego, odpowiedzialnych za krzywdę kobiety ludzi. Siłą tpb jest jednak to, że po raz pierwszy w historii serii Frank Castle przestał być dla mnie pogromcą, mścicielem uciśnionych, bohaterem komiksu posiadającym swojego nemezis. Stał się przedłużeniem moich odczuć i pragnień. Podczas przewracania kolejnych kart komiksu kibicowałem mu i z zajadliwością życzyłem śmierci wszystkim jego przeciwnikom. Ennis bowiem osadzając historię w naszym świecie, o którym wciąż czytamy i słyszymy, dotarł do mojego wewnętrznego gniewu i strachu związanym z faktem, że przedstawiona historia może być prawdziwa. I tak jak główny łotr ginie tak moja potrzeba sprawiedliwości zostaje zaspokojona, jednocześnie tak jak komiks kończy się czuję, że nie był to "happy end" a problem tysięcy  kobiet w podobnej sytuacji nie zniknął w chwili, gdy odłożyłem komiks.

Osobną sprawą jest znakomita oprawa graficzna Leandro Fernandeza. Rysownikowi tworzącemu w realistycznej konwencji udało się to, co mogą tylko najlepsi - pozostać niezauważonym. Podczas pierwszego czytania możemy nie docenić jego pracy, lecz wkład włożony w komiks jest duży - świetnie dobrane i dopracowane twarze bohaterów doskonale oddające emocje i jednoczesne realistyczne przedstawienie scen przemocy tworzą jedną całość po której wzrok ześlizguje się śledząc historię Vioricy i Franka. Dzięki temu zamiast podziwiać graficzne fajerwerki, lub pseudoartystyczne bohomazy (jak u Howarda Chaykina) możemy skupić się na historii i dać się jej porwać.

To przykład twórczości Fernandeza. Kliknięcie w obrazek przeniesie was... a zresztą sprawdźcie sami.

punislavers.jpg

nietendon: Zabierając się do pisania tego tekstu, nie bardzo wiedziałem jak go zacząć. Recenzując kolejne, zamieszczone na łamach "Punishera" historie, trzeba mieć na recenzję koncepcję. Potrzebny jest pomysł, dzięki któremu fan Ennisa, za jakiego się uważam, mógłby zachęcić fanów innych komiksów, do sięgnięcia po ten album. Album utrzymujący wysoki poziom swoich poprzedników, chciałbym dodać. Niektórzy uważają go nawet za najlepszy spośród napisanych przez irlandzkiego scenarzystę w imprincie Max. Ja mam innego faworyta, ale opowieść "Slavers", na której się teraz skupiamy, również potrafi na stałe zapisać się w pamięci czytelnika.

W piątym tomie "Punishera", Ennis porusza niewygodny problem handlu kobietami. Pokazuje nam, na konkretnym przykładzie drogę, jaką przechodzi zniewolona dziewczyna. Od momentu uprowadzenia jej z rodzinnej wioski, gdzieś na Bałkanach, poprzez łamanie jej charakteru wielokrotnym biciem i zbiorowymi gwałtami, aż do umieszczenia jej w jednym z domów, w których młode kobiety zmuszane są do prostytucji. Fakty te poznajemy z pierwszej ręki - z ust jednej z dziewczyn, której udało się uciec. Jej wyznanie zajmuje większą część drugiego segmentu, jednak ani przez chwilę nie nuży. Cała historia jest ponura i mroczna. Autor ukazuje chyba najczarniejszy możliwy scenariusz, wyolbrzymiając niektóre fakty. Dzięki temu jednak, opowieść ma większą siłę przebicia i mocniej oddziałuje na czytelnika. Tym bardziej, że została świetnie rozplanowana i właściwie rozpisana na standardowe sześć zeszytów. Ennis wie jak zainteresować odbiorcę. Co chwila zaskakuje jakimś zwrotem akcji, czy też kapitalną sceną.

Jak zwykle, historia jest wielowątkowa i posiada bogatą kolekcję barwnych postaci drugoplanowych. W tym tomie jest to dwójka nowojorskich policjantów, z których jeden jest czarnoskórym gejem, a drugi jest kobietą. Z wyżej wymienionych powodów nie mają oni łatwego życia na posterunku. Są ciekawie napisanymi bohaterami i potrafią wzbudzić sympatię czytelnika. Są takimi fajnymi partnerami, jakich wszyscy widzieliśmy juz w wielu filmach, czy serialach. Partnerami gotowymi zawsze wzajemnie pilnować swoich pleców. "Slavers" rozpoczyna się rewelacyjną sceną akcji, w finale której, policjanci ci natykają się na Punishera. Spotkanie to kończy się dla nich zaledwie kilkoma siniakami, jednak dla skorumpowanych gliniarzy, z których jeden jest w ciągłym kontakcie ze stręczycielami, jest to wystarczający powód, aby rozpocząć obławę na Franka. Castle przez cały czas trwania historii ma przez to ograniczone pole manewru.

To, czym "Slavers" wyróżnia się spośród innych trejdów swojej serii, jest przeogromna dawka wymyślnej przemocy. Bezduszne metody działania głównych czarnych charakterów popychają Franka do przekroczenia kolejnej granicy. Jeszcze nigdy Castle usuwając ze swej drogi kolejne szumowiny, nie posunął się tak daleko. Przypominam, że mówimy o Maxowej serii "Punisher", ktora przecież nigdy do kolorowych nie należała.

Rysownikiem nadal pozostaje znany fanom serii Leandro Fernandez. Radzi sobie znakomicie. Posiada czystą kreskę, bardzo przejrzysty styl. Bardzo dobry ilustrator, wypełniający kadry mnóstwem detali. Na tym polu również mam pozytywne odczucia.

Wydaje mi się, że z tą serią jest tak, że po przeczytaniu pierwszego tomu człowiek już wie, czy chce czytać ją dalej. Jedni zapewne ją sobie darują, inni łapczywie pochłoną cały run Ennisa w "Punisherze". Ja oczywiście zaliczam się do tej drugiej grupy. Zdecydowanie polecam, choć zdecydowanie nie każdemu.


LTplus.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.