Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #73 (05.01.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 5 stycznia 2009 Numer: 1/2009 (73)


Pierwszy tydzień 2009 roku stał pod znakiem komiksów Marka Millara. Zwłaszcza 70 numer Wolverine vol. 3 wywołał spore zainteresowanie i skrajne opinie.



Avengers: The Initiative #20avalonpulse0073c.jpg
Lokus: Typhoid Mary okazuje się tajemniczą Mutant Zero, czyli największa tajemnica ostatnich numerów rozwiązana. Szczerze powiedziawszy, tak bardzo mnie ta wiadomość zaskoczyła, że aż… musiałem zobaczyć na Wikipedii, kto to właściwie jest. Ponadto Slott i Gage zrobili całkiem dobry numer z kilkoma niezłymi momentami. Cieszy powrót dobrego poziomu, którego zabrakło mniej więcej w połowie Inwazji. Rysunki Kurtha całkiem niezłe. Teraz znów zacząłem wiązać spore nadzieje z kolejnymi numerami. 7/10
Hotaru: Nie jest źle - czytało mi się o wiele lepiej, niż poprzednie numery. Tutaj scenarzyści w końcu zdecydowali się odesłać kilka z mnogich wątków do innych tytułów, i dobrze, bo wychodziła z tego sieczka. "Wielkie odkrycie" tego numeru, czyli ujawnienie tożsamości Mutant Zero, wcale nie okazało się takie wielkie. Po pierwsze, w sieci fani domyślili się już miesiące temu, a po drugie - ona? Dla mnie mogłaby nie istnieć. Zobaczymy, jak zostanie to pociągnięte dalej...
Gil: Na początek siekierka dla wszystkich, którzy obstawiali, że Mutant Zero to Typhoid Mary. Miałem nadzieję na coś bardziej rewelacyjnego, ale taka sytuacja też jest akceptowalna. Ogólnie mam wrażenie, że to jeden z najlepszych numerów serii, co może być zarówno zasługą ilości rewelacji, nowych wątków, świetnych dialogów i dobrych rysunków. Nie mam czego się przyczepić, a o tym, jak fajne są poszczególne sceny, nie chcę się rozpisywać, więc powiem tylko: są fajne, a nawet więcej. I jak zwykle, Dan Slott dba o drobiazgi, sprzątając bałagan po innych, za co dodatkowy plus. Mocne 7/10 dam.

Avengers/Invaders #7
Lokus: No niestety, im dłużej ta historia trwa, tym mniejsze emocje na mnie wywiera. Co prawda nadal nie jest tak źle, ale wydaje mi się że w porównaniu z poprzednimi numerami widać już zmęczenie materiału. Dość ciekawy moment z udziałem D'Spayre i to w zasadzie wszystko. Sadowski w swojej optymalnej formie. Jednak gdy pomyślę, że do końca jeszcze pięć numerów, to powoli odechciewa mi się czekania na kolejne numery. 6/10
Gil: Im dalej w las, tym więcej drzew, a pod każdym kolejnym drzewem więcej śmieci. Wrzucają i wrzucają do tego wora coraz więcej wątków, a z każdym nowym jeden stary wydaje się znikać. Rozwiązań natomiast jakoś nie widać. Teraz pojawił się Ultron, co było do przewidzenia, chociaż wyrzuca do kompostownika finał Annihilation: Conquest, oraz D'Spayre, którego obecność jest o tyle zaskakująca, co łatdafakująca. O chronologię nie chcę już nawet pytać, bo głowa boli, jak się nad tym zastanawiam. Chcę, żeby to się wreszcie skończyło, więc dam 4/10.
Demogorgon: Ja tam widzę poprawę. Nowy Cap się ładnie spisuje, a wątki z Ultronem i D'Spayrem (dobra, ręka do góry, kto nie musiał sprawdzić na wiki, co to za jeden) jakoś poprawiają odbiór wydarzeń, choć tego pierwszego się spodziewałem. Za to rysunki pozostawię bez komentarza.

Captain America
vol.
5 #45
Lokus: Jakoś już tak jest z tą serią, że każdy kolejny numer w jakiś sposób mnie zaskakiwał. Ten już jednak nie bardzo. Dostajemy tylko potyczkę Capa z niejakim Beztwarzowcem – postacią z przeszłości Bucky'ego - która mogłaby być odrobinkę ciekawsza. Brubaker w tym tygodniu o wiele lepszy w Incognito. Luke Ross również nie przekonał mnie tak, jak przy okazji poprzedniego numeru i ogólnie jestem strasznie zawiedziony. Może następnym razem będzie lepiej? Tymczasem tak na zachętę dam 6/10
Gil: Ulżyło mi, kiedy upewniłem się, że historia kończy się w tym numerze na trzeciej z trzech części i chociaż okazało się, że koniec jednej to początek drugiej, nie przeszkadza mi to, bo jeszcze nie czuć rozwlekłości. No dobra, może trochę, bo nie wszystkie retrospekcje były potrzebne, ale wartka akcja w czasie teraźniejszym nadrabia. Mam pewne obiekcje co do wątku odgrzebywania Jima Hammonda, bo już sam nie wiem, który to raz, ale może Brubaker wyłuska z tego coś zaskakującego, więc dam mu kredyt. Co do Człowieka Bez Twarzy, to przypomina mi nieco Shiver-Mana, którego użycie było podobnie zaskakujące, ale też straszliwie krótkie. Mam nadzieję, że on zagrzeje tu miejsce na trochę dłużej. Przyzwoite 7/10 dla człowieka we fladze.

Fantastic Four Cosmic Special
Gil: Jest kosmicznie... długie. Ponieważ większość numeru wypełniają dialogi, czytanie ich staje się po pewnym czasie nużące i to niestety dokładnie w momencie, kiedy coś z nich zaczyna wynikać, więc trzeba się cofnąć, żeby nadrobić. Przynajmniej u mnie tak było. Miejscami jest fajnie, bo w tej gadaninie jest przynajmniej trochę treści, ale jednak za dużo tego. Bates stara się, aby jego historia nawiązywała do obecnego stanu serii i mam wrażenie, że wychodzi mu to nawet lepiej niż Millarowi, bo chociaż historia jest dość prosta, a motyw z kwiatkiem jest dla mnie trochę ograny, ma ogólnie więcej sensu i treści. Rysunki też przyzwoite, a na dokładkę jest jeszcze przedruk jednej z historii Byrne'a. Niech będzie, że nawet 6/10 dam.

avalonpulse0073d.jpgFantastic Four #562
Hotaru: Chyba się starzeję, ale ten numer mi się naprawdę podobał. Nie tylko ze względu na świetne rysunki Hitcha, które stanowią niemal gotowe storyboardy do pełnometrażowego filmu. Nawet Millar mnie kupił. Jestem ciekaw, jak motyw mentora Dooma będzie się miał do reszty uniwersum - nie wierzę, by Marvel pozwolił na ograniczenie tego wątku tylko do F4. Może i run Millara i Hitcha nie jest tak przełomowy, jak zapowiadano, ale miesza old-schoolowe klimaty fabularne z jak najbardziej XXI-wieczną oprawą graficzną. Chyba mnie kupili.

Gil: Na początek powiem, co jest dobre: spotkanie dwóch Loganów. Teraz powiem, co jest złe: reszta. Za cholerę nie pasuje mi to nigdzie - do żadnego z wydarzeń w pozostałym uniwersum - w żadnym miejscu i czasie. Nawet do tych innych pomysłów Millara, rzekomo tak ładnie powiązanych, nijak nie pasuje. Przez chwilę miałem nadzieję, że coś wyjdzie z tego wątku mistrza Victora, ale jak zobaczyłem te jego zęby, to mnie pusty śmiech zdjął. A skoro o ujęciach mowa, to chciałbym podziękować panu Hitchowi za całostronicowe ujęcie pleców Richardsa. Zawsze o takim marzyłem... nawet bardziej niż o zębach na całą stronę i ptasim dziobie Dooma. Łaskawie dam 4/10, ale tylko dlatego, że przewiduję gorsze czasy i chcę sobie zatrzymać noty na później.

Demogorgon: Sue wygłasza mowę na własnym pogrzebie. Czy tylko mi się przypomniała taka flashowa parodia Transformers, gdzie coś takiego robił Megatron? Tylko tam to było śmieszne, a tu ino jest groteskowe? Dalej mamy dwóch Loganów. Ja się pytam - czemu ten z przyszłości nie mógł powiedzieć czegoś w stylu "Hej stary, jak do twojego domu wpadnie armia superprzstępców, to ich nie zabijaj."? No i coś mi nie pasuje w tej gadce o mentorze Dooma, tylko nie wiem co. Może Victor jęczący "Ah, mam tak strasznie przesrane, ale mój mistrz mnie ocali", jak bohaterka drugorzędnego anime shonen?

Guardians Of The Galaxy vol. 2 #8
Hotaru: Nie myślałem, że tak to będzie, ale jest to najgorszy z dotychczasowych Guardiansów. Po rozpadzie starej drużyny jakoś nie mogę się zidentyfikować z nową i oprócz Racoona, Groota i Mantis średnio mnie obchodzą ich losy. Wprawdzie motyw Quilla w Negative Zone aż krzyczy "War of Kings", ale to za mało, by numer określić jakoś świetny. Jest porządnie - tylko tyle i aż tyle.

Gil: No ładnie. Nie dość, że Blastaar został królem (jeśli łaska), to jeszcze zamierza się na kompleks 42 i naszą poczciwą starą Ziemię. Jakby tego było mało, Ronan znów zgrywa badassa i kłopociki z tego będą nader oczywiste. A jakby tego jeszcze było mało, Guardians wypuścili Badoon z ich bronią i tutaj węszę zalążek przyszłorocznego kosmicznego eventu. A jakby i to nie wystarczyło, Adam realizuje swój plan. Najlepsze momenty to Groot i jego trzy słowa do ojca prowadzącego oraz Blastarr - "Król, jeśli łaska". Zmiana rysownika jest wyraźna i wydaje się, że na gorsze, ale może to kwestia opatrzenia, więc damy mu szansę. Tymczasem 8/10, jeśli łaska.


Incognito #1
Lokus: Czyli Brubaker w swojej lepszej odsłonie tego tygodnia. Historia nowego superbohatera obsadzona w klimatach Criminala wyszła całkiem fajnie. Philips rysunkowo idealnie pasuje do historii tworzonych przez Eda i z ciekawością będę czekać na kolejne części. Cieszy mnie, że Marvel zdecydował się wydawać komiksy w takich klimatach. Za pierwszy numer z przyjemnością mogę przyznać 8/10 i liczę na więcej następnym razem.

Gil:
Opinie, że Brubaker jest mistrzem opowieści kryminalnych, mogą być prawdziwe, ale żeby to właściwie ocenić, trzeba tego typu historie lubić. Dla mnie kryminały skończyły się na ostatnim filmie z Bogartem, a później to już tylko sensacyjna sieczka została (no dobra - z nielicznymi wyjątkami). Tutaj jest przyzwoicie, ale nic mnie specjalnie nie rusza, a za to jak patrzę na okładkę, od razu przed oczami staje mi The Comedian i zaczyna mnie prześladować wrażenie zrzynki. Nie wiem, czy sięgnę po kolejny numer, ale też nie chcę nikogo zniechęcać, więc wystawiam neutralne 5/10.


Marvels: Eye Of The Camera #2
Lokus: No i jest dużo lepiej niż w pierwszej odsłonie. Sheldon pokazuje, jak bardzo zmieniło się jego życie po tym, czego ostatnio się dowiedział. Anacleto to jak na razie moim zdaniem najmocniejszy punkt dotychczasowej historii. Niestety Busiek, choć bardzo się starał, to jak na razie nawet nie zbliża się do poziomu swojego pierwszego woluminu Marvels. Szkoda, ale przecież to jeszcze nie koniec i być może czymś nas jeszcze autor scenariusza zaskoczy. 6/10
Undercik:
Jest lepiej niż w poprzednim numerze, choć jeszcze nie tak dobrze, jak w pierwowzorze. Na szczęście jest szansa, że z biegiem czasu ta mini zrówna się poziomem z oryginałem. No i jakoś nie tesknię już tak bardzo za Rossem, przyzwyczajam się do strony graficznej, którą uraczył nas Anacleto.

Incredible Hercules #124
avalonpulse0073e.jpg
Lokus: Czyżbyśmy doczekali się na łamach Herca nowej odsłony House of M? seria ta z każdym kolejnym numerem mnie zaskakuje, a Pak i Van Lente pną się coraz wyżej w klasyfikacji moich ulubionych scenarzystów. Również Henry świetnie rysunkowo pasuje do tego komiksu. Dużo akcji, świetnego humoru i do tego bardzo dobrze narysowane – tak można w skrócie określić ten zeszyt Incredible Herca. I pomyśleć, że kiedyś byłem bardzo krytycznie nastawiony do tego ongoingu. Jak człowiek potrafi się mylić :D 9/10
Gil: No i znów Herc udowadnia, że nie na próżno dostał nagrody za rok zeszły. Mina Atlasa po podstępnym ruchu Namory już ma u mnie nominację do najlepszej sceny tego roku i może zająć miejsce obok pamiętnego okejosa. Poza tym nadal dzieje się dobrze - co ja gadam! Dzieje się świetnie, wspaniale, genialnie! Od recapu do wizji cudownej Amazonii, czy cokolwiek to tam jest właściwie. I cieszę się, że Delphine przeżyła, bo jakoś ją polubiłem. Mój numer tygodnia z zasłużonym 8/10.
Bertoluccio: Nie na darmo twierdziłem, że to jedna z najlepszych serii 2008 roku. Jest akcja, jest humor, jest romans oraz nieoczekiwane zakończenie. Do tego bardzo dobre rysunki i mamy 9/10 oraz numer tygodnia. A i jeszcze jedno, Amadeus Cho rządzi - "You know the old cliche: Behind every great woman stands me." :D
Undercik: N
umer tygodnia, jest wielka nawalanka, jest humor, jest wszystko, dzięki czemu seria Herca jest genialna. Zakończenie ciekawe, no i rysunki pasują jak ulał do tej seri.

Kick-Ass #5
Undercik: D
ziwię się, że to mowię, ale jest lepiej niż poprzednio. Przynajmniej bardziej realistycznie. W końcu wiadomo, gdzie umiejscowić scenę z filmu, z której zdjęcie umieszczone zostało w necie (chodzi o tę scenę z samochodem). Dobre wrażenie popsuła mi tylko ostatnia strona, gdzie znów musiała się pojawić dziewczynka z kataną.

New Exiles Annual #1
Lokus: Poza napisem "Annual" na okładce nie wpadłbym na to, że to nie jest kolejny numer słabiutkiej serii. Tymczasem jest dziwnie, bo całkiem znośnie. W przeciwieństwie do wszelkich Claremontowych produkcji ostatniego roku nie było aż tak źle, jak można było się spodziewać. Co prawda nie jest to żadna rewelacja, ale można bez większego bólu poczytać. Co prawda końcówka daremna, ale w ogólnym rozrachunku można dać temu komiksowi 5/10. Brawa dla Chrisa za nienajgorsze jak na jego możliwości wejście w nowy rok


Punisher War Journal
vol.
2 #26
Lokus: Fractionowi w ostatnich dwóch tygodniach wyszły dobrze aż DWA komiksy! Czy to się kiedykolwiek wcześniej zdarzyło? Z Punisherem jest tak, że pożegnalny numer tej serii odbił się od całkowitego dna prezentowanego w kilku poprzednich. Numer skradł Rhino, z którego Fraction kilka razy starał się zrobić kretyna podczas trwania Dziennika Wojennego. Miejmy nadzieję, że nowi twórcy kolejnej nowej serii o przygodach Franka podołają zadaniu, bo przydało by się wreszcie logicznie przywrócić Puniego do świata 616. Podsumowując, dam 6/10.
Gil: Tak pomyślałem, że sobie spojrzę na pożegnanie i okazało się, że wyszło całkiem fajnie. Tak w stylu pierwszych numerów, które były dość zabawne. Tutaj najlepszy był motyw z Rhino i jego monologami o cudzie świątecznym. Tylko trzeba przymknąć oko na fakt, że Franek chciał wystrzelać bandę idiotów, a jego jakoś nie ustrzelił. Rysunki też w porządku, głównie dlatego, że to nie Chaykin. Malutkie 6/10 niech będzie.

Punisher War Zone
vol.
2 #4
Lokus: Ennis powinien dostać każde pieniądze za dożywotnie pisanie przygód Pogromcy. Miniseria War Zone jest jak dla mnie bardzo dobra. Można by napisać, że bez legendarnego Martina Soapa to już nie to samo, ale zaskakują inne postaci. Może tylko trochę razić przerażająca głupota gangsterów i ich dość ciekawe reakcje na widok Puniego, ale wierzę w to, iż ma to służyć rozbawieniu czytelnika. Jeśli ktoś jeszcze nie czytał, to szczerze polecam. 7/10

The Stand: Captain Trips #4
Hotaru: Trochę trzeba było czekać na ten numer, ale było warto. Nie ze względu na scenariusz, bo nadal uważam, że Aguirre-Sacasa odwala co najwyżej średnią robotę, ale Mike Perkins przeszedł samego siebie. Nie widziałem, żeby kiedykolwiek rysował lepiej i warto sięgnąć po ten komiks chociażby dla jego rysunków. Fabularnie jest kiepsko. Inaczej podzieliłbym "Bastion" na komiksowe miniserie - najpierw proponowałbym 3-odcinkowe projekty śledzące postępy Frannie, Stu, Larry'ego, Nicka i Lloyda, a potem, kiedy ich losy się splatają, finał przedstawiłbym w 6-odcinkowej miniserii. A tak w jednym Captain Trips mamy tyle wątków, że rozwijają się one koszmarnie wolno i zwyczajnie nudzą. Szkoda, może chociaż kolejny finałowy numer dostarczy trochę emocji?


avalonpulse0073g.jpgWolverine vol. 3 #70
Lokus: Przy całym narzekaniu na Millara trzeba uczciwie przyznać, że historia "Old Man Logan" całkiem zgrabnie mu wyszła. W tym numerze naprawdę udało mu się mnie zadziwić, gdy okazało się, jak zginęli X-Men. Końcówka niestety popsuła pozytywne wrażenie, bo DinoVenom z miejsca uznałem za nienajciekawszy pomysł. W tym tygodniu Logan miał naprawdę niezłe występy, ale ten lepszy z nich mimo wszystko w Manifest Destiny. 7/10
Hotaru: Powód, dla którego Logan nie wyciągnął pazurków od kilkudziesięciu lat był możliwy do przewidzenia już po obejrzeniu zapowiedzi. Ale co z tego - pozostał wiarygodny. I chociaż rozplanowałbym ten numer inaczej, niż Millar, tak by odkrycie przypadło na koniec numeru, to pomimo tego czytało się dobrze, nawet jeśli potem klimat trochę przysiadł. McNiven zaś - jak zwykle - rysuje świetnie i należą mu się duże brawa. Ciekaw jestem, jaki projekt trafi w jego ręce po tej robótce. Na pewno będzie warto po niego sięgnąć - chociażby jedynie ze względu na jego rysunki.
Gil: Motyw z Wolverinem wybijającym wszystkich X-Men jest wielki... w swojej naiwności. Skoro nawet Spider-Man, nosząc skarpetę na twarzy, potrafił wyczuć chemikalia Mysterio, żadne argumenty nie przekonają mnie, że nie mógł tego zrobić Wolvie. Innymi słowy: bullcrap. Niby lepsze jakiekolwiek wytłumaczenie niż jego całkowity brak, ale jednak nie da się ukryć, że to słabe było. Jeszcze głupszy jest motyw z pociągiem, bo nie ma siły, żeby ta głowa mu nie odpadła, a jeśli odpadła i odrosła, to tym gorzej. No i w końcu Venomozaurus z ostatniej strony. Really, Mark Millar? W prawdzie S_O twierdzi, że dinozaury są übercool, ale tylko kiedy nie są überstupid. Zaczynam dochodzić do wniosku, że Millar bawi się w Loeba i wszystkie prawa uniwersum umieszcza głęboko w swojej okrężnicy, by udowodnić, że jest tak wielka, jak jego ego. Ocena: 3/10, bo mam już tego dość.
S_O: Bo SĄ übercool. I Venom też jest übercool. Co czyni automatycznie Venomozaura Rexa übercool do drugiej potęgi. Albo tak przynajmniej uważa Millar.
W każdym bądź razie, w związku ze wspomnieniami z masakry mam kilka pytań: skoro po podłodze wala się trup Polaris, to czemu nie przytrzymała Logana do czasu, gdy jego "szał' minął? Czy położenie kilkucentymetrowej średnicy pręta z niezniszczalnego metalu na torach nie powinno wywołać wykolejenia pociągu (nasz kochany Wolvie najwyraźniej nie umie popełnić symbolicznego samobójstwa tak, żeby postronni nie ucierpieli)? A przede wszystkim: czy to dziwne, że po zobaczeniu martwej Psylocke na "post-masakrowym" splash-page'u pierwsza myśl, jaka mi przyszła do głowy, to "I'd still hit that"?
Ciekawi mnie swoją drogą, jak to musiało wyglądać od strony reszty X-Men. "Jejku, nasz kompan o wielu udokumentowanych przypadkach wpadania w berserkerski szał właśnie wpadł w berserkerski szał! W życiu bym się tego nie spodziewał! Gdybyśmy tylko mieli jakiś plan w przypadku takich sytuAAAAAMOJARĘKA!"
Aha - Dwight-Man jest prawie tak awesome, jak dinozaury.

Demogorgon: Czytało się całkiem dobrze. A potem przyszła refleksja pod tytułem: "jakim kuźwa cudem Logan mógł zabić wszystkich X-Men?". Pomijam już fakt, że Mysterio go tak urządził, bo po tym co robił z Daradevilem, to się nie dziwię. Ale poza tym nie było tak źle - najbardziej w pamięć zapadnie mi z całego runu kurdupel w hełmie Ant-Mana.
Bertoluccio: Dobre, nawet bardzo. Co prawda gdzieś spotkałem się z opinią, że żeby złamać Wolverine'a, potrzeba było sprawić, aby skrzywdził najbliższe mu osoby, ale obstawiano pranie mózgu. To, co zaprezentował nam Millar, wypadło dużo, dużo lepiej. Niestety mam przeczucie, że następne numery nie pokażą nam już nic tak dobrego (Venom T-Rex? było już w historii z Deadpoolem i dobrze wypadło w humorystycznej historii, a tutaj, hmm). Ale za ten na prawdę mocny numer 9/10.
Mistic:
Wyjaśnienie powodu, dla którego Wolverine odłożył szpony na bok (;)), wywołuje we mnie mieszane uczucia. Zmuszenie do wymordowania przyjaciół to dobry pomysł, ale nie sądziłem, że potrzeba będzie tak mało do pchnięcia Logana do tego czynu. Robiono z nim wiele, ale dać się zrobić w jajo przez jedną iluzję? Pewnie by mnie to przekonało, gdyby nie Venomus Rex. :D

Ultimate X-Men #99
Hotaru: Chciałem, żeby mi się podobało. Niestety, dobrymi chęciami wybrukowana jest droga do piekła. Ten numer okazał się najzwyczajniej nudny. Co to za Ultimate X-Men, w których nie ma X-Men, a tylko Rogue z jakimiś przydupasami? Zapewne oznacza to, że drużyna mutantów pojawi się z głównej miniserii Ultimatum. Szkoda... chociaż muszę się przyznać do perwersyjnej ciekawości, na jakiż to sposób Loeb zdoła ich zbeszcześcić. Pogodziłem się już z tym, że ten tytuł nie odejdzie w glorii chwały. Inna sprawa, że od kiedy przejął go Kirkman, to znalazł się na równi pochyłej i obecne scenariusze tylko kontynuują ten trend.

Venom: Dark Origin #5
Lokus: Ostatnia odsłona tej miniserii jest jednocześnie pierwszą, z którą się spotkałem. Przyznam, że nie bardzo wiem, dlaczego Spider-Man występuje w niej w czarnym kostiumie. Jako, że nie znam całości historii, odniosę się tylko do tego pojedynczego zeszytu. Na pewno bardzo spodobały mi się w nim rysunki Mediny. Cieszył również widok Venoma-Eddiego, bo do Gargana jakoś po dziś dzień przekonać się nie umiem. I to w zasadzie tyle tych plusów. Do scenariusza, oprócz wyżej wspomnianego Pająka, nie ma się czego czepiać. Ale jednak jakieś bardzo porywające to też nie było. Jak znajdę czas, to przerobię całość, a za piątą część 6/10.
Gil: No i wreszcie konfrontacja z Pająkiem. Na szczęście nie była całkowitą powtórką oryginału. Na nieszczęście i tak niewiele wniosła. Ale poczytać można, bo i jakiś dobry tekst się trafi i jakiś niezły panel. Ale za ten numer, jak i całą serię, tylko 5/10 można dać.

Wolverine: Manifest Destiny #3

Lokus: Informacja o tym, że Jason Aaron będzie pisać nową serię o Loganie, sprawiła mi radość. Po dobrym "Get Mystique!"i jak na razie równie dobrej tej mini być może nadejdą wreszcie jakieś dobre czasy dla Wolverine'a. Manifest Destiny w wykonaniu Rosomaka jest moim zdaniem dużo lepszy niż równoległa seria z "X-Men" w tytule. Fajny klimacik i całkiem nienajgorsze rysunki sprawiają, że jest to jedna z ciekawszych pozycji z tym bohaterem ostatnimi czasy. Niech się schowają te wszystkie łanszaty. Aaron to zdecydowanie jeden z najlepszych obecnie scenarzystów w Stanach i dlatego cieszy jego coraz większa aktywność w Marvelu. 8/10


X-Force
vol.
3 #10 avalonpulse0073f.jpg
Lokus: Numer tygodnia! To, co Kyle i Yost wyprawiają przy tym tytule zasługuje na najwyższe uznanie. Cieszy fakt, że w tym numerze najlepszą robotę odwalili ex-New X-Men, czyli X-23 i Elixir. No i dla mnie zawsze miły gościnny udział Ghost Ridera. Być może teraz postać Warpatha trochę się rozrusza. Jedyny minus to Rahne, której podebranie z X-Factor to moim zdaniem wielka pomyłka. Choi rysuje świetnie, ale jak dla mnie Clayton spisywał się jednak lepiej. Nie mogę się doczekać jego powrotu. Tymczasem 9/10 wystawiam z przyjemnością.
Hotaru: Numer ten dostarczył mi mieszanych uczuć. Był świetny, nie ma co do tego wątpliwości, ale uzmysłowił mi, jak bardzo tęsknię za New X-Men. Scena pomiędzy Joshem a Laurą przypomniała mi najlepsze momenty tego zarżniętego bez powodu komiksu. Choi odwalił kawał genialnej roboty - jego panele są pełne dynamiki i dramatyzmu. To dlatego, że świetnie współgra ze swoimi współpracownikami. Szczerze, to wolałbym, aby Clayton Crain już nie wracał. Może to dlatego, że ktoś w sieci zwrócił uwagę na jego pracę w Ghost Boxes #2, którą oglądało się dobrze, ale w porównaniu do zamieszczonego na końcu skryptu Warrena Ellisa okazało się, że artysta zignorował mnóstwo wskazówek scenarzysty, które uczyniłyby całość jeszcze bardziej klimatyczną. Zastanawiam się, ile mi umyka z owoców pracy Kyle'a i Yosta, kiedy Crain je ilustruje.
Gil: Normalnie, ta seria nie przestaje mnie zaskakiwać. Podobało mi się tu wszystko, od inteligentnie prowadzonego Ghost Ridera począwszy, przez Laurę zgrywającą Terminatora, na ostatnim panelu skończywszy. Największym zaskoczeniem było zdecydowanie odkopanie dawnego kochasia Rahne, o którym nikt już pewnie nie pamięta, a który jest tak wielkim znakiem zapytania, że gdybym go tu wpisał, nie zmieściłby się na monitorze. A mówiąc, że podobało mi się wszystko, mam też na myśli rysunki, które z wyjątkiem kilku paneli pod koniec stają się lepsze i lepsze, i lepsze. 8/10 się należy, tuż poniżej tego heraklejskiego.

X-Men: Magneto Testament #4

Gil: Jedyne, co mogę powiedzieć, to że strasznie to płytkie. Gorsze traktowanie widziałem w filmach o wakacyjnych obozach dla grubasów. Więcej realizmu w obrazach Picassa. Pak znów gubi się w szczegółach, a motyw z Magdą jest tak kosmicznie naiwny, że nadałby się do przygód Skaara. Grubo poniżej oczekiwań i nawet nie w połowie drogi do poprzeczki, którą sobie ustawili, dlatego najwyżej 4/10 dostanie.

X-Men: Worlds Apart #3
Lokus: Ta mini-seria powinna nazywać się "Black Panter, którego da się zjeść". Co prawda Aaron w Inwazyjnym tie-inie jeszcze bardziej wywarł na mnie wrażenie, ale Reginald Hudlin powinien już wiedzieć, że nie trzeba Pantery zastępować kobietą, by pisać dobre historie o Wakandzie. 7/10

Hotaru: Podoba mi się ta miniseria i nie rozumiem tak niskich wyników sprzedaży. Yost świetnie pisze nie tylko Storm, ale i pozostaje w zgodzie z mitologią Czarnej Pantery. Numer czytało się naprawdę dobrze i z każdą następną stronicą rosło wrażenie, że miniseria COŚ znaczy. Rysunki nie są już tak wysokich lotów, jak scenariusz, ale są dobre i nie przeszkadzają w odbiorze całości. Kilka paneli jest nietrafionych, inne kadry są świetne. Myślę, że Diogenes Neves tylko się rozkręca i wierzę, że jeszcze się wybije w komiksowym światku. Pozostał ostatni numer i jestem go bardzo ciekaw.



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:


avalonpulse0073a.jpgAvengers: The Initiative #20

Autor: Mark Brooks

Hotaru: Nie jest tajemnicą, że lubię kreskę Brooksa. Ta okładka bije po oczach niewiarygodnym wręcz klimatem smutku, buntu przeciw nieuniknionemu i świadomości przemijania. Brak tła i ograniczony schemat kolorystyczny potęgują tylko wrażenie nie tyle zawieszenia w próżni, co totalnego skupienia na tym, co najważniejsze - uczuciach. Brooksowi udało się oddać ból Hanka po stracie ukochanej lepiej niż Slott w Requiem i we wnętrzu tego numeru. Brawo!



avalonpulse0073b.jpgWolverine: Manifest Destiny #3

Autor: Dave Wilkins

Gamart: Enter the Wolverine! Świetne nawiązanie do plakatu kultowego filmu z Brucem Lee. Postacie podmienione na te z historii Logana, ale cała otoczka pozostała jak w oryginale. Do tego efekt "postarzenia" całości wyszedł świetnie. Więcej nawiązań do plakatów filmowych na okładkach komiksowych!







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.01.02


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.