Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #71 - She-Hulk vol. 3: Time Trials! TPB

She-Hulk vol. 3: Time Trials! TPBlt71.jpg

Scenariusz:
Dan Slott
Rysunki: Juan Bobillo, Scott Kolins, Lee Weeks, Paul Pelletier, Ron Frenz, Mike Mayhew, Eric Powell, Mike Vosburg, Amanda Coner, Don Simpson
Okładka: Greg Horn
Liczba stron: 128
Cena: $14.99
Zawiera: She-Hulk vol. 2 #1-5


Lokus: Tak było, jest i prawdopodobnie będzie do końca świata i o jeden dzień dłużej – nie znoszę przygód Hulka. Zarówno zielonego, szarego, czerwonego, jak i w każdym możliwym kolorze, jaki sobie scenarzyści wymyślą. I nieważne, czy pisze go Loeb czy PAD – nie znoszę cholery. Jednakże jest jeden tylko akcent całego Gammaworldu, przy którym jednak rozpływam się z przyjemności. Są to, a właściwie były, historie zawarte w serii She-Hulk, i to w obu woluminach. Jennifer Walters – której największym atutem jest to, że wie o tym, że jest bohaterką komiksu – to dla mnie istne przeciwieństwo Hulka. Dziewczyna nie jest nudna, nie posługuje się równoważnikami zdań, a za to jest dowcipna i, co najważniejsze, ciekawa. Dlatego też już teraz napiszę, że recenzowany dziś TBP pod tytułem She-Hulk vol. 3: Time Trials! jest naprawdę świetnym komiksem, godnym polecenia każdemu, kto jeszcze nie miał z nim styczności.

O czym to w zasadzie jest? Otóż Jen wplątuje się w nie lada kłopoty, gdy podczas jednej z rozpraw sądowych próbuje przekazać przeniesionemu z przeszłości Hawkeye'owi wieść o tym, że zginie podczas wydarzeń przedstawionych w Avengers: Dissassembled. Jej próba zmiany biegu kontinuum ściąga na nią strażników czasu, a za ten czyn grozi jej nawet wymazanie z istnienia. Chyba, że udowodni, iż jest niezbędna dla dalszego istnienia jej świata. Jak dla mnie, brzmi to ciekawie, a dzięki świetnej pracy scenarzysty również wyszło to tak, jak brzmi.

Skoro już o tym mowa. Scenarzystą tej historii jest człowiek, który sprawił, że przygody She-Hulk nabrały takiej świeżości i polotu. Dan Slott – bo o tym człowieku mowa – z każdym kolejnym rozdziałem udowadnia, że do pisania przygód Jen był po prostu stworzony. Nie zawsze trafia się tak mądrze napisana seria, która jest przy okazji okraszona świetnym humorem (scena z Razorbackiem podczas rozprawy – bezcenna). Szkoda tylko, że rysunkowo nie wyszło to już tak dobrze.

Rysunki to główna bolączka tej historii. Z racji tego, że trzecia część historii zawartej w She-Hulk vol. 3: Time Trials! to, po zsumowaniu liczby wszystkich serii z Jen, setny komiks o przygodach tej bohaterki, można było spodziewać się występu więcej niż jednego rysownika w jubileuszowym zeszycie. Dostaliśmy ich więc... dziesięciu!! Tak na dobrą sprawę, do gustu najbardziej przypadł mi ten jedenasty – Greg Horn. Twórca okładek do każdego z zeszytów, wchodzących w skład tej historii, wg mnie wykazał się najlepszym wyczuciem przy rysowaniu postaci Shulkie. Jeśli komuś nie przeszkadza zieleń, to jest na czym oko zawiesić.

Podsumowując, uważam komiks She-Hulk vol. 3: Time Trials! za naprawdę godny polecenia. Jeśli ktoś nie miał wcześniej styczności z Jennifer, to może mieć małe problemy ze zrozumieniem niektórych wątków (jest tu kilka odnośników do wcześniejszych przygód, jak i do serii Avengers vol. 3), aczkolwiek nie na tyle, żeby stracić całą przyjemność z lektury tej pozycji. Przeczytajcie bez cienia wątpliwości – warto.


Lex: Pierwszy volume She-Hulk nie był przebojem finansowym, ale zebrał bardzo dobre recenzje. Czy wysoki poziom udało się zachować w She-Hulk vol. 2?

Komiksy unikają tematyki prawniczej poza nielicznymi wyjątkami (np. Daredevil, chociaż nawet tam sala sądowa nie jest głównym miejscem akcji), czy to ze względu na wyeksploatowanie tematu w innych mediach, czy też trudność w przeniesieniu ciekawych batalii prawnych na łamy komiksu. She-Hulk dowodzi, że w komiksach można pisać na ten temat i to w sposób oryginalny. Ta seria to nie papierowa "Sędzia Anna Maria Wesołowska" - bliżej jej do pierwszych odcinków "Ally McBeal" z czasów, gdy ten serial imponował świeżym podejściem (co zresztą długo nie trwało). Zresztą oceńcie sami: w "Time Trials!" Jennifer Walters przyjdzie bronić mordercy, który z zimną krwią postrzelił bezbronnego człowieka na oczach wielu świadków i telewizyjnych kamer. Jest jednak pewna okoliczność łagodząca - zabójca posiada dostęp do technologii umożliwiających podróże w czasie, dzięki którym odkrył, że w przyszłości miał zostać zastrzelony. Żeby zapobiec temu wydarzeniu, postanowił wyeliminować niedoszłego zamachowca i tu do akcji wchodzi Jennifer, która ma udowodnić, że była to obrona konieczna. Brzmi skomplikowanie, ale intrygująco? A do tego dochodzi jeszcze ława przysięgłych wybrana z różnych okresów czasowych. Jednym z ławników został Hawkeye, który w momencie publikowania komiksu (2005 rok) był uznawany za zmarłego. Jak zareaguje na pojawienie się przyjaciela Jennifer? To już musicie sprawdzić sami, a warto, bo Slott prowadzi fabułę w zaskakujące tory paradoksów czasowych.

Cechą charakterystyczną serii Dana Slotta jest również mnogość "mrugnięć" do czytelnika. Wygłoszona przez Stu Cicero płomienna krytyka podejścia "nie kupuję zeszytów, tylko czekam na wydanie zbiorcze" odnosi się do zachowania fanów, które jest potępiane przez niektórych twórców i wydawców. Kilka stron później grube wydania zbiorcze działają jak pancerz i ratują życie Stu, który wygłasza słowa "Weren't for these She-Hulk trades, I'd've be a goner!". I rzeczywiście, gdyby nie dobra sprzedaż albumów zbiorczych, nie byłoby drugiego volume'u She-Hulk. Interakcja Hawkeye'a z ludźmi, którzy są zaskoczni, że żyje; przypadkowe wymazywanie z lini czasowej superbohaterów; romantyczne perypetie trójkąta Jen-John Jameson-Pug; tajna misja Awesome Andy'ego; grupowe spotkania terapeutyczne istot przeniesionych w czasie - dla takich scen warto kupić dzieło Slotta.

Za oprawę graficzną większości komiksu odpowiada Juan Bobillo, który miał okazję rysować pierwszy volume She-Hulk. Jego specyficzny styl pasuje do tonu historii, ale z pewnością nie stanowi największej zalety serii. Jeden z komiksów zilustrował Scott Kolins, który rysuje w zupełnie innym stylu. Wybór zaskakujący, ale uzasadniony, bo fabuła cofa się wtedy do historii "The Search for She-Hulk" z końcówki Avengers vol. 3, którą zilustrował właśnie Kolins. Nie jestem jego największym fanem, ale ten flashbackowy zabieg przypadł mi do gustu, może dzięki dobrej pracy Wilfreda Quintany, który świetnie nałożył kolory. Swój wkład w oprawę graficzną miało jeszcze kilku innych rysowników, którzy zilustrowali po 2-3 strony w środkowej części albumu. Z tego eksperymentu najbardziej przypadła mi do gustu część Mike'a Mayhew.

Jeśli z radością czytaliście wcześniejszy volume She-Hulk, to śmiało sięgajcie po "Time Trials!" - poziom historii na pewno się nie obniżył. Jeśli nie mieliście kontaktu z wcześniejszymi przygodami Jennifer, to również możecie zacząć od recenzowanego albumu, ale radziłbym sięgnąć wcześniej po She-Hulk vol. 1: Single Green Female TPB oraz She-Hulk vol. 2: Superhuman Law TPB. Wprawdzie główna fabuła nie jest ściśle powiązana z wcześniejszymi wydarzeniami, ale nie zauważycie kilku żartów nawiązujących do poprzednich numerów. She-Hulk jest jak dobry serial i warto go czytać od początku do końca.
LTplus.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.