Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalony 2008

Rok 2008 to nie tylko kompromitacja na Euro, krach finansowy i komiksy Jepha Loeba. Przez minione dwanaście miesięcy w komiksach Marvela wydarzyło się wiele dobrego. Sprawdźcie co zyskało największe uznanie redaktorów i czytelników Avalonu.

Avalony 2008


Rok 2008 to nie tylko kompromitacja na Euro, krach finansowy i komiksy Jepha Loeba. Przez minione dwanaście miesięcy w komiksach Marvela wydarzyło się wiele dobrego. Sprawdźcie co zyskało największe uznanie redaktorów i czytelników Avalonu.



Tytuł cykliczny


avalony1.jpg

Black Bolt: Incredible Hulk vol. 3, czy, jak kto woli, Incredible Hercules. Od początku roku prezentuje równy, wysoki poziom, nieustannie bawi i odświeża zapomniane już postacie. Na wyróżnienie zasługuje również debiut X-Force vol. 3 - pełen przemocy komiks o drużynie mutantów od brudnej roboty, opatrzony wspaniałymi rysunkami. Czego chcieć więcej?

Demogorgon:
Zrobię podział na dwie podgrupy, bo inaczej nie dam rady wybrać:
Tytuł cykliczny grupowy: Czworo kandydatów - Guardians of the Galaxy, Thunderbolts, Astonishing X-Men i X-Force. Dwoje weteranów, miedzy którymi wybierałem jeszcze w zeszłym roku, i dwoje nowicjuszy. Ale walka jest wyrównana - z ciężkim sercem głosuję jednak na nowicjusza - Guardians of the Galaxy wygrali, ale minimalnie.
Tytuł cykliczny solowy: Mniejszy wybór, bo tylko trzy serie - Incredible Hercules, Nova i Daradevil. Z początku chciałem wybrać tego ostatniego, ale zdałem sobie sprawę, że najbardziej uwielbiam w nim nie głównego bohatera, a jego towarzyszy, a nie o to chyba chodzi w tytule solowym - jakby się nazywał, na przykład, "Protectors of Hell's Kitchen" albo "Nelson & Murdock Law Firm" pewnie pokonałby wszystkich przeciwników z powyższej podgrupy, ale tak.... Obaj pozostali kandydaci sami ciągną swoje serie, choć Herc też ma pewną pomoc kompanów, a Richie radzi sobie sam, ewentualnie z pomocą Worldmindu. Ale jednak głos na Herculesa - bo by, mając tak tak fajną kompanię, nie dać się zepchnąć na drugi plan, trzeba mieć wielki talent.

Gamart: Pierwsze miejsce mają zdecydowanie Thunderbolts, nawet mimo tego, że Gage troszkę obniżył loty. Potem Avengers: The Initiative. Bardzo równy tytuł. Na każdy numer czekałem z niecierpliwością. Do tego miał ciekawe tie-iny do Inwazji, które się pochłaniało jak dobre filmy akcji z lat '80. Mighty i New Avengers, które lubię, straciły miejsce, bo świetne numery przeplatały okrutnie słabymi [Mighty #12 i #19, niebo i piekło]. Za to Captain Britain and MI: 13 naprawdę świetnie wystartowało i jest niesamowicie świeże. Cornell czuje Wyspy Brytyjskie.

Gil: Tytułem wstępu słowa dwa na temat strony technicznej typowania: od szczegółów i statystyk mamy Pulse'a, więc jeśli ktoś ma ochotę, może sobie sprawdzić, które serie zebrały najwyższe oceny za kolejne numery i wyciągnać średnią. Tutaj jednak postanowiłem postawić na ogólne wrażenie i rzeczy, które zapadły mi w pamięć, dlatego kilka wyborów może Was zaskoczyć. Aha, tradycyjnie przydzielam też trzy miejsca.
Kategorię serii pozwoliłem sobie podzielić dodatkowo na podkategorie: grupową i solową. W tej pierwszej najlepiej radziły sobie drużyny raczej z drugiej ligi. Na pierwszym miejscu postawię wnoszące powiew świeżości i oryginalności Guardians Of The Galaxy i Captain Britain & MI: 13. Za nimi wciąż solidni Thunderbolts i pozytywnie zaskakująca X-Force, a na trzecim miejscu wciąż mocno się trzymająca X-Factor w parze z Avengers: The Initiative. Wśród solówek na pierwsze miejsce wysunął się The Incredible Hercules, spychając na drugię wiodących prym w zeszłym roku Novę i Thora. Na trzecim ramię w ramię Captain America i zamknięty już niestety Iron Man: Director of S.H.I.E.L.D..

Hotaru: W tym roku żaden z cyklicznych tytułów nie wybił się znacząco ponad pozostałe. Nie znaczy to jednak, że nie było dobrze. Pragnę wyróżnić Guardians of the Galaxy. Dan Abnett i Andy Lanning nie napisali słabego numeru. Pod batutą tych panów kosmos Marvela jeszcze nigdy nie był ciekawiej prowadzony. Jeśli edytorial nie zacznie sypać piachu w trybiki ich machiny, za dwa czy trzy lata ich praca może przynieść owoce w postaci linii kosmicznych komiksów, do której zaliczą się nie tylko Guardians, Nova czy Darkhawk, ale i kolejne biorące początek z War of Kings. Jest na co czekać. W tym miejscu chciałbym też wspomnieć o Ultimate Spider-Man, który regularnie dostarcza mi rozrywki - może nie najwyższych lotów, ale tego nawet bym nie chciał. Bendis powinien się ograniczyć do pisania tego jednego tytułu.

Lokus: Jak dla mnie zwycięzca może być tylko jeden - Daredevil vol. 2. Brubaker robi świetną robotę, która kryje jego wyczyny przy Captainie. Ani jednego gorszego numeru w tym roku, a motyw z Dakotą - wyborny. Ponadto jak zwykle nieźle wiodło się X-Factor vol. 3, a także debiutanckiemu X-Force vol. 3 i Immortal Iron Fist. Wyróżnienie dla największej dla mnie tegorocznej niespodzianki, serii, która nie była wielkim arcydziełem, ale jej scenarzysta - Jason Aaron - pokazał, że w trupa można tchnąć drugie życie. Oczywiście piszę o Ghost Rider vol. 5

Misiael: Tu sprawa jest prosta - rzecz jasna X-Force vol. 3, który nie zawodzi nawet w najsłabszych momentach (inna rzecz, że żadnych słabych momentów póki co w serii nie uświadczyłem). Także Avengers: the Initiative (które ostatnio jakby zaniża loty) i, nieco na kredyt, Runaways vol. 3.

Krzycer: Immortal Iron Fist, bo dopiero w tym roku go nadrobiłem. A zresztą finał Siedmiu Miast miał miejsce w tym roku, więc się liczy. Ten tytuł dostarczył mi chyba najwięcej bezpretensjonalnej rozrywki ze wszystkiego, co czytałem.
Na dalszych miejscach znajdują się Incredible Hercules z powodów oczywistych i X-Factor - z przyzwyczajenia.


Undercik: Tu mam największy problem. Był genialny w pierwszej połowie roku i troszkę gorszy w drugiej, ale i tak bardzo dobry - Immortal Iron Fist. Był genialny, odmiennie jak u Irona, w drugiej, troszkę gorszy w pierwszej połowie roku Daredevil vol. 2. Było też genialne X-Force vol. 3 - najlepsza nowa seria w tym roku. Uświadczyliśmy też tytułu, w którym Bendis pokazuje swoje wszystkie zdolności - Ultimate Spider-Man. No i nowe Guardians of the Galaxy vol. 2. Cóż, pierwsze miejsce zajmie więc ex equo Immortal Iron Fist i Daredevil vol. 2. Tytuł najlepszego debiutu: X-Force vol. 3. Najlepsza seria w świecie Ultimate: Ultimate Spider-Man. Najlepsza seria w kosmosie: Guardians of the Galaxy vol. 2. Przydzieliłem tak, bo każdy z tych tytułów zasługuje na wyróżnienie.

Zombie of MrG: Nova vol. 4. Bo to komiks, na który czekam najbardziej i jeszcze ani razu nie zawiódł. Potem X-Force vol. 3 dzięki duetowi Kyle & Yost, który świetnie wydlubuje trupy z szafy X-Men. I Thunderbolts, które wiele straciło na odejściu Ellisa, ale wcześniej było uber-awesome. Avengers: the Initiative za całoksztalt. No i Astonishing X-Men jako "daje nadzieję". Zdecydowanie bardziej podoba mi się pisanie Ellisa niż Whedona... Tylko rysunki Bianchiego :/

czarny_samael: X-Froce vol. 3. Zawsze byłem fanem mutantów i braku cackania się z wrogami, ten komiks ma jedno i drugie. Trzyma wysoki poziom, a w czasach słabego Uncanny to szczególnie ważne dla fanów "Xów".

hitano: Immortal Iron Fist, mimo zmiany scenarzystów czyta się to nadal bardzo fajnie, w dodatku Danny pojawia się również w Daredevilu, więc Bru nadal ma wpływ na tę postać. Zaś rozpoczęcie historii o Lady Bullseye daje serii z Mattem drugie miejsce. Dalej zaś X-Force, który jest jedynym tytułem z mutantami, który trzyma poziom od początku.

PuppetMaster: Wyróżniam Captain Britain And MI:13 - za pokazanie (wydawałoby się) zaprzepaszczonego potencjału postaci w tym tytule występujących, lekkie pióro, rysunki na poziomie i mnóstwo dobrych patentów.

kid777: Incredible Hercules, za dobre historie, świetnie prowadzone i odnowione postacie, żonglowanie mitologią, dobre rysunki, humor... wyróżnienie dla GotG.

Sky: Thor vol. 3, choć zaczął się w 2007, to i w tym roku jest nadal jednym z najlepszych komiksów Marvela.

Bertoluccio: Po długim zastanowieniu Thor vol. 3. Za odświeżenie spojrzenia na nordycką mitologię w Marvelu oraz relacje bosko-mieszczańskie. Zaraz obok niego Incredible Hercules za humor i pomysł na grecki aspekt Marvela. A na koniec Captain Britain and MI:13 za odnowienie brytyjskiego zakątka Marvela. Na wyróżnienie zasługuje za to niewątpliwie Thunderbolts za psychozę stworzoną przez Ellisa, chociaż potem seria spościła z tonu, oraz Ultimate Spider-Man trzymający jak zawsze wysoki poziom.

bastek66: Incredible Hercules - najlepszy komiks tego roku, brak słabych momentów. Blisko były Nova, GotG, X-Force i X-Factor.

Darth: Ten rok to właściwie rok "czarnych koni". Z czego najlepszy był komiks o greckim goliacie. Incredible Hercules to nadspodziewanie dobry i humorystyczny komiks. Oprócz genialnego Herca występuje również mały geniusz Cho, który znakomicie sprawdza się z nim w duecie. Ponadto jest nim masa gościnnych występów i solidna oprawa graficzna. Tuż za nim plasuje się najlepsza seria o mutantach, X-Force vol. 3. Kto przewidział, że jej poziom przewyższy wszystkie inne x-tytuły? Wyróżnienie otrzymują Daredevil vol. 2 oraz Capitan America vol. 5, chyba jedyne stare tytuły, które mnie nie zawiodły.


Mini-seria


avalony2.jpg

Demogorgon: W tym roku trwał prawdziwy wyścig o status najlepszej mini. Na prowadzenie wybijali się przez pewien czas Avengers i Invaders, ale zalała ich fala Marvel Zombies goniących Aarona Stacka. Sytuację próbowała wykorzystać Patsy Walker, ale zaatakował ją Namor, chcąc wciągnąć do głębi. Na pomoc nadbiegli jej ostateczni Hulk i Iron Man, a tymczasem na prowadzenie wysunęła się dwunastoosobowa grupa emerytów, po drodze tratując Fantastic Four i jakiegoś nieznanego androida. W końcu na finiszu pojawili się trzej zwycięzcy - The Twelve w kategorii najlepszej maxi-serii. Najlepszą mini-serią w dosłownym tego słowa znaczeniu zostaje Fantastic Four: True Story. Dodatkowe wyróżnienie dla świetnej mini Ultimate Human jako najlepszej mini świata Ultimate.

Gamart: Secret Invasion, jednak. Może i zawiodło, może i było przereklamowane, ale za te kilkanaście momentów, w których miałem ogromny nerdgasm, miniseria zasłużyła na ten tytuł. No dajcie spokój, Reed Richards wkur#$%#^ na maksa, który robi super_ekstra_skrulloniszczycielską broń? Hawkeye z łukiem? Iron Man, Cap i Thor znowu razem, ruszający na armię kosmitów, wrzeszcząc "Avengers Assemble!"? Do tego z armią złoczyńców?! Norman Osborn bohaterem? Nerdgasm kwantowo-skrullowy i nic tego nie zmieni.

Gil: Tutaj nominacje padły już dawno, więc dużych niespodzianek nie będzie. Pierwsze miejsce dla Fantastic Four: True Story za oryginalność, surrealizm i udowodnienie, że jednak można zrobić jeszcze coś dobrego z tą grupą. Miejsce drugie dla Captain Marvel vol. 5, w którym byliśmy skutecznie wodzeni za nos przez pewnego zielonka oraz finiszującej w tym roku Annihilation: Conquest. Na trzecim miejscu postawię Secret Invasion za całokształt wydarzenia i konsekwencje oraz Patsy Walker: Hellcat za to, że jest całkowicie pojechana. Wypada też wspomnieć o kilku dobrych adaptacjach komiksowych, które są osobną kategorią oraz o odstającej od wszystkiego serii Omega The Unknown vol. 2.

Hotaru: Mało brakowało, a bym pominął te tytuły, ale zaraz się zreflektowałem. Tylko dlatego, że każdy z numerów stoi na najwyższym poziomie, nie powinienem brać tego za pewnik. Dlatego typuję Dark Tower: The Long Road Home i nie zakończone jeszcze Dark Tower: Treachery. Marvel nie mógł wytypować bardziej odpowiednich osób do przeniesienia Mrocznej Wieży na komiksowe stronice. Ka-tet Petera Davida, Robin Furth, Jae Lee i Richarda Isanove'a oddycha powietrzem Midworldu. Wspomnę też dwie dość młode miniserie: Ender's Game: Battle School i Ender's Shadow: Battle School. Wiem, że po tak małej ilości wydanych numerów jest to trochę na wyrost, ale już przy pierwszym zetknięciu twórcom udało się mnie kupić. Zwykle jestem purystą, jeśli chodzi o adaptacje. Kręcę nosem, że "to wycięli", "tamto zmienili", a w przypadku adaptacji enderowych powieści - pomimo znaczących odstępstw od oryginału - wszystko mi się podoba. To naprawdę duży wyczyn. Ukłony należą się też Captain Marvel vol. 5 Briana Reeda i Annihilation: Conquest DnA.

Lokus: Choć jeszcze się nie skończyła, to jednak nie mam wątpliwości, że ten tytuł należy się Sub-Mariner: The Depths. W tym roku wyjątkowy nieurodzaj zapanował na dobre miniserie. Dorównać historii Milligana mógł tylko FF: True Story, ale mnie ostatecznie to nie przekonało.

Misiael: Ender's Game: Battle School - znów trochę na wyrost (miniseria wszak dopiero co wystartowała), ale ufam, że utrzyma dotychczasowy poziom.

Krzycer: Sub-Mariner: The Depths. Jeszcze się nie skończył, ale wierzę w Milligana. A jeśli wyłaniać tylko z miniserii zakończonych - bezapelacyjnie FF: True Story.

Undercik: Zachwalanego FF: True Story nie czytałem, dlatego zwycięscą u mnie jest Sub-Mariner: The Depths. Poza tym nie mam czego wybrać, bo jeśli chodzi o miniserie, to w tym roku była posucha na bardzo dobre, za to obrodziło w średniaki.

Zombie of MrG: Hmmm. Chyba wszyscy zapomnieli, że to datowane na 2008 jest. Niemniej Annihilation: Conquest. Bo kosmiczne crossy marvela są dużo bardziej interesujące niż te "naziemne". I Secret Invasion: Inhumans, dobra rzecz.

czarny_samael: Secret Invasion: Inhumans. W słabym crossie światełko w tunelu prowadzące do wielkich (mam nadzieję) zmian w kosmosie. Poza tym zwiększy wpływy BB, co mnie osobiście bardzo cieszy.

hitano: Pierwszeństwo Sub-Mariner: The Depths, drugie miejsce dla SI: Inhumans, w której to mini serii po raz pierwszy od dawna dostaliśmy dużo ciekawych rzeczy i zmian w Inhumans.

PuppetMaster: Patsy Walker: Hellcat - za odkrycie kolejnego talentu w rodzinie Immonenów.

kid777: Patsy Walker: Hellcat, mógłbym napisać jak przy tytule cyklicznym, tj. dobra historia, świetnie odnowiona postać, odwołania do mitologii, rysunki, humor...

Bertoluccio: Tutaj dołączam się do zachwytów nad mini-serią Sub-Mariner: The Depths. Prócz tego na wyróżnienie zasługuje Terror, Inc. vol. 2 za pokazanie, że nawet z najdziwniejszą postacią można zrobić świetny komiks, jeżeli wie się, jak się za nią zabrać.

bastek66: Właściwie to nic takiego zarąbistego w tym roku nie było, więc nominuję Patsy Walker: Hellcat i Marvel Zombies 3.

Darth: W tym roku naprawdę dobrych mini nie uświadczyłem. Cofnąłem się więc do początków roku, gdzie w końcu wytypowałem mini, które skończyło się jeszcze w 2008. Terror, Inc. vol. 2 to jedna z najlepszych niespodzianek, jakie mnie spotkały. Genialne przedstawiony bohater, prosta, ale wciągająca fabuła i najważniejsze - piękna, brutalna oprawa. Naprawdę świetna propozycja dla fanów mocnych wrażeń. Tuż za nim znajduje się Annihilation: Conquest, może nie tak świetne, jak Annihilation, ale nadal znakomite z masą rewelacyjnych okładek i oprawą graficzną. Wyróżnienie otrzymuje Captain Marvel vol. 5, będącym znakomitym prologiem do SI. Naprawdę nie miałem pojęcia, że można wskrzesić kogoś, nie przywracając go jednocześnie do życia. Wiem, brzmi to dziwnie, ale faktycznie tak jest.


Historia


avalony3.jpg

Black Bolt: Incredible Hercules #116-120, czyli "Sacred Invasion". Jak dla mnie to historia idealna. Bardzo dobre rysunki i jeszcze lepszy scenariusz, a wszystko to okraszone okładkami mojego ulubionego JRJR. Właściwie to nie ma się tam do czego przyczepić. Oby jak najwięcej takich historii.

Demogorgon:
Chciałem pominąć "Caged Angels" z Thunderbolts, bo myślałem, że w większości wyszła w zeszłym roku, ale się pomyliłem, wiec mogę wymienić ją z czymsty sumieniem. Po za tym ejszcze "Killed in Action" z Avengers: the Initiative oraz "New Ways to Die" z Amazing Spider-Mana. Aha, zapomniałbym jeszcze o "Lady Bullseye", która jest plejadą świetnych postaci - Dakota, Carlos, Master Izo, tytułowa przestępczyni, znowu Carlos......

Gamart: Thunderbolts #116-121 "Caged Angels". Ellis przedstawia nam paranoiczne przygody zespołu psychopatów. Tylko Ellis mogł to napisać. Tylko Ellis mógł to dobrze napisać. Ellis to napisał. Ellis ma pierwsze miejsce. Bullseye, Samson, Goblin. Zresztą każdy moment tej historii jest niesamowity. Wyróżnić jeszcze chcę Amazing Spider-Mana #568-573 "New Ways to Die" za to, że pokazało, iż Pająk nadal fajny jest, nawet w bagienku Brand New Day i Immortal Iron Fist #8-14 "The Seven Capital Cities of Heaven", które kopie tyłki w klasycznym stylu.

Gil: Tutaj laury zgarną jednak ci najwięksi, bo okazuje się, że mają coś na poparcie swojej renomy. Najwięcej radochy sprawiła mi przeciągająca się lektura "Caged Angels", która to historia może być komiksowym odpowiednikiem psychotycznego horroru. Dalej mamy "The Man Who Bought America" - epicką i bardzo skomplikowaną opowieść, która ostatecznie została ładnie zamknięta. Do kompletu dodam także "Sacred Invasion", w której nasze bóstwa pokazały obcym, czyje kung-fu jest silniejsze. A skoro o kung-fu mowa, to dorzucę "Seven Capital Cities Of Heaven" ex aequo na miejscu trzecim z "Hell Comes To Birmingham". Niech będzie, że dorzucę też częściowo zeszłoroczny "Messiah CompleX".

Hotaru: "Ultimate Spider-Man And His Amazing Friends" (Ultimate Spider-Man #118-120). Wiem, że to trochę dziwny wybór, ale te trzy numery dostarczyły mi tyle frajdy... to aż cud, ze podczas lektury nie zaśliniłem klawiatury. Bendis wykorzystał Spider-Mana, Human Thorcha, Firestar i X-Men w taki sposób, że nic nie było wymuszone. Każda akcja, każda linia dialogowa była autentyczna (na tyle, na ile to możliwe w komiksach o superbohaterach rozgrywających się w innej rzeczywistości...). Żeby dopełnić dzieła, Stuart Immonen dał z siebie wszystko. "Killed in Action" w Avengers: The Initiative #8-11 to ostatnia z historii, które naprawdę dobrze w tym tytule wspominam. Emotional punch był mocny jak nigdy, a trup słał się gęsto. Wolę nie pamiętać niczego, co wydarzyło się w tym tytule po numerze 11.

Lokus: "Angels and Demons" z X-Force vol. 3 #1-6. Świetna akcja i kilka dość niespodziewanych zwrotów akcji, Kyle & Yost naprawdę dobrze wprowadzili tę serię na rynek. Immortal Iron Fist numery 17-20 również bardzo dobre, a także tie-in do SI z serii Incredible Hercules. Wyróżnienie dla Captain Britain and MI:13 #1-4.

Misiael: Peany na cześć poszczególnych historii X-Men, Avengers i Daredevila zostawiam pozostałym - mi bardzo spodobała się historia "Dead wrong" from Runaways vol. 3.

Krzycer: "Unstoppable" z Astonishing X-Men. Długo czekaliśmy na finał, ale warto było, oj, warto... Messiah CompleX na drugim miejscu, "Sacred Invasion" na trzecim.

Underik: Tutaj wskażę dwie historie, które w 2008 roku nie były wydane w całości. "The 7 Capital Cities of Heaven" w Immortal Iron Fist, a także "Lady Bullseye" w Daredevil vol. 2.

Zombie of MrG: "Knowhere"z Novy. Wprowadził Cosmo. Jak coś może się równać z Cosmo?

czarny_samael: "Eyes Of The Fulcrum"z Eternals vol. 5. Wprowadzenie sensu dla istnienia Celestian, Fulcrum i wyjaśnianie zasad obecnego Uniwersum w przystępny sposób.

hitano: "Sacred Invasion" z kart Incredible Hercules to najlepsze, co ostatnio się pojawiło. Na wyróżnienie zasługuje początek Runaways vol. 3 od Terry'ego Moore'a.

PuppetMaster: "Sacred Invasion" - już bohaterowie gwarantują samograj, a poprowadzenie tego w tak fajny sposób nie pozostawia mi wyboru. Wyróżnienie dla "Get Mystique!" Jasona Aarona, wyciągające główną serię Logana z marazmu.

kid777: Guardians of the Galaxy vol. 2 #4-6 (inwazyjne) - za dobre, inne niż w innych tie-inach podejście do inwazji, ze nieprzerywanie wątków z głównej serii, wyróżnienie tym razem dla Herca, za to samo.

Sky: "See Wakanda and Die", jedna z moich ulubionych historii związanych z inwanzją. Super rysunki i akcja.

Bertoluccio: "Caged Angels" z Thunderbolts. Mistrzostwo świata pod każdym względem z kilkoma scenami, które z pewnością zasługują na miejsce w Top10 Najbardziej odjechanych sytuacji w komiksach superbohaterskich. Prócz tego nie można zapomnieć o "Unstoppable", gdzie finał pozwolił nam w pełni zrozumieć znaczenie tego tytułu.

Darth: A niech tam, typuję "Caged Angels" z Thunderbolts. Ellis ukazał w nim kwintesencję szaleństwa Osborna i większości T-boltsów. W dodatku dialogi oraz każda kolejna scena jest rewelacyjna i zapada w pamięć. Wyróżniam jeszcze "Angels and Demons" z X-Force vol. 3 za akcję i powrót Archangela oraz "Long Cold Dark" z The Punisher MAX(ostatni numer wyszedł jeszcze w 2008, jakbym się mylił, proszę poprawić) za krwawe i pamiętane starcie z Barracudą.


Pojedynczy zeszyt


avalony4.jpg

Black Bolt: Secret Invasion: Dark Reign, ponieważ mam po tym apetyt równie wielki, co po New Avengers: Illuminati i liczę na konsekwencje oraz rewelację podobnego kalibru.

Demogorgon: Thunderbolts #121 za Green Goblina. Na wyróżnienie zasługują też Daradevil: Blood of the Tarantula i Immortal Iron Fist #14.

Gamart: Mighty Avengers #12. Komiks, który miał wiecej wspólnego z sekretną inwazją, niż cała miniseria. Fury w świetnej historii szpiegowskiej, w której było czuć osaczenie i paranoję. Coś, co później już się nie pojawiło. Do tego niesamowity Maleev i Bendis w formie. Jeszcze wyróżnię 13. i 18. zeszyt tej serii, czyli te, gdzie pojawiali się Secret Warriors. Zespół ma duży potencjał, a Fury wielkie cojones. O, i jeszcze New Avengers #46, ot, bo po prostu świetnie mi sie czyta występy Hooda i jego zespołu. No i numer też bardziej sekretnoinwazyjny, niż Sekretna Inwazja.

Gil: Pierwsze, co mi przychodzi do głowy, to niedawny 1-shot She-Hulk: Cosmic Collision, a zaraz po nim Ms. Marvel Annual #1, X-Factor: Layla Miller i również świeży Secret Invasion: Dark Reign. To w kategorii wydań mniej-więcej specjalnych, natomiast jeśli chodzi o pojedyncze zeszyty serii, najbardziej zapadł mi w pamieć 118. numer Thunderbolts, 123. numer Incredible Herculesa i krótka historyjka "Vore" z Nova #10, Ms. Marvel #24 oraz finałowy numer Annihilation: Conquest.

Lokus: Hmm... Sam nie wiem. X-Men #207, czyli koniec Messiah Complex, lub X-Factor: Layla Miller. Kilka świetnych numerów w DD, Novie czy Captainie America, ale te dwa powyższe mi pierwsze do głowy przyszły, więc niech będą one.

Misiael: One-Shot Daredevil: Blood of Tarantula, jako że darzę postać Carlosa niejaką sympatią. Ponadto, jest to sama esencja Brubakerowskiego Diabełka.

Undercik: Tutaj wybór zdecydowanie jest najtrudniejszy, bo jak znaleźć ten jeden, ten wyjątkowy? Po dłuższym zastanowieniu uważam, że o ten tytuł mogą się ubiegać zeszyty: Daredevil vol. 2 #113 oraz Immortal Iron Fist #14.

hitano: Mighty Avengers #13 i stworzenie przez Nicka Secret Warriors. Drugie miejsce wychwalany już numer 207 z serii X-Men.

PuppetMaster: X-Factor: Layla Miller - przykład niesamowitego warsztatu PADa, łamiącego stereotypy na temat komiksów osadzonych w alternatywnych przyszłościach.

kid777: Guardians of the Galaxy #5 - jeden z nielicznych numerów, którym dałem 10/10, to była dobra robota.

Sky: Incredible Hulk vol. 3 #117. Zebranie całego panteonu bóstw ziemskich i wyprawa Bożego Oddziału. Piękny komiks.

Bertoluccio: X-Factor: Layla Miller.Choćby za samą pierwszą scenę.

bastek66: X-Factor: Layla Miller bardzo dobrze się czytało, wprowadził ciekawą postać - Ruby - tylko trzeba czekać na powrót Layli do teraźniejszości. Wyróżnienie dla X-Force vol. 3 #4 za powrót Archangela.

Darth: Tutaj króluje X-Factor. Konkretnie to X-Factor: Layla Miller, za Laylę i naprawdę świetną alternatywną przyszłość. Drugie miejsce przyznaję X-Factor: The Quick and The Dead, który rozlicza Quicksilvera za ostatnie wyczyny i ustala jego nowy status. Ponadto wyróżnienie dla Hulk vs. Hercules: When Titans Collide, bo to jedyna dobra pozycja z Hulkiem, którą miałem okazję oglądać w tym roku. A poza tym jest Herc.


Scenarzysta


avalony5.jpg

Black Bolt: Greg Pak w duecie z Fredem Van Lente, ale tylko w takim zestawieniu. Nie wiem, jak to działa, ale współpraca wychodzi im świetnie. Kiedy próbują własnych sił w pojedynkę, nie są już tacy dobrzy. Na wyróżnienie zasługuje też inny duet, który już od dość długiego czasu prezentuje wyśmienity, rzec można kosmiczny, poziom, mianowicie Dan Abnett & Andy Lanning.

Demogorgon:
No-brainer, cokolwiek to znaczy - Warren Ellis. Napisał genialnych Thunderbolts, genialne Ultimate Human, jeszcze genialniejsze, choć przerwane newuniversal: shockfront i pisze cudowne Astonishing X-Men (z fajną mini na dokładkę). Do tego udzielił fajnych wywiadów, wygrał Writer's Wrestling (Bendis? Kto to jest Bendis?) i lubi alternatywne rzeczywistości. Muszę tu też wymienić jeszcze jedną osobę, bo nie mamy kategorii dla najlepszej scenarzystki - a taką nagrodę powinna otrzymać Kathryn Immonen. A jakbyśmy mieli nagrodę dla największego cwaniaka wśród scenarzystów, zgarnąłby ją Jason Aaron, który konsekwentnie promuje siebie, przejmując komiksy po kompletnych ofermach i przywracając im dawną chwałę.

Gamart: Dan Slott. Za niesamowicie równą pracę w Avengers: The Initiative i najlepszego Spider-Mana od dawna. Brian Michael Bendis za całą Secret Invasion i początek Dark Reign. No i za te kilka świetnych numerów Avengersowych tytułów. I Paul Cornell, który mnie zaskoczył swoimi scenariuszami. Ellis mi podpadł słabszym Astonishingiem.

Gil: Pierwsze miejsce dla Petera Davida, który zdystansował przeciwników swoimi solidnymi jak beton zbrojony historiami w X-Factor i She-Hulk. Na drugim miejscu, ramię w ramię, Fred Van Lente, Mike Carey i Christos Gage. Pierwszy za udział w sukcesie Herculesa, ożywienie Marvel Zombies i Eternals Annual, drugi za niezłą jazdę w X-Men Legacy i stworzenie Klaudynki, a trzeci za hurtowe tworzenie fajnych, luźnych historyjek i robotę przy Inicjatywie. Trzecie zaś miejsce należeć będzie do duetów Abnett & Lanning za Novę i Guardians oraz Kyle & Yost za X-Force. Ubiegłoroczny zwycięzca, Bendis, miał w tym roku zbyt duże wahania formy, ale generalnie nadal nieźle mu idzie.

Hotaru: Dan Abnett i Andy Lanning za ich nieprzerwaną pracę nad kosmosem Marvela. Na wyróżnienie zasłużyli już samym Annihilation: Conquest, a oni do tego dorzucili Guardians of the Galaxy i obietnicę jeszcze czegoś lepszego w War of Kings. Ukłon w stronę Christophera Yosta, ale nie tyle za porządny X-Force, co za Ender's Game: Battle School oraz X-Men: Worlds Apart, dzięki któremu T'Challa trafi w odstawkę.

Lokus: No i tu mam kolejny problem, ale ostatecznie wygrywa Brubaker. Duże plusy dla Ellisa, duetów Kyle&Yost oraz Abnett&Lanning, Careya i moje małe wyróżnienie dla Aarona. Byłby tu jeszcze Bendis, ale niestety zachciało mu się pisać SI.

Misiael: I jak tu nie wytypować Brubakera? To, co robi z postacią Daredevila, przechodzi ludzkie pojęcie - historie są mięsiste i wciągające, nie obrażają inteligencji czytelnika i zostawiają po sobie apetyt na więcej.

Krzycer: nie ma jednego. Peter David spuścił z tonu w X-Factor, ale nadrabiał She-Hulk i X-Factor Special z Laylą. Ed Brubaker rządzi w Daredevilu i kozaczy z Buckym, ale chrzani Uncanny... Kyle z Yostem zaskoczyli nowym X-Force, choć wciąż tęsknię za ich New X-Men.

Undercik: Brubaker. Genialny Daredevil, genialne zakończenie runu w Immortal Iron Fist, bardzo dobry Cap, tylko Uncanny mu wyraźnie nie idzie, ale co tam. Na drugim miejscu PAD za bardzo dobre X-Factor i She-Hulk. Trzecie Yost i Kyle za najlepszą nową serię w tym roku, czyli X-Force. Wyróżnienia dostają Ellis za run w Thunderbolts oraz Bendis za Ultimate Spider-Man. Gdyby nie skopanie inwazji, to może byłby wyżej.

Zombie of MrG: Wyłamię się z hymnów na cześć Bru, bo ani DD, ani Iron Fist mnie z nóg nie powalają. Głos na duet Kyle & Yost, Slotta oraz niepokonanego PADa. Za to, że to, co piszą jest awesome i nie mają wpadek.

hitano: Bracia Knauf za to, co robią już od dłuższego czasu tak świetnie, a teraz szczególnie za piękne przywrócenie Eternals oraz PAD za X-Factor i She-Hulk. Oczywiście drugie miejsce dostaje Bru za DD i Capa. Natomiast trzecie miejsce dla duetu Pak i Van Lente i ich pracę przy Incredible Hercu. Wyróżnienie dla Abnetta i Lanninga za pisanie genialnych serii kosmicznych.

PuppetMaster: remis między PADem piszącym X-Factor i Dark Tower, a Paulem Cornellem skrobiącym Captain Britain And MI:13 i Fantastic Four: True Story. Po prostu nie mogłem wybrać między starym i sprawdzonym, a młodym (stażem w Marvelu) i obiecującym. Ale to i tak bój o drugie miejsce, bo numero uno w tym roku jest dla mnie Jason Aaron posiadający chyba moce podobne do Elixira, skoro był stanie wyleczyć zmasakrowanego przez Way'a Ghost Ridera, wykastrowanego przez Loeba i Guggenheima Wolverine'a i okaleczonego przez Hudlina Black Panthera.

kid777: Miał to być Slott, ale jednak nie, nagrodę dostaje... Fred Van Lente, za Herca, Marvel Zombies 3, Wolverine First Class...

bastek66: Peter David, najsolidniejszy scenarzysta tego roku, tylko czemu dostaje on takich słabych rysowników? Wyróżnienia dla genialnych duetów Pak & Van Lente, Abnett & Lanning oraz dla Jasona Aarona, dzieki któremu dało się czytać Wolverine'a i Ghost Ridera.

Darth: Po ciężkiej walce wygrywa Brubaker, za dwie bardzo dobre serie: Daredevil vol. 2 oraz Capitan America vol. 5. Tuż za nim plasuje się David za naprawdę dobrą She-Hulk oraz dobre X-Factor. Wyróżnień będzie sporo: Ellis za Thunderbolts, Kyle and Yost za X-Force oraz Pak and Van Lente za Herca. Ale szczególne wyróżnienie dla Aarona, który stara się przywrócić skazanym na pożarcie seriom choć część dawnego blasku.


Rysownik


avalony6.jpg

Black Bolt: Na pewno warto obserwować Khoia Phama. Wszak zdarzają mu się jeszcze potworne wpadki, ale jednak jego rysunki coś w sobie mają. Natomiast największym odkryciem tego roku jest dla mnie Arthur Adams. Fakt, że na przykład Ms. Marvel w jego wykonaniu, z tymi ustami i biustem, wygląda jak dmuchana lala, jednak ma to w sobie jakiś urok, który mnie przyciąga. Ta dbałość o szczegóły, rozróżnialne twarze i oldschoolowy klimat, podoba mi się. No i jak zwykle Jim Cheung, spod którego ręki chyba nigdy nie wyszło nic brzydkiego. Ten artysta jest tak dobry, że w moim odczuciu to on powinien rysować następny wielki cross Marvela.

Demogorgon
: W tym roku najbardziej do gusty przypadł mi Mike Deodato - nie tylko za świetnych Thunderbolts, ale też za pomysłowe i piękne okładki do She-Hulk i rysunki, dzięki którym dało się czytać Wolverine: Origins. Na gratulacje zasługuje też David Finch i Joe Madureira za fakt, że dzięki ich pracy był powód, aby czytać Ultimate Shity Loeba.

Gamart: Mike Deodato Jr. w tym roku udowodnił, że wielkim rysownikiem jest. Każdy jego panel z Thunderbolts to majstersztyk, a do tego dochodzą niezwykle pomysłowe okładki She-Hulk. Czekam na jego Dark Avengers. Dodatkowo Leonard Kirk [dodatkowo ma na imię jak Nimoy! <Vulcan salute>], za to, że nie wyobrażam sobie nikogo innego na jego miejscu w Captain Britain and MI: 13, a to tylko dobrze o nim świadczy. No i przypomina Oliviera Coipela, który w tym miejscu też dostanie wyróżnienie, bo mimo, że było go mało, to wykonał kapitalną robotę w Thorze. Na koniec jeszcze wspomnę o Marko Djurdjevicu za niesamowite okładki i niezły debiut "całohistoriowy" w Thorze i świetnych dwustronnicowych panelach Leinila Yu z Secret Invasion, po których to dostawałem takiego nerdgasmu.

Gil: Gdybym nie uparł się na początku, że oceniam tylko mainstream, znów byłby to Jae Lee za Dark Tower. Ale w tej sytuacji, laury zwycięstwa przypadną trzem rysowników o bardzo podobnym stylu, który przeżywa swój renesans dzięki nowej oprawie koloru i tuszu, a są to Steve Epting, Scott Eaton i Butch Guice. Miejsce drugie dla wciąż czyniącego ogromne postępy Patricka Zirchera oraz klimatycznych Alexa Maleeva, Lee Weeksa i Michaela Larka. Trzecie natomiast dla wyluzowanych Olivera Coipela i Chrisa Bachalo. Wyróżnienie dla Adriany Melo, jako rodzynki w tym gronie.

Hotaru: Czapki z głów dla Jae Lee i Richarda Isanove'a, którzy niezmordowanie czarują genialne pocztówki z Midworldu na łamach miniserii Dark Tower. Wyróżnienie dla Pasquala Ferry'ego za jego pracę nad Ender's Game: Battle School. Pozytywnie mnie zaskoczył nie tylko samymi rysunkami, ale też - a raczej przede wszystkim - projektami świata. Ogrom wykonanej przez niego pracy aż bije po oczach, a jego wizja okazała się kompletniejsza i sensowniejsza od tej, którą sam sobie wypracowałem podczas lektury powieści. Brawo!

Lokus: Jae Lee za Dark Tower, Coipel za Thora, ale dla mnie zwycięzcą jest Clayton Crain, którego uwielbiam już od czasów GR: The Road To Damnation, a w X-Force vol. 3 pokazał się z jeszcze lepszej strony.

Misiael: Jae Lee, który jest dla mnie feniksem odradzającym się z popiołów po kompromitacji w Ultimate Fantastic Four. Pamiętacie?

Krzycer: To chyba będzie Stuart Immonen za Ultimate Spider-Mana. Nie, czekajcie, David Aja za Immortal Iron Fista. Nie, wróć, to będzie drugie miejsce. Na pierwszym znajdzie się Chris Bachalo za bezprzymiotnikowych X-Men i historię "Blizzard" z Amazing Spider-Mana.

Undercik: Tu będzie ciężko, trudno wskazać zwyciezcę, więc wymienię najlepszych. Mike Choi za X-Force, duet Lark/Guardiano za genialną walkę w deszczu w Daredevil #113. Aja za Immortal Iron Fist.

Zombie of MrG: Caselli, najlepszy rysownik w Marvelu od dawna. Dla mnie bije Coipela, McNivena, Yu czy Fincha na głowę i życzę mu, żeby "next-big-thing" rysował właśnie on (za mało było w tym roku goodies od Bachalo).

hitano: Paul Pelletier za piękny warsztat w Guardians of the Galaxy. Drugie miejsce zaś dla Rafy Sandovala i jego genialnej pracy przy Hercu. Wyróżnienie dla Humberto Ramosa za przyłożenie się przy rysowaniu nowej serii Runaways.

PuppetMaster: Jeśli odrzucić kadydaturę Jae Lee (żeby nie było nudno) można też wspomnieć o Mike'u Choi. Jego okładka do X-Men #204 tak wzruszyła moją szorstką, samczą osobę, że wylądowała swego czasu na głównym ekranie mojej komórki. A tegoroczne numery Uncanny X-Men i X-Force spod jego ołówka również prezentują się przezacnie.

Bertoluccio: Olivier Coipel. Podobał mi się już w HoM, ale w pełni doceniłem go dopiero po New Avengers Annual #1. A to, co teraz pokazuje w Thorze udowadnia, że jest jednym z najlepszych rysowników w USA. Wyróżnienia należą się za to dla Patrica Zichera, który zdecydowanie za mało rysuje (ostatni numer Terror, Inc. oraz połowa 3 oneshotów z Thorem przez cały rok to prawie nic) oraz Marko Djurdjevica. Z tym ostatnim czekam na jakąś miniserię, którą namaluje tak, jak te wszystkie genialne okładki.

bastek66: Mike Choi, strasznie bym chciał, żeby już zawsze rysował X-Force. Również bardzo spodobały mi się w tym roku rysunki Marka Brooksa i Stefano Caselliego.

Darth: Zdecyduję się na duet Lark and Guardiano. Jeszcze przed paroma tygodniami typowałbym Craina i jego super nastrojowe X-Force. Ale świetna walka w deszczu przesądziła sprawę. Dodatkowe wyróżnienie dla Caselliego, którego styl bardzo mi się podobał przez cały jego run w Avengers: the Initiative.


Okładka


avalony7.jpg

Black Bolt: Dobry to rok był dla okładek, oj dobry. Jak zwykle kilku artystów pokazało, że potrafi trzymać stały, wysoki poziom, jednak moim numerem jeden okładka do Secret Invasion: Inhumans #1 autorstwa Stjepana Sejica. Tutaj mamy nie tylko wspaniałe wykonanie, ale i wymowę streszczającą całą t miniserię. Cud, miód i golizna.

Demogorgon:
Ciężki wybór. Wszystkie Mike'a Deodato były świetne, podobały mi się też okładki Djurdjevica, ale w końcu padło na jedną - Secret Invasion: Thor #1, bo po pierwsze akcja wprost wylewa się z papieru na świat rzeczywisty, a po drugie to kwintesencja Secret Invasion - Skrullowie dostają łomot od Thora! Urzekła mnie też jeszcze jedna okładka - Annihilation: Conquest #5, czyli kwintesencja słowa "awesome".

Gamart: Najlepsza była zdecydowanie ta z Immortal Iron Fist #16. Niesamowity klimat starych filmów sensacyjnych. Wyróżnić natomiast muszę X-Infernus #1 za niezwykle seksowną Magik, Daredevil #111 Aji, Wszystkie okładki Mike'a Deaodato Jr. [szczególnie tę z She-Hulk #28] i Marko Djurdjevica [Thunderbolts #119]. I jeszcze Black Panthera #35 za klimat.

Gil: Przejrzałem całe roczne archiwa i ogólnie chciałbym powiedzieć, że poziom okładek rośnie, a najlepszą kolekcję znów zebrały Ms. Marvel i She-Hulk oraz nowa w tym towarzystwie X-Force. Trzeba jednak wskazać coś konkretnego, więc niech będzie tak: Pierwsze miejsce dla Ms. Marvel #24, Annihilation: Conquest #5 i Thunderbolts #126. Drugie dla She-Hulk #29, X-Force #7 i Thunderbolts: International Incident, a trzecie dla Amazing Spider-Man #556, Magneto Testament #1 oraz DoN: Devil-Slayer #1.

Hotaru: Annihilation: Conquest #5 wyczarowana przez Aleksi Briclota. Nie chcę się powtarzać, dlatego przytoczę to, co na temat tego cudeńka napisałem w Pulsie: "Nie chcę brzmieć jak jakiś nastoletni podekscytowany półgłówek, ale ten rysunek to naprawdę mistrzostwo świata. Genialna gra światła i cienia, oddanie ograniczonej przejrzystości powietrza, arcypiękne szczegóły postaci Ultrona czy też mechanizmu nad jego głową (jaka szkoda, że w wersji przeznaczonej do sklepów przesłoni go logo tytułu), przecudowne efekty specjalne - miodzio. Gdybym dorwał ten rysunek w rozmiarach 1,5 x 2 metry, to bym go sobie powiesił na ścianie. Jeśli szukaliście idealnej komiksowej okładki, nie szukajcie dużej - oto ona."

Misiael: Nie wiem, jak to jest z wami, ale ja lubię być zaskakiwany. Nie muszą to być jakieś wstrząsające zaskoczenia, ale jakieś lekki i w rozsądnych odstępach czasowych - czemu nie? Marvel zaskakuje bardzo rzadko - zazwyczaj wydawnictwo jedzie równo po tym, co pokazują im rozmaite prognozy, przewidywania... Czasem jednak i Dom Pomysłów potrafi wywołać uśmiech zadowolenia z przerwania rutyny. Chodzi mi tu o Variant Cover trzeciego zeszytu "Zdrady Mrocznej Wieży". Zaskok niesamowity. Baśniowa okładka wykonana przez Ferry'ego (ilustratora "Gry Endera") tak odmienna stylistycznie od "gotyckich", mrocznych i posępnych wizji Lee. Gładka, gruba kreska, lekko mangowa stylistyka i jednolite, nasycone kolory po prostu powalają. I jeszcze ta głowa kruka nad Wieżą przypomina mi logo dodatku do drugiego Gothica. Całość jednoznacznie kojarzy się za to z grą Fable i - trochę mniej - z japońskimi rpg. Pasqual Ferry pokazał, że potrafi tworzyć niesamowite, klimatyczne ilustracje. Jakby ktoś z szefostwa Marvela trochę pomyślał, to przydzieliłby Ferry'emu jakąś niebanalną, baśniową historię do ilustracji. Zresztą, co ja się będę produkował - obejrzyjcie sami!

Krzycer: Immortal Iron Fist #16 - zapadła mi w pamięć bardziej, niż jakakolwiek inna.

Undercik: Immortal Iron Fist #16 - genialne, proste, czytelne, odnoszące się do treści komiksu (33). Po prostu arcydzieło.

czarny_samael: X-Force vol. 3 #6 + wywarła na mnie ogromne wrażenie, kiedy ją zobaczyłem, od razu myślałem o niej w kontekście jakiegoś głosowania.

Sky: Thunderbolts #126. Ładny efekt zbitego lustra i pokazanie całego zespołu z różnych okolicznościach.

Bertoluccio: Najbardziej zapadła mi w pamięć w tym roku okładka Stjepana Seijica z Secret Invasion: Inhumans #1. Pięknie namalowana i w poruszający sposób pokazująca nam, o czym przyjdzie nam czytać. Wyróżnienie dla każdej okładki Marko Djirdjevica (zwłaszcza z Magneto: Testament).

Darth: Jeśli chodzi o okładki, ten rok był bardzo obfity. Po przejrzeniu wszystkich za najlepsza uznałem ex equo Thunderbolts #126 za efekt rozbitego lustra i sposób narysowania postaci oraz Annihilation: Conquest #5 za fenomenalnie wykonanego Ultrona. Wyróżnienie dla She-Hulk vol. 2 #32 ponieważ jest pomysłowa oraz dla Daredevil vol. 2 #105, sam nie wiem, czemu.


Postać męska


avalony8.jpg

Black Bolt: Niewątpliwie numerem jeden tego roku jest Hercules. Został on dość niedawno wyciągnięty niemal z niebytu i dzięki kilku fantastycznym komiksom stał się bożyszczem narodu. Ani nie jest najmądrzejszy, ani najsilniejszy, jednak to coś w sobie ma. Od alkoholu nie stroni i chyba najwięcej podbojów miłosnych w tym roku zaliczył. Jednym słowem, idealne odrodzenie bohatera.

Demogorgon:
Wielu było kandydatów w tym roku, ale między nimi szczególnie jeden przypadł mi do gustu. Były przestępca, którego uwielbiam coraz bardziej z każdym numerem Daradevila. Wiecie, nie jestem gejem, ale gdybym był, bez wątpienia zakochałbym się w panu LaMuerto, czy też, jak kto woli - Black Tarantuli. Zdystansował on wszystkich tegorocznych przeciwników, w tym luzackiego Herculesa i niesamowitego jak zawsze Aarona Stacka.

Gamart: Zdecydowanie Nick Fury. Miał najlepsze pojedyncze numery tego roku w Mighty Avengers, rządził w inwazji i pokazał, że jest ultimate bastardem, a jego akcje to pure awesomeness. Uwielbiam jego wejście z giwerą i Secret Warriors, żeby kosić Skrullów. No i on jest jedynym, który dosłownie "wydymał" Skrullów. No, może jeszcze Hank Pym pod to podpada. Wyróżnię też Iron Mana za to, że jego postać cały czas ewoluuje w ciekawym kierunku i naprawdę mi się przyjemnie czytało jego przygody w tym roku, dodatkowo na sam koniec roku zafundował sobie odkupienie w oczach niektórych czytelników tym wykradnięciem bazy danych o superbohaterów z łap Osborna. Mimo, że dostaje cały czas od życia, to należy się facetowi szacunek, bo on tylko chciał dobrze. I Batman, dla zasady ;P

Gil: Nie ma chyba wątpliwości, że bohaterem roku jest Hercules, który z nicości wskoczył na szczyty popularności i udowodnił wszystkim, jak silną jest postacią, a pomógł mu w tym nieznacznie jego eromenos i szczeniaczek. Coraz lepiej radzi sobie też Peter Wisdom, a także kumpel jego imiennika - Drax. Stale w dobrej formie jest Cage, a pod względem nagłego skoku badassostwa trzeba wyróżnić Archangela, który znów stał się metalowcem.

Lokus: Daredevil - szczęściarz, jeśli chodzi o scenarzystów, którzy świetnie potrafią pisać jego przygody. Ponadto wyróżniam Herculesa za poczucie humoru, Thora, Madroxa i drugiego spośród mutatów, czyli Nightcrawlera.

Misiael: Rzecz jasna Daredevil - nie muszę chyba tłumaczyć, dlaczego? Ponadto nieźle poczyna sobie nowy Capitain America i oczywiście Hercules.

Krzycer: Drax the Destroyer. "Zabił wszystkich na tej stacji!" "Tak, ale tylko na chwilę..." A poza tym Jamie Madrox i Danny Rand.

Undercik: Iron Fist (Dany Rand) i jego kumpel Daredevil, obydwaj sobie dobrze poczynają. Dany nie stracił za wiele na zmianie scenarzysty. Jednak Bru odczuwa stratę Iron Fista i umieszcza go w serii Daredevil, co na złe nie wychodzi.

hitano: Matt Murdock, bo w życiu prywatnym jak, i bohaterskim, dzieje się wiele. Na drugim miejscu Danny Rand oraz Luke Cage, bo mają za przyjaciela Matta, a i sami są dobrze prowadzeni w seriach, w których występują.

Bertoluccio: Trudno mi zdecydować, ale niech będzie Cyclops, bo ciągle fajnie ogląda się go z dużymi cojones. Wyróżnienie dla Starka, bo ten rok był dla niego ciężki, a następny zapowiada się jeszcze gorzej (a dla nas, sadystycznych czytelników, jeszcze lepiej).

Darth: Hercules, z zapomnianej, trzecioplanowej postaci, pojawiającej się od czasu do czasu, staje się powoli moim idolem. Wyróżnienie dla Draxa za akcję z wykryciem Skrullów i coraz bardziej podobającego mi się Black Tarantulę. Czekam chociaż na mini z ich udziałem.


Postać żeńska


avalony9.jpg


Black Bolt:
Niech będzie Shadowcat oraz Emma Frost. Przez cały czas ładnie między nimi iskrzyło, a scena z Secret Invasion: Dark Reign daje nadzieję, że to jeszcze nie koniec.

Demogorgon: Znów bez zastanowienia, może być tylko jedna zwyciężczyni - Patsy Walker, Hellcat!!! Zdeklasowała wszystkie rywalki, w tym Dakothę North, Atenę czy Mantis.

Gamart: Veranke za upór i Madame Masque, bo jest idealną partnerką dla Hooda i wie, jak poprawnie wykonać przesłuchanie w stylu "zły glina, zły glina".

Gil: Rok ma także jedną zdecydowaną faworytkę wśród postaci żeńskich, a jest nią debiutantka, która z miejsca ukradła serca fanów (a przynajmniej moje) - Faiza Hussain. Tuż za nią uplasowała się inna złodziejka sytuacji - Mantis, a na drugim miejscu towarzyszy jej tripująca Patsy Walker. Trzecie miejsce to solidna jak diament Emma Frost, zielona jak jadeit She-Hulk i aspirująca do miana najlepszej Ms. Marvel.

Hotaru: Kitty Pryde. Nie tylko za całość runu Whedona w Astonishing X-Men. A fakt, że po wykonaniu najważniejszej roboty w swojej superbohaterskiej karierze zniknęła w czeluściach kosmosu (swoją drogą, fajnie by było, gdyby pocisk przemknął gdzieś w tle którejś z bitew War of Kings...) sprawił, że po tym wydarzeniu już żaden scenarzysta nie zdołał jej zeszmacić. To także głos na Kitty Pryde w uniwersum Ultimate, która wyrwała się ze szponów Kirkmana, kiedy jeszcze był po temu czas.

Lokus: Faworytka mogła być tylko jedna: Emma Frost, chociaż zapewne piszę tak, bo nie miałem jeszcze okazji dorwać zachwalanej przez wielu z was miniserii Patsy Walker: Hellcat. W każdym razie aktulnie jak dla mnie Emma to jedyna babka z całym 616, która zasługuje na to wyróżnienie.

Krzycer: Layla Miller. Wiem, ledwo co ją widzieliśmy. I co z tego? Do tego Kitty Pride, której przez jakiś czas nie zobaczymy, a która na wzmiankę zasłużyła.

Undercik: Ms. Marvel. Czemu? Sam nie wiem, czemu, najbardziej mi zapadła w pamięc, to chyba przez jej dialogi. Na drugim miejscu Emma Frost, za całokształt.

czarny_samael: Emma Frost. Ma obecnie najsilniejszy wpływ na wydarzenia w Marvelu spośród kobiet, do tego jej charakter i role, które przyjmuje są znaczące.

hitano: Kitty Pryde, bo jak na razie jej długo nie zobaczymy, a scena odejścia była przepiękna. Wyróżnienie dla Dakoty North, bo babka pokazała pazurki, jak i uczucie.

kid777: She-Hulk, trzyma poziom zielonych, a w przyszłym roku może nie być okazji, do jej nagrodzenia.

Bertoluccio: Emma Frost. Nawet nie będę pisał, dlaczego. Wyróżnienie dla Faizy Hussain, bo dziewczyna ma spory potencjał na rozwój w przyszłości. No i nie zapominajmy o Layli Miller. W tym roku było jej zdecydowanie za mało. Jak PAD tego nie naprawi w przyszłym, to się obrażę.

Darth: Zdecyduję się na Kitty Pryde, bo jej odejście było naprawdę piękne i niestety minie jeszcze trochę czasu, nim powróci. Poza tym jeszcze Emma Frost, za charakter i spory wpływ na universum. Jeszcze wyróżnienie dla Cloud 9, która stała się żeńską wersją Punishera, głównie za jej akcje z Skrullami i K.I.A.


Villain


avalony10.jpg

Black Bolt: Aż miałem wątpliwość, czy umieścić go wśród tych dobrych, czy złych, bo mówię tutaj o obecnym bohaterze całej Ameryki, czyli Normanie Osbornie. Zawsze uważałem go za jakąś tam postać związaną tylko ze Spider-Manem, a tu nagle wyrasta on na głównego łotra uniwersum. Teraz tylko patrzeć i czekać, kiedy w końcu wybuchnie i obnaży swój prawdziwy charakter przed całym światem. Równie wielki postęp zaliczył Hood, przez co zacząłem interesować się nim, jak i podległą mu ferajną drobnych opryszków.

Demogorgon:
Oddajmy głos naszemu tegorocznemu zwycięzcy:
"Na nikogo nie można liczyć w dzisiejszych czasach. Wszyscy są zbyt zajęci czytaniem o umierających gwiazdach popu i portkach Iron Mana. Sam muszę walczyć ze wszystkimi rękożernymi niedorozwojami, zielonymi paskudami, które zapominają, że potrafię umieszczać bomby nie tylko w dyniach i kretynkami, które powinienem zrzucić z mostu w pierwszej chwili, kiedy tylko je ujrzałem. Ale nie martwcie się, bo oto nastał nowy dzień. Oto jak teraz będzie: Nazywam się Norman Osborn, to jest mój kraj."

Gamart: Hood, zdecydowanie. Podoba mi się niesamowicie konspekt tej postaci i działania. Facet nie musi mieć ubzduranego doktoratu, żeby zatrząść światem bohaterów. Ot, zwykły oprych, w którego łapy wpadł magiczny kaptur i który potrafi trzeźwo myśleć. Nawet jego udział w Secret Invasion jest nieźle wyjaśniony tym "musimy wpier$%#$%^ tym Skrullom, bo jak nam Ziemię rozpitolą, to nie będziemy mieli czym rządzić". Tak, idealny przeciwnik dla Avengers razem z tą swoją kuriozalną zgrają podejrzanych indywiduów. Wyróżnić też trzeba Normana Osborna, bo w końcu ma całą Amerykę dla siebie.

Gil: Nie można nie docenić Red Skulla za zorganizowanie skomplikowanej, wieloplanowej intrygi, sięgającej szczytów władzy. Nie można odmówić sukcesów Normanowi Osbornowi, który w końcu dopiął swego i zgarnął właściwie całą władzę. Można wspomnieć też o Skrullach, którzy jak by nie patrzeć sporo namieszali, albo o Hoodzie, który wysoko podskoczył... Ale złoto i tytuł mojej złej ulubienicy otrzymuje Klaudynka, znana również jako Miss Sinister. Za samo istnienie.

Lokus: Veranke - w końcu wywołała kolejne wydarzenie, "które zmieni wszystko na zawsze". Plus dla Hooda, Vanishera i oczywiście dla Claudine.

Misiael: Norman Osborn, który ostatnimi czasy wiele zyskał w moich oczach - już od dłuższego czasu nie mogę wyjść z podziwu, jak z takiej oklepanej z każdej strony postaci można było wycisnąć nowe soki?

Krzycer: Norman Osborn. Ale nie manipulator Bendisa, tylko szaleniec Ellisa, zakładający kostium pachnący "blondynkami, śmiercią i zwycięstwem" i dyktujący przemówienia nago.

Undercik: To był rok Normana Osborna. W Thunderbolts był napisany wspaniale. Do tego dochodzi fakt, że dostał teraz władzę. Jeżeli Goblinek będzie dalej tak trzymał w przyszłym roku (na co się zapowiada), znów zdobędzie Avalona.

Zombie of MrG: Osborn... nie. Osborn z początku roku - jak najbardziej. Ale ten z SI już mniej. Brkowało jakiegoś uber-złego w tym roku, dominują odcienie szarości i polityki. Więc: Frosty The Fireman. Jedna z rzeczy, które się Wayowi udaly.

czarny_samael: Norman Osborn. To on wygrał w tym roku. Jego zwycięstwo odbije się echem na całej planecie, a takiego zwycięstwa któregoś z Villainów to ja nie pamiętam.

hitano: Hood to dla mnie numer jeden. Czekam na decyzję Marvela, aby dać serię z tym villainem. Potem Norman Osborn, bo jednak będzie badassem uniwersum Marvela po SI. Wyróżnienie dla Lady Bullseye.

PuppetMaster: Norman Osborn - za monolog u Ellisa. Poza tym, skoro teraz trzęsie wszystkim, to trochę wazeliny nie zaszkodzi.

kid777: Hood, jeszcze ma potencjał (choć mniejszy, niż za czasów Vaughana i jeszcze mniejszy odkąd ujawniono, że stoi za nim Dormammu) i może namieszać.

Bertoluccio: Veranke, bo fanatyczna księżniczka to była dla mnie najciekawsza postać całego SI.

Darth: Myślałem o Osbornie, ale wpadli jacyś goście z H.A.M.M.E.R. i wytłumaczyli mi, że jest on bohaterem. Więc głos na Veranke za odważny, przemyślany, ale słabo poprowadzony plan podboju Ziemi. Ponadto wyróżnienie dla hosta Dormammu - Hooda i jego syndykatu, który nie rozpadł się po pierwszej wpadce.


Scena


avalony11.jpg

Black Bolt: X-Men #207 i znikające ciało Xaviera. Ta scena była tak zaskakująca, że nawet nie zauważyłem jej za pierwszym razem. To było na samym początku roku, a na końcu równie intrygujące było Secret Invasion: Dark Reign i to, kim Norman Osborn straszy swoich gości. Warto też wspomnieć osławiony już okejos Herculesa z Incredible Hercules #122. Pełna uroku i humoru scena. Chciałoby się jeszcze dorzucić coś z Secret Invasion, ale jednak ogólne wrażenie zatarło dobre sceny z tego crossa.

Demogorgon:
Ta i ta z Thunderbolts #121. A do tego jeszcze masa innych, jak goły Herc uciekający przed Amazonkami z
Incredible Hulk #123, czy płonący Carlos LaMuerto w Daradevil: Blood of the Tarantula.

Gamart: "Avengers Assemble" Iron Mana gdy prowadzi bohaterów i złoczyńców do walki ze Skrullami. I w ogole większość akcji bitewnych z Secret Invasion. Do tego każda scena Ellisowych Thunderbolts. Norman wbijający flagę amerykańską w Skrulla w stylu "Raising the Flag on Iwo Jima"? Fury i Hood odkrywający infiltrujących Skrullów? Clint strzelający do Veranke? Dużo dobrych scen było w tym roku.

Gil: Pierwsze miejsce dam nerdgastycznej scenie, w której padły pamiętne słowa "Well, my god has a hammer!" oraz oczywiście potężnemu, heraklejskiemu okejosowi. Podobała mi się także scena, w której Crystal animuje pomnik Black Bolta w walce ze Skrullami, sposób w jaki Wisdom zatrzymał inwazję na wyspy brytyjskie, to jak Drax zabił na chwilę wszystkich w Knowhere, buziaczki Parkera i Jamesona oraz reakcja Namora na widok Lokinki. Z pewnością było też wiele innych scen, które umknęły mi z powierzchni świadomości.

Hotaru: Ostatnia rozmowa Kitty i Emmy. Whedon od początku podążał w tym właśnie kierunku, budując ku temu przez dwadzieścia-kilka numerów, a kiedy wreszcie nadeszła na to pora, okazało się jeszcze lepsze, niż mogłoby się wydawać po tych hintach. Czapki z głów.

nietendon: Dakota w #107 Daredevila zostaje natrzaskana po swej ślicznej buzi przez niezidyntyfikowanego zbira. Co panna North robi w następnym zeszycie? Poświęca dzień na poznanie tożsamości napastnika, następnie odnajduje go na ulicy i... tu zaczyna się ów genialna scena. "Hey, Moss! Think fast!" i paf bejsbolem po kasku kanalii! Potem jeszcze raz! Potem nawet mu broń odbiera (bo to agent federalny jest, co bohaterka kwituje obojętnym "I know. I don't care.") Uwielbiam tę dziewczynę. Bang bang! Dakota pwns.

Lokus: Tu chyba będzie u wielu osób zgodność: zabójczy okejos Herca. Dawno nie śmiałem się tak przy komiksie (znaczy nie z jego durnoty). Ponadto zakończenie Thunderbolts #124 było naprawdę twarde.

Misiael: Długo szukałem jakiejś dobrej sceny w SI, ot tak, żeby choćby raz spojrzeć na ten event w pozytywnym świetle i wychodzi mi, że najciekawsze były występy Kaczora Howarda.

Undercik: Okejos Herca. Kultowa już scena, przytaczana w każdym pojedynku Herca w Gentelmen's Game. Zapada w pamięć i to bardzo. Na drugim miejscu: występy Howarda w SI. Trzecie miejsce zaś otrzymuje ostatnia strona z Ms. Marvel #31 "And what I need to do... Is kill Norman Osborn" Siedziałem wpatrzony w tę scenę jakąś minutę. Gdyby zostało to wydane po Dark Reign, spojrzałbym, przeczytał i zero zaskoczenia, a tak był wytrzeszcz.

Zombie of MrG: Grill w Avengers: Initiative #16. Okejos jest cudowny, ale za pierwszym czytaniem tego numeru Herca - w ogóle go nie zauważylem. Mea culpa.

czarny_samael: Pojawienie się Archangela w X-Force vol. 3 #4. Próbowałem na siłę wymyślić coś innego, ale jak już wspomniałem na forum - to właśnie zrobiło na mnie największe wrażenie i nadzieję na powrót jednego z moich ulubieńców.

kid777: Hank Pym ujawnia, że jest Skrullem, chyba najistotniejsza scena z punktu widzenia zasięgu inwazji, poza tym poświęcono mu dwa niezłe numery wspominek, przyczynił się do śmierci Wasp i rozchlapał Fantastica.

Bertoluccio: Monolog Normana podczas zakładania stroju goblina, który pachnie "blondynką, śmiercią i zwycięstwem".

Darth: Oczywiscie monolog Osborna, a właściwie wszystkie sceny z Osbornem autorstwa Ellisa. Ponadto już klasyczny gest Herca oraz Drax "zabijający" całą stację.


Wydarzenie roku


avalony12.jpg

Black Bolt: Na szczęście i tutaj wydarzyło się dużo. Przede wszystkim filmowa ofensywa Marvela i to wielce udana. Dwa kinowe hiciory - "Iron Man" oraz "Incredible Hulk" - to w końcu takie adaptacje, na jakie wszyscy czekamy. Zacni aktorzy, dobre scenariusze i zapierające dech w piersi efekty specjalne. Nawet niedawny "Punisher: War Zone" bardzo mi się podobał, mimo iż zbierał nienajlepsze recenzje i jest zupełnie, ale to zupełnie różny od tych wcześniej wspomnianych. Ale to nie wszystko, były jeszcze świetne serie animowane. "Spectacular Spider-Man" oraz "Wolverine and the X-Men". Obydwie lekko straszą animacją, ale nadrabiają całą resztą. Nawet owa animacja po pewnym czasie przestaje przeszkadzać. Niewątpliwie na plus Marvelowi można też zaliczyć mniejsze crossy - Annihilation: Conquest oraz Messiah CompleX. Kiedy oni w końcu zauważą to, co już wszyscy na około wiedzą - że ograniczone crossy wychodzą im świetnie, a te wielkie rozdmuchane sztucznie na całe uniwersum nie spełniają pokładanych w nich nadziei, właśnie z powodu tego sztucznego rozdmuchania? Już niedługo zobaczymy, czy Marvel uczy się na własnych błędach, bo właśnie rozpoczyna się Dark Reign.

Demogorgon:
Final Crisis, ale to niestety nie to wydawnictwo ;P. Chcę być uczciwy, więc nie powiem o żadnym wielkim wydarzeniu, którego ponad połowa wyszła w zeszłym roku. Czyli nie powiem Annihilation: Conquest ani Messiah CompleX. Zostaje mi tylko Secre.....wolne żarty. Wiecie co? Zapomnijcie, co mówiłem powyżej. Jak mam do wyboru między uznaniem Secret Invasion za najlepszą rzecz w roku, a złamaniem własnych zasad, to wolę to drugie - najlepszym wydarzeniem roku jest finał Annihilation: Conquest!

Gamart: Secret Invasion, bo sobie całe uniwersum podporządkowało i premiera "Iron Mana", który okazał się filmem wspaniałym i pokazał, że z ekranizacji komiksów można jeszcze dużo wyciągnąć.

Gil: Na przekór rozczarowaniom i słabościom wykonania, wciąż uważam, że pozytywnym zjawiskiem są duże eventy, które dotykają szerokich obszarów świata Marvela. Raz, że wywołują odpowiedni szum i zwracają uwagę na komiksy (patrz: reklamy SI w najlepszym czasie antenowym), a dwa, że pomagają także utrzymać jakiś porządek w tym świecie. Prawda, że niektórym mieszają szyki, ale innych powstrzymują przed robieniem większych głupot. Na przykład taka Inicjatywa w praktyce sprawdziła się całkiem dobrze, więc miejmy nadzieję, że tak samo będzie z Mrocznym Reżimem.
Jeśli natomiast chodzi o zjawiska okołokomiksowe, to trzeba podkreślić fakt większego zaangażowania Marvela w produkcje filmowe, który wpłynął na ich poziom i pozwolił na stworzenie nowego, spójnego uniwersum.

Hotaru: Finał Annihilation: Conquest. Świetnie poprowadzony event, który dał początek równie dobrym Guardians of the Galaxy, i który rozstawił większość figur przed nadchodzącym w przyszłym roku War of Kings. Mimo wszystko rozważałem też odnotowanie Secret Invasion, ale jedyne uzasadnienie, jakie mi przychodzi do głowy, to "ponieważ się skończyło", a to raczej nie pasuje w tej kategorii.

Lokus: SI? Nieee. Hulk po WWH? NIEEE! Dla mnie wydarzeniem roku jest zakończenie Messiah Complex. Więcej jak dla mnie znacznie ciekawszego się nie stało.

Misiael: Bezapelacyjnie zakończenie Mesjasza. Jeśli istnieje jakiś święty od komiksów, to ja będę się do niego modlił o więcej takich iwentów - kameralnych, ale jednocześnie niesamowicie miodnych - a mniej tych rozdmuchanych superprodukcji typu SI (mi się to już przejadło, a wam?)

Krzycer: A jednak Secret Invasion... Bo co by nie mówić - wydarzenie to było spore.

Undercik: Zakończenie SI i początek Dark Reign, czyli kolejne wielkie zmiany. Które zapowiadają się bardzo ciekawie.

Zombie of MrG: Wszystko, co prowadzi do War of Kings.

hitano: Nie SI, również nie sam Messiah Complex, a jego perturbacje, czyli przenosiny X-Men do Cisco, tym samym całe Manifest Destiny, mimo że nie wszystko podpięte do tego eventu wypadło tak, jakbym chciał.

Bertoluccio: Dark Reign, bo to rewolucja, jakiej się nie spodziewałem na skalę całego Marvel Universum. Nieważne, że pewnie skończy się jak z SI, ja wierzę, że nie tym razem nie zmarnują potencjału.

bastek66: Secret Invasion, bo przyniosło Dark Reign - będzie się działo.

Darth: Niech pomyślę. Na pewno nie SI. Więc może początek Dark Reign? Ma to spory potencjał i naprawdę może się udać, lękam się trochę o wykonanie... Więc dobra, niech będzie koniec Messiach Complex oraz Annihilation: Conquest, bo czytało się naprawdę dobrze i wywołały spore następstwa w kosmosie i świecie mutantów.



Zgadzacie się z zaprezentowanymi opiniami, a może wręcz przeciwnie? Zapraszamy do dyskusji o powyższych typach na forum, w temacie Avalony 2008.
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.