Avalon » Publicystyka » Artykuł

Annihilusy 2008

Miniony rok w Marvelu rozpoczął się jak zwykle burzliwie, czyli od wprowadzenia Secret Invasion, któremu w większej lub mniejszej mierze podległy prawie wszystkie pozycje z Uniwersum 616. Pod znakiem zielonych ludzików upłynął praktycznie cały rok, przy okazji dostarczając kolejnych gniotów spod ręki Loeba, a kończąc na nowym porządku świata wraz z Dark Reign i mocnym "renamentem" w Ultitmate za sprawą Ultimatum wspomnianego słabego w tym roku scenarzysty. Tak oto nadeszła pora na coroczne podsumowania, które zwyczajowo rozpoczynamy od przedstawienia tych najgorszych pozycji/postaci/scen mijającego roku. Przed Wami Annihilusy roku 2008.

Annihilusy 2008


Miniony rok w Marvelu rozpoczął się jak zwykle burzliwie, czyli od wprowadzenia Secret Invasion, któremu w większej lub mniejszej mierze podległy prawie wszystkie pozycje z Uniwersum 616. Pod znakiem zielonych ludzików upłynął praktycznie cały rok, przy okazji dostarczając kolejnych gniotów spod ręki Loeba, a kończąc na nowym porządku świata wraz z Dark Reign i mocnym "renamentem" w Ultitmate za sprawą Ultimatum wspomnianego słabego w tym roku scenarzysty. Tak oto nadeszła pora na coroczne podsumowania, które zwyczajowo rozpoczynamy od przedstawienia tych najgorszych pozycji/postaci/scen mijającego roku. Przed Wami Annihilusy roku 2008.



Tytuł Cykliczny


annihilusy1.jpg

Black Bolt:
Szczerze mówiąc, to tych naprawdę złych nie czytam, więc mój wybór może zaskoczyć wielu. Mnie samego na pewno zaskoczył. Otóż wybrałem Astonishing X-Men vol. 3, mojego zwycięzcę spośród najlepszych z wielu poprzednich lat. Nowy duet w ogóle mi nie przypasował. Początek historii Ellisa nie zaciekawił, a rysunki Bianchiego są dobre tylko w czerni i bieli, po nałożeniu kolorów wiele tracą. Może nie jest aż tak tragicznie jak w wielu innych tytułach, ale czuję się jak dziecko, któremu zabrano ulubioną zabawkę. I właśnie za to uczucie nominacja taka, a nie inna.


Demogorgon:
Szybka piłka - Squadron Supreme vol. 3, w którym pewien kiepski rysownik udaje, że potrafi pisać scenariusze i gwałci niegdyś świetny komiks.

Hotaru: Napisanie Black Panther byłoby niesprawiedliwe - nie tylko dlatego, że przez ostatnie miesiące roku już nas tej tytuł nie nękał, ale i dlatego, że ostatnie numery Jasona Aarona były całkiem zjadliwe. Trudno mi więc typować, bo ja z reguły od kiepskich tytułów trzymam się z daleka. A ponieważ od każdej reguły są wyjątki... Annihilusa przyznaję Young X-Men. Już samo kartkowanie tego komiksu jest męczące, a kiedy człowiek przypomni sobie, co ten tytuł zastąpił... cóż, nie ma zmiłuj. Inni nominowani to Cable i X-Men: Legacy.

Gamart: Hulk vol. 2. Paskudztwo, bzdurne paskudztwo. Nie wiem, jak scenarzysta, mając do wykorzystania postacie takie jak Hulk, Banner, Samson czy She-Hulk może napisać takie coś. Do tego wszystkiego dochodzi Rulk, Hulk o mentalności sześciolatka, A-Bomb i Wendihulk. To już nie jest złe, to jest przeraźliwe. Po tym komiksie doceniłem Black Panthera Hudlina, który chociaż potrafił mnie rozbawić.

Gil: Nie będę oceniał tych serii, których nie czytam - już samo to powinno świadczyć o ich poziomie. Na pierwszym miejscu postawię zatem rozczarowanie roku, czyli Cable vol. 3, który jest tak samo fascynujący, jak film o facecie w łódce. Drugie miejsce to dwa klasyki, które sięgnęły bruku, czyli Uncanny X-Men i Fantastic Four. Obie padły ofiarą popularnych scenarzystów, którzy jednak zupełnie sobie z nimi nie radzą. I wreszcie trzecie miejsce, czyli idiotyzmy, które z jakiegoś powodu mnie śmieszą i lituję się nad nimi, a wśród nich rządzi niepodzielnie Hulk vol. 2, chociaż Young X-Men wytrwale próbują go dogonić.

Lokus: Kandydatów było kilku, ale ostatecznie po selekcji zostało tylko trzech: Hulk vol. 2, Black Panther vol. 4 oraz New Exiles. Żaden z nich w tym roku nie miał ani jednego numeru, który byłby lepszy niż kolejny epizod Mody na Sukces, co udało się zarówno Moon Knightowi, Wolverine: Origins, jak i New Warriors (moim skromnym zdaniem).

Undercik: Hulk vol. 2, Rulki, nie Rulki, bzdety i głupoty, brak sensu, itp... Można by było wymieniać jeszcze długo. Jednak wciąż mam nadzieję, że jest to Loebverse. Na drugim miejscu: New Exiles, kiedyś, jak jeszcze nie było takie New, było naprawdę dobrym komiksem. Teraz jest to wciskanie na siłę kiepskiej fabuły. Wyróżnienia dostają: Black Panther vol. 4 (gdyby nie Aaron, Pantera wyprzedziłaby Exiles), Moon Knight vol. 5 oraz, za pierwszą połowę roku, Wolverine: Origins. Dlaczego nie pojawiło się u mnie New Warriors vol. 4? Na szczęście nie miałem z tą serią w tym roku styczności.

Zombie of MrG: New Exiles. Jedyny cykliczny tytul Marvela, który swoją dennością sprawił, że przestałem go czytać. Nawet Black Panther tak nie boli. I Young X-Men, bo to gwałt na wszystkich dobrych rzeczach, jakie uczyniono z New X-Men i z New Mutants. Hulk i Ultimates też, za profanację.

hitano: Hulk vol. 2 Loeba to przykład, jak można szybko zepsuć postać i jeszcze na tym cały czas zarabiać. Na kolejnych miejscach New Exiles oraz Fantastic Four. Wyróżnienie dla New Avengers oraz Mighty Avengers, w których pokazywano retrospekcje z podmian Skrullów, jak i planowania całej inwazji.

czarny_samael: Hulk vol. 2 - największa niezgodność z logiką i resztą 616. Jednym słowem - bzdury.

Misiael: Na pewno przygody krasnego Hulka, czyli Hulk vol. 2, dostanie się też Young X-Men za beztroskie zniszczenie tego, co udało się dokonać w New X-Men.

PuppetMaster: Wprowadzona od czapy postać, olewanie reszty uniwersum, kuriozalne pomysły podlane goryczą napotykaną podczas przeglądania comiesięcznych zestawień sprzedaży (gdzie ci hAmerykanie mają gust?) - czyli Hulk vol. 2.

Rzeziol: Przyznam się, że w 2008 nie ruszałem m.in. Black Panthera, New Exiles lub New Warriors, więc ich nie wymienię. Największymi rozczarowaniami natomiast były Hulk vol. 2 i Amazing Spider-Man. Chociaż nie wiem, czy można się rozczarować Loebem... Obydwie postacie lubię (czy raczej lubiłem...), a zrobiono z nimi w 2008 straszne rzeczy. Ostatecznie głos na Amazing Spider-Man, bo mimo durnoty OMD miałem nadzieję, że będzie dobrze, ale nie było. Może teraz jest, ale w lipcu sobie podarowałem.

kid777: Uncanny X-Men, po Messiah CompleX (które w tym tytule było ledwie poprawne) NIC interesującego się tu nie wydarzyło, w dodatku całkowity niewypał z #500, typowa seria, którą trzyma TYLKO ilość numerów... i właśnie dlatego ma annihilusa (bo bezsensowne Young X-Men można szybko zamknąć, a od seri 5xx czegoś się wymaga).

bastek66: Jest to oczywiście Hulk vol. 2 - ponowne ogłupienie sałaty i wprowadzenie kretyńskiego przeciwnika. A-Bomb woła o pomstę do nieba. Równie szmatławe w tym roku były New Exiles, Punisher War Journal i New Warriors.

Darth: Tu bez niespodzianek - Hulk vol. 2, czyli cofnięcie rozwoju zielonego. Nie mogę uwierzyć, jakim cudem to się sprzedaje. Na drugim miejscu,plasuje się nudne jak flaki z olejem Fantastic Four. Wyróżnienie dla Uncanny X-Men. A dlaczego nie dla Young X-Men? Bo po flagowym tytule o mutantach powinno się oczekiwać czegoś znacznie lepszego.


Mini-Seria


annihilusy2.jpg

Black Bolt: Niech będzie X-Men: Magneto Testament - czyli zamach na polskość Magnusa. Tej miniserii nawet porządne okładki nie ratują. Wiem, że za oceanem mogą być zaskoczeni, wzruszać się i przeżywać tym, co tam jest przedstawione, ale my tutaj znamy to wszystko z lekcji historii i nie robi to na nas aż takiego wrażenia. Taki sobie scenariusz, beznadziejne rysunki i jeszcze wpieranie na siłę przez Quesadę, że to się dzieje w regularnym uniwersum, a nie jakimś alternatywnym. To wszystko składa się na najgorszą miniserię mijającego roku. Równie kiepskie były World War Hulk Aftersmash: Damage Control oraz Last Defenders. Nigdy bym tego nawet nie ruszył, gdyby nie obowiązki szefa działu Gamma Zone. Obydwa tytuły nic sobą nie przedstawiają, kompletnie nic.


Demogorgon: Zanim wszyscy zaczną ciskać gromy w stronę Ultimate Shitów (pod tym pojęciem rozumiem the Ultimates 3 i Ultimatum #1), które owszem, były złe, ale miały niezłe rysunki, pragnę przypomnieć o jednej, jeszcze gorszej rzeczy. O komiksie tak głupim, tak beznadziejnym, tak bezsensownym i tak brzydkim, że aż trudno uwierzyć, że tworzyli ją tak zasłużeni twórcy, jak Mark Millar i John Romita Jr. (no chyba, że zamienili się rolami - Romtia pisze, Millar rysuje) - Kick-Ass. Najgorszy, najbardziej zrobiony na odwal się i najbardziej pozbawiony sensu kawał @#$%& jaki widziałem.

Hotaru: Jest w czym wybierać. Ale ponad morze miernoty wybijają się dwie miniserie Jepha Loeba, które swoim wtf-factor przebiły skalę - Ultimates 3 oraz Ultimatum. Nie wiem nawet, co o nich napisać, bo tego się nie da określić słowami - wystarczy przeczytać któryś z numerów. Jak takie coś w ogóle trafiło do druku? To jedna z tajemnic wszechświata...

Gamart: Ultimates 3. Za zniszczenie tego co przez długi czas budowal Millar. Chyba największa przepaść między dwoma twórcami tej samej serii jaką w życiu widziałem. Całość usłana jest większymi i większymi irracjonalnymi rozwiązaniami oraz całkowitym wypaczeniem postaci.

Gil: Króluje tu tytuł, przez który pierwszy raz w życiu pożałowałem, że przeczytałem komiks, czyli przeklęty na wieki Kick-Ass. Drugie miejsce dla innego tworu tego samego scenarzysty, którego sens istnienia pozostaje dla mnie nieodgadniony, czyli 1985 oraz koszmarnie nijakiego Silver Surfer: In Thy Name. I wreszcie kategoria rzeczy niepotrzebnych, czyli Secret Invasion: Amazing Spider-Man, WWH Aftersmash: Damage Control, X-Men: Divided We Stand i im podobne.

Lokus: Secret Invasion - miało być pięknie, wyszedł shit. Do tego grona dorzucam SI: Amazing Spider-Man, SI: Thor oraz SI: Front Line. Głupie, bzdurne, niepotrzebne...

Undercik: Tutaj prym wiodą niepotrzabne mini do Secret Invasion: SI: Thor i SI: Amazing Spider-Man. Obie są zbędne, obie nie wpływają na główny wątek, obie mają niski poziom, sprowadzający się tylko do nawalania, obie są stratą czasu i obie są tylko wyłudzeniem kasy od biednych czytelników.

Zombie of MrG: World War Hulk Aftersmash: Damage Control i SI: Amazing Spider-Man, bo były w 100% zbędne. I Marvel 1985, bo było skrajnie przereklamowane.

czarny_samael: SI: Amazing Spider-Man - z kilku niepotrzebnych mini-serii, w tej nawet nie występował jej tytułowy bohater. Do tego zastąpiono go przez Jackpot, co mówi o tym komiksie wszystko.

Misiael: SI: Fantastic Four - głupie, nudne i niepotrzebne. Ponadto Big Hero 6 Chrisa Clareniemoty.

PuppetMaster: Z szybkością błyskawicy wywołanej przez Thora do głowy uderza mi jeden tytuł - The Ultimates 3. Poprzednie dwie części są przeze mnie utożsamiane z rozrywką na najwyższym poziomie zarówno w warstwie skryptu, jak i oprawy graficznej, którą bez wstydu można podrzucić nawet znajomym, których edukacja komiksowa zakończyła się na "Kaczorze Donaldzie". Tutaj mamy do czynienia z potworkiem, gwałcącym poprzednie wydarzenia. Ba, będącym niespójnym nawet jako osobny byt. Napisanym bez krztyny wyczucia i z fragmentaryczną znajomością postaci. Albo - prościej ujmując - bezdennie głupim. Żeby nie było - szkoda mi Madureiry, którego rysunki - pomimo znacznej różnicy w stosunku do Hitcha - bardzo mi się podobały.

Rzeziol: SI: Front Line. CW: FL było świetne, WWH: FL już gorsze, ale SI: FL to dno. Nudne, niepotrzebne, nieistotne. Raczej nie czytam miniserii, więc nie miałem tu dużego wyboru tak czy siak.

kid777: 1985, też za zawiedzione nadzieje, za niemiłosierne rozwlekanie akcji i wreszcie kiepskie zakonczenie, i zapowiedź, że to jeszcze wróci (konsekwencje w FF i Wolverine).

bastek66: Za zniszczenie świetnej drużyny Ultimates 3. Blisko były SI:ASM oraz Genext, ale one mnie tak nie wnerwiły, jak je czytałem.

Darth: Oj, sporo ich było. Najgorzej wspominam 1985, tak reklamowany i zapowiadany. Przez pierwsze trzy numery akcja nie posunęła się nawet odrobinę, a dalej było już tylko gorzej. Z masy tie-inów do SI wyróżnienie dla SI: X-Men, bo to nie tylko było niepotrzebne, ale i najbrzydsze ze wszystkich.


Historia


annihilusy3.jpg

Black Bolt: Marvelowskie żarty z fanów pająka, czyli Brand New Day. Wyraźnie poszli tutaj w ilość, a nie jakość. W moim odczuciu, wszystko tylko po to, żeby jak najszybciej dobić do #1000 i konkurencyjny wydawca nie mógł się tym szczycić zbyt długo. A sam pomysł był nawet zacny z samego początku. Zamiast kilku tytułów o tej samej postaci zrobiono jeden, częściej wychodzący. Tylko jak zwykle coś nie wyszło, bo już na starcie nowe przygody Spider-Mana zostały sponiewierane przez One More Day oraz będące odpowiedzią na wszystko "it's magic". Również nowe historie z Fantastic Four na razie lekko zawodzą. Nadejście duetu Mark Millar oraz Bryan Hitch miało zwiastować złote czasy Fantastycznej Czwórki. Tak się jednak nie stało, choć i tak jest o niebo lepiej niż było przed nimi.


Demogorgon: tie-in Punisher War Journal do Secret Invasion, bo był tak brzydki, ze nie mogłem go czytać i tak bezsensowny, że nie chcę pamiętać, o czym był.

Gamart: "Red Hulk" z Hulka. Każdy element tego komiksu jest paskudny, a historia jest tak paskudnie nielogiczna, że z miejsca powinna być traktowana jako alternatywna. Jeśli ktoś chce zobaczyć, to niech to zrobi TYLKO dla całkiem przyjemnych rysunków McGuinessa. Do tego dał nam najbardziej irytującą postać ostatniego roku, czyli przekozaka Red Hulka [który pewnie pracuje z przekozakiem Romulusem] i zrobił z Ricka Jonesa nowego A-Bombination [serio, panie Loeb? SERIO?].

Gil: I znów wyrzuciłem z pamięci te najgorsze, a nie chcę pisać po prostu, że pasuje tu wszystko, co wydarzyło się dotąd w Cable'u czy Hulku. Na pewno zasługuje na zapomnienie historia "World's Greatest" z F4 albo to, co Bob Gale napisał w ASM. Prawdziwym koszmarem był dla mnie finał serii The Order oraz "Five Nightmares" w Invincible Iron Man. Nie chce mi się sprawdzać, jaki tytuł nosiła historia z udziałem Deadpoola w Wolverine Origins, bo jest aż tak zła.

Lokus: Nie zgadniecie: Secret Invasion!!! Im dalej się w to brnęło, tym bardziej się po prostu nie chciało. No, ale niestety się musiało. Gigantyczna bura dla Marvela.

czarny_samael: "Rolling Thunder" z Hulka. Zastanawiałem się nad "Red light, green light", ale uznałem ,że walka Thora z Rulkiem i przywołanie drużyny, która nie powinna była powstać, jest głupsze niż tłuczenie Watchera i mierzenie do zdziecinniałego Hulka z pistoletu, który zostaje pogryziony przez tego ostatniego.

Misiael: "Secret Invasion" - denerwowała mnie tam nie tyle nuda, przewidywalność historii i naciągany scenariusz, co postawa Bendisa wobec swego "dokonania" - facet głuchy był na zarzuty wobec SI, upierając się, że "wszystko było dokładnie zaplanowane, a Yu potrafi rysować".

PuppetMaster: Hmmm, pewnie nie będzie obiektywnie najgorsza, ale dla mnie najbardziej warta uwagi - "World's Greatest" w Fantastic Four Millara i Hitcha. Poprowadzona bez ładu i składu, ot, by pokazać, jaki to Reed nie jest fajny. Jedna z cegiełek odmitologizujących postacie Millara i Hitcha (tego akurat mi szkoda).

Rzeziol: Cóż, 2008 to na pewno nie był wesoły rok dla Ultimate X-Men. Kirkman świetnie radzi sobie w Image, ale w czasie gdy Ultimates 3 leżało na dnie, historia "Apocalypse" (UXM 90-93) pukała od spodu.

kid777: Young X-Men #1-#5, gniot nad gniotami... ale przede wszystkim za brutalny gwałt na wielu postaciach (a nie jednym Bannerze, jak w Hulku...).

Darth: Dowolna historia z Hulk vol. 2 oraz z Black Phanter od początku roku do tie-inu z SI. Wyróżnienie dla "God and Country" z Moon Knight vol. 5, gdyż było tak porąbane, że chwilami pewnie nawet scenarzysta nie wiedział, o co tu chodzi.


Pojedynczy Zeszyt


annihilusy4.jpg

Black Bolt: Największe rozczarowanie tego roku, czyli Uncanny X-Men #500. Jak można było zmarnować taki piękny, okrągły jubileusz? Sięgając po to spodziewałem się jakiegoś wielkiego przełomu, trzęsienia ziemi w świecie mutantów, a dostałem cukierkową kpinę. Równie kiepsko czułem się po przeczytaniu Hulk Family: Green Genes. Kilka kiepskich historyjek o niczym, które nie odpowiedziały na żadne z nurtujących mnie pytań.
A już miałem w planach zrobić drzewo genealogiczne całej zielonej rodziny, a tak wciąż musimy czekać na potwierdzenie kilku rewelacji.

Demogorgon: Black Panther #38 - ostatni numer Hudlina, który odrzuciłem po przeczytaniu kilku pierwszych stron, po tym jak moja inteligencja została znieważona brutalnym łamaniem praw fizyki. Panie Hudlin - przeciwne polaryzacje magnetyczne się przyciągają, a nie odpychają. Nie zda pan do następnej klasy.

Hotaru: Uncanny X-Men #500. Nie mogę wyjść z podziwu, jak wybitnie niesatysfakcjonujący był ten jubileuszowy numer. Zarówno fabularnie, jak i od strony graficznej nie dało się odczuć, że jest w nim coś dobrego, o wyjątkowości nie wspominając. A szansa na naprawienie pojawi się dopiero za kolejne 500 numerów...

Gamart
: Kolejno wszystkie z Hulka i Ultimatum. Do tego Fantastic Four #554 za to, że Millar strasznie rozbudził nadzieje na dobre przygody zespołu, a wyszło "meh" tylko.

Gil: Bezapelacyjny zwycięzca to Kick-Ass #4, po którym musiałem się umyć, bo poczułem się zbrukany. Potem jest przepaść, wypełniona lawą i ciałami grzeszników, a za nią ostatni numer Ultimates 3. Dalej rzeka krokodyli, a za nią leżą już stosikami najgorsze historie.

Undercik: Oj, ciężko będzie wybrać, "czołówka" nam się postarała o równie niski poziom kilku numerów, dlatego ciężko jest wskazać ten najgorszy. W sumie, to gdybym jeszcze raz szczegółowo przeczytał te serie, to może coś by się znalazło, ale ja nie chcę przeżywać tych katuszy jeszcze raz. Intuicja mi podpowiada, że możecie ten numer znaleść wśród serii, które wymieniłem w Tytule Cyklicznym.

Misiael: Dowolny one-shot z Wolverinem w roli głównej. Ja wiem, że postać ma wzięcie, ale dajcie już spokój! Nie samym Loganem Marvel żyje.

PuppetMaster: Gdzie by tu wcisnąć kawałek cycka? Tak, tak - to The Ultimates 3 #3. To nie tylko przykład kiepskiego wykorzystania talentu rysownika i wciśnięta na siłę, pozostawiająca telenowelowy posmak w ustach opowieść Logana. To niesamowite spiętrzenie głupot w jednym miejscu. Zachowanie Hawkeye'a, teksty Valkirii do Thora zachowującego się out-of-character, okoliczności pojawienia się dinozaurów w Savage Land, DNA-kula i wreszcie deser w postaci stadka Ultronów. BLEEE!

Darth: Beznadziejnych one-shotów było w tym roku mnóstwo, ale Hulk: Raging Thunder wybija się nad nimi głównie że względu na obecność Thundry i początek życia nowego potworka. A tak poza tym to można podać jeden z wielu niepotrzebnych one-shotów z Wolverinem.


Scenarzysta


annihilusy5.jpg

Black Bolt: Loeb, LOEB, LOEB! Zdecydowanie Loeb. Poczynania tego scenarzysty tak mnie druzgoczą i irytują, że nawet postulowałem, żeby zmienić nazwę tej kolumny z Annihilusów na Loeby właśnie. Kompletnie nie rozumiem, jakim cudem ma on taką pozycję w Marvelu, że pozwala mu się tam robić, co zechce. Facet nie dba zupełnie o nic, ani o historie danych postaci, ani o continuum, a w nagrodę daje mu się całe uniwersum Ultimate do obróbki. Nie rozumiem tego.

Demogrgon: Nie czytałem New Exiles ani Black Panthera Hudlina, przynajmniej nie wszystkie numery, Way się poprawił. Więc zostaje tylko człowiek, który cofnął w rozwoju Hulka, Thora, She-Hulk, Iron Mana i całe Ultimate Universe - Jeph Loeb.

Hotaru: Ed Brubaker. Wiem, że nie jest taki najgorszy i wiem, że podobno jest dobry w te klocki. Annihilusa dostaje za to, że dzięki niemu przestałem czytać Uncanny X-Men. Zniechęcił mnie do flagowego x-tytułu, który towarzyszył mi od początku przygody z mutantami, a do którego nie zdołali mnie odwieść Austen czy Claremont. Dziękuję, panie Brubaker. Chciałbym móc powiedzieć, że było miło.

Gamart: Jeph Loeb, za każdą linijkę tekstu i scenę, jaką stworzył w tym roku. Millar zawiódł swoją Fantastic Four i 1985, ale za to Wolverine mu naprawdę nieźle wychodzi. Ubiegłoroczny zwycięzca, Daniel Way, trochę się poprawił i pisze całkiem znośnie Deadpoola, a i Wayocareyowaty Origins się zmienił na lepsze. Hudlina nie wymienię, bo po prostu przestałem czytać Black Panthera.

Gil: Kiedy kiepski scenarzysta pisze kiepsko, nie ma w tym nic szczególnego, ale kiedy utytuowany scenarzysta zaczyna pisać takie rzeczy, że niedobrze się robi, trzeba to napiętnować. Dlatego pierwsze miejsce przyznaję Markowi Millarowi i Jephowi Loebowi. Drugie dostaną panowie Guggenheim i Gale, którzy minęli się z powołaniem i powinni zostać przy filmach, których szczęśliwie nie oglądałem. Trzecie dla ubiegłorocznego zwycięzcy, Daniela Waya (który nieco się podciągnął, ale nadal nie bardzo mu wychodzi), w towarzystwie Chrisa Claremonta i Dwayne'a Swierczynskiego.

Undercik: Kogo by tu wybrać? Loeba? W sumie zasłużył sobie swoimi arcydziełemi znanymi nam jako HULK oraz Loebimates. Way'a? Nie, w drugiej połowie roku jego komiksy mają już jakiś poziom. Claremont? W sumie jest autorem New Exiles, które fabułą nie grzeszą. Po dłuższym zastanowieniu mój głos leci na: nie, nie na kogoś z tej trójki. Zwycięscą u mnie jest Mark Millar. Dlaczego? Po pierwsze, opóźnienia. Komiksy autorstwa Millara są stałym gosciem Avalonowej rubryki pt. Marvel przesuwa... Po drugie, jak wspomniał Krzycer w jednej Spoilerowni, Mark jest przereklamowany. Po trzecie, zapowiadany na super hit, super realistyczny komiks i wogóle świetny komiks - Kick-Ass - z numeru na numer staje się coraz mniej realistyczny, gorszy itp. można by było na to przymknąć oko, gdyby spadek był mały, a zaczęło się od rewelacji. Tak nie jest, pierwszy numer był średniakiem, dalej jest tylko gorzej. Po czwarte: FF jest mocno średnie. Po piąte: 1985 wszył nijako. No i po szóste: gdybym wymienił tych czterech panów, po kim spodziewalibyście się najlepszego komiksu? No chyba nie po Way'u, który ostatnio pisze lepiej niż Mark. Miejsce drugie u mnie zajmuje Loeb, a trzecie Hudlin, dopiero teraz mi się o nim przypomniało, bo fatalne wrażenie po nim zatarł Aaron, ale to, co on wyprawiał Czarnej Panterze, woła o pomstę do Nieba.

hitano: Brian Michael Bendis - wielokrotnie nagradzany scenarzysta uznał w tym roku, że najlepiej jest zacząć tworzyć tak jak Loeb, zrobił tak, jak pomyślał. Dostaliśmy szumnie zapowiadany event, który okazał się gorszy od WWH Paka. Na drugim miejscu Mark Millar za wkurzanie mnie tymi opóźnieniami i bycie najgłośniej zapowiadanym, a zarówno najgorszym od lat scenarzystą Fantastic Four. Stałe wyróżnienia dla Loeba oraz Hudlina.

Misiael: Loeb za Hulka i Ultimates, Gugi za młodych ludzi X, Claremont za całokształt.

PuppetMaster: Jeśli nikt z czytających te słowa tego nie zauważył, nie pałam sympatią do tego, co ostatnio wyczynia pan o nazwisku Loeb. Za niszczenie Ultimate Universe i za Rulka.

kid777: Loeb? Way? Claremont? - Wszyscy sobie zasłużyli w tym roku, ale Annihilusa dostanie Guggenheim, za złą robotę przy pająku, młodych x-men i w Marvel Comics Presents.

bastek66: Autor najgorszej serii i miniserii tego roku, Jeph Loeb. Wyróżnienia: Bob Gale z jego kretyńskimi numerami ASM, Hudlin za BP, Way za Wolviego i Wade'a oraz Claremont za zniszczenie dobrego kiedyś komiksu.

Darth: Bez niespodzianki - Loeb. Co prawda nie czytam Ultimates, ale to, co robi z Hulkiem, woła o pomstę do Nieba. Wyróżnienia dla Hudlina za Black Phantera i za rozpowszechnianie rasizmu oraz dla Millara za nudne Fantastic Four i słabe 1985.


Rysownik


annihilusy6.jpg

Black Bolt: Zamiast pastwić się nad takimi, jak Howard Chaykin, Salva Espin, Jim Muniz czy Larry Stroman, wybiorę Leinila Francisa Yu. Ale tylko dlatego, że wiem, iż stać go na znacznie więcej. Może miał źle dobranego nakładacza tuszu albo kolorystę. Nieważne, widziałem znacznie lepsze prace w jego wykonaniu niż te w Secret Invasion. David Finch też ostatnio obniżył loty, bo w Ultimatum zalicza wpadkę za wpadką. Pewnie zły wpływ Loeba.

Demogorgon: Roland Boschi, facet, który zilustrował Ghost Rider #20-24. Jak pierwszy raz zobaczyłem jego rysunki, zacytowałem Freda Flinstone'a. Teraz to powtórzę: "Nie wiem co "artysta" za to dostał, ale ja bym mu dał dożywocie". W Alcatraz, w towarzystwie dwóch panów o imionach Abdull i Raul.

Hotaru: Larry Stroman. W ogóle, ta kategoria nie powinna nazywać się "najgorszy rysownik", bo Stromana trudno takowym zwać. To, co on wyczynia na papierze na łamach X-Factor, przechodzi ludzkie pojęcie. Zupełnie, jakby chciał się przekonać, jak dużo mu się upiecze. Peter David musi być rozgoryczony - z jednej strony genialni Lee i Isanove, a z drugiej... Stroman, w którego wykonaniu nawet płytka chodnikowa jest szkaradna.

Gamart: Khoi Pham, który jest reklamowany jako Young Gun, wydaje się być bardzo przeciętnym rysownikiem. Nie żeby specjalnie mi przeszkadzał w Mighty, ale uważam, że do takiego tytułu mógłby trafić ktoś lepszy, szczególnie, że scenariuszem zajmuje się Dan Slott. Do tego jeszcze Larry Stroman z X-Factor, który już przeszkadzał. Nie wiem, jak tacy ludzie jak on trafiają do Marvela. I oczywiście Steve Uy, bo jego rysunki są Uyowe i psuły czytanie Avengers: The Initiative,

Gil: Panie Romita... posuń się pan! Za Kick-Assa by sie panu należało, ale robota przy ASM była lepsza, więc tylko miejsce trzecie w tym roku. Przeskoczyli pana: niejaki Travel Foreman - mistrz kantu - Larry Stroman, zwany Panem Bochomazem oraz Marcos Martin - władca tępych kredek. Ich wszystkich pobił jednak Chaykin, Howard, który bazgrze tak niemiłosiernie wstrętnie, że przebija wszystko.

Undercik: A jest taki, jego "dzieła" ukazał się w X-Factor vol. 3. Zwie się on Larry Stroman. Mimo bardzo dobrej fabuły 2 numery tej serii mnie odpychały. Thanks, Larry.

hitano: Larry Stroman, bo przez niego musiałem na chwilę odpuścić sobie czytanie X-Factor. Wyróżnienie dla Maleeva za Namora w SI:Dark Reign.

Misiael: Tu bezapelacyjnie zwycięża Młody Romita, który swoimi rysunkami uczynił Kick-Assa jeszcze gorszym.

PuppetMaster: Dla rysowników staram się być łaskawy. Jest jednak jeden wyjątek, którego pracami można straszyć dzieci w przedszkolach - Larry Stroman. Jego bohomazy czynią rzecz - wydawałoby się - nieprawdopodobną. Są w stanie obrzydzić X-Factor PADa i sprawić, że czyta się ten komiks nadzwyczaj ciężko. Nobel z fizyki (bo tak odpychają), panowie i panie!

Rzeziol: Bez dwóch zdań Humberto Ramos. Po tym, jak Whedon zrobił z Runaways kwartalnik myślałem, że tytuł znów będzie się dobrze prezentował. Niestety, rysunki tego pana zupełnie mi nie pasują, jeśli już chcieli nierealistyczną kreskę, to mogli wziąć Younga, chociaż nie wiem, co on obecnie rysuje, więc nie wiem, czy by nie miał nadmiaru pracy, ale wiecie o co mi chodzi. Kandydował jeszcze Paolo Pantalena za What If: House of M, ale nie widziałem innych prac, więc trudno mi oceniać.

kid777: Pan H. Chaykin, bo jest jednym z nielicznych rysowników, których nie mogę oglądać... jest jeszcze Stroman, ale było go trochę mniej w tym roku...

bastek66: Larry Stroman za utrudnianie czytelnikom przeczytania X-Factor. Równie paskudnie rysują Steve Uy, Howard Chaykin i Koi Pham. Wyróżnienie należy się również Frankowi Cho za zrobienie z Lady Liberators enerdowskich atletek.

Darth: Nagroda dla Stromana za bohomazy, które odebrały X-Factor szansę na Avalona. Ponadto wyróżnienie dla duetu Nord i Sepulveda, którzy zapewnili SI: X-Men tytuł najgorszej miniserii. No i nie mogę Maleevowi podarować tego Namora.


Okładka


annihilusy7.jpg

Black Bolt:
Już się nad tym pastwiłem w jednym z Pulsów. Skaar: Son Of Hulk #1 (Second Printing Movie Variant). Wstyd i hańba dla tego, kto to zrobił i później wypuścił do druku. Ja się pytam ponownie. Czy naprawdę aż tak trudno, w firmie gdzie pracuje z kilkudziesięciu rysowników i grafików, stworzyć alternatywną, porządną okładkę, która nie jest wyłącznie kadrem z komiksu? Nie podoba mi się ta tendencja.


Demogorgon: Iron Man: Enter the Mandarin #5, bo po prostu brzydkie. I 1985 #4, bo jeszcze gorsze.

Hotaru: Powstrzymam się od wymieniania większości okładek z serii Monkey Variant, coverów Anity Blake albo wariantów McGuinnessa do Ultimatum. Bo do tej pory wzdrygam się na myśl o okładce Silver Surfer: In Thy Name #3, którą popełnił Paul Pope. Komentując ją w Pulsie napisałem, że wygląda, jakby ktoś się na nią wyrzygał. To łagodna opinia.

Gil: Tutaj również całoroczny przegląd był i wyszło, że najgorsze okładki towarzyszyły Moon Knightowi i New Warriors, a od pewnego czasu także Iron Fistowi. Paskudne jak mucha na dziko okazały się: Immortal Iron Fist #19, New Warriors #12, Moon Knight #22, a niewiele mniej Hulk #9, 1985 #5 czy X-Factor #36. Specjalne wyróżnienie dla wyznacznika wstydu, którego taka firma jak Marvel nigdy nie powinna wypuścić, a jest nim okładka Marvel Adventures Iron Man #12.

Undercik: Skaar Son of Hulk #1 second printing movie variant. Może i miało to wypromować komiks dzięki filmowi, może na odwrót. Może artysta miał dobry zamiar, ale wyszło fatalnie, białe tło, wyblakły "filmowy" Hulk (którego da się znieść), no i najgorsze: Skaar wycięty z jednego panelu. Oby przy kolejnych filmach Marvela były nam oszczędzone takie "dzieła".

hitano: Wszystkie okładki "second print" będące wycinkami z kadrów komiksu. Polityka Marvela w tej sprawie jest wkurzająca.

czarny_samael: Immortal Iron Fist #19. Zazwyczaj nie czepiam się okładek, gdyż reklamują komiks i są czesto lepsze niż zawartość, jednak ta okładka jest dla mnie odpychająca.

Misiael: Punisher War Journal v2 #25 - Puni strzelający do Skrullów (wyglądających jak zielone placki) stanowi dla mnie kwintesencję absurdu.

PuppetMaster: Skaar: Son Of Hulk #1 (Second Printing Movie Variant) - bo z braku pomysłu tania marketingowa zagrywka została połączona z paskudnym wykonianiem.

kid777: Avengers: the Initiative #13, najbardziej Uyowa ze wszystkich (a jakoś tego pana trzeba nagrodzić), no i symbolizuje koniec starej, naprawdę dobrej inicjatywy.


Postać Męska


annihilusy8.jpg

Demogorgon: Zobaczmy.... Ja postawię na Decibela, który swoją naiwnością i głupotą cały czas przyprawia mnie o szyderczy uśmiech, kiedy czytam New Warriors. Inni faceci z tej grupy, jak Phaser czy Night Thrasher, również sobie nagrabili....


Hotaru: Nie mogę się zdecydować. Chciałbym więc wytypować równo Cyclopsa/Pierce'a z Young X-Men, Bishopa z Cable i Hanka Pyma, który działał mi na nerwy jako Skrull, i po powrocie oryginału nic się nie zmieniło w tej materii. Puszczam też oko do Sentry'ego, którego mogłoby nie być...

Gamart: Hulk. Zabrali mu jedną serię i wsadzili do Loebverse z Rulkiem, cofając umysł do poziomu sześciolatka, a na koniec posądzili o kanibalizm i powstał Wendihulk [no ok, wiem, że u Loeba Wendigo jest wampirem, co nie zmienia faktu, że wcześniej scenarzysta znał tę postać tylko z obrazków]. Pobił wszystkich kandydatów bez dwóch zdań.

Gil: Na początek Hulk, który został cofnięty w rozwoju o całe dekady. Potem Sentry, który nic, ale to nic zupełnie konkretnego nie zrobił. Na trzecim miejscu postawię Moon Knighta, który po niezłym powrocie znów stoczył się gdzieś na dno, a także - z przyzwyczajenia - Punishera, który tylko strzela i strzela...

Undercik: Sentry, nadal nie ma na tę postać pomysłu. Pokazało to SI, w którym to w połowie poleciał sobie w okolice granic Układu Słonecznego. Drugie miejsce otrzymuje Red Hulk, czyli w ogóle zbyteczna postać zrodzona w głowie Loeba na potrzeby chyba tylko jego ego.

Misiael: Sentry - najpierw narobili szumu wokół tej postaci, a teraz nie bardzo wiedzą, co mają z nią zrobić. Trudno o lepszy przykład medialnego strzału w stopę.

PuppetMaster: Uczcijmy pamięć Ultimate Hawkeye'a. Z badassa zabijającego przeciwników paznokciami stał się wyrodną karykaturą procesu zwanego za wielką wodą character development.

kid777: W tym roku cofnięto m.in. Pająka, Hulka i Iron Mana, Pająk jakoś się broni, Iron Man został oszpecony niedawno, więc jeszcze czas na nagrodę przyjdzie, a ja nie lubić nowy Hulk, więc nagroda do Hulka.


Postać Żeńska


annihilusy10.jpg

Black Bolt: Pomijana od iluś lat Wasp. Jej "śmierć" była tak głupia i mało bohaterska, że nie wiem, czemu wszyscy w komiksowym świecie tak za nią płaczą i odprawiają z pełnymi honorami. Chyba tylko dlatego, że to jedyna "ofiara" Sekretnej Inwazji. Cudzysłów nieprzypadkowy, bo coś podejrzewam, że wkrótce ją znowu zobaczymy i to w tym właśnie celu Thor oraz Pym odlecieli razem po jej pogrzebie. Warto jeszcze wspomnieć, że jej odpowiedniczka ze świata Ultimate została zjedzona przez Bloba... ha ha ha, Loeb. Kiepski to był rok dla Wasp.

Demogorgon: Dwa słowa - Hit Girl, za to, że mając pół metra potrafi półmetrowym mieczem ściąć głowę faceta mającego ponad dwa metry.

Hotaru: Kimkolwiek jest - ta rudowłosa domina ze stronic Uncanny X-Men. Nieważne, czy to Jean, Madelyne czy inny klon. To właśnie dzięki takim pomysłom Brubakera opuściłem ten tytuł.

Gamart: Lady Liberators z Loebverse, ale tylko z tego uniwersum. Nie wiem, jak Loeb dostał pozwolenie na użycie tylu postaci, które odgrywają ważne role w swoich seriach i wyjęcie ich tak bez ładu i składu, które burzy resztki chronologii Marvelowej. Do tego nie mam pojęcia, jak połączone siły She-Hulk, Storm i Invisible Woman [przypominam, że jej mocy obawiał się sam Galactus] mogły nie wystarczyć na Rulka. I czemu, kurczę, zrobiono z tego zespołu obsadę slapsticowej komedii? Muszę jednak przyznać, że Loeb mnie zaskoczył, bo myślałem, że po zaskakujących dziwactwach poprzednich numerów Hulka i Ultimatum, przekozak Rulk zacznie je "ten-tego". Nie zaczął. Chociaż myślę, że tylko dlatego, ze cenzura nie przepuściła, prawda, panie Loeb?

Gil: Nie mam tutaj jakiś zdecydowanych typów, więc będę improwizował. Pierwsza postać, jaka przychodzi mi na myśl, to droga nieboszczka Wasp, która najpierw nie robiła nic, a potem nagle zginęła i wszyscy mamy rozpaczać. Później niech będzie Jackpot, w której jedyną ciekawą rzeczą było to, że braliśmy ją za kogoś innego, a gdy prawda wyszła na jaw, było to jak odgłos spłuczki w toalecie. A na trzecim miejscu postawię Black Widow, która wprawdzie niczym mi nie podpadła, ale irytuje mnie jej ciagła obecność jednocześnie w dwóch designach, w dwóch różnych seriach.

Undercik: Jackopt, bo jest niepotrzebym wynikiem BND, no i przy okazji ta wielka tajemnica, kim jest Jackpot. Czy kogoś to w ogóle obchodziło?

hitano: Jackpot, bo z beznadziejnej postaci zrobili dwie beznadziejne postacie. Wyróżnienie dla Lyji przywróconej bez sensu w SI: Fantastic Four.

Misiael: Nie bardzo jest z czego wybierać, bo każda postać żeńska, której strój zakrywa mniej, niż 50% ciała, w moim mniemaniu nie zasługuje na Annihilusa. Ale ostatecznie wybór pada na Veranke.

Darth: Najbardziej w tym roku zirytowała mnie super-feministka Thundra. Błagam, niech ją ktoś ubije!!! Na drugim miejscu Jackpot, postać, a raczej postaci k,tórych największym atutem było ryzyko bycia MJ. Wyróżnienie dla bezimiennej córki Zielonego i Thundry, do której poczułem antypatię, zanim się jeszcze pojawiła.


Villain


annihilusy11.jpg

Demogorgon: Nagroda leci w ręce kobiety - Veranke, z której próbowano zrobić Skrullową Mary Sue, nie wiadomo po co. Nie dziwię się, że Norman dostał rządową posadkę za odstrzelenie jej łba - biorąc pod uwagę jak wkurzająca postać to była, tylko taka nagroda jest adekwatna do czynu.


Gamart: Rulk przekozak. Postać powstała tylko po to, żeby Loeb miał swojego osobistego uberubera i głównego bohatera Loebverse. Gdy czytam Hulka, zaczynam tęsknić za Chuckiem Austenem i jego Mammomaxem.

Gil: Palma pierwszeństwa w tej kategorii dla Stane'a juniora, który został obmyślony jako postać tak zajebista, że nawet jego twórca nie potrafił tego wyrazić i wyszła mu parodia. Coś podobnego stało się w przypadku tak zwanego Rulka, który jest niczym więcej, jak chodzącym tanim chwytem pod publikę i co gorsza, ten chwyt się sprzedaje. Trzeciego kandydata możemy wyłonić na chybił-trafił z puli nowych przeciwników Spider-Mana. Dla mnie jest to Overdrive z jego niesamowitą zdolnością tuningowania wszystkiego dotykiem i skrajnie irytujący Dexter Bennet.

hitano: Menace oraz Anti-Venom jako gigantyczne pomyłki beznadziejnego pomysłu BND i postBND.

czarny_samael: Oczywiście Rulk. Nikt nie miał z nim szans w tej kategorii. Można kogoś lubić albo nie, ale ta postać jest bez sensu. Totalnie. Mam nadzieję, że ktoś go odbierze Loebowi i spróbuje uporządkować ten bajzel, ale biorąc pod uwagę popularność tego komiksu, jest to mało prawdopodobne...

Rzeziol: Screwball. Za "parkour luck", to było po prostu głupie. Myślałem jeszcze o Panu Negatywnym lub Freaku, ale chyba największy idiotyzm to był Spider-Man nie mogący złapać jakiejś pani skaczącej po budkach z hot-dogami.

kid777: Chciałem typować Osborna, ale jeszcze się wstrzymam, bo może Dark Reign będzie miało potencjał, a nagrodę dostanie Dr. Doom, który w tym roku nic wielkiego nie pokazał, a jego popisy w Mighty były pośledniej jakości, dał się złapać, i póki co, ugina się przez Normanem i gada z rybami.

Darth: Większość nowych villianów BND. A szczególnie Freak za dziwne moce, ohydny wygląd i sposób powstania oraz niewyobrażalnie niskie IQ. Spoza świata Spider-Mana wyróżniam Red Hulka, chyba wszyscy wiedzą, czemu.


Scena


annihilusy12.jpg

Black Bolt: Loeb się baaaardzo starał, ale jednak Secret Invasion i wszyscy podmienieni bohaterowie wychodzą ze statku najeźdźców cali i zdrowi. Dosłownie kopara mi opadła, jak to zobaczyłem. Jak to? Dlaczego? Po co? Czy niektórzy z nich nie byli już dosłownie martwi? I do tego jeszcze to tłumaczenie, że niby Skrullowie potrzebowali ich żywych do jakiś genetycznych spraw. Niedobra, niepotrzebna, zła scena, która psuje finał Sekretnej Inwazji.


Demogorgon: Red Hulk atakujący Watchera w Hulk #5 - szczyt głupoty, nonsensu, obraza dla inteligencji czytelnika i zasłużona nagroda Wizarda dla najbardziej niezrozumiałego momentu we wszystkich tegorocznych komiksach.

Hotaru: Na świeżo mam przed oczyma posiłek Bloba z Wasp w Ultimatum #2. "Przegięcie" to za mało powiedziane... Kolejny przykład na to, że Loeb przedkłada shock-value nad value.

Gamart: Red-Hulk bijący Watchera ma tytuł kuriozum dekady. Do tego Rulk walczący z Thorem, pierwsze pojawienie się A-Bomba, Rulk z wielkim Rulkostoletem czy dokładniej Rulkowolwerem. Jednak sceną najgorszą w tym roku jest Blob szamający bebechy Wasp w Ultimatum #2. Scena tak niesmaczna, tak bzdurna, że pierwszy raz chyba przy czytaniu komiksu miałem odruch wymiotny. Loeb zdecydowanie przegiął pałę swoimi tworami tegorocznymi.

Gil: Na świeżo to będzie Blob pożerający wnętrzności Wasp w Ultimatum #2, a także jej śmierć w Secret Invasion #8, która nic zupełnie nie znaczyła. Cóż, pecha miała. Zobaczmy, co tam jeszcze było... Na przykład przerośnięty karaluch oświadczający, że jest prezydentem USA, uściski między Cyclopsem a Rockslidem, finałowa walka między Orderem a Zikiem, Wolverine pobity przez ogromną lesbijkę, Peter Parker jako paparazzi, Bishop kradnący rękę i wszystkie walki z udziałem Rulka. Na głowę jednak pobiła wszystko rozmowa o tym, jak kól jest według dzieciaków sypiać ze starszymi panami za pieniądze z Kick-Assa.

Rzeziol: Okazuje się, że Spider-Woman, Hank, Elvis, Dugan, Mockinbgird i kilku jeszcze jednak żyje. Niby to było wiadome, bo ma być ongoing Kobiety-Pająka, ale mogli chociaż kilku ubić.

kid777: wybaczam potyczkę Rulk vs Watcher, bo ciagle nie wierzę, że to E-616, a Annihilusa dostaje... Exodus naprawiający mózg Xaviera, głupie, bez sensu... i popsuło dobrego crossa...

Darth: Red Hulk bijący Watchera. Trzeba mówić więcej? W pamięci zostało mi jeszcze powstanie Freaka (zaatakowany przez własne wymiociny) i powrót Mockingbird pod koniec SI.


Wydarzenie Roku


annihilusy9.jpg

Black Bolt: Ech, niestety dużo tego było. Jak zwykle dziesiątki bzdurnych i niepotrzebnych miniserii oraz one-shotów. A co gorsza zastępowanie nimi regularnych tytułów. Najgorzej wypadają tutaj mutanci, gdzie obecnie niemal wszystko u nich dzieje się w dwu/czteroczęściowych mini albo wydaniach specjalnych. Dodatkowo, Marvel przerabia książki albo wydaje u siebie europejskie komiksy. Niby fajnie i ciekawie, tylko jak zwykle przesadzają i robią to ponad miarę. Wciąż nie uczą się na błędach i kolejny wielki crossover, który z początku wydawał się czymś wspaniałym, wypadł w ostatecznym rozrachunku całkowicie przeciętnie z powodu nadmiernego przerostu i nikłych reperkusji. A zamiast alternatywnych okładek zazwyczaj dostajemy nieobrobione strony z komiksów. No i na koniec przewaga Marvela na rynku robi się zbyt duża. A wiadomo, jak nie ma porządnej konkurencji, to i jakość spada.


Demogorgon: Nie tyle wydarzenie, co trend pewien - promowanie miernot. Ot, prosty przykład - Duane Świerczyński pisze dobrze krótkie historie, jak one-shot Punishera, ale widać, że nie radzi sobie z ongoingami, bo wszystko mu się rozwleka jak rozjechany przez walec ślimak, jak w Cable'u. Ale zamiast dawać mu do pisania jakieś miniserie, mądrale z Marvela dają mu w ramach promowania miernot kolejny ongoing, aby się wykazał. Ciekawe, czym?

Hotaru: Aż chciałoby się od razu napisać Secret Invasion. Ale nie tym razem. Inwazja może i była kiepska, ale koniec końców służyła jakiemuś celowi - Dark Reign. Annihilusa w tej kategorii cisnę w facjaty Joemu Quesadzie i Nickowi Lowe za anulowanie New X-Men po Messiah CompleX. Nie potrafię zrozumieć tej decyzji i chociaż stało się to na samym początku roku, to nadal się we mnie gotuje, kiedy o tym myślę. Messiah CompleX odbieram w ten sposób - przed nim publikowano świetne Adjectiveless X-Men oraz jeszcze lepsze New X-Men. Po nim X-Men: Legacy, czyli zbiorowe przeżuwanie przetrawionego i wydalonego przed latami kotleta, oraz Young X-Men, które jakie jest, każdy widzi. Dziękuję, Marvel, za zamknięcie jedynych x-tytułów, które mnie jeszcze trzymały przy mutantach.

Gil: Nazwijmy to jazdą na nazwisku. Chodzi mi o zjawisko, kiedy znany autor robi coś absolutnie kiepskiego, ale to i tak się sprzedaje i zgarnia pochwały od krytyków w imię czegoś, co wydarzyło się przed laty, być może przypadkiem. Niestety, tym właśnie zjawiskiem zostały dotknięte prawie wszystkie serie z najwyższej półki, ale wszyscy udają, że tego nie widzą, bo się sprzedaje. Naprawdę jestem jak najbardziej za tym, żeby przyciągać ludzi do komiksów, ale nie za cenę ich wartości! Później ludzie kupują ten crap i są wkurzeni, więc zaczynają bluzgać na wszystko, ale wtedy niestety obrywa się nie tym, którym się należy, tylko lepszym seriom, które gorzej się sprzedają. Bo jeśli czytelnik jest niezadowolony, to trzeba coś poświęcić. Na przykład jeśli ma się serie Hulk i She-Hulk, lepiej zamknąć tą drugą, bo a nuż ludzie przerzucą się na pierwszą, a nawet jeśli nie, to i tak niewielka strata. A po przeciwnej stronie tej równoważni są serie zasiedziane, które trzyma się mimo kiepskich wyników i również z powodu nazwiska autora. Albo przerzuca się takich różnych psujów z jednego tytułu do innego, żeby tylko mieli co robić i zatrzymać ich w firmie.

Lokus: Secret Invasion jako całość. Wielkie nadzieje i jeszcze większy zawód. Kilka niezłych tie-inów to za mało, by udźwignąć cały cross.

Undercik: BND, czyli niepotrzebna zmiana status quo przyjaciela z sąsiedztwa. Można było spokojnie historie z TASM pokazać bez tego całego OMD/BND. Wyróżnienie: Secret Invasion. Może i było średnie, ale zapowiadało się wybornie. Dlatego, że narobiła mi inwazja apetytu t,eraz się na niej zemszczę.

hitano: BND i oprócz historii z rysunkami Romity ostatnio wszystko, co z Pajączkiem. Wyróżnienie się należy dla Millarversum, w którym warta uwagi jest tylko historia "Old Man Logan".

Rzeziol: Ogólna sytuacja związana ze Starkiem i Osbornem po Secret Invasion. Wygląda na to, że polityka Marvela to teraz: robimy wielkie crossovery zmieniające status quo, ale po 2 latach robimy kolejny, które to status quo odkręca. O ile nie lubiłem Starka, to naprawdę już mnie te wszystkie zmiany drażnią, mogliby dać chwilę odpocząć.

Darth: Hmmm. Ostatecznie Brand New Day i zmiana dawnego, fajnego statusu quo Spider-Mana na dużo gorszy. Naprawdę nie dało się tego inaczej załatwić?



Zgadzacie się z zaprezentowanymi opiniami, a może wręcz przeciwnie? Zapraszamy do dyskusji o powyższych typach na forum, w temacie Annihilusy 2008.
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.