Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #72 (29.12.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 29 grudnia 2008 Numer: 47/2008 (72)


W ostatnim w tym roku Pulsie sprawdzamy, czy Marvel miał dla nas ciekawe prezenty świąteczne. Koniec roku to tradycyjnie okres podsumowań - jeszcze czekamy na Wasze nominacje najlepszych i najgorszych komiksów 2008 roku.



Daredevil vol. 2 #114 avalonpulse0072d.jpg
Gil: Historia nadal rozwija się interesująco, chociaż tym razem nie widzimy nawet Lady Bullseye per se. Zaskakuje zwrot w zupełnie niespodziewanym kierunku i jego powiązanie z głównym wątkiem. Zaskakuje też odważne posunięcie w sprawie White Tiger i Black Tarantuli, zwłaszcza jeśli okaże się nieodwracalne (w co odrobinę wątpię). Dla odmiany scenki z Dannym i mistrzem Izo śmieszą i to jak najbardziej pozytywnie. Jest dobrze, więc czekam na dalszy rozwój i jak najszybszy finał, a tymczasem wystawiam dobre 7/10.
Undercik: Jest gorzej, niż w poprzednim numerze, ale co się dziwić, poprzedni był G-e-n-i-a-l-n-y. Ten jest "zaledwie" świetny. No cóż, Bru nas rozpieszcza za bardzo.
Lokus: Nie na darmo ta właśnie seria dostała ode mnie tytuł serii roku. Z każdym kolejnym numerem jestem coraz bardziej w niej zakochany. Tym razem dostajemy mocne akcenty w postaci konfrontacji Matta z rodzicami jego żony, która to ujawnia jego romans z Dakotą. Dodatkowo jak zwykle niezłe występy Randa oraz Izo, który jest dla mnie coraz ciekawszą postacią. Wcześniej sądziłem, że to Bendis powinien dożywotnio pisać ten komiks, ale teraz jestem pewien, że powinien robić to Brubaker. Również Lark jak zwykle w formie. Za numer Daredevila z zerowym udziałem samego bohatera należy się mocne 8/10.
Demogorgon: Carlos to ma pecha. Stara się człowiek przejść na dobrą stronę, być superbohaterem, a tu nie dość, że go pobiją, to jeszcze przerobią na zombie. Pocieszam się tym, że Loganowi i Echo jakoś przeszło, a Black Tarantula jest conajmniej tak cool, jak Wolverine. Daję 7/10 - byłoby 8, gdyby nie zerowe stężenie Daredevila w Daredevilu.

Captain America: Theater Of War - America First
Gil: Wiemy, jak Chaykin rysuje i wiemy też, jak pisze, więc spodziewanie się czegokolwiek po tym wydawnictwie byłoby zbytecznym wysiłkiem. Przyznam jednak, że udało mu się zaskoczyć mnie trochę, choć nie mogę powiedzieć, żeby było to zaskoczenie pozytywne bądź negatywne. Ot, zdawałoby się, że będzie to kolejna opowieść z wojennych przygód Steve'a, a tymczasem okazało się, że to ani z wojennych czasów, ani nie Steve'a historia. Umieszczenie jej w latach '50. i wykorzystanie drugiego Steve'a wprowadza trochę w błąd czytelnika, który nie śmiga w marvelowej historii i może go zupełnie zdezorientować, a skupianie się na radzieckich szpiegach i kopiowanie senatora McCarthy nie jest zbyt chwytliwym tematem. Dodam jeszcze, że jest to najbrzydszy Kapitan, jakiego widziałem, a Chaykin nawet poprawnie tarczy nie umie narysować. Ze względu na zaskoczenie dam aż 4/10.


Dark Tower: Treachery #4
Hotaru: Czy tylko mi tak się dłużyło oczekiwanie na ten numer? Lecz wreszcie się ukazał i - co było do przewidzenia - jest świetny. Akcja niczym rozpędzający się parowóz coraz szybciej zmierza ku klęsce Gilead i emocje temu towrzyszące są jak najbardziej namacalne - atmosfera przygniata barki do wysuszonej promieniami innego słońca ziemi. Dziwi nieco brak w tym numerze Aileen - czyżby ta postać została wprowadzona na potrzeby kolejnej serii, a nie Treachery? Jeśli tak, to mogę tylko zacierać ręce, bo zdążyłem polubić tę niesforną pannicę.

Ghost Rider: Danny Ketch #3
Gil: Kolejny krok naprzód. Wydarzenia coraz bardziej przypominają to, co widzimy teraz w głównej serii, a ciąg przyczynowo-skutkowy między nimi jest jak najbardziej poprawny. Wyjaśnienie istnienia tak wielu duchów zemsty może nie jest idealne, ale akceptowalne, a niektóre z nich wyglądają całkiem ciekawie, więc mam nadzieję, że to nie tylko tak dla samego wspomnienia. Interesującym zjawiskiem był też ognisty słoń i szczurzy wojownicy w nieco gaimanowym stylu. Seryjka zaskakująco dobrze się trzyma, więc dam jej kolejne przyzwoite 6/10.

avalonpulse0072e.jpgHulk vol. 2 #9
Gil: Kiedy myślisz, że widziałeś już wszystkie Hulki świata, przychodzi Jeph Loeb i rzuca ci w oczy mięsem. Nie byle jakim mięsem, lecz ludzkim - dokładnie takim, jakie z definicji musiałby zjeść Hulk, by zmienić się w Wendigo, czy tam Wendihulka - jak zwał, tak zwał. Przypominam, że sporą część WWH poświęcono na udowodnienie, że Hulk nigdy nikogo tak naprawdę nie zabił, więc nie wiem, jak mam odbierać tę nagłą rewelację, że jednak jest kanibalem...? Przy okazji chciałbym też podziękować za panel z masą rzygających, gołych brzydali - bardzo mnie nastroił do świątecznego śniadania. W części drugiej banda niewiarygodnie umięśnionych baboli nadal tłucze Krasnego Hulka i teoretycznie wygrywa, ale jednak nie. Jakież to zaskakujące... wcale. W podziękowaniu za solidną dawkę obrzydlistwa wystawiam 2/10.
Lokus: Brawa dla komiksu, który dostanie jeszcze niższą ocenę, niż New Warriors. Jeśli pisząc tak koszmarne pierdoły można się dostać do Top10 comiesięcznych list sprzedaży w USA to znak, że powinienem się zgłosić za scenarzystę :P Przebrnięcie przez te nieco ponad dwadzieścia stron przychodzi z miesiąca na miesiąc coraz trudniej. Wendihulk? To już nawet przestało być zabawne. A skąd tam nagle się wziął Brother Voodoo? Arthur Adams również odwalił zwykłą fuszerkę rysując ten numer, dostosowując się do poziomu Loeba. Druga historia z Rulkiem równie głupia, ale przynajmniej jakoś narysowane. Zgodnie z oczekiwaniami żenada tygodnia z zasłużonym 2/10

Ms. Marvel vol. 2 #34
Gil: Kto się spodziewał gościnnego występu Spider-Mana? Nikt? A jest. I w dodatku zgrabnie nawiązuje do świetnego Annuala, chociaż ze zrozumiałych względów jest nieco mniej luźny i żarty są trzymane na wodzy. Jest też Aaron, ale tym razem nie dane mu było skraść cały numer. Udało się to natomiast nowej postaci - małej dziewczynce, będącej czymś w rodzaju informacyjnego succuba, zwanej Essential. Nie wiem, jak Reed to robi, ale ma świetne podejście do techniczno-abstrakcyjnych postaci, które z miejsca mi pasują. Poza tym intryg i zagadek ciąg dalszy: Carol wciąż szuka sposobu, by dorwać Normana i wciąż nie chce używać swoich zdolności, a mnie już ciekawość zżera, dlaczego? Mały plusik za cieszącą oko drobnostkę, czyli koszulkę z numerem 34, a ogółem mocne 7/10.


New Warriors vol. 4 #19
Lokus: Numer taki jak zwykle – przegadany, przewidywalny i na szczęście już przedostatni. Jeśli jest ktoś kto nadal wierzy w to, że Doynell odwróci się od swojej grupy, powinien się zapisać do fan clubu Greviouxa, który tę niemal dwuletnią sieczkę próbuje teraz zamazać niezłym jak dotąd Adam: Legend of the Blue Marvel. Historia warta raczej umieszczenia w Exiles lub jakimś whatifie. Szkoda, że nie wykorzystano potencjału postaci pojawiających się w tym komiksie. W końcu nadal są tu Decibel/Chamber i Jubilee/Wondra. Ostatni rozdział z ciekawości pewnie zobaczę, ale cieszę się, że żegnamy tego gniota i wystawiam 3/10, czyli o jeden więcej, niż za Hulka.


Nova
vol. 4 #20
Gil: Przez większość numeru jest całkiem miło. Ot, starzy znajomi spotykają się, by powspominać dawne czasy i pogadać o zmianach przy odrobinie amatorskiej psychoanalizy. Wszystko to przetykane jest scenami, które skupiają naszą uwagę całkowicie na rodzeństwie Riderów i pozwalają spodziewać się, że coś tu się wydarzy. Ale nie tym razem. Tym razem przewracasz kartkę, widzisz ostatnią stronę i mówisz sobie "ło-ho-ho!" (tudzież w inny sposób wyrażasz zaskoczenie graniczące z podziwem). Najlepszy duet tego roku znów dopiął swego i dał nam coś wielkiego. Odliczam dni do kolejnego numeru i daję kolejne w tym tygodniu 8/10.


Immortal Iron Fist #21 avalonpulse0072f.jpg
Gil: Kiedy przyszła mi do głowy myśl, czy aby nie oceniam za ostro pracy Swierczynskiego w tej serii, scenarzysta okazał się na tyle uprzejmy, by rozwiać moje wątpliwości. NIE! Nie oceniłem go zbyt surowo, a może wręcz zbyt łagodnie. Już po przeczytaniu pierwszych pięciu słów wyrwało się ze mnie głośne WTF. Później okazało się, że miałem rację - Wybitnie Trywialna Fabuła tego numeru bije po oczach i wszystkich używanych zmysłach dokładnie tak samo, jak w Cable'u. Głupie, płytkie i bez sensu. Inne planety z odległej przyszłości pasują do Iron Fista jak miód do śledzia. I pomyśleć, że wcześniej seria była najbardziej esencjonalnym komiksem kung-fu, jaki można było sobie wyobrazić. Wystawię 3/10 i zagrożę bojkotem, jeśli w kolejnym numerze nie będzie solidnej kontynuacji solidnych wątków.
Undercik: Mamy rok 3099 i zbędną historię. Nudziłem się i to bardzo, numer gorszy, niż te z historycznymi Fistami. Pod koniec patrzyłem się już tylko na obrazki. Na szczęście w następnym numerze wracamy do Danny'ego.
Krzycer: Nastały złe czasy dla Iron Fista. O ile one-shoty o historycznych Fistach zdradzały jakieś ciekawostki albo po prostu miały swój urok (jak historia "pirackiej królowej"), o tyle nie widzę sensu tej wycieczki tysiąc lat w przyszłość (która nigdy nie nadejdzie). Strata czasu.
Lokus: Hmm… Niestety, nie podobało mi się to. Młody dzieciak w roli Iron Fista przyszłości na jednej z odległych planet nie przemówił do mnie. Moim zdaniem Dwayne nie postarał się przy tym numerze wciskając nam coś, co równie dobrze mogłoby być annualem tej serii lub jakimś one-shotem. Rysunki Timothy'ego Greena również jakieś niespecjalne. Szkoda, bo na ten jeden numer poziom spadł strasznie. Tylko 4/10 mogę przyznać i licze na powrót na właściwe tory w numerze następnym.

Patsy Walker: Hellcat #4
Gil: Pamiętacie cytat z Hitchcocka o robieniu filmów? "Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, a później napięcie rośnie." Tutaj trzęsienia ziemi nie ma, ale za to na samym początku Patsy wjeżdża na fali białych królików do lodowego zamku wystrojonego w kraciaste spodnie i uzbrojonego w rakietową choinkę yeti o imieniu Pete. Ciąg dalszy możecie sobie wyobrazić. Albo nie - to trzeba zobaczyć! Jazda jest nieziemska, ale w końcu okazuje się, że to wszystko ma sens i skręcamy w stronę finału. Patsy nadal rządzi! W swojej własnej kategorii bez zastanowienia dostałaby dychę, ale biorąc pod uwagę sztywne ramy oceniania, będzie to potężne 8/10.

Punisher War Zone vol. 2 #3
Lokus: No to cała historia z powrotem mamuśki Gnucci została rozwiązana i to tak, jak wolałem to zobaczyć. Żadnych niewytłumaczalnych zmartwychwstań ani nic podobnego. Ennis, choć nie pisze dla MAX-a, również daje nam niezłą jazdę i godną kontynuację Punisher vol. 3. Ja jestem jak najbardziej na tak i polecam w ciemno kolejne części. Za trzeci numer 7/10


Runaways
vol. 3 #5
Gil: Bardzo mnie to cieszy, że nasi młodociani bohaterowie wyszli w końcu z domu i coś zaczęło się dziać. Powiem więcej - zaczęło się dziać dobrze i w końcu dało się poczuć dawny klimat serii. Coś drgnęło w dialogach, akcja przyspieszyła, pojawiły się pomysły - zwłaszcza świetny motyw z odrzutowym hippimobilem. Szkoda, że seria nie rozpoczęła w tym stylu, bo nie narzekałbym na poprzednie numery. Pod hasłem "lepiej późno niż wcale" wystawiam więc mocne 6/10.
Hotaru: No proszę, dawno Uciekinierzy nie byli tacy zabawni! Fabuła nie posuwa się bardzo do przodu, ale akcji nie brak. Dialogi wreszcie brzmią młodzieńczo i błyskotliwie - Terry Moore udowodnił, że nie siedzi na stołku scenarzysty przypadkiem. Ramos też dobrze sobie radzi i chociaż brak w numerze kadrów wywołujących zachwyt, to szkarad też raczej nie ma. A, i czy wspomniałem, że Chase rządzi?

avalonpulse0072g.jpgNew Avengers #48
Gil: Z przyjemnością informuję, że seria wróciła na właściwe tory. Z taką samą przyjemnością, z jaką czytałem ten numer. Nowy układ sił sprzyja nowym sojuszom i bardzo mnie cieszy, że łagodzi dawne/niedawne sztuczne podziały. Dobrze popatrzeć, jak bohaterowie organizują się na nowo i jak współpracują zgodnie w obliczu ważnej sprawy, a chyba nawet większą przyjemność sprawia obserwowanie co się dzieje, kiedy nie przynosi to skutków. Wątek porwania Dani Cage jakoś wyjątkowo leży mi na sercu, bo dotyczy mojej ulubionej obecnie pary, więc od razu dałem się wciągnąć i szczerze cieszyłem się widząc, jak wszyscy chcą pomóc, a żal mi się zrobiło, kiedy stracili jedyną szansę. Rozumiem też motywy Cage'a i nie mogę się doczekać, co z nich wyniknie. A w tle tego wszystkiego znów dobre dialogi i zaczątki innych wątków w solidnym, bendisowym stylu, z całkiem dobrymi rysunkami. Zasłużył sobie na 8/10.
Lokus: Wiedziałem, że po zakończeniu tego bzdurnego Secret Invasion serie z Avengers w tytule wrócą na właściwe tory. Przed tygodniem dostaliśmy naprawdę fajny numer Mightów, teraz poznajemy status grupy Luke'a Cage'a po SI. Nie obyło się oczywiście bez zmian w grupie z powrotem Kapitana Ameryki na czele, jednak jej trzon pozostał bez zmian. Nie pasuje mi tylko pożegnanie z Mścicielami Iron Fista. Zaskoczyła na plus jednak zwłaszcza końcówka. Czyżby Luke był aż w takiej desperacji? Pożyjemy, zobaczymy w następnym numerze. NA #48 dostaje ode mnie 7/10.
Hotaru: Nie da się zaprzeczyć, ze wraz z końcem Inwazji New Avengers odzyskało poziom. Nie jest on jeszcze szczególnie wysoki, ale trend wznoszący jak najbardziej cieszy. Niektóre motywy są bardziej wymuszone, inne mniej, ale czyta się szybko. Rysunki Tana są lepsze od Yu, ale pewno za kilka numerów nie będę mógł ich już ścierpieć. Na razie czekam, aż Jessica przestanie ryczeć i weźmie się w garść - wtedy poszukiwania dzidzi będą bardziej entertaining. Na razie trąci nudą.
Undercik: Mamy nową drużynę, BMB w końcu napisał dobry komiks, no i klimat Dark Reign służy komiksowi. Tak więc wypada się tylko cieszyć. Jest tylko jedno "ale", szkoda, że nie będzie w nowej ekipie Iron Fista, który ostatnio jest moją ulubioną postacią w 616, na szczęście zobaczymy w nowym teamie Ms. Marvel - co powinno wnieść trochę świeżości w Niu Mścicielach.
Pożyjemy, zobaczymy jak wypadnie zmieniona drużyna, oby tylko utrzymała poziom tego numeru.

kid777: Jest lepiej, bo skończyły się wyjaśnienia, chociaż skrullowa czkawka trwa nadal. Tan całkiem spisuje się jako rysownik, Bendis wraca ze swoimi długimi, ale dobrze czytającymi się dialogami. Tylko ta końcówka... Myślałem, że Luke będzie bardziej orygianlny... 7/10

She-Hulk 2 #36
Gil: I znów PAD poszedł dalej, niż ktokolwiek by się spodziewał. Motyw szalonego watażki małego państewka rozegrał już przed laty w małym crossie między Hulkiem a X-Factor, więc miałem pewne oczekiwania, które jednak z łatwością przeskoczył. Tym razem pan dożywotni prezydent dostaje czas i miejsce, by przedstawić swoje racje, a czytelnik, który przyswoi je ze zrozumieniem dostrzeże, jak bardzo są prawdziwe i nie będzie w stanie jednoznacznie ocenić tej historii. A co jest w tym wszystkim najfajniejsze to fakt, że oprócz tak istotnej treści znalazło się miejsce na trochę bohaterstwa. Rysunki w nieco innym stylu nadal mi pasują, więc za całość bez wahania daję 8/10 i kolejny tytuł numeru tygodnia.
Lokus: PAD ma wyjątkowego pecha do rysowników ostatnimi czasy. Nie tylko w X-Factor grasuje Stroman, tutaj również nie jest z tym aż tak bardzo lepiej. Pasquale Qualano o wiele bardziej nadawał by się do rysowania ilustracji w komiksach z kategorią wiekową 7+. Sama historia jednak jak zwykle ciekawa, na szczęście jest tu dużo mniej Lady Liberators, niż zazwyczaj (bo nadal mnie ten pomysł nie przekonuje). Mimo wszystko szkoda, że seria ta chyli się już ku końcówce. 6/10

Skaar Son Of Hulk #6
Lokus: Jest jakby lepiej niż ostatnio, ale to wciąż nie jest to, co chciałbym czytać o synu Hulka. Ciekaw jestem, po kim w zasadzie odziedziczył on swój jakże uroczy charakterek, którym denerwuje mnie już od sześciu numerów, jednego one-shota i występu w Hulk Family. Daję mu jednak ostatnią szansę i jeśli jego spotkanie z Silver Surferem nie będzie chociaż trochę bardziej porywające niż dotychczasowe sześć numerów, to najprawdopodobniej rozstanę się z tą serią. 5/10


Secret Invasion: Requiem avalonpulse0072h.jpg
Gil: Okazało się, że wspominkowo-uzupełniający 1-shot może być przydatny i całkiem dobry. Dan Slott zadbał o sprytne połączenie nowego materiału z przedrukami, które dodatkowo zostały lekko podrasowane, by stworzyć bardziej spójną całość (i muszę przyznać, że wyglądają o niebo lepiej, więc na bok sentymenty). Niestety, nie da się ukryć, że Janet zostanie zapamiętana przede wszystkim jako żona superbohatera, która raz dostała w twarz, bo zupa była za słona. Ale tutaj pierwsze skrzypce należą do Jocasty i Hanka, który przechodzi kolejną metamorfozę, by stać się Wasp. I nie oznacza to operacji zmiany płci. ;) Szczególne podziękowania należą się panu Slottowi za to, czego zabrakło w SI #8, czyli wyjaśnienie, jak właściwie zginęła Janet. Choćby za samo to należy się 7/10.
Lokus: Powstrzymując odruch wymiotny na widok napisu Secret Invasion na okładce zabrałem się za lekturę tego komiksu, którą równie szybko zakończyłem. Oprócz kilku stronnic z dialogiem Pyma z Jocastą otrzymujemy dwa przedruki z prastarych komiksów Marvela, ukazujące największe chwile szczęścia i smutku Pyma i zmarłej niedawno Janet. Pozycja raczej tylko dla ciekawskich i dla nielicznych, których śmierć Wasp jakoś poruszyła. 4/10
Hotaru: Jestem tolerancyjny. Ale pomimo tego, nie wydaje mi się, że to odpowiednie, by jednego z głównych męskich bohaterów Mighty ubierać w damski pseudonim i niemal damskie ciuszki. I te skrzydełka... Chociaż Pham nie zawalił sprawy, ale nie oszukujmy się - nie miał dużo do narysowania i prawdziwy sprawdzian przyjdzie dopiero w Mighty Avengers. Po cichu liczę, że będą lepsi od tego...
Undercik: Jedno wielkie MEH. Przedruki, przedruki i jeszcze raz przedruki. Jedyne, co jest warte uwagi w tym komiksie, to nowy Wasp.
kid777: Slott nawet numer z retrospekcjami potrafi zrobic poprawny. Przedruki logiczne. Bardzo korzystnie wyszło ich "zremasterowanie". Ile znaczy kolor... Czy Pym jako Wasp się sprawdzi, to wyjdzie w Mighty, wiec na razie fabuły nie oceniam, choć przemiana jest logicznie wyjaśniona. Ocena głównie za konstrukcję historii i fakt, że mnie zaskoczyła (spodziewałem się krótkiej zapowiedzi Mighty a'la New Nation i przedruków... wyszło lepiej). 7/10

Thor vol. 3 #12
Gil: Aha! Wiedziałem! Wskazówki leżały porozrzucane tu i ówdzie, ale teraz, gdy część kart została odsłonięta, wszystko stało się wyjątkowo oczywiste. Trochę szkoda, że Loki nie pozostanie cold hot chick na zawsze, ale w tym numerze w tej kategorii i tak zdystansowała go/ją Hela, więc na taką wymianę mogę się zgodzić. Plus, świetne nawiązanie do wydarzeń z historii Asgardu przedstawionych wcześniej i jak zawsze wspaniałe rysunki. A to wszystko składa się na kolejne 8/10 dla tej serii.
Lokus: A dokładniej numer 599. Podobnie jak w przypadku Daredevila dostajemy numer bez udziału głównego bohatera, z tym tylko, że tam Matt się pojawił, ale nie jako Śmiałek. Tu natomiast numer ukradł/ukradła w całości Loki. I trzeba uczciwie przyznać Straczynskiemu, że bardzo dobrze to wyszło. Machinacje tego boga doprowadzą pewnie już niedługo do kolejnego przewrotu w Asgardzie i całkiem fajnie się czytało numer całkowicie poświęcony jej\jemu. Coipel jak zawsze rysuje na świetnym poziomie i nie na darmo twierdzę od czasów House of M, że to jeden z najlepszych obecnie rysowników w Marvelu. Gdyby tylko nie te wieczne opóźnienia. 8/10 i jak dla mnie Numer Tygodnia.

Ultimate Spider-Man #129
Hotaru: Jak zwykle ten tytuł nie zawodzi. I chociaż jest to trochę mniej akcji i fajnych tekstów niż zazwyczaj, to jestem w stanie to wybaczyć, bo Bendis wyraźnie przygotowuje scenę do czegoś o wiele większego. Immonen jak zwykle rysuje świetnie. Czego chcieć więcej?


What If? Spider-Man Back In Black
Gil: Hm... jest średnio, a może nawet z lekkim odchyleniem w stronę dobrego. Jednym z problemów What Ifów jest rozwleczenie historii w czasie i spłycenie jej - tutaj wszystko dzieje się w ciągu jednej nocy, szybko i dynamicznie. Całość odbieram nawet lepiej od wersji oryginalnej, bo jest bardziej impulsywna i logiczna. Strzał, trup, akcja - nie jakieś bieganie za własnym ogonem przez kilka miesięcy i rozpaczanie bez sensu. Mogło wyglądać lepiej, ale przynajmniej nie odstrasza. Dam 5/10 z odchyleniem w stronę szóstki.
Undercik: J
est lepiej niż przy WI? Fallen Son, ale nie jest rewelacyjnie. Dostajemy historyjkę z tym co by było, gdyby to MJ została postrzelona. Moim zdaniem trochę głupi pomysł, lepsze były przy poprzednich What Ifach. Na szczęście z wykonaniem jest trochę lepiej.

avalonpulse0072i.jpgUltimatum #2
Gil: Kto widział powyższą recenzję ostatniego Hulka wie już, że Loeb sobie nie żałował w tym tygodniu. Ten numer sprawia jednak, że szczerze zaczynam się niepokoić, bo ta fascynacja kanibalizmem przyjmuje niepokojące rozmiary. Jeśli scenarzysta wypuszcza w jednym dniu dwa komiksy nie mające ze sobą nic wspólnego i w obu ktoś zostaje zjedzony przez kogoś innego, to coś tu jest mocno nie tak. Tutaj jest nawet gorzej, bo wszystko dzieje się na widoku, wyraźnie i w dodatku z kpiącym komentarzem. W tym przypadku słowo "niesmaczne" nie jest nawet blisko, a "obrzydlistwo" to eufemizm. Zanim jednak dochodzimy do tej sceny, mamy do czynienia z bolesną dawką oczywistości, banału i przewidywalnych zdarzeń. Jeśli cokolwiek może mnie skłonić do sięgnięcia po kolejny numer, to tylko ciekawość czy pod dnem jest muł, czy kolejne, twardsze dno. Bez wątpliwości 1/10.

Hotaru:
Rysunki się pogorszyły. Fabuła... nie wiem, jak Jeph Loeb to robi, ale za każdym razem mnie zaskakuje - kiedy już myślisz, że niżej zejść się nie da, on udowadnia, że byłeś w błędzie. Teraz wiem już, że trzeci numer będzie najprawdopodobniej jeszcze gorszy, ale nie potrafię sobie tego wyobrazić. Granice mojej wyobraźni zostały przekroczone.

Bertoluccio: Nie widzieć czemu znajduję ostatnio wielką przyjemność w dokładnym analizowaniu kolejnych komiksów napisanych przez Loeba oraz wyszukiwaniu w nich pozytywnych aspektów. Jeżeli chodzi zaś o ten konkretny odnoszę wrażenie, że spodobał mi się tylko dlatego, że aktualnie czytając komiksy Loeba zawsze jestem przygotowany na najgorsze. Całość była jak sinusoida, dobra scena, a zaraz po niej tragiczna, i tak na zmianę. Początek ze zniszonym NY, akcją ratunkową S.H.I.E.L.D. i Spiderem komentującym aktualną sytuację był dobry. Nawet paplaninę Pajęczaka na dużo niższym poziomie niż zwykle można zrzucić na ekstremalnie stresującą sytuację (bardziej niż zwykle), w jakiej się znajduje. Kolejna scena z Iron Manem i Carol słaba, chociaż nie tragiczna. Rozmowa Ant-Mana i Clinta mająca sens, ale dialogi mogłby być lepsze. Scenie Bena przy łóżku Sue też nie mam nic do zarzucenia. I kiedy już muślałem, że Loeb na prawdę napisał dobry numer, nadeszła kolej na Reeda i jego bezsensowany oraz idiotyczny monolog do nieprzytomnego Namora. Brawo, panie Loeb. Brawo. Pojawienia się Zardy nie skomentuje, bo w sumie to na razie jeden panel. Może będzie to miał potem jakieś sensowne rozwinięcie. Co do Thora i jego przygody w zaświatach: Fajnie się to ogląda, ale czy to ma jakiekolwie znacznie w stosunku do całego Ultimatum? I tak dochodzimy do sceny numeru. Pomijam już takie szczegóły, jak od kiedy Blob jest kanibalem (może mi coś umknęło w świecie Ultimate), ale dawno mnie już żadna scena tak nie zaskoczyła w komiksie. No, powiedzmy sobie szczerze - kto z Was spodziewał się sceny niczym z filmów Romero w komiksie czysto superbohaterskim, mainstreamowym i bez dopiska Marvel Zombies? Ja się nie spodziewałem. Że też edytorzy to w ogóle puścili. Na koniec całkiem przyjemna scena, kiedy Magneto wykazuje się niezwykle logicznym myśleniem jak na postać komiksową i to jeszcze w komiksie napisanym przez późnego-Loeba (w odróżnieniu od wczesnego-Loeba, który wsławił się m. in. kolorową serią Marvela). Skoro większość jego wcześniejszych planów zawsze zawodziła z powodu mącenia jednego człowieka, trzeba się go pozbyć, nim będzie miał okazję znowu namącić. I przez pozbyć rozumiem zabić, a nie zamknąć w losowo wybranym miekscu, skąd pewnie i tak ucieknie, aby w ostatniej chwili przeszkodzić w realizacji złowieszczego planu. Podsumowując - death toll idzie w górę, rysunki bardzo dobre i scenariusz nawet jakoś się trzyma. Moja ocena 5/10.
hitano: Nie, nie, nie i po raz n-ty NIE! Loebowi mówimy NIE. Po tym numerze całkowicie porzucam całą sprawę z Ultimatum. Cała fabuła się nie klei. Scena z zabiciem Janet nie dość, że to potwierdza, to w dodatku wskazuje, że albo Loeb uważa że pozbycie się w dwóch uniwersach tej samej postaci jest fajne, albo jest palantem. Mnie przekonuje to drugie. Poza tym sprawa z S.H.I.E.L.D. - no dobra, Karolka wygląda sexy i cool, ale jej teksty są beznadziejne. Dalej sprawa z Thorem i Capem w nordyckich zaświatach, gdzie od razu wiadomo, że Thor będzie musiał wybrać. Finch też tylko dobrze rysuje Karolkę, ale reszta jest słaba. No i czy Loeb ma wolną rękę przy pisaniu czegokolwiek? Żaden edytor nie uznał tego numeru za stek bzdur? Quesada wydaje się nie rozumieć, że całe Ultimatum będzie o wiele gorszym obuchem dla Marvela, niż całe OMD. 1/10 zgiń, przepadnij i zapomnij.
Krzycer: łojezu. Nawet rysunki mi się nie podobały. Finch ma spadek formy... albo dopasował się do treści.
Chociaż nie, problem nie leży w treści. Treść jest ok - wkurzony Magneto kontra świat, było, ale tutaj jest w miarę świeże, bo faktycznie trup ściele się gęsto. Ale forma... dialogi wciąż wołają o pomstę do nieba.
Ale najgorsze jest to, że nie musiało tak być. Parę scen wypada naprawdę nieźle, tak, jakby Loeb przypominał sobie, jak powinno się pisać... To, że Clint pomaga Hankowi, jest jego pierwszym logicznym działaniem, odkąd zaczął go pisać Loeb. I człowiek już zaczyna mieć nadzieję, że coś z tego będzie... A zaraz potem dostajemy Bloba wcinającego Wasp...

Wolverine: Origins #31
Gil: Way wraca na swój własny łej i ciągnie za sobą stare wątki. Znów wracamy do sprawy Cybera i Romulusa, która jest wałkowana od początku serii. Tym razem na szczęście zapowiada się, że zmierza ona do końca, więc zamierzam zostać z tytułem do końca, żeby chociaż wiedzieć, o co było tyle krzyku. Jeśli chodzi o ten numer, to jakoś bardzo źle nie było, chociaż widać gdzieniegdzie słabości warsztatu autora. Na szczęście od jakiegoś czasu rysunki łagodzą trochę te objawy, ale tym razem muszę zauważyć, że Paquette ewidentnie zrzyna z Leinila Yu.
Takie sobie typowe 5/10.

Lokus: No to mój pochwalny powrót do tej serii po wydarzeniach z Original Sin prawdopodobnie zakończy się wraz z końcem tej historii. Way bez pomocy Carey'a wraca do poziomu bliskiemu zeru, dodatkowo wzbogacone o paskudne rysunki Yanicka Paquette. Szkoda czasu i nerwów. 3/10



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:


avalonpulse0072a.jpgMs. Marvel vol. 2 #34

Autor: David Yardin

Hotaru: Pod względem artyzmu najlepszą okładką tego tygodnia jest ta do Dark Tower: Treachery #4 autorstwa Jae Lee i Richarda Isanove'a, jednakże to nie ona najbardziej zapadła mi w pamięci. Zrobiła to okładka Yardina do Ms. Marvel. I nie łudzę się, że Carol Danvers naprawdę dostanie kulkę w jakiejś szemranej okolicy - po prostu przemawia do mnie klimat noir bijący z tej okładki.




avalonpulse0072b.jpgWhat If? Spider-Man Back In Black

Autorzy: Roy Garney & Marko Djurdjevic

Gamart: Małe cudo, od którego aż biją emocje. Świetnie zachowana perspektywa, która daje nam niezwykle filmowe i sugestywne ujęcie, a z tym wszystkim nieźle komponują się na tle nieba twarze pozostałych, po Mary Jane i Spider-Manie, postaci dramatu. Wszystko mi się podoba w tej okładce.






avalonpulse0072c.jpgWolverine: Origins #31

Autor:
Mike Deodato

Gil: Deodato przyzwyczaił nas do świetnych okładek, w których wspina się na wyżyny pomysłowości, ale tym razem jest inaczej. Tym razem pomysł jest prosty, tak samo jak wykonanie. Dwie sylwetki i fragment budynku na tle nieba o zachodzie słońca. Ta tonacja kolorystyczna zawsze mnie bierze, więc to pierwszy powód, a drugi to fakt, że udało mu się przy użyciu odrobiny światła nadać sylwetkom sporo dynamiki. Przyjemne.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.12.24


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.