Avalon » Publicystyka » Artykuł

Civil War - I Hate It Here

Pomysł był intrygujący: społeczność superbohaterów polaryzuje masakra w Stamford. Upraszczając: Iron Man popierając Ustawę Rejestracji Superbohaterów chce zalegalizować bohaterskie działania bohaterów, zmuszając ich przy tym do ujawnienia swych prawdziwych tożsamości. Kapitan Ameryka ma być głównym psem gończym S.H.I.E.L.D., ale Rogers rzuca piach w tryby machiny zwanej Ustawą Rejestracji Superbohaterów.
Civil War: I Hate It Here.


Trzeba przyznać, że pomysł był intrygujący: społeczność superbohaterów polaryzuje masakra w Stamford. Upraszczając mocno można napisać, że Iron Man popierając Ustawę Rejestracji Superbohaterów chce zalegalizować bohaterskie działania bohaterów, zmuszając ich przy tym do ujawnienia swych prawdziwych tożsamości. Ustawa o rejestracji sprecyzowała (albo też nakryła wszystkich wielkim kocem generalizacji), że każdy obywatel, który ma jakieś zdolności, musi się zarejestrować i być do dyspozycji agencji rządowych. Dla niechętnych, tych, którzy mieli inne plany, inne poglądy ideologiczne, lub po prostu wiedzieli, że agencje rządowe były tak wiele razy infiltrowane przez złoczyńców/terrorystów/Wolverine'a, że mogli równie dobrze dać ogłoszenie do gazet z namiarami swoich bliskich, przewidziano wizytę w malowniczym ośrodku penitencjarnym w krainie Nigdynigdy, gdzie spokojne odsiadywanie wyroku może być kłopotliwe, bo czas równie dobrze może płynąć do tyłu, czy też w bok. Ale w sumie długość wyroku nie ma znaczenia, bo żaden sąd go nie zasądził, więc przynajmniej jedno zmartwienie z głowy. Kapitan Ameryka miał być głównym psem gończym S.H.I.E.L.D., ale Rogers rzucił piach w tryby machiny zwanej Ustawą Rejestracji Superbohaterów nazywając ją "nieamerykańską" niezgodną z konstytucją. Po pokazaniu dyrektor Hill metaforycznego środkowego palca Cap zwołał podobnie myślących kolegów i rozpoczął starą dobrą partyzantkę.

Zaczęła się Wojna Domowa. Obie strony wygrywały i przegrywały bitwy, obie robiły rzeczy, które były raczej mało "bohaterskie". Choć Kapitan Ameryka używał sabotażu i szpiegowania, to Stark i dr Frankenst..., er, Reed Richards poszli trochę dalej, minęli szarą strefę, skręcili przy Strefie Mroku i zaparkowali przy alei "zbudujmy roboto-klona Thora i włączmy do naszej armii superzłoczyńców, bo w przeszłości zawsze się to udawało". Plan udał się w 101% i Clor prześwidrował biednego Goliata na wylot. Reakcja osobników, którzy go stworzyli? "Ha ha, um yeah, to nie powinno się stać, sorki". Za stworzenie tego najlepszego nordyckiego wynalazku od czasu IKEI stał Mr Fantastic. Za ten, jak się przekonał Bill, niezawodny kawałek techniki był odpowiedzialny ten sam gość, według którego, i jego magicznych równań (TM), bohaterzy muszą się rejestrować teraz-już-teraz, bo inaczej w bliżej nieokreślonej przyszłości może nastąpić bardzo nieokreślona katastrofa. W fantastyce naukowej zdaje się istnieje pojecie równania, które opisuje losową naturę wszechświata. Jest ono tak nieskończenie skomplikowane, że mając je do dyspozycji można modelować wszechświat wedle własnego uznania. Albo coś w tym guście. Totalne oderwanie Richardsa od rzeczywistości i jego "wymyśliłem tę dziedzinę matematyki przy śniadaniu, zaufajcie mi" jakoś nie napawa optymizmem, co do jego zdolności przewidywania zachowań ludzkich i nadciągających końców świata.

Ogólnie można zauważyć pewien schemat, że strona "pro" jest kreowana jako armia antypatycznych bufonów, a strona "anty", nawet, jeśli nie ma racji w sprawie Rejestracji, to powinna skopać im tyłki, bo to banda aroganckich, za przeproszeniem, dupków. Tak czy inaczej doszło do ostatecznej konfrontacji w centrum Nowego Jorku, strona "anty" zaczęła wygrywać, i wtedy Kapitana Amerykę uderzyło, dosłownie, jak i w przenośni, Deus Ex Machina (nie, nie burmistrz Hundred tylko Nieprawdopodobny Akt Boga/Scenarzysty) i Steve po dokonaniu ideologicznego zwrotu o 540 stopni oddał się w ręce władz. Na przestrzeni kilku stron strona "pro" stała się cool, a Tony Stark z wielkiego nieociosanego fallusa, stał się wielkim Troskliwym Misiem promieniującym dobrocią i dotykiem leczącym raka. Nowa posada też jest niczego sobie i te lata spędzone na uganianiu się za Ultronem i Wrecking Crew z pewnością przydadzą się w prowadzeniu międzynarodowej agencji wywiadowczej.


Po skończeniu lektury Civil War #7 byłem zawiedziony i może lekko poirytowany, że reklamowany i nakręcany z tak wielką pompą Event przez duże "E" zakończył się tak mizernie i bez, że tak to ujmę, ikry. W sumie doświadczenie wielokrotnie nas uczyło, że crossovery o największym zasięgu najmniej zmieniają ("House of M"? Proszę, reszta Marvel U i tak nie zauważała istnienia mutantów. "Infinite Crisis?" Superboy zginął, Superman znowu na chwilę stracił moce, Green Arrow nauczył się kung-fu, Blüdhavenowym Czarnobylem nikt się zbytnio nie przejął i tyle), ale my, czytelnicy, za każdym razem wiedzeni przez materkingowców ("klient nasz pannn", oooczywiście) myślimy, że to akurat będzie "to". Cóż, główny Civil War zawiódł część (większość?) czytelników, ale była jeszcze jakaś nadzieja w Civil War: Front Line. Ben i Sally, para dziennikarzy z głowami na karku, wiedzieli, że z tą wojną domową jest coś nie tak. Ben badał wątek finansowy, zadając pytanie "kto na tym korzysta", Sally sama poczuła "delikatność" Ustawy, gdy zatrzymano ją i przetrzymywano bez postawienia zarzutów. Z biegiem czasu zagłębiali się w spisek i im głębiej kopali, tym miej im się to podobało, widzieli, przynajmniej tak wydawało się czytelnikom. W końcu po ataku Osborne'a na delegację z Atlantydy odkryli Prawdę. Coś, co miało rzucić nowe światło na konflikt, historia, która skończy wszystkie historie, Pulitzer, Nobel i Oscar w jednym owinięte studolarówkami. To było tak ważne, że oboje pozwalniali się ze swoich gazet uważając, że nie poradzą sobie z Prawdą (dla wizualizacji efektu powagi/ważności wyobrazicie/obejrzyjcie sobie Jacka Nicholsona krzyczącego "You can't handle the truth!", a Jack wie, co mówi). Ben, idąc za pieniędzmi, wskazuje niejako na chęć wzbogacenia się Starka na wojnie, ale finałowe wielkie halo ma być ujawnione w ostatnim numerze Civil War: Front Line. Urich stwierdza, że zna prawdziwe przyczyny Civil War. I czego dowiadujemy się na ten temat w ostatnim numerze? Ano nic, Sally wydziera się na Rogersa, że on walczył za tak antyczne pojęcia jak "wolność" i "prawa obywatelskie", kiedy współczesna Ameryka to gwiazdki Idola i Paris Hilton. Steve niestety nie urwał jej głowy i para bombowych dziennikarzy mogła zająć się swoją wielką sensacją. W końcu podczas rozmowy ze Starkiem dowiadujemy się o co chodziło. Tony był gotów rozpętać wojnę, prawdziwy konflikt militarny z tysiącami zabitych cywili, z Atlantydą, raczej potężnym zdaje się krajem, żeby stłumić konflikt między superbohaterami. A Sally Floyd i Ben Urich przyklaskują jego genialnemu planowi i ubolewają nad jego poświęceniem i tym, że nie może się nikomu zwierzyć. Po przeczytaniu tego miałem ochotę chwycić scenarzystę Ramona Bachsa i zapytać "Stary kpisz czy o drogę pytasz!?". Konflikt bohaterów i parę zniszczonych budynków to pikuś w porównaniu z tym, co Namor i jego smerfy mogliby zrobić. Ale wszystko jest spoko, bo Tony miał dobre intencje i na szczęście władca Atlantydy nie był w przesadnie wojennym nastroju. Ugh.


Civil War może i udało się wprowadzić kilka zmian w Uniwersum Marvela, ale zawiodło jako historia, opowieść, którą chce się czytać, a nie z frustracją rzucić w kąt czekając na następny wielki "event", który wskrzesi umarłych i odwróci większość wprowadzonych zmian. Tak czy inaczej, all hail Emperor Stark. Za kilka miesięcy na bohaterów Marvela ma spaść Word War Hulk. Mogę mieć tylko nadzieję, że zielony wielkolud po powrocie przeczyta "Civil War" i zniesmaczony ruszy w poszukiwanie Iron Mana, którego po spektakularnej bitwie przerobi na nocnik. Ach, marzenia. :)

Idanow

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.