Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #71 (22.12.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 22 grudnia 2008 Numer: 46/2008 (71)


Jesteśmy w lekkim zawieszeniu: zakończyło się Secret Invasion, a Dark Reign i War of Kings dopiero się rozkręcają. Przekonajcie się, jak wypadły ostatnie części SI i wprowadzenie do DR i WoK.



Avengers: The Initiative #19 avalonpulse0071c.jpg
Hotaru: Zakończenie tak samo emocjonujące, jak i zakończenie Secret Invasion. Okazało się mianowicie, że pomimo miażdzącej przewagi, Skrullowie ugięli się przed świeżynkami z Inicjatywy. To nie świadczy za dobrze o elicie ich sił zbrojnych... Cały ten tie-in wolę już zapomnieć i czekam, aż w następnym numerze Gage na powrót mnie kupi. Jeśli do tego nie dojdzie - żegnaj Inicjatywo.
Gil: Finał wielkiego skrullobicia w Inicjatywie zepsuł nam trochę wydany w zeszłym tygodniu Spotlight, gdzie ujawniono, kto jeszcze jest Skrullem. Ale to niewielka strata, bo i ich znaczenie wielkie nie było. Zastanawiające jest spostrzeżenie, że Dugan był Skrullem już podczas WWH, ale z drugiej strony prolog do SI nie wskazywał na konkretny moment. Ostatecznie, większość wątków ładnie się zbiegła, a Crusader miał swoją chwilę tryumfu. Krótką, ale miał. Trochę mniej było miejsca na zabawne teksty, ale i tak kilka się trafiło. I rysunki dobre. Dostanie więc zarówno za całą historię, jak i ten numer 7/10.
Lokus: Spóźniona definitywnie o dwa tygodnie finałowa potyczka między Inicjatywą a Skrullami z 3D Manem w roli głównej. Szczerze mówiąc bardzo rozczarowująca, gdyż im bardziej ten tie-in się posuwał, tym bardziej był trudny do zniesienia. Rysownik jakby momentami starał się skopiować styl Yu z głównej SI, co jeszcze bardziej mnie denerwowało. Teraz tylko czekam na wyjawienie tożsamości Mutant Zero. Jeśli pan Gage mnie zawiedzie, to może być moje rozstanie z tym tytułem, który w tym roku znacznie obniżył loty. 5/10

Krzycer: Końcówka uratowała numer, bo byłoby za wesoło. A tak wyszło w sam raz. Teraz czekamy na ujawnienie Mutant Zero.

Amazing Spider-Man #581
Gil: Wyjaśnienie wielkiej tajemnicy zmartwychwstania Harry'ego Osborna, które jak się okazuje, wcale zmartwychwstaniem nie było. Co więcej, jest niemal dokładną kopią scenariusza powrotu Normana, z tą różnicą, że tutaj wszystko zaaranżował tatuś. Czyli teoretycznie, jeśli komuś się nie podoba, nie może winić BND, bo byłoby to równie możliwe bez dokonanych zmian. Moim zdaniem jakiekolwiek wyjaśnienie jest lepsze niż udawanie, że nic się nie stało, więc jestem na tak. A w teraźniejszości dzieje się dość dużo i całkiem ciekawe, chociaż nie przypominam sobie, bym gdzieś słyszał o przyczynach obecnego stanu Molten Mana, ale może to tylko dziury w głowie. Rysunki w porządku, więc damy przyzwoite 6/10.

Lokus: W sumie nieźle to wyszło, choć do ideału daleko. Wyjaśnienie kwestii śmierci Harry'ego kupiłem, choć numer jako całość spisał się średnio. Następny to nietrudna do przewidzenia potyczka Spidera z Molten Manem z jeszcze bardziej nietrudnym do przewidzenia wynikiem.
Plus dla rysownika, który przypadł mi do gustu i w sumie wyjdzie 6/10

Itobybylonatyle: No i mamy wyjaśnienie tajemnicy powrotu Harry'ego do życia. W sumie bardziej mi pasuje takie rozwiązanie niż coś w stylu abrakadabra. Nie rozumiem tylko, jaki cel miał Norman w upozorowaniu śmierci swojego syna? Końcówka zwiastuje nam typowe łubu dubu w następnym numerze. A no i jeszcze Piotruś dostaje przysłowiowego kosza. 6/10

Dark Reign: New Nation

Hotaru: Spodziewałem się... sam nie wiem, czego się spodziewałem, ale raczej nie kolejnej reklamówki. Marvel zaczyna przeginać tak ostro, że aż nie mogę wyjść z podziwu. Czekam, aż ich strategia nachalnego marketingu obróci się przeciwko nim. Może wtedy nauczą się na błędach.

Gil: Trzy z pięciu zapowiedzi widzieliśmy już w SI: Dark Reign, więc trudno się oprzeć wrażeniu wtórności. Ponadto, wszystkie wyglądają na typowe zapowiedzi, które nie mają wiele do zaoferowania poza krótkim "będzie to wyglądać tak i tak". Ze względów fabularnych najciekawiej zapowiada się Secret Warriors, a wizualnie najbardziej zachęca War Machine. Wygląda też na to, że za powrotem Mockingbird kryje się jakaś tajemnica, która może okazać się interesująca. No cóż, tak czy inaczej, nie można ocenić tego inaczej, jak na 5/10.
Lokus: Kilka raptem zapowiedzi nowych serii/miniserii post-SI, z których tylko przedostatnia o Skrull Kill Krew wyróżniła się na tle innych. SkrullKrowy? 4/10
Undercik: R
eklamówka, wyłudzacz kasy. Otrzymujemy 5 historii promujących trzy serie. Warta uwagi jest tylko ta czwarta - z krowami-Skrullami. Wszystkie są jakimś wprowadzeniem, które mówi: "chcesz wiedzieć co dalej, nie ma sprawy, mi Ci to ułatwimy, kup tę serię!"

avalonpulse0071d.jpgDeadpool vol. 3 #5
Gil: Kolejny numer, co do którego mam mieszane uczucia. Niby czuć trochę klasycznym Deadpoolem, niby nie. Niby śmieszy, niby nie. Czegoś tu zdecydowanie zabrakło, bo chociaż numer jest przyzwoity, a akcje są w stylu Wade'a, to klimat jakoś nie ten. Jakby wciąż wisiało nad serią piętno jej scenarzysty i obawa, że za chwilę stanie się coś bardzo złego. Może to absurdalne, ale, kurcze, prawdziwe. A tak właściwie, to nie wiadomo, o co chodziło z tymi zombie. Nawet rysunki jakoś nie bardzo mi leżą - zwłaszcza ogromne, plastikowe piersi pielęgniarek zombie są groteskowe.
Dam słabe 6/10.

Undercik: Deadpool, ach ten Deadpool, jak tu na niego nie głosować w Gentelmens Game? On jest tym, co jest potrzebne dla Way'a. To dzięki niemu Way zamiast pisać tragicznie, pisze średnio i da się to czytać. Strona graficzna pasuje do tego tytułu, co już podkreślałem w czasie tie-inie w tym tytule do Inwazji.
Lokus: Sam się sobie dziwię, ale mam do czynienia z komiksem Daniela Way'a, który nie tylko mi się podoba, ale również czekam z niecierpliwością na kolejne numery. Ba, ostatnie numery W:O też były dobre (choć tu wpływ Carey'a ewidentny). Czyżby pan scenarzysta przeszedł kurs pisania niezłych historii? Tymczasem nasz ulubiony łowca nagród okazuje się być paskudnym daniem, co jest przy okazji najlepszym chyba momentem komiksu. Dobrze, że rysownik również pokazuje się z dobrej strony. Za całość jak najbardziej 7/10
Krzycer: Wygląda na to, że Way z koszmarnego scenarzysty awansował na scenarzystę koszmarnie przeciętnego. Żeby nie było - jest to poprawa. A momentami... momentami Deadpool broni się sam. I wtedy jest nieźle.
Ale przynajmniej rysunki są fajne. Mocno plastikowe, ale Deadpoolowi to nie przeszkadza.


Dead Of Night Featuring Devil Slayer #4
Gil: Finał serii okazał się bardzo szybki. Przynajmniej takie wrażenie odniosłem, bo ostateczna konfrontacja ma niezłe tempo i nawet się nie obejrzałem, jak poleciały głowy. Rozwiązanie niby przewidywalne, ale pozostawia lekki niedosyt, zaś epilog zdecydowanie zbyt skrótowy, ale zapowiadający ciąg dalszy. Mam nadzieję, że Danny jeszcze gdzieś się pojawi, bo ma potencjał do wykorzystania. Tymczasem, oceniam całość na dobre 6/10.


Ghost Rider
vol.
5 #30
Gil: Mam wrażenie, że kiedy zaczęło się robić ciekawiej, seria gdzieś zboczyła z kursu. Wątek wielu Ghost Riderów chętnie bym poobserwował, ale te wszystkie anielskie bzdury zupełnie mi nie pasują do Marvela, więc czytanie o nich nie niesie ze sobą żadnej przyjemności, a co najwyżej ból głowy. Pominę już fakt, że Danny zachowuje się jak ostatni naiwniak, bo to akurat jest jakoś usprawiedliwione. I jeszcze te rysunki, do których wciąż nie mogę się przekonać. Tym razem 5/10.

Lokus: Kolejny bardzo dobry numer. Akcji trochę mniej, dzięki czemu dowiadujemy się nieco o motywach postępowania Danny'ego i o kolejnych Ghost Riderach (których w tym numerze mamy już pięciu). Tan Eng Huat to rysownik z niezłymi wahaniami formy, gdyż ten numer ewidentnie mu nie wyszedł, a pokazywał już się z bardzo dobrej strony. Podsumowując uważam, iż październikowa 102 pozycja tej serii na liście Diamonda to zdecydowanie za mało, bo od kiedy Ghosta pisze Aaron, to naprawdę jedna z ciekawszych pozycji Marvela (moim skromnym zdaniem). 7/10


Moon Knight vol. 5 #25
Gil: O kurcze! Zabili Spectora! Not! Finał kolejnej historii dowiódł tylko, że seria nie ma nic do zaoferowania poza wykopaliskami. Norman musiałby być skończonym idiotą, żeby kupić rzekomą śmierć Spectora, nie mając ciała na dowód. Zwłaszcza, jeśli Moon Knight znów gdzieś się wyłoni. A że odkopał swoją starą fałszywą tożsamość? Meh! W tym świecie po węchu by go znaleźli. Nie wiem, na co ja miałem nadzieję, sięgając po ten numer, ale wiem, że to był ostatni raz. Ocena: 3/10.

Lokus: Właśnie takiego rozwiązania można było się spodziewać - niby zginął, a jednak żyje. Numer ten jednak nie należy do Spectora, lecz Bullseye'a i jego psychopatycznych popisów. Właśnie to tylko dzięki gościnnym występom Thunderboltów historię tę dało się bez większego bólu poczytać. Teraz czeka nas ponowne spotkanie Knighta z Punisherem i obawiam się, że już tak nieźle może nie być. Za "śmierć" Spector dostaje 6/10.


Invincible Iron Man #8
avalonpulse0071e.jpg
Gamart: Ha, Tony pokazuje, że jest lojalny w stosunku do przyjaciół [zapowiada się jego powrót w chwale za jakiś rok]. Starcie jego z Osbornem zapowiada się na najlepszą część Dark Reign, bo wiadomo, że żaden nie odpuści. "World's Most Wanted" ma bardzo mocne podstawy i mam nadzieję, że dalsze części będą równie ciekawe. Fajnie też, że Maria Hill będzie miała stałe miejsce w komiksie. Jedyny mankament numeru to informacja o końcu Extremisowania. Mam nadzieję, że on tylko wyłączony jest czy coś takiego. O, i jeszcze paskudne rysunki Larocci, ale fabuła to wynagradza.
Gil: Nawet wyszło nieźle, ale to przede wszystkim zasługa tego, jak Antek wykiwał Normana, bo przy tej scenie szczerze się pośmiałem. Cała reszta już nie wygląda tak dobrze, a zwłaszcza nie podoba mi się wyrzucenie do kosza świetnego pomysłu Ellisa i cofnięcie w rozwoju kolejnej postaci. Miejmy nadzieję, że to chwilowe. Poza tym, historia nosi znamiona schematu "from the top to the bottom and back", z którym pewnie będziemy musieli obcować przez najbliższy rok. Warto natomiast zwrócić uwagę na nową asystentkę Normana - ms. Hand, która pojawiła się także w Mighty Avengers. Mam wrażenie, że jeszcze poznamy jakąś tajemnicę z nią związaną. A tak w ogóle, to Norman w wykonaniu Salvy jest gruby. Niech będzie, kolejne mocne 6/10.
Lokus: Czyli potyczka Stark vs. Osborn, część pierwsza. Zastanawiałem się niedawno, jak Norman zajmie się wiedzą operacyjną Aktu Rejestracyjnego, a tu taka miła niespodzianka. Generalnie jest to pierwszy numer tej serii, który podobał mi się bardziej niż "prawie wcale", co dobrze prorokuje panu Fractionowi. Co do rysunków Larroci to każdy wie, jak jest. Myślę jednak, że tym numerem popisał się jeszcze słabiej, niż poprzednimi. Może najwyższy czas na zmianę rysownika? Pliiis. Podsumowując pierwszy numer "World's Most Wanted" zasługuje na 7/10

Krzycer: Ciekawe. Obawiam się tylko, że wraz z tym numerem dostajemy początek cyklu "bohaterowie każdej serii co numer odnoszą małe zwycięstwo nad Normanem Osbornem". Na razie jednak jest nieźle. Żal tylko, że Tony'ego pozbawili Extremis...
A, no i Larroca nie powinien rysować Osborna en face. Z profilu też nie. Tył głowy - ewentualnie...


Mighty Avengers #20

Gamart: Całkiem niezłe przedstawienie reakcji na śmierć Janet. Naprawdę żal mi się zrobiło Hanka. Mocna przemowa, tylko obarczanie Tony'ego winą za wszystko złe, co się dzieje w uniwersum, jest już nudne. Do tego ładne starcie Bartona z Osbornem. Całkiem niezłe pożegnanie Bendisa z serią.
Hotaru: Ostatni numer Mighty Bendisa i nie mogę przestać myśleć, że wyjdzie to temu tytułowi na dobre. Nie lubię wprawdzie rysunków Phama, ale Slott obiecuje naprawdę wielkie rzeczy, a ja na razie dałem mu kredyt zaufania. Co się tyczy tego numeru, to jestem mile zaskoczony warstwą graficzną - jakoś umknęło mej uwadze nazwisko Cheunga na okładce. Co się tyczy warstwy fabularnej, to bez wzlotów. Gleb jednak też nie było, a to już jakiś sukces.

Gil: Jak dla mnie, numer ten wyszedł bardzo nierówno. Z jednej strony, reakcje Pyma są prawidłowe i dobrze przedstawione, ale z drugiej nie mogę z nim sympatyzować, bo śmierć Janet nie zrobiła na mnie najmniejszego wrażenia i to wszystko jest jakieś wymuszone. Tym, co nie daje mi spokoju po lekturze, jest natomiast obecny status prawny Clinta. Bo jeśli legalnie nie żyje, Norman może mu skoczyć ze swoją rejestracją, ale z drugiej strony, czy nie został zarejestrowany, kiedy Antek chciał z niego zrobić nowego Kapitana? Jakieś to zagmatwane strasznie. Poza tym, z trzech rysowników nie zawiódł tylko Weeks, a za to skrócona historia w postaci wielkich paneli w wykonaniu Cheunga wypadła fatalnie. Dam 6/10, z mieszanymi uczuciami.
Lokus: Bendis żegna się z tytułem i robi to naprawdę dobrze. Głównym bohaterem jest tu powracający prawdziwy Hank Pym, który stara sobie poradzić sobie ze śmiercią Wasp, przy okazji dowiadując się o tym, co zaszło podczas jego podmiany. I oczywiście wszystko zwala na Tony'ego. Tak przy okazji to mam nadzieję, że Marvel nie zrobi z postacią Normana Osborna tego, co z Iron Manem po CW - czyli upierdliwca pojawiającego się w komiksach częściej niż Wolverine. Czekam już z ciekawością na numery Slotta i nowy skład Mightów, a tymczasem za dwudziesty numer przyznaję 8/10 i tytuł numeru tygodnia.


Punisher MAX #65
Lokus: MAX-owy Punisher ma to do siebie, że choć generalnie polega tylko na tym, by jak najwięcej trupa położyć w jak najdziwniejszy sposób, to jednak nie umiem się od niego oderwać. W "Girls in White Dresses" mamy do czynienia jednak z dwoma zasadniczymi minusami: znów z Jigsawem i Laurencem Campbellem - rysownikiem. Niestety, niektóre kadry w jego wykonaniu były ciężkie do rozszyfrowania. Za zeszyt, jak i za całość 6/10.

New Exiles #16
Lokus: Ekhm... Wstyd mi za to, że scenarzystą tego czegoś jest mój imiennik. Ten numer jest jak cały run Claremonta w Exiles i New Exiles czyli zwyczajnie do bani i jakoś nieszczególnie dziwi mnie to, że za dwa miesiące żegnamy ten crap. Dziwi mnie bardziej to, że aż do osiemnastu zeszytów ta seria dojdzie. Mam nadzieję, że po tym wszystkim Morph i Sage nam z oczu nie znikną, bo powrót Psylocke do 616 jest już przesądzony. Tak jak się spodziewałem, gniot tygodnia i zasłużone 2/10.


avalonpulse0071f.jpgThunderbolts #127
Gil: Zgadnijcie, kto dostaje tytuł numeru tygodnia? Tak, znowu Boltsi. Tym razem za świetną konfrontację między Songbird a Bullseyem i to, w jaki sposób Melissa wykiwała Moonstone. Przez chwilę bałem się, że naprawdę ją ubiją, ale szczęśliwie wyszła z tego cało. Szkoda tylko, że w zeszłym tygodniu widzieliśmy, jak skończył Swordsman, więc końcówka została osłabiona. Cóż, to nie wina scenarzysty, że plan wydawniczy jest kiepsko zsynchronizowany. De la Torre radzi sobie coraz lepiej, więc i na rysunki nie można narzekać, a dodatkowo entuzjazm podnosi oczekiwanie na zmiany w zespole. Należy się 8/10.

Lokus: No to kilka rzeczy nam się wyjaśniło. Szkoda tylko, że to kolejny w tym tygodniu komiks wydany trochę za późno. Ciekawe tylko, co się stało z Penancem i czy dowiemy się o tym z DA czy z kolejnych numerów Thunderbolts. Swoją drogą to Bullseye nie ma zbyt dobrego tygodnia - najpierw zwiał mu Moon Knight, a teraz Songbird. Podsumowując, poziom Ellisa to nie jest, ale jest dobrze. Teraz czekam na nowy skład i mam nadzieję, że mnie on przekona. W końcu jakby nie było, to jest tam Ant-Man. Za numer #127 7/10

Undercik: Żegnaj, stary składzie. To już drugi pożegnalny numer w tym tygodniu, po pożegnaniu Wasp i BMB w MA teraz żegnamy w Boltsach skład, który otarł się o ideał. Zobaczymy, co przyniesie na nowy team, ale z tym poczekajmy do następpnego numeru. W tym otrzymujemy koniec polowania na Songbird dzięki Swordsmanowi, co świadczy, że akcja dzieje się jeszcze przed SI:DR. Tak więc na koniec, do zobaczenia prawdopodobnie w Dark Avengers.

Spider-Man Noir #1
Gil: Czy mówiłem może przy okazji X Men: Noir, że sama nazwa klimatu nie czyni? Aha, mówiłem. No to potwierdzam po stokroć w tym przypadku. O ile Hine się stara i historia wyszła mu całkiem ciekawa, to do pary dostał rysownika, który wszystko zepsuł. Lokalizacja wydarzeń, uczynienie centralnej postaci z Uricha i zasadzenie wielu wątków z jeszcze większą ilością niewiadomych wyszły świetnie. Nie powiem, że filmowo, bo jednak czegoś mi tu brakuje, ale komiksowo bez zarzutu. Gdyby tylko dało się to czytać z zamkniętymi oczami, odbiór byłby dużo lepszy. Miejscami pan Giandomenico stara się umożliwić nam to rysując tak, że nic nie widać, ale ja wolałbym jednak kogoś innego. Kogokolwiek. Byłoby lepiej, ale przez grafikę tylko 6/10.

Lokus: Niestety - X-Men: Noir bije jak na razie pajączka na głowę. Co prawda klimat lat 30 zeszłego stulecia czuć na każdej stronnicy, to jednak nie porwało mnie to tak, jak powinno. Naprawdę świetna akcja była tylko na początku, później po raz kolejny wałkowanie śmierci wujka Bena i tak dalej aż do nieźle rokującej końcówki. Mam nadzieję, że David Hine udźwignie jednak tę miniserię, bo jak za pierwszy rozdział to co najwyżej 5/10 mogę przyznać.


Squadron Supreme
vol.
3 #6
Lokus: Z tą serią jest pewien istotny problem, ponieważ choć historia sama w sobie jest dobra, to jednak po pierwsze: skutecznie psuje ją rysownik i po drugie: jak dotąd nie bardzo wiedziałem, co to ma do wcześniejszych Squadronów. Na szczęście końcówka tego numeru powoduje mały uśmiech zadowolenia i jestem ciekaw, jak to się teraz rozwinie. 6/10


Thor God-Sized #1

Gil: Ale się ten Fraction uwziął na Thora... Gdyby jeszcze mu to wychodziło, nie protestowałbym, ale w tej sytuacji powiadam: dość! Cała historia skupia się na poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, kim był Skurge? I podejrzewam, że duża część czytelników również zadała sobie to pytanie, bo to postać dawno pogrzebana i przysypana toną ziemi. Gdybym nie znał go z pierwszych numerów Avengers pewnie też zachodziłbym w głowę, kto zacz, ale w tej sytuacji mogłem sobie od razu odpowiedzieć: nikt ważny. I tak, historia o postaci zapomnianej nadaje się tylko do zapomnienia. Miejscami fajnie to wygląda, ale i tak 4/10 najwyżej dostanie.


X-Men Kingbreaker #1 avalonpulse0071g.jpg
Hotaru: Yost jest świetnym scenarzystą. Naprawdę, im więcej czytam jego scenariuszów, tym bardziej się do niego przekonuję. Wróżę mu wielką karierę, jeśli nie zacznie rozmieniać się na drobne. Numer świetny, o wiele lepszy od Emperor Vulcan, a przecież napisała je ta sama osoba. Do tej pory nie wyszło NIC słabego, co było by powiązane z War of Kings. Wierzę, że swoją zajebistością event przebije Annihilation i Conquest razem wzięte, a przecież już one były świetne.
Gil: No cóż, rewelacji nie ma. Seria zaczyna się prawie dokładnie tam, gdzie skończył się Emperor Vulcan i kontynuuje w tym samym stylu, czyli jako przyzwoite czytadło. W tej chwili jesteśmy na etapie rozstawiania figur i jest to tak wyraźne, że nie pozostawia wątpliwości. Vulcan sobie podbija, Starjammers sobie kombinują, a Havok i Polaris sobie siedzą w lochach. Ot i wszystko na razie. Jest jednak potencjał i możliwości rozwoju, który, mam nadzieję, zobaczymy już w następnym numerze. Póki co, kolejne 6/10.
Lokus: Bardzo dobry początek miejmy nadzieję świetnej historii. Pokazanie torturowanych Starjammers mocne, ale najlepszy był dialog pomiędzy braćmi Summers. Być może rysownik mógłby być nieco lepszy, ale ogólny odbiór pierwszego numeru świetny. WoK już zapowiada się na kolejny niesamowity kosmiczny event, w którym pojawią się ci, których zabrakło w obu Anihilacjach - Inhumans i właśnie X-Men. Pozostaje tylko czekać i delektować się takimi smaczkami, jak ten. 8/10
Krzycer: W
stęp do Wojny Królów, a jednocześnie bezpośrednia kontynuacja miniserii Emperor Vulcan. Może być ciekawie, ale w pierwszym numerze zabrakło rewelacji czy jakiegoś zwrotu akcji - bo w zasadzie o wszystkim już wiedzieliśmy z Emperor Vulcan i Divided We Stand...

Uncanny X-Men #505
Gil: Oto numer, który zadecydował o moim rozstaniu z Uncanny X-Men po wielu latach. A zdecydowało to, że nie ma w nim absolutnie nic interesującego. Patrzę na obrazki i widzę tylko sieczkę albo piersi. Czytam dymki i wszystko układa mi się w "bla bla bla..." Jeśli nie da się tego przeczytać z jakimikolwiek odczuciami - pozytywnymi czy negatywnymi - to znaczy, że nie warto tego czytać. Na do widzenia 4/10.

Lokus: Słabo niestety, wciąż słabo. Uncanny od zakończenia Messiah Complex ssie potwornie i z każdym kolejnym numerem przechodzi mi ochota do czytania tego komiksu. Tym razem nie wydarzyło się praktycznie nic i nawet sceny z Pixie nie były takie, jak we wcześniejszych numerach. Gdyby nie brak Logana to mielibyśmy tu cały skład Astonishing gadający o niczym. Fraction dobrym Iron Manem przykrył nieco swoją porażkę w tym numerze Uncanny. Jeszcze jedna szansa za miesiąc, później żegnam ten tytuł przynajmniej do czasu zmiany twórców. 3/10

Undercik: Jest lepiej niż w poprzednich numerach, sam zresztą nie wierzę, że to mówię, Fraction dał radę w dwóch numerach w tym tygodniu, czyżby znaczna zwyżka formy? Jak dla mnie jest dobrze jak na UX-Men. No i dostajemy powiązanie z Dark Reign, co daje plusa numerowi.

X-Factor vol. 3 #38
Hotaru: Stroman do domu! Zaiste, skąd mu przyszło do głowy rysować mainstreamowe komiksy? W ogóle się do tego nie nadaje! Na szczęście, Peter David odwalił kawał dobrej roboty. Jest o wiele lepiej, niż przez kilka ostatnich numerów. Zachowanie Madroxa i rana Val - tego się nie spodziewałem i czuję się autentycznie podjarany. Wywalcie tylko rysownika i X-Factor - pomimo obecności Longshota i Darwina - na powrót będzie komiksem idealnym.

Gil: Od strony fabularnej wszystko jest w porządku. Niby mniej dysFUNkcjonalnie, a bardziej dynamicznie, może z lekkimi znamionami wypełniacza, ale wciąż jest dobrze. Za to od strony graficznej... porażka! Zgaduję, że nastąpiły jakieś zmiany w scenariuszu na ostatnią chwilę i rysunki Stromana powędrowały do kosza, a na zrobienie nowych nie miał czasu, więc zatrudnili niejakiego Nelsona (którego kojarzę tylko ze względu na piłkarski pseudonim), żeby maźnął coś na szybkiego. I tak zrobił. Cóż, wyszło mu lepiej niż Stromanowi, ale na pewno nie wyszło dobrze. I tak powstał najsłabszy numer tej serii, który mimo to ocenię na 6/10.
Lokus: Gdyby Stroman "narysował" cały numer, to byłaby tragedia, a tak po czterech stronach koszmaru rozpoczęła się uczta. PAD jak zwykle zadziwił - tym razem raną Valerie i nieco bezsensownym zachowaniem Rictora. Reszta grupy była jakby nieco w tyle, a rozwiązanie problemu Darwina przyjąłem z ulgą. Teraz liczę na bardziej sensowny udział tej postaci w X-Factor. Longshot jak na razie nudny, ale David na pewno nas zaskoczy jeszcze tą postacią. Teraz już tylko czeka na poród dziecka Siryn, ale założę się, że będzie to syn niemutant. 8/10

Krzycer: No na litość boską, dlaczego pierwsze cztery strony wyszły spod ręki Stromana? Nelson nie wyrabiał się z terminami czy też może Marvel tnie koszty? (Oby nie, bo to by źle wróżyło tytułowi...)
Pan Nelson zresztą też nie zachwyca - zbliżenia na twarz mu nie wychodzą - ale w porównaniu do Stromana... no, dość powiedzieć, że mając w pamięci Stromana, przekonuję się do JRJR ;)
Od strony fabularnej zaś nie mam absolutnie niczego do zarzucenia. Ciekawie i zaskakująco rozwinęła się sytuacja z Siryn, Rictorem i Cooper, finałowa konfrontacja Madroxa z tajemniczym biznesmenem przebiegła wbrew wszelkim obowiązującym w gatunku schematom... Klasa. Szkoda tylko, że dialogów było tu mniej. Za dużo akcji...
No i nadal nie ma Layli :)


avalonpulse0071h.jpgX-Men Legacy #219
Hotaru: Mam wielki problem z tym tytułem. Czytam go, ponieważ Carey tak dobrze pisał Adjectiveless (i Ender's Shadow), że nadal ma u mnie kredyt zaufania. Ale nie zmienia to faktu, że ten tytuł nie wnosi niczego nowego na stół. Grzebanie się w przeszłości jeszcze zniosę, jeśli służy jakiemuś teraźniejszemu celowi, ale Xavier jest dla mnie martwy, więc w ogóle nie obchodzi mnie jego droga krzyżowa ku samoodkrywaniu, która coraz bardziej z każdym numerem przypomina masturbację. Może pojawienie się Rogue w końcu coś zmieni na lepsze...?

Lokus: No niestety, ten numer nie wyszedł Careyowi. Jak dotąd Legacy potrafiło wycisnąć wiele dobrego ze zgaszonej już gwiazdy Xaviera, jednak jego spotkanie z Cainem było po prostu nudne i przegadane. Mam nadzieję, że powrót Rogue nieco zatrze złe wrażenie po tym numerze. 5/10
Gil: Kolejny numer o charakterze przerywnika, którego głównym zadaniem jest rozwiać wątpliwości odnośnie aktualnego statusu Juggernauta. Da się wyczuć pewną wtórność, ale w przypadku tych dwóch postaci jest ona nieunikniona, powinniśmy się więc cieszyć z oryginalnego przebiegu spotkania i jego formy, która okazuje się całkiem zaskakująca. Podoba mi się także pomysł z wyciągnięciem etymologii imienia Jagannatha, który był jak małe oświecenie. Jeśli można na coś naprawdę narzekać, to na rysunki, które pozostawiają wiele do życzenia, ale mimo to dam 7/10.

What If Newer Fantastic Four
Demogorgon: Ok, that was... Crap. Oldschool crap, dodajmy. A oldschool i crap nigdy dobrze razem nie współpracują. Ogólnie jest trochę kreskówkowo, trochę zabawnie i trochę fajnie, gdy Thanos daje się Loganowi zrobić w konia. Ale tak po za tym, to jakieś to kiepskie, pozbawione wyrazu i polotu. Historia z Runaways też jakaś słaba - Victorious tłucze Runaways, gadając jak najęty, aż pojawia się Kang i pakuje mu kulkę w bebechy. Pomysł dobry, gorzej z wykonaniem. Ogólnie będzie 4/10.

Gil: Zrezygnowałem bez czytania, jak tylko zobaczyłem rysunki. Przekartkowałem i stwierdziłem, że nie wygląda zachęcająco. Niech to będzie oceną na pierwszy rzut oka.



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:


avalonpulse0071a.jpgMighty Avengers #20

Autor: Marko Djurdjevic

Gamart: Świetny pomysł na okładkę, do tego idealnie obrazujący to, co będzie się działo we wnętrzu numeru. Jeden z niewielu wypadków, w których brak tła jest uzasadniony. Całość podkreśla niezwykle sugestywna mimika postaci, ich pozycje i świetnie nałożone kolory.





avalonpulse0071b.jpgX-Factor vol. 3 #38

Autor: Mike Mayhew

Hotaru: Wiem, że to żadne racjonalne wyjaśnienie, ale wybrałem tę okładkę, ponieważ Monet kogoś mi na niej przypomina. I za Chiny nie mogę sobie uzmysłowić, kogo. Nawet pomimo tego jest na czym oko zawiesić... kiedy już wzrok ześlizgnie się z jakże apetycznego dekoltu, ma się rozumieć.








Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.12.17


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.