Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #61 - Alias vol. 1 TP

alias.jpgAlias vol. 1 TP

Scenariusz: Brian Michael Bendis
Rysunki: Michael Gaydos
Okładka: Michael Gaydos
Liczba Stron: 208
Cena: $19.99
Zawiera: Alias #1-9

Gil Galad: Kiedy można mówić o rewolucji? Czy koniecznie banda wkurzonych mieszczan musi szturmować Bastylię, czy wystarczą trzy magiczne literki na okładce komiksu i jedno powszechnie uważane za wulgarne słowo na pierwszym panelu pierwszej strony? Bo tak właśnie, trzeciego września roku pańskiego dwa tysiące pierwszego, z wytłuszczonym "fakiem" dochodzącym z gabinetu Jessicki Jones, Marvel wydał na świat pierwszy numer serii Alias, będący jednocześnie pierwszym komiksem z imprintu MAX.

Chociaż ostatnio pojawiło się (lub pojawi) kilka miniserii ze znanymi bohaterami w konwencji para-noir, tak naprawdę to właśnie Alias jest najbardziej noir komiksem, jaki zdarzyło się wydać Marvelowi. Jest tu wszystko, czego wymaga gatunek: surowa forma, przygnębiający, mroczny klimat i w roli głównej doświadczony przez życie prywatny detektyw, wygłaszający wewnętrzne monologi i wypalający kartony papierosów. Akurat w tym przypadku detektywem jest kobieta i to nie byle jaka. Jessica Jones wtargnęła na komiksową scenę z takim samym hukiem, z jakim wbiła się do mojej wyobraźni, by rozwalić się na krześle gdzieś w mrocznym zakamarku i zasnąć, utopiwszy robaka. To twarda babka, która klnie jak szewc, pije jak szewc i wyrzuca facetów przez drzwi jak... no, może nie szewc, ale co najmniej John Wayne. A w dodatku jest superbohaterką. To znaczy, była... Oto kolejna nowość i niezwykle oryginalny pomysł, który zagwarantował jej i jej serii sukces, bo nigdy wcześniej nie pokazano bohatera tak złamanego i zniszczonego przez życie. Nawet Daredevil w rękach Bendisa nie upadł tak nisko. Zanim jednak poznamy sekrety jej pełnego burz i nagłych zwrotów żywota, znajdujemy ją właśnie tam na dole, w rynsztoku, by towarzyszyć jej w długiej podróży powrotnej na wyżyny.

Pierwszy tom Aliasa zawiera dziewięć numerów, w których mieszczą się dwie opowieści. Jak już wspomniałem, zaczynamy poznawać naszą wkrótce ulubioną bohaterkę od absolutnych podstaw. Wszystko zaczyna się od z pozoru rutynowej sprawy odnalezienia zaginionej osoby, która okazuje się kamykiem poruszającym lawinę. Wkrótce wychodzą na jaw kolejne wątki, wiodące aż w najwyższe sfery, a Jessica zostaje dosłownie przytłoczona powracającą przeszłością. Jeśli ktoś nie miał wcześniej kontaktu z postacią (o co nie jest łatwo, jeśli się czyta bieżące numery, zwłaszcza jednej wiodącej serii), z pewnością zostanie zaskoczony przez ilość niezwykłych powiązań Jess i gościnnych występów. A mimo tego, historia wciąż trzyma się tak daleko od zwykłego komiksu suberbohaterskiego, jak to tylko możliwe, błądząc gdzieś na pograniczach dramatu, kryminału i political fiction. Druga historia bardzo różni się od pierwszej. Lawina mija i część ciężaru zostaje zdjęta z pleców Jess, pozostawiając ją z konsekwencjami. Jest oczywiście wątek detektywistyczny, który okazuje się wyjątkowo zaskakujący i jeśli wierzyć Bendisowi, jest pierwszą wskazówką w kierunku inwazji zielonych fanatyków, którą przeżywaliśmy w tym roku. Co ciekawe, przy poważnej i dojrzałej tematyce obu opowieści, Jessica zdaje się wręcz tryskać cynicznym humorem, który choćby przez sam kontrast uderza doskonale w cel, czyli czytelnika.

Dwa słowa o oprawie graficznej. Pierwsze słowo brzmi: Gaydos. Michael Gaydos. Jego wyjątkowa, bardzo charakterystyczna kreska jest jednym z fundamentów klimatu serii. W pierwszej chwili rysunki wydają się nieco niedbałe, albo toporne, ale im bardziej zagłębiasz się w lekturę, tym mniej możesz wyobrazić sobie Alias z grafiką kogoś innego. Dzięki tej kresce, seria wydaje się jeszcze bardziej offowa i oddalona od kanonu superhero, a czuć to dokładnie na każdej stronie i każdym panelu. Drugie słowo brzmi: Mack. David Mack. Twórca okładek serii dostarcza nam również niesamowitych wrażeń, łącząc swoją bardzo plastyczną kreskę z techniką kolażu. Nie przesadzę, jeśli powiem, że to najbardziej oryginalny zestaw okładek, jaki widziałem. Dobrym pomysłem wydaje się zatem usunięcie przerywników z wnętrza historii i zebranie wszystkich okładek w galerii na końcu.

Cóż mogę powiedzieć w podsumowaniu? Alias jest pozycją dla czytelnika, który szuka czegoś innego niż zwykły komiks o superbohaterach i chciałby zobaczyć inne jego oblicze. Nie jest za to pozycją dla młodszych czytelników, bo istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że nie trafi do nich przez swoją złożoność. Jest dla miłośników klimatycznej formy, a nie festiwalu kolorów i efektów, dla miłośników fabuły, a nie akcji. Ale powiem szczerze, że jeśli ktoś chciałby spróbować się zmierzyć z tego typu tytułem po raz pierwszy, nie widzę lepszej propozycji niż Alias.


Crov:
XXI wiek okazał się rozpocząć dla Marvel Comics wspaniałą dekadą, która właśnie dobiega końca. Zasiadający dopiero na stołku edytora naczelnego Joe Quesada sprawił, że sprzedaż komiksów wzrosła, a świat, nad którym sprawował władzę, stał się bardziej interesujący. Na mainstreamowej scenie komiksowej pojawili się nowi twórcy, nowe serie oraz nowi bohaterowie. W czasie tej kreatywnej burzy powstała dwójka bohaterów, która na stałe weszła do wszechświata Marvela: dosłowna interpretacja cytatu z "Tako rzecze Zaratustra" czyli potężny Sentry oraz Jessica Jones, współczesny Phillip Marlowe z nadludzkimi mocami. To właśnie tej drugiej poświęcono serię Alias.

"If I was Spider-Man, at least I would make a joke here... Fuck."

Dawno, dawno temu Jessica Jones była zwykłą dziewczyną, która uzyskała niezwykłe zdolności. Jak każda normalna dziewczyna, która uzyskała niezwykłe zdolności, postanowiła zostać superbohaterką. Niestety, trzecioligową. Jej kariera była równie krótka, co kadencja Jana Pawła I, przy czym zakończenie miała bardziej tragiczne. Jako kobieta po przejściach staczała się w alkoholizm i ćmiła coraz więcej papierosów, co zapewne sprawiło, że uznała, że powinna dopełnić wizerunku zostając prywatnym detektywem. Jest to w gruncie rzeczy dosyć szablonowa postać – alkohol, seks, sarkazm, tragiczna przeszłość – ale mimo to trudno jej nie polubić i się nią nie zainteresować. Zwłaszcza, że jej przeszłość (wyjaśniona dopiero w ostatnim tomie tej serii) jest wyjątkowo ciekawa.

Seria stała się niejako inicjatorem powstania wydziału Marvela nazywającego się MAX. Ów imprint prezentuje historie dla dojrzałych czytelników, nie kryjąc się z bluzgami, golizną czy krwią. Już na pierwszych stronach jesteśmy witani pokaźną, acz użytą z głową, porcją wulgaryzmów. Zresztą nie tylko te "ozdobniki" powodują, że komiks zalecany jest ludziom dojrzalszym. Mało tu akcji, dużo gadania, ciężkiego klimatu, a z kolei pierwsza historia dotyczy politycznych machlojek. Druga to poszukiwanie Ricka Jonesa.

Wyjątkowo ciężko jest mi pisać po raz kolejny o Brianie Michaelu Bendisie i jego scenariuszu. Naprawdę trudno jest mi znajdywać coraz to nowe przymiotniki opisujące jego zdolności i jego twórczość. Dialogi czyta się znakomicie, a wpleciony w tekście humor w stylu wspomnianego wcześniej chandlerowskiego Marlowe'a idealnie komponuje się z resztą, nie sprawiając wrażenia próby bycia "cool" czy wstawionym na siłę. Jessica Jones to dzięki Bendisowi postać interesująca i ludzka – ani nazbyt cukierkowa, ani przesadnie dramatyczna. Dodatkowo znakomicie udaje mu się wprowadzić do tej wykreowanej przez siebie brutalnej, brudnej i realistycznej części świata Marvela znanych bohaterów, takich jak Luke Cage, J. Jonah Jameson czy Ant-Man (Scott Lang). To jedna z "ukrytych" wartości Alias – pozwala wejść do uniwersum Marvela tylnimi drzwiami. Nie od strony kolorowych bijatyk, a od strony ludzi. BMB robi to w podobny sposób, jak robił to Busiek w Marvels, gdzie śledziliśmy życie przeciętnej jednostki w nieprzeciętnym świecie.

Ołówkiem operuje tu Michael Gaydos. Człowiek, którego styl kompletnie nie pasowałby do zwykłego superbohaterskiego komiksu, jednak do mrocznej, kryminalnej opowieści pasuje idealnie. Dzięki niemu Jessica Jones nie wygląda jak Playboy Playmate, tylko jak lekko zaniedbana, przeciętnej urody kobieta po trzydziesce (z twarzy przypomina mi młodszą Lindę Hamilton). Ludzie wyglądają jak zwykli ludzie – nie jak gwiazdy z okładek kolorowych pism. Oprócz tego Gaydos buduje mroczny, przytłaczający klimat ponurego Nowego Jorku (i przedmieścia), zawierając w swych rysunkach dużo czarnego koloru, jednak nigdy nie ma się wrażenia, że to zapełniacz, ponieważ nie chciało mu się czegoś rysować.

Nie wolno podchodzić do Alias jako do komiksu superbohaterskiego, tak samo jak nie można tego robić z Marvels czy legendarnymi Watchmen. Mówi wiele o nadludziach, postaciach w trykotach oraz o świecie, który zamieszkują, ale daleko mu do akcji, rozbijania się o budynki i strzelania laserami. To kryminał, współczesne noir (zwane czasem neo-noir) połączone z dramatem, które nie jest przesadnie ciężkie, ale nigdy nie bagatelizuje przedstawionych problemów, takich jak narkotyki czy uprzedzenia. Zapewne nie każdemu przypadnie do gustu kryminalny charakter historii, ale jeżeli jest się fanem Marvela, to warto znać ten komiks, choćby ze względu na unikalne spojrzenie na tę rzeczywistość. Poza tym to kapitalny komiks, na który zdecydowanie warto wydać pieniądze.


JJS


LTplus.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.