Avalon » Publicystyka » Artykuł

WTF? #1: Secret Invasion

Czy podczas lektury komiksu zdarzyło Wam się kiedyś krzyknąć "co u licha?". Pewnie tak i to wcale nie rzadko. Redaktorom Avalonu zdarzają się takie sytuacje, więc prezentujemy artykuł, w którym znalazły się najbardziej zdumiewające momenty Secret Invasion.

WTF? #1: 5 najbardziej niezrozumiałych motywów Inwazyjnych


Lokus:


1. Mockingbird, czyli kolejny epizod w cyklu "uwielbiam gnoić Clinta Bartona".

Jedną z postaci, którą w finale SI Bendis przywrócił do życia, jest była żona Hawkeye'a/Ronina i w związku z tym narodziło się we mnie kilka pytań. Po pierwsze zakładając, że Skrullowie zastępowali postacie ważne dla ich planu podboju Ziemi, to podmienienie już dłuższy czas "nieżyjącej" bohaterki wydaje się co najmniej nie na miejscu. Dlaczego? Bo wychodzi na to, że albo zieloni delikatnie mówiąc nie odrobili pracy domowej, albo co bardziej prawdopodobne, Bendis po prostu za wszelką cenę przy każdej okazji chce jakoś namieszać w postaci biednego Clinta. Wszyscy wiemy, że najpierw zabił go w Disassembled, następnie wskrzesił, zabił i znów wskrzesił podczas House of M, później, żeby nikomu się nie nudziło, wrzucił go do łóżka samej Scarlet Witch (NA #26), a teraz w ramach jakby zadośćuczynienia oddał mu zmarłą żonę. No i ja się pytam, po co to ostatnie? Nie dość, że teraz ten wątek nie bardzo trzyma się kupy, to jeszcze wygląda na to, że będziemy tą parą raczeni w sporych dawkach.

 

2. Hood, czyli pobawię się w bohatera.

Cała niezwykłość ostatecznej bitwy rozgrywającej się pomiędzy Ziemianami a Skrullami miał stanowić fakt, że ramię w ramię stanęli bohaterowie i złoczyńcy niosący wspólną ideę skopania kilkuset zielonych tyłków. Trochę się nad tym zastanawiałem, gdyż za nic nie mogę rozgryźć postępowania Parkera Robbinsa. Nie mógł on wcześniej zakładać, że Osborn przejmie wszystko i zaprosi go do Evil Illuminati, a co pokazał jeden z tie-inów, również nie musiał się on obawiać infiltracji ze strony Skrullów. A skoro zieloni nie chcieli dokonać eksterminacji ludzi, to dlaczego ostatecznie postanowił on dołączyć do herosów, a nie wspomóc najeźdźców? Czyżby kierował się myślą "dziś pobawimy się w bohaterów, a jutro wracamy do gwałcenia i zabijania ludzi"? Jak dla mnie jest to co najmniej zastanawiające. Być może w Hoodzie odezwały się ludzkie uczucia i chęć bronienia swojej ojczyzny, jak i również mateczki Ziemi, ale jakoś średnio mi się chce wierzyć żeby ktoś, kto z Dormammu jest na "ty" i chce się stać nowym Kingpinem, miał takie zamiary.

 

3. Sentry, czyli wrócę jak już będzie po wszystkim.

Moim zdaniem Marvel wprowadzając postać Sentry'ego popełnił największy błąd ostatnich lat. Heros o mocy miliona wybuchających słońc ma takie możliwości, że jednym pierdnięciem może rozwalić pół Manhattanu. Jasnym jest, że żeby nie było zbyt kolorowo, dołożono mu bardzo rozchwianą osobowość i właśnie to zadecydowało, że postać z ogromnym potencjałem, co udowodniono podczas jego debiutu w 2000 roku, została sprowadzona do roli nudnego jak flak popychadła. Jednak to, co uczyniono z nim podczas Inwazji, przerosło wszelkie przypuszczenia. Wraz z pierwszym atakiem Skrullów Boba wystrzelono w kosmos, gdzie, jak widać było jeszcze w jednym z numerów Mighty Avengers, ponownie zawładnął nim Void, i to by było na tyle. Faktem jest, że jak już wspomniałem, Bob w pojedynkę mógłby pokonać najeźdźców, ale na pewno można było lepiej wykorzystać tę postać podczas trwania historii. Zwłaszcza, że z zapowiedzi jasno wynikało, iż w Dark Reign Sentry znów będzie dość ważną postacią. Czyżby brak pomysłów, panie Bendis?

 

4. Danielle Cage, czyli o co w zasadzie chodzi?

Jednym z ciekawych wątków poruszonych podczas drogi ku Inwazji była nowonarodzona córeczka Luke'a Cage i Jessicki Jones. W jednym spośród numerów serii New Avengers widzieliśmy jej świecące na zielono oczy, które podpowiadały nam, że być może jest to mały Skrull. Tym bardziej nie dziwił wręcz moment porwania dziewczynki w SI #8, ale jak dla mnie podsunęło to pewne pytania. Po pierwsze, czy Danielle faktycznie była podmieniona? Jeśli tak, to po co? Czy była jakąś istotną częścią planu kosmitów? To tylko jedno z przypuszczeń. Drugi ze scenariuszy mówi, że mała jest dzieckiem człowieka i kosmity. Jednak skoro tak by było, to które z rodziców jest Skrullem? I czemu nie zostało zdemaskowane przez wynalazek Reeda Richardsa? A może w grę wchodzi jeszcze coś innego? Mam nadzieję, że wątek ten niedługo zostanie rozwiązany przez Bendisa w którymś z numerów serii New Avengers. Bo jak dotąd, choć interesujący, to wydaje mi się, że scenarzysta SI jeszcze sam dobrze nie wie, co z tym wszystkim zrobić.

 

5. Ludzie, czyli komiksowi politycy i obywatele USA i ich poziom idiotyzmu

Jak już zapewne wszyscy wiemy, praktycznie jedynym wygranym po wydarzeniach z SI jest Norman Osborn, mianowany nowym bohaterem Stanów Zjednoczonych tylko dlatego, że odstrzelił zielony łeb królowej najeźdźców. Od teraz to on będzie rozdawał karty w najbliższym czasie w uniwersum Marvela. I zgadzam się z tym, że będzie to jeden z najciekawszych motywów zbliżającego się Dark Reign. Jednak zastanówmy się, czy w rzeczywistym świecie byłoby to możliwe? Może nie będzie to najlepszy przykład, ale czy gdyby na Stany najechała Al-Kaida z Osamą na czele i ostatecznie odstrzeliłby go człowiek mający wiele niewinnych ofiar na sumieniu, to czy zaraz stałby się w nagrodę Ministrem Obrony? Nigdy w życiu. Chociaż dodanie Osborna, Venoma i Bullseye'a do składu Thunderbolts wyszło naprawdę świetnie i stworzyło jedną z lepszych serii ostatnich lat, to jednak nadal upieram się przy zdaniu, że pomysł takiej resocjalizacji jest co najmniej chory. A teraz mimo tego, że każdy wie, co Osborn ma na sumieniu, ludzie wybrali go na nowego "szefa wszystkich szefów". Zresztą np. ci sami ludzie, którzy jeszcze nie tak dawno temu podczas WWH domagali się śmierci Richardsa za "krzywdy" wyrządzone Hulkowi, wiwatowali na cześć powrotu FF pod koniec ostatniego numeru Secret Invasion. Nic jednak dla mnie nie przebije momentu, w którym podczas Civil War całą winą za wypadek w Stamford obarczono New Warriors, chociaż jak pokazały późniejsze wydarzenia, nie mieli oni w zasadzie żadnej winy, a całą odpowiedzialność ponosi Nitro i jego pracodawcy. Czy więc jest to mądre? Nie bardzo. Choć społeczeństwo jest w komiksach tylko tłem dla kolejnych wydarzeń w życiach poszczególnych herosów, to jednak poziom ich głupoty i podatności na sugestie jest niekiedy przerażający.

 

Wiadomym chyba jest, że powyższy tekst to TYLKO moje osobiste przemyślenia, z którymi nie musicie się zgadzać, ale jeśli ktoś jednak przyznał mi rację, to wypada mi się tylko z tego powodu cieszyć.

 

S_O:


Nie lubię tego. Jak Casper, jestem przyjacielskim duszkiem i nie podoba mi się myśl, że z mojego powodu być_może_koledze_z_redakcji nie będzie wypadało się cieszyć. Niestety, w dużym stopniu nie zgadzam się z przed chwilą przez Was przeczytanym tekstem Lokusa. A ci, których obchodzi zdanie neurotycznego geeka, wnet dowiedzą się, dlaczego.

1. "It's alive!" – albo Secret Invasion: Don't embrace s**t!

Kolega pierwszy punkt swojej listy poświęcił powrotowi martwej od piętnastu ziemskich lat Bobbi Morse, Mockingbird. I bardzo dobrze, ale czemu tylko jej się czepiać? Jak Bendis zdążył nam pokazać, Skrullowie mogą ot, tak, [tutaj proszę pstryknąć palcem] wyprodukować dowolną liczbę klonów posiadających wspomnienia oryginału, w dodatku nie rozpadających się w pył po śmierci, jak to ziemskie dziadostwo. Po jaką cholerę trzymać więc autentyki? Mógłbym ostatecznie przymknąć oko na uratowanie Invisible Woman, bo raz, że została porwana dosłownie w przededniu inwazji (czyli w przededniu jej końca... ech...), a dwa, że nie wypada rozdzielać "pierwszej rodziny Marvela" na dłużej, niż dwa lata.
A tak szlag trafił poważne zmiany wśród postaci, a jedynymi reperkusjami jest to, że Spider-Woman będzie niekochana, a Pym zainteresuje się mechanicznymi zabawkami.

2. "Business is business" – albo The biggest villain in the Hood!

I tu kończy się moje przytakiwanie. Mój poprzednik rozwodził się w drugim punkcie o braku sensownej motywacji kierującej Hoodem. Widzę, że nieuważnie czytał SI, bo pod koniec części czwartej wyraźnie mówi, że podbicie Ziemi przez kosmitów jest zbyt poważną przeszkodą w interesach, by się nią nie zająć. I czy czegoś więcej potrzeba?
Wspomniano też o tym, że – cytuję – "zieloni nie chcieli dokonać eksterminacji ludzi". Cóż, może spróbujesz to powiedzieć agentom S.W.O.R.D., połowie obsady SI: Front Line czy bohaterom uratowanym przed egzekucją przez Nicka ex Machina (choć grupa anarcho-gówniarzy, których rzeczony Fury uratował dwa numery później, pewnie przyznałaby ci rację). Czyżby ktoś dał się złapać na "Embrace Change"?

3. "Cry me a river!" – albo Golden Guardian of *sob* Good

Tu znowu wypada mi się zgodzić. Ale żeby nie było zbyt słodko, wtrącę swoje trzy grosze. Wszyscy znamy historię Sentry'ego – banda redaktorów Marvela chciała zrobić dowcip, a teraz jest już w continuity i coś trzeba z tym fantem zrobić. Na szczęście twórca – Paul Jenkins – dał Robowi zwichrowaną i rozszczepioną osobowość, którą BMB wykorzystał, by został wyłączony z gry i nie zepsuł wielkiej walki na licznych splash-page'ach. Niesatysfakcjonujące? Jak najbardziej, ale w gruncie rzeczy logiczne. Problem pojawił się, gdy na orbicie Saturna Void odkrył, że jako jedyny z siedzącej we łbie Reynoldsa bandy ma jaja (albo Cyclopsowi odpadł kawałek podczas drogi na Breakworld, a Void go znalazł) i postanowił wrócić na Ziemię i kopać tyłki. I tu następuje cięcie, nikt nic nie wie, nikt nic nie widział. Pewnie w końcu dowiemy się, co Voitry (napisałbym Sentoid, ale za bardzo mi się kojarzy z droidami) robił podczas Inwazji, ale osobiście wolałbym, żeby pokazali nam to... no, wiecie... podczas Inwazji.

4. "Oh, baby, baby (tu-rum rum) Oh, baby, baby" – albo dlaczego czarny + biały != zielony

Przyjacielu – fakt, że pod koniec New Avengers #31 mała Cage'ówna miała zielonkawe białka, nic nie znaczy – był tylko chwytem, który miał wywołać paranoję wśród czytelników, którym ledwo co poprzednia strona dała w pysk martwym Skrullem (a który mógłby być równie dobrze związany z, bo ja wiem, zielonym abażurem w sanktuarium Strange'a) i dam sobie rękę (przy opuszkach palców) odciąć, że gdyby na tej stronie znajdował się kadr z w pełni ukazanym w swej K'un-Lunowej, zielonej(!) piżamce Dannym, też wywołałoby to podejrzenia. Nie mówię, że w małej Danielle nie ma czegoś tajemniczego (gdyby nie było, nie zostałaby porwana), ale snucie teorii na podstawie tego jednego kadru (zwłaszcza, że oczy Skrullów tak nie wyglądają) jest trochę... dziwne?

5. "Ciemna masa wszystko kupi" – albo rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady.

Zabawne. Kolegę zdziwił, czy wręcz zbulwersował, sposób dojścia Normana do władzy, a ja, poznawszy go, pomyślałem "W końcu, komiksy Marvela znowu stały się sumieniem społeczeństwa" – tak jak kiedyś piętnowały rasizm z pomocą X-Men, zabawy z bronią nuklearną (Hulk) i manipulacjami genetycznymi (Spider-Man), tak teraz znowu pokazuje Amerykanom, co robi nie tak – bezkrytyczne uleganie gadającym głowom, mediom i wszelkiemu innemu crapowi, które widzą w telewizji, czyli tego, czym karmili nas przez ostatnie dwa lata Ellis i Gage na stronach Thunderbolts. I jeśli ktoś tego nie widzi, to rzeczywiście musi żyć w pustelniczej lepiance w rzeczonych Bieszczadach.
Wspominanie o licznych ofiarach Normana, o których wszyscy wiedzą, też wywołuje u mnie oburzenie: raz, że na palcach obu rąk można policzyć wszystkie nazwane z imienia i nazwiska osoby, które bezpośrednio lub nie, zabił, okaleczył, lub którym zniszczył życie (a których liczba trochę się zmniejszyła, bo ups, It's Magic!) i pewnie drugie tyle bezimiennych redshirtów, dwa, że opinia publiczna nie wie nawet o połowie tych przypadków i Green Goblina zna tylko jako "tego dziwaka, co kiedyś walczył ze Spiderem", a trzy, że te, o których społeczeństwo wie, może być (i zapewne zostało) wytłumaczone na sposób "byłem szalony, mam na to papiery. Ale nie bójcie się, jestem po terapii i łykam moje tabletki!" Nie uwierzysz, ale to naprawdę działa.
Inna rzecz, że nie tacy socjopaci zdobywali władzę przy poparciu ludu – Hitler został kanclerzem w pełni demokratycznie, a i Mussolini miał całkiem spore poparcie, zanim zdecydował się na marsz na Rzym. A to tylko dwa przypadki!

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.