Avalon » Publicystyka » Artykuł

Secret Invasion - kiedy opadł kurz

Redakcji Avalonu nie mogło zabraknąć na miejscu najważniejszego w tym roku wydarzenia uniwersum Marvela. Dwoje naszych korespondentów na gorąco dzieli się wrażeniami po zakończonej w Nowym Jorku batalii.
Demogorgon: (Wyłazi ze schronu) Stój! Kto idzie? Swój, czy Skrull?

Hotaru: Coś pan! Z choinki się urwał? Przecież wykopaliśmy Zielonych z orbity, że aż się za nimi kurzyło! Sam widziałem, jak Thor sam jeden rozgromił całą ich armadę.

Demogorgon: Serio? Ha, a jednak na tych gości w trykotach można liczyć.
Ale to aż dziw bierze, że poradzili sobie tak szybko. Przecież między sobą tłukli się kilka miesięcy.

Hotaru: Wprawdzie z pomarszczonymi brodami poradzili sobie w kilkanaście godzin, ale mógłbym przysiąc, że się ciągnęło jakby trwało rok z nawiązką.

Demogorgon: Tak to jest, jak walka trwa na wielu frontach. Z radia wyłapałem, że zaatakowali cały świat. To prawda? Czy znowu tylko nam, biednym pechowcom z NY, się oberwało?

Hotaru: A trudno stwierdzić z pewnością. Wiesz panie, jakie teraz są media - ze wszystkiego chcą zrobić sensację i widowisko większe, niż w rzeczywistości. Zresztą, co nas obchodzi świat, na naszym miejscu zacząłbym się martwić o to, kto zapłaci za sprzątanie tego całego bajzlu - toż Manhattan wygląda teraz gorzej niż Brooklyn!

Demogorgon: Nie jest chyba tak źle. Szczerze mówiąc, bałem się, że przerobią nasz miasto na pustynię Gobi albo coś takiego.
Odgrażali się z początku, że mają jakiś kamień rzeczywistości, czy coś, że są wszędzie i ich ostatnia wizyta to przy tej pryszcz. No to uciekłem do schronu. Ale widzę, że chyba w większości tylko się przechwalali.

Hotaru: Widać ich specjaliści od PR trochę przegięli. Ale jeśli mam być szczery, to i u nas zdarza się często, że naobiecują i naobiecują, a potem nic z tych obietnic nie zostaje. Rozumiesz panie, to tak, jakby obiecali dać ci jutro za darmo nowego chevroleta, a potem okazało się, że nie chevroleta, a wózek do golfa, nie za darmo, tylko na kredyt, i nie jutro, ale kiedy skończy się kryzys finansowy. Takie życie...

Demogorgon: No, ale z drugiej strony, to mogli wcale nie przylecieć, albo przylecieć, rozwalić jeden budynek i odlecieć. Po tych wszystkich groźbach i paranoi muszę przyznać, że takie zachowanie by mnie rozczarowało. Ale z drugiej strony - może to my się zbytnio nakręciliśmy? Zwłaszcza panikę budował niejaki Brian Bendis, zna go pan? Ponoć poznał sekrety inwazji i podrzucał parę co jakiś czas, aby zwiększyć paranoję. Cwaniak. A może sam się okazał Skrullem?

Hotaru: Niestety, to raczej nasz. Nie jest dobrym kandydatem na infiltratora w ukryciu. Widziałem go kilka razy. Ten blask za bardzo rzuca się w oczy - gościa widać z odległości kilometra, a z odległości kilku metrów trzeba już założyć okulary przeciwsłoneczne. Ale nie to jest najgorsze - z odległości kilku metrów słychać, co mówi. A mówi dużo i głównie o sobie. I prawdy w tym tyle, co w Tic-Tacu kalorii.

Demogorgon: Słyszałem, że ponoć nadawał nawet w środku samej inwazji. Zachwalał plany Skrullów i takiego jednego rysownika - Leinila Yu chyba. No, ale mu się akurat przy tym drugim nie dziwię, bo ponoć gość ma lepszy okres.

Hotaru: Lepszy niż...?

Demogorgon: Niż to co wyczyniał z New Avengers nie tak dawno temu.

Hotaru: Artystą nie jestem i może zabrzmię staromodnie, ale wolę, kiedy dach samochodu sięga człowiekowi do piersi, a nie do kolan. Ale trudno nadążyć za tymi wszystkimi nowymi alternatywnymi stylami rysowania... ja lubię, kiedy ktoś rysuje dobrze - alternatywę zostawiam dla estetycznych masochistów.

Demogorgon: Ja też jednak artystą nie jestem i to chyba jeszcze mniej niż kolega, bo nawet takich szczegółów nie zauważałem. Bardziej skupiałem się na treści. To prawda, że wrócił Nick Fury? I Thor? I Cap? I była wielka bitwa w środku Central Parku?

Hotaru: Ha! Ale z pana dowcipniś! "Skupiłem się na treści", hehe! Aż mi się łezka w oku zakręciła... I tak, była bitwa i w ogóle pełnowymiarowe mordobicie. Treść mi jakoś umknęła w tym całym rozgardiaszu.

Demogorgon: No tak, racja. Wiele mądrego to się dzieci nie nauczą z tej rąbaniny. Ale z drugiej strony, czy po superbohaterach i zielonych ludzikach można się spodziewać czegoś więcej?

Hotaru: Wie pan, jakiś morał da się z wszystkiego wykrzesać. Np. "co z tego, że on cię kocha, kiedy Osborn ma spluwę". Albo "nie opłaca się budować kosmicznej floty i wysłać ją do celu odległego o lata świetlne, jeśli ten cel zamieszkuje jeden bóg z młotkiem, bo i tak rozgromi ją w 10 minut".

Demogorgon: Ta, albo morał bardziej poprawny politycznie - "oni mogą być wszędzie, nie ufaj nikomu". Ale mi to kompletnie nie pasuje - podciąganie inwazji pod nurt robienia metafory gdzie się da, jaki zaczęła wojna domowa, jest płytkie jak mało co. Już Final Crisis ze stajni konkurencji porusza ważniejsze kwestie społeczne... Zaraz, zaraz... Osborn? Green Goblin? Pan "zrobię twojej lasce dziecko i zrzucę ją z mostu"? A co on ma do tego?

Hotaru: Nie mam zielonego - ani żadnego innego - pojęcia. Nie śledziłem kariery faceta. Wydaje się, że rząd postanowił posadzić na tronie każdego, kto załatwi tę zieloną religijną dewotkę... I padło na Osborna, bo był o ułamek sekundy szybszy od tego ze szponami.

Demogorgon: CO? Osborn dorwał się do władzy? Dobra, słyszałem przed wyjściem, że go kochają, ale nie spodziewałem się, że to wszystko skończy się jakimś "All Hail Norman!" Heh, może lepiej na chwilę o tym nie mówmy, wiadomo już, jak poradzili sobie inni? Londyn stoi?

Hotaru: Zdziwiłbym się, gdyby było inaczej. Chociaż po prawdzie, to nie mam pojęcia. Pan siedział w schronie i słuchał doniesień z globalnego frontu w radio, ja wolałem się przyglądać z bliska rozwojowi wydarzeń na Manhattanie.

Demogorgon: O, odważny pan. A może ma pan jakieś ważne szczegóły, które mogły większości umknąć? Ja w zamian mogę powiedzieć, co wyłapałem spoza stanu i kraju. Z tego co wyłapałem, Londyn nie padł i chyba Brytole wyszły nawet lepiej od nas na tym wszystkim - ponoć ich bohaterowie spisali się na medal. Nie rozumiem tylko, czemu nagle podskoczyła im liczba satanistycznych tekstów i nekrologów Johna Lenona w audycjach.... Wakanda też stoi, ale ponoć było ciężko, paskudnie, a pod koniec walk nawet dziwnie. Oklahomę ocalili Asgardczycy, ale jakoś relacje nie były najlepszej jakości. Malownicze, owszem, ale niezbyt sensowne i jakieś za bardzo pompatyczne. Jakby ktoś nasmarował język wazeliną, licząc, ze dostanie posadę scenarzysty przygód Thora za jakiś czas. No, w to pan pewnie nie dasz wiary, wyłapałem nawet wieści z kosmosu. Ponoć Skrullowie nieźle dały popalić nie tylko Ziemianom.

Hotaru: A szkoda, bo tak chociaż dla nich byliśmy wyjątkowi, a teraz mi pan mówi, że inne rasy też zaszczycili swoimi pomarszczonymi facjatami. A tutaj nie próżnowali. Wkurzyli i tych dobrych, i tych aspirujących do dobrych, i tych dobrych tylko dla siebie. Bitwa była taka, że szpilkę trudno było pomiędzy tych wszystkich herosów wcisnąć. Nawet jakieś kaczory się znalazły. Młóćka była jak się patrzy, więc na szczegółach trudno się było skupić. Ale w ogólnym rozrachunku, ten Osborn zajął miejsce Antosia Starka, który wpadł w jeszcze większą niełaskę, niż Monika Lewinsky, bo... bo... bo ktoś musiał za to beknąć, rozumi pan. Na koniec wróciło jeszcze trochę naszych w trykotach, których wcześniej żeśmy pochowali. Ale w sumie to nic nowego - dla nich nie ma żadnych świętości i nawet umrzeć porządnie nie potrafią. Ta projektantka mody, co teraz niby zginęła, też pewno wróci za jakiś czas...

Demogorgon: No rzeczywiście, nie ma już nic świętego. Ale nie tylko dla nich - słyszałem, jak jakiś debil obrażał Punishera w audycji. A drugi udawał Deadpoola. I wcale nie był śmieszny. Zero szacunku dla autorytetów... Ale słyszałem, że są też dobre strony tego bałaganu - masowe migracje Inhumans z Księżyca zwolnią miejsce pod księżycowe osiedle. I ponoć mamy na Ziemi jakieś Złote Latarnie, czy cos takiego. Przyszłość rysuje się w całkiem jasnych barwach. Nawet jak na mroooczne rządy Osborna.

Hotaru: Ach, Konstytucja i te przeklęte poprawki... każdy może mówić, co mu ślina na język przyniesie. A co się tyczy przyszłości, to nie byłbym taki pewien. Pana nie było, to pan nie widział, ale aż serce rosło, jak się zobaczyło tłum naszych walczących ramię w ramię z zielonymi. A teraz wspólny wróg zniknął, więc pewno wrócą do naparzania się nawzajem. W gruncie rzeczy, teraz zmieni się sceneria, ale niewiele więcej.

[Zaczyna buczeć radio]
-<bzztt> Dark Avengers obiecują zaprowadzić porządek... <bzzztt> Tony Stark winny!....<bzzztt> Agenci Atlasu mówią "Nie dla Normana"...<bzzztt> Sentry obiecuje złapać Punishera<bzzztt>.

Demogorgon: Wiesz pan co? Cofam co powiedziałem. To rzeczywiście wróci do nawalanek miedzy tymi dobrymi. Czyli w gruncie rzeczy, prawie nic się nie zmieniło. No, ale nie ma co się dziwić. Nie zjednoczył ich jeden zielony, nie zjednoczy i armia zielonych. Właściwie ciężko powiedzieć, czemu Skrullom nie wyszło. Może nadmiar zmiennych, których nawet Bendis nie mógł ogarnąć? Albo nadmiar ludzi, którzy mieszali w to swoje paluchy? Jak kolega myśli?

Hotaru: Trudno powiedzieć... może to dlatego, że ich bóg ich kochał, a nasz walił młotkiem? Mieli trochę gorzej od samego początku, bo nasi grali u siebie. Chociaż tak pomiędzy nami, to sam tego nie rozumiem. Tylu się ich tu zleciało, mieli taką przewagę na każdym froncie, że aż sam się dziwię, że przegrali. Tak jakby nagle odwróciła się od nich karma... Siła wyższa, nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć.

[Radio znów się odzywa]
-<bzztt>Greg Pak i Fred Van lente zapraszają do kupna ich nowej książki! "Hercules i kochliwy zielonobrody"! Oparte na prawdziwych wydarzeniach!

Demogorgon: Hmm..To nawet pasuje. Ciekawy zbieg okoliczności, że Skrullowie zaczęli przegrywać, kiedy Hercules pokazał ich bogu, gdzie go ma. Chyba nawet ateista mógłby od tego uwierzyć w siły wyższe. Ale chyba jednak przegrali, bo napadli na całą Ziemię na raz. Gdyby najpierw skupili się tylko na Avengers, kto wie, może by odnieśli sukces. A tak? Sorry chłopaki, DC znów zrobiło lepszego crossa... A właśnie... Czytuje kolega Wizarda? Był tak niedawno wywiad z Bendisem, Geoffem Johnsem i Jimem Lee.

Hotaru: Panie, siedząc w schronie może i bym przeczytał. Coś wartego uwagi?

Demogorgon: Bendis przyznał, że nie spodziewał się, że znów przyjdzie mu poprowadzić coś tak wielkiego, jak House of M. Johns przepowiedział, że będzie to robił tak długo, póki nie zrobi tego dobrze.

Hotaru: W takim razie prowadź pan do tego schronu... Mam nadzieję, że da się w nim pomieszkać przez kilka następnych lat...
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.