Avalon » Publicystyka » Artykuł

World War Hulk Aftersmash - recenzje i podsumowanie

World War Hulk zebrało skrajne recenzje, od bardzo dobrych, po takie, które narzekały na jego prostotę i nie potrafiły docenić geniuszu Johna Romity Jr. ;) I jak to ostatnio zwykle bywa, po owym crossoverze dostaliśmy od razu kolejny event, trzeba powiedzieć dość rozmyty w swej spójności, opierający się głównie na konsekwencjach WWH, chyba tylko po to, żeby później nikt nie mówił, że ich wcale nie było. Oto World War Hulk Aftersmash redakcyjnym okiem.
World War Hulk Aftersmash - recenzje i podsumowanie

World War Hulk zebrało skrajne recenzje, od bardzo dobrych, po takie, które narzekały na jego prostotę i nie potrafiły docenić geniuszu Johna Romity Jr. ;) I jak to ostatnio zwykle bywa, po owym crossoverze dostaliśmy od razu kolejny event, trzeba powiedzieć dość rozmyty w swej spójności, opierający się głównie na konsekwencjach WWH, chyba tylko po to, żeby później nikt nie mówił, że ich wcale nie było. Oto World War Hulk Aftersmash redakcyjnym okiem.



wwhar3.jpg

Incredible Hercules #112-115
Scenariusz: Greg Pak, Fred Van Lente
Rysunki: Khoi Pham

redevil: WWH się skończyło, czas więc opowiedzieć o personach, które pośrednio brały udział w tej wojnie. Pomysł był prosty, dwie trzecioligowe postacie, logo WWH na okładce i jakoś to będzie. Nie tym razem! Scenarzyści Pak oraz Van Lente z trzecioligowych bohaterów - Herculesa i Amadeusa Cho - stworzyli jeden z najlepszych duetów ostatnich lat. Oddali im nawet serię do tej pory poświęconą Hulkowi i rzucili naprzeciw S.H.I.E.L.D. oraz Avengers, a do tego umiejętnie wpletli wspomnienia greckiego herosa sięgające czasów sprzed narodzin Chrystusa.
Nagromadzenie akcji, świetnych tekstów bohaterów i przeciwników, szczególnie Aresa, sprawiło, że Herc oraz Cho podskoczyli w moim prywatnym rankingu najlepszych serii Marvela o dobre kilka pięter. Polecam.


wwhar2.jpg

World War Hulk Aftersmash: Damage Control #1-3
Scenariusz: Dwayne McDuffie
Rysunki: Salva Espin

Black Bolt: Szczerze mówiąc, to gdyby nie obowiązki szefa działu Gamma Zone, to bym tego nawet kijem nie ruszył. Fabuła jest bezdennie głupia, więc przewrotnie zacznę od rysunków, za które odpowiadał Salva Espin. Ma on taki nijaki styl, lekko kreskówkowy, za czym osobiście nie przepadam. Może miało to pasować do tej miniserii, która chociaż z założenia miała być humorystyczna, ale mnie te rysunki odrzucały.
A wracając do fabuły, to mamy tu Damage Control zajmujące się odbudową Nowego Jorku, jakieś interakcje między postaciami, które nie są znane szerszej publiczności, przez co nie ciekawią i mnóstwo, ale to mnóstwo mało śmiesznych gagów. Czytelnik zamiast się śmiać, często łapie się za głowę i ma nadzieje, że nikt już nigdy nie powróci do tych wątków. Szczytem szczytów głupoty jest wszechpotężny, ożywiony budynek Chryslera, który raz w roku może sobie lecieć na wakacje, a to wszystko w głównym uniwersum Marvela. Boże McDuffie... Jedyny pozytyw, jaki na siłę można wyciągnąć z tych trzech numerów to taki, że powrócił robot Arch-E-5912, odnaleziono jego szczątki i częściowo naprawiono. Pokazano również jak to się dzieje, że zniszczony po każdym większym wydarzeniu Nowy Jork już po miesiącu wygląda jak gdyby nigdy nic. A o całej reszcie najlepiej zapomnieć.
Reasumując, żenująca lektura. Chyba tylko dla najzagorzalszych fanów Damage Control, jeśli takowi w ogóle istnieją. Kiepskie rysunki, straszny scenariusz. Nie polecam.

wwhar4.jpg

World War Hulk Aftersmash: Warbound #1-5
Scenariusz: Greg Pak
Rysunki: Leonard Kirk, Rafa Sandoval

Demogorgon: Warbound, najbliżsi sojusznicy Hulka, po klęsce Worldbreakera są zagubieni w nieznanym im świecie i ścigani przez S.H.I.E.L.D.. Ich tropem podąża agentka Kate Waynesboro. Zdrajca Miek wyjawił jej największe sekrety członków Przymierza, aby ta mogła ich łatwiej złapać bądź zabić. Tymczasem Warbound szybko się przekonają, że jeśli Hulk jest czyimś przyjacielem, to automatycznie ten ktoś ma wielu wrogów. A jakby tego było mało, jeden z tych wrogów, the Leader, właśnie postanowił wykorzystać Warbound w swoim nowym, niecnym planie.
Cóż można więcej powiedzieć o fabule. Ciekawie wykorzystany Leader, którego brakowało mi w czasie World War Hulk, sensowna dawka akcji, często wzbogacona o kilka zaskakujących zwrotów oraz wyciągnięcie z niebytu jednej z dawnych miłostek Bannera i dokonanie w jej życiu wielkich zmian (w każdym możliwym znaczeniu tego słowa). Pak się postarał, fabuła jest co najmniej na poziomie najlepszych tie-inów World War Hulk albo nawet i Planet Hulk.
Rysunki też stoją na wysokim poziomie. Kirk sprawił, że zakochałem się w Elloe, a Sandoval sprawdził się rysując Mieka. Jeśli lubicie czysto rozrywkowe komiksy akcji, to WWHA: Warbound jest jak najbardziej dla Was.

wwhar1.jpg

Podsumowanie całego World War Hulk Aftersmash

Black Bolt: Po krótkiej refleksji śmiało można stwierdzić, że żaden z tego ważny event. Wszystkie tytuły składowe nie mają ze sobą nic wspólnego oprócz tego, że dzieją się po World War Hulk, a zgromadzenie ich pod jednym szyldem - Aftersmash - służyło wyłącznie zwiększeniu sprzedaży oraz dawało pretekst do wydania okazjonalnych popłuczyn. Mowa tu oczywiście o WWHA: Dammage Control, nad którym nie chcę już się pastwić, więc przejdę dalej. Takie WWHA: Warbound wypadło natomiast zaskakująco dobrze. Pewnie dlatego, że zdążyłem się już zżyć z tymi bohaterami i ich losy nie były mi obojętne. Bardzo dobrze, że o nich po prostu nie zapomniano, tylko dość sprytnie ulokowano w Gammaworld, gdzie mogą sobie spokojnie czekać na kolejne występy na łamach komiksu. Tymczasem Hercules oraz Amadeus Cho już formalnie przejęli serię Incredible, a ich przygody z każdym numerem robiły się coraz ciekawsze i coraz bardziej oddalały się od hulkowej tematyki.
Wszystkie te trzy tytuły wykorzystywały na własne potrzeby wątki rozpoczęte w czasie World War Hulk, zostały one podomykane, a wiele spraw wyjaśniono nie pozostawiając żadnych niedomówień. Więc można rzec, że Aftersmash spełniło swoje zadanie i wypada dość solidnie jako dodatek, podkreślam dodatek do poprzedzającego je crossa i nawet beznadziejne WWHA: Dammage Control nie jest w stanie zatrzeć tego wrażenia.

Lokus:
Jak to bywa w niemal każdym kolejnym crossie wydawnictwa Marvel ostatnich lat, to co z niego wynika, ma swoją nazwę. I tak z House of M wynikło Decimation, z Civil WarInitaitive, a z Secret InvasionDark Reign. Nie inaczej było z mniejszym nieco World War Hulk, po zakończeniu którego dostaliśmy trzy historie ze znaczkiem Aftersmash. Czy jednak, tak naprawdę, były one niezbędne, czy też wydawnictwo Marvel, zachęcone sukcesem historii o powrocie Hulka na Ziemię, zaatakowało nas nie wartymi zachodu opowieściami? Moje zdanie jest niestety dość negatywne, ponieważ uważam, że 2/3 Aftersmash można sobie spokojnie podarować.
Zacznę może jednak o tej części tego... hmm, eventu(?), która naprawdę świetnie się udała. Mowa oczywiście o historii zawartej w numerach #112-115 serii Incredible Hercules. Greg Pak i Fred Van Lente dostali za zadanie przywrócenie do panteonu pierwszoligowych postaci Marvela, dość zapomnianego, ostatnimi czasy, herosa. I to zdecydowanie im wyszło. Jak pamiętamy, już podczas samego WWH Herc i jego kompan Amadeus Cho zawładnęli serią (wtedy jeszcze) Incredible Hulk vol. 3. Już wtedy widać było, że istnieje dobry pomysł na użycie tych postaci w przyszłości i to znalazło swoje potwierdzenie w tych czterech zeszytach. Jak przystało na Aftersmash, akcja rozpoczyna się niemal zaraz po wydarzeniach z ostatniego zeszytu WWH. Hercules i Amadeus staja się celem numer 1 dla S.H.I.E.L.D. Gdy jej szeregowi agenci nie dają rady, do akcji zostają wysłani członkowie Avengers: Black Widow, Wonder Man i, a może zwłaszcza, Ares. To właśnie konfrontacja dwójki greckich bogów jest tu oczywiście najciekawsza. Autorzy scenariusza bardzo umiejętnie również wpletli do komiksu, zarówno te doskonale znane, jak i te nieco mniej rozpoznawalne, fragmenty mitów dotyczących Herculesa. Gdy dodamy do tego naprawdę sporą dawkę humoru, to otrzymamy smaczny kawałek komiksu, który z chęcią mogę polecić każdemu, kto jeszcze nie miał styczności z tą historią. Znajomość samego WWH nie jest niezbędna do lektury, przynajmniej moim zdaniem.
Zupełnie inna sprawa ma się z dwoma mini-seriami ze znaczkiem Aftersmash na okładce. O ile jeszcze ta opowiadająca o Warbound była znośna, o tyle Damage Control to już zupełna pomyłka, ale może po kolei.
Warbound – mini-seria autorstwa Grega Paka, opowiada oczywiście o losach Przymierza po wydarzeniach z WWH. Niemal z każdym kolejnym zeszytem, człowiek coraz bardziej dziwił się, że pisał to właśnie ten scenarzysta. Historia co numer stawała się coraz bardziej nudna, niemal, jakby była pisana na siłę. Dopiero ostatni numer zaskoczył, w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Jeśli miałbym oceniać Warbound, to za całość mini-seria ta dostałaby 6/10, z czego dodatkowy punkt za rysunki. Leonard Kirk dał świetny popis swoich umiejętności i to głównie dla jego twórczości ochoczo sięgałem po kolejne numery...
...czego nie można powiedzieć o mini-serii Damage Control. Gdy już się wydaje, że Dwayne McDuffie na głupsze pomysły wpaść nie może, on udowadnia mi, w jak wielkim jestem błędzie. Oto bowiem zarys tej, krótkiej na szczęście, historii wygląda tak: podczas WWH, dzięki małej pomocy Hiroima (jednego z Warbound), niejaki budynek Chryslera pobrał tyle mocy, że doprowadziło to do jego... ożywienia. Postanowił więc narobić małego zamieszania, lecz na jego drodze staje śmietanka herosów Marvela. Gdy ten szybko się z nimi rozprawia, ostatnia nadzieja w firmie Damage Control. Brzmi głupio? I takie w rzeczywistości jest. Jedyne co mogę o tej mini powiedzieć to: omijać, kurde, omijać!!
Słowem podsumowania, uważam, że obie mini-serie spod znaku Aftersmash, można sobie spokojnie podarować. Jedynie historia rozpoczynająca ongoing Herculesa jest naprawdę ciekawa i dobrze napisana. I całe szczęście, że tak jest, gdyż dzięki temu byłem w stanie wybaczyć Marvelowi jego zupełnie nielogiczną, moim zdaniem, zmianę nazwy serii przy niezmienionej numeracji. W każdym razie, jeśli crossover World War Hulk przypadł wam do gustu, to musicie sięgnąć po przygody Herca. Mini-serie tylko dla ciekawych (Warbound) lub desperatów (Damage Control).

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.