Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #70 (15.12.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 15 grudnia 2008 Numer: 45/2008 (70)


Marvel "sprząta" po Secret Invasion, tym razem prezentując czytelnikom one-shot Secret Invasion: Dark Reign. Sądząc po reakcjach, które znalazły się w najnowszym Pulsie, fani mają już dość tego crossovera.



Adam: Legend Of The Blue Marvel #2 avalonpulse0070c.jpg
Gil: W tym numerze wszystko skupia się na poszukiwaniach tajemniczego, zaginionego bohatera i masie dyskusji na temat politycznych i moralnych aspektów jego zniknięcia. I chociaż Grevioux zaczyna wracać do tej samej techniki, która nie przyniosła mu sukcesu w New Warriors - czyli strasznie rozwlekłych dialogów, nie całkiem związanych z tematem - tutaj może mu to ujść na sucho, bo wiadomo, że dyskusja jest częścią fabuły. Nie można mówić o rewelacjach, bo wiadomo, że w końcu znajdą Blue Marvela, ale ciąg przyczynowo-skutkowy jest jak najbardziej poprawny. Spadek formy jest natomiast widoczny w warstwie graficznej i jest to spadek spory. Po skrzyżowaniu jednego z drugim, dostajemy przyzwoite 6/10.
Lokus:
Drugi numer to praktycznie nic po za dialogami. Tony Stark stara się odnaleźć Blue Marvela i dziwi się, że jego dane są utajnione przez S.H.I.E.L.D.. Ostatecznie jednak wpada na odpowiedni trop i szuka dalej. Tak można by w skrócie opisać ten komiks i wydawałoby się, że strasznie mnie zanudził. Tak jednak nie było i choć uważam, że Marvel chce wprowadzić do swojego świata kolejnego Sentry'ego, to jednak wciąż jestem ciekaw dalszych wydarzeń i na pewno zajrzę do kolejnych numerów. Aż dziw bierze, że pisze to Grevioux, odpowiedzialny za takie "dzieło" jak New Warriors. Nadal jest nieźle i 6/10 będzie.
Undercik: Seria, która ma nam dać drugiego Sentry'ego. Nawet ciekawe, ma klimat, rysunki mogą być, ale po co dawać kolejnego superhiperekstra potężnego superbohatera? Sentry wystarczy.

Amazing Spider-Man
#580

Gil: Ten numer jest wypełniaczem. I nie kryje się z tym, od tytułu począwszy, przez wybór przeciwnika i całą konstrukcję fabuły. To znaczy, że jeśli ktoś śledzi główne wątki BND, może się zawieść, ale jeśli ma je w głębokim poważaniu, może świetnie się bawić. Mi się podobało. Odkopanie i odświeżenie zapomnianego łotrzyka wyszło dobrze, a scenarzysta (Roger Stern) sprytnie bawi się konwencją wypełniacza, nadając mu więcej sensu, niż ma wiele rozwlekłych historii. Plus też dla Lee Weeksa, którego w Pająku widziałem po raz pierwszy i spisał się dobrze. Dam nawet 7/10.
Krzycer:
Ojej. Była już mowa o tym, jakie to historie z Pająkiem po OMD są old-schoolowe, ale to już, cholera, przesada... Pojawia się nowy zły. Umyka Pająkowi. Dowiadujemy się więcej o nowym złym. Pająk zjawia się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie i go pokonuje. The end.
Jakiś urok to w sobie nawet ma, ale Blank rzuca tak wyświechtanymi tekstami (...zwłaszcza w zaciszu swojego apartamentu, mówiąc do telewizora...), że głowa mała.
A poza tym to nie jest to nowy bad guy tylko gość wyciągnięty - jak informują przypisy - z dwóch numerów West Coast Avengers... Po co?

Undercik: Kolejny moim zdaniem zapychacz w pająku - dowód na to, że wydawanie trzech numerów w miesiącu jest zbędne. W tym numerze dostajemy nowego przeciwnika, który zostaje pokonany. O ile jeszcze poprzednie dwa numery coś wniosły (JJJ senior), to ten oprócz przeciwnika na jeden raz nic nie wnosi.

Captain Britain And MI 13 #8
Gil: Dobra - dałem się nabrać - Jamie nie był prawdziwy. Trochę szkoda, ale z drugiej strony to, co serwuje nam Cornell, jest nawet lepsze. Niespodziewane sojusze, zdrady, zwroty akcji i wciąż ten cudowny surrealizm sytuacji. O dziwo, najlepsze momenty tego numeru zgarnął Blade i jeśli seria utrzyma się na przekór wynikom sprzedaży, może się zdarzyć, że zacznę go lubić. Rysunki tradycyjnie dobre, więc i ocena adekwatna, czyli 8/10.
Lokus:
Tutaj akcja nawet na chwilę nie zwalnia tempa i bardzo dobrze! Członkowie MI:13 zdradzeni przez Midlandsa i tylko jeden człowiek może ich teraz uratować, ale on akurat zajmuje się swoim braciszkiem. Wygląda na to, że powrót Meggan to była niezła ściema, ale nigdy nie lubiłem tej postaci, więc płakać za nią nie będę. Blade i Spitfire znów pokazali się z jak najlepszej strony, a Pete - w swoim starym stylu. Panowie Cornell i Kirk odwalają naprawdę kawał dobrej roboty, dlatego martwi mnie duży spadek tej pozycji w rankingu sprzedaży. Czyżby Amerykanie się nie znali? Za ósmy numer 7/10

avalonpulse0070d.jpgAstonishing X-Men: Ghost Boxes #2
Gil: Ellis napisał kiedyś świetną dwuczęściówkę pod tytułem Ruins, która była mroczną kontrą dla przesadnie ślicznych Marvels. W zeszłym tygodniu ta druga seria wróciła w sequelu i teraz nie mogę oprzeć się wrażeniu, że i Ruins w pewnym sensie wróciły. Wydaje mi się, że te dwa numery miały na celu pokazanie, skąd to się wzięło (w pierwszym) i do czego może doprowadzić (w drugim), natomiast w głównej serii dowiemy się, jak temu zapobiec. No i okay, mnie to nie przeszkadza. Jak ktoś nie chce, nie musi czytać, ale wtedy umknie mu parę wymyślnych scen śmierci. Dobrze się czyta, klimat jest, a w dodatku znów możemy spojrzeć na scenariusz w surowej postaci. Czyli kolejne 7/10.
Hotaru: Na dzień dzisiejszy Ghost Boxes okazało się zupełnie zbędnym projektem... z fabularnego punktu widzenia. Ja jednak cieszę się, że obydwa numery zostały wydane. Nie tylko ze względu na skrypt Warrena Ellisa dołączony do komiksów, ale też ze względu na dobre historie. Scenarzyście i jego rysownikom udało się na kilku stronach nakreślić światy, których losy naprawdę mnie obeszły. Drugi numer stoi o wiele wyżej pod względem graficznym od pierwszego, i nie zgadzam się, że druga historia jest pod tym względem gorsza. Jest inna.
Jeśli potem na łamach Astonishing okaże się, że przedstawione tu opowieści jakoś wpływają na główną fabułę, tym lepiej.

Krzycer: Ojejku, jej. Nie wiem, czy jest jakaś statuetka przyznawana najbardziej dołującym, wpędzającym w depresję komiksom o nastroju minorowo-grobowym... ale Ellis ciężko na nią zapracował. Szkoda tylko, że rysownik drugiej części nie dorównał rysownikowi części pierwszej. O steampunkowej opowiastce z poprzedniego odcinka nie wspominając (swoją drogą - blackbird w tamtym wydaniu to najbardziej zajefajny pojazd, jakim kiedykolwiek poruszali się X-Men).
A teraz, skoro dostaliśmy już 4 przebitki ze światów alternatywnych (z których nie wynikło nic ponad to, że Subject X i jego kompani podbijają alternatywne Ziemie, bo potrzeba im lebensraumu...) , najwyższa pora na powrót do 616, bo Ellis zawiesił akcję akurat kiedy zaczynało się robić ciekawie.

Lokus: W sumie powiem szczerze że nie wiem, po co Ellis to napisał. Nie znaczy to jednak, że Ghost Boxes to komiks zły - wręcz przeciwnie. Pierwsza historia o samobójstwie alternatywnego Cyclopsa uzupełniona o świetne rysunki Claytona Craina po prostu wymiatała. Druga, choć narysowana dużo słabiej, również bardzo dobra. Po raz kolejny pokazano, że Armor świetnie pasuje do tej grupy. Jak dla mnie jest to komiks tygodnia i cieszę się, że prawdopodobnie główna seria Astonishing znów wróci do dawnego świetnego poziomu. 8/10

Civil War House Of M #4
Gil: Trzeci z kolei numer, w którym ginie Charles Xavier. Tym razem już chyba na dobre, bo w finale nie będzie dla niego miejsca. Poza tym, numer trzyma poziom poprzednich, czyli poza niezobowiązującą nawalanką, okraszoną kilkoma refleksjami, nie wnosi wiele. Mags wyczynia fajne sztuczki z tarczą Kapitana, a i Wanda ma niezły moment. W sumie kolejne średnie 6/10.
Krzcyer: N
o, to przynajmniej koniec opieraniem cliffhangera na zabijaniu Xaviera. Do tego ciekawa scenka z Nukiem i Wandą, marny koniec Bucky'ego i mamy wcale fajny odcinek.
Pewnie, można się upierać, że wszystko jest równie niepotrzebne co HoMoAvengers - ale skoro Gage ma pomysły i realizuje je całkiem sprawnie, to po co narzekać?


What If Captain America Fallen Son
Gil: Jak to z Łatifami bywa, nie ma tutaj za bardzo o czym mówić. Pomysł przyzwoity, wykonanie gorsze. Sumerak sprytnie połączył kilka pomysłów, ale nie umiał ich odpowiednio przedstawić, by wywołały efekt, na jaki były prawdopodobnie obliczone. Kilka innych pomysłów okazało się słabe i pachnie pójściem na łatwiznę. Grafika nie najgorsza, ale mogłoby być lepiej. Takie typowe 5/10.
Krzycer: M
eh. Ale wniosek płynie jeden - bohaterowie Marvela powinni się cieszyć, że umarł Cap, a nie Stark. Hip hip...

Wolverine Flies To A Spider

Gil: Jeszcze jeden łolwerinowy łanszot z wesołą nawalanką i niczym więcej. Po trzech stronach odechciało mi się czytać, a gdzieś w połowie przestałem uważnie oglądać rysunki. Nudzą mnie już te łolwerinowe łanszoty. 4/10.

Wonderful Wizard Of Oz
#1

Gil: Historię znamy chyba wszyscy, więc nie ma sensu jej oceniać i powiem tylko, że adaptacja jest solidna. Wszyscy wiemy też, że w tym wydawnictwie pierwsze skrzypce gra nie scenarzysta, ale rysownik. Skottie Young jest tu prawdziwym czarodziejem, a jego podejście do postaci ujęło mnie prawie od pierwszego spojrzenia na szkice, dawno, dawno temu. Z przyjemnością przekonałem się więc, że tak samo dynamicznie i efektownie jest przez cały numer, a wyobraźnia artysty kwitnie. Moim ulubieńcem jest już Strach na Wróble, ale nie mogę się doczekać wejście Blaszanego Drwala. Za same rysunki 8/10.
Hotaru: Adaptacja książki, którą wszyscy znamy i kochamy... a z której wszyscy dawno wyrośliśmy. Dlatego sięgnąłem po to wydawnictwo z jednego tylko powodu, a imię jego Skottie Young. I się nie zawiodłem. Rysownik popuścił wodze fantazji, a jego kreskówkowy styl pasuje do tej pozycji jak ulał. Sięgnę po numer kolejny, nie po to, by sobie poczytać coś lekkiego, tylko by pooglądać obrazki. Bo jest na co popatrzeć.

Secret Invasion: Dark Reign
avalonpulse0070e.jpg
Gil: Nie ma co ukrywać, że Secret Invasion wyszła średnio. Ten numer zdołał jednak przekonać mnie ponad wszelką wątpliwość, że Dark Reign opiera się na świetnym pomyśle. Z wykonaniem może wyjść różnie, ale położone tutaj podwaliny wydają się solidne, a sposób przedstawienia sprawy - jasny. A właściwie, to podwaliny okazują się dość chwiejne, a intencje niejasne i to jest właśnie dobre. W takim towarzystwie byłoby dziwnym, gdyby było inaczej. Poza tym, 1-shot ma do zaoferowania kilka niezłych momentów. Zwłaszcza reakcja Namora na widok Lokinki rozbroiła mnie całkowicie. Tajemniczy as w rękawie Normana może się wydawać zagraniem nieco sztampowym, ale usuwa z tego sojuszu element niedorzeczności, zastępując go znakiem zapytania, który zmusza do oczekiwania na rozwiązanie. Liczyłem też, że numer rozbroi mnie na płaszczyźnie graficznej, ale tym razem Maleev nie spisał się najlepiej. Chyba ktoś stał na nim z batem i poganiał, bo rysunki wyglądają dość niedbale. Sporo już powiedziano o paskudności Namora, więc dla kontrastu powiem, że jest też kilka wybitnie dobrych ujęć Lokinki i Emmy. Ten tekst wyszedł mi raczej powściągliwie, więc swój entuzjazm wyrażę dając 8/10 i tytuł numeru tygodnia.
Hotaru: Dam spokój Maleevowi, bo inni już powiedzieli dość na temat jego kreski. Zajmę się scenariuszem, który czyta się świetnie. Bendis napisał fajne dialogi, którym niewiele można zarzucić. Po lekturze przychodzi jednak głębsza refleksja, i sprowadza się ona do tego: fabuła jest naciągana jak gumka od majtek na Blobie przed House of M. Mam nadzieję, że Fraction jakoś sensownie przedstawi motywację Emmy w Uncanny X-Men Annual #2, bo Bendis w tym obszarze poległ na całej linii. Nie widzę też innego logicznego wyjaśnienia obecności Lokinki, niż te, które Gil podał na forum. Bo cóż Norman miałby do zaoferowania bogowi? Jak dla mnie mogłoby się to zamknąć do Osborna, Dooma i Namora. Reszta jest tam na doczepkę.
Lokus: Komiks ten miał być odpowiedzią na niezłe New Avengers: Illuminati, ale niestety nie udało się. Bendisowa forma nadal nie zwyżkuje, a do tego wszystkiego podłączył się Maleev, rysując niezłego potworka. Namor to po prostu katastrofa, a niektóre kadry z Osbornem sugerują, że może się on starzeć i odmładzać na zawołanie (spójrzcie na okładkę dla przykładu - czy to jest Norman?). Również śmierć Swordsmana jakby po prostu napisana na siłę, a motyw z tajemniczym cieniem nawet mnie nie zaciekawił. Niestety one-shot ten stanął na równym poziomie z całą Inwazją i jest dla mnie sporym rozczarowaniem. 5/10
hitano: Bendis zaczyna iść po najmniejszej linii oporu. Numer marny, oprócz snu Emmy, bo akurat to jedyny kawałek komiksu dobrze narysowany, oraz rozmowy Dooma i Namora, bo to jedyny akurat treściwy i nie przegadany moment. Reszta? Blisko dna. W dodatku Maleev w ogóle zaczął tworzyć dziwadła z postaci występujących w oneshocie, szczególnie jego Namor to powód, aby wołać o pomstę do nieba. 4/10
Bertoluccio: Już to pisałem. Inni też to już pisali, ale i tak napiszę jeszcze raz. Co to do diaska ma być? Czyżby Marvel zapomniał dodać, że połowa komiksu jest rysowana przez jakiegoś asystenta Maleeva? Pomijąjąc nierówne rysunki, sama koncepcja Namora leży zarówno pod względem wyglądu, jak i dialogów. To jest ten sam dumny władca, którego ostatnimi czasy widziałem u Herculesa? To nawet Loeb lepiej sobie z nim poradził w "Rulku". Fakt, tekst, który tam powiedział, był napisany jak przez przedszkolaka, ale ten przedszkolak przynajmniej miał jakieś wyobrażenie na temat postaci. Ale skoro już napisałem, co mnie gryzło, przejdźmy do plusów. Rozmowa i sposób przekonywania reszty do swoich racji przez Normana są świetnie wykonane. Tak samo zachowanie Dooma. Mam wątpliwości co do Emmy, ale poczekamy, zobaczymy. Ciekaw jestem też, kto pierwszy zdradzi resztę i czy Doom założył się z Namorem o czas, jaki zajmie Normanowi stracenie całej tej władzy ;) Ogólnie daję 5/10.

X-Men/Spider-Man #2
Gil: I znów Pajęczak spotyka Iksów. I znów ma to związek z Kravenem oraz Sinisterem. Dobrze, że jednak jest tu jakaś spójność, a rozłożenie wątków na lata okazuje się dobrym pomysłem. W tym przypadku zestawienie "Ostatnich Łowów Kravena" z "Masakrą Mutantów" dodaje nieco efektu opowieści i nawalance z Marauders. Nie da się jednak nie zauważyć, że Gage nie odrobił pracy domowej i umieścił w składzie X-Men Dazzler w miejscu Psylocke. Brzydka wpadka, brzydka… Ale poza tym jest nieźle - tak na przyzwoite 6/10.
Krzycer:
Zaskakująco dobre. Machinacji Sinistera nigdy za wiele, Pająka w czarnym kostiumie też nie ;) Co prawda starcia X-Men z Marauders ostatnio spowszedniały, ale i tak - Logan przebijający się przez Creeda, by dorwać Scalphuntera? Awesome :D
Do tego całość jest fajnie narysowana - z wyjątkiem Essexa, któremu artysta uczynił wielką krzywdę.
...i to chyba będzie numer tygodnia, bo to, kurczę, marny tydzień był.

Lokus: No cóż, wciskanie kolejnych nowych faktów w historię pajączka i mutantów wygląda jak na razie bardzo dobrze, choć na pewno jest nieco naciągane. Bynajmniej jednak z ciekawością będę wyczekiwać kolejnych numerów. Rysunkowo wyszło to fajnie, ale Sinister na samym końcu - kiepsko bardzo. Nic to w porównaniu z Namorem, ale trochę psuje odbiór. 7/10



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:


avalonpulse0070a.jpgSecret Invasion: Dark Reign

autor: Alex Maleev

Gil: W środku różnie to bywało, ale na okładce Maleev nie pozostawia wątpliwości co do swoich umiejętności. Mimo, że jest to typowa okładka prezentacyjna, podoba mi się, bo spełnia swoje zadanie. Nawet bardziej podoba mi się od strony technicznej, bo jest jednocześnie bardzo plastyczna i bardzo surowa. Smaczkiem, który mnie urzekł, jest dodatkowa para czerwonych oczu obok Hooda, którą można odbierać na różne sposoby. Muszę sprawdzić, czy można dostać taki plakat.



avalonpulse0070b.jpgWonderful Wizard Of Oz #1 Villian Variant

autor: J. Scott Campbell

Hotaru: Wybrałem tę okładkę, bo ze wszystkich zaprezentowanych w tym tygodniu najbardziej zapadła mi w pamięć. Po pierwsze, Campbell narysował ją, czerpiąc garściami z tego, co Skottie Young dostarczył w środku numeru. A po drugie, zrobił sobie jaja z koncepty "Villain Variant", czyniąc centralnym punktem kompozycji nogi zmiażdżonej przez dom Dorotki wiedźmy. Błyskotliwe.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.12.10


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.