Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #68 (01.12.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 1 grudnia 2008 Numer: 43/2008 (68)


Wyjątkowy tydzień dla fanów Hulka - dostali kolejne numery wszystkich czterech serii związanych z Brucem Bannerem. Dowartościowani również mogą się czuć fani kosmosu oraz świata Ultimate.



Captain America vol. 5 #44 avalonpulse0068d.jpg
Gil: Historia się rozwija, ale strasznie wolno, a ja znów mam wrażenie, jakby miała trwać co najmniej pół roku. Naprawdę, niektóre serie powinny być zastąpione kwartalnie wydawanymi trejdami i lepiej by na tym wyszły. Znów większość numeru to wspomnienia, pogoń i walka o pietruszkę. Owszem, ujawnione zostają kolejne szczegóły, a nawet pojawia się pewne zaskoczenie, bo ten zły okazuje się nie być dokładnie tym, kogo się spodziewałem, ale wciąż jest to jakby trochę mało. Plusem jest niemal niezauważalna zmiana rysownika, który utrzymuje klimat serii. Dam mocne 6/10, ale tylko tyle.
Lokus:
Seria ta ma od samego niemal początku szczęście do bardzo dobrych rysowników. Tym razem zamiast Eptinga pojawia nam się pan Luke Ross i daje świetny popis. Bru tymczasem radzi sobie wcale nie gorzej i po raz kolejny udowadnia, że jest właściwym facetem na właściwym miejscu. Dostajemy w tym komiksie kolejną porcję flashbacków Bucky'ego i po raz kolejny są one bardzo ciekawe. Końcówka sprawia, że z ciekawością będę zaglądać do kolejnych numerów. Gdyby nie DD, to byłby mój komiks tygodnia. 8/10
Krzycer: Numer w porządku, ale bez rewelacji. O ile lubię superbohaterów działających w cywilu, o tyle coś mi się nie podoba w Buckym autorstwa Luke'a Rossa... Black Widow też niespecjalnie mu wyszła.
Od strony scenariusza - tsk. Chyba mamy do czynienia z zapchajdziurą. Ale postać w płaszczu i kapeluszu mnie zaintrygowała, więc numer spełnił swoje zadanie.


Daredevil
vol.
2 #113
Gil: Ta historia Brubakera rozwija się dla odmiany całkiem dynamicznie i nic jej nie można zarzucić. Intryga gmatwa się i zacieśnia w odpowiednim tempie, odpowiedzi i podpowiedzi są dobrze dawkowane, dobór postaci jest intrygujący, a w dodatku Mistrz Izo wnosi sporo humoru w typie Yody. Napięcie fabularne i wyraźny klimat rysunków sprawiają, że chce się więcej, a co najważniejsze - nie ma nudy, która dręczyła poprzednią historię. Tym razem solidne 7/10.
Undercik: J
est bardzo dobrze: jeden z lepszych numerów w tym tygodniu, jeśli nie najlepszy. Walka w deszczu genialna, dialogi bardzo dobre, koncówka świetna, no i oczywiście Bru nie może się powstrzymać, żeby nie wmieszać w historię Danny'ego. Szkoda, że Bru już nie pisze Iron Fista. No, ale w Daredevilu też daje popis.
Lokus: Nikogo tym nie zdziwię, ale to jest mój numer tygodnia. Lady Bullseye daje po raz kolejny popis i chyba tylko dzięki Brubakerowi polubiłem tę postać. Prawdziwą gwiazdą numeru jest jednak pewien tajemniczy staruszek, który pomaga Mattowi. Świetne wciąż są również relacje między nim, a Dakotą. Co prawda nigdy nie przepadałem za Millą, ale jednak teraz mi jest jej autentycznie szkoda. Ponadto Lark jak zwykle daje popis swych umiejętności i to właśnie on powinien dostać ten tytuł na wyłączność, jeśli chodzi o rysunki. Miodzio i 9/10

Ghost Rider: Danny Ketch
#2

Gil: Miniseria nieźle sobie poczyna mimo wiszącego nad nią piętna ongoingu. Pierwsze, co zwraca uwagę, to ciekawa postać Mary, która jest nieźle zakręconą Brytolką i pod pewnymi względami przypomina mi stworzoną przez Cornella Tink. Dalej mamy kontynuację wątku uzależnienia od mocy Danny'ego, który przynosi kilka niezłych i mocnych scen (jak choćby wspomnienie o próbie podpalenia się). A na końcu dostajemy wyraźne nawiązanie do wątku wielu Ghost Riderów i efektowne wejście hinduskiej Rajderki na ognistym słoniu. Zaskakująco dobre i nawet umieszczę ten numer w dolnych granicach 7/10.
hitano:
Na pewno numer fajniejszy od pierwszego. Nadal ssie, że wszystkie rzeczy są już odgrzane z ongoingu o Duchu Zemsty. Nie dziwi mnie więc wcale sprawa z innym Ghostem. Za to dialogi z krukiem są nadal całkiem fajne. No i te "pszczółki" są świetne. Saltares niestety rysuje jednak gorzej od Texteiry. 4/10
Lokus: Będę nieco nieobiektywny, jeśli chodzi o tę mini, bo od kiedy pamiętam jestem fanem komiksowego Ghost Ridera (z wyłączeniem runu Way'a rzecz jasna). W drugim numerze dostajemy wreszcie nieco więcej Danny'ego Ketcha takiego, jakiego znamy i lubimy, a dodatkowo kilka kolejnych demonów i gościnny występ nieco zapomnianego Vermina. Rysunkowo mogłoby być dużo lepiej, jednak kilka momentów zostało ukazanych świetnie. Poczekam z zaciekawieniem, jak ta mini się rozwinie, a tymczasem za ten numer dam 7/10

avalonpulse0068e.jpgGuardians Of The Galaxy vol. 2 #7
Gil: Tak jak w poprzednim tie-inie, nawiązanie do War Of Kings wydaje się subtelne... aż do ostatniej strony, gdzie pojawia się jeden z ważniejszych graczy przyszłego crossa. A tymczasem, All-New, All-Different Guardians wpadają na coś, co zbliża ich do zagadki niszczonej przyszłości, Adam wykonuje zaskakujący ruch, jednocześnie kierując się w stronę swoich korzeni, a Drax i Phyla dowiadują się, że być może nie wszystkie ich nadzieje umarły. Jest dobrze i świetnie się czyta, więc jedynie słuszną oceną będzie mocne 7/10.
Hotaru: Nie lubię, kiedy nagle zmienia się obsada fajnego tytułu. Wprawdzie tutaj nie dokonano pełnej wymiany, jak było przy The Inititative, ale i po prawdzie to i jakość nie spadła tak bardzo. Jestem jednak w stanie to wybaczyć, a to dzięki ostatnim stronicom zwiastującym War of Kings. Coraz bardziej zapalam się do pomysłu epickiego space-opera w świecie Marvela, a dzięki osobom scenarzystów jestem spokojny o to, że wypadnie świetnie.
hitano: Początek War Of Kings wypada dobrze. Ogólnie po naprawdę niezłym SI tie-inie dostajemy kolejny ciekawy numer. Abnett z Laningiem nie spuścili z tonu mimo, że w poprzednim numerze rozwiązali zespół. Sprawa ze Starhawkiem bardzo ciekawa, liczę na jakieś kolejne przebłyski. Nowy zespół? Nie najgorszy, szczególnie z powodu Mantis, Groota i naszego przemiłego Szopa. Interesująco też wypada rzut oka na to, co porabia reszta zespołu. Szczególnie pomysł Adama jest ciekawy. Ostatni kadr taki sobie. No i w końcu Heather żyje? Ale jak? Dużo pytań, liczę, że kolejny kosmiczny event ładnie nam wszystko wyjaśni. 7/10
Lokus: Tak już jakoś mam, że przy zmianach w składach drużyn zazwyczaj jestem początkowo niezadowolony. Tak jest i teraz i dlatego może nie spodobał mi się ten numer. Zdecydowanie czuć brak Star-Lorda i nie podoba mi się mały udział mojego ulubieńca, czyli Draxa. Na plus jednak idą świetne moim zdaniem rysunki, niemniej jednak nie zmienia to mojego zdania, że w tym miesiącu oba komiksy twórców Anihilacji niespecjalnie im wyszły.
Za Strażników dam tylko 6/10

Krzyczer: Bug wrócił! Od przeczytania ostatniego odcinka GG przerobiłem obie Anihilacje, dlatego mogłem (wreszcie?) w pełni docenić ten tytuł. A prezentuje się on bardzo ładnie. Zastępczy oddział Strażników daje radę (Mantis w akcji! Groot! Bug wrócił!). Adam chcący stanąć na czele kosmicznego Kościoła - ciekawostka, tym bardziej, że pamiętamy tajemniczy kokon będący w posiadaniu ww. organizacji. Drax z Phylą na kosmicznym bazarze - sympatyczne. I tak, parsknąłem śmiechem, gdy podziękowali wróżce, która chciała im poopowiadać o Wojnie Królów. Zapowiedź powrotu Heather ani mnie ziębi ani grzeje - znam ją wyłącznie z Anihilacji i jakoś nie zaskarbiła tam sobie mojej sympatii.

Incredible Hercules #123
Gil: Okay… Intryga się zagęszcza i to poważnie. Niestety towarzyszy temu lekki, ale zauważalny spadek humoru i skręt z kursu serii sielankowej w stronę bardziej złożonej. Piszę "niestety", bo właśnie ten całkowicie niezobowiązujący styl najbardziej lubię w tym tytule i odczułem jego brak. Czytało się wciąż fajnie, ale naprawdę czegoś mi brakowało. Trochę niepokojący jest też fakt, że trzymający się dotąd oryginalnej i marvelowej mitologii Pak zaczyna coś tam po kawałku dorzucać. No i niestety, żaden boski mózg nie rozpłaszczył się na ścianie. Nawet pomysł z recapu tym razem był wtórny. Sorry, Herc, ale tym razem tytułu komiksu tygodnia nie dostaniesz i ocena 7/10 musi wystarczyć.
Lokus:
To jest dziwne, że najlepszy komiks z Gammaverse to ten, w którym Hulka ani niczego bardziej zielonego nie doświadczymy. Herc i spółka walczą z Amazonkami, a Amadeus jak zwykle daje popis. Choć w tym numerze nie mamy niczego choćby porównywalnego ze słynnym już Hercowym kciukiem, to jednak Pak i Van Lente nadal świetnie dają radę i udowadniają, że odrobili lekcje z mitologii. Kolejny plus za rysunki Henry'ego, który świetnie pasuje do tego tytułu i fakt, że nie mogę się doczekać kolejnego numeru i w sumie wyjdzie 8/10
Krzycer: Pak z Van Lentem dają radę. Hercules co prawda idzie w odstawkę (choć tak przekrzykiwanie się z Namorem jak i fałszywe przerażenie na wieść o tym tam, no, wihajstrze, wyszły uroczo) ale nadrabia to Cho z Gorgoną. Którą, mam nadzieję, jeszcze zobaczymy, bo autorzy nie dokonają przecież nagłego zwrotu w stronę powagi, tragedii i innych takich... prawda?

New Warriors
vol. 4 #18
Gil: Przepraszam, czy kogokolwiek zaskoczyło cokolwiek w tym numerze? Serio pytam - jest choć jedna taka osoba? Sam nie wysilałem się specjalnie nad próbą odgadnięcia zamysłów autora, bo spływają po mnie, ale widziałem, że inni czytelnicy na forum doskonale rozszyfrowali jego zamysły. Pogratulować. Czytelnikom oczywiście, a nie panu Grevioux. Ocena: 3/10.
Lokus:
Dziwna sprawa, bo naprawdę ten numer był niezły. Chyba po raz pierwszy panu Greviouxowi udało się mnie czymś zaskoczyć, a to się stało pod sam koniec tego czytadła. Cały numer zresztą nieco zalatuje starymi Exiles, bo nie za bardzo chce mi się wierzyć, by Wojownicy trafili do przyszłości świata 616. Również rysunki o wiele lepsze niż w poprzednich numerach. Czyżby szykowało się jakieś godne pożegnanie z tą serią? Oby. 6/10
Krzycer: N
ie wiem, czy jest się czym przechwalać, ale opisując poprzedni numer przewidziałem obie rewelacje tego numeru. No, może nie napisałem, że Iron Manem będzie Dwayne Taylor, ale poza tym wszystko się zgadza.
A poza tymi "rewelacjami" dostajemy typowy odcinek New Warriors - przegadany, z przeciętnymi rysunkami i nieciekawymi walkami.


Hulk vol. 2 #8 avalonpulse0068f.jpg
Gil: K jak kolorowe, wciąż zmieniające się Hulki. P jak przesadnie umięśnione kobiety. I jak irracjonalne zachowanie postaci. N jak niczym nie uzasadnione zwroty akcji. A jak absolutny brak sensu fabuły obu części składowych tego numeru. A teraz, grzeczni widzowie Ulicy Sezamkowej, sami złóżcie sobie, czym tak naprawdę jest ten numer i cała ta seria. Konsekwentnie 3/10.
Lokus:
W zapowiedzi czytamy "Scenariuszem jak zwykle zajmie się Jeph Loeb, więc czego chcieć więcej?" Otóż odpowiadam: SENSU!!! Doprawdy nie rozumiem, jak ten shit może się tak dobrze sprzedawać w Stanach. Już w zeszłym numerze przeszkadzało mi pojawienie się Moon Knighta (jeszcze gorzej napisanego niż we własnej serii) współpracującego z częścią Mightów. W tym jeszcze do tego dochodzą: niezrozumiałe dla mnie zmiany Hulka z szarego w zielonego oraz powiększony skład Lady Liberators, dzięki któremu nie mam już w ogóle pojęcia, gdzie ten komiks umieścić w kontinuum. Do tego dochodzą nie najlepsze rysunki i mamy gotowy hit zza oceanu. Ja tego nie łapię i daję 2/10
Krzycer: Część w Las Vegas pominę milczeniem, bo nic jej nie ratuje. Część z Lady Liberators - i nie wierzę, że to piszę - spodobała mi się. Nie ma w niej krztyny sensu, to, co się dzieje, to chaos w czystej postaci, senny wid pijanego scenarzysty, ni pies, ni wydra, coś na kształt świdra... Ale miałem z czytania tego wielką radochę, zwłaszcza, kiedy w poszerzonym składzie Lady Liberators pojawiła się Spider-Woman - wisienka na torcie tego nieskalanego myślą ludzką absurdu.
Skoro jednak darowałem Loebowi, to muszę zrugać rysownika, bo każda narysowana przez niego kobieta jest po prostu brzydka, a jeśli na stronach pojawia się taki oddział, jak Lady Liberators, to jest to po prostu porażka.
A poza tym nie trzyma się kanonu nakazującego odrealniać superbohaterki - nie po to czytam komiksy, żeby patrzeć na kulturystki.
;)

Nova vol. 4 #19
Gil: Sam powrót Korpusu był już dobrym pomysłem, ale jakby tego było mało, okazało się, że nie wszystko jest tak, jak wygląda. Nie chodzi nawet o fakt, że wielka zielona jaszczurka jest spokrewniona z Fin Fang Foomem, ale o to, że Worldmind zachowuje się na tyle dziwnie, by posądzać go o nieczyste intencje albo nawet nie bycie sobą. Ponadto, wcielenie w szeregi Korpusu Robbiego sprawiło, że w powietrzu zapachniało dramatem z dużym prawdopodobieństwem bratobójczej walki, a nawet śmierci. I szczerze nie mogę się doczekać, jak to się rozwinie. Kolejne mocne 7/10 dla Ryśka i ferajny.

Lokus: Pokrótce można powiedzieć tylko, że w tym numerze poznajemy poszczególnych członków odrodzonego Nova Corps, a także odsłonięte zostają plany Worldmindu. Gdyby było tu więcej zielonego koloru, to pomyliłbym ten komiks z GLCorps, a nie chciałbym by tak było również w następnych numerach. Nawet kolejny występ Darkhawka nie podwyższył oceny. Po dobrym tie-inie do SI mamy spadek formy. w sumie niech będzie 6/10.
Krzycer: Nova na Ziemi? Ja nie chcę! Co jak co, ale w kosmosie wypadał zdecydowanie lepiej. Nowi funkcjonariusze Korpusu spisują się jednak zacnie, a konflikt z Worldmindem zwiastuje ciekawą przyszłość - jest dobrze.

Runaways
vol.
3 #4
Gil: Od początku trzeciej serii nie mogę się pozbyć wrażenia, że koncepcja już się wypaliła i Uciekinierzy nie mają nic więcej do zaoferowania. Niby to wciąż te same, oryginalne postacie, ale już czwarty numer nie wychodzą z domu i tylko gadają. Molly próbuje ratować sytuację, ale fort to za mało. Po przeczytaniu tego numeru stwierdziłem, że mnie zmęczył i na tym oprę swoją ocenę: zmęczone 5/10.
Hotaru: Nie da się ukryć, że nie są to Uciekinierzy Vaughana. I - na szczęście - nie są to również Uciekinierzy Whedona. I chociaż wow-factor nie występuje tak co drugą stronę, to pojawia się na tyle często, że nadal lektura mi się podoba. Na dodatek, Ramos w tym numerze tworzy kilka naprawdę fajnych paneli. Co dziwniejsze - i stwierdzam to z pełną świadomością, że zabrzmię trochę homo - jego faceci stają się coraz bardziej seksowni. Kurcze, gdyby nie Karolina, to płeć brzydka zajęłaby 3 pierwsze miejsca w kategorii "hotness". O ja, aż sam nie wierzę, że powiedziałem to publicznie...
Krzycer:
Że Uciekinierzy nie do końca wyszli Whedonowi, to wiemy. Ale, kurczę, nie spodziewałem się, że Terry Moore, którego znikąd nie kojarzę, da radę - i to zacnie! Z każdym kolejnym numerem czuję się, jakbym czytał Uciekinierów BKV. Wciąż co prawda nie mogę się przekonać do Klary (...i Ramosa), ale za to Molly rządzi jak dawniej. Jest naprawdę, naprawdę dobrze.

avalonpulse0068h.jpgSecret Invasion: Inhumans #4
Gil: Najlepszy tie-in do SI? Tak, wciąż tak. Mimo dużego spadku w końcówce i błyskawicznemu, hurtowemu rozwiązaniu wątków niepotrzebnie dorzuconych w poprzednim numerze, wciąż daje radę. Nie było może rewolucji ani rewelacji, ale Black Bolt powiedział zielonym coś do słuchu i wrócił na swój tron, zmieniając to i owo. Niezłe momenty miały też Medusa i Crystal, ale szkoda, że nie wykorzystano potencjału feniksowo-frostowej Skrullki. Pamiętajmy jednak, jak niski jest poziom innych miniserii spod znaku SI i pozwólmy tej zachować swój tytuł. Ale nie zmieni to faktu, że ocena to tylko 6/10.
Hotaru: Ostatnia odsłona tego tie-inu. Z każdym numerem coraz mniej było w nim Secret Invasion, a coraz więcej War of Kings. Niektórym może się to nie podobać, ale ja nie będę psioczył, że zawartość spalonego u mnie eventu została ograniczona, a perspektywy naprawdę czegoś fajnego zostały wyeksponowane. I właśnie dlatego numer ten przypadł mi do gustu, bo sensownie wprowadza do Królewskiej Wojny.
Lokus: Dlaczego ten tie-in do SI mi się podobał? To proste: bo nie dzieje się na Ziemi. Z każdą kolejną historią z Nieludźmi coraz bardziej żałuję, że nie mogą oni jakoś utrzymać się zbyt długo w regularnych seriach i dostajemy ich tylko w kolejnych, dobrych miniseriach. Pozostaje nam tylko czekać z niecierpliwością na War of Kings. Jeszcze jeden punkcik dodam za bardzo fajne rysunki w tym komiksie i w sumie wyjdzie 7/10 za konkluzję, jak i całą mini.
Undercik: Jeden z lepszych Inwazyjnych tie-inów. Ciekawy numer, odbicie Bolta dobre, no i wstęp do War of Kings, ale najlepszy i tak jest szept Black Bolta do Skrulla.
CrissCross:
Dziwnie szybko się to potoczyło. W porównaniu z poprzednimi numerami tutaj dostaliśmy jakby krótkie i szybkie streszczenie. Ale dobrze, że już koniec. Ogólnie cały temat SI już męczy i nudzi.

Secret Invasion: X-Men
#4

Gil: Byłem szczerze zaskoczony tym, że Cyclops bez mrugnięcia zdecydował się na masowe skrullobójstwo. Zabrakło mi dyskusji nad moralnymi aspektami tej decyzji, ale nadal byłem zaskoczony. Pomysł z wniesieniem infekcji na sobie do statków wroga przypomniał mi pewien historyczny epizod z Indianami i kocami z zarazkami ospy, więc czekałem na moment, kiedy stojący wśród trupów Summers rzuci jakimś powalającym tekstem. Zawiodłem się jednak, bo manewr "poddajcie się, to dostaniecie antidotum" zadziałał jak śląski plaskacz. Nagle okazało się, że to wszystko do niczego nie prowadzi... jak zwykle. O tym, że wątek Nightcrawlera i palantiru przepadł bez wieści, nie wspomnę. Rysunki trochę lepsze, ale może dostać tylko 5/10.
Hotaru: Odnoszę wrażenie, że numer ten powstał bardziej siłą rozpędu, niż z chęci doprowadzenia tego wszystkiego do satysfakcjonującego końca. Wyszło bez polotu, z minimalną dozą sensu i bez żadnych długafolowych skutków ani dla mutantów, ani dla Skrullów, ani dla Inwazji. Zbędna zapchajdziura. Na dodatek redaktorzy dali plamę, bo przez to "antidotum na Legacy Virus" cała fabuła obecnego X-Force traci sens. Nie ma to, jak strzelać sobie w stopę...
CrissCross:
Uff. Wreszcie koniec. Rysunki... specyficzne. Jak dla mnie zbyt bajkowe. A rozwiązanie z użyciem Legacy Virus nie tyle karkołomne, co trochę niespójne choćby z ostatnim X-Force. Tutaj mówią, że mają szczepionkę i nikt się nie boi wypuścić wirusa, a "Kill'em all Squad" Wolverine'a traktuje to, jakby lekarstwa nie było i za wszelką cenę stara się nie dopuścić do uwolnienia choroby. Ja osobiście jestem za X-Force w tej kwestii...
Lokus: Po lekturze ostatniego numeru tej mini pierwsze, co się nasuwa do głowy, to krótkie "nareszcie". Wciskanie mutantów do SI było równe niepotrzebne, jak ich tie-in w Civil War. Ot, tylko mutanci skopali kilkanaście zielonych tyłków i zostali bohaterami San Francisco. Całe te cztery numery można było upchnąć w jakimś one-shocie i najlepiej z zupełnie innym rysownikiem, bo ten rady nie dał. Bura zwłaszcza za Cannonballa i za motyw z Legacy Virus, kłócący się obecną historią z X-Force. 3/10 i wielka ulga.

She-Hulk 2
#35

Gil: Mój numer tygodnia. Przede wszystkim za fakt, że PAD zdołał przedstawić różne punkty widzenia i ich zjednoczenie w obliczu tragedii bez banału, ale to nie wszystko. Odetchnąłem z ulgą, gdy ktoś wreszcie powiedział wprost, że ta Darkstar to nie tamta Darkstar - dziękuję. Do tego mamy kawałek całkiem dobrej walki z oryginalnym pomysłem. Co prawda Crimson Dynamo zachowuje się inaczej, niż przy swoim ostatnim występie u boku War Machine, ale możemy tłumaczyć to sobie tym, że bardziej lubi facetów w żelastwie niż zielone dziewoje. Jest też dość zaskakująca końcówka i rysunki, które nadal mają swój specyficzny urok. No i oczywiście drogie panie, których nie sposób nie lubić. A oceną będzie 7/10 tuż przy granicy z ósemką.
Lokus:
Dziwna to sprawa, że Marvel najpierw jednego tygodnia wydał prawie wszystkie x-tytuły, a w tym dokładnie wszystkie z gammaverse. Jeszcze dziwniejsza sprawa to fakt, że teraz po raz pierwszy chyba skrytykuję nieco PAD-a, bo ten numer był moim zdaniem po prostu słaby. Ponad połowa to nieustanna bijatyka, a reszta jest po prostu nudna. Po tym numerze moje negatywne nastawienie do Lady Liberators jeszcze bardziej wzrośnie. Szkoda, że rysownik tym razem również najlepszy nie był. 5/10
Krzycer: N
umer w porządku. Ale - niestety - tylko w porządku. Liczę, że finał tej historii wynagrodzi nam ten zaledwie dobry odcinek.
Z drugiej strony mój odbiór byłby bardziej pozytywny, gdyby tydzień temu Winter Guard nie postąpiła wbrew swoim rozkazom za namową War Machine'a. Ale niestety, te dwa komiksy wyszły tuż po sobie i teraz człowiek się zastanawia, jakim cudem Winter Guard nie siedzą jeszcze w jednym łagrze z oligarchami, skoro nie są w stanie wykonać żadnego rozkazu, którego wykonanie stawiałoby ich przeciwko amerykańskim herosom...


Ultimate X-Men #98 avalonpulse0068j.jpg
Hotaru: Tak się zastanawiam, czy ta fabuła skupia się na Rogue dlatego, że pierwsza klasa mutantów została zarezerwowana dla głównej miniserii Ultimatum? Jeśli tak, to możemy ich już spisać na straty. Ale chociaż Rogue uratowano od "talentu" Loeba. I co z tego, że Wraith jako Vindicator to nietrzymająca się kupy kpina? Dobrze się to czyta, jeszcze lepiej się na to patrzy. Zabawnie.
CrissCross: Ro
zmowa Jean z Rogue trochę sztuczna. Zrobiono z Jean nagle taką trochę upartą szefową, co do niej nie pasuje. Reszta numeru w miarę przyzwoita.
Krzycer: Tożsamość Vindicatora okazała się dużo bardziej logiczna, niż przypuszczałem. Teksty Rogue o tym, jak Wraith zastępował jej ojca już nie, zważywszy na to, że u Millara prosiła go, by nie łamał jej nóg, gdy wróci do bazy. No chyba, że to jakiś syndrom sztokholmski...
Poza tym - Ultimate Nightcrawler ma pecha. Najpierw Kirkman zrobił mu wielką krzywdę, robiąc z niego homofoba, wariata i przywódcę Morlocków (w tej kolejności), a chwilkę potem Coleite za pośrednictwem narkotyków robi z niego Blink, by zaraz potem do spółki z Loebem go uśmiercić. Jako fan Kurta w wersji 616 jestem oburzony ;)
Swoją drogą - Jean opłakuje Dazzler i Nighcrawlera, a nie pozwala dołączyć Rogue do grupy, która wystąpi w Ultimatum? Bardzo przepraszam, czy Coleite pamięta, że sam umieścił Dazzler i Nightcrawlera w teamie X-junkies wraz z Rogue? Coś mi tu bardzo, ale to bardzo szwankuje.
Poza tym - kiedy Cyclops wrócił do Instytutu? Przecież jako jedyny pod koniec historii z Banshee pozostał "na wolności"... Nie podoba mi się to wszystko.


Skaar: Son Of Hulk #5
Lokus: Po pięciu numerach tej serii muszę niestety stwierdzić, że jak dotąd nie porwała mnie historia syna Hulka. Choć tym razem Skaar udowodnił, że pod czaszką ma coś przypominającego mózg, ale nadal jednak uważam, że Greg Pak musi się jeszcze trochę bardziej postarać. Radę za to daje Garney, którego styl lubię już od czasu Amazing Spider-Mana. Mam nadzieję, że w kolejnych numerach, gdy pojawi się Silver Surfer, będzie nieco lepiej. Tymczasem za ten numer 6/10.

Krzycer: Numer oceniam pozytywnie, głównie dlatego, że wyjaśnił nieco zależności między postaciami i to, skąd taki a taki dysponuje taką a taką mocą. Nadal jednak czekam, aż Pak wróci do formy z Planet Hulk... i obawiam się, że się nie doczekam. A przynajmniej nie w tej serii.

Thor Man Of War

Gil: Matt Fraction kontynuuje swoje wyrwane z continuity wątki z poprzednich wyrwanych z continuity one-shotów. Czy ktoś z Was w ogóle je pamięta? Ja nie, więc przez cały czas zastanawiałem się, dlaczego Thor nagle zaczął rozwalać Asgard? Gdyby wydali to jako miniserię, zadałbym sobie trud zapamiętania, co działo się w kolejnych numerach, ale takie rozegranie, przy wrzuceniu między kolejne części jeszcze jednego one-shota, zupełnie nie miało sensu. Coś przebąkiwali o trylogii, ale to tylko dodaje argumentów pytaniu: dlaczego nie ministeria? Na szczęście, oprócz konieczności wysilania pamięci i czytania wszystkich dostępnych w słowniku wyrazów na literę S, mamy jeszcze coś dla oka. Zarówno Mann w pierwszej części, jak i Zircher w drugiej spisali się świetnie i podnoszą ocenę o kilka oczek. Ta ocena to 5/10.
Krzycer: N
o dobra, znudziły mi się już te ułamkowe one-shoty o Thorze. W pierwszych dwóch jeszcze jakiś dowcip był co jakiś czas, a tu już tylko epicka rozróba. Ładnie narysowana - ale to wszystko.

True Believers
#5

Gil: Zakończenie, jakiego można było się po tej serii spodziewać. Okazało się to i owo, zły gościu został odkryty i ukarany, a na koniec i tak zostawiono wielką furtkę dla kontynuacji, której jakoś nie widzę. Pomysł naprawdę miał potencjał, ale wykonanie nie wykorzystało go nawet w połowie, dlatego w ostatecznym rozrachunku stwierdzam, że jestem zawiedziony i wystawiam 4/10.

Ultimate Spider-Man #128

Hotaru: Cieszy mnie, że twórcy tie-inów do Ultimatum nie wzięli przykładu ze scenarzysty głównej serii i nie wzorowali się na tym, co pisał Loeb. Gdyby tak było, numery te musiałyby być tak samo kiepskie. A tak Bendis nadal prowadzi swój - bardzo fajny - tytuł, a Ultimatum pojawia się jakby mimochodem. A takie historie towarzyszące są najlepsze.
Krzycer: N
umer byłby ciekawszy, gdyby pierwszy numer Ultimatum nie zdradził, że Gwen wraca na stałe (no chyba, że Loeb ją odstrzeli w drugim numerze Ultimatum). Mimo to nastrój autentycznej radości panujący w Triskelionie w końcówce tego numeru udzielił się i mi :) Takie to sympatyczne było.
Also of note: ciocia "Harry Calahan" May. Przebiła nawet załatwienie Kameleona z jednoczesnym wyszydełkowaniem "Gotcha!" z 616.


avalonpulse0068k.jpgX-Force vol. 3 #9
Gil: Zamiast kolejnych cytatów z kultowych piosenek jest całkiem ciekawa narracja z punktu widzenia Domino. Jest kilka dobrych tekstów, parę niezłych scen, ale nie ma nic szczególnie dobrego, co wyróżniałoby ten numer. Jest za to coś, za co trzeba dać Yostowi i Kyle'owi po łapach, a mianowicie klonowane Sabretoothy. Jeden z numerów UXM został całkowicie poświęcony udowodnieniu, że akurat Creeda Sinister nie dał rady klonować, a tu nagle wyskakuje takich kilku, jak króliki z kapelusza. Minus też za demonicznego niedźwiedzia, który był ściśle związany z Moonstar i plemieniem Czejenów, podczas gdy Proudstar jest Apaczem - tu na szczęście coś jeszcze mogą wyjaśnić. Mały plus natomiast za powrót uśmiechniętych pancerzyków The Right, czyli konsekwentne rozwinięcie pomysłu wskrzeszonych fanatyków. Jeśli dodamy też coś za dobre rysunki, wyjdzie z tego 7/10.

Hotaru: Pierwsza historia X-Force trochę mnie przerosła - nagromadzenie wątków i postaci z zamierzchłej przeszłości, w której niekoniecznie się orientuję, nie pozwoliło mi do końca się cieszyć lekturą. Tym razem kojarzę wszystkie występujące to elementy, więc nie mam wrażenia, że coś mi umyka. Choi rysuje dobrze, mało jest tu nieudanych kadrów, a kolory czynią jego rysunki jeszcze bardziej imponującymi. No i ta okładka... miodzio.
Lokus: To jest zdecydowanie najciekawsza obecnie x-seria. Dla mnie także ze względu na świetny gościnny występ Ghost Ridera. Bardzo mało jest tylko Rahne, a była jednym z powodów, dla których ten tytuł od samego początku był świetny. Liczę na jej szybki powrót, choćby po to, żebyśmy nie żałowali, że tak brutalnie zabrano ją nam z X-Factor. Rysunki jak zwykle stoją na bardzo dobrym poziomie, jednak ja już chciałbym doczekać powrotu Craina. Ghosta na pewno jeszcze lepiej by narysował. Vanisher również świetny. 8/10

Wolverine: Origins #30
Gil: Bez większego zaskoczenia, zakończenie okazało się najsłabszym punktem crossa. Way praktycznie olał wątek Hellfire Clubu, co może wcale nie jest takie złe z punktu widzenia tego wątku i dalszych losów Legacy. Na szczęście zdążyli pokazać, że Klaudyna żyje i ma się w miarę dobrze. A wątek łolwerinowo-dakenowy? Również nie przyniósł zaskoczenia i zakończył się dokładnie tak, jak poprzednie historie poruszające go - niczym. Ot, pogadali i poszli dalej szukać tego super-złego Romulusa. I niech już go znajdą, niech go usiekną i niech w końcu zamkną tę serię. Zastanawiałem się, co powinienem dać i zdecydowałem, ze za całokształt crossa dam 6/10, ale to wyjątek.
Lokus:
Po tym numerze jestem coraz bardziej pewien tego, że to jednak Daken będzie członkiem Dark Avengers. Ogólnie całe Original Sin uważam za bardzo udany minicross, w czym zapewne zasługa większa Carey'a, niż Way'a. Ta historia spodobała mi się na tyle, że nawet postanowiłem (na krótko zapewne) wrócić do czytania tej serii. Za ten numer dam 8/10, co jest moim rekordem przy tej serii, a za całość 7/10
Krzycer: Uff. Bałem się konkluzji tego crossovera, bałem się wysokiego stężenia Waya w każdym kadrze. Niepotrzebnie - Carey musiał nad nim czuwać, tak, jak przy otwierającym crossa one-shocie. Nie wiem tylko, komu zarzucić niepotrzebne dramatyzowanie warstwy tekstowej pogrubianiem każdego "Romulus", "killed", "your mother" i "revenge", jakie padają z ust postaci. W tym akurat czuć Way'a, ale może to wina Cory'ego Petita.



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:


avalonpulse0068a%281%29.jpgThor: Man Of War

autor:
Marko Djurdjevic

Gil: Kolejna świetna okładka z kolekcji pana D. Oprócz tradycyjnej już niezwykłej plastyczności, zwróciła moją uwagę świetną dynamiką. Efekt potęguje padający śnieg i powiewające na wietrze elementy strojów oraz połączenie efektu rozmycia z lekką mgłą. Jeśli dodamy do tego dobrze wyglądające postacie i całkiem sprytną kompozycję, dostaniemy nie tylko świetną okładkę, ale także dobry materiał na plakat.



avalonpulse0068b.jpgUltimate Spider-Man #128

autor: Stuart Immonen

Lex: Wyjątkowo udany tydzień pod względem okładek. Wyróżniam tę zachęcającą do zakupu USM #128, bo Stuartowi Immonenowi udało się coś, co nie powiodło się dziesiątkom artystów przed nim: narysował Venoma w oryginalny sposób. Symbiot pojawia się na okładkach regularnie, ale przeważnie nie wyróżnia się niczym specjalnym. Tak naprawdę niewiele zmieniło się w tej postaci od czasów Todda McFarlane'a i Erika Larsena, więc bardzo cieszy mnie wersja Immonena, który znacznie odświeżył symbiota.


avalonpulse0068c.jpgX-Force vol. 3 #9

autor: Mike Choi

Hotaru: Choi się postarał. Tej okładce naprawdę nie można niczego zarzucić. Nie tylko od strony warsztatu, ale i samej dbałości o detale. Zwracam szczególną uwagę na to, że Logan jest niższy od Domino i na plakaty ze starymi członkami X-Force w tle. Wielkie brawa dla inkera i kolorysty - mogli to łatwo skopać, a dzięki nim okładka cieszy oko perfekcją wykończenia. Więcej takich!







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.11.26


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.