Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #67 (24.11.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 24 listopada 2008 Numer: 42/2008 (67)


Wiele udanych komiksów, zaskakujące epilogi kilku historii i związane z nimi chwalebne peany na cześć twórców - tego nie znajdziecie w dzisiejszym Pulsie. Niestety tydzień pod względem poziomu komiksów Marvela wybitnie nieudany. Nad czym najbardziej poznęcają się czytelnicy?



Zapowiedzi - luty 2009
Gil: W porównaniu z poprzednim miesiącem mamy wyjątkowo mało debiutów, bo tylko sześć. Z pewnością najbardziej oczekiwanym z nich będzie seria Secret Warriors, czarnym koniem może okazać się druga ministeria Agents Of Atlas, a strzałem w stopę wskrzeszone Astonishing Tales. Pięć tytułów dobiega końca, w tym dwie regularne serie. O ile w przypadku New Exiles wszyscy chyba odetchnęli z ulgą, to wiadomość o zamknięciu She-Hulk przyniosła zdecydowanie odwrotną reakcję. Cóż, może zmiana kierunku była zbyt radykalna dla wielbicieli Shulkie. W lutym pojawią się oczywiście także one-shoty, ale tylko dwa. O dziwo, nie ma nic związanego z walentynkami, ale jest za to origin Sabretootha, który na pewno wzbudzi kontrowersje. O reszcie wiele nie da się powiedzieć, poza tym, że sporo zapowiedzi znowu utajniono. Aha, jeszcze taka drobnostka: nowa historia w ASM nosi tytuł Character Assassination. Czyżby twórcy przygód Pająka zorientowali się w końcu, co mu zrobili, czy też mają zamiar dobić postać?

Wyniki sprzedaży - październik
Gil: Miesiąc należał oczywiście do Marvela, a na liście króluje oczywiście kolejny numer Secret Invasion. Tym razem konkurencji udało się wepchnąć do pierwszej dziesiątki aż trzy tytuły, ale tradycyjne pozostały tam takie pozycje, jak: Hulk (tego fenomenu nigdy nie zrozumiem), New & Mighty Avengers, Astonishing & Uncanny X-Men oraz The Amazing Spider-Man. Zaskoczeniem jest wysoki debiut AXM: Ghost Boxes, który wyjaśnić można chyba tylko nazwiskiem Ellis. Pierwsza połowa listy to dość wyrównana walka między tytułami Marvela, a tie-inami do Final Crisis, w której jednak nasi są górą. Całkiem nieźle poradziły sobie ultimatowe annuale, będące wprowadzeniem do Ultimatum, co dobrze wróży tej serii. Niepokoi mnie za to ogromny spadek serii Captain Britain & MI13 na 96. miejsce listy, co świadczy tym, że Amerykanie nie wiedzą co dobre i stawia przyszłość tytułu pod znakiem zapytania. Listę zamyka Magneto Testament, co znaczy, że jego rzekomy sukces był tylko medialną zagrywką.



Amazing Spider-Man #578 avalonpulse0067d.jpg
Gil: Tydzień temu wspomniałem o koszmarnych rysunkach Martina i teraz czuję się, jakbym wywołał wilka z lasu. No dobra, może jest lepiej niż przy jego poprzednim występie (zwłaszcza na początku), ale to jeszcze nie znaczy, że jest dobrze. Poprzednio też zaczęło się nienajgorzej, a skończyło się absolutną kiszką. Sama historia jest jakaś nijaka. Ot, wsiada Piotrek do metra, a to oczywiście musi być podejrzane i musi zostać zaatakowane. Użycie Shockera ma tyle sensu, że jest uzasadnieniem rozwałki i ani krzty więcej. Dopiero wprowadzenie Jamesona seniora jest światełkiem w zapadniętym tunelu i może zwiastować coś ciekawego. Tylko taki szczegół - ile on ma lat? Bo jakoś dziwnie nie wygląda starzej niż jego syn.
Dam 4/10.
CrissCross:
No, muszę przyznać, że numer całkiem ciekawy. Rysunki ciut słabe, ale ogólnie nie będę tym razem narzekać. Historia nie jest może odkrywcza, ale... ostatnia strona dość ciekawa...
Krzycer: Początek z wróżbą i Pająkiem w deszczu był nawet śmieszny. Dalej było bardzo przeciętnie, a wprowadzenie Shockera niewiele zmieniło. Ale za to wiemy teraz, że JJJ to tak naprawdę JJJJr.
Słowami Keanu Reevesa - łoł.


Avengers/Invaders
#6

Gil: Mniej więcej od części czwartej każdy kolejny numer przynosi nowe rozczarowanie. Z góry wiadomo było, że skoro wszyscy Invaders oprócz Namora są już martwi, to ten wątek będzie poruszony, ale zaczyna być wałkowany na siłę. Serio, czy gdyby ktoś z Was skoczył 60 lat w przyszłość, zdziwiłby się, że już nie żyje? Bo ja raczej nie. No i nadal wałkujemy apokalipsę androidów z Torchem w roli głównej. Jego reakcje są trochę przesadzone, ale jeszcze ujdą w tłoku, natomiast fakt, że nagle kontroluje wszystko od LMD po Extremisa, to już mocne przegięcie. Poza tym, te niewdzięczne LMD coś knują za jego plecami i tylko czekać, aż w dramatycznym momencie zrozumie swój błąd, albo w ogóle okaże się, że ktoś inny pociąga za sznurki.
Przyjemność z czytania spada, więc i ocena spada - 5/10 tym razem.
Krzycer: Z
apowiadała się fajna historia, ale cały ten wątek z Human Torchem - mesjaszem androidów - i zdradziecko zabójczymi LMD wydaje się niepotrzebnie ją komplikować. No nic, pożyjemy - zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Undercik: Po paru stronach odłożyłem numer. Zapowiadało się ciekawie, teraz wychodzi nam papka. Szkoda, ta maxi-seria miała potencjał, chyba by lepiej zrobili, gdyby historię zmieścili w 5-6 numerach i pominęli niektóre wątki.

Deadpool
vol.
2 #4
Gil: O dziwo, muszę stwierdzić, że historia ta przypomina mi trochę te z poprzedniej solówki Deadpoola, ale z pewnością nie te najlepsze. Powracamy do tematu wynajmowania się dziwnym ludziom do dziwnych zadań, które są dość zabawne. Niestety, tylko "dość". Rozumiem, co Way próbuje tutaj zrobić, ale czuć, że brakuje mu warsztatu albo twórczego polotu. Zombie to oczywisty chwyt marketingowy, ale jestem już nimi tak zmęczony, że absolutnie nie są zabawne. Co innego Igor - ten nawet się udał. Tylko dlaczego to wszystko musi się dziać w kolejnym małym kraiku w Europie Wschodniej, gdzie wszyscy mówią po niemiecku? Mocno mieszane uczucia mam, więc dam 5/10 tuż przy granicy z szóstką.
Krzycer: P
arę tekstów i sytuacji mnie rozbawiło, a to więcej, niż mogę powiedzieć o jakimkolwiek komiksie Waya (może z wyjątkiem obecnego crossa z X-Men Legacy, ale on idzie na konto Careya, bo nie jestem obiektywny). Nie, żebym się łudził, by szło ku lepszemu, ale... nie było tragicznie. Tym razem.

avalonpulse0067e.jpgFantastic Four #561
Hotaru: Rzeczywiście, zakończenie totalnie przewidywalne. I sam nie wiem dlaczego, ale nie potrafię obsmarować tego komiksu. Może to zasługa Hitcha, który wykreślił kilka naprawdę imponujących rysunków, czy też Millar mnie zahipnotyzował, bym wbrew wszystkiemu wychwalał jego scenariusze. Powinienem się czuć oszukany, ale powiem tylko, że wolę już przewidywalne zakończenie, niż zupełnie nieprzywidywalne i zupełnie bezsensowne. Chociaż supełnie nieprzewidywalne i zupełnie sensowne byłoby jeszcze lepsze...
Gil: Niespodzianka! Udało mi się przewidzieć dokładnie każdy element tego numeru. No, może z wyjątkiem tego Wolverine'a - albo nie pamiętam, żebym o nim wspominał. Może cieszyłbym się swoją przenikliwością, gdyby nie było takie oczywiste. Ale oprócz elementów oczywistych są także elementy idiotyczne, a przynajmniej nie pasujące do jakichkolwiek teorii na temat alternatywnych przyszłości w uniwersum. Reed wszczepił Sue lokalizator i bęc! Od razu wyskoczył on u przyszłej Sue. Gdyby zastosowane tu myślenie miało sens, tamta od razu by o tym wiedziała, bo pamiętałaby ten moment, ale nie... A najzabawniejsze, że wszystko uszłoby jej na sucho, bo przecież chciała dobrze. Hitler też chciał. I jeszcze mamy mityczny związek tego wszystkiego z innymi tworami Millara. Zaraz się okaże, że tamte historie dzieją się na tej drugiej Ziemi albo coś równie odkrywczego. Na mały plus mogę zaliczyć tylko fakt, że Hitch radzi sobie trochę lepiej, ale nie zmieni to faktu, że całość dostanie 3/10.
Krzycer: O jeny jej. Mark Millar jest przereklamowany. Nie, Mark Millar jest przereklamowany. Albo przereklamowany - w każdym razie, jedyne, co nie było jasne i oczywiste od paru miesięcy to to, że zniży się do wrzucenia Logana do całego tego bajzlu...
Also of note: zakapturzony Logan używa pazurów, a zatem wrócił do swojego starego ja. Czyżby przypadkiem miało to nastąpić w wielkim, oszałamiającym i zapewne zaskakującym finale "Old Man Logan"?
A przy okazji - to chyba najgłupszy kostium, jaki Loganowi zdarzyło się kiedykolwiek nosić. Ale może to tylko ja i moja awersja do kapturków.


Ender's Game: Battle School #2
Hotaru: Wiem, że to trochę łyso zaczynać recenzję od takiego stwierdzenia, ale z tym komiksem nie mogę inaczej - genialne! A po pierwszej lekturze nie spodziewałem się, że aż tak do mnie przemówi. Bo czytając po raz pierwszy skończyłem tak szybko, że wszystkiego było mi za mało. Zacząłem się dąsać na zajmujące całe stronice panele ze startem wahadłowca czy dokowaniem do Szkoły Bojowej. A potem streściłem ten numer i mówię Wam - upchnięto tam już tyle treści, że głowa puchnie! Dialogi żyją, za co wielkie dzięki Yostowi. Ale gwiazdą tego numeru i tak jest Ferry. Jego przedstawienie sali treningowej i ćwiczeń chłopców w nieważkości powaliło mnie na łopatki - mistrzostwo świata!


Foolkiller: White Angels
#5

Gil: Widać, że z ostatnim numerem historia nie miała już nic nowego do zaoferowania, więc Hurwitz poszedł w efektowne i szokujące zakończenie. Niestety, przesadził z tym i wyszło groteskowo. Głupcobójca tnie, sieka i kroi na plasterki - dosłownie. Pierwsze przegięcie to scena, w której obcina bratu Furiatowi uszy, nos, wargi, a potem całą twarz. Drugie to hurtowo serwowany manewr Podbipięty z obcinaniem trzech głów jednym cięciem miecza. Trzecie i absolutnie fantazyjne to wymalowanie swojego logo krwią i flakami ciągniętego za samochodem szefa złych gości. Sorry, Mr. Hurwitz, but that's just bullshit! Miejmy nadzieję, że kolejna historia będzie miała więcej do zaoferowania przez całą swoją długość, bo powrót Kaszlaka zapowiada się obiecująco. Mimo wszystko, jako całość seria wypada całkiem dobrze, bo początek miała dość mocny, ale za ten numer najwyżej 5/10 dostanie.
Hotaru: Taki zawód! Poprzednia miniseria naprawdę mi się spodobała, zarówno pod względem graficznym, co i dzięki świetnemu scenariuszowi. Niestety, sequel okazał się o wiele gorszy od pierwowzoru. I mam na myśli fabułę, co jest o tyle dziwniejsze, że obie miniserie napisał Hurwitz. Może miał pomysł tylko na pierwszą, a drugą napisał tylko dlatego, że mu zaproponowali więcej kasy? Nie wiem. Powiem jednak tyle - jeśli kolejna miniseria miałaby być podobna do tej, lepiej sobie w ogóle darować.

Iron Man Director Of S.H.I.E.L.D. #35 avalonpulse0067f.jpg
Gil: Finał serii oraz jednocześnie koniec i początek historii z War Machine. Co być może zaskoczy niektórych czytelników - Jim Rhodes nie zginął. Suprajz! Odstawił Terminatora, poskładał się do kupy i wrócił pomagać dzielnym Rosjanom, którzy wzruszeni tym faktem olali swoje rozkazy i pomogli mu w walce z zielonymi. Zostało to całkiem nieźle pokazane, więc nie będę marudził, ale muszę wspomnieć o jednym szczególe, który nie daje mi spokoju przy każdym występie Winter Guard: Darkstar jest martwa, do cholery! Niech ktoś to w końcu wyjaśni, albo niech przestaną traktować bardziej świadomych czytelników jak idiotów. Poza tym, zawiodłem się mocno, ponieważ nie zamknięto jedynego wątku, który nadawał sens temu tie-inowi do SI, czyli misji wskrzeszenia Starktechu.
Teraz głupio to wyjdzie, bo tyle narzekałem, a na końcu powiem, że jednak nawet mi się podobało i dam 6/10.
CrissCross:
Takie sobie. Wielki amerykański wojownik pomógł swoim rosyjskim towarzyszom i oni go puścili wolno wbrew zarządzeniom własnego rządu. Stary i ograny numer. Tie-in potrzebny chyba tylko po to, aby rozpocząć nową serię.
Undercik: Zaczyna się od próby operacji Skrullów - oczywiście przerwanej przez War Machine - potem tylko wkłada zbroję, zaczyna się nawalanka, łubu dubu łubu dubu i tak kończy nam się reklama nowej serii.

Ghost Rider vol. 5 #29
Gil: Starcie dwóch Ghost Riderów wreszcie stało się faktem i wygląda całkiem ciekawie, głównie ze względu na wzajemne zastosowanie pokutnych spojrzeń, które dorzuca garść argumentów do niedawnej dyskusji na ich temat na forum. Sens ma też fakt, że Johnny chce się pozbyć swojego Ducha Zemsty, ale z kolei minusem jest to, że Aaron zdradza zakończenie solowej serii z Dannym. No, chyba, że nie tak to będzie, bo w końcu to tylko przepuszczenie. A na koniec niespodzianka i więcej Ghost Riderów. Zgodnie z obowiązującą mogą jest też Lady Ghost Rider, która o dziwo nie wygląda jak miss anoreksji i nawet ma piersi (o czym wspominam, ponieważ w piersiach nie ma kości, więc płonący szkielet nie powinien ich mieć - tak gwoli ścisłości). Ponieważ jest całkiem fajnie, może dostać swoje 6/10.


Moon Knight
vol.
5 #24
Gil: Potraktuję ten numer jako pretekst dla kilku słów o arogancji scenarzystów. Otóż uważam, że jest to jedna z największych bolączek przemysłu komiksowego w obecnych czasach. Wystarczy, że ktoś zdoła utrzymać swój tytuł w pierwszej setce list sprzedaży i już wydaje mu się, że może robić w nim wszystko. Najczęstszym objawem jest ignorowanie cudzych scenariuszy i pomysłów oraz praw świata, w którym istnieje ulubiona zabawka pana scenarzysty. Doskonałym przykładem jest ten numer, w którym zwykły facet z zestawem ostrzy do rzucania pokonuje sześć osób, z których każda w normalnych warunkach zmiotłaby go jednym ruchem palca. Czy jest w tym sens? Nieee... Ale jest sporo arogancji. Panu już dziękujemy. 3/10 na do widzenia.

Punisher: War Journal
vol. 2 #25
Gil: Tym razem nie będę się rozpisywał. Jest brzydko, jest głupio, jest bezsensownie. Dobrze, że to koniec tej serii, więc z czystym sumieniem mogę pożegnać ją, dając 1/10.
CrissCross:
Nieważne, co się dzieje w świecie Marvela, ale Franek zawsze musi się tam pojawić i kogoś zastrzelić. Tie-in kompletnie niepotrzebny.

avalonpulse0067g.jpgThunderbolts #126
Gil: Wszyscy chyba czekaliśmy na nowego scenarzystę z wypisanym na czole pytaniem, czy uda mu się wejść w buty Ellisa. Moim zdaniem udało się. Może klimat psychozy nie jest jeszcze tak intensywny, ale już można go wyczuć i jest przyjemny w odbiorze. Wiadomo, że na początek trzeba rozstawić swoje figury i wykonać pierwsze ruchy, mając w rękach wątki pozostawione przez poprzedników i Diggle daje sobie z tym radę całkiem sprawnie. Norman ma wielki plan, który wyjaśnia, dlaczego tak wiele osób chce go zabić. Jest cholernie niebezpieczny. Pozostali członkowie grupy są póki co rozstawiani, ale widać już, że Songbird i Moonstone dostaną znaczące role. Szkoda tylko, że Chen Lu musiał odejść, bo mógł jeszcze zamieszać. Jak na razie nie mam zastrzeżeń co do prowadzenia którejkolwiek z postaci, a wręcz podoba mi się to, co widzę. Dotyczy to także strony wizualnej. Ogólnie dam na zachętę mocne 7/10, żeby nie szarżować.
Krzycer:
Ale, ten, czy Moonstone kilim Robbiego? Bo jeśli tak, i odpalą też Songbird, to po pierwsze - szkoda, a po drugie - niespodzianka i zwrot w nowym kierunku. W każdym razie - ten numer wypadł dobrze, może nawet bardzo dobrze - ostateczna ocena będzie zależeć od rozwiązania kwestii Robbiego...

Uncanny X-Men
#504

Gil: Mam wrażenie, że jest nieco lepiej niż ostatnio, ale nadal nie znaczy to, że jest dobrze. Najlepszym wątkiem jest z pewnością ten z Piotrem, który po prostu ma sens. Wycieczka do Ameryki Południowej na spotkanie z wielkim geniuszem, o którym nikt wcześniej nie słyszał, jest już mocno naciągana. Natomiast wizyta w umyśle Cyclopsa to już zupełny bezsens. Domyślam się, że niespodziewane wyrośnięcie olbrzymich cojones spowodowało burzę hormonalną oraz wejście w spóźniony okres dojrzewania i dlatego myśli tylko o babach. Ale że Emmy to nie rusza? No, dajcie spokój! Najwyżej 4/10.
CrissCross:
Średnio to ciekawe. Coś w rodzaju uwertury. Mam nadzieję, że w następnym numerze się rozpędzi, bo taki przerywnik jest dobry tylko, jak nie trwa dłużej niż jeden numer.
Krzycer: Nie wiem, co to za sekret z przeszłości Rasputina, ale już mi się nie podoba. Z drugiej strony wycieczka po umyśle Scotta - dziwna... Przynajmniej dostajemy wyjaśnienie tego, jak trzyma X-Force w tajemnicy przed Emmą. Naciągane, ale ujdzie Brułamkowi płazem, bo rozbawili mnie frazą "psychic kung-fu".

X-Men: Legacy #218
Gil: Nieeee! Tylko nie Klaudynka! Jak oni mogli ją tak zwyczajnie sniktnąć?!? Jeśli w następnym numerze nie podniesie się z podłogi z szelmowskim uśmiechem, pokazując zdolności regeneracyjne Sinistera, to się obrażę. Przecież nie zabija się postaci, której istnienie właśnie nabiera sensu, prawda? No dobra, ale to tylko jedna scena z tego numeru. Poza tym, mamy całkiem ciekawe starcie Logana z Shawem, kolejne przegięcie z telepatią Charliego i szczęśliwie mało wspominków. Czyta się dobrze i jest na co popatrzeć, a los Klaudynki i obietnica rozstrzygnięcia sprawiają, że z niecierpliwością będę czekał na ostatnią część historii. Ta zdała egzamin, więc dostanie mocne 7/10.
Hotaru: Cóż, wracamy do starego, nudnego Legacy. Ostatni numer zdołał odrobinkę zaintrygować, niestety w tym powiew stęchlizny powraca, czytając czuję się jak ghul. Dajcie łysemu w końcu godnie umrzeć - jako nawóz dla chwastów będzie pożyteczniejszy, niż obecnie.
CrissCross: Hmmm... to sobie Lady Sinister pożyła. Chociaż nie. Pewnie nic jej nie będzie, jak to zwykle w tym świecie bywa. Miło jednak widzieć, że Daken nie dał się do końca wodzić za noc.

X-Factor vol. 3
#37
avalonpulse0067h.jpg
Gil: Pożegnanie Stromana zdecydowanie wyszło serii na dobre, bo i ładniej, i bardziej czytać się chce. Nie wiem, czy rzeczywiście przełożyło się to na poziom scenariusza, czy takie wrażenie sprawia tylko większa przyjemność z czytania, ale wydaje się, że wreszcie seria wróciła do poziomu, za który zgarniała wszystkie pochwały. Znów jest super! Właściwie każda strona przynosi coś dobrego - jakąś scenę, tekst, albo rysunek. Nie brakuje perełek i mocnych scen, a w końcu dostajemy to, na co czekaliśmy od dawna. No, może jeszcze nie całkiem, ale kałuża na podłodze jest dobrym początkiem. Ach… Naprawdę przyjemnie jest znów obcować z bardzo dobrym numerem X-Factor i z satysfakcją wręczyć mu tytuł komiksu tygodnia oraz ocenę 8/10.
Hotaru: Stroman odszedł i wraz z nim łzawienie po otwarciu numeru. Innymi słowy - strona graficzna zaliczyła znaczącą poprawkę. Niestety fabularnie delikatnie opadamy w dół. Nie przepadam za Darwinem, więc wątek mu poświęcony po prostu mnie nuży. Wydaje mi się, że postęp jaki zaliczył w tym numerze można by przedstawić na 3 stronach, a nie tylu, ile mu poświęcono. Na szczęście jest jeszcze Theresa i jej dziecko...
CrissCross: Nareszcie skok jakości w górę. Rysunki już są lepsze (chociaż w kilku miejscach miałbym zastrzeżenia) i od razu całość się lepiej czyta. Zarówno akcja w podziemiach, jak i rozmowa w domu bardzo fajnie napisane. Faktory wracają do formy.

Young X-Men #8
Gil: Niniejszym chciałbym podziękować panu Guggenheimowi za to, że pomimo swojej ogromnej arogancji zechciał uszanować pamięć Douglasa Ramsaya i pozostawić go martwym. Mam też nadzieję, że obecność nowej Cipher będzie miała choć odrobinę sensu, co zamierzam sprawdzić w następnym numerze i jest to jedyna rzecz, jaka jeszcze mnie tu trzyma, bo cała reszta komiksu to jedno wielkie bla z przyzwoitymi rysunkami. Dam tradycyjnie 3/10.

Hotaru: Po skończeniu pierwszej historii zajrzałem wybadać, czy aby nie warto do tego wrócić. Nie warto. A co gorsza, Guggenheim ma zamiar wykorzystać popularność Victora, by podnieść status tego jego podrzędnego... jak mu tam... Graymalkina. Szkoda Anole'a. Szkoda Dust i Rockslide'a. Ale chociaż okładka jest niczego sobie...



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:


avalonpulse0067a.jpgThunderbolts #126

Autor
: Francesco Mattina

Gil: Koncepcja i efekt rozłożyły mnie całkowicie. Po pierwsze, postacie wykonane są w świetnym, fotorealistycznym stylu (który nie do końca służy Venomowi, ale na swój sposób ukazuje go w innym świetle). Po drugie, ukazanie ich w rozbitych kawałkach szkła (lustra?) nie tylko tworzy genialny efekt, ale także oddaje charakter grupy i postaci. Szczególnie widać to na przykładzie Normana, którego rozbity fragment jest zielony. I jest jeszcze Bullseye - jedyna postać nie rozbita, a w dodatku wyglądająca, jakby stała za tym wszystkim i była sprawcą tej sieczki. Dla mnie jedna z okładek roku.


avalonpulse0067b.jpgAvengers/Invaders #6

Autor: Olivier Coipel

Gamart: Najlepszą okładkę tygodnia mają zdecydowanie Thunderbolts, ale ta również jest ciekawa. Przedstawienie dwóch drużyn z różnych okresów historii na wzór karty do gry i tarczą Captaina, która jest elementem je łączącym, daje naprawdę fajny efekt. No i to w końcu praca Coipela, który zawsze tworzy świetne okładki.





avalonpulse0067c.jpgYoung X-Men #8

Autor: Michael Ryan

Hotaru: Wahałem się pomiędzy tą okładką a coverem Avengers/Invaders #8 Alexa Rossa, ale w końcu moja sympatia do x-ludzi przeważyła szalę. Ryan wykorzystał całe dostępne mu miejsce, rozmieszczając postaci z rozmysłem i potęgując wrażenie klaustrofobicznej ciasnoty. Wprawdzie w samym numerze niczego w ten deseń nie uświadczymy, ale to czyni tylko okładkę najlepszym elementem tego komiksu.





Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.11.19


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.