Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #58 - Fantastic Four vol. 4: Hereafter TP

Fantastic Four vol. 4: Hereafter TP
Scenariusz:
Mark Waid
Rysunki: Mike Wieringo
Okładka: Mike Wieringo
Liczba stron: 120
Cena okładkowa: $11,99
Zawiera: Fantastic Four #509-513

FF_vol_4.jpgCrov: Jakiś czas temu recenzowaliśmy z Gamartem Fantastic Four: Authoritative Action TP, które opowiadało o przejęciu władzy w Latverii przez Fantastic Four, czego efektem była śmierć jednego z członków. Jeśli nie chcesz wiedzieć którego – nie czytaj dalej.

"Hereafter" to bezpośrednia kontynuacja poprzedniej historii – zaczyna się dokładnie w momencie, kiedy Reed próbuje odratować przyjaciela. Niestety, jest za późno. Następne tygodnie mijają Reedowi, Johnny’emu i Sue wyjątkowo ciężko. Fantastic dał się pochłonąć pracy, Johnny traci zmysły widząc zmarłego przyjaciela u swego boku, a Sue – która wyraźnie zachowała najwięcej rozumu – opiekuje się dziećmi oraz Alicją, która także przeżywa śmierć Bena Grimma, zresztą nie mniej niż sama Sue. Reed Richards nie bez powodu jest nazywany "Panem Fantastycznym" – udaje mu się wreszcie znaleźć rozwiązanie problemu, którym jest coś tak banalnego, że nikt z pewnością by na to nie wpadł: przywrócić Bena do życia. W tym celu – a jakżeby inaczej – Fantastic Four musi wyruszyć na podróz do Nieba.

Brzmi kiczowato? Głupio? Dziwnie?

Tak, to Fantastyczna Czwórka, ale wbrew pozorom czyta się to stosunkowo przyjemnie.

Historia to absolutne science-fiction połączone z fantasy, czyli klasyczne połączenie jeżeli chodzi o superbohaterskie historie. To przygodowa opowieść o przyjaźni i miłości do przyjaciół – czyli z morałem. Ładne, chwalebne i optymistyczne. Bóg, którego w końcu uda się spotkać Fantastycznej Czwórce, okaże się być miłym staruszkiem z ołówkiem w ręku (nota bene przypominającym pewnego znanego rysownika), który raz dwa wymaże blizny na twarzy Reeda, a potem pomoże Czwórce wrócić na Ziemię, przy okazji podaruje im nawet rysunek.

Mimo całego pesymizmu i smutku w pierwszym numerze, później robi się niemiłosiernie miło, słodko i kolorowo. Taki urok tego tytułu, jednak dla mnie to trochę za dużo. Już sam absurdalny pomysł wyruszenia do Nieba po Bena jest dla mnie ciężki do strawienia. Nawet nie tyle ze względu na swoją wspomnianą dziwaczność, ale ze względu na stłamszenie dramatyzmu sytuacji, jaką była śmierć Thinga. Od początku wiadomo, że uda się przywrócić do życia Grimma, ale w tym wypadku Mark Waid nie próbuje nawet udawać, że to śmierć na poważnie. No dobrze, próbuje – na połowę pierwszego numeru. Gdyby Bena zabrakło na jakąś inną, trzy-częściową, historię w podobnym tonie do depresyjnego klimatu części pierwszego rozdziału to brak Bena byłby poważniejszy i dotkliwszy.

Nie zważając na niestworzone pomysły Mark Waid pisząc radzi sobie dobrze. Wspominałem o smutnym początku, który został ujęty interesująco i przyziemnie (co także powoduje dysonans z resztą historii), ale nawet późniejsze hurraoptymistyczne zakończenie w rękach mniej zdolnego scenarzysty z pewnością powodowałoby poważniejsze mdłości. W tym wypadku to głównie moje
"przejedzenie" tego typu słodyczą.

Jednym z największych – jeśli nie największym – plusów tego wydania zbiorczego jest to, że oprawą graficzną zajmuje się chyba najwspanialszy rysownik Fantastycznej Czwórki wszechczasów czyli Mike Wieringo. Nieżyjący już niestety artysta idealnie oddaje obraz super-rodziny w dynamiczny, lekko kreskówkowy sposób. Charakterystyczny i lekki styl Wieringo sprawia, że tym bardziej żałuje braku dłuższego okresu zadumy po śmierci Bena – tego typu oprawa sprawiłaby, że komiks nie byłby za ciężki, ale przekazałaby to, co trzeba.

Czego nauczyliśmy się z tego zbioru Fantastic Four? Jeżeli umiera członek drużyny trzeba wyruszyć po niego do Nieba!
"Hereafter" to po prostu sympatyczna lektura, która spodoba się raczej młodszym czytelnikom (ewentualnie fanom F4 i starszych komiksów), a starych cyników – takich jak ja – skłoni przede wszystkim do uśmiechu politowania. Kupi to tylko wspomniany target, ja pogooglam za obrazkami Wieringo. Ech, Mike - to dobry chłopak był i mało pił!

Gamart:
"Authorative Action", recenzowane przez nas wcześniej, zakończyło się śmiercią jednego z członków Fantastic Four. Jednak to nadal jest komiks i trzeba taką postać sprowadzić z powrotem. W takim wypadku Reed postanawia wyruszyć do samego Nieba, aby sprowadzić tą osobę.

Tak. W tej oto historii zespół wyrusza do Nieba. Tego Chrześcijańskiego, żeby bardziej uściślić. Pomysł ten jak na komiks o Fantastic Four jest naprawdę trafiony. U nich już nie takie rzeczy przechodziły i całość jak najbardziej wpisuje się w klimat ich przygód.

Niestety historia ma kilka denerwujących szczegółów. Na przykład drastyczne zmiany klimatu. Zaczynamy ciężkim dramatem i rozpaczaniem po stracie jednego Fantastycznego, po chwili Reed wpada na genialny pomysł i dostajemy podNiebny komiks przygodowy wypełniony mistycyzmem, aby na koniec dostać cukierkowa sielankę. Muszę mimo to przyznać, że historia mi się podobała, bo to solidnie przedstawiona typowa przygoda zespołu, doprawiona naprawdę fajnymi dialogami Waida, która umacniają i tak już Niebotyczne więzy rodzinne. Chociaż niesmak pozostaje, bo klimat z początku numeru był naprawdę gęsty i przybijający i można to było pociągnąć dłużej. No, ale cóż, to Fantastic Four. Komiks ten ma głównie bawić i to robi. Samo przedstawienie Nieba jest pomysłowe i miło się przygląda zastępowi aniołów, Wrotom do Raju czy samemu Najwyższemu [który ukazuje się Fantastycznym w bardzo ciekawej postaci].

Co do rysunków to mamy tu do czynienia z ekstraklasą. Mike Wieringo był naprawdę wspaniałym artystą, a jego rysunki były stworzone do przygód Czwórki. Zdecydowanie najlepszy rysownik, jaki pojawił się w tym tytule od czasu Jacka Kirby’ego. Kreskówkowy styl świetnie pasuje do lekkiego i sentymentalnego klimatu komiksu. Zdecydowanie dla samych rysunków już warto się zainteresować tym zbiorem.

W sumie nie mam za wiele do napisania w związku z tym tytułem, ponieważ do po prostu kolejna solidna historia duetu Waid i Wieringo okraszona ciekawym pomysłem. Można oczywiście było ciekawiej rozwinąć wydarzenia z poprzedniego TPB, ale nie jest źle i polecam, jeśli chcecie poczytać coś lżejszego.

Dodatkowo w tomie dostajemy jeszcze dwucześciową historie "Spider-Sense", w której to przyglądamy się staraniom Spider-Mana i Torcha w odzyskaniu przez tego drugiego szacunku u mieszkańców Nowego Jorku. Prosta i niezobowiązująca historia przepełniona humorem. Miło zobaczyć kolejne spotkanie tych postaci, szczególnie z rysunkami Wieringo.



LTplus.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.